tomojnowynick
11.12.10, 19:03
Moja teściowa nigdy za mną,delikatnie mówiąc,nie przepadała. Z wielu powodów. Za każdym razem,kiedy byliśmy u niej z wizytą krytykowała mój strój,uczesanie,sposób bycia i życia. Największym moim grzechem jest to,że nie chciałam ślubu kościelnego-nie jestem i nigdy nie byłam praktykującą katoliczką,więc nie widziałam sensu. Poza tym mam inny styl życia,inne poglądy,zwłaszcza polityczne .Najbardziej wkurzają mnie jej uwagi dotyczące wychowania naszego trzyletniego synka-zaznaczam,że przy małym nigdy nic nie pomogła,nie została z nim od urodzenia ani minuty,zresztą nigdy jej o to nie prosiłam,daję sobie radę sama-ale gębę ma pełną "dobrych rad". Od początku tego roku przestałam jeździć do teściowej,mimo protestów mojego męża. Po co mam siedzieć z nią przy stole,znosić uwagi,zaciskać zęby,żeby nie wybuchnąć. Mąż jest z matką bardzo związany,niech więc sobie jeździ sam albo z małym-proszę bardzo. Ale ponieważ zbliżają się święta wynikła sprawa wigilii. Nie mam najmniejszego zamiaru spędzać jej z teściową,skończyłoby się to zapewne awanturą-dawno mnie nie widziała,więc zapewne będzie chciała nadrobić stracony czas. Oświadczyłam mężowi,że ma do wyboru-albo spędzimy wigilię we trójkę,albo ja jadę do mojej matki,która co prawda świąt nie obchodzi (zawsze w tym czasie wyjeżdżała na urlop) ale chętnie mnie ugości. Mąż oburzony-powinnam się poświęcić,w końcu wypada. Poza tym będzie jeszcze reszta rodziny,w sumie około 19 osób,jak on się pokaże bez żony. A ja mam to gdzieś,ciężko pracuję na dwóch etatach i w święta chcę odpocząć a nie znosić miny i kretyńskie uwagi teściowej. I na pewno w prezencie dostałabym ogromne majtasy w kwiatuszki. Nie ustąpię i uważam,że mam rację. Bo mam,prawda???