szajma
01.12.10, 14:06
przeszłam samą siebie dziś rano- nakrzyczałam na syna, bo nie chciał się ubrać! jestem na siebie wściekła, mam wyrzuty sumienia, totalnie sobie nie radzę. już od jakiegoś czasu narasta we mnie jakaś frustracja i bezsilność. jest co raz gorzej. nie jestem w stanie być spokojna. zapomniałam, co to cierpliwość. w pracy co godzinę muszę wyjść na kilka minut, bo szlag mnie trafia (pracuję w dziale obsługi klienta). ciągle jakieś pretensje. w grudniu roboty mam tyle, że synka to będę widywać rano tylko- mam już grafik, wrzucili nam o prawie 20 godzin więcej w skali miesiąca niż zwykle. mąż też ciągle w pracy, szlag mnie trafia jak jest 20 a jego nie ma w domu, z małym jest babcia. krzyczę, płaczę, mam pretensje choć top nie jego wina. inaczej być nie może. pracy zmienić nie mam szans- nikt mnie nie chcę, szukam już 4 miesiące. zwolnić się nie mogę, trzeba za coś żyć. w dodatku co wracam do domu, to sąsiedzi z dołu nie dają mi spać. mam jakieś kłopoty ze spaniem, zasnąć nie mogę i bez tego... już nie daję rady. świąteczna radość, wspólne przygotowania, czas dla rodziny... to wszystko na co się czeka cały rok dla mnie nie istnieje.
przepraszam. musiałam się wygadać.
już nawet leki na uspokojenie kupiłam. nic nie pomaga. nie wiem, co robić. gdzie moja radfość życia???