Śmiejecie się (bardzo)?

30.12.10, 13:39
Kiedyś bardzo dużo się śmiałam, oczywiście największe ataki zaliczałam w kościele lub na lekcjach. Bardzo łatwo można było mnie rozśmieszyć i śmiałam się aż do bólu brzucha i mięśni twarzy. Niestety, obserwuję postępujący zanik umiejętności wycia ze śmiechu, ot, uśmieszki, parsknięcia, itd. Szkoda mi tego...
    • wuika Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 13:43
      U mnie darcie pyska następuje często - zabawnych mam kolegów w pracy, oraz czasem trafiam na prześmieszne lektury big_grin Taki mój los - porobią mi się zaraz zmarszczki wink
      • matsuda Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 13:46
        w tym wieku należy ograniczyć mimikę do minimum jako zmarszczkotwórczą.
        • verdana Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 13:48
          Aaki smiechu miewam wyłącznie w najbardziej niestosownych sytuacjach - ostatnio na inauguracji roku akademickiego, słuchajac przemowienia jednego z Niezwykle Dostojnych Gosci.
          • sarling Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 13:52
            verdana napisała:

            > Aaki smiechu miewam wyłącznie w najbardziej niestosownych sytuacjach - ostatnio
            > na inauguracji roku akademickiego, słuchajac przemowienia jednego z Niezwykle
            > Dostojnych Gosci.

            Ataków nie mam od dawna sad, ale bardzo chce mi się śmiać czasami podczas wizyt pacjentek [rumieni sie], chociaż tyle szczęścia zaznam...
        • wuika Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 14:22
          E tam, wolę mieć wymasowany ze śmiechu brzuch i załzawione oczy, niż gładki pyszczek wink
    • stillgrey Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 13:57
      zaczelam dzis po raz tysieczny lesia czytac takze ataki smiechu sa w moim przypadku bardzo prawdopodobnewink

      tez najwieksze ataki smiechu miewalam w kosciele, na lekcjach i w autobusiewink
      • lila1974 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 14:19
        własciwie to przypuszczenie można zamienić na pewność smile
      • piegowata9 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 21:35
        Przy scenie z bykiem na polanie ze śmiechu boli mnie brzuch smile
        Podobnie mam przy niektórych scenach z "Cholonka".
        Podrzuciłam go mojej mamie na onkologię. Była po ciężkiej operacji nowotworowej, w kiepskim stanie. Któregoś dnia dostała takiego ataku śmiechu, że pielęgniarka wezwała lekarza, bo nie wiedziała, co się z pacjentką dzieje... wink
    • lila1974 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 14:11
      Nic a nic mi z wiekiem nie ubyło.
      Jestem z natury pogodna i łatwa do rozśmieszenia ale nie śmieszka-chichotka.
    • estelka1 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 14:39
      Jednym słowem musisz częściej chodzić do kościoła big_grin A jeśli chodzi o mnie, to pielęgnuję tę umiejętność i miewam ciągle ataki nieopanowanego śmiechu. Raz w miesiącu, jak jadę do swojego szefostwa na odprawę, to z kumpelą (która oczywiście jedzie z innego miasta zupełnie innym autobusem) piszemy sobie w drodze różne głupoty. Efekt jest taki, że obydwie ryczymy ze śmiechu jak szurnięte, wzbudzając zainteresowanie współpasażerów. Zima mnie też nastraja do śmiechu, zwłaszcza jak wywinę orła na chodniku i nie mogę się podnieść, bo mi się nogi rozjeżdżają; albo jak coś w pośpiechu pożeram i oczywiście się uświnię jak nieszczęście. No i oczywiście kościół big_grin Moje ulubione miejsce. Ale nie daj Boże, jak znajdę się tam w towarzystwie taty, siostry, albo córki. Wtedy niestety na ogół musimy się szybko ewakuować. A rozśmiesza nas dokładnie wszystko, od fałszu przy śpiewaniu, po chusteczkę do nosa, która komuś wypadnie z kieszeni.
      • lila1974 à propos 30.12.10, 14:52
        W piątek z rana kupiłam ciasta i niosłam je najdelikatniej, jak potrafię, by się nie uszkodziły.
        Drogę do domu mam przez tory kolejowe.
        Tory od stałego lądu oddziela wybetonowany rów głęboki na jakieś metr dwadzieścia.
        Jedną nóżkę przełożyłam, podniosłam drugą .... i sru w ten rów.
        Nie wiedziałam co bardziej - śmiać się czy płakać ... noga bolała wściekle, wizja siniora i ciast rozplumkanych na śniegu ... ale jednak idiotyczność sytuacji, w której się znalazłam zwyciężyła i śmiałam się jak durna. Śmiałam się tym bardziej, im gorzej szło mi wydostawanie się z tego rowu. Wszystko zamarznięte, nie ma się czego złapać, a dyferencjał za ciężki, żeby go z gracją podskoczyć.
        • estelka1 Re: à propos 30.12.10, 21:32
          Lila, rozłożyłaś mnie na łopatki tą opowieścią big_grin O jak bardzo w moim stylu występ. Moje pracownice zawsze powtarzają, że gdyby nie szefowa, to nudno byłoby w pracy
    • kepucha Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 14:41
      E, no, coś chyba w tym jest. Kiedyś (jako dzieciak i nawet trochę starszy już dzieciak) nie mogłam się powstrzymać od śmiechu w tych samych sytuacjach, o których Ty piszesz. Teraz może tego nie obserwuje, bo rzadko w tych sytuacjach się znajduję... wink. Ale często tez kiedyś potrafiłam tuż przed snem przypomnieć sobie śmieszną sytuację z dnia i nie mogłam zasnąć długo przez śmiech do rozpuku właśnie. Teraz, czasem się zdarza, ale rzadko... Szkoda.
    • nangaparbat3 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 14:59
      Śmieję się śmieję. To po prostu przyjemne.
      • mamakasienki1 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 15:10
        Mi to prawie zawsze wesoło, z byle głupoty umieram ze śmiechu, a już w tej ciąży to nie mogę się opanować, wystarczy bzdurny film, głupi tekst w książce, cokolwiek dosłownie, i płaczę ze śmiechu.
    • peggy_su Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 15:16
      Uśmiecham się często, często coś mnie bawi i jestem wesoła, śmieję się, ale takich nieopanowanych długich ataków śmiechu do łez już dawno nie miewam. Albo bardzo rzadko. Odkąd przyjaciółki mam bardzo daleko i się nie widujemy, nikt mnie rozśmiesza aż tak.
    • gladys_g Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 15:22
      tak, zwłaszcza wieczorem, jak w łóżeczku obok śpi dziecko. Wyćwiczyłam umiejętność śmiechu jak Muttley: www.youtube.com/watch?v=SazBzvQ0ZAM&NR=1
    • echtom Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 19:10
      Teraz rzadziej niż w młodości, ale czasem mi się zdarzają ataki śmiechu. Na filmie na przykład, ale nie za często, bo po prostu rzadko się trafia naprawdę dobra komedia. W realu mam problem, kiedy zbiera mi się atak głupawki w sytuacji, w której za bardzo śmiać się nie wypada. Tak było niedawno, kiedy stojąc w kolejce do kasy przesuwałam koszyk i niechcący wsadziłam nogę do czyjegoś koszyka stojącego za moim.
    • kawka74 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 19:25
      Mnie nadal jest łatwo rozśmieszyć, zdecydowanie za łatwo. Szczególnie bolesne to bywa na lekcjach, kiedy uczniowi zdarzy się walnąć coś takiego, że ryknęłabym śmiechem, gdybym tylko mogła.
    • karcia85 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 19:35
      Ojej.
      Mnie to byle co potrafi rozsmieszyc, nawet teraz.
      Pamiętam pewną sytuację:
      Szkolny apel, moja klasa wystawia "przedstawienie" z wierszami, itd, miałam 8-9 lat.
      Na "widowni" mój starszy o rok kuzyn (chodzilismy do jednej szkoly)robił głupie miny, zeza, udawał, że zjada gile z nosa.
      Dzielnie się trzymałam kilka minut, ale nie wytrzymałam i wybuchnęłam smiechem, nie koncząc wierszyka. Ale wstyd. Wszyscy się na mnie gapili. Opiernicz od wychowawczyni pamiętam do dziś.
      • estelka1 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 19:48
        A ja przyznam, że największy atak głupawki miałam, kiedy idąc z pracy przypomniałam sobie, jak przed laty kolega puścił strasznego bąka w windzie, która wiozła nas na wycieczce na jakąś wieżę. Nie było opcji zatrzymania windy, bo guziki były dwa "góra" i "dół". Smród był okrutny, ale nasze miny, kiedy zdaliśmy sobie sprawę z naszego położenia... ech, już mi się gęba cieszy na samo wspomnienie i wydobywa się ze mnie dziki rechocik. Ale wtedy, jak rżałam na głos, sama do siebie, idąc po ulicy, to była jakaś masakra. Łzy mi leciały z wysiłku, na siłę wciskałam twarz w szalik, ale nie pomogło. Zataczałam się po całym chodniku i za nic nie mogłam się uspokoić. A szłam sama...
    • demarta Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 20:20
      kiedy tylko się da i bez umiaru, ale.... mam pewien kłopot wink bardzo często swoimi wypowiedziami wywołuję śmiech ogółu, tylko, że oni się śmieją, bo myślą, że ja żartuję, a ja mówię serio.... tongue_out czasami wręcz próbuję powiedzieć współrozmówcy co o nim myślę i to nie ma być miłe, a on rży, katastrofa jakaś...
      • nangaparbat3 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 21:40
        Mam podobnie, ale na odwrót - zdarza mi sie powiedzieć coś żartem czy z sarkazmem, a ktoś (reguła: zawsze jest to mężczyzna, humanista z wysoką pozycją w swojej dziedzinie) wyjaśnia mi ze śmiertelną powagą to, co przed chwilą powiedziałam żartując czy ironizując. Ciekawe że nigdy nie potraktowała mnie tak kobieta, nawet najmądrzejsza.
    • sharpless6 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 20:33
      Bardzo, szczególnie jak rafiam na osobę umiejącą opowiadać kawały, mogę śmiać się bez przerwy całą noc, no i zawsze płaczę ze śmiechu i się czasami skręcam. Czasami śmieję się nawet przed opowiedzenem komuś kawału. Niestety uczniowie bardzo to wykorzystują i nie mog zapanować nad tym, może ktoś pomoże.
      • carbonka Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 21:38
        estelka leże i kwiczę wink
        • estelka1 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 22:13
          Ja też z tego kwiczę niezmiennie od 6 czy 7 lat big_grin A wizja tego, jak całą czwórką (łącznie ze sprawcą który też pozieleniał z wrażenia) na raz usiłowaliśmy wydostać się z windy, rozwala mnie do końca. A drzwi windy ograniczone gabaryty miały... cud że nikt nikogo nie stratował
    • zabulin Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 21:52
      O, ja isę kiedys śmaiłam bardzo dużo. Teraz prawie wcale. Uśmiechnę sie, owszem, ale takie "chichy" to rzadkość.

      A pamietam jak przed ślubem, gdy moje kolezanki pietrały się, żeby się nie pomylić podczas składania przysięgi, ja truchlałam, zeby nie parsknąć śmiechem.
      • piegowata9 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 21:58
        Ja na ślubie nie parsknęłam. Poszłam na całość i na cywilnym dostałam takiego histerycznego napadu śmiechu, że podczas ślubowania klapnęłam na krzesło i ryczałam na całe gardło. Tzw. ceremonia została przerwana na czas spionizowania panny młodej. Zawinił jeszcze-nie-mąż i jego mina smile
        • demarta Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 22:04
          mój podczas ślubowania wypowiedział poprawnie imię, przekręcił nazwisko i nikt tego nie dosłyszał poza moją matką.... uroczystość chciała unieważnić i w ogóle.... grunt to poczucie humoru! smile
        • mathiola właśnie - ślub 30.12.10, 23:44
          miałam cywilny.
          Prawie umarłam ze śmiechu podczas onego, ponieważ mój mąż trącił mnie łokciem i szepnął: spójrz na orła.
          Jakiś debil zawiesił flagę naszą na lewą stronę, w związku z czym orzeł miał łeb w innym kierunku zwrócony.
          Jak ja się powstrzymywałam od śmiechu i jak bardzo smutne historie z życia przypominałam, to tylko ja wiem.
          A po ślubie koleżanka podeszła i powiedziała: miałaś taki drżący z emocji głos, że aż się wzruszyłam big_grin
    • deodyma Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 21:59
      smieje sie codziennie i to bardzo glosno.
      gdy ide miastem i rykne smiechem, ludzie staja i sie na mnie patrza a widok ich min jest po prostu bezcennybig_grin
      nie jestem ponurakiem, lubie sie smiac i nie smieje sie chyba tylko wtedy, gdy mam naprawde dzien do bani, albo zle sie czuje.
    • jo-asiunka Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 21:59
      Miałam atak smiechu na widok anioła wyprodukowanego przez mojego męża. Anioł jest na choinkę. Mąż chce go wywalić, ale powiedziałam, że po moim trupie. Jak go wyjął w tym roku z szafy, to znów płakałam ze śmiechu pół godziny i nie mogłam przestać.
    • agulle Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 22:01
      Kiedyś stałam w kolejce do kasy za takimi dwoma chłopakami na oko 10-12 lat, śmiali się do rozpuku i coś sobie szeptali do ucha, aż mi się chciało śmiać, jednak w młodości więcej rzeczy potrafiło mnie rozbawić do bólu brzucha.

      Podaje link do filmiku gdzie szwajcarski minister finansów śmieje się podczas odczytywania jakiegoś raportu, bo zorientował się jakie bzdury czyta. W pewnym momencie stwierdza "ta szwajcarska precyzja", a potem nie umie wymówić klopsiki, bo to bardzo śmieszne przecież jest. U nas by go chyba zjedli za takie coś.
      www.youtube.com/watch?v=Ps6e_toM26I
    • aagata4 śmiech murowany :) 30.12.10, 22:02
      forum.gazeta.pl/forum/w,49213,71877906,71877906,Bledy_ktore_popelnic_nalezy.html
      mam nadzieję, iż nikt nie będzie miał pretensji o wklejanie linka z konkurencyjnego forum .
      Mi przeczytanie tego zajęło 4 godziny i pretensje rodziny że za głośno się zachowuje w nocy smile

      wesołego Sylwestra smile

      pozdrawiam

      Agata
      • sarling Re: śmiech murowany :) 30.12.10, 22:43
        Kurczę, nie jest ze mną dobrze. Przeczytałam sporą część tego wątku o błędach i nawet się nie uśmiechnęłam sad
        Chyba jestem naprawdę przemęczona...sad
        • indigo_kid Re: śmiech murowany :) 30.12.10, 22:58
          spróbuj ten (mój) forum.gazeta.pl/forum/w,49213,71877906,120389623,Re_Bledy_ktore_popelnic_nalezy.html
          • demarta Re: śmiech murowany :) 30.12.10, 23:22
            oj, to jest MEGA, naprawdę! smile
    • gagunia Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 22:16
      Rechoczę dosyć głośno i często. Mam wrażenie, że nawet bardziej niż kiedyś.
    • gacusia1 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 22:34
      Ostatni moj,najwiekszy atak smiechu ,do lez bez mozliwosci powstrzymania odbyl sie okolo 2 lat temu gdy moj synek usilowal wyjsc ze sklepu,rozpedzil sie i z impetem grzmotnal w szybe (scianke szklana) i odbil sie spadajac metr dalej... Ja po prostu wiedzialam,ze nic mu nie jest ale i tak wyszlam na wyrodna matke,bo wszyscy w sklepie sie zainteresowali czy maly jet ok a tylko ja,wariatka-matka rylam ze smiechu... I do tej pory gdy sobie to przypomne to smiac mi sie chce..i najgorsze,ze nie mam wyrzutow sumienia tongue_out To byla scena jak z komedii.
    • katia.seitz Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 22:54
      Czasami nie mogę opanować śmiechu w niestosownych sytuacjach, choć chyba rzeczywiście w dzieciństwie i nastoletniości zdarzało mi się częściej.
      Ale w zeszłym roku zdarzyła mi się następująca sytuacja: egzaminowałam studentów. Wpuszczając każdego kolejnego, wstawałam zza biurka, otwierałam mu drzwi i wracałam do biurka z powrotem. Przy entym z kolei studencie jakoś się zagapiłam, a że byłam w butach na obcasie, to siup - wywaliłam się jak długa studentowi prosto pod nogi. W dodatku byłam w niezbyt długiej spódnicy, więc widok był dość niespodziewany tongue_out
      No i cóż - student uprzejmie zapytał, czy nic mi się nie stało, a ja oczywiście ryknęłam śmiechem, i kompletnie nie mogłam się opanować. Usiedliśmy sobie za tym biurkiem, student czeka, aż mu zadam pytanie - a ja się śmieję i śmieję. W końcu udało mi się rzucić jakimś standardowym pytaniem, student się produkuje w odpowiedzi... A ja chichoczę ukradkiem, zakrywam usta dłonią, zagryzam wargi, próbuję się opanować... i co chwila wymyka mi się śmiech.
      Nie załapałam ani słowa z jego odpowiedzi. Dostał więc piątkę wink
      Ciekawa jestem bardzo, co opowiadał kolegom i koleżankom w odpowiedzi na pytanie "jak egzamin?"
      Ilekroć widziałam tego studenta potem na korytarzu, zaczynałam się głupkowato uśmiechać...
    • aglod2 Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 22:57
      Czasem mi się zdarza, ale fakt z wiekiem tak jakoś mniej, a potrafiłam oj potrafiłam nawet z samej siebie. Ostatnia total głupawka to była jakieś 3 lata temu. A szkoda, bo to super catarsis na zbolałą duszę i serce.
      Nieraz mi było głupio, zwłaszcza jak nie mogłam przestać, ale uczucia lekkości po takiej głupawce - bezcenne. Co tam zmarszczki, takie ze śmiechui są o niebo lepsze niż te smutasowate.
      • czar_bajry Re: Śmiejecie się (bardzo)? 30.12.10, 23:47
        kiedyś ... teraz już rzadziej a ostatnio to szkoda gadaćsmile
    • mathiola a wiesz że trafiłaś 30.12.10, 23:36
      w moje ostatnie przemyślenia?
      Potrafię śmiać się serdecznie i do łez.
      I niedawno myślałam, że to dziwne - znam ludzi, których nie widziałam śmiejących się na głos.
      Wiadomo, że histeryczne napady śmiechu są zarezerwowane dla nastolatek, ale żeby dorosły człowiek nie umiał się w ogóle śmiać - to dla mnie nie pojęte. Smutne dość.
    • morgen_stern Re: Śmiejecie się (bardzo)? 31.12.10, 09:12
      Pytanie jak dla mnie, bo uwielbiam się śmiać i podobno robię to "całą sobą". Łatwo mnie rozśmieszyć.
      A najlepiej się śmiać w grupie i wtedy, kiedy nie wolno smile Szkoła, kościół (stare czasy hehe), praca. Zaciska się zęby i tylko łzy płyną po twarzy, nie wolno też na siebie nawzajem patrzeć, bo już wtedy ryk ze śmiechu murowany.

      btw ostatnio musiałam trzymać się biurka, żeby nie spaść z fotela ze śmiechu, kiedy zobaczyłam to wink
      www.youtube.com/watch?v=Z3pEANxjaq0&feature=player_embedded
      • sarling Re: Śmiejecie się (bardzo)? 31.12.10, 11:06
        Żeby nie było, jednak (uff!) ciągle śmieszy mnie to:

        www.youtube.com/watch?v=Qqf53v7YT34
Inne wątki na temat:
Pełna wersja