best-bubu
26.12.10, 20:47
Sklep dużej sieci ale niezbyt dużych rozmiarów, nie dyskont. Kilka dni temu podczas zakupów (niewielkich) ja stałam przy kasie a mąż z dzieckiem poszedł do skrytki po torbę z zakupami z innego sklepu (nie spożywczego). Pani naliczała zakupy po każdym przyłożeniu kodu paskowego również przy owocach słychać było charakterystyczne piknięcie. Pani podała kwotę do zapłacenia ja zapłaciłam ale jeszcze przed odejściem od kasy powiedziałam że coś się nie zgadza, że zapłaciłam za mało (wiem że jeleń ze mnie ale ja się do przekrętów nie nadaję, w gardle by mi te owoce stanęły) Przeanalizowałyśmy paragon, powiedziałam że owoce się nie wbiły ale że na pewno pani przykładała i było piknięcie, wyjęłam owoce z torby (kilka rodzajów) i pani po raz kolejny je wbiła na kasę (tym razem skutecznie) dopłaciłam potrzebną kwotę i odeszłam od kasy, nie było dziękuję, do widzenia a pani była na mnie ewidentnie wkurzona, wręcz wściekła... nie bardzo wiem dlaczego.
Mówiłam normalnym tonem nie robiłam larum w stylu "ooooooooo Boże pani nie dba o interesy sklepu" więc wątek strachu przed konsekwencjami u przełożonych raczej nie wchodzi w grę. Jakoś dziwnie się czuje po tej całej sytuacji.