gwiazdozbiory 31.12.10, 19:37 Chyba tyle jest prawd o macierzynstwie, ile jest matek, co nie? www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,8642830,Nie_jestem_z_waszego_plemienia.html Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 01:50 "Pani coś straciła, stając się matką? Wszystko! Każdy traci wszystko. Traci się wolność, sposób, w jaki się żyło, kim się było. To doświadczenie śmierci, umiera twoje stare 'ja', ale potem się odradzasz. Myślę też, że dzięki temu doświadczeniu stajesz się bogatsza" Dawno nie czytałam nic tak oddającego, to co myślę Odpowiedz Link Zgłoś
liberata Re: I co wy na to? 01.01.11, 02:19 Ja też się zgadzam. Mnie najbardziej dobija czas opieki nad dziećmi: początkowo ich całkowita zależność, co siłą rzeczy zmniejsza udział matki w innych formach działalności, potem okres szkolny, gdzie trzeba wszystkiego dopilnować, nauczyć, przepytać, i wpisy do dzienniczka "dziecko znów zapomniało ołówka", po których czujesz, że jesteś nieodpowiedzialną i gó... wartą matką. Potem okres nastolatkowy ze znoszeniem nastrojów i kryzysów małolatów, miotana wątpliwościami - pozwolić-nie pozwolić i czekaniem na telefon. W końcu strach o przyszłość dziecka, o dobre wybory dotyczące zawodu, partnera itd. I kiedy wreszcie dajesz sobie na luz, bo wiesz, że dziecko jest samodzielne i sobie radzi, zaraz dopada cię 50 rok życia. I - aaaaaaaaaaa!....... kiedy to minęło? Odpowiedz Link Zgłoś
feniks_z_popiolu Re: I co wy na to? 01.01.11, 10:27 A mnie ruszyło to, iż autorka mówi, że wychowywanie dzieci jest tak mało twórcze. No żesz qurcze! Może jest mało efektowne i żmudne, wymagające pozbycia się egoizmu to tak ale nie jest twórcze? Nie zgadzam się ! Odpowiedz Link Zgłoś
urana Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:57 liberata napisała: > I kiedy wreszcie dajesz sobie na luz, bo wiesz, że dziecko jest samodzielne i s > obie radzi, zaraz dopada cię 50 rok życia. Żeby 50... Odpowiedz Link Zgłoś
sarling Re: I co wy na to? 01.01.11, 09:55 Sama wypowiedziałam to zdanie parę lat temu Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 11:32 umiera twoje stare 'ja', ale potem się odr > adzasz O tym jakoś się przy krytyce zapomina... Odpowiedz Link Zgłoś
thegimel Re: I co wy na to? 02.01.11, 14:54 Dokładnie. Fakt. Dostajesz coś w zamian. Nigdy nie żałowałam, że zdecydowałam się na dziecko, ale nie ukrywam, że żal mi czasami mojego dawnego życia. Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 10:09 Owszem może i ile matek tyle prawd ale mi się nie podoba ta wszechobecna moda na narzekanie na macierzyństwo i pokazywanie ''jego ciemnych stron'' i bog wie co jeszcze. Kiedyś ludzie nie mieli takich problemów a teraz wyszkują sobie je wszędzie. Teraz jest trendi przyznawanie się że dziecko męczy, nudzi a macierzynsto to nie bajka. Dziecko jest? Jest . Chciało się je? Chciało . To trza je wychować, widzieć tylko dobre strony, myslec pozytywnie i cześc. Ja widze same dobre strony. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 10:59 jeszcze. > Kiedyś ludzie nie mieli takich problemów Oczywiście, że mieli. Odpowiedz Link Zgłoś
3-mamuska Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:33 kawka74 napisała: > jeszcze. > > Kiedyś ludzie nie mieli takich problemów > > Oczywiście, że mieli. Nie mieli nie było nagonki na rodziców , płacz dziecka= znęcanie sie, Puszczenie na podwórko= zaniedbanie. Mozna wiele rzeczy wymieniać, teraz wszysko rodzice złe robią trzeba ich pilnować i obserwować, a dzieci to" śmierdzące jajka" i nie wolno od nich wymagać, krzyknął dac parowke, danonek to największe zło . Teraz robi sie z igły widly, dieta matki karmiacej , problemy ciężarnych. Każda forumka wie lepiej jak druga ma wychowywać dziecko. Wiadomo ze w pewnych rodzinach takie pilnowanie jest wskazane ale to właściwie i tak nic nie zmienia.Czasem mam wrażenie ze matka matce wilkiem, ze kobiety oceniają druga kobietę,( chodź same przeszły to samo) Ile razy tu na forum kobieta prosi o wsparcie a dostaje ciegi. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 11:10 > Dziecko jest? Jest . Chciało się je? Chciało . To trza je wychować, widzieć tyl > ko dobre strony, myslec pozytywnie i cześc. > Ja widze same dobre strony. I cóż innego robisz Lipcowa, niż te, z którymi się nie zgadzasz? Życie nie jest takie proste, jak twój świat..... Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 11:45 > I cóż innego robisz Lipcowa, niż te, z którymi się nie zgadzasz? > Życie nie jest takie proste, jak twój świat..... taktak bo tylko skomplikowany swiat jest taki gleboki, zazdroscic tylko Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:49 > Ja widze same dobre strony. Póki nie urodziłaś, inaczej śpiewałaś, więc teraz tak z gorliwością neofitki zaprzeczasz Daj ludziom prawo do przeżywania różnych rzeczy po swojemu. Twoja prawda nie jest jedyną słuszną. Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:37 > Póki nie urodziłaś, inaczej śpiewałaś, to chyba oczywiste..? więc teraz tak z gorliwością neofitki za > przeczasz tak, jasne neofitki bo normalnie piszę Daj ludziom prawo do przeżywania różnych rzeczy po swojemu. Twoja > prawda nie jest jedyną słuszną. A czy ja im nie daję? wyrazilam tylko swoje zdanie Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 15:40 > to chyba oczywiste..? Eee, nie, mało kto zmienia poglądy, za które dałby się pokroić, o 180 stopni Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 16:02 angazetka napisała: > > to chyba oczywiste..? > > Eee, nie, mało kto zmienia poglądy, za które dałby się pokroić, o 180 stopni > naprawde? Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 10:11 Prawda jest jedna. Tyle, że rózne jest nazewnictwo bo zależy od subiektywnych odczuć , wychowania, włsnej roli w rodzinie w dzieciństwie. Macierzyństwo jest ZMIANĄ- i tu można ukryć wiele : że jest to śmierć, że jest to narodzenie, że jest to koszmar bądź największy cud. Nihil novi. Jesli zaś chodzi o autorkę to bardzo jej współczuję, miała zrypane dzieciństwo, toksyczne relacje z matką, co nieco wypaczyło jej postrzeganie świata. Co typowe dla takich depresyjnych osobowości-jest przekonana, że jest postrzeganie jest właściwe. I..niech żyje w tym swoim świecie..Bardzo mi jej szkoda.. Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 10:16 > Jesli zaś chodzi o autorkę to bardzo jej współczuję, miała zrypane dzieciństwo, > toksyczne relacje z matką, co nieco wypaczyło jej postrzeganie świata. I tu jest sedno jej problemów a nie że tak nagle się stało. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 11:08 Chcesz powiedziec Lipcowa, że ona o tym nie wie? Że nie wiedziała o toksyczności matki zanim sama nią została? Toz ona wielokrotnie podkreśla w tym wywiadzie, że działała odwrotnie niż matka- do tego, że macierzyństwo to również i bolesne doświadczenie, przyznaje się także odwrotnie niż jej matka, która tłamsiła to całe życie w sobie. Może mówi o tym tak głośno, aby uniknąć błędów matki? Aby tych negatywnych emocji nie tłamsić w sobie, aby one nie zabijały radości z macierzyństwa, bo kobieta boi sie do nich przyznać nawet przed samą sobą a co dopiero przed obcymi. I to jest wartośc takich książek i takich osób- bo oprócz pomyj wylewanych na jej głowę, byc może jakaś matka przeczyta to z ulgą, że nie ona jedna nie postrzega macierzyństwa jako pasma szczęśliwości, targają nią złe emocje, "niegodne prawdziwej matki"... Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 19:47 Kali_pso Nie chodzi o fakt jest samoświadomości i podejmowanej walki. Ale o to, że coraz więcej kobiet źle się czuje w macierzyństwie (a nie ze o tym mowią). Znak czasu?Słabosc psychiki?Niedojrzałość emocji? Infantylizm ? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 19:56 Nie, dwie, a własciwie trzy sprawy. Wychowanie wszystkich dzieci od przedszkola w przeswiadczeniu, ze najistotniejsza w życiu jest praca zawodowa i ona wyłącznie decyduje o wartosci człowieka. Wychowanie w przeswiadczeniu, ze "chcieć to moc" - człowiek powinien realizować swoje marzenia (słusznie poniekad) i być asertywny, a nie realizować pragnienia innych. Z dzieckiem tak sie nie da. I wreszczie tłumaczenie rodzicom, ze dziecko musi być wychowywane, edukowane i zabawiane niemal czały czas, ze pierwsze trzy lata nalezy poswięcić dziecku własciwie calkowicie. mało kto moze znieść taką presję i stałe poczucie winy. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:01 Zgadzam się Może nie pojmę nigdy tego innego sposobu postrzegania świata i ludzi, może nie pojmę że dla jednych dziecko jest spełnieniem marzeń , a dla innych " muszę mieć dziecko bo jestem już po 30tce"., że niektórzy rezygnują z dodatkowej pracy i pieniędzy kosztem gorszego poziomu zycia (ale wciaż poziomu-gdyby ktoś chcial zarzucić popadnięcie w biedę) a inni zostawiają dziecko w przedszkolu do 22, bo wazny wyjazd służbowy był. Nie pojmę "zrobię sobie dziecko by zobaczyć jak to jest "- nie potrafię niestety zrajonalizowac pewnych decyzji i pewnego podejścia- bo dla mnie macierzyństwo to przede wszystkim miłosć- a przy niej każdy mrok, strach,utratę wolności , itp-da się są niewielkie.(oczywiście w osobowościach zdrowych psychicznie i emocjonalnie) Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:06 Jednym słowem każda kobieta, której nie zalewa fala miłości dostatecznie duża, żeby przesłonić wszelkie negatywy, powinna udać się po pomoc do lekarza? Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:11 Kawko- 1)nie przeczytałaś ze zrozumieniem o czym piszę 2) nie pisałam o zalewaniu falą milości 3)zdefiniuj co rozmumiesz pod pojęciem "duża fala miłości" 4) co oznaczają wszelkie negatywy -i czy negatywy są w kontekscie dziecka,rodziny, pracy czy ogólnie ? Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:22 Cytuję: "dla mnie macierzyństwo to przede wszystkim miłosć- a przy niej każdy mrok, strach,utratę wolności , itp-da się są niewielkie.(oczywiście w osobowościach zdrowych psychicznie i emocjonalnie)" Koniec cytatu. Ergo osoby, którym miłość nie rekompensuje mroku, strachu oraz utraty wolności, nie są zdrowe psychicznie i emocjonalnie. Oznacza to, że takie osoby muszą żyć nie tylko z problemami wynikającymi z wejścia w nową rolę, ale i z poczuciem, że mają coś nie tak z głową - bo przecież powinno być inaczej, a nie jest, i to z ich winy. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:33 Nie, to nie kwestia rekompensaty kawko. Raczej priorytetów i świadomości co powinno być najważniejsze. Z punktu widzenia zarówno natury jak i instynktów ( rozmnażanie, dbanie o potomstwo), jak i potrzeb człowieka ( wśród ktorych potrzeby emocjonalne wiodą prym i ich spełnienie gwarantuje poczucie spełnienia, dlatego też np.sądy decydują sie pozostawienie rodziny razem mimo kiepskich warunków materialych itp)- najważniejsza jest rodzina, a szczegolne w niej miejsce zajmuje dziecko. Skupiając sie na moim osobistym zdaniu- nie uważam za dokońca dojrzała emocjonalnie osobowość, która posiadanie potomstwa traktuje jako "zło konieczne", eksperyment itp Osoby, które mimo miłości własnej i miłości do innych (w tym dziecka) nie są w stanie pokonać mroków, demonów przeszłosci, które sa nieszczęśliwe bo rodziecielstwo odebrało im wolność- nie są wg mnie do końca zdrowe emocjonalne. Kwesti psychiki nie poruszam, lekarzem nie jestem a każdy przypadek jest inny. W moim odczuciu bohaterka wywiadu nie jest osobą zdrową emocjonalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:05 > Osoby, które mimo miłości własnej i miłości do innych (w tym dziecka) nie są w stanie > pokonać mroków, demonów przeszłosci, które sa nieszczęśliwe bo rodziecielstwo odebrało > im wolność- nie są wg mnie do końca zdrowe emocjonalne. Sądzę, że Twoją definicję zdrowia emocjonalnego spełnia góra 5% populacji. Bo co znaczy "do końca zdrowy emocjonalnie"? Czy ktokolwiek w ogóle jest zdrowy "do końca"? Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:23 Wszystko ładnie pięknie, ale uważam, że opakowałaś w ładny papierek to, z czym bohaterka wywiadu próbuje walczyć - z wyrzucaniem poza nawias wszystkich kobiet, dla których macierzyństwo jest mniej lub bardziej problematyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:03 z_lasu- masz rację, uzyłam niefortunnego określenia " nie do końca". Jasne, że każdy z nas ma jakąś prywatną szajbkę, jednak dopóki nie powoduje ona krzywdy własnej i innych to jest ok. w moim odczuciu, autorka odczuwa posiadanie dzieci jako krzywdę- a może inaczej- na pewno posiadanie dzieci nie jest dla czymś fajnym, czyms radosnym, czymś kreaytwnym-raczej czymś obciążającym, zabierajcym, ucinającym kawko- nie próbowałam i nie próbuję odnosić się do "wszystkich kobiet". I nie zgadzam się, że autorka walczy z wyrzucaniem poza nawias kobiet , dla których macierzyństwo jest mniej lub bardziej problematyczne. Po pierwsze dlatego, że ona pisze o sobie. Widać tylko "ja', "ja" "ja" i te złe kobiety które ją zaatakowały. Po drugie ona nie porusza problematyki macierzyństwa jako takiego, z jego problemami jak to nazwałaś mniejszymi lub większymi. Opowiada o swoich problemach, swoim podejściu do macierzynstwa, swoim pojdeściu do posiadania potomstwa i motywacji dla której zostalo spłodzone itp. Nie uważam, że ma jakies poczucie misji a tym bardziej walki w imieniu wszystkich kobiet mających problemy bo..byłaby przedstawicielką 99,9%populacji matek na świecie Co znaczy-"opakowałas w ladny papierek" ? Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:08 > I nie zgadzam się, że autorka walczy z wyrzucaniem poza nawias kobiet , dla których > macierzyństwo jest mniej lub bardziej problematyczne. Po pierwsze dlatego, że ona pisze > o sobie. Widać tylko "ja', "ja" "ja" No proszę! A ja mam właśnie do zarzucenia autorce nadużywanie kwantyfikatora ogólnego, czyli tego, że pisze "wszystkie kobiety", podczas gdy wiadomo, że nic na tym świecie poza śmiercią fizyczną nie dotyczy wszystkich. Pisze "ja", "ja", bo pisze oczywiście o swoim własnym doświadczeniu. Tyle, że pod tym doświadczeniem cała masa kobiet mogłaby się podpisać. A ataki na autorkę świadczą o tym, że jeszcze większa masa kobiet mogłaby się podpisać, ale nawet same przed sobą się do tego nie przyznają. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 02.01.11, 11:57 Czyli się zgadzamy , bo swoje 'ja" przerzuca na wszystkie kobiety, zakładając , że wszystkie przezywają macierzyństwo tak samo, a te co twierdzą inaczej kłamią bo nie mają odwago w dzisiejszym świecie burzyć mit macierzyństwa, a skoro ją atakuja to oznacza to, że na pewno mają coś na sumieniu. Jestem też ciekawa, jak rzeczywiście wyglądają te "ataki". My mamy tylko skrótowy obraz , relację jednej osoby, z jej perspektywy. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 02.01.11, 14:10 Wystarczy przeczytać Twoje posty aby mieć próbkę owych ataków. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 02.01.11, 14:24 Moje posty uważasz za ataki ? A to się zdziwiłam, bo nie bylo moim celem kogolokowie atakować, no chyba że za atak uważasz wyrażanie swojej opinii-pragnę zauwazyć że wyrazalam ją kulturalnie, na spokojnie i bez cienia emocji. Nie wiem doprawdy co mogłas odebrac jako atak. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:06 I o ile całkowicie rozumiem dół matek malutkich dzieci, które rzeczywiście nie tylko ograniczają, ale i na ogół powodują, ze człowiek żyje w stałym stresie (a czy dobrze się rozwija, a czy ten objaw to choroba, a czy nie odbiega od rówieśników), to niechęć matek starszych dzieci do macierzyństwa to już dla mnie znacznie mniej zrozumiała sprawa. A jesli nawet (nie wszystko muszę rozumieć), to można o tym pogadać z przyjaciółka. Pisanie, ze maciwerzyństwo jest przereklamowane przez matkę dzieciom to tak niewiarygodne świństwo zrobione własnym dzieciom,ze przerasta moja możliwość akceptacji innego sposóby przezywania rodzicielstwa I o to mam żal do autorki tego tekstu... Odpowiedz Link Zgłoś
nowel1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 11:23 Nie istnieją rodziny "nietoksyczne", w tym znaczeniu którego używamy mówiąc o jej matce. Zawsze jest "coś", matka zbyt zajęta, za chłodna, nadopiekuńcza, ojciec nieobecny, zbyt restrykcyjny albo cokolwiek innego. A ona jest zwyczajnie świadoma i dość odważna, żeby mówić. Polukrowana rzeczywistość i nieustanne szczęście związane z posiadaniem dzieci? Dziękuję, ale w taki świat nie wierzę. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: I co wy na to? 01.01.11, 10:30 Dla jednych macierzyństwo to "umieranie". Dla innych wręcz na odwrót. Za każdym stoją doświadczenia z własnego dzieciństwa, stoją nasi rodzice itd. Ilu ludzi, tyle teorii. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 10:57 > Dla jednych macierzyństwo to "umieranie". Dla innych wręcz na odwrót. A dla innych i jedno i drugie... Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 11:56 kali_pso napisała: > > Dla jednych macierzyństwo to "umieranie". Dla innych wręcz na odwrót. I nie daj boże napisac że to co dobrego ,rozwijającego, ulepszającego. Teraz najlepiej tkwić w mrocznych wspomnieniach toksycznego dziecinstwa, w lękach i troskach egzystencjalnych , w świecie smutku, umartwiania się. Dżezi i trendi jest pisanie że macierzynstwo to męka, dzieci to smród i nic dobrego z tego nie wynika. Ze wpędza w depresję. A jak nie daj boże jestes szczęsliwa, macierzynstwo jest dla ciebie radością to jestes prosta i tyle. Bo tylko depresyjny człowiek jest skomplikowany a przez to warty uwagi, podziwu, wspołczucia... czegokolwiek. Ja nadal twierdze ze sami kierujemy wlansym zyciem i od zlego trzeba się odcinać. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:20 I nie daj boże napisac że to co dobrego ,rozwijającego, ulepszającego. > No, nie wiem, bohaterka artykułu dostała od radosnych, pewnych siebie, rozwiniętych, dobrych i ulepszonych mateczek całkiem solidną zjebkę, aż żałowała napisania książki. Nie jesteśmy spod jednej sztancy, Lipcowa. Czekałam na swoje dziecko pięć lat, a i tak zdarzyło mi się - zapewne żeby być trendy i dżezi - płakać i wrzeszczeć, żeby ktoś mi oddał moje życie. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:21 I co wy na to? Maciezynstwa nie mozna ani demonizowac, ani uswiecac, kazdy jest inny, ma inne przyzycia i doswiadczenia i kazdy ma wlasny sposob postrzegania swiata i praw nim rzadzacych. Najwazniejsze, aby miec swiadomosc wlasnych uczuc, emocji, oczekiwan, rozumiec i akceptowac je, aby nie bac sie slabosci czy niepewnosci, wyznaczac cele i dazyc do nich. Dzieci zmieniaja nasze zycie i nas, a to w jaki sposob my to uporzadkujemy zalezy od nas. Odwazyla sie powiedziec o uczuciach odartych z wszelkich zaslonek upiekszajacych a to, ze wiele odsob sie z tym w jakims stopniu zidentyfikowalo jednoczesnie nie akceptujac tego bylo przewidywalne. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:29 Mnie tam nie odpowiada pokazywanie macierzyństwa przez pryzmat reklamy: słodko uśmiechnięty dzidziuś i rozanielona mamuśka, ale też demonizowanie: to straszne, wszystko ci zabiera, tylko one, głupie, nie chcą się do tego przyznać (nawet gdy wtrąci się, że potem ta matka "się odradza"). Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:43 Powiedz- czy kobieta ciesząca się macierzyństwem obrzuca inną g..wnem dlatego, że jest jej tak dobrze we własnym stanie? Zauważacie w ogóle, że RC nie walczy personalnie, jedynie z pewną myślą, ideą, postrzeganiem- sama zaś stała się celem spersonalizowanego ataku? Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:50 Powiedz- czy kobieta ciesząca się macierzyństwem obrzuca inną g..wnem dlatego, > że jest jej tak dobrze we własnym stanie? Pytanie było retoryczne, ale pokuszę się o odpowiedź Im więcej gówna, tym większa się kryje za nim niepewność. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:58 Pewnie nie, a za tym obrzucaniem kryje się niepewność. Z tym,że nie mam misji nawracania innych matek na moją wizję macierzyństwa. Nie wiem, może dlatego, że dzieci urodziłam wtedy, kiedy chciałam (nawet mi się udało zaplanować, jaki to miał być miesiąc), w wieku, kiedy nie miałam poczucia "zabierania" życia, nie mam traumatycznych doświadczeń, było momentami ciężko, z tym, że nigdy nie widziałam się w roli matki Polki poświęcającej się i żyjącej dziecięciem, ten artykuł mnie nie bulwersuje. Pokazuje JEJ WIDZENIE macierzyństwa i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:43 Ja się podpiszę wyjątkowo pod Lipcem. Tak myślę, że dzisiaj lepiej przyjmowane przez ogół jest stwierdzenie, że dzieci to koniec i ściana, niż przyznać, że macierzyństwo nie zamyka i daje radość albo, nie daj Boże, rozwija. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:52 A możesz podać KONKRETNIE, w jaki sposob rozwinęło Cię macierzyństwo? Ciebie, Kropkę... Mierzalnie, konkretnie, bardzo proszę... Bo to wydaje mi się kolejna pułapka- słowo-banał, który nic nie znaczy często... Bo, że daje radość to i owszem, wierzę, ba nawet więcej- wiem Ale, że rozwija? Cóż, z tym się nie do końca identyfikuję. Odpowiedz Link Zgłoś
miaowi Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:54 Tak, pod tym się mogę podpisać. Choć bardzo często mówi się, że macierzyństwo rozwija - np cierpliwość. Chociaż u mnie rozwinęło tylko brak cierpliwości. Ale może, może u niektórych - ta rozwojowość macierzyństwa jest często wywlekana przy okazji dyskusji: wracać do pracy/ siedzieć w domu z dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś
duzeq Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:16 Ja tez sie zgadzam z kali_pso. Macierzynstwo nie jest rozwijajace, moze tylko pod jednym wzgledem - ze poznaje sie nowy rodzaj milosci. Ale cala reszta czyli przestawienie sie na o wiele bardziej multifunkcyjny tryb zycia to jak dla mnie zaden rozwoj, a dostosowanie sie do obecnej sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:19 Droga kali_pso, obstawiałam, że na hasło "rozwijać się" na pewno odpowiesz. Jak każde doświadczenie w życiu, tak i macierzyństwo, poszerzyło mi w pewnym stopniu horyzonty. Oczywiście zakładam, że niektórzy w tym momencie odczują także regres. No cóż... Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:24 Oczywiście jak ktoś robi sobie przystanek w punkcie "macierzyństwo", czy nawet się w tym momencie cofa rozwojowo, nie neguję To zupełnie inne doświadczenie niż praca, studia itd. Nie łatwe i może mało wymierne na pierwszy rzut oka, ale jednak. Odpowiedz Link Zgłoś
miaowi Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:24 Zapewniam cię, ci co oodczuwają regres nie są ani kosmitami ani gorszym rodzajem człowieka. Nie każdy jest stworzony do tego samego. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:30 No, oczywiście. Tak samo ci dla których praca nie staje się rozwojem nie są obcymi Proste. Odpowiedz Link Zgłoś
duzeq Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:35 Ale pod jakim wzgledem poszerzylo Ci horyzonty? Rozumiem, ze umiejetnosc gotowania zup dla dziecka moze byc nowym doswiadczeniem, tak samo jak rozumienie niewerbalnych sygnalow niemowlaka, ale nadal mnie ciekawi w czym upatrujesz to poszerzanie horyzontow. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:42 Nie gotowałam zupek. Nie, nie zamierzam konkurować z pracą Kalipso w szkole w szpitalu, czy z Twoją cokolwiek robisz. Wszystko co napiszę będzie tylko czymś niemierzalnym w porównaniu z kolejnym konspektem lekcji, awansem itd. Także pass. Odpowiedz Link Zgłoś
miaowi Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:44 Ale jeżeli powiem, że odcinam się od złego i uprę się patrzeć tylko na pozytywy, to nie znaczy że tych negatywów NIE MA. Można wbić sobie sztuczny uśmiech na twarz, ale kiedyś to i tak wylezie. Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:39 > Można wbić sobie sztuczny uśmiech na twarz, ale kiedyś to i tak wylezie. jesli MA co wyleźć Odpowiedz Link Zgłoś
miaowi Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:51 Tak, ale jeśli ma, to nie ma co udawać że wszystko gra. najważniejsze to być ze sobą szczerym i nie udawać. Nawet jeśli to oznacza narzekanie i brak zachwytu nad macierzyństwem. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:47 > Teraz najlepiej tkwić w mrocznych wspomnieniach toksycznego dziecinstwa, w lęka > ch i troskach egzystencjalnych , w świecie smutku, umartwiania się. Dżezi i tre > ndi jest pisanie że macierzynstwo to męka, dzieci to smród i nic dobrego z tego > nie wynika Zdaje się, że nic nie zrozumiałaś. Ona w tym nie tkwi, ona z tym walczy, aby jej macierzyństwo było lepsze niż macierzyństwo jej matki, aby jej córki nie miały takich wspomnień, jak ona ma- ona nie wypiera ze świadomości, ani tego, jak wyglądało jej dzieciństwo ani tego, jak odczuwa swoje macierzyństwo. Buduje od nowa. Na gruzach starego. Mnie nie intersuje co jest trendi- ja ja kupuję, ona wydaje mi się wiarygodna. nawet gdybym postrzegała świat inaczej niż ona, nadal daję jej prawo do wrzasku i wściekłościp Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:51 Moja przyjaciółka, świeżo upieczona matka, po przeczytaniu artykułu powiedziała tylko: Nareszcie coś o mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
ylunia78 Re: I co wy na to? 01.01.11, 12:59 ja nie uważam,żebym umarla po urodzeniu dziecka.Nie staczam się na dno emocjonalnego życia.Nie mówie,ze czytam bajki dziecku co wieczór,ale tez nie powiem,że nie nawidzę.Mam nadzieję,że jak mlodsze podrośnie jeszcze trochę,to stanie sie to naszym wieczornym rytuałem,jak kapiel. Wlaśnie..ostatnio zapanowala moda(?)żeby narzekać na rodzenie dzieci,na ich wychowywanie itd.A nasi rodzice zadali sobie ten trud,by nas wychować.Przeciez dziecko(moim zdaniem)to największy dar od Boga...pomimo,że czasami nas nie slucha i robi po swojemu.Od tego jestem JA,żeby nauczyć go współzycia,żeby go wychować.Czy mi sie uda?nie wiem...staram sie jednak Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:04 Czyli jeśli ktoś mówi o negatywach macierzyństwa, to znaczy, że podąża za modą? Odpowiedz Link Zgłoś
ylunia78 Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:06 wydaje mi się! że kiedyś nie mówiło się tyle o trudach macierzyństwa,bo od zawsze wiadomo,że łatwo raczej nie jest... Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:09 No a teraz nareszcie powoli to się zmienia i kobieta nareszcie ma prawo narzekać. Zgroza, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:17 Ależ jest odwrotnie. Macierzyństwo przez wiele, wiele lat predstawiane było jako ogromne, niemal nadludzkie poswięcenie, rezygnacja z całego życia. Wystarczy poczytać sobie XIX wieczne teksty, szczególnie dla dzieci - tam matki stale siedzą nad kolyskami dzieci i placzą, zaharowują się nad sily, nie mają ani chwili czasu dla siebie. To przedstawianie macierzyństwa w radosnych barwach jest nowe, nie twierdzenie, ze macierzyństwo to jedynie udreka. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:26 XIX-wieczne( i wczesniejsze) matki miały zdaje się mamki, nianie, dzieci często odseparowywano, kontakt był ograniczony. Oczywiście nie mówimy o robotnicach, uwiedzionych służacych czy chłopkach. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:30 Mamk i nianie i to miało może 1-5% spoleczeństwa... Mówimy o robotnikach, chłopkach, ale także o inteligencji - która miała służbe, bo przy dzieciach i gospodarstwie było bez porównania więcej pracy i p-raktycznie nie dało sie jednoosobowo prowadzić domu - nawet w gospodarstwach niezamożnych i chłopskich były służące. A macierzyństwo i tak przedstawiano jako pasmo nieustającej tragedii i poświęceń. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:10 > Ależ jest odwrotnie. Macierzyństwo przez wiele, wiele lat predstawiane było jak > o ogromne, niemal nadludzkie poswięcenie, rezygnacja z całego życia. I moim zdaniem było to przedstawienie zgodne z prawdą. Ale potem nastała era "pięknych ludzi" i nie można już było mówić o szpetocie, chorobach, umieraniu, smrodzie wydzielanym przez ludzi i o tym, że macierzyństwo to żadna przyjemność. Jak widać po tym wątku nadal nie można o tym mówić, żeby nie być posądzoną problemy psychiczne. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:55 Naprawdę tak nienawidzisz bycia matką? uwawżasz, ze macierzyństwo to żadna pzyjemność? Cóż, to bardzo przykre i rozumiem, ze tyak moze buyć, choć to nieszczęście i dla matki i przede wszystkim dla dziecka. Ale myślę,z e jednak dla bardzo wielu kobiet macierzyństwo jest fajne i przyjemne, choć oczywiście są w nim trudne momenty i czasem człowiek jest zmęczony i zniechęcony. Ale uznanie, ze posiadanie dzieci nalezy do tej samej kategorii neiszcęść co śmierć i choroba - to jednak chyba nie jest normalne przezywanie macierzyństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:15 Nie wiem czy się dobrze zrozumiałyśmy. Przywołałam śmierć i choroby, a także smród, jako przykłady tego, co obecnie zamiata się pod dywan, bo nie pasuje do wizerunku zawsze pięknych, młodych i zdrowych ludzi. A tylko tacy mają teraz prawo istnieć w przestrzeni publicznej. Z tego też powodu z przestrzeni i świadomości publicznej usuwa się te "nieprzyjemne" aspekty macierzyństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 02.01.11, 10:05 Nie mam takiego wrazenia, no chyba, że wizerunek macierzyństwa bierze sie z pism ilustrowanych o gwiazdach i reklam telewizyjnych. Mam raczej wrazenie, ze teraz przedstawia się rodzicielstwo zadaniowo - nie jako radość przebywania z dzieckiem, ale szereg absolutnie konicznych czynnosci, ktore trzeba wykonać, aby dziecko rozwijało sie prawidłowo. Dla mnie to akurat mało zachęcająca wizja. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 02.01.11, 11:09 > Nie mam takiego wrazenia, To chyba rzadko czytujesz emamę. Jak się któraś wychyli i wspomni coś o ciemnych stronach macierzyństwa, to zaraz dopada ją sfora z hasłami o braku dojrzałości, braku zdrowia emocjonalnego i psychicznego, a nawet z postulatem odebrania dzieci. I to w stosunku do kobiet, które generalnie nie żałują, że zostały matkami, a tylko z czymś sobie nie radzą. Takich wątków tu jest cała masa i ten niestety również do nich należy. Nie wolno nie lubić bycia matką, nie wolno mówić, że istnieją powody, by macierzyństwa nie lubić. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 02.01.11, 11:30 z_lasu napisała: > . Nie wolno nie lubić bycia matką, nie wolno mówić, > że istnieją powody, by macierzyństwa nie lubić. Nie że nie wolno - ale ze to jest problem, poważny, tak. Można nie lubić zarwanych nocy, nieustannego wiszenia na cycku, zmęczenia, niepokoju, uwiazania - oczywiście, że można. Ale kiedy mówisz o nielubieniu bycia matką, pod spodem czai się odrzucenie dziecka. Popatrz: możesz nie lubić chodzić do pracy, zajmować się domem, przestawać z teściami, możesz nie lubić tysiąca rzeczy, i OK. Ale jeśli powiesz: nie lubię być, żyć nie lubię - to przecież ma zupełnie inny wydźwięk, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 02.01.11, 14:15 > Ale jeśli powiesz: nie lubię być, żyć nie lubię - to przecież ma zupełnie inny wydźwięk > , prawda? Chyba nie załapałam. Ktoś tu sugerował chęć pozbawienia się życia z powodu bycia matką? Matka to jedna z wypełnianych przeze mnie ról społecznych, dokładnie tak jak bycie pracownikiem, panią domu itp. Tej roli akurat nie lubię. Dramat i różnica polega tylko i wyłącznie na tym, że z tej roli nie mogę się wypisać. Mogę tylko minimalizować straty. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 02.01.11, 14:29 [i Chyba nie załapałam. Ktoś tu sugerował chęć pozbawienia się życia z powodu byci > a matką? Matka to jedna z wypełnianych przeze mnie ról społecznych, dokładnie t > ak jak bycie pracownikiem, panią domu itp. Tej roli akurat nie lubię. Dramat i > różnica polega tylko i wyłącznie na tym, że z tej roli nie mogę się wypisać. Mo > gę tylko minimalizować straty.][/i] No i tu się mylisz. Bycie rodzicem nie jest taką samą rolą społeczna jak bycie pracownikiem, nie można tego porownywać , stawiac w jednej linii. To rola o zupełnie innej randze emocjonalnej, innej odpowiedzialności, innym czasie trwania (nieskończonym w zasadzie), zmieniająca się stale. To, że nie lubisz roli matki nie jest wg mnie całkowicie zdrowe - i nie traktuj proszę tego jako ocenę Ciebie, czy też atak. jestes jednym z niewielu jak sądzę wyjtków, których odczuwanie jest niejako wbrew naturze ( pojmujac naturę jako ogół emocji, instynkto, ról, pierwotnych znaczen). Każdy ssak ma bowiem do wypelnienia rolę prokreaycjną, z tym że ssakowi czlowieczemu towarzyszą głębokie emocje, zazwyczaj pozytywne. Z tych negatywnych emocji, z braku lubienia swej roli, czy wręcz po prostu nielubienia jej , gdy zabraknie inteligencji, rozumu, myślenia- rodzą sie patologie i tragedie rodzinne. jeszcze raz podkreślam-byś na chlodno przeczytala to co napisałam -i nie doszukiwała się jakiegokolwiek ataku. Nie oceniam Ciebie źle. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 02.01.11, 15:01 > Nie oceniam Ciebie źle. Ależ oczywiście, że oceniasz mnie źle > jestes jednym z niewielu jak sądzę wyjtków A ja sądzę, że jednym za bardzo wielu. O czym świadczą pozytywne reakcje na wypowiedzi p. Cusk. Wiele kobiet podpisuje się pod jej słowami, także w tym wątku. > których odczuwanie jest niejako wbrew naturze ( pojmujac naturę jako ogół emocji, > instynkto, ról , pierwotnych znaczen) Nie jest wbrew naturze. Nikt nie wymaga od kotki czy niedźwiedzicy entuzjazmu wobec cudu macierzyństwa. Ona nie ma być szczęśliwa tylko ma wychować swoje młode na osobniki zdolne do samodzielnego przeżycia i prokreacji. Na temat tego co czyni konkretną niedźwiedzicę szczęśliwą nic nie wiemy. > gdy zabraknie inteligencji, rozumu, myślenia- rodzą sie patologie > i tragedie rodzinne. Święte słowa - vide tatuś, który wpakował dzieci pod autobus. Tylko co to ma wspólnego z niechęcią do macierzyństwa? Można nie cierpieć niańczenia niemowląt i nie zrobić dziecku krzywdy a można lubić i zrobić ogromną z braku wiedzy, rozumu, empatii. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 02.01.11, 15:04 Ale pamietaj o jednym - jesli niedźwiedzica nie podchodzi entuzjastycznie do macierzynstwa, to jej mlode giną. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 02.01.11, 15:22 > Ale pamietaj o jednym - jesli niedźwiedzica nie podchodzi entuzjastycznie do ma > cierzynstwa, to jej mlode giną. ??? A niby dlaczego? Nie piszemy tutaj o odrzuceniu fizycznym potomstwa przez matkę. Niedźwiedzica (w naturze, nie w niewoli) jak ma młode, to je wychowuje najlepiej jak potrafi. Entuzjazm jej do tego niepotrzebny. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 02.01.11, 16:48 Myślę, że skoro WIESZ jaka intencja przyświeca mi w pisaniu w tym wątku i WIESZ co czuję i czy oceniam czy nie, to nie ma sensu dalsza dyskusja z Tobą. Pozytywne reakcje na słowa bohaterki ? Nie zauwazyłam. RAczej wyrażenie zgody na to, że macierzyństwo nie dla każdego jst slodkie. Były tez głosy krytyki wobec postawy bohaterki a nie wobec tego, że ma odwagę mówic, krytykę toksyczności, chłodu emocjanlnego a nie tego, że wyraziła opinię o macierzyństwie. Jednakże rozumiem dlaczego tak bardzo jej bronisz. Tak jest łatwiej. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 02.01.11, 15:45 Dramat i > różnica polega tylko i wyłącznie na tym, że z tej roli nie mogę się wypisać. Nieprawda - niechęć do pełnienia tej roli przekłada się na stosunek do dziecka, tych spraw się nie da rozdzielić. Kurze po kątach nie cierpią, że nie masz czasu czy chęci zająć się nimi kiedy trzeba, albo że zjamujesz sie nimi z niechęcią, byle mieć z głowy - dziecko owszem. Jednocześnie się zgodze, że matek źle czujących sie w swojej roli jest całkiem sporo. Mnie to przeraża. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 02.01.11, 11:24 z_lasu napisała: nie pasuje do wi > zerunku zawsze pięknych, młodych i zdrowych ludzi. A tylko tacy mają teraz praw > o istnieć w przestrzeni publicznej. Z tego też powodu z przestrzeni i świadomoś > ci publicznej usuwa się te "nieprzyjemne" aspekty macierzyństwa. Dziwne. Podobnie jak Ciebie, wymóg by być zawsze młodą, zdrową, szczęsliwą, i powszechne udawanie, że tak jest, budzą we mnie bardzo silny opór. Z drugiej strony mam wrażenie, że o macierzyństwie pisze się ostatnio z jednej tylko, najciemniejszej strony. Ale może to dlatego, że czytuje głównie "Wyborczą" z dodatkami? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:12 Nie mam nic przeciw temu, zeby mowić, ze macierzństwo jest nie zawsze wesolutkie, ze wymaga pracy i ze doprowadza do szału. Tylko to trochę co innego, niż powiedzenie, ze macierzyństwo to 'umieranie" - to po prostu pewna zmiana w życiu, co wiecej zmiana, która zazwyczaj jest efektem wyboru i decyzji. Podobnie można mowic, ze małżeństwo to "umieranie" - też wymaga rezygnacji z wielu całkiem fajnych rzeczy. Rozumiem, ze mozna podjąć nietrafiona decyzje i wtedy macierzyństwo jest bardziej więzieniem, niż radoscią. Nie rozumiem, jak można taką decyzję podjąć dwa razy. Co do toksycznosci - nie wyobrazam sobie bardziej toksycznego zachowania własnej matki, niż ogloszenie przez nią całemu światu, ze macierzyństwo to udreka. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:22 Ależ Wam to "umieranie" i "odradzanie" doskwiera... Toż to nie jest nic nowego, ten motyw pojawia się dość często...nawet Tybetańskiej Księgi Umarłych nie czyta się li i jedynie w przypadku wizji śmierci jako takiej- jakakolwiek zmiana w życiu może być traktowana jako swoiste "przejście"... Nie wiem, dlaczego ja widzę w tym umieraniu i odradzaniu się pewną nadzieję, wzbogacenie wewnętrzne...cholera, może nawet pewien rozwójp Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 19:51 kali_pso napisała: > > Ależ Wam to "umieranie" i "odradzanie" doskwiera... > Toż to nie jest nic nowego, ten motyw pojawia się dość często...nawet Tybetańsk > iej Księgi Umarłych nie czyta się li i jedynie w przypadku wizji śmierci jako t > akiej- jakakolwiek zmiana w życiu może być traktowana jako swoiste "przejście". > .. > > Nie wiem, dlaczego ja widzę w tym umieraniu i odradzaniu się pewną nadzieję, w > zbogacenie wewnętrzne...cholera, może nawet pewien rozwójp Bo patrzysz na to przez pryzmat filozofii tybetańskiej, A w niej-z całym szacunkiem osoby na której temat prowadzimy dyskusję- nie ma miejsca na depresję, mroczność, racjonalizm i logikę. Jest refleksja, medytacja, pozytywne aspekty życia, i przede wszystkim0 szacunek dla żywych i zycia. Slowa tej kobiety o dzieciach nie jawią mi się jako pełne miłości, szacunku dla życia,,wręcz przeciwnie.. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:18 Nie, ja nie patrzę przez pryzmat TKU. A tutaj podałam to jako przykład przejścia w bogatszy wymiar duchowy, o czym sama autorka mówi. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:05 Bardzo mi przykro ale w tym co pisze autorka nie zauwazyłam niestety głębszego wymiaru duchowego Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:28 > Nie rozumiem, jak można taką decyzję podjąć dwa razy. A ja rozumiem. Jeśli kobieta została matką i macierzyństwo okazało się dla niej koszmarnym doświadczeniem, to decyzja o drugim dziecku już niewiele zmienia. Matką i tak będzie już do końca życia. I może dojść do wniosku, że drugie dziecko rozwiąże część jej problemów. Co oczywiście może okazać się złudne, ale... tonący brzytwy się chwyta. A biorąc pod uwagę, że p. Cusk miała dzieci rok po roku można przyjąć, że nie była to do końca świadoma decyzja (o ile w ogóle była to decyzja). > Co do toksycznosci - nie wyobrazam sobie bardziej toksycznego zachowania własnej > matki, niż ogloszenie przez nią całemu światu, ze macierzyństwo to udreka. Tu się zgadzam. I pewnie jest to jeden z powodów "zmowy milczenia". Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:57 I w tym wypadku uwazam, ze to coś więcej niż skandaliczna glupota - to jest po prostu potraktowanie dziecka całkowicie instrumentalnie, brak elementarnej dojrzałości i odpowiedzialnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:07 z_lasu I może dojść do wniosku, że drugie dziecko rozwiąże część jej problemów. Co oczywiście może okazać się złudne, ale... tonący brzytwy się chwyta Jeśli tak, to jest to wlaśnie dowod jej problemow z samą sobą i swymi emocjami.. A biorąc pod uwagę, że p. Cusk miała dzieci rok po rok > u można przyjąć, że nie była to do końca świadoma decyzja (o ile w ogóle była t > o decyzja). bohaterka sama przyznaje jakie były motywacje posiadania dziecka- poczęcie bylo w pełni planowane, przemyślane, przeprowadzone w konkretnym celu Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:40 Nie, ona pisze, że ma świadomość, że to racjonalizacje - a decydowały impulsy. Tak czy inaczej, jej decyzja o urodzeniu drugiego dziecka, i to natychmiast po pierwszym, wydaje mi się obłędna. Ona po prostu powtórzyła los swojej matki - i sądzę, że nawet jeśli to była decyzja świadoma, to jedynie pozornie. Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:36 I pewnie jest to jeden z powodów "zmowy milczenia". Ale dla mnie ta powszechna "zmowa milczenia" to jakaś projekcja autorki. Cieszę się, że jestem matką, ale nigdy nie miałam problemów z wyrażaniem negatywnych emocji związanych z macierzyństwem. Moje koleżanki też nie. Btw. całkiem na odwrót, niz pisze Verdana, bycie matką dorosłych dzieci jest dla mnie bardziej frustrujące niż bycie matką maluchów Odpowiedz Link Zgłoś
ylunia78 Re: I co wy na to? 02.01.11, 22:46 chyba do tych słów muszę się przyłączyc.... Jakby wyjete z moich ust Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:17 kawka74 napisała: > Czyli jeśli ktoś mówi o negatywach macierzyństwa, to znaczy, że podąża za modą? > Widocznie tak, a to z kolei wynika z glebokiego tkwienia w stereotypach dotyczacych macierzynstwa, i nie tyle zmieniania pieluch czy karmienia, ale tego co konkretnie czuja kobiety, ktore matkami sa i konfrontowania tych uczuc z okresu kiedy matkami nie byly. To wlasnie takie nie przyzwalanie kobiet-matek na bycie szczerym ze soba, a powiedzenie tego glosno jest brutalne do tego stopnia, ze nalezy zaprzeczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
marzeka1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:28 "Rozumiem, ze mozna podjąć nietrafiona decyzje i wtedy macierzyństwo jest bardziej więzieniem, niż radoscią. Nie rozumiem, jak można taką decyzję podjąć dwa razy. " - o, z tym to zgadzam się z verdaną całkowicie! Bo RAZ można pomylić się, dać namówić, dać sę zwieść, ale kolejny raz?? Na forum pojawiają się często narzekające na udręki macierzyństwa i niekochanie dziecka posty forumki atowłaśnieja- ok, pomyliła się, źle wybrała, ale chyba 2 raz nie zdecyduje się na dziecko, bo PO CO? Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 13:41 "Zastanawiała się pani kiedyś, jak wyglądałoby pani życie, gdyby nie miała pani dzieci? [...]Pewnie bym więcej podróżowała, korzystałabym z tych wszystkich dóbr, z jakich korzystają dorośli single, ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy potrafiłabym nadać swojemu życiu jakąś strukturę. Nie wiem, czybym nie zwariowała, nie została narkomanką albo alkoholiczką. Dzieci nadają sens i strukturę każdej dziedzinie mojego życia, psychicznego również. I kiedy myślę o ludziach bezdzietnych, to wydaje mi się, że jednak coś ich omija, że w pewnym sensie ich życie jest bardziej statyczne, bardziej monotonne, a ja jednak przez ostatnie 11 lat odbyłam jakąś niezwykle intensywną podróż." Koniec cytatu. Czy tylko ja uważnie przeczytałam cały wywiad? Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 14:01 A bo ludziom wystarczy jedno zdanie, żeby sobie opinię wyrobić o całości. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 14:05 Właśnie widzę. Nie dziwię się moim uczniom, że rozwiązując test czytają teksty po łebkach albo wcale - przykład mają w domu. Odpowiedz Link Zgłoś
duzeq Re: I co wy na to? 01.01.11, 14:07 Nie, nie tylko Ty uwaznie przeczytalas ten wywiad. Ja tez. Ale ja sie z Toba zgadzam. Konkluzje a la lipcowa "narzkanie na macierzynstwo zrobilo sie trendi i dzezi" swiadcza badz o malym zrozumieniu tekstu badz o przeczytaniu tylko pierwszej strony wywiadu. Rowniez dziwi mnie niechec niektorych matek w pojeciu tego, ze miedzy widzeniem macierzynstwa jako "smierci" i wyrzeczenia sie dawnego zycia, a zrozumieniem, ze dzieci nadaja zyciu inny sens i inna strukture nie zachodzi zaden paradoks. Ze to tylko glosne wyrazenie sacrum i profanum macierzynstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
ally Re: I co wy na to? 01.01.11, 16:52 > Konkluzje a la lipcowa "narzkanie na macierzynstwo zrobilo sie trendi i dzezi" > swiadcza badz o malym zrozumieniu tekstu badz o przeczytaniu tylko pierwszej st > rony wywiadu. a także o tym, że lipcowa nie może znieść, kiedy ktoś delikatnie i pośrednio zasugeruje, że jej życie (tj. w tej chwili życie matki) nie jest najbardziej zajebiste z możliwych Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 17:51 ally napisała: > > Konkluzje a la lipcowa "narzkanie na macierzynstwo zrobilo sie trendi i d > a także o tym, że lipcowa nie może znieść, kiedy ktoś delikatnie i pośrednio za > sugeruje, że jej życie (tj. w tej chwili życie matki) nie jest najbardziej zaje > biste z możliwych a to dobre Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 19:46 angazetka napisała: > Moja przyjaciółka, świeżo upieczona matka, po przeczytaniu artykułu powiedziała > tylko: Nareszcie coś o mnie. i to mnie niepokoi. Nie fakt, że coraz więcej kobiet ma odwagę, śmiałość i chęć mowić, że macierzyństwo jest "przereklamowane', ale to, że coraz więcej kobiet tak odczuwa. Wydaje mi się, że może wynikać to z niedojrzałości emocjonalnej do macierzynstwa, zwielokrotnionej odpowiedzialności, podporządkowania swoich zachcianek istnieniu drugiej osoby i jej potrzebom. Fakt, że coraz więcej kobiet nie potrafi łagodnie przejść zmian, które wiążą sie z macierzństwem, nie potrafi sie odnaleźć w nowej rzeczywistości a wrećz jest w niej nieszczęśliwymi- nie świadczy o zdrowiu emocjonalnym. Nikt nie wmówi mi- może macierzynstwo ograniczylo mi horyzonty - że posiadanie dziecka to depresja, uwstecznianie, śmierć itp. Takie podejście bowiem świadczyć może o zaburzeniach w postrzeganiu świata, relacji z innymi ludźmi, itp. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 19:52 Pozostaje mi tylko podpisać się całkowicie. Rozumiem zmeczenie, rozumiem to, ze można mieć chwilowo dosyć, przygnebia mnie to, ze wiele osób odczuwa rodzicielstwo jako wyłącznie rezygnację z marzeń, zamiast spełnienia marzeń. Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:29 > Wydaje mi się, że może wynikać to z niedojrzałości emocjonalnej d > o macierzynstwa, zwielokrotnionej odpowiedzialności, podporządkowania swoich za > chcianek istnieniu drugiej osoby i jej potrzebom. A może z tego, że poród trwał kilkadziesiąt godzin, dziecko ciągle płacze, a ty nie wiesz, dlaczego i jesteś totalnie bezradna, hormony ci szaleją, nic nie możesz jeść, bo dziecko jest na wszystko uczulone, nieludzko chce ci się spać, a nie pośpisz dłużej niż trzy godziny jednym ciągiem itd.? Padasz na pysk, nie masz czasu, by ogarnąć własne uczucia, a do tego wszyscy ćwierkają, że to jest najszczęśliwszy moment w twoim życiu. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:38 Czyli niedojrzałość emocjonalna do macierzynstwa, zwielokrotniona odpowiedzialność, podporzadkowanie swoich zachcianek istnieniu drugiej osoby i jej potrzebom. To co opisałaś to niespecjalnie żadna nowość, chyba że ktos naczytal sie slodko pierdzących książek , wktórych dziecko jest różowym bobasem a nie srającym na żółto pomarszczonym ssakiem. To co opisałaś to fizjologia, trudna, bolesna, zyciowa. W takiej sytuacji ważna jest rola najbliższych- ale nie takich których opisałaś, którzy ćwierkają o cudzie i szcześciu. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:02 > podporzadkowanie swoich zachcianek istnieniu drugiej osoby Potrzeby fizjologiczne matki to zachcianki??? Bardzo interesujące podejście. Bo Angazetka pisała akurat o niemożności zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:19 Przecież możesz robić pod siebie, prawem niemowlęcia jest uwieszenie się matce na piersi, a pójście do toalety to zachcianka. Problem w tym, że życie po urodzeniu dziecka zmienia się diametralnie. Można sobie o tych zmianach czytać i teoretycznie być przygotowanym, ale praktyka pokazuje, że zderzenie dwóch konkretnych osobowości, matki i dziecka, z których każde ma określone potrzeby (nie zachcianki, potrzeby) i każde inaczej na różne rzeczy reaguje, to rewolucja nawet wtedy, jeśli się przeczytało sto książek o tym, jak bywa strasznie. Dlatego gadanie o dojrzałości emocjonalnej uważam za puste gadanie, bo nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy jest, czy nie jest dojrzały, zanim nie stanie oko w oko z konkretnym dzieckiem, nie jakimś, nie książkowym, nie takim, jak koleżanki, tylko własnym. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:02 I tu widzę kanał i przyczynę wszechogarniającej frustracji. Bo kiedyś matka, mająca sześcioro dzieci i gospodarstwo odkladała ryczace niemowlę na całe godziny. A póżniej matka - nawet troskliwa matka - zostawiała płaczace dziecko, zjadała obiad, o pójsciu do toalety nie wspomnę - i nie miala ani poczucia winy, ani świadomości, ze powinna byż na kazde zawołanie niemowlecia. Być może, dla niemowlecia lepiej, gdy matka nie ma czasu nawet na zalatwienie potrzeb fizjologicznych. Tylko wiele z takich matek ma absolutnie dosyć macierzyństwa. A lepiej dla dziecka, kiedy trochę poryczy jako niemowlę, a matka ma nadal chęci do bycia matką i cieszy ją wlasne dziecko... - Mops i kot img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:44 Dokładnie o tym samym pomyślałam. Kobiety same sobie zakładają ten łańcuch - co za problem włożyć stopery do uszu i pojść do toalety? Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:09 z_lasu napisała: > > podporzadkowanie swoich zachcianek istnieniu drugiej osoby > > Potrzeby fizjologiczne matki to zachcianki??? Bardzo interesujące podejście. Bo > Angazetka pisała akurat o niemożności zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. angazetka wymieniła kilka rzeczy. Mi akurat chodziło (w kwestii podporządowywania zachcianek skoro już to poruszyłaś) o np. dietę ze względu na alergie dziecia Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:14 A ja niepopularnie uważam, ze jeśli matka jest wykończona dietą, karmieniem to zdrowiej jest przejść na butelkę, niż 'dla dobra dziecka" znienawidzięć macierzyństwo. Najwyzsza pora, aby ktos uswiadomił młodym matkom, ze odpuszczenie sobie w pewnym zakresie nie zaszkodzi dziecku. Jesteś wykończona i nie masz sily iść na spacer - nie idź. Brak spaceru jeden dzień dziecka nie zabije. Nie masz ochoty na edukacyjna zabawę - wstaw dziecko do kojca i poczytaj książkę. Trudno odpuszczać sobie często i we wszystkim, ale dziś świadomość , ze niczego odpuscić nie wolno zabija radość z posiadania dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:20 Dokładnie! Zbyt wielka presja, idealizm, "bezstresowe wychowanie" itp....same sobie robimy krzywdę...a wystarczy po prostu KOCHAĆ siebie , by móc zdrowo KOCHAC dziecko..Umartwianie sie, szukanie negatywów, egoizm w negatywnym sensie itp- to nie wpływa zdrowo na nasze macierzyństwo. Znamy wszystkie równanie : szcześliwa matka=szczęsliwe dziecko. Więc uszczesliwiajmy również siebie - dziecko musi być na diecie?ok, próbuje dopóki mogę ale gdy organizm mówi stop-nie katuję sie. Karmienie piersią -ok, ale nie wbrew sobie, w momencie gdy czuję opór, chęc na zmianę- nie zmuszam sie do karmienia piersią. itp, itd Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:27 Ja się z tym absolutnie zgadzam. Tyle że nie tylko to zorientowanie na zaspokajanie potrzeb dziecka bez pozostawienia miejsca dla siebie jest powodem frustracji. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:32 I ja w swojej wypowiedzi do angazetki nie tylko do tego sie odniosłam. Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:45 > A ja niepopularnie uważam, ze jeśli matka jest wykończona dietą, karmieniem to > zdrowiej jest przejść na butelkę, niż 'dla dobra dziecka" znienawidzięć macierz > yństwo Oczywiście. Tylko o tym mówi się malo i po cichu. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:52 Zgodzę się, że odpuszczać warto. Wolałabym jednak, żeby odpuszczać raczej obowiązki "pozamatczyne" - i wszystko co tylko mozna podporządkować wygodzie własnej i dziecka. Mam wrażenie, że współczesna matka często chce być perfekcyjna we wszystkim, czym się zajmuje - a to się po prostu nie może udać. Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:44 Tak, potrzeba jedzenia czegoś więcej niż tylko pieczywa bezglutenowego i dżemu to oczywista zachcianka... Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:10 Nie, ja własnie jestem za tym, zeby pozamatyczynych, o ile dla matki sa wazne, tak latwo nie odpuszczać. Bo z tego zdecydowanie latwiej otrzymać społeczne rozgrzeszenie, tyle,z e czasem okazuje się, ze bardzo trudno pogodzić się z tym, ze odpuscilo sie pracę, albo hobby - bo na to szkoda czasdu "dziecko tak krotko jest małe". Ale potem dlugo jest duże, a matka ma już go kompletnie dosyć. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:50 Mam na myśli pozamatczyne obowiązki (czyli głównie te gospodarskie) - i przez parę pierwszych miesięcy. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:29 Nikt nie wmówi mi- może macierzynstwo ogranicz > ylo mi horyzonty - że posiadanie dziecka to depresja, uwstecznianie, śmierć i > tp. Takie podejście bowiem świadczyć może o zaburzeniach w postrzeganiu świata Tzn. nic nie zmieniło się w Twoim życiu? Bo oto i jedynie oto tutaj chodzi- o zmianę, tak dużą i silnie odczuwaną, że człowiek może poczuć się jakby w innym świecie, innym życiu i stąd to "umieranie". Być może niektóre z nas przechodzą to łagodniej, dla jednych będzie to lekki podmuch wiatru, dla innych prawdziwa wichura... Natomiast wywody na temat zaburzeń są moim zdaniem lekko przesadzone. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:16 kali_pso- czy Ci bąbelki jeszcze nie wyleciały z glowy ? Bo nie widzę związku między z tym co napisałam o uwstecznianiu, depresji i mroku ze zmianą w zyciu. Oczywiście, że zmieniło. I napisałam to w pierwszej swej wypowiedzi w tym wątku. Zmieniło na lepsze-a nie na gorsze. Widzę, że w Tobie poprzez pryzmat własnej wiedzy i filozofii (skoro znasz TKU to mniemam że wyznajesz filozofię zyciową w niej poruszoną, jesli sie mylę wyprowadz z błędu) i zauważyłaś w wypowiedzi bohaterki głębię i duchowość. Ja TKU również znam, ale duchowości nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie. Poczułam przygnebienie i współczucie dla tej nieszczesliwej kobiety. Tak o niej pomyślałam. "Ale ona jest nieszczęśliwa" > Natomiast wywody na temat zaburzeń są moim zdaniem lekko przesadzone. Być może lekko przesadziłam, nie przeczę. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:04 Nie przesadziłaś. "Neurotyczna osobowość naszych czasów" - ona to pisała kilkadziesiąt lat temu. Dzisiejsze młode mamy są pokoleniem wnuczek neurotycznych babek. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:00 kali_pso napisała: > Tzn. nic nie zmieniło się w Twoim życiu? > Bo oto i jedynie oto tutaj chodzi- o zmianę, tak dużą i silnie odczuwaną, że cz > łowiek może poczuć się jakby w innym świecie, innym życiu i stąd to "umieranie" > . Zmianę można postrzegać jako śmierć - ale też jako nowe narodziny. Albo rozkwit. > Natomiast wywody na temat zaburzeń są moim zdaniem lekko przesadzone. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:12 Być może mam sklerozę, nie wykluczam i tego. Ale jakoś nie przypominam sobie narodzin dziecka, jako "smierci" jakiejkolwiek części mojej osobowości, czy życia. Być moze dlatego, ze nie bylam nigdy rozrywkowa i towarzyska, ze pracowałam, ze nigdy nie bylam perfekcyjna. owszem, miewałam mordercze uczucia wzgledem dzieciecia, owszem, ciążyla mi odpowiedzilność i nie wierzylam, ze jeszcze się wyśpię, ale nie miałam wrażenia, ze cokolwiek "umarło" w moim życiu czy osobowosci. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:18 Widzę, że skleroza nam jednaka Ja to chyba powinnam się leczyć - kiedy urodziłam corkę zaczęłam uważać, że Wszechświat został stworzony po to, zeby ona mogła się na nim pojawić. Zupełnie serio - przy całej świadomości jak niedorzeczne to przeświadczenie, tkwiło (i tkwi) we mnie bardzo mocno i głęboko. Podobnie nie żałuje niczego, co wcześniej zdarzyło się w moim życiu, a było bolesne czy nieudane - gdyby moje życie potoczyło się inaczej, ona by się nie urodziła - więc po prostu inaczej byc nie mogło. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 02.01.11, 12:02 a ja byłam rozrywkowa i towarzyska- nadal jestem- i narodziny dziecka otworzyły nowe bramy. Pojawił się też wybór-albo zyć jak dawniej (mogłabym) albo żyć tak by bylo dobrze i mi i dziecku. I chyba się udało. Fakt, że zauważam ograniczenia, ktore sa związane z posiadaniem dzieci. Ale istnieją one tylko dlatego, że taki sposób wychowywania dzieic wybrałam. Mogłabym je znieść-poprzez nianie, mamki, opiekunki ale nie chcę. Nowe życie to..nowe życie Odpowiedz Link Zgłoś
pomarancza-1 Re: I co wy na to? 02.01.11, 21:37 Nikt nie wmówi mi- może macierzynstwo ogranicz > ylo mi horyzonty - że posiadanie dziecka to depresja, uwstecznianie, śmierć i > tp. Takie podejście bowiem świadczyć może o zaburzeniach w postrzeganiu świata, > relacji z innymi ludźmi, itp. Ale macierzyństwo dla wielu kobiet to jest depresja lub podobne depresji stany zwłaszcza w początkowym okresie macierzyństwa i wcale nie wynika to z zaburzeń w postrzeganiu świata i relacji z innymi luźmi. To jest cieżki okres dla wielu kobiet, które na dodatek są wpędzane w poczucie winy przez komentarze twojego pokroju... A co do uwstecznienia - to dla mnie czas kiedy tylko przebywałam z dzieckiem i nie pracowałam był uwstecznieniem... oczywiście jest to moja prywatna opinia Odpowiedz Link Zgłoś
sanciasancia Re: I co wy na to? 01.01.11, 14:01 Czytałam "Matherhood: A life's work" Cusk w końcówce ciąży, nie przejmując się wcale tekstami z tyłu okładki i opiniami w internecie (obrzydzi Ci macierzyństwo i nie będziesz chciała mieć dzieci) i bardzo mi się podobało (jak zresztą cała twórczość Cusk). Nie odstręczyło mnie od macierzystwa, nie przestraszyło, pamiętam z książki głównie strach i niepewność pierwszych miesięcy i szczerze mówiąc bardzo mi ta książka pomogła, bo pozwoliła mi wyrobić sobie dobre podejście do karmienia piersią, usypiania i zajmowania się dzieckiem, że przynajmniej to gładko zupełnie szło i mogłam się tym cieszyć. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 15:34 Artykuł wpisuje się w nurt od jakiegoś czasu z podziwu godną gorliwością praktykowany przez Wysokie Obcasy itp. - czyli macierzyństwo to udręka, małżeństwo to pomyłka, rodzina niepotrzebna, itd. Wynaleźli nawet jakiegos profesora, który przez trzy bite strony udowadniał, ze naprawdę praca moze przynosić taką satysfakcję jak nic innego w życiu, że rodzina to wsumie nie wiadomo po co, a zastąpić ją moze grono znajomych. Co do tej pani, ma prawo tak myśleć, ma prawo o tym pisać, to oczywiste. Nie wiem, ja tak nie miałam, nie czułam, że coś mi zostało zabrane. A wręcz przeciwnie. Owszem we wczesnym okresie bywałam zmęczona, niewyspna, ale wszelkie pozytywne aspekty posiadania dziecka przykrywały to. I prędzej bym umarła w jakiejs nudnej pracy, przekładając papierki czy coś tam licząc. Na szczęscie robotę mam dość ciekawą. Dlatego nie mówmy, ze ta pani odkrywa jakąś generalną i uniwersalną prawdę o macierzyństwie, bo to nieprawda. Nie wszystkich to dotyczy. Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 15:41 > Artykuł wpisuje się w nurt od jakiegoś czasu z podziwu godną gorliwością prakt > ykowany przez Wysokie Obcasy itp. - czyli macierzyństwo to udręka, małżeństwo t > o pomyłka, rodzina niepotrzebna, itd Proponuję najpierw przeczytać artykuł, a nie opierać się na jego tytule. Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 15:45 Artykuł czytałam jakis czas temu w papierowym wydaniu, mało o tej pani słyszam dużo, dużo wcześniej - dasz wiarę? Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 15:54 Nie dam, sorry, bo wnioski wyciągasz co najmniej dziwne Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 16:01 Dziwne? W takim razie ja też proponuję przeczytać mój post na spokojnie, bez zacietrzewiania się, może to coś da Odpowiedz Link Zgłoś
angazetka Re: I co wy na to? 01.01.11, 16:05 Nie zwykłam się zacietrzewiać w Nowy Rok Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 16:10 Dziwne, dziwne. Bo w wywiadzie nie ma ani słowa o tym, że rodzina jest niepotrzebna, a macierzyństwo to pomyłka (ani dosłownie, ani między wierszami). Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 18:46 > Bo w wywiadzie nie ma ani słowa o tym, że rodzina jest niepotrzebna, a macierzy > ństwo to pomyłka (ani dosłownie, ani między wierszami). Aaaa, napisałam, że ten wywiad WPISUJE się w nurt, a nie że jest w nim o tym, że rodzina jest niepotrzebna, itd. Wpisuje się w nurt opowieścią, że macierzyństwo to groza i umieranie ( a nie, że pomyłka), aczkolwiek oczywiście potem jest odrodzenie Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 19:19 Wiem, co napisałaś. Nadal uważam, że się mylisz ;p Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 19:50 Ale mylę się w czym? Że ja tak nie miałam i że nie wszystkie matki tak mają? Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:04 No cóż, ja jak biorę do ręki "wysokie obcasy" to mogę obstawiać w ciemno, że będzie coś o przeżytku jakim jest komórka społeczna zwana rodziną, albo o udrękach macierzyństwia właśnie, tudzież (na czasie) o zakłamaniu i beznadziejności Świąt rodzinnych (vide okładka ostatnich Obcasów Extra z wymownym tytułem "nie święta rodzina". Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:14 To jednak rzeczywiście zalezy od nastawienia czytającego, bo ja kiedy siegam po wysokie obcasy to mogę obstawiać w ciemno, że będzie o alternatywnych w stosunku do rodziny modelach życia, równie dobrych, równie dajacych mozliwości samorealizacji, o realnej wizji macierzyństwa , tudzież( na czasie) o zakłamaniu i beznadziejności Świąt w wykonaniu NIEKTÓRYCH rodzin. Można tak? Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:49 No można, tylko czemu czują się w obowiązku co roku przypominać o fałszu i rodzinnej (niektórych rodzin rzecz jasna) obłudzie Swiąt, a jakoś nie znajduję artykułów, że może być rodzinnie i świątecznie , ale zarazem ciepło, z dobrą atmosferą i miłością? Ale to tylko takie retoryczne pytanie, nie oczekuję odpowiedzi Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:50 Gazylion artykułów o rodzinnych miłych świętach znajdziesz w czasopismach dla rodziców ;p Odpowiedz Link Zgłoś
anulka.p Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:03 Kiedy ja juz nie kupuję pism dla rodziców od co najmniej od 5 lat! Ale mówisz, że tam jeszcze można znaleźć, że rodzina to nie takie ostatnie zło, a święta nie muszą być z piekła rodem? No to może jutro sobie zakupię jakieś dla pokrzepienia Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: I co wy na to? 01.01.11, 15:26 Uważałam, że kłamią, że są nietolerancyjne, brutalne w swoich ocenach, chamskie, opresywne. Kiedy krytykowały moją książkę, często używały strasznych, niecenzuralnych określeń. Nie umiały powiedzieć: 'OK, to jest jej wersja tej opowieści, moja jest inna'. O nie! Musiały atakować, z całą siłą. wypisz, wymaluj - jakbym o niektórych emamach czytała Odpowiedz Link Zgłoś
inguszetia_2006 Re: I co wy na to? 01.01.11, 16:31 Witam, Ja na to, że kobieta ma dużo racji. Raczej intuicyjnie to wyczuwam, niż racjonalnie, czyli dotknęła czułej struny. Jako że mam kaca-giganta, nie chce mi się wnikać głebiej;-P Pzdr. Inguszetia Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 16:56 To było jedno z najwazniejszych zdarzeń mego zycia: jechałam autobusem (127), siedziałam, pomyślałam: chciałabym być taką matką dla mego dziecka, jaką moja mama była dla mnie. 5 lat później urodziłam corkę i niezaleznie od wszelkich problemow, jakie od tamtego czasu w moim zyciu się pojawiły, mam bardzo silne i głebokie przekonanie, że od kiedy ona jest moje życie zmieniło się na lepsze, nieporównywalnie. I to może istota sprawy - moja matka nie była doskonała, element toksyczny też był, jak najbardziej, ale w sumie - wychodziło zawsze na wielki plus. I dokładnie tak samo moje macierzyństwo. BArdzo współczuję tej pieknej (naprawdę - w moim typie, z kobiet, których uroda mnie zachwyca) pani, podziwiam, że potrafi wypowiedzieć wszystko co czuje. Kiedy mówi, ze macierzyństwo może być i takie - absolutnie się zgadzam. Kiedy mówi, że odkrywa o nim prawdy uniwersalne, przypomina mi się czas, kiedy uważano, że tylko zaburzone, rozwiązłe kobiety mogą pragnąć seksu. Chodzi mi tez po głowie, że nie bez znaczenia jest urodzenie przez nią dwóch córek rok po roku. Odpowiedz Link Zgłoś
liberata Re: I co wy na to? 01.01.11, 17:21 Napiszę trochę patetycznie, ale obrazowo: Wydaje mi się, że "śmierć" spowodwana jest tym, że nasze serce nie należy już tylko do nas. Gnieżdżą się w nim dwie (1, 3, 5 ile kto ma) istotki, które już nigdy go nie opuszczą i stąd ta zmiana - śmierć i odrodzenie w nowym, innym wymiarze. I jest to niezależne od tego czy kobieta przeznacza cały swój czas na wychowanie dziecka, czy tylko 2 godziny po przyjściu z pracy zanim dziecko zaśnie. Odpowiedz Link Zgłoś
ona3010 Re: I co wy na to? 01.01.11, 18:58 ja sie zgadzam. Sa momenty ze mam powyzej kokary calego maciuerzynstwa i mysle o zyciu przed nim... jak dla mnie trafne. Coraz cześciej sobie uświadamiam że z każdym dniem, mam coraz więcej ludzi w dupie. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:04 Namnozyło się psychologów to piora ludziom mózgi w najprostrzych sprawach. Odpowiedz Link Zgłoś
nowel1 Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:11 Jasne; przed ich namnożeniem się ludzie byli w 99% szczęśliwi i spełnieni. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: I co wy na to? 01.01.11, 20:58 Nie roztrząsali zycia na pierdoły. Robili swoje Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:36 Własnie też o tym pomyslałam: nikt nie miał obowiązku być szczęśliwą, trzeba było robić swoje, po prostu. I jeszcze jedno: nigdy, ale to nigdy nie myslałam z nostalgią o czasach, kiedy jeszcze nie miałam dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: I co wy na to? 01.01.11, 21:41 Dla mnie dzieci to naturalna kolej rzeczy. Bez nich to byłoby jałowe umieranie. Tak to czuje. Odpowiedz Link Zgłoś
ciociacesia a ja tak 01.01.11, 22:52 > I jeszcze jedno: nigdy, ale to nigdy nie myslałam z nostalgią o czasach, kiedy > jeszcze nie miałam dziecka. i to wielokrotnie. ale ja w ogole czesto z nostalgia mysle o przeszlosci. i czesto brakuje mi swobody i wolnosci, i braku permamentnej odpowiedzialnosci Odpowiedz Link Zgłoś
mozyna Re: I co wy na to? 01.01.11, 22:39 Ja dopisze moze jeszcze jedno. Macierzynstwo, albo raczej rodzicielstwo ma swoje jasne i ciemne strony, czy tego chcemy, czy nie. I kiedy rodzic wyrazal czasami swoje zmeczenie z tego powodu, obawe, narzekal na to lub tamto byl traktowany jako zly rodzic. Zamykano mu tym usta, bo skoro zdecydowal sie na dziecko, to nie ma prawa narzekac. Dzis psychologowie zachecaja rodzicow do przyznania sie przed samym soba do tych emocji, porozmawiania na ten temat, bo tak zdrowiej dla nich i dla dziecka, bo dopiero uswiadomienie sobie pewnej kwestii pozwala konstruktywnie dzialac w tej sprawie. I okazuje sie, ze ogromna wiekszosc matek i ojcow przyznaje sie, ze doswiadcza takich negatywnych emocji na temat rodzicielstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:13 Z pewnością bardzo zdrowe dla dziecka dowiedzieć się, że jego narodziny kojarzą się matce ze śmiercią. Nie ma nic złego w "negatywnych" emocjach dotyczących konkretnych rodzicielskich sytuacji, natomiast uogólnione "doświadczanie negatywnych emocji na temat rodzicielstwa" budzi we mnie niepokój. Jakbym słyszała matkę jednej z moich koleżanek krzyczącą w złości: żałuję, że cię nie wyskrobałam! (nie takie rzadkie wcale). Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Mylisz pojęcia, Nanga. 01.01.11, 23:51 Negatywne doświadczenie macierzyństwa nie ma nic wspólnego z chamstwem i okrucieństwem wobec własnego dziecka. Tym bardziej nie ma nic wspólnego z umiejętnością panowania nad emocjami i językiem. A rzeczona pani mogła akurat bardzo pozytywnie przeżywać macierzyństwo, tylko w chwili gniewu tak właśnie postanowiła wyrazić swoje emocje. Przyczynek do dyskusji o empatii, a nie o "przykrym macierzyństwie". Matka, dla której macierzyństwo jest koszmarem, będzie to swoje podejście konsekwentnie, acz nieświadomie, sączyć córkom do ucha, starając się opóźnić ich macierzyństwo. > Z pewnością bardzo zdrowe dla dziecka dowiedzieć się, że jego narodziny kojarzą > się matce ze śmiercią. Nie sądzisz chyba, że psychologowie zalecają werbalizację tych skojarzeń przy dziecku. Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:01 > Matka, dla której macierzyństwo jest koszmarem, będzie to swoje podejście konsekwentnie, acz nieświadomie, sączyć córkom do ucha, starając się opóźnić ich macierzyństwo. To znaczy, że wszystko ze mną w porządku, bo mam bardzo pozytywne podejście do przyszłego macierzyństwa moich córek Jedyny "opóźniacz", jaki biorę pod uwagę, to zakończenie przez nie jakiegoś sensownego etapu edukacji. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:10 Niczego nie mylę. I tu, i tu, wyrażone jest dokładnie to samo: lepiej by było, gdyby cię nie było (albo: gdy cię nie było). I ganz pomada, czy się to sączy, czy o tym wrzeszczy, czy wypowiada "mądrymi" słowami. Pojecia mylą te osoby, które uznają postrzeganie macierzyństwa jako koniec "lepszego życia" za tożsame z doświadczeniami złości, zmęczenia, zniecierpliwienia, bezradności - całą masą uczuć, które w każdej relacji rodzic/dziecko od czasu do czasu się pojawiają. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:35 Hmmm, no ja jednak widzę dużą różnicę między "Żałuję, że cię nie wyskrobałam!" a "Nie spiesz się córeczko, jesteś jeszcze młoda, jeszcze zdążysz mieć dzieci, naciesz się życiem ..." Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 08:50 > naciesz się życiem ..." Przecież o tym właśnie dyskutujemy To, co napisałaś, to ewidentny przekaz, że można się cieszyć życiem tylko bez dzieci, bo potem życie się kończy. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 10:03 No tak Dobrze zrozumiałaś to, co napisałam A ja dobrze zrozumiałam temat dyskusji Przytoczone przeze mnie zdania miały uzmysłowić Nandze różnicę między nienawiścią do własnego dziecka a niechęcią do macierzyństwa. Bo to zdecydowanie nie jest to samo, a dyskutujemy - jak słusznie zauważyłaś - o tym drugim Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 11:36 No rzeczy w tym, że jestem absolutnie odporna na uzmysłowienie mi tej różnicy (choć nie myślę o nienawiści, a o braku akceptacji). Po prostu beton. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:36 > Pojecia mylą te osoby, które uznają postrzeganie macierzyństwa jako koniec "lepszego > życia" za tożsame z doświadczeniami złości, zmęczenia, zniecierpliwienia, bezradności - > całą masą uczuć, które w każdej relacji rodzic/dziecko od czasu do czasu się pojawiają. A tu się zgadzam w pełni. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:44 No. Ale mnie nie przyszłoby do głowy mówić "zaczekaj z macierzyństwem, najpierw naciesz się zyciem". Macierzyństwo jeśli jest, jest częścią życia - albo umiemy się nim cieszyć, albo nie. Zresztą sama Cusk mówi: Zastanawiała się pani kiedyś, jak wyglądałoby pani życie, gdyby nie miała pani dzieci? Oczywiście, a pani nie? Każdy to robi. Pewnie bym więcej podróżowała, korzystałabym z tych wszystkich dóbr, z jakich korzystają dorośli single, ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy potrafiłabym nadać swojemu życiu jakąś strukturę. Nie wiem, czybym nie zwariowała, nie została narkomanką albo alkoholiczką. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:19 A rzeczona pani wychowała głęboko nieszczęśliwą, neurotyczną kobietę. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:31 Nie wątpię. Ale niekoniecznie dlatego, że postrzegała macierzyństwo jako "koniec lepszego życia". Nawet jeśli skutecznie wmówiła córce, że tak było, to sama wcale nie musiała tak myśleć. Przemoc psychiczna wobec dzieci nie ma nic wspólnego z negatywnym doświadczeniem macierzyństwa. Jestem absolutnie pewna, że sadyści przyjmują rodzicielstwo z dużą radością. To jest zupełnie inny przypadek, niż matka, która jest macierzyństwem zszokowana i nie potrafi się w nim odnaleźć, ani siebie w nowej roli zaakceptować. SIEBIE! Negatywne doświadczenie macierzyństwa nie skutkuje automatycznie nienawiścią do dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 00:49 Myślę, że jesteśmy w stanie akceptować dziecko w takim tylko stopniu, w jakim akceptujemy samych siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 10:15 Bardzo ładne zdanie Ale jak dla mnie trochę mało konkretne. Sądzę, że na świecie jest tylko garstka ludzi, którzy akceptują siebie "do końca" z całym dobrodziejstwem inwentarza. Reszta w mniejszym lub większym stopniu czegoś w sobie nie akceptuje. I wcale nie jestem pewna czy to źle. To im bynajmniej nie przeszkadza być całkiem dobrymi rodzicami. Tak więc zdanie nic do dyskusji nie wnosi Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 11:34 Ale na pewno wpływ na dziecko ma to, czy akceptujemy siebie same właśnie w roli matki. Nie ma co się oszukiwać: jeśli nie akceptuję siebie-matki, nie akceptuję osoby, która mnie w tej roli obsadziła. Odpowiedz Link Zgłoś
jkk74 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 11:55 nanga z całym szacunkiem, ale w roli matki obsadziłam się sama z pomocą szanownego małżonka... dziecko to efekt końcowym naszych działań... co do meritum - już kiedyś to pisałam i to tu na forum - gdyby dane mi było przeżyć życie raz jeszcze z tą wiedzą i doświadczeniem które mam, podejrzewam że nie zdecydowałabym się ani na trwały związek z jednym mężczyzną ani na posiadanie dzieci, ale skoro podjęłam te decyzje i podjęłam je w pełni świadomie, to staram się być i dobrą, kochającą żoną i dobrą, kochającą matką... kocham swoją rodzinę i o nią dbam... co nie zmienia faktu, że umiem (i nie mam odwagi) powiedzieć o ograniczeniach jakie mi stawia jej posiadanie, o zmianach (bardzo dużych) jakie zaistniały w moim życiu... gdzieś zatarła się ta dawna "ja" (mogłabym nawet napisać że "umarłam" w wersji sprzed posiadania rodziny), dziś jestem kimś zupełnie innym, cały czas próbuję się dopasować do nowego wcielenia i wierz mi, nie jest mi łatwo... ale staram się... i daję sobie prawo do złości, frustracji, niezadowolenia i tęsknoty za życiem "przed"... czy z tego powodu jestem złym człowiekiem? złą żoną? złą matką??? raczej nie... dodam jeszcze, że gdy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem NIKT wokół mnie nie mówił o ciemnych stronach ciąży i macierzyństwa - słyszałam jakie to piękne uczucie poczuć ruchy dziecka (ano piękne, ale ciągłe rzyganie, zgaga paląca tak bardzo że płakałam, rozpychanie się malucha po wnętrznościach, ze szczególnym uwzględnieniem pęcherza - to już nie jest takie "piękne")... że maluch jest taki cudny, kochany i słodki (ano jest - jak śpi i jeść nie woła...)... że karmienie piersią to takie piękne przeżycie, dające poczucie bliskości matki i dziecka (też prawda, tylko te nawały mleka i poranione sutki... ech...)... i tak miałam szczęście, bo uniknęłam kolek, ciągłego wiszenia na cycku, chorób, kłopotów, babyblusa w wersji hard czy innej depresji... widzę w posiadaniu dzieci i dobre i złe strony... widzę ile potrafi dać bycie matką, i bynajmniej nie jest ani uwsteczniające ani ogłupiające (o ile się nie przestaje być kobietą)... a ciągłe pianie o cudzie ciąży i macierzyństwa, o tym jak to jest li i jedynie radosne i wspaniałe można poczytać bądź usłyszeć w KAŻDYM czasopiśmie/programie o dzieciach i mamusiach WO może przesadza z tym demonizowaniem ciąży i macierzyństwa, ale wśród natłoku tych słodko-pierdzących info o cudzie narodzin potrzeba jakiegoś równoważnika... moim zdaniem lepsze to niż nic... ale to tylko moje zdanie Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 12:50 Wy podjęliscie decyzję i zmajstrowaliście dziecko - ale to ono, swoimi potrzebami, wymusza to wszystko, co na "rolę matki" się składa. Tak to rozumiem. Bardzo możliwe, że mam skrzywiony obraz - z prasy kobiecej czytuje wyłącznie WO. BYć może też macierzyństwo obeszło sie ze mną wyjątkowo laskawie - nie rzygałam, czułam się lepiej niż kiedykolwiek w życiu, a kiedy "nienarodzona" wpychała mi coś pod prawe żebro, powodując ostry bol, po prostu ją przepychałam na drugą stronę. Nie wiem, co to poranione sutki i karmienie było dla mnie wielkim pozytywnym przeżyciem - chociaż doznałam też okropnej frustracji ostatniego wieczornego karmienia, kiedy corka traktowała mnie jako smoczek, nie puszczała od siebie, i owszem, pamietam, że chwilami bylam udręczona i wściekła, i szczęśliwa, kiedy nauczyła się zastępować moja pierś własnymi paluszkami, i pamiętam, że kiedy miala rok-dwa miewałam zupełnie dosyć nieustannego czuwania nad nią, z rozkoszą poszłam (na parę godzin tygodniowo najpierw, taki miałam luksus) do pracy, zostawiając dziecko z niania. Znam frustrację jaką budzi uwiązanie do dziecka i dlatego nie zdecydowałam się na drugie. Nikomu nie odmawiam prawa do chwil frustracji, wsciekłości, zniechęcenia. Ale bilans wypadający ujemnie budzi mój niepokój. Odpowiedz Link Zgłoś
jkk74 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 19:36 nangaparbat3 napisała: > Wy podjęliscie decyzję i zmajstrowaliście dziecko - ale to ono, swoimi potrzeba > mi, wymusza to wszystko, co na "rolę matki" się składa. Tak to rozumiem. podjęliśmy decyzję o dziecku z pełną świadomością tego, że ZMIENI nasze życie... tyle że ja złudnie wierzyłam, że ta zmiana nie będzie aż tak drastyczna (do tego doszłam już PO urodzeniu dziecka)... > Bardzo możliwe, że mam skrzywiony obraz - z prasy kobiecej czytuje wyłącznie WO. > BYć może też macierzyństwo obeszło sie ze mną wyjątkowo laskawie - nie rzygałam > , czułam się lepiej niż kiedykolwiek w życiu, a kiedy "nienarodzona" wpychała m > i coś pod prawe żebro, powodując ostry bol, po prostu ją przepychałam na drugą > stronę. Nie wiem, co to poranione sutki i karmienie było dla mnie wielkim pozyt > ywnym przeżyciem - chociaż doznałam też okropnej frustracji ostatniego wieczorn > ego karmienia, kiedy corka traktowała mnie jako smoczek, nie puszczała od siebi > e, i owszem, pamietam, że chwilami bylam udręczona i wściekła, i szczęśliwa, ki > edy nauczyła się zastępować moja pierś własnymi paluszkami, i pamiętam, że kied > y miala rok-dwa miewałam zupełnie dosyć nieustannego czuwania nad nią, z rozkos > zą poszłam (na parę godzin tygodniowo najpierw, taki miałam luksus) do pracy, z > ostawiając dziecko z niania. Znam frustrację jaką budzi uwiązanie do dziecka i > dlatego nie zdecydowałam się na drugie. > Nikomu nie odmawiam prawa do chwil frustracji, wsciekłości, zniechęcenia. Ale b > ilans wypadający ujemnie budzi mój niepokój. przy pierwszym dziecku rzygałam non stop do końca I trymestry, nawet po wypiciu wody... wiem co to paląca zgaga, zaparcia, wzdęcia, zatwardzenie tek bolesne, że załatwiasz się krwawiąc... wiem co to pogryzione sutki, a osłonki odkryłam sama w sklepiku - ani położna w szpitalu, ani żadna pielęgniarka, ani nikt inny mi nie podpowiedział że tak można... wiem co to nieprzespane noce mimo że moje dziecko domagało się piersi co ok 3 godziny... ale czułam się też szczęśliwa, w jakiś dziwny sposób spełniona... spacery z mała były wspaniałe, błogosławiłam brak kolek itp sensacji, błogosławiłam pampersy, laktator i osłonki na piersi bo bardzo ułatwiły i uprzyjemniły mi bycie matką... to że zostałam matką nie zabrało mi kobiecości...nie straciłam koleżanek, nadal spędzałam z nimi wieczory w knajpkach (tyle że przy soku anie drinku ), dbałam o swój wygląd... tyle że pewnie miałam ogromne szczęście, bo mąż bardzo mi w tym pomagał i nadal pomaga... dzięki temu moje macierzyństwo jest mimo wszystko udane... a bilans mam na plus... w takich artykułach jak ten zalinkowany nie dopatruję się drugiego dna, nie biorę każdego słowa dosłownie... czytam całość i dopiero z tej całości wyłania się pewien obraz... tutaj - kobiety, dla której macierzyństwo okazało się końcem pewnego etapu życia, sprawiło że "umarła" w tej postaci jaką byłą przed narodzinami dziecka... ale przecież pisze tam ,że odkryła się na nowo, może nie zawsze w 100% szczęśliwa ale ostatecznie przyjęła na siebie odpowiedzialność za soje dzieci... kocha je zajmuje się nimi... a ze ma odwagę się poskarżyć? ja się nie skarżyłam... moja matka powtarzała "nie ty pierwsza urodziłaś nie ostatnia, inne dały radę to i ty dasz"... a teksty w stylu "za moich czasów..." dobijały mnie tak wtedy jak i dzisiaj... i walczę z tym, bo sporo się od tych "moich czasów" zmieniło i matki nasze, babki, ciotki jeśli nie umieją tego zrozumieć to lepiej niech siedzą cicho... ot choćby ostatnio w święta po raz kolejny toczyłam "wojenkę" (z przymrużeniem oka oczywiście) z babką mojego męża i teściem właśnie na temat tych "moich czasów..."... dla nich nie ma różnicy czy dziecko rodziła dwudziestolatka w ruinach Warszawy czy rodzi je teraz trzydziestoparolatka w szpitalu aha babka sama przyznała że to pierwsze bardzo chciała mieć, za wszelką cenę... kolejnego już nie bo czas i miejsce było złe to się pozbyła "kłopotu"... ot tak, po prostu... ja żyję w innych czasach i mam własne przemyślenia na pewne tematy i mam do tego prawo... tymczasem zostałam przy wigilijnym stole niemal zaszczuta... może właśnie dlatego wiele kobiet woli nic nie mówić o swoich problemach ciążowych i macierzyńskich, po to właśnie aby nie czuć się jak zaszczute, nic nie warte zwierzę... Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 20:43 To mamy zupełnie inną perspektywę. Kiedy przeżywałam macierzyński kryzys, moja babcia (rocznik 1900) naciskała, żebym szła do pracy, a rodzice podjęli się opłacić nianię, bo przędlismy cieniutko, to zresztą w mojej rodzinie już niemal tradycja - dziadkowie fundują nianię, bo babcie pracują zawodowo. W wywiadzie z Rachel Cusk nie do przyjęcia jest dla mnie to co mówi tutaj: I choć jestem przyzwyczajona do tego, że wiele rzeczy, które są proste dla innych, dla mnie okazuje się trudne, to akurat tutaj miałam wrażenie, że w doświadczenie macierzyństwa te trudności są wpisane, że niektóre uczucia, które się rodzą, są uniwersalne - tak jak niepewność, lęk, poczucie straty. Teraz jestem pewna, że tak jest, że dla każdego to jest trudne. Ale tym, czego nie wiedziałam, jest to, że kobiety podpisują taki pakt same ze sobą, z innymi kobietami i jako grupa kobiet z innymi grupami ludzi - na utrzymanie tej umowy idą ogromne pokłady energii. Ten pakt dotyczy tego, że kiedy stajemy się matkami, to umieramy - i wszystkie to wiemy, ale nie będziemy o tym mówić. W przeciwieństwie do niej, zaszłam w ciążę tylko i wyłącznie po to, żeby mieć dziecko. Zero przemyśleń, zero roztrząsania - czysty instynkt. I w przeciwieństwie do niej ani przez chwilę nie myślałam, że coś się skończyło, umarło, poniosłam stratę. Na odwrót. I to wszystko na poziomie ciała, emocji, bez rozmyślań i racjonalizacji. A Cusk mowi mi, że to nieprawda. Że kłamię. Traktuje mnie tak, jak sama nie chce byc traktowana. Jej nie pozwalano odczuwać bólu i złości, ona nie pozwala odczuwać radości i szczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
jkk74 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 22:06 nangaparbat3 napisała: > To mamy zupełnie inną perspektywę. myślę że o to właśnie rozbija się cała dyskusja... o to że mamy różne perspektywy, różne doświadczenia... jedne tak jak ty słyszą - ok, pomożemy, rozumiemy że ci trudno... inne tak jak ja słyszą - miliony kobiet dały radę to i ty dasz... > W przeciwieństwie do niej, zaszłam w ciążę tylko i wyłącznie po to, żeby mieć d > ziecko. Zero przemyśleń, zero roztrząsania - czysty instynkt. I w przeciwieństw > ie do niej ani przez chwilę nie myślałam, że coś się skończyło, umarło, poniosł > am stratę. Na odwrót. I to wszystko na poziomie ciała, emocji, bez rozmyślań i > racjonalizacji. > A Cusk mowi mi, że to nieprawda. Że kłamię. Traktuje mnie tak, jak sama nie chc > e byc traktowana. Jej nie pozwalano odczuwać bólu i złości, ona nie pozwala odc > zuwać radości i szczęścia. myślę że Cusk zwyczajnie uogólniła pewne swoje i nie tylko swoje przemyślenia cóż my ludzie mamy taką tendencję, że lubimy uogólniać... myślę że i ona decydując się na dziecko nie przewidywała tornada jakie przejdzie przez jej życie, nie przewidywała zniszczeń jakie powstaną, ani tego że pewnych strat nie da się zrekompensować... ja akurat potrafię ją jakoś zrozumieć, bo mimo że ciążą była chciana i planowała, to jednak spowodowała w moim życiu takie właśnie tornado... z opanowaniem sytuacji "po" poradziłam sobie z pomocą męża... nikt inny mi nie pomógł... ani z własnej woli ani o tę pomoc poproszony... tak bywa... wiem że liczyć należy przede wszystkim na siebie, ale miło jest czasem wiedzieć że masz wsparcie najbliższych - rodziców, teściów... kiedy tego brakuje nie tylko zmagasz się z tornadem macierzyństwa ale i z pustką jaką funduje ci rodzina... całość - zebrana cuzamen do kopy daje czasem takie właśnie skrajne odczucia, które autorka nazwała "umieraniem ja"... Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 22:29 Ależ ja to potrafię zrozumieć, potrafię nawet zrozumieć, ze ktos zdecydował się na dziecko, a potem żałuje - przekonał się, ze to nie jest życie dla niego. Tylko, że nie nalezy wtedy mowić "To własciwie nie jest mój problem, to problem uniwersalny, wszyscy tak mają, tylko milczą - ja jedna o tym mowię, bo jestem odwazna". Po pierwsze dlatego, ze to nieprawda, taka sama, jak to,z e zawsze macierzyństwo jest sielanką. Po drugie i znacznie wazniejsze - uznanie takiego postrzegania macierzyństwa zza uniwersalne to sygnał, ze nic zmienić nie można, ze tak po prostu jest i nie ma w tym niczego zlego. Niestety jednak jest - bycie dzieckiem matki , ktorej zepsuło się życie, choćby ta matka starała się jak moze, jest nieszczęściem. Albo przynajmniej - może być. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 22:57 Po drugie i znacznie wazniejsze - uznanie takiego po > strzegania macierzyństwa zza uniwersalne to sygnał, ze nic zmienić nie można, z > e tak po prostu jest i nie ma w tym niczego zlego. Ano właśnie. Ja bym namawiała, żeby zamiast uznawać, ze tak być musi, zrobic co tylko mozna, by nasze córki nie przerabiały tego samego co my. Żeby nie zapomnieć, jak bardzo potrzebowałysmy wsparcia i zrozumienia, a także zwyczajnej pomocy, jak bardzo raniły nas niektóre słowa czy gesty, nie powielać ich, dojrzeć tak aby wspierać córkę, a nie chronić przed nią wnuki (co się wielu babciom zdarza). Odpowiedz Link Zgłoś
jkk74 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 03.01.11, 08:45 verdana napisała: > Tylko, że nie nalezy wtedy mowić "To własciwie nie jest mój problem, to problem > uniwersalny, wszyscy tak mają, tylko milczą - ja jedna o tym mowię, bo jestem > odwazna". o to to... zgadzam się w 100%... gdyby w swoich twierdzeniach mówiła, ze "wiele kobiet tak ma, jedne odczuwają to mocniej inne słabiej", to byłoby do zaakceptowania, ale Cusk uogólnia przeprojektowuje swoje odczucia na WSZYSTKIE kobiety, któż decydują się na macierzyństwo... > Po drugie i znacznie wazniejsze - uznanie takiego postrzegania macierzyństwa zza > uniwersalne to sygnał, ze nic zmienić nie można, ze tak po prostu jest i nie ma w tym > niczego zlego. tu też się zgadzam... bo czym innym jest przyznanie się do błędów i próba ich naprawienia a czym innym stwierdzenie "sorki, pomyliłam się, już nie chcę tego bejbe, martwcie się sami co z tym fantem teraz zrobić"... podsumowując - to, że wiele kobiet ma kłopot z akceptacją swojego nowego "ja" jak matki to fakt, tyle że nie dla każdej jest to aż taki problem... dla wielu jest to kwestia przeorganizowania swojego życia, tak aby było w nim miejsce i na bycie mamą, i na bycie żoną, i na bycie koleżanką i na bycie pracownicą (czy tam biznesłoman jak kto woli)... jedne uporają się z tym w parę tygodni, inne potrzebują miesięcy a nawet lat... problemem jest to, że media w każdej postaci serwują nam słodko-pierdzącą pakę o cudnym życiu, wspaniałym macierzyństwie, zawsze udanych małżeństwach, wspaniałych rodzinach, rzeszy przyjaciół pomagających nawet gdy sami nie prosimy o pomoc... przełamywanie tego "cudownego" obrazka jest trudne, ale warto to robić... niemniej uogólnianie i twierdzenie że "wszyscy tak mają" jest dla mnie nie do przyjęcia... swoją drogą dyskusja odnośnie upublicznionych przemyśleń pani Cusk powinna dotyczyć właśnie tych uogólnień i projekcji "skoro ja tak mam, to NA PEWNO WSZYSCY tak mają" a nie samego problemu jako takiego, bo że wiele kobiet takie problemy (w różnym nasileniu) ma to fakt niezaprzeczalny... (dla jednej utyskiwanie w duchu, że się wysikać nie może to już jest problem, dla innej dopiero kiedy wrzaśnie przez drzwi "daj mi się do cholery wysikać" będzie problemem ) (trochę jak z tym reportażem o kobietach co zrezygnowały z leczenia nowotworu, aby donosić ciążę, potem podjęły leczenie, są zdrowe i git... niby prawda, ale połowiczna, wylukrowana i pełna niedopowiedzeń... do tego dotyczy tylko części kobiet w takiej sytuacji...) Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 03.01.11, 09:15 > problemem jest to, że media w każdej postaci serwują nam słodko-pierdzącą pakę > o cudnym życiu, wspaniałym macierzyństwie, zawsze udanych małżeństwach, wspania > łych rodzinach, rzeszy przyjaciół pomagających nawet gdy sami nie prosimy o pom > oc... Jakie media? Poradnik Domowy? Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 03.01.11, 09:24 > myślę że o to właśnie rozbija się cała dyskusja... o to że mamy różne perspektywy, różne doświadczenia... A Cusk dopuszcza tylko jedną perspektywę, co budzi zrozumiały sprzeciw, ale sprzeciwiać się nie wolno, bo to znaczy, że jesteś hipokrytką. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 14:25 > nanga z całym szacunkiem, ale w roli matki obsadziłam się sama z pomocą sza > nownego małżonka... Otóż to! To nie dziecko zdecydowało o tym, że będę matką, ale ja sama. I pretensje mogę mieć tylko do siebie. Nanga, spójrz na to z innej strony: nikt przy zdrowych zmysłach nie obarcza WINĄ dwulatka, że zachowuje się jak dwulatek, nawet jeśli zachowanie dziecka doprowadza go do szału. Matka, która ma swojego dziecka po dziurki w nosie nie zaczyna go trwale nienawidzieć tylko szuka odskoczni. W przypadku, gdy ogólny bilans wychodzi na minus to działa na tej samej zasadzie. Uważam, że moja decyzja o dziecku była błędem. Ale skoro ją podjęłam, to teraz muszę sprawę doprowadzić do końca najlepiej jak potrafię. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 12:03 A rzeczona pani mogła akurat bardzo pozyt > ywnie przeżywać macierzyństwo, tylko w chwili gniewu Coś ta chwila długo trwa bo dzieci mają 10lat.. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 12:55 Własnie. I mogą przeczytać to, co napisała... Nie jestem w stanie uznać, ze matce wolno oznajmiać światu, ze niespecjalnie cieszy ja macierzyństwa - do tego ma zaufane przyjaciółki, albo rodzinę. Nie jego pewne aspekty - moje dzieci świetnie wiedzą, ze nienawidzę karmienia piersią, bawienia sie z dziećmi, że przewijanie to dla mnie katorgą, a na macierzyńskim nie wytrzymnalam i poszłam do pracy... Ale to jest zupełnie cos innego, niż niechęć do bycia matką. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 14:41 > nienawidzę karmienia piersią, bawienia sie z dziećmi, że przewijanie to dla mnie katorgą, > a na macierzyńskim nie wytrzymnalam i poszłam do pracy... > Ale to jest zupełnie cos innego, niż niechęć do bycia matką. To ja chyba czegoś nie rozumiem. Może to rozumienie przyjdzie z wiekiem (dziecka). Jak na razie moje macierzyństwo składa się z karmienia piersią i innym żarciem, bawienia się z dzieckiem, przewijania już nie, ale podcierania tyłka, ciągłego napominania, żeby nie piszczał przeraźliwie, nie niszczył domu itd. oraz na bardzo bolesnych fizycznych kontaktach (bo dziecko jeszcze nie rozumie, dlaczego nie wolno skakać mamie na brzuch albo dlaczego rzucanie w mamę misiem to świetna zabawa, ale rzucanie ciężkim samochodem już nie). Oprócz tego składa się z całej litanii innych przyziemnych czynności okołodzieciowych, z których żadna nie sprawia mi przyjemności. Na inne przyjemności czasu już brak. Dla mnie całe dotychczasowe macierzyństwo to katorga. Czy to, co czuję, to coś innego niż niechęć do bycia matką? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 14:57 Dla mnie po prostu przyjemnoscią bylo bycie z dzieckiem, patrzenie jak się rozwija. Pierwszy spacer bez wózka - dokladnie z dwulatkiem - jest moim chyba najlepszym wspomnieniem w życiu. Okazało sie bowiem,z e wyszłam na spacer z dzieckiem, a wrocilam z przyjacielem. Z tym, ze ja nie ukrywam, iż moje dziecko bywały zdecydowanie karcone, gdy skakały mi na brzuch, albo rzucały samochodami. Naprawdę, macierzyństwo może być fajne tylko wtedy, gdy przyjmie się, ze ma być dobrze nie tylko dziecku, ale i mamie. I że lepiej casem ukarać, niż przestać lubić dziecko. Mysle, ze to co czujesz to raczej efekt presji bycia "matką dla dziecka", matka, ktora realizuje potrzeby dziecka, a nie własne. Bardzo radzę oddanie dziecka do żłobka lub znalezienie opiekubnki w trybie pilnym. Nawet kosztem obniżenia poziomu zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 15:18 > Bardzo radzę oddanie dziecka > do żłobka lub znalezienie opiekubnki w trybie pilnym. Błąd logiczny, Verdana. Ja nie "siedzę" z dzieckiem w domu. Pracuję, od kiedy Mały skończył 2 miesiące, tyle że w nienormowanym wymiarze. > moje dziecko bywały zdecydowanie karcone, gdy skakały mi na brzuch, albo rzucały > samochodami. Moje też jest. Tyle, że dziecko w tym wieku kieruje się impulsem, najpierw skacze, potem myśli. A jego energia rozsadza, a przy tym jest nieprawdopodobnie silny. Staram się go codziennie dobrze "wywietrzyć", no ale nie zawsze się da (zwłaszcza, gdy chory). > Dla mnie po prostu przyjemnoscią bylo bycie z dzieckiem, patrzenie jak się rozwija. Na to liczyłam decydując sie na dziecko. Niestety, nie czuję tego. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 15:52 A co jest z małym kiedy pracujesz? Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 14:50 > do tego ma zaufane przyjaciółki, albo rodzinę Otóż właśnie o tym pisze p. Cusk, że jest to tabu tak silne, że nie możliwości aby o tym porozmawiać z kimkolwiek w realu. Po lekturze tego wątku nietrudno zresztą zrozumieć dlaczego. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 14:59 Ależ nie - p[rawdę mówiąc jako posiadaczka dzieci od lat głównie rozmawiam ze znajomymi o niedogodnościach i kłopotach wychowawczych, a nie o radości macierzyństwa... I ostatnio widuję mlode dziewczyny z dziećmi także narzekajace na różne niedogodności. Nie widzę wcale "tabu". Choc byż może, powiedzenie "Żaluję, że to dziecko się urodziło" - jest tabu rzeczywiscie... Ale taka mysl to dla mnie sygnał, ze przydałaby się profesjonalna pomoc, a nie akceptacja tego uczucia. Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Mylisz pojęcia, Nanga. 02.01.11, 15:56 A ja nie rozumiem. Czym innym jest zwierzenie się bliskiej kobiecie z tego, jak przeżywa się macierzyństwo, czym innym oznajmianie, że odkryło się uniwersalną prawdę, a jak ktoś przeżywał inaczej, to kłamie. Odpowiedz Link Zgłoś
mozyna Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:52 Coz, interpretuj sobie "negatywne" jak chcesz... Dla Ciebie bedzie to "żałuję, że cię nie wyskrobałam!", dla innych bedzie to pewna ulga inawet radosc z powrotu do pracy, chec spedzenia tygodnia wakacji bez dzieci itp. Tłamszenie w sobie tych niekoniecznie milych odczuc, tylko z powodu presji spolecznej, ze nazwa Cie wyrodna/zla, bo odwazylas sie powiedziec, ze czasami po prostu czujesz sie zmeczona, zagubiona w nowej roli, masz dosyc, nachodza cie chwile slabosci... rodzi frustracje, co akurat dobrze sie na najblizszym otoczeniu nie odbija. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Re: I co wy na to? 01.01.11, 23:56 Niepotrzebnie to brutalizujesz. > Z pewnością bardzo zdrowe dla dziecka dowiedzieć się, że jego narodziny kojarzą > się matce ze śmiercią. Nie narodziny tego dziecka konkretnie tylko macierzyństwo jak stan- nadintepretujesz zwyczajnie. Odpowiedz Link Zgłoś
kali_pso Poza tym... 02.01.11, 00:02 ...jeszcze jedno, bo widać, że dyskusja zmierza w kierunku absurdu i uderzania w autorkę poprzez jej dzieci- pamiętasz sprawę Alicji Tysiąc i tej żałosnej hipokryzji płynącej z ust wszystkich tych, co to trzęsli się nad stanem emocjonalnym jej córki, bo dowiedziała się, że matka chciała ją wyskrobać? Tak pod rozwagę to daję... Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Poza tym... 02.01.11, 00:36 Fakt, że ten argument był podnoszony w ewidentnie złej wierze, nie wyklucza innego - że jej córka kiedys będzie musiała zmierzyc się z historią swego przyjscia na świat, i ze nie będzie to proste. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: I co wy na to? 02.01.11, 12:07 > Nie narodziny tego dziecka konkretnie tylko macierzyństwo jak stan- nadintepret > ujesz zwyczajnie. Czyli jo eszcze gorzej, bo nie tylko narodziny ale cały proces dorastania dziecka, wychowywania, każdy nowy etap od noworodka, poprzez niemowlęctwo, okres dziecięcy, okres starszy...Brawo dla pani.. Odpowiedz Link Zgłoś
mirkad Re: I co wy na to? 02.01.11, 20:14 popieram ja siebie też uważałam za nienormalną z moimi frustracjami po urodzeniu córki; i do tego mina mojego męża kiedy wykrzyczałam mu "jestem dla ciebie teraz żoną, matką twojej córki, a gdzie jestem w tym wszystkim JA?!" - też uważam że część starej mnie umarła (choć głównie wpływa miały na to problematyczna ciąża i poród 3 miesiące przed terminem) szkoda, że nie mogłam wtedy tego przeczytać................. Odpowiedz Link Zgłoś
jkk74 Re: I co wy na to? 02.01.11, 20:28 mirkad napisała: > ja siebie też uważałam za nienormalną z moimi frustracjami po urodzeniu córki; > i do tego mina mojego męża kiedy wykrzyczałam mu "jestem dla ciebie teraz żoną > , matką twojej córki, a gdzie jestem w tym wszystkim JA?!" - myślę że tu jest główny problem - mężowie narzekają, że po urodzeniu dziecka przestajemy się nimi interesować, ale z drugiej strony oni sami traktują nas wtedy jak matki swoich dzieci a nie swoje kobiety/kochanki (proszę nie doszukiwać się w tych określeniach negatywnych ocieni ) gdyby nadal dostrzegali w nas kobiecość, łatwiej byłoby im zrozumieć problemy macierzyństwa... a i nam łatwiej przychodziłoby wypowiadanie swoich strachów, złości, frustracji... ale to tylko część problemu... Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: I co wy na to? 02.01.11, 20:46 Mężczyźni i tak zachowuja się bardzo przyzwoicie jak na tę naszą kulturę, która brzydzi się ludzkim ciałem. Odpowiedz Link Zgłoś
thegimel Re: I co wy na to? 02.01.11, 22:29 Bo chyba często największy problem tkwi w otoczeniu. Byłaś kobietą, teraz jesteś matką. Dla bezdzietnych koleżanek robisz się nudna, mąż - z jednej strony traktuje żonę jak świętą karmiącą, z drugiej strony często żona się nim mniej interesuje, ma niższe libido, jest zmęczona. Dla szefa często wciąż młoda matka to pracownik gorszej kategorii. Ciotki, matki, babki, teściowe, sąsiadki wpędzają w poczucie winy - no jakże to, chcesz iść do kosmetyczki/na kawę/na piwo z kumpelami? A w gazetach/reklamach/serialach idealny obrazek - mamusia siedzi na sofie, karmi dzieciątko, nikocjany pachną, ptaszęta świergoczą. A w rzeczywistości - kolki, zapalenie piersi i nieprzespane noce i brak kontaktu z dorosłymi obcymi ludźmi Kocham mojego syna po wariacku, był dzieckiem chcianym, ale nie mogę się doczekać momentu, kiedy zrobi się nieco bardziej samodzielny, jak będzie się czasami sam zajmował czymś dłużej niż 5 minut, jak będzie chodził do przedszkola i czasami jeździł na weekend do dziadków - na razie teściowa zajmuje się nim jak jestem w pracy, co jest ogromną pomocą z jej strony i nie miałabym sumienia podrzucać jej młodego jeszcze na weekend bo ja chcę poszaleć a na nianię mnie nie bardzo stać. Nie żałuję, że jestem matką, moje życie na pewno się nie skończyło, ale zmieniło się i to bardzo. I czasami tęsknie za tym dawnym życiem - przede wszystkim za beztroską i posiadaniem czegoś takiego jak czas wolny na nicnierobienie. Nie żałuję, że Piotr się urodził, ale czasami chętnie wsiadłabym na jeden dzień w wehikuł czasu. Poza tym dobrze jest jak się ma z kim szczerze pogadać - nie tylko o urokach macierzyństwa, ale też o tych chwilach, kiedy ma się ochotę wrzaskuna na Allegro wystawić. Mnie szczera rozmowa o złych emocjach zawsze pomagała i wciąż pomaga. Odpowiedz Link Zgłoś
pomarancza-1 Re: I co wy na to? 02.01.11, 22:37 Podoba mi się szczerość z jaką wypowiada się Cusk i wielu kwestiach się z nią zgadzam. Umieranie starej "ja" i narodziny nowej - tak. Przobrażenie, czy na lepsze - wolę myśleć, że tak ale może to tylko myślenie życzeniowe. Wiem, że podejścia do macierzyństwa są różne... moja koleżnka (mama bliźniąt) powiedziała, że uśmiech maluchów wynagradza jej wszystko. Pamiętam, że kiedy to usłyszałam miałam gorszy okres związany z totalnym zmęczeniem i wyczerpaniem i stwierdziłam, że moje odczucia są zupełne inne. Uśmiech dziecka kiedy padałam na pysk z niewyspania i braku czasu na dla siebie wcale nie był ukojeniem... Chciałam uciec gdzie pieprz rośnie i mieć chociaż jeden dzień spokoju i nieróbstwa (jeszcze się nie zdarzył taki od czasu jak zostałam mamą a to już 15 m-cy mija). Może to kwestia, że każda z nas ma łatwiejszą lub trudniejszą sytuację, osoby do pomocy przy dziecku lub nie lub umiejętność poświecenia się w niektórych sytuacjach. Poza tym dziecko wiele zmienia w związku - to kolejne tabu. Zaraz się chór odezwie, że trzeba być kobietą i starać się o związek i inne frazesy. Ale jak tu się starać jak człowiek o 10 już jest na wpół śpiący, w nocy musi wstać do dziecka i mimo tego rano o 5tej pobudka i prawie w ogóle nie ma okazji pobyć z facetem sam na sam... że o wyjeżdzie tylko we dwoje nie wspomnę. Odpowiedz Link Zgłoś
jkk74 Re: I co wy na to? 03.01.11, 08:51 pomarancza-1 napisała: > Poza tym dziecko wiele zmienia w związku - to kolejne tabu. Zaraz się chór odezwie, że > trzeba być kobietą i starać się o związek i inne frazesy. o związek powinny się starać dwie strony... po narodzinach dziecka o tych staraniach słyszy zazwyczaj tylko kobieta... to ona ma być kobieca, atrakcyjna dla męża, ma mieć czas i ochotę na seks... a czemu tego samego nie mówi się głośno i wprost mężczyznom? że też powinni starać się o związek? że dziecko kobieta ma z mężczyzną a nie sama ze sobą i jest to wspólna odpowiedzialność, wspólny obowiązek? że jeśli facet chce to w bardzo prosty sposób może pomóc... (pomijam matki-cierpiętnice, które wszystko przy dziecku same zrobią najlepiej... myślę, że spora część jednak chętnie oddała by pałeczkę swoim partnerom ) Odpowiedz Link Zgłoś
lilly_about Re: I co wy na to? 03.01.11, 09:14 Coś mi się wydaje, że pani się chciała wypromować. Zawsze są plusy i minusy, a ona skupiła sie na tych drugich i mysli, że Amerykę odkryła. Odpowiedz Link Zgłoś