ciało

10.12.10, 08:09
Rozmawiałam wczoraj z przyjaciółką, bardzo doświadczoną choreoterapeutką. Spytałam, czy w tym roku prowadzi zajęcia dla młodzieży. Powiedziała: nie, nie mam już do tego ani siły, ani cierpliwości. Mogę wybierać, więc pracuję z dorosłymi. Młode dziewczyny są oddzielone od swojego ciała, nie czują go, nie akceptują.
Pomyslałam, że przesadza, przypomnieli mi sie młodzi ludzie tańczący na dyskotekach - ale potem moja własna córka, na dyzkotekach tańcząca cudownie i uwielbiająca to, na chińskiej gimnastyce, na którą chodzimy razem, sama zauważyła, jak bardzo jest spięta, zablokowana.
Mozna by sie tez uspokajać, że to taki etap - bo tak jest. Jednak choreoterapeutka, pracująca już ponad 20 lat, a ze mną współpracująca od 7, mówi, że z rok na rok było gorzej.
Sądzę, że przynajmniej w części powodem jest wymaganie doskonałości swego ciała - pełne zaakceptowanie własnego ciała i jego wyglądu, jakie by nie było, zawsze chyba było wyzwaniem dla nastolatki, kiedy presja na perfekcję (pamiętacie - był i tutaj jakis taki wątek o "perfekcyjnym" wyglądzie) nie była tak silna jak dzisiaj.
A przecież my to własnie nasze ciało, poza nim nie istniejemy.
Pracuje z nastolatkami, ale jestem od nich o tyle starsza, że nie mam doświadczenia dorastania w świecie atakującej zewsząd reklamy nakazującej doskonałość.
Jak myslicie - co można by robić - w szkole średniej (praktycznie do dyspozycji tylko czas na pojedynczych lekcjach, wychowawczych, jak wychowawca wpuści, zastępstwach, jak ktoś nie przyjdzie - warsztaty z prawdziwego zdarzenia wchodza w grę dla malutkiej grupki szczególnie zainteresowanych, a chciałabym jeszcze choć pogadać z większością, jeśli nie ze wszystkimi) - zeby choć odrobine to zmienic? Czy Wam samym zdarzyło sie usłyszeć kiedyś coś, co pozwoliło uniezależnić się choć trochę od presji? (czasem zdarzają się takie sytuacje - ktoś powie jedno zdanie, i ono jest dla nas iluminacją).
    • gramwzielone Re: ciało 10.12.10, 09:20
      Na mnie wielkie wrażenie zrobił kontakt z panią, która od dzieciństwa porusza się na wózku. A mimo tego jest atrakcyjną, świetnie radzącą sobie w życiu kobietą, matką, żoną etc. Z drugiej strony historie sex bomb - jak Marylin Monroe, Vivienne Leigh etc - które mimo wzbudzania powszechnego zachwytu mężczyzn były bardzo nieszczęśliwe.
      Przykład, nie gadanie.
    • broceliande Re: ciało 10.12.10, 10:01
      Niestety ja już kompletnie nie wiem, jak wyglądam.
      Przymierzam za duże ciuchy, najedzona widzę grubą babę w lustrze, a ważę 52.
      Przez wiele lat wymiotowałam kilka razy dziennie, piłam ocet, uzależniłam się od środków przeczyszczających, żałuję, że nie znałam numeru z wacikami z sokiem, bo też bym wypróbowała.
      Skończyło się, kiedy urodziłam dziecko. Poczułam się nieważna razem ze swoją obsesją na tle wyglądu.
      Pomogło mi stanie się zwariowaną matką długo karmiącą piersią i nie widzącą świata poza swoim księciem.

      Ale i tak wolałabym umrzeć niż być gruba.
      • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 20:31
        > Niestety ja już kompletnie nie wiem, jak wyglądam.
        > Przymierzam za duże ciuchy, najedzona widzę grubą babę w lustrze, a ważę 52.
        > Przez wiele lat wymiotowałam kilka razy dziennie, piłam ocet, uzależniłam się o
        > d środków przeczyszczających, żałuję, że nie znałam numeru z wacikami z sokiem,
        > bo też bym wypróbowała.
        > Ale i tak wolałabym umrzeć niż być gruba.

        To są za bardzo skomplikowane rzeczy, żeby twierdzic, że tylko Ci się tak wydaje, ale... chyba byś nie wolała. Gdybyś bardzo przytyła z niezależnych od siebie przyczyn, vchyba byś nie chciała umrzec z tego powodu. Kiedyś tez tak myślałam, u mnie najgorszy chorobowo był okres, kiedy właśnie byłam szczupła i zgrabna... najgorsze w kwestii figury było przede mną, ale zdrowotnie, to jak przytyłam byłam bliżej wyzdrowienia, niż dalej. Chociaż oczywiście jestem swiadoma, ze u Ciebie nie musi być tak samo, tak po prostu przyszło mi do głowy po przeczytaniu Twojego posta.
      • ledzeppelin3 Re: ciało 10.12.10, 21:05


        Przymierzam za duże ciuchy, najedzona widzę grubą babę w lustrze, a ważę 52.
        > Przez wiele lat wymiotowałam kilka razy dziennie, piłam ocet, uzależniłam się o
        > d środków przeczyszczających, żałuję, że nie znałam numeru z wacikami z sokiem,
        > bo też bym wypróbowała.
        > Skończyło się, kiedy urodziłam dziecko. Poczułam się nieważna razem ze swoją ob
        > sesją na tle wyglądu.
        > Pomogło mi stanie się zwariowaną matką długo karmiącą piersią i nie widzącą świ
        > ata poza swoim księciem.


        To straszne.

        Przepraszam, nie na temat- chociaż nie, bardzo na temat.
        Myślę, ze masę dziewczyn mogłoby napisać to samo.

        Najpierw nienawidziłas siebie, teraz ta nienawiść przekuła się w przeświadczenie "jestem potrzebna".
        Warto iść na terapię. Dla siebie nie zechcesz, więc dla dziecka. Żeby mu nie zrobić krzywdy.
      • gramwzielone Re: ciało 11.12.10, 15:39
        po co ten ocet??
    • bri Re: ciało 10.12.10, 10:10
      Zgadzam się, że jest to bardzo poważny problem i też widzę potrzebę uczenia młodych dziewcząt, że powinny swemu ciału bardziej ufać. To jest takie błędne koło. Żeby ładnie wyglądać "trzeba" chodzić w niewygodnych butach, niewygodnych ubraniach, poruszać się w specyficzny nienaturalny sposób (z napiętym, schowanym brzuchem), kontrolować cały czas wyraz twarzy, w zimie się marznie, bo grube ubrania zniekształca sylwetkę, w lecie nie wolno się spocić itd. Cierpienie kobiet po to, żeby "dobrze" wyglądać ma tysiące lat tradycji (gorsety, obcasy, obwiązywanie stóp, obręcze na szyję itp.). Ignorując odczucia płynące z ciała praktycznie uniemożliwiamy sobie identyfikację własnych uczuć, bo uczucia płyną z trzewi. Przez to młode kobiety często po prostu nie wiedzą czego chcą, nie są w stanie stwierdzić co czują. Ponieważ wciąż są napięte, a często także w bólu lub głodne, nie są w stanie zidentyfikować uczucia niepokoju, które pojawia się np. w kontakcie z ludźmi, którzy nam zagrażają, przez co ładują się w kłopoty. Nie umieją odpoczywać, relaksować się itd.

      Polecam lekturę książki "Zawsze bezpieczna", o ile pamiętam autor sporo pisał na ten temat.
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 16:59
        Ignorując odczucia płynące z ciała praktyc
        > znie uniemożliwiamy sobie identyfikację własnych uczuć, bo uczucia płyną z trze
        > wi. Przez to młode kobiety często po prostu nie wiedzą czego chcą, nie są w sta
        > nie stwierdzić co czują. Ponieważ wciąż są napięte, a często także w bólu lub g
        > łodne, nie są w stanie zidentyfikować uczucia niepokoju, które pojawia się np.
        > w kontakcie z ludźmi, którzy nam zagrażają, przez co ładują się w kłopoty. Nie
        > umieją odpoczywać, relaksować się itd.

        O własnie, coś takiego obserwuję.
        Dawniej najtrudniej było mi nawiązać kontakt z agresywnymi dziewczynkami, teraz wydaje mi sie to dziecinnie łatwe. Ale jest coraz więcej innych - spokojnych, uprzejmych, często kłamiących w żywe oczy, z uśmiechem (zwłaszcza: ja sobie poradzę - a widzę, że nie radzi sobie już z niczym) - odbijam się od ściany.
        Strasznie smutne.
        Coraz więcej nastolatków kompletnie nie radzi sobie z emocjami, są w tym jacyś rozpaczliwie bezbronni.
        A nasz ośrodek psychiatrii dla dzieci i młodzieży w połowie listopada umawiał pierwszą wizytę na marzec.
    • lejla81 Re: ciało 10.12.10, 10:14
      Według mnie nic nie da się zrobic. Nastolatki po prostu tak mają. Akceptacja siebie to kwestia dojrzałości, do tego dochodzi się z czasem. W którymś momencie dochodzisz do wniosku, że 60 cm w talii nie uczyni cię lepszą osobą, i że w ogóle fajnie się troszeczkę czymś wyróżniac. Kompleksy pozostają, ale nie spędzają już snu z powiek.
      • gramwzielone Re: ciało 10.12.10, 14:44
        coś w tym jest, co piszesz. Kiedy oglądam zdjęcia z czasu, kiedy byłam nastolatką, zdumiewa mnie, że wyglądam na nich ładnie. Wtedy tak o sobie nie myślałam..
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 17:05
        Mój Boże, przecież nie chodzi o to, by kompleksy nie spędzały snu z powiek, tylko aby lubić swoje ciało, cieszyć się, że ma się nogi, ramiona, piersi, brzuch, cieszyć się, że się jest.
        Rozumiem, że nastolatkom jest trudno, to makabryczny okres w życiu, ale niechże to "trudno" oznacza, że kompleksy nie spędzają nam snu z powiek, a dojrzałość niech oznacza akceptację.
        A może powinnysmy słuchać tragarzy, a nie stylistów?
    • hexella Re: ciało 10.12.10, 15:02
      tak sobie myślę, że mi bardzo pomogło odnalezienie się w grupie podobnych sobie. Koniec podstawwki i początek liceum to było uświadomienie sobie, że cokolwiek bym nie zrobiła nie będę wyglądać tak, jak gazetowe sexbomby i szkolne lachony. Nie dam rady tak sie fizycznie wylaszczyć, a i charakterologicznie daleko mi do flirtujących lolitek. Dzięki muzycznym fascynacjom poznałam grupę ludzi, dla których fizyczna atrakcyjność nie była pierwszoplanowa. Ba! Wręcz wypadało nosić się niedbalesmile
      Takie zaplecze pokrewnych duszyczek mających wspólne zainteresowania i patrzących na siebie wzajemnie nie poprzez pryzmat walorów ciała może być bardzo przydatne.
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 17:07
        Jeszcze niedawno robilismy fajne projekty wspierające rozwijanie zainteresowań, nawiązywanie kontaktów między młodzieżą z różnych szkół, z ciekawymi dorosłymi - pasjonatami.
        Ale uznano, że to niepotrzebne sad
    • glagonia Re: ciało 10.12.10, 15:27
      Mi się wydaje że dosyć przekonywującym argumentem "przeciw doskonałości" mogą być dla nastolatek gwiazdy (to chyba jest jednak ich największy autorytet), które uświadamiają, jak szklany ekran i fotoshop zmieniają.
      Kojarzę, że była kiedyś taka akcja, że aktorki nie pozwalały retuszować swoich zdjęć itp. Chyba Kate Winslet w tym też brała udział, ale nic więcej nie pamiętam bo malo się takimi rzeczami interesuję.
      Może po prostu uświadamiać, że ta cała medialna nagonka na piękność i doskonalość ciała to pic na wodę. Pokazać metody ulepszania, zdjęcia pięknych znanych przed i po czy coś w tym stylu.

      btw - współczuję współczesnym nastolatkom wink
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 17:11
        Tak, to chyba niezły pomysł , moze choć jedną na dziesięć choć odrobinę uodporni na panny z reklam.
    • molnarka Re: ciało 10.12.10, 15:41
      > Sądzę, że przynajmniej w części powodem jest wymaganie doskonałości swego ciała
      > - pełne zaakceptowanie własnego ciała i jego wyglądu, jakie by nie było, zaws
      > ze chyba było wyzwaniem dla nastolatki, kiedy presja na perfekcję (pamiętacie -
      > był i tutaj jakis taki wątek o "perfekcyjnym" wyglądzie) nie była tak silna ja
      > k dzisiaj.

      Szczerze powiem, że mam zupełnie inne spojrzenie na tę sprawę - obserwuje sobie nastolatki i z przerażeniem stwierdzam, ze są grube, rozlane, niezadbane i nijakie.
      W żaden sposób nie widze u nich presji ... znaczy one wg mnie się nie starają - mają np. tłuste włosy, żle obcięte, nie ułożone, przyciasne ciuchy wcale nie dopasowane do figury, chodzą zgarbione itd.

      Gdyby ta presja o której mówisz była rzeczywiście to by się bardziej starały ... znaczy tak mi się wydaje wink

      Pozdrawiam
      MOLNARka
      • verdana Re: ciało 10.12.10, 15:51
        Ja widzę jeszcze jednen problem, tylko nie nie zabijcie, proszę.
        Bywam w gimnazjach. I w wielu z nich wiszą plakaty przestrzegające przed rakiem piersi (przed innymi dolegliwosciami też, ale na te zwrocilam szczególna uwagę). Nakazują obserwację, samobadanie, USG - a dotyczy do dziewczat, które dopiero dojrzewają. Dojrzewanie ukazuje się im zatem jako cos grożnego, a radość z piersi zostaje przeslonięta informacja o tym, ze są one zagrożeniem, tykającą bombą zegarową.
        Do tego kazdy lekarz wykrywa w nastolatku inną wadę - zły zgryz, plaskie stopy, lekkie skrzywienie kręgosłupa, skrzywienie przegrody nosowej. Coraz więcej jest badań profilaktycznych , nikt dobrze się czujący nie jest zdrowy - czeka go jeszcze kolejne badanie, ktore ma wykryć, czy przypadkiem nie umiera.
        Jeśli człowiek nie oddzieli się od ciała, to zwariuje.
        • malila Re: ciało 10.12.10, 15:57
          Ja Cię na pewno nie zbiję. Mogę Ci tylko przyklasnąć. Zresztą ogólnie uwagę zwraca się na zgrożenia i je właśnie akcentuje. Nie ma przestrzeni albo jest ona niewielka na poczucie bezpieczeństwa, radość i spokój. No chyba że będzie to radość z jakąś colą, środkiem przeciwbólowym czy wizytą w hipermarkecie.
        • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 17:16
          Cos w tym jest.
          Jeszcze nie dawno do promocji zdrowia zaliczało się działania pozornie ze zdrowiem nie związane - za to poprawiające relacje w zakładzie pracy (czy szkole), budujące więzi, rozwijające indywidualne zainteresowania, etc. Teraz się od tego zupełnie odchodzi, właśnie na rzecz badań przesiewowych, ale i straszenia.
          • verdana Re: ciało 10.12.10, 17:34
            Dwoje z moich trojga dzieci boi sie chorób 9nie powiem, moja wina w tym jest). Ale widze, ze to zaczyna być powszecny trend - ciało jest źródłem stałego niepokoju. I nie miałabym nic przeciw temu, gdyby bylo źródlem niepokoju, gdy źle się czujesz, coś się dzieje. Ale już młodzież uczy się, ze nawet gdy czujesz się doskonale, to nic nie oznacza - powinieneś się stale bac i stale badać. To powoduje, ze ciało - przynajmniej ja - odbieram przede wszystkim jako zagrożenie.
      • bri Re: ciało 10.12.10, 18:16
        molnarka napisała:
        >>>obserwuje sobie nastolatki i z przerażeniem stwierdzam, ze są grube, rozlane, niezadbane i nijakie.

        Ale to wcale nie przeczy temu, co zostało napisanej wcześniej. Wiadomo, że niewielu osobom udaje się doganiać wyśrubowane normy dot. wyglądu. W szczególności odnosi się to gimnazjalistek, które muszą sobie radzić z dojrzewaniem, nie wiedzą jeszcze, co tak naprawdę sprawia, że ktoś jest atrakcyjny, a często nie mają nawet możliwości o siebie zadbać itd. Ale to że wyglądają źle nie oznacza wcale, że mają dobry kontakt z własnym ciałem; zwykle im gorzej wyglądają tym bardziej je negują.
        • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 20:14
          zwykle im gorzej wyglądają tym bardz
          > iej je negują.

          Kolejna spirala.
          Też myślę, że gdyby się sobie podobały, dbałyby o siebie bardziej.
      • ledzeppelin3 Re: ciało 11.12.10, 14:51
        W żaden sposób nie widze u nich presji ... znaczy one wg mnie się nie starają -
        > mają np. tłuste włosy, żle obcięte, nie ułożone, przyciasne ciuchy wcale nie d
        > opasowane do figury, chodzą zgarbione itd.
        >
        > Gdyby ta presja o której mówisz była rzeczywiście to by się bardziej starały ..
        > . znaczy tak mi się wydaje wink

        Może u nich to rodzaj buntu przed wszechobecną presją.
        Naprawdę, nie dostrzegasz presji, choćby ze strony mediów? Nie czujesz jej?
        Bo jeśli dorosły ją odczuwa, to nastolatki czują ją 1000 x bardziej.

        A zaniedbanie, obżarstwo są bardzo często objawami buntu przeciwko wszechobecnemu jedynie słusznemu kanonowi urody, ew. objawem depresji.
    • count_zero Re: ciało 10.12.10, 15:54
      Moim zdaniem - sport, sport , i jeszcze raz sport. I wcale nie chodzi mi tu o wygląd czy trzymanie wagi. Raczej o poczucie siły, zaufanie do swojego ciała - że jest mocne, giętkie, skoordynowane. Basen, tenis, a najlepiej coś zespołowego - gdzie nie da się skromnie stać w kącie jak ten wazon, tylko czasem trzeba wyjść na środek, coś przejąć, komuś wyrwać, ba, nawet się trochę poprzepychać.
      Niestety dla "Twoich" dziewczyn jest już pewnie za późno. Zamiłowanie do sportu trzeba dziecku wpajać od małego i nie ma co liczyć na szkołę w tym względzie.
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 17:26
        Znam osoby, którym "wpajano" w domu rodzinnym, i figa z makiem.
        teraz jest tak: albo zero ze zwolnieniem z lekcji wfu włacznie, albo właśnie sport - tenis, basen, narty, konie. I duzo urazów, bo na nartach się jeździ 2-3 razy do roku - a w przerwach kiepściutko.
        Rzadko widzę dzieci bawiące się po prostu - my graliśmy w zbijanego, dwa ognie, "w noża" w piaskownicy, całe dnie spędzałam na trzepaku, wreszcie na rowerze, hustawce czy wrotkach. To nie wymagało ani pieniędzy, ani specjalnego sprzętu, ani dowożenia.
        Powiedziałabym więc, że nie tyle sport, co zabawy ruchowe, swobodne, niewymagające żadnego specjalnego oprzyrządowania.
        Może zanikają one dlatego, że rodzice bardzo długo boją się wypuszczać dziecko samo na dwór. Mnie wypuszczano od 4 roku życia, ja córkę - kiedy miała 5 lat, ale to chyba teraz nie ejst norma. Na moim osiedlu polikwidowano place zabaw - zostawiono dwa czy trzy bardzo piękne, ale większość matek straciła możliwość obserwowania przez okno co robi dziecko - z zupełnie małym się wychodzi, starsze wypuścimy, ale co z takim 5-8letnim?
    • malila Re: ciało 10.12.10, 15:54
      A mnie się do tej pory wydawało, że współczesne nastolatki mają lepiej niż ja miałamsmile Bo one mają Beyonce, Shakirę, Rihannę. A ja dorastałam w czasach, gdy masowymi idolkami były obrzydliwie chuda Whitney Houston oraz chudonoga Julia Roberts.
      W obronie moejgo ciała stanęła moja mama (bo dla niej zawsze byłam najładniejsza) oraz silna potrzeba niezależności (to po tacie), co sprowadzało się m.in. do tego, że wkurzało mnie okropnie, kiedy do czegoś mnie zmuszano. Nie było tak, że pewnego dnia doszłam do wniosku, że nie będę taka, jak się powszechnie oczekuje. Było kilka lat w zawieszeniu między akceptacją otoczenia, a potrzebą niezależności. Ale potrzeba niezależności i nerw, że dlaczego mam być taka, jak ktoś sobie wymyślił było zdecydowanie sliniejsze.
      A kilka (naście?) lat później zobaczyłam bardzo wyraźnie, jak bardzo potrzebne są grube, pulchne, nie wpisujące się w trendy i rownocześnie silne, pewne siebie kobiety. Takie jak np. Katarzyna Miller.
      • verdana Re: ciało 10.12.10, 15:58
        Ja bym się na wadze nie koncentrowała wyłacznie. Aparaty na zęby, ćwiczenia korygujące róznego typu problemy, zasłanianie oka przy zezie, korekcja odstających uszu - to wszystko jest konieczne, nakazane itd, a jednka jednoznacznie mowi dziecku, ze jego ciało jest niedoskonałe, że trzeba ja poprawiać tak długo, az będzie do zaakceptowania przez rodziców. To trend, ktory się pogłębia, a powoduje nieakceptacę swojego ciała.
        • malila Re: ciało 10.12.10, 16:06
          Nie koncentrowałam się na wadze, tylko mi ta Miller stała przed oczamiwink Mam na myśli to, co nie wpisuje się trendy. Z drugiej strony kiedy myślę o aparatach na zęby czy ćwiczeniach korygujących - nie kojarzą mi się one z poprawianiem urody, ale ze wspieraniem swojego ciała.
          • verdana Re: ciało 10.12.10, 17:31
            A miałaś aparat?
          • bri Re: ciało 10.12.10, 18:21
            Bo jak to zwykle bywa linia między zdrowym a chorym dbaniem o własne ciało jest cienka. Aparat na zęby można sobie założyć, bo się go potrzebuje, albo dlatego, że uważa się, że inni go potrzebują. Motywacje do uprawiania sportu też mogą być różne.
            • verdana Re: ciało 10.12.10, 18:23
              Albo dlatego, że rodzice uwazają, ze zęby musza być idealnie równe, aby można było mowic o "ładnej" dziewczynie.
              • myelegans Re: ciało 10.12.10, 22:24
                verdana napisała:

                > Albo dlatego, że rodzice uwazają, ze zęby musza być idealnie równe, aby można b
                > yło mowic o "ładnej" dziewczynie.

                Albo jest zwyczajnie potrzebny do naprawienia zgryzu, albo utrzymania prawidlowej higieny jamy ustnej, bo o krzywe zeby trudniej sie dba, trudniej czysci i w rezultacie szybciej sie psuja, a zly zgryz moze doprowadzac do scierania sie zebow i boli glowy, tu juz zahacza o zdrowie.
        • turzyca Re: ciało 12.12.10, 13:10
          Z tego co wymienilas jedyne co jest tylko kwestia poprawiania wygladu, to operacje uszu. Korygowanie wad zgryzu, wzroku czy postawy to oprocz efektu estetycznego takze efekt zdrowotny. Dorazny lub dlugofalowy.
          To jak dziecko bedzie traktowalo te zabiegi, to juz kwestia nastawienia rodzicow. U mnie te czynnosci wynikaja z milosci do ciala. Kocham je, chce zeby dzialalalo jak najdluzej dzialalo jak najlepiej, wiec pilnuje jego funkcjonowania i przeciwdzialam problemom, a jak wiadomo im wczesniejsza reakcja tym mniej problemow. Z tego samego powodu chodze regularnie do internisty, ginekologa i dentysty. I zyski z takiego postepowania widoczne sa juz przed trzydziestka.
          • verdana Re: ciało 12.12.10, 13:29
            Ależ ja to wiem. Oczywiscie. Tyle tylko, ze nastolatek, któremu się stale coś "poprawia" - co w dodatku dorażnie zazwyczaj powoduje pogorszenie wyglądu w najbarziej 'drazliwym" okresie wcale nie czuje się przez to bardziej przywiązany do idei, ze ma fajne ciało. I że powinien je lubić. Przeciwnie.
            Jest naiwnością wierzyć, że gdy rodzic podchodzi do tego normalnie i na ludzie, nastolatek przyjmie punkt widzenia rodzica. Może rozumieć po co, może zgadzać się, ze trzeba, ale swojego ciała już raczej nie polubi. Ja sama byłam naprawiana - okulary, zgryz, odstające palce u stopy, odchidzanie. Efekt - czulam, ze jestem potworem, ktory nie ma w sobie nic doskonalego, a wszystko trzeba poprawic. I zareczam, że wina rodziców byla zerwowa.
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 17:30
        > A kilka (naście?) lat później zobaczyłam bardzo wyraźnie, jak bardzo potrzebne
        > są grube, pulchne, nie wpisujące się w trendy i rownocześnie silne, pewne siebi
        > e kobiety. Takie jak np. Katarzyna Miller.

        Ano.
        • a.va Re: ciało 10.12.10, 18:26
          Imho Katarzyna Miller (podobnie jak Dorota Wellman) nie jest dobrym przykładem. Jej podkreślanie, że akceptuje siebie i w związku z tym nie robi nic, żeby schudnąć, nie jest dobrym wzorcem moim zdaniem. To jest ignorowanie problemu, w jej przypadku akceptacja zakłada, że nie trzeba nic z tym robić, a nikt nie zaprzeczy, że otyłość to poważny problem.
          • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 20:16
            Mam ukochaną przyjaciółkę, która całe życie "coś z tym robi", a pani Miller to przy niej orzeszek sad
            Mam też głębokie przekonanie, że akeceptacja tego co jest musi poprzedzać zmianę (w kwestii zmiany samego siebie, pracy nad sobą etc.)
            • a.va Re: ciało 10.12.10, 20:29
              > Mam też głębokie przekonanie, że akeceptacja tego co jest musi poprzedzać zmian
              > ę (w kwestii zmiany samego siebie, pracy nad sobą etc.)

              Nie wiem, wiele razy się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że to ładnie brzmi, ale jednak nie działa. Jeśli się coś akceptuje, to po co to zmieniać? Chęć zmiany bierze się właśnie z niezgody na dany stan rzeczy.
              A abstrahując - p. Miller (i Wellman) to w ogóle nie dotyczy, ona podkreśla, ze nie zamierza nic zmieniać.
              • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 20:34
                > Nie wiem, wiele razy się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że to ładn
                > ie brzmi, ale jednak nie działa. Jeśli się coś akceptuje, to po co to zmieniać?
                > Chęć zmiany bierze się właśnie z niezgody na dany stan rzeczy.

                Niezgoda na otyłość nie jest tożsama z akceptowaniem siebie jako osoby, która jakieś tam ciało posiada. Dopóki siebie nie zaczęłam akceptować (a ciągle jeszcze nad tym pracuję), nie udało mi się podjąc żadnych działań, żeby zmienić stan rzeczy, która mi się nie podobała. Niestety z akceptacją swojego ciała nie jest tak prosto, ze grubej się nie kaceptuję, a jak zeszczupleję, to będzie gitarka. Choć tak się właśnie człowiekowi wydaje, póki jest gruby.
                • a.va Re: ciało 10.12.10, 20:50
                  > Niezgoda na otyłość nie jest tożsama z akceptowaniem siebie jako osoby, która j
                  > akieś tam ciało posiada.

                  No ale na czym polega to rozróżnienie? Jeśli akceptuję siebie w każdym ciele, to akceptuję też swoją otyłość. Po miałabym przechodzić przez proces chudnięcia, który jest przykry, trudny i wymaga wielu nieprzyjemnych rzeczy?
                  • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 21:00
                    Przykro mi, ale nie umiem Ci tego lepiej wytłumaczyć, może trzeba przeżyć po prostu smile Ale spróbuję: wyobraź sobie, że jesteś gruba. Chcesz schudnąć. Nie akceptujesz siebie. Chcesz schudnąć tak bardzo, już natychmiast, szybko, że w końcu Ci to nie wychodzi, a każde potknięcie po drodze utwierdza Cię w przekonaniu, że nie tylko jesteś gruba, ale i do niczego. Zaczyna się takie wszystko-albo-nic. Jeśli siebie nie akceptujesz, to nie umiesz sama ze sobą współpracować. Kiedy Ci się uda zmienić ten sposób myślenia i jednak się zaakceptujesz, nie masz już aż tak strasznego parcia na to schudnięcie. Przestaje Ci się aż tak spieszyc i mimo drobnych potknięć robisz swoje, przestajesz być tak surowa względem siebie. I wtedy moze się udac tak "mimochodem". Wiesz, w duzym uproszczeniu to tak, że możesz akceptować swoją twarz bez makijażu, ale jednak lubisz się malować smile A fakt, że się nie umalujesz, nie ma wpływu na Twój sposób myślenia o sobie smile
                    • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 21:12
                      Pieknie to objasniłaś.
                      Myślę jeszcze, że kiedy akceptujemy siebie, widzimy postępy - a nie skupiamy sie na tym, co jeszcze nam nie wychodzi.
                      • a.va Re: ciało 10.12.10, 21:31
                        Ale wy obie piszecie o akceptowaniu siebie, a nie akceptowaniu swojej otyłości. Oczywiste jest, że jeśli człowiek akceptuje siebie (a nawet kocha siebie), to wszystko mu łatwiej przychodzi, w tym chudnięcie. Ale to nie znaczy, że taki ktoś akceptuje swoją otyłość, to, że jest gruby. Swojej otyłości nie akceptuje, chce to zmienić.

                        Postawa p. Miller: "Nie zamierzam się odchudzać, bo akceptuję siebie grubą" to nie to samo.
                        • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 21:35
                          No to mówię, trzeba przeżyć, żeby zrozumieć, jak można akceptować swoje ciało i jednocześnie chcieć schudnąć. Patrz przykład z makijażem.
                        • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 21:37
                          Jak zaakceptuje, ma wolność wyboru. Może się odchudzić, ale nie musi.
                          Jak nie akceptuje, żyje pod presją i w poczuciu winy. I ma szanse zrobić sobie z życia piekło
                          • a.va Re: ciało 10.12.10, 21:48
                            Ależ "akceptować" znaczy tyle, co "lubić", "uważać, że jest ok". Jeśli uważa się, że coś jest ok, to jak można jednocześnie chcieć to zmienić?
                            • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 21:50
                              > Ależ "akceptować" znaczy tyle, co "lubić", "uważać, że jest ok". Jeśli uważa si
                              > ę, że coś jest ok, to jak można jednocześnie chcieć to zmienić?

                              Można, no po prostu można smile Tak, jak można umalowac buzię, jednocześnie lubiąc ją bez tapety smile
                              • a.va Re: ciało 10.12.10, 21:56
                                Ale umalowanie się to nie jest zmiana, tylko podkreślenie walorów. Gdybyś przy makijażu doklejała sobie inny nos, to by było jak z tym chudnięciem i tyciem. Ale w kwestii akceptacji ciała jest inaczej - albo komuś się podoba swoje odbicie w lustrze przy wadze 120 kg albo nie. Jeśli nie, to znaczy, że nie akceptuje swojego ciała w tej formie i chce to zmienić. Jeśli mu się ono podoba takie, uważa, że jest ładne, to nie zmienia.
                                • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 22:04
                                  A
                                  > le w kwestii akceptacji ciała jest inaczej - albo komuś się podoba swoje odbici
                                  > e w lustrze przy wadze 120 kg albo nie. Jeśli nie, to znaczy, że nie akceptuje
                                  > swojego ciała w tej formie i chce to zmienić.

                                  No właśnie tak nie jest, jak mówisz smile To, o czym mówisz, to akceptowanie siebie "pod warunkiem, że...". Ale jak mówię - może to kwestia indywidualna smile
                            • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 21:53
                              Żeby było jeszcze lepiej. To jest naprawdę najlepsza motywacja, przynajmniej na mnie działa rewelacyjnie.
                    • a.va Re: ciało 10.12.10, 21:38
                      madzioreck napisała:

                      > Przykro mi, ale nie umiem Ci tego lepiej wytłumaczyć, może trzeba przeżyć po pr
                      > ostu smile

                      Tak teraz pomyślałam, ze może rzeczywiście to właśnie kwestia indywidualnego doświadczenia. Moje jest zupełnie inne - kiedy siebie nie znosiłam, najszybciej umiałam zrzucić kilka kilo. Restrykcje były wręcz czymś pożądanym - miałam niesłychaną łatwość narzucania sobie rzeczy, które były dla mnie nieprzyjemne. Kiedy przez lata nauczyłam się coraz bardziej lubić siebie, bardzo trudno mi teraz znaleźć motywację, żeby zacząć się odchudzać. Niby wiem, że nie powinnam zjadać następnego batonika, ale macham ręką - co sobie będę odmawiać, kilka kilo w tą czy w tą nie zrobi mi różnicy.
                      • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 21:48
                        Może i tak być, to nie matematyka, żeby wszystko działało u wszystkich według tego samego wzoru wink Tylko zastanawiam się, czy ktokolwiek akceptuje siebie bezwarunkowo. Bo akceptowanie siebie szczupłej, a grubszej nie, to jest warunkowa akceptacja, a w zwiazku z tym chwiejna i podatna na załamanie przy zmianie warunków. A możemy nie mieć wpływu na to, czy przytyjemy, czy nie, dlatego właśnie ja wolałam zacząć od drugiej strony, bo w drugą kończyło się źle.
                      • ledzeppelin3 Re: ciało 12.12.10, 18:00
                        a.va, zawsze mnie zachwyca rozliczanie otyłych z ich otyłości. Czy pytasz cioci chorej na kłębkowe zapalenie nerek :"ciociu, za duzo tego potasu w pomidorkach, no jakże można!" , a wujka chorego na przewlekłe zapalenie trzustki rozliczasz z ilości świątecznej wódeczki? Czy uzależnioną od leków kuzynkę wypytujesz o ilości dziś spozytego tramalu? Nie? To może i od otyłych czas się odstosunkować? I nie gorszyć się ich samoakceptacją?
                        • verdana Re: ciało 12.12.10, 19:26
                          Ledzeppelin, kocham Cię!!!!
                          Otóż to - osoby za grube moga zaakceptować swoje ciało pod warunkiem, ze słuzy to do lepszej motywacji do odchudzania. Ergo - osoby otyłwe nie mają moralnego prawa się akceptować w żadnym wypadku.
    • a.va Re: ciało 10.12.10, 18:33
      Mnie bardzo pomogło kilka rzeczy w skomunikowaniu się ze swoim ciałem, ale najbardziej rehabilitacja oraz tai-chi. Na rehabilitację trafiłam jako 30-latka do szpitala z kobietami po 50., 60. i starszymi. I nagle się okazało, że ruch jest po to, żeby zrobić dobrze swojemu ciału, a nie po to, żeby w pocie czoła walczyć o dobry wygląd. Nauczyłam się, że ruszać się można tylko do granicy bólu, że trzeba się wsłuchać w swoje ciało, żeby nie zrobić sobie krzywdy - i że nie jest ważne, jak się wygląda podczas ruchu. Od tego czasu nie mam oporów w ruszaniu się, gdy inni na mnie patrzą, nawet jeśli to, jak wyglądam, nie jest doskonałe. A np. widzę, że na różnych ruchowych zajęciach niektórzy mają dużą blokadę ("kiedy robię to ćwiczenie, na pewno wyglądam jak idiota" - więc robiąc ćwiczenie myśli o tym, jak wygląda, a nie jak fajnie jest tak wyciągać nogę).

      Tai-chi daje podobną łagodność wobec swojego ciała. No i fantastycznie relaksuje smile
      • a.va Re: ciało 10.12.10, 18:41
        Dodam jeszcze, bo mnie to oburza. Tai-chi jest zabronione przez Kościół katolicki. Ćwiczenia, które pozwalają zachować zdrowe ciało, zrelaksowane i sprawne. W związku z czym te wszystkie "kościółkowe" starsze panie, którym jest trudno się ruszać, nigdy na to nie pójdą, chociaż zaoszczędziłoby im to mnóstwo bólu i problemów.
        • kocianna Re: ciało 10.12.10, 19:02
          Tai-chi nie do końca jest zabronione, ale powiedzmy, że odłam radiomaryjny zdecydowanie tak uważa. No cóż, dla nich jest w takim razie zwykły fitness, nie związany z żadną wschodnią filozofią.
          Zapewniam się, że tego typu zajęcia w osiedlowym klubie seniora mojej mamy cieszą się ogromnym powodzeniem.

          Za moich szkolnych czasów obowiązkowe były gry zespołowe na w-fie (praktycznie nic innego nie robiłyśmy, tylko grałyśmy w siatę, w podstawówce w ręczną). Nienawidziłam w-fu. Miałam zielony pas w judo i jeździłam na zawody, a w-f był dla mnie katorgą - ja nie jestem zespołowa i nigdy nie będę, i nie ma to nic wspólnego z akceptacją własnego ciała.

          Myślę, że nie do końca ciało jest tu problemem, tylko akceptacja siebie samej ogólnie. Po prostu lubienie siebie jako osoby, nie tylko własnego ciała. A tu już mnóstwo zależy od rodziców, którzy nastolatce już raczej nie pomogą, jeśli nie dali jej czegoś ważnego znacznie wcześniej.

          Pokolenie, które miałam okazję obserwować w szkole, było jakieś straszliwie zagubione, ale... ale wydaje mi się, że ten wiek zawsze i w każdej epoce był piekłem. I w każdej epoce starsze pokolenie załamywało ręce, że "za naszych czasów...".
          • a.va Re: ciało 10.12.10, 19:36
            kocianna napisała:

            > Tai-chi nie do końca jest zabronione, ale powiedzmy, że odłam radiomaryjny zdec
            > ydowanie tak uważa. No cóż, dla nich jest w takim razie zwykły fitness, nie zwi
            > ązany z żadną wschodnią filozofią.
            > Zapewniam się, że tego typu zajęcia w osiedlowym klubie seniora mojej mamy cies
            > zą się ogromnym powodzeniem.

            Wiem, że się cieszą, od kilku lat chodzę na różne grupy i widzę, że chodzi coraz więcej starszych osób. Jasne jest też, że wielu katolików o tym zakazie nie słyszało albo go lekceważy (imho słusznie). Ale na pewno znajdą się osoby, które nie pójdą na zajęcia z tego powodu. Nie wiem też, który odłam tak uważa, ale przed kościołem koło mojego domu (zwykłym parafialnym) wisi na tablicy ogłoszeń wielkie zawiadomienie, że joga, tai-chi oraz inne tego typu ćwiczenia są dla katolików zabronione. Zetknęłam się też z tym na katolickich forach internetowych. Czy jest zabronione "odgórnie" i bezapelacyjnie - nie mam pojęcia.
    • angazetka Re: ciało 10.12.10, 19:22
      Świetny wątek, genialny. Nawet ja, stara baba, wiem, ile mam problemów z ciałem. Trzy lata temu schudłam 20 kg - a nadal widzę siebie jako pulpeta. Wstydziłabym się tańczyć publicznie, choć generalnie to lubię. Długo się garbiłam - aż ktoś mi uświadomił, że chcę w ten sposób zatuszować biust.
      Mnie samej przydałyby się takie lekcje z akceptacji własnego ciała...
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 20:34
        lekcje z akceptacji własnego ciała...
        >
    • panna.w.paski Re: ciało 10.12.10, 20:54
      Myślę, że nikt jeszcze nie zwrócił uwagi na jeden ważny czynnik ważny w sposobie postrzegania własnego ciała, mianowicie - spojrzenie mężczyzn (bądź mężczyzny).
      I dobrze wiem, że zaraz podniesie się larum, że kobieta maluje się/odchudza/ubiera dla własnej przyjemności, że jej poczucie własnej wartości nie jest zależne od właściciela pary portek itp. Z jednej strony tak, ale z drugiej - miło jest widzieć zachwyt i uznanie w męskich oczach, czyż nie?
      Nastolatki są w takim paskudnym okresie, kiedy z jednej strony hormony buzują a z drugiej pojawia się paraliżujący lęk przed oceną rówieśników. Pamiętam sama z czasów gimnazjum swoje bezbrzeżne zdumienie, kiedy kumpel określił znielubianą Pink (wokalistkę) mianem "suka" - ot tak, za nic, po prostu wyraził swoją opinię na jej temat. Wystarczy zobaczyć, jakimi epitetami raczą się teraz młodzi użytkownicy for internetowych, portali typu pudelek itp.
      Jeśli tak łatwo i bezkarnie można zostać zjechanym za nic, nie dziwię się, że młode dziewczyny sztywnieją ze strachu, licząc, że nikt nie zauważy ich niedoskonałości.
      Ja sama nie należę do typu "smukła jak topola", zawsze miałam cycki i tyłek i zawsze znajdowałam facetów, którzy to lubili i tak naprawdę w dużej mierze dzięki nim polubiłam siebie. Ale od ok. roku znowu mam fazę "nie patrz na mnie, nie dotykaj, czuję się brzydka", zaczęłam fiksować na punkcie diety, zablokowałam się na wiele rzeczy. Powoli z tego wychodzę, ale że tak powiem rynsztokowo - mam w mniejszym stopniu wyj...ne na to, jak wygląda moje ciało niż 5 lat temu, choć teoretycznie wraz z wiekiem ten dystans powinien się zwiększać..
      • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 21:04
        > I dobrze wiem, że zaraz podniesie się larum, że kobieta maluje się/odchudza/ubi
        > era dla własnej przyjemności, że jej poczucie własnej wartości nie jest zależne
        > od właściciela pary portek itp. Z jednej strony tak, ale z drugiej - miło jest
        > widzieć zachwyt i uznanie w męskich oczach, czyż nie?

        No miło jest, zgadza sie, fajnie jest się podobać.

        > zawsze znajdowałam facetów, którzy to lubili i tak naprawdę w dużej mierze dzięk
        > i nim polubiłam siebie.

        Zaraz, zaraz, ale my tu chyba mówimy o akceptowaniu siebie bez wzgledu na to, co myśla o nas inni...? Akceptacja siebie oparta na cudzych opiniach to jest właśnie takie stąpanie po kruchym lodzie. Bo choćbyś była najpiękniejsza, najzgrabniejsza, zawsze znajdzie się ktoś, komu się nie będziesz podobać, i co wtedy? Cała samoakceptacja idzie się kochać, bo jesty równoznaczna z przeglądaniem się w czyichś oczach, a chyba nie o to chodzi.
        • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 21:31
          Ale na 100% wiele zależy od naszych matek. Chyba w bardzo dużym stopniu postrzegamy siebie ich oczyma.
          • madzioreck Re: ciało 10.12.10, 21:43
            > Ale na 100% wiele zależy od naszych matek.

            Tak, to od nich zależy, czy potrafimy akceptować siebie nie opierając sie na zdaniu innych. Mimo, że dla taty zawsze byłam najśliczniejszą ksieżniczką, komentarze mamy potrafiły wbić w ziemię. Pewnie nie przypadkiem i ja, i moja siostra, zupełnie różne, jesteśmy bulimiczkami. Na pewno nie bez wpływu na to były takie teksty, na przykład w sklepie, przy kupowaniu ciuchów dla mojej siostry: "czy znajdzie się coś dla tego pączuszka", wypowiadane z zażenowanym uśmieszkiem, chociaż siostra była dzieckiem pulchnym, ale nie grubym. Ja byłam dzieckiem chudym, a w okresie dojrzewania, kiedy zaczęłam się zaokrąglać, też słyszałam różne komentarze, nawet niekoniecznie dotyczące samego wyglądu, co np.
            jedzenia.
            Pewnie to od tego zależy, czy człowiek oleje komentarze kolegów w nowej szkole ("grube duspko" na przykład, do dziewczyny, która po prostu nie wyglądała jak szparag, tylko miała biodra), czy sie w zwiazku z tym załamie i wpędzi w chorobę, byle tylko schudnąć i mieć spokój sad Ech, ulało mi się, sorki.
            • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 21:52
              Też se uleję: moja mama (80) od czasu do czasu (no dobra, dwa razy jak dotąd) wzdycha: to dziwne patrzeć, jak się starzeją własne dzieci.
              • echtom Re: ciało 11.12.10, 17:28
                Urocze smile
            • pomarancza-1 Re: ciało 12.12.10, 21:21
              Dodam, że z mojego doświadczenia, że od ojców też dużo zależy. Generalnie od obojga rodziców. Bezwarunkowa, totalna akceptacja taty, który jest pierwszym "mężczyzną" w życiu dziewczyny, na którego opinii jej zależy, jest bardzo ważna. Mój tata mnie wychowywał raczej po żółniersku i niestety potrafił swoimi komentarzami wyrazić krytykę w sposób nie konstruktywny a oceniający i często bardzo przykry (i bynajmniej wcale nie były to komentarze związane z wyglądem). Dla mnie była to jedna z bareier, którą musiałam pokonać zanim doszłam do akceptacji swojego ciała.
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 21:29
        Spojrzenie mężczyzn jest bardzo ważne, i dobrze, że o nim wspominasz. Jednak to co opisujesz to nie spojrzenie, a przemoc, tak rozkosznie nazywana "końskimi zalotami", na którą chłopcy mają społeczne przyzwolenie, a dziewczynkom odmawia się pomocy i ochrony. Pamietam jak moja corka, wtedy w piątej czy szóstej klasie, najlepiej w tej klasie pływająca dziewczynka, odmówiła chodzenia na basen - dramat był taki, że wbrew swoim poglądom i zasadom załatwiłam stałe zwolnienie. Po dwóch latach była w stanie opowiedzieć mi, co sie działo - dzieci przyglądały sie płynącym na ocenę koleżankom i kolegom, chłopcy pozwalali sobie na tak brutalne komentarze, że samo wyobrażenie sobie, że mogą w ten sposób mówić i o niej, było nie do zniesienia. Nauczyciel słyszał, widział, tolerował, a nawet akceptował - śmiał się czasem razem z nimi.
        Jednak z drugiej strony o wiele łatwiej być pozytywnie ocenioną przez mężczyzn niż przez kobiety - że wspomne Brantome'a, który wyliczał, jakie powinny byc kolejne części ciała pięknej kobiety, a potem podsumował, że znał takie, które nawet połowy tych kryteriów nie spełniają, a i tak są cudnie piękne smile
        Teraz przyszło mi do głowy, ze może własnie dzięki wykradzeniu tej ksiązki z ojcowskiej biblioteki i przeczytaniu jej na początku nastolectwa zawsze, może trochę wbrew faktom, byłam raczej zadowolona z własnego ciała.
    • cherry.coke Re: ciało 10.12.10, 21:13
      Wspolczesny czlowiek jest w ogole oddzielony od swojego ciala. Niezaleznie od wieku wiekszosc z nas traktuje je jak pojemniki do przenoszenia mozgu. Przez kilka lat zajmowalam sie dyscyplina fizyczna mozna rzec prawie wyczynowa, a i tak bylam kompletnie rozlaczona. Polaczylo mnie z punktu i na stale, kiedy zaczelam joge. Joga jest dokladnie od tego. Szkoda, ze praktycznie nie jest propagowana wsrod nastolatkow, czasem jakies pierdulki dla dzieci sa w przedszkolach, ale akurat dzieci moim zdaniem nie wyciagna z niej jeszcze pelni dobra, a tylko moga sie znudzic albo zniechecic.
      • nangaparbat3 Re: ciało 10.12.10, 21:42
        Joga dla większości dzieci i młodzieży jest może nie dość dynamiczna, zresztą podobnie jak TAi Chi, którego jestem entuzjastką.
        Ale właśnie widziałam, że GWP wydało ksiązkę o wierszykach do zabaw z ciałem - myslę że to jest droga.
        I tu przypomina mi się mój kolega lekarz oburzony, że syn w przedszkolu ma się bawić w "rolnik sam w dolinie" - a przecież moze złapać jakąś infekcję biorąc za ręce inne dzieci"
        • bi_scotti Re: ciało 10.12.10, 22:06
          Nie wiem czy tak jest tez w PL, ale nastolatki (dzieci tez) w moim otoczeniu maja tez pewien problem z mixed messages. Z jednej strony: roczne dziewczynki maja dwu-czesciowe kostiumy zakrywajace "piersi", z drugiej kilku-letnie dziewczynki nosza wyzywajace lolitkowe mini + obcasy + malowane pazurki itd. Nastolatki pokazuja wszystkie mozliwe czesci ciala wink ale jednoczesnie sa nieslychanie pruderyjne w rozmowach o sexie, maja klopot w artykulacji wlasnych potrzeb czy faktycznego egzekwowania "no means no" w kontaktach z plcia przeciwna. Cialo do zakrycia ale jednoczesnie do odkrycia, do prywatnosci ale i do pokazywania - a to wszystko na przestrzeni kilku lat w zaleznosci od panujacej mody narzucanej przez media, okolicznosciowe gwiazki i niesmiertelna peer pressure. I jak tu sie czuc swobodnie, bezpiecznie we wlasnym ciele skoro wszystko, co go dotyczy jest takie "nie swoje wlasne" rozpatrywane wylacznie w kontekscie tego jak jest postrzegane przez innych.
          Stad i u wielu anoreksja, obsesyjne obcinanie wlosow, ciecie skory - potrzeba kontroli, zle rozumiane poczucie, ze to jest jedyny sposob na demonstracje swojej w 100% wlasnej decyzji odnosnie nie tyle ciala, co samej siebie.
    • jo-asiunka Re: ciało 10.12.10, 22:24
      A mnie przeraża myśl, że nie będę umiała wychować swojej córki (i drugiej jeszcze w brzuchu) tak, aby akceptowała swoje ciało. Nie będę umiała, bo sama nie umiem, nie lubię swojego ciała, tyję i chudnę, a teraz jestem w ostatnim miesiącu ciąży, przytyłam 12 kilo i i te kilogramy mnie przerażają.
      • echtom Re: ciało 11.12.10, 17:32
        > a teraz jestem w ostatnim miesiącu ciąży, przytyłam 12 kilo i i te kilogramy mnie przerażają.

        12 kilo samo szybko zleci. Ja się pozbyłam 11 i 13 w ciągu 2 miesięcy po porodzie.
    • echtom Re: ciało 11.12.10, 17:38
      Nie pomogę, bo tak jak Broceliande zaprzyjaźniłam się ze swoim ciałem dopiero po urodzeniu dziecka, a trudno proponować taką terapię nastolatkom wink W tym wieku generalnie trudno przemówić do rozumu - najlepiej przeczekać, pilnując dyskretnie, by dzieciaki nie narobiły nadmiernych głupstw. Prawdziwy problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy niska samoocena nie poprawia się z wiekiem. Btw. podobał mi się Twój post o placach zabaw.
      • verdana Re: ciało 11.12.10, 17:55
        Rozmawiałam z córką - niedawna nastolatka i prawde mowiąc ona uznała probem za wymyslony...
        Nastolatki nie są "zaprzyjaźnione" z własnym ciałem, bo to ciało gwaltownie się zmienia. Nie można przewidzieć, jak się będzie wygladalo jutro, co urosnie, co wyskoczy, co zmaleje. Nie sposób przywyczaić się do czegos tak niestabilnego - trzeba po prostu przeczekać ten okres i tyle, a nie na siłę dążyć, aby mlody człowiek zaakceptował każdą zmianę, jaka w nim zachodzi i ktora czeto jest a. rzeczywiście denerwująca , b. przelotna.
        Być może zatem po prostu tego typu terapia z nastolatkami, ktore nie mają powazniejszych problemow nie ma sensu.
        A ja dodam, złosliwie, nie przeczę - jest taki momen w zyciu wielu kobiet (i facetyów też), ze przestają dogadywać się po prostu z nastolatkami, próbują dotrzec nie do tych nastolatek, jakie sa teraz, ale do tych, ktore pamiętaja z przeszlości, stają sie trochę za bardzo moralizatorskie, a trochę za mało własnie akceptujące przemiany. I byc moze problem w tym konkretnym przypadku lezy po stronie terapeutki, choćby jak najbardziej sympatycznej - nie nastolatki się zmieniły, bo nastolatki zazwyczaj w masie są takie same, tylko ona.
        • nangaparbat3 Re: ciało 11.12.10, 20:08
          Wyzłośliwiasz się, niepotrzebnie. Z jednej strony to oczywiste, że nastolatkom jest bardzo trudno z racji rozwoju i fizjologii samej w sobie - nie ma co do tego wątpliwości. Z drugiej to co mówiła moja przyjaciółka niestety pasuje do spostrzeżeń innych osób - na przykład osoby uczące wfu mówią o bardzo obniżonej sprawności, koordynacji ruchowej, że już nie wpsomnę o kondycji.
          Sama pamietam, jak parę lat temu z koleżankami mówiłysmy wykładowcom o zmianach postaw i hierarchii wartości uczniów -słyszałyśmy dokładnie to co piszesz. Potem diagnoza społeczna dokładnie potwierdziła nasze spostrzeżenia.
          • bi_scotti Re: ciało 11.12.10, 22:01
            "Little Miss Sunshine" - akceptacja samej siebie (w tym wlasnego ciala) w zetknieciu z oczekiwaniami/standardami "spoleczenstwa". W moim otoczeniu, paradoksalnie, mlodziez, ktora faktycznie AKCEPTUJE siebie szuka szkol alternatywnych, jest "dziwna", "zbuntowana" a ci, ktorych akceptuja "zwykle" szkoly to ci, ktorzy sie przystosowali, sami sie wtloczyli w oczekiwania ubraniowo-zachowaniowe reszty swiata i wydaje im sie, ze "przynaleza". Niektorzy faktycznie tak, ale wielu dopiero na I, II roku studiow otrzasnie sie z nastolatkowego wygodnictwa i konformizmu, i wtedy zaczna zmieniac kierunki studiow, jezdzic dookola swiata, pracowac spolecznie w shelters dla zwierzat i inne takie w gwaltownym "poszukiwaniu siebie". Rowniez w sensie szukania wlasnej wizji swojego ciala i tego czym ono jest dla okreslonego 20-latka. No i w okolicach 30-tki zaczna sie pewnie lubic lacznie z lubieniem swojego ciala wink
    • katia.seitz Re: ciało 11.12.10, 23:49
      Mi bardzo pomogła joga - to jest właśnie nauka uczenia się własnego ciała, wsłuchiwania w nie i akceptacji.
      A problemy mam/miałam duże, jak nie z nurtu bulimia, to hipochondria (to drugie też pozwala nieźle znienawidzić swoje ciało).
      • ledzeppelin3 Re: ciało 12.12.10, 12:29
        Uważam, że problem nie jest wymyślony, jest jak najbardziej realny i przybiera coraz większe rozmiary. Wystarczy zapoznać się ze statystykami. Kiedyś jadłowstręt psychiczny był chorobą nastolatek, a bulimia nervosa- młodych dorosłych. Dziś coraz częściej na jadłowstręt zapadają dzieci w wieku 10 lat, a na bulimie- nastolatki i dorośli, od 13 do trzydziestu kilku lat. Ponadto wystepuja inne zaburzenia odżywiania typu obżarstwo psychiczne. Zaraz ktoś napisze, ze te choroby wynikają z problemów rodzinnych, a nie z akceptacji ciała. Otóż maja one wiele przyczyn. Ale najważniejsze, podkreślaną przez same pacjentki (szczególnie z bulimią), to: 1. Brak samoakceptacji,
        2. Chęć bycia CHUDĄ.
        Zaburzenia odzywiania, prawdziwa plaga naszych czasów (co widac po tym wątku- to nie są wymyslone problemy!), to choroby duszy, ale wynikające z braku akceptacji ciała i z oddzielenia duszy od ciała.
        Może, zamiast akcji w gimnazjach "rak sutka atakuje! nie jesteś bezpieczna!" i "zaszczep się przeciwko HPV! "- podczas gdy dziewczyny wolą zapomnieć, że mają piersi, zrobić akcję pod hasłem "pokochaj i zaakceptuj swoje ciało w każdym rozmiarze" oraz "anoreksja i bulimia mogą prowadzić do śmierci"?
        • verdana Re: ciało 12.12.10, 12:45
          Zdecydowanie się zgadzam z tym, ze dzieciakom w gimnazjach nalezy mowić zupełnie co innego, niż się mowi.
          natomiast nie jestem przekonana co do tego, ze teraz nastolatki same nie akceptują swojego ciała. Taki trend był zawsze - nastolatki pily cocet, aby być blade, ściskały się gorsetami itd. Myslę, ze to normalne dla wieku, tylko w zaleznosci od epoki przybiera różne formy. Natomiast co mnie przeraza, to nieakceptacja wyglądu (i zachowań) nastolatków wcale nie przez rówieśników, tak bylo i tak będzie, tego się nie zmieni - ale przez dorosłych. Dorosli WIEDZĄ jak nastolatek ma wyglądać - rodzice odchudzaja, wysyłaja do kosmetyczki, kupują aparaty, wysylają na gimnastykę korekcyjną, na taniec itd. - wszystko to jest teoretycznie bardzo potrzebne i bardzo słuszne, a wsumie sieje spustoszenie. Bo nastolatek naprawiany to nastolatek, ktory traci pewność, że bez naprawy też jest OK.
          A z drugiej strony - cóż, będę sie wyzlośliwiać dalej - psychologowie, terapeuci, pedagodzy i wielu innych dorosłych, ktorzy wiedza, jak nastolatek ma działaś - ma akceptować siebie i swoje ciało, ma być ambitny, ale niw włączać sie w wyscig szczurów - mnostwo tego typu spraw nie uwzględniających róznorodności. Wszystko ma w nastolatku działać idealnie - a czym bardziej sie go do tego zachęca, wysyla na terapię, naprawia - tym bardziej część czuje się niepewnie i stawia opór. I słusznie
          • ratyzbona Re: ciało 12.12.10, 17:04
            A może zamiast jak zwykle uważać że coś jest problemem dzisiejszej młodzieży zwrócicie uwagę na same siebie . Badania wskazują że ok. 60-70% kobiet nie jest zadowolonych ze swojego wyglądu. Każde kobiece spotkanie zamienia się na jakimś poziomie w litanię skarg na szerokość bioder, siwe włosy, obwisły biust i itp. Co więcej - ile znacie kobiet które wstają rano czeszą włosy i z uśmiechem na ustach idą na powitanie świata? większość z matek tych zestresowanych nastolatek chodzi do fryzjerów spędza rano godzinę nakładając makijaż odmawia zjedzenia deseru bo przytyje i zaczyna koło.40 narzekać na konieczność farbowania siwych włosów. To nie jest przypadek że faceci zdecydowanie lepiej czują się w swoim ciele - nie muszą w wieku w którym człowiek nie wie jakiego psikusa rano sprawi mu twarz, głos czy cała reszta dorastać do poziomu jaki wyznaczają np. rodzice.
            Moim zdaniem najłatwiej zrzucić wszystko na zdominowaną przez współczesną kulturę młodzież. Ale owa młodzież tylko stara się sprostać oczekiwaniom. podejrzewam że gdyby matki raz na jakiś czas mówiły że są zadowolone z siebie albo uczyły córki że ciało się ma ale się nim nie jest to może nie było by problemu.

            Bo choć moja szanowna matka może siebie nie lubi to swoim totalnym olewaniem makijaży kosmetyczek i brakiem obsesji prostowania mi zębów, odchudzania mnie i przyszywania mi uszu do czaszki sprawiła że ja wyglądając pewnie gorzej niż wiele moich koleżanek bardzo się lubię. tak więc zanim zacznie się mówić co może zrobić szkoła może najpierw warto się zastanowić co można zrobić w domu
            • echtom Re: ciało 12.12.10, 17:51
              Mądrze piszesz, ale nie wiem, czy to się tak w 100 % przekłada. Jestem przykładem całkowitej, wręcz bezwstydnej akceptacji własnego ciała, dziewczyn nigdy w tej kwestii nie stresowałam, a spośród moich 3 córek tylko jedna nie ma z tym problemu. Mogę się tylko pocieszać, że pozostałym też się odmieni, kiedy dorosna i zmądrzeją.
            • nangaparbat3 Re: ciało 12.12.10, 18:00
              Zgadzam się z Tobą (i z Mamą), natomiast nie wejdę do domu moich uczennic, z ich matkami mam kontakty nad wyraz ograniczone, i mój dylemat brzmi: czy można w szkole dawać młodym dziewczynom jakąś tarcze choć trochę chroniącą przed presją naszej kultury, która wywierana jest także przez matki, oczywiście, i z pewnością przede wszystkim przez nie.
              Mam też wrażenie, że słowa mojej przyjaciółki zostały odczytane jako krytyka młodych kobiet - a tak naprawdę był w nich wielki smutek. Ani ona, ani ja nie mamy cienia wątpliwości, że (jak wielokrotnie juz cytowałam inną moją przyjaciółkę): młodzież nie jest desantem zrzuconym przez kosmitów.
              • verdana Re: ciało 12.12.10, 19:36
                Mysle, że można. Tylko nikt się na to nie zgodzi, bo szkola (mówię o doroslych, nie kolegach) ma za zadanie wychowanie prozdrowotne. I tu się zapętlamy. Straszenie, wazenie, proponowanie "więcej ruchu", "mniej slodyczy", "rób badanie okresowe" - to nie jest cos, z czego da się zrezygnować, a z drugiej strony sklania do widzenia w swoim ciele wroga.
                Cały wieczór spędzilam na syskusji z córka i doszłyśmy do kilku wniosków.
                Czy nie jest też tak, ze róznorodne terapie, na ktore masowo wysyla się młodzież spowodowały opór? Twoja znajoma pracuje z dorosłymi, którzy chcą się zmienić i być moze - nad przymusowo, z racji zaburzeń wysłanymi na terapię dziewczynami, ktore chcą pozostać takie, jakie są. I na to się im nie pozwala.
                Dwa - myslę, że być może jest to też zjawisko, ktore ma pewne "pozytywne" korzenie. Osoby starsze są przyzwyczajone, że ktos moze coś robić z ich ciałem, ze moze im nakazać, jak maja z nim postepować. Dziewczyny, uczone od dziecka, ze nikt nie ma prawa wtracać się w ich cielesność mogą mieć znacznie większe opory przez jakąkolwiek ingerencję w ich "cielesność" - i to akurat postrzegam jako pozytywne.
                Smutek Twojej przyjaciółki bierze się stąd, ze ma jakąś wizję mlodych kobiet, kolejną wizję "jakie powinny być, by być zdrowe i szczęśliwe". A być moze część osób jest zdrowa i szczęśliwa własnie traktując swoje ciało, jako cos "zewnetrznego" , a prawdziwe "ja" to umysł. Cóż, ja tak czuję i bardzo mi z tym dobrze. Na próbę zintegrowania ciała z umysłem i zamienienia mnie w kogoś, kogo kto inny uwaza za lepszy model, zareagowałabym agresywnie.
                • triss_merigold6 Re: ciało 12.12.10, 19:44
                  Sorry za obsceniczność ale skojarzyło mi się z wszelkiego rodzaju warsztatami "otwierającymi na odczuwanie kobiecości" i zadaniami typu "porozmawiaj ze swoją ci..ą" czy "weź udział w grupowym rysowaniu waginy".
                • echtom Re: ciało 12.12.10, 20:52
                  Ja traktuję swoje ciało w kategoriach użytkowych, nie estetycznych, jak dobre, poczciwe zwierzę pociągowe, więc je dobrze karmię i traktuję, żeby mi długo służyło wink
                • nangaparbat3 Re: ciało 12.12.10, 21:57
                  Twoja znajoma pracuje z dorosłymi, którzy chcą się zmienić
                  > i być moze - nad przymusowo, z racji zaburzeń wysłanymi na terapię dziewczynami
                  > , ktore chcą pozostać takie, jakie są. I na to się im nie pozwala.

                  Ona pracowała wyłącznie z dziewczętami, które z własnej i absolutnie nieprzymuszonej woli zgłaszały się na warsztaty taneczne, nie terapeutyczne. Z których były bardzo zadowolone. A warsztaty prowadzi antynakazowo.
                • malila Re: ciało 13.12.10, 10:09
                  Na jakie terapie wysyła się masowo młodzież?
              • pomarancza-1 Re: ciało 12.12.10, 21:39
                Ciiekawy wątek...

                Mam jeszcze spostrzeżenie dotyczące właściwej edukacji seksualnej oraz jak hormony wpływają na nasze samopoczucie itp. Byc może gruntowne przeszkolenie nastolatków jakie zmiany zachodzą w ich ciele pozwoli im traktować te zmiany jako coś normalnego, nie wstydliwego. Uświadomienie, że często jesteśmy więźniami hormonów, które opanowały nasze ciała pomaga nabrać dystansu (przynajmniej mi).
                Swego czasu na TVN style leciał program świetnie to pokazujący łącznie z różnymi penisami w stanie wzwodu i kształtami piersi, brzuchów po ciąży i pochwy - REWELACJA smile) Powinni to puszczać podczas lekcji wychowawczych żeby pokazać, że ta karuzela jest normalna i że ludzie się różnią i nie ma w tym nic wyjątkowego.
                • nangaparbat3 Re: ciało 12.12.10, 22:09
                  Mój Boże - za rozdawanie niewinnej książeczki Jaczewskiego i Izdebskiego "Tajemnice inicjacji seksualnej" szesnastolatkom poleciał na mnie anonim jakobym rozdawała uczniom molestującą książeczkę z instrukcją "jak zgwałcić dziewicę tak aby jej przy tym było przyjemnie". A uczniowie: Proszę pani, z tym to trzeba do gimnazjalistów.
                  Kazdy temat lekcji wychowawczej musi zostać zaakceptowany przez rodziców - zgodnie z polskim prawem mogę iść do łóżka z szesnastolatkiem nie pytając jego rodziców o zdanie, (oczywiście nie uczniem naszym) ale nie mogę z nim bez zgody rodziców rozmawiać o tym jak i po co uzywać prezerwatywy.

                  Film widziałam, jest znakomity, powinien byc pokazywany, ale u nas pewnie jeszcze długo nie będzie.
            • malila Re: ciało 13.12.10, 10:07
              ratyzbona napisała:
              > gdyby matki raz na jakiś czas mówiły że są zadowolone z siebie albo uczyły
              > córki że ciało się ma ale się nim nie jest to może nie było by problemu.

              Nastolatki już raczej nie myślą, że są cialem, tylko ze właśnie mają ciało. Małe dzieci są całością - i duszą, i ciałem, i umysłem. I dlatego one jeszcze nie mają sztywnych kręgosłupów, a ich ruchy 0 nawet te niezborne - są naturalne. Nastolatki już zazwyczaj są oddzielone od swojego ciała i traktują je jako coś odrębnego, co powinno podlegać kontroli, bo tego się od nich wymaga.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja