sklep - nie rozumiem tu czegoś

26.12.10, 20:47
Sklep dużej sieci ale niezbyt dużych rozmiarów, nie dyskont. Kilka dni temu podczas zakupów (niewielkich) ja stałam przy kasie a mąż z dzieckiem poszedł do skrytki po torbę z zakupami z innego sklepu (nie spożywczego). Pani naliczała zakupy po każdym przyłożeniu kodu paskowego również przy owocach słychać było charakterystyczne piknięcie. Pani podała kwotę do zapłacenia ja zapłaciłam ale jeszcze przed odejściem od kasy powiedziałam że coś się nie zgadza, że zapłaciłam za mało (wiem że jeleń ze mnie ale ja się do przekrętów nie nadaję, w gardle by mi te owoce stanęły) Przeanalizowałyśmy paragon, powiedziałam że owoce się nie wbiły ale że na pewno pani przykładała i było piknięcie, wyjęłam owoce z torby (kilka rodzajów) i pani po raz kolejny je wbiła na kasę (tym razem skutecznie) dopłaciłam potrzebną kwotę i odeszłam od kasy, nie było dziękuję, do widzenia a pani była na mnie ewidentnie wkurzona, wręcz wściekła... nie bardzo wiem dlaczego.
Mówiłam normalnym tonem nie robiłam larum w stylu "ooooooooo Boże pani nie dba o interesy sklepu" więc wątek strachu przed konsekwencjami u przełożonych raczej nie wchodzi w grę. Jakoś dziwnie się czuje po tej całej sytuacji.
    • kali_pso Re: sklep - nie rozumiem tu czegoś 26.12.10, 20:52

      Kiedyś ustapiłam pani miejsce w autobusie a ona do mnie, żebym nie przesadzała i nie robiła z niej inwalidki..i nie usiadła...moja mina- bezcenne...to tak na pocieszeniewink
      • deszcz.ryb Re: sklep - nie rozumiem tu czegoś 26.12.10, 21:39
        Hehe, ja ustąpiłam miejsca jakiemuś starszemu* panu a on do mnie powiedział "Nie, dziękuję, ja przecież nie jestem jeszcze taki stary!!!" Ale mi się głupio zrobiło tongue_out

        [*No obiektywnie to stetryczałym dziadkiem nie był, był za to zadbany i wysportowany, ale stanowczo STARSZY ode mnie.]
    • madlam Re: sklep - nie rozumiem tu czegoś 26.12.10, 21:09
      Może ona nie była wkurzona na Ciebie, co ogólnie na całą sytuację.
      Za taki błąd w niektórych sieciach można wylecieć z pracy sad i przestraszyła się, że przełożony to zobaczy.
      Pozdrawiam (jeszcze świątecznie)
      • best-bubu Re: sklep - nie rozumiem tu czegoś 26.12.10, 21:34
        Pani patrzyła na mnie wściekłym wzrokiem, nie odpowiedziała "do widzenia" więc wnioskuję ze była na mnie mocno wkurzona, na mnie a nie na sytuację. Co do błędu to nie był jej błąd, owoce przykładała do czytnika i był odgłos wczytywania a że komputer nie wczytał to inna kwestia. Ja po chwili skojarzyłam że płacę za mało ale pani nie musi znać ceny każdego produktu w sklepie i dodatkowo liczyć w pamięci.
        Trochę mnie zdziwiła jej reakcja bo nie powinna wymagać aby ktoś wykorzystywał czyjąś nieuwagę czy błąd systemu jeżeli byłoby to wbrew jego zasadom.
        • deodyma Re: sklep - nie rozumiem tu czegoś 26.12.10, 23:11
          a czy nie bylo nikogo innego w poblizu z personelu?
          jesli tak bylo, ta osoba mogla zauwazyc jej "blad" i dlatego babka sie wkurzyla.
        • ylunia78 Re: sklep - nie rozumiem tu czegoś 28.12.10, 22:41
          best-bubu napisała:

          > ale pani nie musi znać ceny każdego produktu w sklepie i dodatkowo liczyć
          > w pamięci.
          >
          aaa to ta Pani musiała by miec łep jak ten sklep!
    • anna-na Dwie proste rady: 26.12.10, 23:32
      1. Pozbądź się wrażenia, że "owoce stanęłyby Ci w gardle". Duże sklepy, nawet nie dyskonty, zdzierają z nas tyle, że podobne straty mają wliczone w swoje funkcjonowanie - a i tak generalnie wychodzą na swoje.
      2. Ta pani na 99% w pracy tego typu ma płaconą stawkę godzinową, a nie prowizję ze sprzedaży. Z tego prostego powodu była na Ciebie zla za zmuszenie jej do działania (umysłowego) bardziej zaawansowanego niż przesuwanie kodów po czytniku.

      Mówiąc krótko: wyluzuj wink
      • best-bubu Re: Dwie proste rady: 26.12.10, 23:53
        anna-na napisała:

        > 1. Pozbądź się wrażenia, że "owoce stanęłyby Ci w gardle". Duże sklepy, nawet n
        > ie dyskonty, zdzierają z nas tyle, że podobne straty mają wliczone w swoje funk
        > cjonowanie - a i tak generalnie wychodzą na swoje.

        W dzieciństwie ukradłam ze sklepu samoobsługowego oranżadkę w saszetce w proszku (nie z głodu chyba dla adrenaliny, wygłupu teraz już nie pamiętam dlaczego), nie dałam rady jej zjeść tak mi było wstyd samej przed sobą, głupio mi do tej pory a saszetka może na dzisiejsze pieniądze kosztowała ze 20 groszy, to było ponad 20 lat temu... to pomyśl co by było po owocach wyłudzonych/ukradzionych za wielokrotnie większa kwotę, życia mi by na tego "moralniaka" nie starczyło tongue_out
    • allija Re: sklep - nie rozumiem tu czegoś 27.12.10, 00:11
      a nigdy nie zdarzyło ci sie że kasjerka w sklepie, tym lub innym, nabila cos na twoją niekorzyść? bo mnie nie raz więc ja w ogóle takich objekcji nie mam, raz na wozie raz pod wozem. Tym bardziej jesli wiem że kasjerka za to z własnej kieszeni nie płaci.
      Jesli jest to ewidentna rzecz to zwracam uwagę, nic jednak by mnie nie zmusiło do wyciągania zapakowanego koszyka, chyba że kasjerka sama by to zrobiła.
Pełna wersja