bezbialy
13.12.10, 12:21
w związku ze Świętami. Ale najpierw muszę dodać kilka słów na temat mojej rodziny. Wychowuję sama syna i mieszkam z nim sama. Moja matka (wiekowa już nieco ma ponad 80 lat) strasznie się zgorszyła faktem, że syn urodził się bez ślubu (a na dodatek kościelnego). Temat ten nigdy nie został dla niej zamknięty. Nie mówię w ogóle o tym, że dostalam od niej zero wsparcia (zwłaszcza w okresie, kiedy byłam matką, a ona babcią), ale jeszcze dostawałam listy z bardzo bolącymi sformułowaniami. Pokrótce moja matka uważa mnie za grzesznicę, a znakiem mojego nawrócenia będzie, jak ja ją przeproszę za całokształt i za to że mam dziecko. Moja matka w stosunku do każdej ze swoich 4 córek zachowywałą się podobnie (awantury - u mnie w wieku dorastania, u sióstr - na studiach, negacja, brak kontaktu z wnukami, pretensje itp.).
Był okres, kiedy sobie uświadomiłam, że rodzicie się starzeją i raz w miesiącu jeździłam do domu posprzątać im i trochę pomóc. Bardzo mnie bolało, że spośród 2 mieszkających w Polsce moich siostr, nikt się nie kwapi. Stan ten przerwało moje zajście w ciążę. Wowczas nagle moja siostra, której dotąd w żaden sposób nie dało się nakłonić, żeby odwiedziła rodziców, nagle się przestała "bać" mojej matki, a wręcz jej rozmaite działania, żeby pomóc rodzicom eskalują, niezależnie od tego, czy są potrzebne czy nie.
W tym roku postanowiła zaprosić na Swięta rodziców i mnie przy czym nie zapytała się mnie nawet tylko oznajmiła mi to jak fakt, przy moim synu. W ogóle nie pomyślała, co to dla mnie będzie za Wigilia, jak ona się kiedyś "bała" naszej matki i nikt ją do niczego nie nakłaniał ani nie zmuszał (na przykład do odwiedzenia rodziców i wyręczenia mnie w obowiązku pomagania im). Tak samo mnie okropnie razi, że w zeszłych latach akurat wyjeżdżała na święta i akurat nie chodzi mi o sam ten fakt, jej sprawa jej plany, tylko o formę, oznajmiała mi zawsze o tym półgębkiem w ostatniej chwili, widocznie jej zwisało, że sama sobie urządzę święta z synem, że do ostatniej chwili przed świętami mam dużo pracy (bo akurat wtedy tak było). Teraz odmiana o 180 stopni i też w sumie ma mnie w d.... . Generalnie, co mnie w siostrze okropnie drażni, to jej chęć "pomagania" i ataki "dnia dobroci dla zwierząt" połączone z kompletną bezmyślnością co do uczuć obiektu okraszoną gafami z tego wynikającą.
A teraz główny cel, dla którego założyłam ten wątek. Boli mnie, że syn nie ma babci, ale słowo daję, nie dość, że na mnie spadła nie wiem na ile choroba na ile ciężki charakter połączony z brakiem chęci zmiany matki to jeszcze jej stosunek do dziecka. Ostatni raz byliśmy u rodziców 4 lata temu. Moja matka wyglądała jak góra lodowa, która zatopiła Titanic, uśmiechnęła się do dziecka kilka razy z wysiłkiem, a potem poszła do swojego pokoju i głośno się modliła. Syn powiedział, że więcej nie chce tam jeździć. Teraz tego nie pamięta. Bardzo chce spędzić święta u cioci, od czasu jak się dowiedział, że nas zaprasza, bo jak powiedział, jeżeli spędzimy wigilię sami to będzie tak samotnie. Dziś moja siostra (wiedząc, że nie podoba mi się jej pomysł) podjęła znowu temat oznajmiając mi, że postanowiła zaprosić oboje rodziców. Żadnego proszę...., nic. Zdenerwowałam się i powiedziałam jej co na ten temat myślę, ale nie sądzę, żeby do niej dotarło cokolwiek.
No i teraz mam sytuację patową. Mój syn chciałby pójść do cioci na Wigilię, ja natomiast uważam zachowanie siostry wobec mnie za niedopuszczalne, nawet jeżeli przyswiecały jej jakieś "szlachetne" intencje. Zresztą mam dosyć sytuacji, że spędzamy Boże Narodzenie albo sami albo u niej w zależności od jej kaprysu. Niestety nie mam dosyć pieniędzy, żeby w okresie świąt wyjeżdżać z domu i w ten sposób rozwiązać problem "Samotnych świąt" ale będę chyba musiała to przemyśleć. Chętnie puściłabym syna samego na tę Wigilię do siostry, święta jako takie nie są mi do niczego potrzebne, ale on też pewnie wtedy byłby smutny, zresztą zgadzam się, nie można dziecka uczyć, że tak jest o.k.
Nie wiem co mam zrobić. Jak porozmawiać z dzieckiem, żeby zrozumiał mój punkt widzenia.