Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi smutno

14.04.04, 13:04
Witajcie!
Jest mi baaaardzo źle, ale nie wiem tak naprawdę czy mam ku temu powód. Może
nie mam racji...a chodzi o żal do rodziców i teściów.

Ponad rok temu zaszłam w ciążę. Dwie kreseczki. Wielka radość. Rodzice i
teściowie też byli zadowoleni... niestety... po 3 tygodniach plamienia,
szpital - krwiak, odklejanie trofoblastu. Nakaz: Leżeć plackiem do 16go
tygodnia. Czwarte piętro bez windy. Cała rodzina 140km od W-wy. Ja sama z
mężem (oboje pracujemy jak to w kapitaliźmie - 12h minimum).

Leżę. Przerażona. Jak kazali - plackiem. Wstaję tylko siusiu. Z rodziny nikt
się nie pojawił - ani mojej ani teściów. Dla wyjaśnienia - moi to 70letni
emeryci. Nie pracują. Tata się tylko zajmuje administracją w sieci
satelitarnej. Ma niezłą kondycję. Biega, jeżdzi po miastach, 24h na dobę nie
może wysiedzieć. Teściowie - tata "samozatrudniony". Teściowa nauczycielka
(2mce wakacji), siostra studentka (3 mce wakacji). Siostra nie chce pracować
w wakacje choć tam u nich biedniutko..... Nie wyjeżdżała też na całe wakacje.

Upał - czerwiec. 40 stopni bo grzeje od dachu. Ja się duszę. Mąż robi mi rano
kanapki (po kilku godzinach żółty ser i wędlina wyglądają jak obca forma
życia). Herbata w termos. Dzwonię do domu...rodzice radzą mężowi jaki termos
ma kupić, żeby można było zostawić w nim zupę.

Po kilku tygodniach leżenia znowu krew, płaczę. Jest wieczór. Mąż musi jutro
do pracy. Myślę, że to może koniec - w szpitalu powiedzieli, że zrobili już
wszystko (leki, badania) i mam leżeć. Jak krwawienie się nasili przyjeżdżać.
Dzwonię do rodziców bo boję się być sama. W telefonie pretensja. Przyjeżdżają
nadęci bo mają "swoje sprawy". Wytrzymują dwa dni. Plamienie ustępuje...leżę
dalej.

Czerwiec minął. I lipiec. Moi rodzice pojechali nad morze na wczasy. Zawsze
jeżdzili we wrzesniu ale teraz wybrali się w lipcu! Nie trzeba nic
rezerwować, bać się o stratę pieniążków, bo ośrodek zakładowy, niemalże
stawiany ich rękami... Może coś tam i pomogą administracyjnie w tym ośrodku
ale to tata. Mama się tym nie zajmuje. Mama jedzie także - w sumie są tam 3
tyg. Zabrali sistrzenice. To dobrze. Nareszcie. Nigdy z nimi nigdzie nie byli
choć starsza ma już 18lat. Moi schorowani rodzice. Wiem, że muszą odpocząć.
70 lat to już wiek, że trzeba o siebie dbać. Ale trochę mi smutno... Nie ma
mi kto zrobić herbaty. Mama twierdzi, że nienawidzi W-wy. Zaraz boli ją
głowa, puchną nogi, jest jej gorąco. Codziennie dzwonią - nad morzem nic
nikogo nie boli, mama weszła na jakąś tam górę, na plaży nie jest gorąco...

Sierpień. Nie daję już rady leżeć...mdli mnie, nie mogę patrzeć na kanapki.
Decydujemy z mężem, że jednak będę wstawać odgrzac sobie obiad, który mi
zrobi. Nie mogę w ciąży nie jesć. Na usg dwie małe łapki....serduszko....Mąż
codziennie dzwoni do teściów - mama ma wakacje, siostra też. Słyszymy: "Co
tak czesto dzwonicie i dzwonicie??? Nic się u nas nie zmieniło". Ja nieśmiało
pytam, że może siostra męża nas odwiedzi...Słyszę, że "po co ma przyjeżdżać.
Będzie przeszkadzać. Nie wyjdę z nią przecież bo nie mogę a pogoda tak
upalna, że nie da się zwiedzać...(!)" Mąż się w końcu odważył i mówi, że może
ktoś by przyjechał i pomógł.... Mama nie komentuje. Na pretensje mówi, że
trzea było otwarcie mówić o co chodzi (!). Ale nic nie wspomina o
przyjechaniu. Siostra nie może bo ma dyskotekę, potem imprezę, za tydzień
dentystę, potem książkę do biblioteki...w końcu mówi, że nie przyjedzie "bo
ma okres".
Rodzice wrócili z wczasów...Nie zajrzeli do mnie - pojechali na wieś do
rodziny na kolejne 2 tygodnie.
No więc wstaję, żeby sobie odgrzewać to jedzenie....

14 tydzień...znowu krew. Ląduję w szpitalu. Rodzice mówią, że to lepiej, bo
mam śniadanie i obiad podane (!!!) - Bo w szpitalu jak w hotelu przecież.
Krwawię cały czas....leżę tam kilka m-cy - do 21 tygodnia krawienia nie
ustępują (teraz się okazało, że to łożysko przodujące) Nikt nie daje mi
szans. Tylko ja wierzę, że urodzę. Rodzice są u mnie 2 razy - raz mąż coś
wspominał o obejrzeniu mieszkań developera o którym myśleliśmy przed ciążą.
Ale to nie był dobry moment, padało - mąż nie chciał jechać, Rodzice moi
wściekli - "jak byśmy wiedzieli", informują mnie w szpitalu, "to byśmy się
wcale nie wybierali...".
Teściowa była 2 razy. Z wizytą. Mąż chodzi jak zombie - rano do pracy. Póżnym
wieczorem do mnie. W nocy zakupy, pranie, sprzątanie.

Po tylu m-cach jeszcze 2 w 1. Wypuszczają mnie bo krwawienia ustąpiły a
szpital to nie instytucja charytatywna. Jest koniec października. Mam w domu
leżeć. Informują mnie też, że zawsze jest ryzyko krwotoku z łóżyska - nie
powinnam być sama. W szpitalu kilka dni rehabilitacji. Uczę się na nowo
siadać i chodzić. Dzwonię do rodziców..."Tak, tak, zdrowie najważniejsze..."
więc za chwilę dzwonią.... ze wsi! Znów pojechali..."bo miód muszą kupić"...
wracają obrażeni ale zabierają tylko kota. Mąż wybłagał urlop...

W domu nie umiem dojść do kibla. Nie umiem z niego wstać. Bolą mięśnie.
Mąż już nie ma urlopu... zostaje ze mną mój daleki kuzyn. Doktorant. Śpi
część dnia ale chociaż herbatę zrobi. Siedzi ze mną 2 tyg. Głupio mi bo
trochę z obcą osobą. Rodzice pytają, czy mój kolega (!) nie mógłby dalej ze
mną siedzieć (brat już nie może) bo oni mają działkę i takie inne.
Płacę obcej kobiecie. 50zł za dzień by nie być sama....

Jest 7my m-c ciąży. Idę znów do szpitala - wyglada na to, że maluch się
śpieszy. Dostaję sterydy na rozwój płuc. Mama moja przyjeżdża na 2
tyg...codziennie słucham, że jest tu a nie ma jej tam. w końcu awantura bo
tata ma niepoprane, nieuprasowane, ona nienawidzi W-wy, ja nic nie rozumiem,
jestem egoistką bo tata ma tętniaka od 40 lat i teraz na pewno mu pęknie...
Dodam, że w tym samym bloku co tata mieszka moja starsza siostra z mężem i
dwójką dorosłych już dzieci. No i komentarze, (że to niby moje siostra tak
mówi), że :tyle kobiet jest i było w ciąży i tyle kobiet rodzi a tylko koło
mnie trzeba tak chodzić..."

Po 2 tyg mama szczęśliwa wyjeżdża a mnie lekarz pozwala troche chodzić....
W grudniu po raz pierwszy zawitala do domu teściowa ...na jeden
dzień...zakichana, zasmarkana.... po jej wizycię biorę antybiotyk....

Moja rodzina na wsi prosi mojego męża aby został chrzestnym jednego z
maluchów. Trzeba jechać 400km. Mogę urodzić w każdej chwili, mąż boi się mnie
zostawić. Dzwonimy do moich rodziców, żeby przyjechali a mąż pojedzie. No
więc nie mogą bo jak to? Chrzciny bez nich? Pierwsi goście! Tam cała rodzina
czeka aż oni przyjadą. Bez nich nie będzie imprezy, obrażą się....
Postanawiamy zastanowić się co dalej. Nie ma dalej. Okazało się, że moi
rodzice zadzwonili bez naszej wiedzy do rodziny i powiedzieli, że mąż nie
może być chrzestnym..."bo wiecie, taka trudna sytuacja"....

W grudniu przed świętami mąż musi jechac w delegację. Mama przyjeżdża na 3
dni - najpier sto pytań, czy ten kolega by nie mógł, a brat jedzie na święta
do rodziny, a ta pani za pieniądze nie może jeszcze posiedzieć???
Święta spędzamy sami - była propozycja, że może na święta do nas, na 36m2,
przyjadą się gościć siostra ze szwagrem i dziećmi... jakoś nie mogę za dużo
chodzić z tym bardziej robić świąt. Ale wszystkich to dziwi. Po 32 tyg ciąży
(macice mam dwurożną) dziecko przestaje rosnąć. Lekarz każe wypoczywać, nie
robić nic w domu, leżeć....

W styczniu rodzę.... jestem najszczęśliwsza an świecie...jednak moje biedne
dwukilowe dzieciunio jest strasznie słabe...W 5 tej dobie trafiamy do innego
szpitala...zapalenie płuc, infekcja e.coli i gronkowcem. hipoglikemia
(jeszcze miałam cukrzyce w ciąży)...dwa ciężkie antybiotyki. Jestem załamana.
Połóg spędzam na krześle przy łóżku - śpię w szpitalu na kozetce. Na dwie
noce zmienia mnie mąż. Z rodziny nikt się nie pojawia - jedynie mój tata
przyjeżdża i płacze. Moja mama zakatarzona bo to sezon grypowy...ale zamiast
pójść do lekarza leczy się m-c gripexem.... Teś
    • aniakra Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 13:06
      Oj coś mi się wysłało... ciąg dalszy....



      W styczniu rodzę.... jestem najszczęśliwsza an świecie...jednak moje biedne
      dwukilowe dzieciunio jest strasznie słabe...W 5 tej dobie trafiamy do innego
      szpitala...zapalenie płuc, infekcja e.coli i gronkowcem. hipoglikemia (jeszcze
      miałam cukrzyce w ciąży)...dwa ciężkie antybiotyki. Jestem załamana.
      Połóg spędzam na krześle przy łóżku - śpię w szpitalu na kozetce. Na dwie noce
      zmienia mnie mąż. Z rodziny nikt się nie pojawia - jedynie mój tata przyjeżdża
      i płacze. Moja mama zakatarzona bo to sezon grypowy...ale zamiast pójść do
      lekarza leczy się m-c gripexem.... Teściowie tylko dzwonią i współczują.

      Wracamy do domu. Dzwoni teściowa, zakichana, zasmarkana, rycha i pyta, że
      pewnie "nie można do nas przyjechać". Pewnie nie można, dziecko dopiero co
      wyszło ze szpitala... Przychodzą ferie zimowe. Nie wiem czy teżciowa kicha czy
      nie w każdym razie siedzą cicho jak mysz pod miotlłą. Nikt nie dzwoni.
      Ja po 9 m-cach leżenia, porodzie, połogu w strasie i szpitalu przy dziecku
      ledwo żyję, jestem słaba, ciąglę choruję, biorę trzeci antybiotyk, zarażam
      małego..modlimy się, żeby znów nie musiał brac antybiotku. Ze zmęczenia nie
      wiem gdzie idę, nie wiem gdzie drzwi....płaczę bo boją się, że upuszczę małego.
      Mam gigant depresję.

      Moja mama nie może się wyleczyć. Zaczynają się docinki, że po co omi mają
      przyjeżdzać. Mogą przecież zabrać dziecko, zatarabanić je do nich, oni będą
      bawić, ja mogę dojeżdżać na 1 dzień w tygodniu do męża albo na odwrót (?!),
      jakie to rozdzielanie rodziny, a po co ojcu kontakt z dzieckiem, dziecko nie
      zapomni, itp....

      Teściowa często dzwoni, że jest "zaniepokojona" brakiem telefonów (mąż się
      wściekł i nie dzwoni). Jak mówię, że świetnie sobie radzimy to nas chwali i w
      ogóle jacy jesteśmy dzielni. Jej "zaniepokojenie" jednak nie urasta do
      rozmiarów na tyle dużych, aby sprawdzić to osobiście. Zwłaszcza w ferie zimowe,
      kiedy ma wolne. Mąż w koncu mówi, że sobie nie radzimy. słyszymy, że "każdy
      musi przez to przejść".... taaak - każdy leży 9mcy..... Telefony milkną.

      Zbliża się Wielkanoc, moja mama rycha trzeci m-c. Lekarz podejrzewa chyba
      gruźlice bo zleca prześwietlenia i wysyła ją do pulmonologa. Oczywiście mama
      nie idzie bo "nie lubi lekarzy". W jednym tygodniu jest jej lepiej. Mówi, że
      przyjechałaby ale musi iść do dentysty a potem się martwi jak ona przyjedzie,
      bo się zacznie robota na działce....Milczę. Mama pyta, co ja myślę o jej
      wyjedździe na Wielkanoc na wieś...dawno tam przecież nie byli. Mówię co myślę o
      jechaniu gdzieś w takim stanie. Tam też jest małe dziecko. Mama komentuje, że
      matka dziecka najprawdopodobniej nie przyjedzie na święta do swojej
      mamy. "Matka dziecka" przyjedzie, jak co roku. Zresztą rozmawiam z nią o tym
      przez telefon. Też nie chce słuchać kaszlącej ciotki. Więc rodzice zamierzają
      przyjechać do nas na Wielkanoc. Nie zgadzam się. Każę mamie iść do lekarza
      (prześwietlenie jest ok). Potem zobić wymaz z gardła, iść do alergologa i
      laryngologa.... Mama obrażona bo postanowiła jednak się zacząc leczyć a nie
      udało się tego załatwić przez 3 dni...

      Dzwoni teściowa, że wprawdzie nie kicha ale złapała ją rwa kulszowa, ma
      skierowanie do szpitala na czerwiec a teraz nie może dźwigać. I nie robi świąt.
      Nie wiem jak mam to rozumieć. Przytakuję, współczuję.

      Są Święta. Wielkanoc. Jesteśmy sami z mężem i w sumie chyba zadowoleni. Mnie
      nachodzi refleksja...że nie mam racji, że teściowie pracują, maja swoje sprawy,
      moi rodzice są starzy, zmęczeni życiem, nie chce im się jeżdźić, że starsze
      osoby nie lubią wychodzić z domu, itp....

      Dzwonię z życzeniami w Świątczny Poranek - żeby chociaż dwa słowa przed
      śniadaniem zamienić. Odbiera tata. Nie zdążyłam powiedzieć dzień dobry jak
      słyszę, że nie daliśmy im pojechać na święta na wieś i przez to muszą być w
      domu i iść na śniadanie do mojej siostry z rodziną...i że cackam się z
      dzieckiem bo mama na pewno jest zdrowa a zresztą niech się dzieciak hartuje. Ma
      rację. Cackam się. Z moim ledwo donoszonym maluszkiem, który ledwo przeżył
      zapalenie płuc...cackam się. Prawda.

      Nic nie mówię, proszę do telefonu mamę. Składam życzenia. Mama zaczyna od tego,
      że dzwoniła teściowa, że się cackamy z dzieckiem i nie dałam jej przyjechać a
      poza tym, to oni czekają na zaproszenie....robi mi się smutno, mówię, więc
      tylko, że nie dałam im przyjechać przez całą ciążę, i że nie byli wcześniej, bo
      nie było zaproszenia...? Na co moja mam wypala z wdziękiem, że "wcześniej to
      nie było po co bo nie mieli by co oglądać...."Oczy mi się robią jak spodki. No
      tak, krawiąca, niedomyta a potem zmęczona i leżąca baba z brzuchem, której
      grożi krwotok z łożyska nie jest niczym ciekawym do oglądania. To prawda. Mama
      ugryzła się w jezyk. Za późno. Zmienia temat na dyrdymały. Ja płaczę, na co ona
      pyta, czy powiedziala coś nie tak...

      ...no więc powiedziałam wszystko co myślę o jednych i drugich - że strasznie mi
      przykro, że chyba nie zależało im na tym, abym urodziła to dziecko a teraz
      udają wielkich dziadków...

      Mama nie słucha. Słyszy tylko tyle, że wypominam jej urlop, że jest jej przykro
      i po tym wszysrtkim będzie jej "teraz ciężko do mnie przyjechać...."

      Dziecko ma już 3m-ce. Dziadkowie go nie widzieli.

      Minęło 2 dni od Świąt - mam zadzwonić i przeprosić?

      Ania
      • mumin_ek Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 13:24
        Ty masz dzwonic i przepraszac? Za co? Potrzebowalas pomocy, prosilas o nia. Nie
        chcieli pomoc, ich sprawa, a teraz super dziadkow zgrywaja. Ja bym uciela
        kontakty przynajmniej na czas jakis. Sami nie chcieli Was odwiedzic wczesniej.
        Teraz Ty masz obowiazek dbac o swoj stan psychiczny i fizyczny. Musisz odzyskac
        sily dla dziecka i meza.

        I tak bylas dla nich lagodna i mila przez ten caly czas. Podziwiam cierpliwosc.

        Kasia
      • mabrulki Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 13:32
        Droga aniakra!
        Popłakałam się jak przeczytałam twój post.Boże dziewczyno,przez co ty
        przeszłaś!!!!Doskonale rozumiem jak bardzo ci było przykro że nikt nie kwapi ci
        się pomóc gdy tego potrzebowałaś,sama też mam podobne doświadczenia.Teściowie i
        mój ojciec mieszkają w tym samym mieście co my,ale przez całą ciążę i po
        porodzie musieliśmy sobie radzić zupełnie sami.Dlatego wiem jak to jest gdy
        potrzebujesaz pomocy a najbliżsi tak cię traktują.Gdy byłam w 9 miesiącu-
        grudzień-mąż miał w pracy "sajgon",wracał po 18 (od 7 rano)więc byłam zupełnie
        sama.Zakupy,sprzątanie,wszystko co potrzebowałam sama musiałam sobie
        zapewnić.To bolało.Tak samo gdy z grypą opiekowałam się 3-tygodniową
        córeczką.Ale Boże,ty byłaś w ciąży zagrożonej,nie wolno ci było wstawać!!!Jak
        oni mogli!!!I potem,szpital,Wasze maleństwo na krawędzi zycia...Boże.Słów mi
        brak.Dziewczyno,ty nie miej do siebie żadnych pretensji,i tak długo
        milczeliście,po prostu byliście "za grzeczni" i wasi rodzice to
        wykorzystali...Masz prawo czuć żal za to oni nie mają prawa robić wam żadnych
        wyrzutów!
      • elasz4 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:52
        Nie, nie wiem jakie miałaś kontakty z rodzicami.
        Ale powiem krótko - CO ZA ZNIECZULICA Z ICH STRONY RODZICÓW I TEŚCIÓW.
      • i2h2 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:56
        Podpisuję się wszystkimi kończynami pod tym, co napisała Wieczna- Gosia: z
        doświadczenia Ci to mówię- trzymaj się SWOJEJ wspaniałej rodziny: męża,
        maluszka. Też próbowałam do pewnego momentu wszystko łagodzić, a teraz
        kontaktujemy się tylko z tymi, dla których coś znaczymy (zwł. z Dziadkiem
        mojego męża) I mimo, że nie jest ten kontakt częsty, to szczery i oparty na
        miłości i szacunku. A "rodzina" najbliższa- mój teść, nie zna swoich wnuków i
        przestało mnie to obchodzić: to jego wybór, a ja nie dążę do kontaktów za
        wszelką cenę, żeby nie narażać dzieci na obojętność lub niechęć "dziadka". Znam
        to ze swojego dzieciństwa.
      • aetas Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 15:11
        Aniu całkowicie zgadzam się z tym, co napisały Dziewczyny. Bardzo Ci
        współczuję, mogę sobie wyobrażać tylko, jak bardzo było Ci ciężko. Absolutnie
        nie masz kogo ani za co przepraszać. To Wam należą się przeprosiny, ale nie
        sądzę, żeby mogły cokolwiek zmienić. Rodzina dała plamę na całej linii, mieli
        wiele miesięcy na zorientowanie się, że potrzebujecie pomocy, tym bardziej po
        wielu sygnałach z Waszej strony, ale nikomu jakoś to nie przyszło do głowy
        (albo nie chciało przyjść!). Wszyscy bardzo zajęci, kiedy potrzebowaliście
        pomocy, nagle sobie przypomnieli o Was, kiedy już minęło niebezpieczeństwo, że
        możecie czegoś potrzebować. Teraz, kiedy są spokojni, że już nie macie powodu
        ich potrzebować, przypomnieli sobie i jeszcze próbują wzbudzić w Tobie poczucie
        winy. Zgroza.
        Masz wspaniałą rodzinę (najbliższą), poradzicie sobie!
        gosia
      • p_swiat Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 22:52
        Kochana jestem pełna podziwu!! Jesteś dzielna i nie dzwoń!!! To Twoi rodzice i
        teście powinni Wam pomóc , a głupie wymówki i zasłanianie sie jakimis
        dentystami to kpina - jak można!!!
        Czytałam Twój post i byłam zszokowana teście ok! obcy dla Ciebie, ale matka
        ojciec - koszmar! sorki , że Ci to pisze, ale są okrótni!
        głowa do góry masz męża który jest zawsze przy Was i to sie liczy
      • dorotam3 Re: nie masz za co przepraszać 16.04.04, 20:27
        Nie masz za co przepraszać. To Ciebie rodzice i teściowie powinni przeprosić.
        To smutne co piszesz. Ja Ciebie doskonale rozumiem, bo mam podobną sytuację.

        Moi rodzice się mną nie interesowali jak byłam w ciąży (mama brzydziła sie
        zdjęć USG, raz po kłótni z nią dostałam krwawienia i myślałam, że poronię).
        Teściowa natomiast niby się cieszyła (dopóki jej córka nie zaszła w ciązę - 5
        tyg. po mnie). Teraz jest tak, że moi rodzice się zreflektowali i są naprawdę
        dobrymi dziadkami, natomiast teściowie nie interesują się, prawie już 7-mio
        miesięcznym wnukiem. Wyrzuciłam teściowej co mnie boli (mój maż się obraził i
        uniósł honorem). I teraz teściowa się na mnie obraziła z kolei i nie
        utrzymujemy żadnych kontaktów (była ostatnio zaproszona na chrzciny i nawet nie
        przyszła, świeta też spędziliśmy bez nich).
        Byłam zła na swoich rodziców (teściowie się bardziej interesowali), że w czasie
        mojej ciąży nie mogłam na nich liczyć. Ale ponieważ ciąża nie była zagrożona,
        olałam to i postanowiłam, że dam sobie radę. Po urodzeniu Mikołaja sami
        zabiegali o kontakt z wnuczkiem. I nasze relacje się poprawiły.
        Myślę, że powinniście dać im trochę czasu, nie przepraszać za nic, na siłę nie
        zmuszać do pomocy. I poczekać na ich krok. Może przemyślą wszystko i Was
        przeproszą? A może nie przeproszą a zaczną się zachowywać inaczej?

        pozdrawiam
        Dorota i Mikołaj (18.09.2003)
      • sowa_hu_hu Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 18.04.04, 10:57
        nie wiem jak ty to wszystko zniosłaś... ja chyba bym wylądowała
        w "wariatkowie"... chociaż dla swojego dziecka jestesmy w stanie znieśc bardzo
        wiele... nie będe sie rozpisywac bo brak mi słów... moze inni maja odmienne
        zdanie ale ja bym nie zadzwoniła sad i nie będe pisac dlaczego bo to można
        wyczytać w twoim poście...
        przykro mi że musiałaś i musisz przez to przechodzić... ale najwazniejsze jest
        teraz twoje dziecko , ty i twój mąż - czyli wy , wasza rodzina...

        trzymaj sie!!!
    • mamusiamaciusia Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 13:32
      Wiem jak się czujesz, po trudnej ciąży, zagrożeniu życia dziecka. Domyślam się,
      że masz depresję.
      do mnie nie mogła przyjechać moja mama, chociaż bardzo chciała, teściowa mogła
      ale nie chciała. Ja mdlałam po porodzie, a teściowa została u mnie tylko dwa
      dni. jak mały miał pół roku skręciłam nogę, nie mogłam go nosić, płakałam z
      bólu, mąż w pracy - teściowa nie przyjechała, chociaż ją prosiliśmy
      było mi smutno przez cały rok po porodzie.
      powiedziałam sobie, że skoro poradziłam sobie sama w najtrudniejszych
      momentach, to poradzę sobie zawsze. Nie proszę teściowej o nic, chcemy iść do
      kina - wynajmuję opiekunkę itp.
      masz prawo oczekiwać pomocy od najbliższych. Jeśli jej nie dostałaś, to daj
      sobie z nimi spokój, to oni powinni przeprosić Ciebie.
      bądź teraz silna, najgorsze za Wami, poradzicie sobie sami.
    • judytak Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 13:41
      patrz z tej strony:
      poradziliście sobie z mężem, a przecież było trudno
      mąż się sprawdził :o)
      ty się sprawdziłaś :o)
      teraz, to już tylko łatwiej będzie :o)
      i nie licz na niczyją pomoc, bo nie musisz :o)
      bo sobie poradzicie :o)

      rodzince wysyłajcie kartki na święta, na imieniny, wyślijcie też zdjęcie
      dziecka, niech się wnukiem chwalą :o)

      i tyle kontaktów wystarczy - no, chyba że sami będą się starać o kontakty, to
      możesz wtedy rozważyć :o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • jagasz Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:05
        Dziewczyno, ile Ty przezyłaś!!!!!!!!!!
        Istna oaza spokoju.
        Popieram moją poprzedniczkę, kartki na święta, czasami zdjęcie.
        Chociaż przypuszczam, że ja bym była bardziej radykalna, może nie zerwałabym
        kontaktu (w końcu to rodzice), ale kierowałabym się tylko i wyłącznie dobrem
        moim, męża i dziecka. Jeżeli nie umiesz, to co przezyłaś powinno Cię nauczyć w
        5 minut. Byłabym egoistką. W ogóle nie słuchałabym ich twkstów, i bym nie
        dzwoniła.
        Dziewczyno, jesteś BARDZO DZIELNA!!!!!!!!!!!!!!
        Naprawdę Cię podziwiam.

        aga
      • wieczna-gosia Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:22
        Zgadzam sie z judyta!!
        Poradziliscie sobie swietnie!!
        Masz fajnego meza, masz fajne dziecko, sama jestes fajna.
        I tego sie trzymaj.
        Nie staraj sie specjalnie o dalsze kontakty bo bedziesz co chwila lapala gigant
        depreche ze cos z toba nie tak.
        A z toba wszystko OK.
        A w zyciu to tak juz jest ustawione ze nawet najbardziej dziarskim 70 latkom
        sily sie koncza. I wtedy zaczyna sie zalowanie, rachunki sumienia i chec
        odwrocenia czasu. A nie wszystko da sie odwrocic sad(
        Najwazniesze ze u was wszystko OK.
    • iwonaw2 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 13:56
      Witaj,

      przepraszam TY masz dzwonić i przepraszać?????? Zaco???? Za to, że Cię mieli w
      d...e?????
      Ja na Twoim miejscu jasno dałabym do zrozumienia, że masz żal. Nie jeździłabym
      i nie zapraszała. Skoro dziecko ma już 3 miesiące a oni się nie pofatygowali to
      ja nie mam pytań.
      Taki przykład: moja mama nawet jakby była chora, to by przyjechała, żeby
      popatrzeć na dziecko przez szybę.
      Ja tez byłam na podtrzymaniu - na szczęście nie musiałam leżeć - i moja mama
      przed wyjściem do pracy robiła mi jedzenie, a potem przychodził mój 70-letni
      dziadek żeby mi w razie czego pomóc.

      Skoro tyle przeszliście to teraz będzie tylko lepiej.

      Życzę zdrówka i powodzenia.

      Iwona
    • szymanka Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:00
      Aniakra, nie przepraszaj! A za co niby masz przepraszać? Sorry, ale jestem taka
      wściekła na Twoich rodziców, jednych i drugich... Teraz najważniejsze jest
      Twoje dziecko a nie fochy Twojej mamy czy teściowej!
      Jednego mam nadzieję się nauczyłaś: na rodzinę niestety nie masz co liczyć.
      Ja na Twoim miejscu, zrobiłabym tak jak dziewczyny radzą: kartki na święta,
      zdjęcie dziecka pocztą i już. Może coś do nich dotrze.
      • olaj10 Re: Czy przeprosić 14.04.04, 14:08
        Zgadzam się z Szymanką!!
        Znając siebie nie wysłałabym ani kartki, ani zdjęć i już na pewno bym nie
        telefonowała!

        Ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i tak
        własnie jest.
        Podczas mojej choroby dowiedziałam się ile są warci ludzie określani przeze
        mnie wcześniej mianem "bliscy". Dowiedziałam się także jaka sama jestem.
        Dziękuję Bogu za wspaniałą rodzinę i znajomych.
        Dzisiaj kiedy przeczytałam Twój post zrobiło mi się słabo z wrażenia. Ty masz
        wspaniałe dziecko i kochanego męża. Życzę Wam wszystkiego najlepszego.
        A rodzina? Cóż, czasami z rodziną najlepiej na zdjęciach wink.
        Pozdrawiam
        Ola
        • mumin_ek Re: Czy przeprosić 14.04.04, 14:38
          A i na zdjeciach tez nie zawsze, bo ci z tylu moga rozki zrobic wink))

          Co mnie nie zabije to wzmocni - to sie kolejny raz sprawdza.

          Kasia
    • tea_tree Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:14
      ech Aniu,

      szkoda słów na tych ludzi, zimnych, egoistycznych, bezdusznych.
      Myślę, że naprawdę nie masz za co przepraszać.
      Ja się odcięłam od podobnej teściowej i jestem zadowolona z tej sytuacji.
      Czasami przysyła kartkę na święta, ale adresuje ją tylko do swojego syna, no
      cóż. No comments. Po pół roku poprosiła o przysłanie zdjęcia wnuczki i koniec
      zainteresowania.

      Radzicie sobie z mężem i wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.

      pozdrawiam słonecznie
    • gosia.mama.wojtusia Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:20
      Nie masz za co przepraszać.Z jednej strony to rodzice i jacy sa tacy sa ale
      rodziec ale z drugiej to własnie przede wszystkim an nich powinnas móc liczyc w
      takiej sytuacji,ja nie tak dawno byłam chora,na początu ciąży dopadł mnie jakis
      wiruś i nie mogłąm się ruszyć z łóżka taka byłam słąba,nawet się mojej mamie
      nie skarżyłam ale sama coś wyczuła bo w końcu to mama i na następny dzien
      przyjechała coś pomóc,a tu....taki koszmar przeżyłaś i nikt z pomoca nie
      przyszedł.szkoda ze nie napisalaś wczesniej na forum ,na pewno jakaś emama z
      forum,obca osoba z Wawy więcej by pomogła niż własna rodzina,są tu osoby na
      które mozna liczyc.
      Bardzo Ci wspólczuję i modlę się o zdrowie dla Twojego dzieciątka i dla
      Ciebie,zebyście jakoś dali radę.
      Nie napisalaś w końc co urodzilaś czy synka czy córcie?pozdrawiam Cie cieplutko
    • justyna1212 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 14:43
      Jestem wstrząśnięta zachowaniem Twoich bliskich.... Jesteś taka cierpliwa,
      silna, brak mi słów, przecież rodzina ma sobie pomagać!!! Nie zrobiłaś nic
      złego, dlaczego przyszło Ci do głowy, by kogoś przepraszać? Jesteś wspaniałą
      mamą, Twój trud został wynagrodzony. Jak czuje się Twoje maleństwo? Wiesz,
      spróbuj "odpuścić" sobie, dla własnego spokoju. Nie szukaj z nimi kontaktu, nie
      staraj się dążyć do spotkań, nie dzwoń. Mam wrażenie, że jakikolwiek kontakt
      (czy osobisty czy telefoniczny) bardzo Cię rani. To zrozumiałe. Ja czułabym się
      zraniona do bólu... Odetnij się, choć na jakiś czas od teściów, rodziców,
      krewnych. Bądź szczęśliwa ze swoim dzieckiem, mężem. Dopiero w trudnych
      momentach życia przekonujesz się, na kogo, tak naprawdę możesz liczyć. Na pewno
      nie są to Twoi (hm...jak to nazwać???) Zawiedli Cie BARDZO i to wtedy, gdy
      walczyłaś o ŻYCIE swojego dziecka!!! Nie będę pisać dalej, wściekła jestem na
      to, że ludzie mogą tak postępować!!!!!
      • mamawiktora Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 15:08
        Witaj,
        po pierwsze - JESTEŚ WIELKA i co najwazniejsze samowystarczalna i niezalezna.
        moj poglad na ta sprawe bedzie troche sie roznil od moich poprzedniczek - z
        gory przepraszam. otoz ja na pomoc od dziadkow (moich rodzicow, bo tylko tych
        dziadkow synek ma)tez nie moglam liczyc, cala ciaze slyszalam tekstu typu od
        pilnowania dzieci sa rodzice albo wynajete opiekaunki - dziadkowie nie!!! wiec
        z gory poszlo zalozenie ze nie maja zamiaru mi nigdy pomagac, w 7 mc okazalo
        sie ze grozi mi przedwczesny porod - szok, placz, szanowny dziadek niemalze
        wyprosil mnie z domu, bo nie cierpi jak mu baba ryczy - szpital przeciez byl da
        mojego dobra.ok. po powrocie ze szpitala moi rodzice przyszli na 10 min. i
        jakbyscie zobaczyli ich zmeczone miny - jakby przed chwila przezyli straszne
        katusze - ale nic to, i tak juz bylo tylko coraz gorzej, we mnie narastal zal,
        zlosc i wszystkie inne negatywne emocje, dodam ze do 6 mcy synek mial
        calodniowe kolki non stop plakal, maz mi nie pomagal i ciagle bylam sama (w
        koncu nawet dopadla mnie depresja) I powiedzialam sobie dosc - nie chce znac
        takich dziadkow, bo po co mojemu dziecku tacy dziadkowie, I PRZESTALAM ICH
        ODWIEDZAC (MIESZKAMY OD SIEBIE 5 MIN. DROGI), przestalam dzwonic i wtedy mnie
        olsnilo. Ja juz ich nie zmienie, a to ze sie do nich nie odzywam i tak niczego
        ich nie nauczy (oni mysla ze sa wspaniali pod kazdym wzgledem. Mialam wiec taka
        oto alternatywe: olac rodzicow, pozbawic dziecka dziadkow, siebie rodzicow albo
        pogodzic sie z tym ze tacy sa, ze nigdy mi nie pomoga, ze to ja musze szanowac
        ich zasady, zreszta bez wzajemnosci i wogole. Tak wlasnie zrobilam (ta druga
        opcja). dzis synek ma prawie dwa lata dziadki go uwielbiaja i sami juz planuja
        ze sie nim beda zajmowac jak zacznie sie dzialka, ale jak to moja mama
        powiedziala mi ostatni- do niektorych spraw trzeba dojrzec. Wiem, wiem twoj
        przypadek byl inny wcale nie bede przeczyc, chcialam ci tylko zwrocic uwage ze
        drastyczne odciecie sie od rodzicow i tesciow niekoniecznie im cokolwiek
        uswiadomi, niekoniecznie tobie przyniesie to ulge (w koncu to Twoi rodzice,
        ktorych napewno kochasz i za ktorymi tesknisz) i wreszcie nikoniecznie bedzie
        to mialo dobry wplyw na twoje dziecko (wychowanie sie bez dziadkow, jednych czy
        drugich). po drugie jak pisalas rodzice sa nie pierwszej mlodosci, nie szkoda
        czasu na zale (wiem sa jaknajbardziej sluszne), no bo ile im jeszcze czasu
        zostalo. Przepraszam za tego posta, wiem ze Ty niczemu nie jestes winna, bylas
        bardzo dzielna , podziwiam Cie, ale zadaj sobie pytanie czy potrafisz odciąć
        sie od nich? Przepraszac, nie przepraszaj, nie masz za co, ale moze warto to
        sobie odpuscic i skontaktowac sie z nimi jakgdyby nigdy nic. A pocieszeniem dla
        ciebie jest Twoje wspaniale slonce w postaci cudownego malenstwa i jakze
        wspanialego (niemniej dzielnego) meza. Pozdrwiam goraca, przepraszam za chaos
        jaki moglam wprowadzic i zycze duzo radosci z zycia, Iwona
        • aniakra Re: Czy przeprosić? 14.04.04, 18:41
          mamawiktora napisała:


          > "...moj poglad na ta sprawe bedzie troche sie roznil od moich poprzedniczek -
          z
          > gory przepraszam (...)

          Pozdrwiam goraca, przepraszam za chaos jaki moglam wprowadzic i zycze duzo
          radosci z zycia, Iwona"

          Iwonko,
          Nie przepraszaj i nie wprowadziłaś haosu - gdybym właśnie nie miała podobnych
          wątpliwości nie byłoby tego postu....
          Ja wiem, że moi rodzice już wychowali swoje dzieci...nigdy przenigdy nie
          oczekiwałabym ani od nich ani od teściów że będą chować moje. Wiem, że choć są
          na emeryturze, to emerytura to też pewnien kierat od którego trzeba odpocząć,
          że zdrowie już nie to, że dręczą ich ich choroby, lęki, że może w rodzinnych
          stronach, tam na wsi łatwiej im odpocząć od stresów....

          Nie mogę jednak...nie umiem nie mieć żalu...urlop, w porządku, 3 tyg - a gdzie
          byli przez resztę 9ciu m-cy...mój Boże, gdyby to chodziło o mnie, o moje
          zdrowie, o złamaną nogę...ale ja walczyłam o życie mojego synka, ich wnusia.
          Przecież też jestem ich dzieckiem...też są rodzicami.

          I nawet nie brałam pod uwagę tego, by zerwać kontakty. Nie o to mi chodzi...
          Domyślam się, że nie zrozumieją - skoro mogli tak postępować, to znaczy, że
          było to zgodne z ich sumieniem i mój żal tu niewiele zmieni. Tylko w pewnym
          momencie nie umiałam wybrać - czy milczeć i dalej udawać, że jest super,
          że "babunia", że "dziadziuś"...że "zdjecia wnusia im wysyłam...", że "tak się
          cieszą , że aż wzruszaja się na widok niemowlęcia w reklamie..." ,- przez to
          jedno zdanie mamy wybór dokonał się sam. Przykro mi tylko, że w Święta.

          I ciągle nie wiem jak mam postąpić bo znam mamę i wiem, że teraz będzie
          histeria mająca na celu wywołanie żalu dla niej i we mnie poczucia winy (już to
          na mnie nie działa) ale może faktycznie dać spokój, bo i tak zrozumieją z tego
          tylko tyle, im będzie wygodnie, czy też wytrwać choć trochę w milczeniu w
          nadziei, że może w jakąś długą, ciemną noc najdzie kogoś jakaś refleksja....

          Kochane, dziękuję Wam za słowa wsparcia - musiałam to wszystko opisać, bo sama
          nie mogę uwierzyć, że tak to się wszystko potoczyło...

          Ania
          • cytrynka3 Re: Czy przeprosić? 14.04.04, 23:01
            Aniu
            Jestem pod wrażeniem Twojej historii. Dzielna z Ciebie kobieta, możecie z mężem
            być z siebie dumni. I nie przepraszaj, nie masz za co.
            Nie wiem, jakbym postapiła w Twojej sytuacji, ale nie przepraszałabym napewno.
            Bliskie Ci osoby potraktowały Cię strasznie, bo są wygodnickie i egoistyczne.
            Ja wiem, że kiedyś kobiety pracowały w polu w dziewiątym miesiącu i świetnie się
            czuły. Ale napewno były takie, które przeżywały tragedie, bo przecież ciąża to
            nie choroba. Ludzie nie rozumieją, że czasem trzeba leżeć, że takie leżenie to
            walka o maluszka.
            Rób tak, jak Ci serce podpowiada. Nie musisz zrywać kontaktów z rodziną, ale
            możesz im powiedzieć o swoim żalu, może pokazać swój list, który opublikowałaś
            na forum.
            Najważeniejsze, że Wasze maleństwo i Wy pokonaliście przeciwności losu. Teraz
            może być już tylko lepiej.
            Dbajcie o siebie.
            Chwilowo smutna Cytrynka, mama Julci i październikowego maluszka w brzuszku
    • coppola1 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 15:08
      Aniu, jestem oburzona zachowaniem Twoich najbliższych!!!! To nie Ty powinnaś
      przeprosić!!! Ale rozumiem, że ciąży Ci ta sytuacja, może zaaranżuj wspólne
      spotkanie - jeśli będzie ono możliwe i pogadajcie - wyrzuć z siebie swoje żale
      (bo racja jest po Twojej stronie!). Może coś do nich dotrze!!!
    • anek.anek Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 15:47
      Trzyma się i nie chowaj urazy. Powiedz im raz co o tym my slisz, że baaaaardzo
      cię zawiedli, ale miej też świadomośc, że to może nic nie zmienić. Trudno. Masz
      dobrego, kochającego męża, który dbał o ciebie jak tylko mógł - to on i wasze
      dziecko jest Twoją najbliższą rodziną. Rozejrzyj sięwśród znajomych, może
      znajdzie się ktoś, kto by was w tak trudnych sytuacjach wspierał? Kiedy moja
      koleżanka miała leżącą ciążę (bite 8 m-cy - nawet nocnik trzeba było jej
      podsuwać pod pupę), bardzo częśto ze znajomymi na zmianę zaglądaliśmy żeby
      pomóc (sytuacja rodzinna była podobna jak u ciebie). Możę znajdzie się ktoś
      blisko, kto pomógłby wam?
    • larenata Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 15:51
      Aniu, łzy same się cisną do oczu jak się czyta Twoją historię. Nie dzwoń
      dziewczyno i nie przepraszaj. To Wasze rodziny Was zostawiły samym sobie.
      Cieszę się, że donosiłaś ciązę, mam nadzieję, że maluszek rozwija się dobrze.
      Gratuluję cudownego męza.
      Nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. Potwierdza się powiedzenie, że z
      rodziną to się najlepiej na zdjęciach wychodzi...
      Trzymam kciuki za Waszą małą rodzinkę i życzę Wam, zeby Wasi bliscy obudzili
      się w końcu ze snu!
      Pozdrawiam
      Renata
    • inez76 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 17:10
      Absolutnie nie! Nie przepraszaj! Za co? Jestem w głębokim szoku, że taka może
      być najbliższa rodzina. Jesteś wielka!!!
      Tylko pamiętaj, nie przepraszaj! To oni powinni Cię przepraszać i to
      wielokrotnie. Ja chyba nie umiałabym przebaczyć takiego zachowania, przecież
      chodziło o życie Twojego dziecka, a może i Twoje. Wiem, że pewnie ich kochasz
      (mimo wszystko), może Cię to zaboli, ale nie mogę się powstrzymać - Twoja
      rodzina jest beznadziejna!!!
    • unruzanka Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 17:10
      Cześć!
      Naprawdę nie masz ich za co przepraszać! Poradziłaś sobie świetnie w tak
      dramatycznej sytuacji!!! A oni - no cóż - wstrętne sobki. Nie rozumiem jak
      mogli Ci nie pomóc. 140 km od Warszawy - wielkie mi co. Moja mama (również
      nienawidzi Warszawy) przyjechała do mnie i do wnuczki aż z Zywca a to ok. 400
      450 km od Warszawy! moja teściowa przyjechała do mnie aż ze Szcecińskiego - 500
      km!!! Dlaczego? Ponieważ ich potrzebowałam! Twoi rodzice i teściowie powinni
      się wstydzić. Doskonale wiem, że nie każda ciąża to "stan fizjologiczny" -
      również urodziłam wcześniaczka - córeczkę Olę w 32 tc z hipotrofią
      wewnątrzmaciczną. Wiem jak bardzo wtedy potrzebne jest wsparcie bliskich. Sama
      przechodziłam chandrę gigant i ciężko było mi się pozbierać. Gdzie rodziłaś? Ja
      w Orłowskim w styczniu, mała leżała też w IMiDz.
      Pozdrawiam serdecznie
      Ania i Ola (ur. 22.01.2004, termin 23.03.2004)
      P.S.
      W której dzielnicy mieszkasz? Ja na Pradze Południe. Może kiedyś się spotkamy smile
    • unruzanka Do Aniakra 14.04.04, 17:11
      Cześć!
      Naprawdę nie masz ich za co przepraszać! Poradziłaś sobie świetnie w tak
      dramatycznej sytuacji!!! A oni - no cóż - wstrętne sobki. Nie rozumiem jak
      mogli Ci nie pomóc. 140 km od Warszawy - wielkie mi co. Moja mama (również
      nienawidzi Warszawy) przyjechała do mnie i do wnuczki aż z Zywca a to ok. 400
      450 km od Warszawy! moja teściowa przyjechała do mnie aż ze Szcecińskiego - 500
      km!!! Dlaczego? Ponieważ ich potrzebowałam! Twoi rodzice i teściowie powinni
      się wstydzić. Doskonale wiem, że nie każda ciąża to "stan fizjologiczny" -
      również urodziłam wcześniaczka - córeczkę Olę w 32 tc z hipotrofią
      wewnątrzmaciczną. Wiem jak bardzo wtedy potrzebne jest wsparcie bliskich. Sama
      przechodziłam chandrę gigant i ciężko było mi się pozbierać. Gdzie rodziłaś? Ja
      w Orłowskim w styczniu, mała leżała też w IMiDz.
      Pozdrawiam serdecznie
      Ania i Ola (ur. 22.01.2004, termin 23.03.2004)
      P.S.
      W której dzielnicy mieszkasz? Ja na Pradze Południe. Może kiedyś się spotkamy smile
    • niutaki Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 17:16
      Ja powiem tylko tak: BABKO JESTEŚ WIELKA wysyłam kawał serducha Tobie Dzidzi i
      Mężowi trzymajcie się.
      • pesteczka5 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 18:31
        Pozdrawiam ciepło i z całego serca Twoją nową wspaniałą rodzinkę, gratuluję
        całej Trójce. Tak trzymać.

        A rodzina... cóż... nie chowaj urazy, z Twoim wrażliwym sumieniem będzie Ci z
        tego powodu wciąż ciężko... Ogranicz kontakty do uprzejmości i to wszystko. Jak
        czegoś potrzebujesz, powiedz tonem komunikacyjno-technicznym (chcieliśmy mamę
        prosić o pomoc w dniach 15-18 kwietnia z powodu...), odmowę skwituj krótko i
        koniec. Postaraj się nie być od nich zależna uczuciowo, skup się na swojej
        wspaniałej rodzinie, pielęgnuj to, co Was łączy.

        Pamiętam, jak moich rodziców nie było w kraju, ja z zagrożona ciążą w
        szpitalu - teściowa nawet nie dzwoniła, żeby uniknać tematu. Boże, jak ja wtedy
        marzyłam o barszczu czerwonym - mąż przywiózł termos i przyniósł z restauracji.
        Jak urodził się drugi synek i walczył o życie, zaryczana, półżywa z bólu
        musiałam wysłuchiwać przez telefon od teściowej - Boże, co za dziecko będziecie
        mieli, takie ponaświetlane, tyle zdjęć rentgenowskich, przecież on bedzie
        nienormalny!

        Na prośby pomocy (mąż w delegacji, dwójka maluchów) teściowa zawsze miała kupę
        przeszkód, a siostra męża - samotna i pracująca na swoim - jeszcze więcej.

        Fakt, mam oparcie w moich rodzicach. Ale Ty postaraj się wyłowić pozytywy - to,
        że jesteście zdani na siebie, wzmocni Was.

        A rodzicom i teściom wspaniałomyślnie wybacz... ich zachowanie jest
        jednoznacznie żałosne. Już cierpisz, a żal do nich i negatywne emocje bedą
        niszczyć takze tylko Ciebie.

        My tu wysyłamy Ci kupę ciepłych myśli!!!!!!!!!
        • mamamona Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 19:42
          Aniu, rzeczywiście w tak dramatycznych okolicznościach mogłaś sprawdzić siłę
          swojej rodziny. na pewno nie pomyliłaś się przy wyborze męża. a synek, też
          silny maluch, mam nadzieję, że już najgorsze za Wami.

          Rodzice choćbyście wykrzyczeli Wasze żale nie zrozumieją.
          ten typ tak ma.
          nawet jak im będzie ciężko, myślę, że niewiele to da do myślenia.

          najważniejsze: życie wszystko wyrówna.
          po tej ciężkiej dla Was dawce myślę, że oszczędzi Wam dramatów.

          jesteście naprawdę bardzo silni, gratulacje!
          pozdrawiam mocno
          Mona
    • joannab-o Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 19:18
      Aniu, znam dobrze ten typ osobowości (myślę o Twojej mamie) i widzę, że miałaś
      dużo szczęścia, wychodząc z takiej rodziny z pożądnie sfatygowanymi nerwami,
      ale i z (paradoksalnie) wewnętrznym spokojem, dystansem wobec siebie,
      niezależnością i umiejętnością zrozumienia innych ludzi.

      Nie przepraszaj, nie przyczyniaj sie do zniszczenia resztek sumienia (a raczej
      dostępu do sumienia) u rodziców. Przyschnie z czasem, a stosunki przeciez i tak
      nie staną się dobre. Mamie przydałaby sie terapia, ale na pewno w to nie
      uwierzy.

      Zal minie, ale o to trudno po porodzie. Pozdrawiam serdecznie, joanna
    • aniael Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 20:14
      Witam serdecznie!
      Wiesz Twoja historia do mojej jest momentami bardzo podobna.Starałam się o tym
      nie myśleć, żeby nie pielęgnować w sobie urazy do rodziny,już dawno nauczyłam
      się nie liczyć nigdy na nikogo poza sobą, chociaż są sytuacje, kiedy ta pomoc
      jest potrzebna. Ale ja nie proszę, chyba, że już nie mam wyjścia, unikam jak
      mogę proszenia, nie potrzebuję niczyjej łaski...
      Wiesz, ja też miałam ciążę zagrożoną, musiałam leżeć większość ciąży, część w
      szpitalach, miałam też cukrzycę ciążową, byłam na insulinie a więc i na diecie -
      mąż dwoił się i troił, żeby pogodzić pracę ze sprzątaniem, praniem gotowaniem
      i zostawianiem mi porcji na cały dzień i dwudaniowych obiadów.Rodzina mieszka
      120 km od mojego miejsca zamieszkania, przez telefon kilkakrotnie opowiadałam
      jak nam ciężko, nie będę powtarzać tych frazesów, których się nasłuchałam,
      szkoda klawiatury...Dość na tym, że w czasie ciąży nie odwiedzili mnie ani
      razu, nawet siostra, która nie pracowała ani nie uczyła się w tym czasie.A raz
      prosiłam by ktoś przyjechał, bo mąż wyjeżdżał na delegację za granicę na kilka
      dni a ja bałam się zostać sama - miałam częste hipoglikemie, w nocy spadał mi
      cukier we krwi, bałam się, że stracę świadomość i nie będzie mi miał kto
      pomóc.Oczywiście nikt nie przyjechał, w końcu któraś z koleżanek się zgodziła
      przyjechać na dwie noce, resztę czasu spędziłam u innej koleżanki.
      Też urodziłam wcześniaczka, choć dużego i na szczęście zdrowego. Dobrze, że
      wygranęłaś mamie co Ci leżało na sercu.Nie przepraszaj, nie masz powodu.
      Kontaktów bym nie zrywała, ale zachowałabym dystans.
      Pozdrawiam cieplutko.
      • dzindzinka Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 20:52
        Broń Boże nie przepraszaj - wręcz powiedz wszystkim co sądzisz o ich
        zachowaniu. Ja leżałam od 4 miesiąca pierwszej ciąży - maja mama była u mnie
        przez tydzień, ale niestety to jest bardzo nieporadna osoba, którą to ja
        musiałam się opiekować, teściowa, która jest wdową "na chodzie" mającą dużo
        czasu (mąż jest jedynakiem) następny i koniec. Byłam sam jak palec, bo męża nie
        było od 8 do 19. Teściowa miała pretensje do mnie, że wstaję gotować obiady
        (mąż lewe ręce w kuchni). Przyjechała pielęgnować synka, gdy z tego wsystkiego
        wylądowałam w szpitalu z potężnym krwawieniem w 6 miesiącu. Kiedyś wygarnęła
        mi, że rzekomo jej nie podziękowałam, że opiekowała się mną tydzień i gdy byłam
        w szpitalu siedziała u nas ponad 2 miesiące - do urodzin córki. Wygarnęłam jej
        wtedy kogo pielęgnowała. Wyobraź sobie, że chyba coś dotarło, bo zmieniła swój
        stosunek do mnie i nawet bardzo często przyjeżdża, by pomóc przy dzieciach.
        Wszystkiego dobrego Wam życzę.
    • anet22 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 20:41
      A ja na Twoim miejscu wydrukowałabym teraz ten post, wsadziła do koperty i
      wysłała pocztą - jeden do rodziców, drugi do teściów. Słowo pisane ma wielką
      moc! Oni prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy jak bardzo Cię skrzywdzili, a to
      pomoże im przejrzeć na oczy!
      Jest takie powiedzienie, ze cierpienie albo człowieka zniszczy albo umocni. Ty
      z tej sytuacji na pewno wyszłaś umocniona - poznałaś siebie, wiesz już, że
      jesteś silną kobietą. I że się sprawdziłaś.
      Podziwiam Cię z całego serca!
      Pozdrówki
      Anet
      • gusia29 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 21:40
        Nie masz za co przepraszac, a pomysl z wydrukowaniem tego postu i wyslaniu go
        obojgu rodzicom jest fajny. Przynajmniej mogliby zobaczyc zdanie postronnych
        osob. Specjalnego kontaktu tez bym nie utrzymywala.
        W tych strasznych Twoich doswiadczeniach zobaczylas dokladnie komu na Tobie
        zalezy. Bardzo sie ciesze, ze maz sie wykazal. Trzymajcie sie cieplo, usciski
        dla malenstwa.
    • krateczka28 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 22:39
      Przeprosic ? Nigdy w zyciu!!!!zreszta za co? tylko bys ich wszystkich
      utwierdzila w swoim przekonaniu o poprawnosci ich zachowania. Moim zdaniem
      zreszta ludzie tego typu nie zrozumieja nawet gdyby im tlumaczyc o co chodzi i
      co bylo zle z ich strony.Przykre to ogromnie ze dotyczy Twoich najblizszych
      zwlaszcza rodzicow!
      Przeszlas tak wiele, ze szczerze powiem nie kazdy by tyle zniosl, ja np na
      pewno bym sie zalamala ! Wiem jak bylo mi smutno gdy w ciazy odwrocili sie ode
      mnie przyjaciele, bo nie bylam juz przydatna na imprezy itp a poza tym z innej
      planety bo w ciazy, tak mnei to bolalo i boli do dzis . Chociaz jest takich
      sytuacji jeden plus : wiesz jaka jest prawda, na kogo mozesz liczyc, dla kogo
      jestes wazna i na co sama Cie stac .
      Jestes niezwykle dzielna kobieta ! Mozesz byc z siebie dumna, chociaz
      podejrzewam ze wolalbys byc dumna z postawy swoich rodzicow. Niestety w mojej
      ocenie nie spisali sie wogole , powinni sie wstydzic. Mysle ze poniewaz to
      rodzice to warto im wybaczyc , ale wybaczyc nie znaczy usprawiedliwic i jesli
      juz to tylko oni maja za co przepraszac!
    • poleczka2 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 22:53
      Nie masz za co przepraszać. Podziwiam Ciebie ale i męża nie można zapomnieć,
      bardzo byliście dzielni. Ciesz się dzieckiem i rodziną się nie przejmuj. Sorry
      za to co napiszę, ale masz bardzo egoistycznych rodziców i teściów. Nie
      przejmuj się nimi w ogóle. Pozdrawiam.
    • asmsdg1 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 14.04.04, 23:21
      Cześć.Też myślę ,że jesteś Wielka i masz wielkie serce skoro myślisz o
      przeprosinach.Moim zdaniem nie masz za co przepraszać.Twoi bliscy nie zdają
      sobie sprawy,że tracą więcej traktując Cię w ten sposób.Ty masz to co dla
      Ciebie najważniejsz-wspaniałego męża i synka.
      Nigdy nie wiadomo co człowieka w życiu spotka,może kiedyś tak się zdarzy,że
      Twoi rodzice będą potrzebowali pomocy i to właśnie od Ciebie,może wtedy do nich
      dotrze,jaką wielką wyrządzili Ci przykrość.
      Nie przejmuj się ,choć wiem,że to nie takie proste(ja też nie mogę liczyć na
      pomoc bliskich,i też mam żal.Mój synek ma już 6 lat i powiem Ci z doświadczenia
      że czas leczy rany.Mam kontakt z rodzicami(z teściami od 4 lat nie)ale
      tzw"służbowy".I teraz mi z tym dobrze,radziliśmy sobie zawsze sami i myślę że
      nie ma takiej rzeczy,której nie umielibyśmy sprostać.
      Na pocieszenie powiem Ci tylko,że takie trudne chwile bardzo umacniają
      związek.My z mężem przeszliśmy wiele,zdani tylko na siebie,teraz jesteśmy 10
      lat po ślubie i nasz związek jest bardzo silny ,teraz jesteśmy o
      wiele "bardziej razem" niż zaraz po ślubie.
      Głowa do góry nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.Pozdrawiam Gonia
      • gocha71 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 16.04.04, 13:40
        Popieram moje poprzedniczki: wydrukuj swój post i prześlij go rodzicom Twoim i
        męża. Wiem, jak sięczujesz, bo byłam w podobnej sytuacji, choć nie tak
        dramatycznej jak Twoja. Chyba rozumiem, co cię boli: to, że wasi rodzice
        zachowali się samolubnie i niczego nie rozumieją. I chodzi o jeszcze jedno:
        męczysz się z tym, a nie wiesz czy im powiedzieć, czy się nie obrażą...Powiesz
        wszystko, to będzie (już jest) obraza, że hej; nie powiesz, to będziesz czuła
        niesmak i zal do siebie, że nie potrafisz "walczyć" o siebie...U mnie tak jest
        w stosunkach z teściami...Po prawie 5 latach od narodzin starszego syna
        sytuacja trochę się zmnieniła, ale jestem na siebie zła, że w odpowiednim
        momencie nie potrafiłam bronić swojej godności i swojego "ja".
        Wysłanie tego postu będzie lepsze od rozmowy, bo unikniesz emocji, pretensji i
        krzyków, a wasi rodzice dowiedzą się, co czuliście w tych trudnych dla Was
        dniach, ze macie do nich żal - masz do tego prawo i zrób to, aby w przyszłości
        umieć dbać o siebie.
        Gocha
    • carmelaxxx Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 17.04.04, 21:45
      olej ich. Ja mam rodzine naprawde daleko ale meza rodzina jest caliek blisko.
      wprawdzie nie mielismy takich przejsc zdtowtnych jak ty i maluszek ale i tak
      bylismy olewani, jedynie co to dobre rady przez telefon a jak juz ktos
      przyszedl to pozyczyc kase czy cokolwiek . Teraz sie wypielismy nic od nikogo
      nie chcemy aczkolwiek "rodzinka" czasem ma zadania wobec nas. Np maz MUSI
      zalatwic prace swojemu nieudacznemu bratu, non stop mu pomagac itd.
      porazka
      Olac i wypiac sie!!!
      • mamanatali Re: Czy przeprosić?-nie. 17.04.04, 22:37
        Straszny ten twój post.Jak tak można?To potwory,nie rodzice.Nie przepraszaj.Ja
        też przeszłam swoje z moimi rodzicami(dalej są "jazdy")i nie zamierzam ich
        przepraszać.Dochodzi do tego,że mają żal,że proszę ich o przyjazd do mnie(mąż
        jest tymczas.za granicą),żebym mogła załatwić ważne sprawy,bo "im dziecka nikt
        nie wychowywał".To są kochający dziadkowie?Do bani z nimi.Źle mi z tym,podobnie
        pewnie jak Tobie,ale mam swoja dumę i jakoś sobie radzę.Mam nadzieję,że Twój
        maluszek będzie już zdrów i będziesz mogła cieszyć się w pełni swoim
        maleństwem.Dziadków chyba na razie olej.Mała przerwa w kontaktach dobrze im
        zrobi.I nie przepraszaj.To oni powinni przeprosić.Trzymaj się
        cieplutko,pozdrowionkasmile
    • mama007 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 18.04.04, 20:52
      jesuuu, popłakałam się sad( moi rodzice i teściowie mieszkają ok 400km stąd, ale
      zawsze ktoś przyjeżdża gdy mam zjazd (co 3 tyg) i muszę pójść na uczelnię (mąż
      też studiuje i nie może wtedy pilnować małej), no i mój tato przyjeżdża zawsze
      gdy chce pojechać do rodziców - chociaż nigdy nie proszę o to, on nie pozwala
      nam jeździć z Asią pociągami. I nie wyobrażam sobie, żeby miało być inczaej.
      Boże przecież to dziadkowie!! To oni kochają "w pełni" (bo nie muszą martwić
      się o obowiązki jak rodzice, mogą skupić się tylko na kochaniu!!).
      Straszne.
      Do koperty!! I do rodziców i teściów!! Może chociaż to ich rudzy, naprawdę...
      skąd jesteś? jeśli z Krakowa to napisz do mnie na priv, mój mąż też dużo
      pracuje i często jestem dłuuugo sama - możemy się nawzajem wspierać! naprawdę!!
      pozdrawiam cieplutko
    • walker22 Re: Czy przeprosić?-strasznie długie ale tak mi s 18.04.04, 22:09
      Cześć Aniu... Strasznie mi przykro, że musiałaś przejść przez to wszystko co
      opisałaś. Ale widzę w tym wszystkim jeden wielki pozytyw: masz męża, w którym
      możesz znaleźć oparcie, u którego możesz szukać pomocy, siły, który żyje Twoim
      (teraz Waszym ) życiem, nie swoich rodziców (jak wielu mężczyzn opisywanych
      przez emamy na tym forum), a to naprawdę dużo. To chyba najważniejsze, bo teraz
      rodziną jesteście Wy, nie wasi rodzice, onie (niestety lub stety..) schodzą na
      drugi plan. Faktycznie, są sytuacje, w których dobrze byłoby móc na nich
      polegać, ale jak sama wiesz, nie zawsze można, nie zawsze jest na kim.
      Najważniejsze, że Ty dokonałaś dobrego wyboru (tak mi się wydaje z Twego postu)
      gdy zdecydowałaś się być ze swym mężem, mieć z nim synka.
      A swoją drogą, gdy mam rozterki, których nie rozstrzygną nawet tabuny
      forumowiczek, idę do mojej pani psycholog, rozmawiam, wygaduję się, a potem
      słucham... I naprawdę dużo potrafi pomóc, bo nie każdy problem da się rozwiązać
      wypowiadając jednorazowo swoje żale, wysyłając list. Czasem trzeba zacząć od
      zmian w sobie (jak np walka z poczuciem winy...), od wzmocnienia siebie, bo Ty
      jesteś tu najważniejsza, Ty i Twoja rodzina (mąż, synek). A jesteś dzielna,
      silna i zdecydowana walczyć o Was, więc napewno wszystko będzie dobrze.
      Jeśli miałabyś ochotę pójść sobie do jakiegoś psychologa, albo do mojej pani
      psycholog, to chętnie podam kontakt na privie.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, i całą Twoją Rodzinkę. Gosia
Pełna wersja