mikas73
20.11.10, 22:21
Facet z rurą zapukał wczoraj po południu. Przedstawił się jako reprezentant firmy, która w ramach promocji wyczyści nam za darmo (!) kanapy i dywany. Chciałam kulturalnie pogonić, bo we wszystkich takich widzę węszących złodziei i seryjnych morderców, ale mój mąż entuzjastycznie zaprosił faceta do środka. Aha! Miał wyprać jutro dywan w pokoju malucha (mąż), przypomniało mi się.
A jakże, okazało się, że to darmowe pranie to owszem, ale po prezentacji – superhiperodkurzacza.
Facet z rurą dołował mnie, bo co chwilę , prezentował mi nową , coraz większą kupę kurzu, którą ściągał z firanek, ścian, materacy. W dodatku zadawał trudne pytania: „Pani Mikas, dlaczego tu jest tyle kurzu?”. Na moje bąknięcia typu: „bo…. sprzątamy w sobotę?”, odpowiadał z dziką satysfakcją: „Ponieważ nie ma Pani superhiperodkurzacza!!!”.
Wszystko razem zaczęło mnie lekko denerwować, ale rozładował mnie mój mąż:
Facet założył do rury od hiperodkurzacza nową superkońcówkę: „A ta do czego proszę państwa?...do masażu!!!” i zaczął niebezpiecznie zbliżać się do mnie a więc powiedziałam, żeby pomasował sobie mojego męża i wtedy…… mój mąż – podbiegł do faceta z rurą, ściągnął sweter i koszulę (?!?!), odwrócił, pochylił się i czekał na miłe drapanko. Facet z rurą zbaraniał, ale szybko się opanował i gmerał mojego ukochanego po pleckach. Widok godny zapamiętania

. Mąż pojął po chwili, że był trochę nadgorliwy w swej goliźnie i nici z prezentacji; nasze głupkowate chichranie co chwilę skróciło ją znacznie i bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że nie stać nas na odkurzacz za 12 tys. zł.!!!
Nie bijcie za długi opis ale musiałam sobie udokumentować…