nangaparbat3
10.12.10, 08:09
Rozmawiałam wczoraj z przyjaciółką, bardzo doświadczoną choreoterapeutką. Spytałam, czy w tym roku prowadzi zajęcia dla młodzieży. Powiedziała: nie, nie mam już do tego ani siły, ani cierpliwości. Mogę wybierać, więc pracuję z dorosłymi. Młode dziewczyny są oddzielone od swojego ciała, nie czują go, nie akceptują.
Pomyslałam, że przesadza, przypomnieli mi sie młodzi ludzie tańczący na dyskotekach - ale potem moja własna córka, na dyzkotekach tańcząca cudownie i uwielbiająca to, na chińskiej gimnastyce, na którą chodzimy razem, sama zauważyła, jak bardzo jest spięta, zablokowana.
Mozna by sie tez uspokajać, że to taki etap - bo tak jest. Jednak choreoterapeutka, pracująca już ponad 20 lat, a ze mną współpracująca od 7, mówi, że z rok na rok było gorzej.
Sądzę, że przynajmniej w części powodem jest wymaganie doskonałości swego ciała - pełne zaakceptowanie własnego ciała i jego wyglądu, jakie by nie było, zawsze chyba było wyzwaniem dla nastolatki, kiedy presja na perfekcję (pamiętacie - był i tutaj jakis taki wątek o "perfekcyjnym" wyglądzie) nie była tak silna jak dzisiaj.
A przecież my to własnie nasze ciało, poza nim nie istniejemy.
Pracuje z nastolatkami, ale jestem od nich o tyle starsza, że nie mam doświadczenia dorastania w świecie atakującej zewsząd reklamy nakazującej doskonałość.
Jak myslicie - co można by robić - w szkole średniej (praktycznie do dyspozycji tylko czas na pojedynczych lekcjach, wychowawczych, jak wychowawca wpuści, zastępstwach, jak ktoś nie przyjdzie - warsztaty z prawdziwego zdarzenia wchodza w grę dla malutkiej grupki szczególnie zainteresowanych, a chciałabym jeszcze choć pogadać z większością, jeśli nie ze wszystkimi) - zeby choć odrobine to zmienic? Czy Wam samym zdarzyło sie usłyszeć kiedyś coś, co pozwoliło uniezależnić się choć trochę od presji? (czasem zdarzają się takie sytuacje - ktoś powie jedno zdanie, i ono jest dla nas iluminacją).