anmoko
20.12.10, 10:14
Z moja matka zawsze mialysmy swietny kontakt: klotnie tez byly, ale szybko sie godzilysmy;obydwie mamy choleryczne charakterki

Mama byla bardzo oddana mi i bratu, interesowala sie co sie u nas dzieje, byla pierwsza do pomocy (nawet nie proszona). Od kilku miesiecy - nie rozumiem zupelnie jej zachowania: sprawia wrazenie, jakby miala wszystkie w d..., nie interesuja ja wnuki, moja ciaza i ciazowe stresy (latalam po lekarzach, bo starsza corka miala na ospe, a ja nie wiedzialam czy chorowalam). Wazna jest tylko ona i jej "przyjaciel" (ojciec nie zyje). W czwartek zadzwonila do mojego meza i kategorycznym tonem oswiadczylam, ze "w tym roku nie robi nikomu zadnych paczek - nie ma czasu ani ochoty, jezeli my mamy dla siebie jakies prezenty mozemy przyniesc, tak zeby nie BYLO PUSTO POD CHOINKA". No a poza tym to "Wigilia jest o 17:00". Zatkalo nas. Nie chodzi oczywiscie o brak czasu - bez przesady, matka nie jest az tak zajeta. Moim zdaniem winny jest brak checi. Nie pojmuję jak mozna nie chciec zrobic przyjemnosci wnukom! Zadzwonilam do niej i powiedzialam spokojnie, ze wolimy spedzic Swieta w przyjaznej atmosferze, z ludzmi, ktorzy beda sie cieszyc ze wspolnego przebywania, a nie sluchac jej narzekan "jaka to jest zmeczona", "jak to ona nienawidzi Swiat" i "kiedy one sie wreszcie skoncza". Dodam, ze nigdy nie chciala zadnej pomocy: kiedy przynosilam jakies potrawy na Wigilie nawet nie stawiala ich na stole. Mama zmienila sie nie do poznania, nie wiem czy to hormony, wiek (ma 60 lat) czy cos powazniejszego jej dolega. Ale nic zlego, poza tym zachowaniem, nie dostrzegam: stroi sie jak dawniej, dba o tego swojego "przyjaciela" i tylko do nas ma taki olewajacy stosunek. Moze jak nie przyjdziemy na Wigilie cos sie w niej przelamie?