Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa…

09.12.10, 11:05
Zaznaczam: z okresu PRL, kiedy dzieci same bawiły się na podwórku i chodziły do szkoły…

Zrobiłyście w dzieciństwie coś głupiego, aż teraz włosy stają Wam na głowie? Macie takie wspomnienia?

Tato poszedł na wywiadówkę, mama w pracy. Ja z bratem (ok. 10 i 8 lat) wyszliśmy samowolnie na podwórko. Chciał pokazać jak potrafi zeskoczyć z dachu pobliskich garażów (wcześniej skakał z kolegami); pamiętam jak się wybił w górę (w celu zdobycia uznania siostry) leciał, leciał…pięknie wylądował i ...złamał nogę. Wtedy nie wiedzieliśmy, że złamał, myśleliśmy, że skręcił a w ogóle te pojęcia myliły nam się wink. Wzięłam brata na plecy, niosłam kawał drogi, aaa po drodze musiałam odpocząć – położyłam go na ławce i pohuśtałam się trochę ( przepraszam brata za to co jakiś czas wink ) a potem… dalej w drogę. Okazało się, że winda zepsuta, musiałam wrócić do drugiej klatki i nieść go przez strych. Wreszcie dotarliśmy i zadzwoniłam do mamy do pracy. Biedak namęczył się … ja też tym noszeniem i podtrzymywaniem.
Osobna historia z tym złamaniem, to taka, że po ściągnięciu gipsu, brat dalej utykał. Lekarz stwierdził, że to blokada psychiczna. Mama wysłał więc brata do szkoły - dokuśtykał się jakoś, no a stamtąd zabrała go już karetka – kość była dalej nie zrośnięta.

Brat szantażuje, co jakiś czas, tym wydarzeniem ; mnie – zbyt opieszała w zorganizowaniu pomocy i mamę – która, już ze złością w oczach, „wyrzuciła” go za drzwi w celu przełamania blokady psychicznej .

Potrafimy się już z tego śmiać wink ...
    • gaja78 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 11:17
      Masakra ...

      Ze swoich wyczynów pamiętam, że gdzieś w wieku 8 lat dałam się namówić na przejażdżkę traktorem z zupełnie obcym mężczyzną, który podobno szukał mojego ojca. Szczęśliwie ojciec spotkał nas po drodze.

      Historię ze złamaniem też mam na koncie, ale nie aż tak hardkorową jak twój brat. Miałam 13 lat. Podczas powrotu z harcerskiej imprezy przewróciłam się na oblodzonym chodniku. Noga bolała tak, że ledwie szłam dalej. Mimo to jedyna pełnoletnia osoba w towarzystwie, czyli drużynowy, pożegnał się z nami i poszedł do domu. Chwilę potem trzeba było mnie nieść. Jacyś ludzie zaczepieni po drodze odmówili pomocy w formie wykorzystania ich sanek. Rodzice po tym wypadku wypisali mnie z drużyny harcerskiej, o co długo miałam do nich żal, ale dziś jak sobie pomyślę o zachowaniu drużynowego, to mi słabo.
    • carrymoon Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 11:33
      miałam 7-8 lat
      wracałam z koleżanką ze szkoły, szłyśmy do niej do domu. Po drodze była stacja kolejowa, taka malutka. Przejście dołem, zawsze pełno śmieci, butelek itp. Zdarzali się też pijani

      Bałyśmy się iść tamtędy. Ponieważ na peronie stał pociągm nie było jak przejść po torach to .........przelazłyśmy POD pociągiem. Pamiętam, że pociąg stał na semaforach, czyli mógł w każdej chwili ruszyć.

      Wyciągałam marzannę z zamarzniętego stawu.

      Pływałam po stawie na kliku ponakładanych na siebie warstwach styropianu
      • a.nancy Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 20:58
        hardkor. pasuje do twojej sygnaturki smile
        • kocianna Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 10.12.10, 07:01
          Łaziłam po:
          - opuszczonej fabryce elementów budowlanych, pilnowanej przez złe psy. Wchodziło się do niej przez kanał prowadzący do przystani, w którym grasowały szczury wielkości kota. Rozwaliłam sobie tam kolano na jakiejś obrabiarce w kształcie walca (biegałam po walcu i spadłam na niego, a to powierzchnia ścierna była), a potem mocno potłukłam jak skakaliśmy z muru, bo uciekaliśmy przed psami. Mur miał ze 2,5 metra.
          - opuszczonym przedszkolu, zamieszkałym przez bezdomnych
          - opuszczonym doku, z nastoletnimi facetami, którzy mnie namawiali do "innych czynności seksualnych" (ale im uciekłam)
          - omal nie utopiłam brata w... kałuży pozostałej po budowie czegoś-tam. Ale to nie była do końca moja wina, bo budowa była zakończona, oddana, teren nieogrodzony, i skąd ja miałam wiedzieć, że tam dół był, a nie trawnik (no, trawników wtedy nigdzie na osiedlu nie było, ale doły nie były powszechne).
          - zwiałam matce spod sklepu (miałam może z 5 lat), gdzie pilnowałam 3-letniego brata, bo mnie wkurzył, i poszłam sobie do domu. A że mamy w domu nie było, to przypomniałam sobie, że jest w sklepie, i tam wróciłam. Inną drogą. Ładną chwilę się tak szukałyśmy - do sklepu było dobre 10 minut.
    • mondovi Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 11:35
      moja Mama uciekła z kolonii jako dziecko - opowiadała, że czarę goryczy przechyliła zupa jagodowa i to, ze kolega, w którym była zakochana, zatańczył z inną koleżanką. Nocą uciekła oknem, wsiadła do pociągu - spotkała miłych ludzi, którzy się nią zaopiekowali (mama lat wtedy 8 opowiedziała im dramatyczną historię, jak to panie biły dzieci, na usprawiedliwienie swojego występku). Ludzie zboczyli z trasy swojej i odprowadzili mamę pod dom. Babcia potem telegram wysyłała na kolonię, ze córka w domu.
    • lejla81 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 11:51
      To nie było co prawda w czasach PRL-u, byłam trochę starsza, co nie oznacza, że mądrzejsza, bo jak wiadomo nastolatki na rozum to się z małpami pozamieniały. Te zdarzenia mrożą mi do dziś krew w żyłach:
      - skok na główkę do zbyt płytkiego basenu - na całe szczęście skończyło się na bólu głowy, ale jak sobie pomyślę, że mogłabym byc całe życie sparaliżowana... Teraz w ogóle nie skaczę na główkę.
      - wyciąganie klapka, który zleciał mi pod skm-kę, gdy wracałam z jakiejś suto zakrapianej imprezy
      Oczywiście mój synuś na imprezy żadne nie będzie chodził!!
      • lejla81 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 11:53
        A z kolonii też raz uciekłam... Moja mama miała ze mną urwanie głowy wink
    • jowita771 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 11:52
      Mam mnóstwo takich historii. Pierwszy raz poszłam zwiedzać miasto, jak miałam niecałe pięć lat. Poszłam z koleżanką starszą o rok, więc też nieletnią. Bawiłam się na torach i w dołach, z których wydobywa się piach. Zdarzało się, że piach się obsuwał. Skakałam tez w ten piach ze skarpy, a było dość wysoko. Otwierałam drzwi windy na dziesiątym piętrze w chwili, kiedy winda była na parterze i zaglądałam w dół.
      Raz poszłam z koleżankami na ognisko z bandą chłopaków i koleżanki wcięło, a ja zostałam sama z dwudziestką chłopaków i mnóstwem wina. Gadałam z kumplem, a mimochodem usłyszałam jak jeden z chłopaków namawia cicho resztę, żeby zrobić orgię. W towarzystwie był chłopak, w którym się podkochiwałam i on usadził tego chętnego na seks. Rany, jestem mu wdzięczna do dziś.
      A jak byłam jeszcze dzieckiem, zaczepił mnie facet z aparatem i zapytał, czy wiem, gdzie jest cmentarz, bo chciał porobić zdjęcia. Wytłumaczyłam mu, a on zapytał, czy bym mu nie pokazała i ja z nim poszłam wieczorem na stary cmentarz. Ale byłam głupia, miałam szczęście, że facet naprawdę był tylko fotografem, a nie cwanym zbirem.
    • franczii Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 12:30
      Ja mam mnostwo wspomnien z dziecinstwa z lat 80, kiedy to rodzice puszczali mnie samopas.
      Moja mama byla wyluzowana do tego stopnia, ze puszczala nas (ja 5 lat a brat 4) samopas nawet kiedy bylismy zagranica. I za ta zagranica wlazilismy przez otwarte balkony do obcych ludzi, najczesciej, zeby podrzucic uroczy bukiet polnych kwaitkow do wazonu w ramach niespodzianki. Wlazilismy nawet kiedy lokator spal w fotelu. Przylapali nas dopiero po paru dniach.
      W zerowce poszlismy cala klasa do przychodni na jakas kontrole. Ktos nas podpuscil, ze lekarz nie wiadomo co tym dzieciakom robi i ucieklismy z tej przychodni w 4 osoby. Potem nas szukali przez pol dnia a my balismy sie kary jak diabli. Kary nie bylo co nas wtedy zdziwilo. Teraz rozumiem dlaczego wychowczyni miala taka powazna mine i wcale sie nie zezloscila, musiala byc przerazona, czego wtedy nie rozumialam.
      Bedac w duzym miescie w odwiedzinach u babci w wieku 7 lat wybralam sie z kuzynkami na samotna wyprawe do wesolego miasteczka. Pojechalismy z przesiadka, pojezdzilismy na karuzelach i wrocilismy do domu. Nikt sie nie zorientowal.
      Bawilam sie pod blokiem prochem z petard. Kolega sie poparzyl na szczescie niezbyt groznie bo zrobilismy za krotki lont mnie nic sie nie stalo. Potem za kazdym razem kiedy ktos cos w okolicy podpali przychodzila do nas policja.
      Na kolonii z kolezanka zamknelysmy kierowniczke zolze w jej kantorku, za co potem zostala ukarana cala grupa.
      Na obozie w kilka osob wieczorem podkradlismy zaglowke treningowa (2masztowa) i wyplynelismy nia na srodek jeziora.
      Lazilismy po dachach i robilismy psikusy mamie kiedy wieszala pranie na balkonie. Na szczescie nigdy sie nie zorientowala bo zeszlaby chyba na zawal.
      Z kolezankami w podstawowce mialysmy takie ulubione drzewo na ktorym przesiadywalysmy i robilysmy glupie dowcipy przechodniom. Raz jeden zadarlysmy z huliganem z miejscowego elementu i dostalysmy wpier.... A moj 6letni braciszek, ktorego odbieralam ze swietlicy siedzial w tym czasie godzinami w krzakach bo na drzewo bal sie wejsc.
      Wloczylismy sie po pobliskiej budowie, gdzie nikt nie pilnowal, byly jakies glinianki i doly wypelnione smola, mysmy sie w tej smole babrali, raz skonczylo sie nieciekawie.
      Zrobilam w towarzystwie innych miejscowych ziolek mnostwo glupich rzeczy nielubianym sasiadom z bloku. Kiedy jezdze do mojej mamy i tych ludzi spotykam to przypominam sobie moje wybryki jest mi okropnie glupio.
    • dziub_dziubasek Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 12:43
      Odbyłam lot na sankach nad ulicą- wylądowałam na polu po drugiej stronie, ruszać się nie mogłam z tydzień chyba, bo wszystko mnie bolało.... Nie wzięłam po prostu pod uwagę, że górka wygląda jak skocznia narciarska, bo ze względu na tą ulice jest po prostu pionowo ucięta.
      Całe szczęście, że trafiłam akurat na pole, tuz obok posesje były ogrodzone w tym jedna murem...
      I tak dziwię się swoim rodzicom (widzieli całe zajście), ze nie pofatygowali się ze mną do lekarza czy na otsry dyzur. Ja, gdyby mi moje smyki coś takiego odstawiły to bym chyba na sygnale gnała do szpitala...
    • pani_hill Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 09.12.10, 17:05
      Hmm..nie miałam jakiś hardkorowych sytuacji, ale pewnej zimy wyszłam na dwór z moimi dwiema koleżankami. Nudziło nam się i poszłyśmy do miejskiego parku i postanowiłyśmy przejść spory staw po zamarzniętym lodzie big_grin Spory kawałek był, jedna z koleżanek tak się bała, że omal mi ręki nie urwała big_grin
      ______________

      ,,Kobiety były palone na stosie jako czarownice tylko za to, że były piękne.''
      • cottonka Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 10.12.10, 13:20
        1. Biegaliśmy po dachu wieżowców. Kolega jedna noga po takim malutkim murku. Ja za to wychylałam się z dachu wiezowca aby sobie uciąć pogawędkę z koleżanką z 9 piętra - ona też była mocno wychylona. Słabo mi teraz na sama myśl.
        2. tak pilnowałam brata, że mi uciekł i poszedł ok. 3 km sobie w miasto. Poszedł do naszej cioci smile Nie każdy wtedy miał telefon, więc zanim ciocia wróciła dostałam niezłe manto i przeżyliśy koszmar. Miał ze 4 latka!!!!
        3. "conajmniej" hardcorowe" to było to, ze jako 7 latka chodziłam sobie na śniadania do restauracjach - a wiadomo jakie te lokale były. na kolacje też mi się zdarzało wink Chyba były tanie te jajecznice, skoro mnie na to było stać wink
        4. Smażyłam należniki i miałam taki duży płaski nóz, którym przewracałam cisato. Brat mnie wkurzył więc mu przyłożyłam mu takim gorącym do policzka. Łoj....wtedy przestraszyłam się własnej głupoty. Brat do tej pory mi wypomina, dobrze, że się skończyło na pęcherzach.

        • monika19782 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 10.12.10, 13:54
          Ulubiona zabawą moją i brata było robienie miotaczy ognia z zapalniczki i dezodorantu BAC przywiezionego z NRD, zapalalismy zapalniczke a potem psikalismi na płomień dezodorantem mielismy po 7 i 8 lat, mama zawsze uważała że te dezodoranty to lipa bo starczały jej na tydzień.
          • k1234561 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 10.12.10, 17:53
            A ja w wieku ok.7-8 lat wlazłam z koleżanką pod nasz zaparkowany przed domem samochód i leżałyśmy tak sobie na asfalcie pod tym autem,to było latem.Nie wpadłyśmy tylko na to,że przecież mój tata może właśnie chcieć gdzieś pojechać tym autem.Miałby 2 trupy na sumieniu,nie ujechawszy 2 metrów!Na szczęscie jak podszedł do samochodu,zawołałam go,żeby mu pokazać jaką fajną kryjówkę sobie znalazłyśmy.wink
            Jego mina bezcenna!
            • czar_bajry Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 10.12.10, 23:56
              Weszliśmy ze znajomymi na dach naszego bloku- 15 pięter- i bawiliśmy się w berka, mieliśmy po ok 10-11 lat. Była nas cała paczka blokowa, na dachu urzędowaliśmy dość długo najpierw berek potem posiedzieliśmy na krawędzi, cicho nie byliśmy i usłyszał nas ojciec jednego z kolegów- mieszkaniec piętra 15 przyleciał po nas na górę i jak schodziliśmy to lał nas pasem dzieląc każdemu po równo a potem reszta rodziców najpierw poprawiła a potem bardzo mu podziękowałasmile.
              Innym naszym wybrykiem była jazda na dachu windy- zgroza mnie ogarnia na to wspomnienie i jak do dachu swoim dzieciom mogą się przyznać tak do windy nigdy w życiu.
              • kulma.m Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 11.12.10, 10:03
                Oj ja tez glupia bylam smile tylko to byl juz poczatek lat 90 tych
                1. W pierwszej klasie podstawowki, po lekcjach czekalysmy z kolezanka z bloku obok na ktoregos z rodzicow (odbierali nas na zmiane bo mieszkalysmy blisko siebie dzialo sie to na warszawskim Ursynowie), poniewaz dlugo nie przychodzili wpadlam na pomysl zebysmy odwiedzily moja kolezanke z przedszkola smile adres znalam, poszlysmy sobie razem przez iles ulic, mama kolezanki nas wpuscila, pobawilysmy sie dosc dlugo, zrobila sie 19:00 (naklamalam tej mamie ze rodzice wiedza gdzie jestesmy), kobieta stwierdzila ze skoro nikt sie nie zglasza to ona nas do domu odprowadzi he he he... Wchodze do domu, a tam zaplakane dwie matki, policja... Myslalam ze mnie rodzice zabija smile
                2. To bylo w latach 80tych, mialam ze 3 lata smile juz wtedy niezly byl ze mnie numer, dlaczego rodzice sie dziwili potem ze ze mnie trudna mlodziez?? Mialam te 3 lata i bylam z rodzicami na wczasach w Polanczyku, w takim wielkim osrodku, byli z nami jeszcze znajomi rodzicow z dwojka dzieci smile Dziewczynka byla starsza o dwa lata, chlopiec o rok. Rodzice polozyli nas spac, w jednym pokoju, przykazali starszej dziewczynce pilnowac maluchow i poszli na balety (do takiej wielkiej sali na parterze osrodka - my mielismy pokoje gdzies wyzej, ogolnie budnek wielki). Ja sie obudzilam, dzieczynka wszelkimi sposobami probowala mnie zatrzymac, ale twardo sie ubralam (mam przeblyski jak naciagam rajstopy na nogi - bylo to trudne zadanie), zalozylam najlepsza wyjsciowa kiecke i poszlam sie bawic z rodzicami smile Musialam siedziec na poczatku pod jakims stolem, bo tez ma przeblysk stolu i nog pod nim, a koncowke opowiedzieli mi juz rodzice. Ze siedza sobie, pija i sie swietnie bawia, jest jakas 1 w nocy, patrza na parkiet a tam stoi dziecko i tanczy kaczuszki smile Chwile im zajelo zanim zrozumieli CZYJE to dziecko smile
                3. Byla kolo Ursynowskiej Gorki kiedys taka "budowa" nie wiem co to bylo, ale staly jakies metalowe maszyny, takie wielkie konstrukcje z metalu, i plyt betonowych ozywiscie bylo to najlepsze miejsce zabaw.
                4. Oj to mialam juz z 19 lat, bylam na jakies imprezie na drugim koncu Warszawy, ktorej kompletnie nie znalam (Tarchomin chyba), troche bylam podpita, wkurzylam sie na towarzystwo i wyszlam w ciemna noc (2 w nocy), paletalam sie jakis czas po krzakach (ukrywalam sie przed szukajacymi mnie znajomymi), trafilam na przystanek, podjechal autobus nocny, ja nie bardzo wiedzialam w ktora strone on jedzie, okazalo sie ze w odwrotna niz powinnam jechac (zapytalam jakiegos chlopa i on mnie uswiadomil), chlop wysiadal, ja wysiadlam, pokazal mi gdzie powinnam stanac na odpowiedni autobus. jakies 5 minut pozniej ten sam chlop podjechal samochodem i zaprosil mnie do srodka!!!!!!!! a ja WSIADLAM!!!!!!!!!!!! Chlop zapytal gdzie mieszkam, i powiedzial ze mnie zawiezie do domu!!!! Pytalam dokad on jedzie, bo moze mu nie po drodze z Tarchomina na Ursynow, ale twierdzil ze wyjechal sobie na przejazdzke. I rzeczywiscie zawiozl mnie pod dom, jak podziekowalam a on odjechal smile he he he zero oleju w glowie mialam

                Takich akcji z szalonych lat mlodzienczych mam kilka, kiedy ladowalam w mieszkaniach z obcymi chlopami (raz miala sie np. ipreza z klubu przeniesc do jednego chlopaka, ja pojechalam z nim ostatnia taksowka, oczywiscie nikt nie dojechal, chlopak zrobil spagetti, najedlismy sie, jeszcze troche popilismy, okazalo sie ze studiuje charakteryzacje i pokazal mi cala kolekcje kosmetykow!!!, po czym odprowadzil mnie do domu smile!!!!!!!!!!!! - mialam wicej szczescia niz rozumu

                • kulma.m Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 11.12.10, 10:14
                  AAAA i jeszcze sobie przypomnialam z czasow kiedy mialam 18 lat, jak wracalam z imprezy w klubie w centrum. Zalana z pestke musialam przejsc kawalek do autobusu nocnego, byla zima, po drodze sie przewrocilam i podarlam rajstopy na kolanie, wsiadlam do autobusu nocnego i ... zasnelam.
                  Budzi mnie glos "Słoneczko, słoneczko, obudz siesmile" otwieram oczy a nademna kierowca autobusu, jestesmy na petli na Kabatach (niedaleko mojego domu) pod sklepem Tesco i lasem smile drzwi autobusu pozamykane. W pewnym momencie przychodzi na nas do autobusu kierowca innego stojacego na petli.... he he he patrze a na siedzeniu ogorki kiszone, mielonka i flaszka !!!!
                  Panowie sie o mnie zatroszczyli, powiedzieli "No to sie z nami napijesz!!!!" - kierowcy autobusow!!!!!!! Ja grzecznie podziekowalam, zapytalam tylko czy moge zapalic smile oni pili, ja palilam. Kiedy nadeszla pora odjazdu autobusu, kierowca zapytal gdzie mieszkam, zmienil kompletnie trase i wysadzil mnie na swiatlach przed samym domem smile po czym pojechal dalej po tej flaszce !!!!!!!!!!!!!!!!!
    • a_gurk Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 11.12.10, 20:48
      Jako młodzież byłam bardzo grzeczna- kluby poszkolne i kościelne itp. Odbiłam sobie na studiach smile . Natomiast z dzieciństwa pamiętam przechodzenie na waziutkiej kładce bez poręczy nad rwacą lokalną rzeczką, wchodzenie od wewnątrz poręczy na moje drugie piętro w bloku (klatka była duża, mieszkania na bokach, w środku przepaść i ja od tego środka szłam). Jak sobie o tym przypomnę, to mi się zimno i gorąco robi. Pamietam jeszcze opuszczanie mieszkania koleżanki na parterze przez okno, żeby rodzice jej i moi mnie nie widzieli i włóczenie się po okolicznych opuszczonych budowach i budynkach z bandą dzieciaków z osiedla. Dzisiaj takie 4-7 latki bawią się tylko pod opieką dorosłych ... .
      Było jeszcze zjeżdżanie sankami niemal wprost na ulicę, na szczęście wtedy małoruchliwą. Wchodzenie na wielkie betonowe rury na podwórku, pod tymi betonowymi rurami było betonowe boisko. Na dach wieżowca nie dałam się zaciągnąć, widocznie miałam jakieś przepłyski rozsądku.
      W wieku 16 lat wybrałam się spontanicznie z kolezanką na odwiedziny do znajomych na obozie, oczywiście bez żadnych konsultacji, potem na drugi dzień pokonaliśmy jakies 6 km do najbliższej stacji kolejowej, aby móc wrócić do domu. Rodzice jakoś nic nie mieli przeciw tej wyprawie.
      Dzisiaj myślę, że wtedy dzieci miały więcej ograniczeń w domu, ale i więcej wolności poza nim. Dzisiejsze młode pokolenie ma szlaban na całej linii.
    • sonia-3 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 11.12.10, 22:15
      Jak miałam 15 lat, to z koleżanką na ferie zimowe pojechałyśmy do jej cioci do Żywca. Ciocia z wójkiem poszli na imieniny gdzieś tam do znajomych, a my zaraz za nimi poszłyśmy ( oczywiście bez ich wiedzy) na disco. Ale do dyskoteki była duża kolejka, więc poszłyśmy do takiej knajpki -kawiarni. Zamówiłyśmy ( poczułyśmy się bardzo dorosłe) ajerkoniak,którego nam kelnerka nie sprzedała( poprosiła dowód). Dosiadło się do nas dwóch chłopaków, starszych pełnoletnich. Zaprosili nas do domu jednego i my poszłyśmy. Całe szcxzęście, że nie trafiłyśmy na zboczeńców, tylko na normalnych młodzieńców. Jego Mama poczęstowała nas herbatką, jeden z nich pograł na gitarze i odprowadzili nas do domu. Aż strach pomyśleć jak to się mogło skończyć. Wtedy zupełnie o tym nie pomyślałyśmy.
      • czar_bajry Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 11.12.10, 22:43
        jeszcze mi się przypomniały dwie sytuacjebig_grin
        Tu już starsza byłam, moje koleżanki mieszkały tak ze ich balkony były połączone i poszliśmy na wagary do jednej z nich było miło i przyjemnie jakieś piwka pękły i nagle okazało się że jej ojciec usiłuje otworzyć drzwi do mieszkania więc całe towarzystwo w tempie ekspresowym przeniosło się po balkonie( 4 piętro) do tej drugiej- zgrozasmile
        Innym razem wracałam z koleżankami z dyskoteki i zatrzymał się obok nas samochód z dwoma facetami- zaproponowali podwiezienie a my radośnie skorzystałyśmy, one jechały na Tarchomin a ja na Bielany z tym że jedna z nich miała u mnie nocować, odwieźliśmy tą co na Tarchomin chciała i oni mieli nas odwieźć do mnie tylko że w trakcie okazało iż panowie kierują się w stronę Zegrza i wcale nie mają ochoty jechać tam gdzie my byśmy chciały, żadne protesty nie pomagały a zatrzymać się też nie chcieli. Po długiej jeździe okazało się iż wylądowaliśmy w jakimś gospodarstwie - podobno u babci jednego z nich. Ja stwierdziłam iż zabawa mi się nie podoba i godnie oddaliłam się na piechotę w kierunku z którego przyjechaliśmy( nikt nie czynił problemów a koleżanka postanowiła imprezę kontynuować) ale nie miałam pojęcia gdzie jestem. Ubrana byłam dyskotekowo i oczywiście na szpilkach, buty zdjęłam i maszerowałam na boso, po godzinie doszłam do jakiejś trasy i okazało się iż to trasa Warszawa- Gdańsk a ja pod Mławą jestem. Zatrzymałam stopa i dotarłam do Warszawy a kierowca jeszcze kupił mi picie gdyż kasę już przebalowałamsmile
        Nic mi się nie stało- o matko jaka ja głupia byłam a koleżanka wróciła po kilku dniach bardzo zadowolona z życiatongue_out
        • agamamaoli Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 11.12.10, 23:55
          Przełom lat 70 i 80

          - 7 lat - palenia papierosów Marlboro - szłyśmy z koleżanką do kiosku i jedna do drugiej wołała - jakie papierosy chciał tata? Pani w kiosku nie domyślała się, ze takie maluchy mogą podpalać - dodam, że od tamtej pory jestem niepalącą i nienawidzę dymu.
          - bieganie po dachu - zwykła zabawa dzieciaków z wieżowców
          - straszenie ludzi w windach towarowych
          - uciekanie z religii i angielskiego w 3 klasie podstawówki - jak ja musiałam kręcić, bo mama przez prawie cały rok szkolny niczego nie podejrzewała
          - podstawiłam bratu nogę, młody wpadł na regał i złamał sobie nos
          mogłabym wiele opowiadać, byłam strasznie niegrzecznym dzieckiem.

          Okres buntu przypadł u mnie na 7-9 rok życia, potem byłam grzeczna i tak mi zostało
    • mara_jade73 Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 12.12.10, 02:59
      Podobnie jak ktos napisal przelazenie pomiędzy pociągami w letniskowej miejscowości. Do szlabanu nie chcialo sie iść i lepiej bo czasem rowery tam przekladaliśmy.
    • hildegarda-z-plocka Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 12.12.10, 23:28
      jako dziecko za nic nie chcialam byc baba lub tchorzem, i dlatego tez pakowalam sie w najrozniejsze tarapaty. najniebezpieczniejsze sytuacje jakie sobie przypominam:

      -blisko naszego domu byla budowa, a na tej budowie robotnicy wykopali jakies doly, ktore nastepnie zostawili.w tych dolachzamieszkala zmija wraz z potomswem. ja (niezwykle przytomnie) wymyslilam, ze wodzem naszej bandy bedzie ten, kto najdluzej wytrzyma w dole ze zmija. biedny zwierz dostal prawdziwego szalu, gdy kilka osob wladowalo mu sie do legowiska. zaczal nas straszyc szykowac sie jak do ataku. wszyscy momentalnie wyskoczyli z tego dolu. wszyscy- procz mnie, bo ja oczywiscie bylam twarda i musialam wygrac. siedzialam wiec w dole z rozwscieczona zmija.

      -nieustannie rozgrywalismy bitwy. same w sobie byly dosc niebezpieczne- polegaly glownie na rzucaniu w siebie szyszkamii sliwkami, kopaniu zasadzek dla wroga i maskowaniu ich itd. ale gowna atrakcja bylo rzucanie sie tak zwanymi bazkami- nie mam pojecia jak nazywa sie ta roslina, ale w kazdym razie rosnie w stawach i po rozdrobnieniu zamienia sie w puch. no wiec ja wlazilam wielokrotnie do stawu, zeby te bazki zebrac.raz zaplatalam sie o jakies krzaki i padlam. teraz pewnie bylby to moj koniec, ale wtedy nie wpadalm w panike i wyszlam z tego calosmile

      -mnie i moja kolezanke napadlo dwoch sporo starszych kolesi, ktorzy chciei nam odebrac kase. my zamiast oddac im ja grzecznie, zaczelysmy sie stwiac. w pewnej chwili zlapalam lezacy a ziemi patyk, wbilam go jednemu z napastnikow w tylek (haha, nie wiem,czmeu akurat w tylek), po czym szybko ucieklam. potem napadnieto na nas jeszcze raz (kilka lat pozniej) i tez nie oddalysmy tych swoich marnych groszy, tylko zaczelysmy sie klocic, krzyczec itd. o dziwo zostawiono nas w spokoju, a kase zgarnieto od naszych kolegow ze szkoly, ktorzy siedzieli kilka metrow dalejsmile

      - nieustannie wdawalam sie w najrozniejsze bojki z chloakami kilka lat starszymi i sporo ode mnie silniejszymi- za kazdym razem, kiedy musialam bronic swego dziewczynskiego honoru i udowadniac, ze nie jestem wcale slaba. kilka moglo sie dla mnie skonczyc zle, ale na szczescie zawsze jakos udawalo mi sie ujsc calo

      -raz spadlam z drzewa, podrapalam sie i strasznie bolaly mnie plecy, ale zamiast powiedziec o wszystkim mamie, chodzlam w lato w koszulce z dlugimi rekawami, zeby sie przypadkiem nie dowiedziala i nie zabronila mi hasania po drzewach
      "- Masz coś przeciwko czarnym ?
      - Mam coś przeciwko wszystkim. "
    • lipsmacker Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 13.12.10, 02:13
      Miedzy 5tym a 9tym rokiem zycia czesto bawilam sie w bunkrach w karpackich lasach. Byly to lata 70-te, zdazaly sie jeszcze niewypaly, osobiscie pamietam jak jeden znalazlismy z kolega. Nie pamietam jak podchodzili do tego rodzice, pewnie sie tymi bunkrami szczegolnie nie chwalilam zeby mi nie zabronili takiej swietnej zabawy.
      • luska_mamuska Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 13.12.10, 11:25
        ja pamiętam zbieranie kamieni wink i masa innych wspomnień się nasuwa przy takich wątkach .. teraz mam wrażenie, że chuchamy i dmuchamy na nasze dzieci i czasem szkoda, że one ( chyba) juz takich wspomnień miec nie będą...



        ............................
        pl-pl.facebook.com/people/Luska-Mamuska/100001673327356
    • tully.makker Re: Hardcorowe sceny z czasów dzieciństwa… 13.12.10, 11:31
      Latanie po placach budowy, gdzie ganial nas stroz z psami, po innych zakazanych miejscach. Pewnego dnia spadlam z drzewa, peklo mi zebro, ale nie wspomnialam o tym, bolalo miesiac, az sie zroslo...
Pełna wersja