agata_abbott
13.12.10, 10:21
Uprzedzam, historia będzie bardzo długa i złożona

Ale niech to będzie jakaś odskocznia od wątków z teściową w roli głównej (chociaż Prawie-Teściowa też tutaj się pojawi

).
Tło jest następujące: posiadam Narzeczonego, już jakiś czas. Mieszkamy ze sobą od półtora roku, ślub planujemy w wakacje 2012. Ogólnie już od jakiegoś czasu tworzymy wspólne gospodarstwo domowe.
Narzeczony posiada brata, ten z kolei - żonę. Ślub był w zeszłym roku.
Nasze relacje rozpoczęły się
tak, później było
tak i
tak . /przepraszam za te wklejki, ale ostrzegałam, długa historia

Nick zmieniony... bo raz na jakiś czas trzeba

/
Jakiś czas temu, najprawdopodobniej za namową Prawie-Teściowej, brat Narzeczonego zażyczył sobie mojego maila i napisał do mnie, że jeśli napisał coś, co mogło mnie urazić to przeprasza, ale chciałby, aby nasze relacje były poprawne. Wymieniliśmy kilka maili. W jednym rzucił pół żartem pół serio, że "żona ma zawsze racje, a jeśli nie ma racji - patrz punkt pierwszy". Na co ja - że takie myślenie nie zawsze się sprawdza, czasami żona nie ma racji, wtedy należy próbować ją do czegoś przekonać, a nie opierać się i iść na wojnę z resztą świata. Bo jeżeli konflikty pojawiają się na linii żona - reszta świata może być różnie. Nie zrozumiał tej mojej uwagi (a rzucona była tak samo jak jego wcześniejsza - pół żartem pół serio). Później - w dobrej wierze, chcąc pomóc w naprawieniu jego pokręconych relacji z rodzicami, którzy od początku nie lubili jego żony, napisałam, że ja go rozumiem, że super, że staje zawsze w obronie żony, ale jego rodzice są teraz w głupiej sytuacji - nie wiedzą za bardzo, jak to wszystko odkręcić i co zrobić, żeby te relacje z nim odbudować. Że może powinien pojechać do nich kiedyś sam, posiedzieć trochę, pogadać, pokazać, że wcale się nie zmienił i jest szczęśliwy.
Na tego maila już nie odpisał. Zareagowała natomiast jego żona, która zaczęła do mnie wydzwaniać. Nie chciałam z nią rozmawiać o tym mailu - zaczęła szantażować, że zadzwoni do Prawie-Teściowej. No więc w końcu zebrałam w sobie cały zapas spokoju i opanowania, włączyłam super uspokajającą muzykę i do niej zadzwoniłam. Oczywiście naskoczyła na mnie, że jak ja śmiałam, co ja wiem o małżeństwie, relacjach z rodzicami, rodzinie, co ja wiem o nich i w ogóle jakim prawem ich pouczam. I że nie mam pisać do jej męża. A tak w ogóle, to jestem "dwulicową suką", bo jeszcze jakiś czas wcześniej składałam jej życzenia z okazji ciąży, a teraz tak na nią w tych mailach naskakuję...
Oczywiście, do Prawie-Teściowej też zadzwoniła. Pojawiło się tam kilka dodatkowych motywów świadczących o tym, że dziewczyna ma nierówno pod sufitem, ale mniejsza z tym.
Od tego czasu nie mamy z nimi kontaktu. Wczoraj Narzeczony kupował rodzicom prezenty i napisał do brata, co kupił - jakby co. Na co brat odpisał mniej więcej w takim stylu: "dobrze, że pytasz, co u Mojej Żony - ma się świetnie, Nasza Córeczka rośnie sobie zdrowo". Jakby co - Narzeczony wcale o to nie pytał. Na tego maila odpisał coś zdawkowo.
I teraz - mam w związku z całą historią kilka hmmm... dylematów. Skomentujcie, napiszcie, co myślicie, bo ja straciłam perspektywę. Przede wszystkim - nie bardzo mogę się wygadać Narzeczonemu, on - mimo iż się nie przyznaje - dosyć ciężko znosi całą sytuację. W każdym jednak razie:
1. Jak zachować się dalej? Brat Narzeczonego i jego żona mnie nie trawią. Urodzi im się dziecko. Wątpię, żebym została zaproszona na chrzciny, ale jeśli tak - nie chcę jechać, Narzeczony pojedzie sam.
2. Jestem odpowiedzialna za wymyślanie prezentów - zarówno dla swojej rodziny, jak i dla rodziny Narzeczonego. On chce dać im taki prezent "na odwal się" (w stylu dwóch książeczek kucharskich siostry Anastazji, które dostał rok temu od nich). Ja początkowo miałam taktykę "rób co chcesz, ci ludzie dla mnie nie istnieją". Teraz jednak mam wątpliwości...
3. Zaraz po zaręczynach, w przypływie radości Narzeczony napisał do brata, że chce, aby ten był jego świadkiem. On się zgodził. To było w trakcie całej awantury związanej z olewaniem mnie na wszelkich możliwych portalach społecznościowych. Miałam o to żal do Narzeczonego, w zasadzie wciąż mam. On twierdzi, że to było niezobowiązujące, że chciał sprowokować brata. I twierdzi, że do ślubu jeszcze wiele może się wydarzyć. I z jednej strony nie mam prawa wymagać od niego, żeby wybrał innego świadka, z drugiej jednak... jest mi przykro. Co byście zrobiły w tej sytuacji?
4. Prawie-Teściowie. To jest nawiązanie do tematu wątku - wreszcie!

) Dla mnie to oni są odpowiedzialni za marne relacje między braćmi. I jest mi przykro (nie wiem, czy słusznie?), że Prawie-Teściowa nie robi nic, żeby to zmienić. Mediować. Nie wiem. Wyobrażam sobie podobną sytuację w moim domu (mam dużo młodszego brata) i mam wizję ustawiającej nad do pionu Mamy, opieprzającej równo mnie, brata, kogokolwiek

) Czasami czuję się jak ktoś gorszy - mimo wszystko (może rzeczywiście jestem gorsza od bratowej? nie mamy jeszcze z Narzeczonym ślubu). Zaraz po zaręczynach rozmawialiśmy z Narzeczonym i z moją Mamą, że fajnie byłoby zaprosić jego rodziców na jakąś kolację zapoznawczą. Mama rzuciła, że może w Święta. Święta już tuż tuż, ale nie przekazujemy zaproszenia Prawie-Teściom - bo zostali zaproszeni w drugi dzień świąt do teściów drugiego syna i Narzeczony nie chce ich stawiać w kłopotliwej sytuacji (wcześniej brat i bratowa mieli przyjechać do Prawie-Teściów na święta, ale ona jest w ciąży i nie może jeździć pociągiem - tyle oficjalna wersja). Prawie-Teściowa chce jechać, Prawie-Teść - nie.
Ogólnie mam wrażenie, że zawsze będę na straconej pozycji w relacjach z Prawie-Teściami. I już mam wizję, że nawet na swoim ślubie będę musiała podporządkować się kaprysom bratowej - bo ona będzie MATKĄ z MAŁYM DZIECKIEM...
Musiałam się wygadać