Rany, co za historia :/

01.01.11, 15:45
Zadzwonił dziś do mnie telefon. Numer się wyświetlił, ale nie znam go. Pomyślałam, że pewnie ktoś dzwoni z życzeniami i zmienił numer. Odebrałam.

A tu jakaś bardzo płacząca dziewczyna. Coś mówi o dziecku, o dworcu i płacze, okropnie płacze. Udało mi się ją jakoś ogarnąć i historia jest taka: dziewczyna porzucona przez rodziców w wieku 4 lat, wychowana przez babcię, ma teraz 19 lat, wczoraj zostawił ją chłopak, a konkretnie wywalił z domu. Ją i ich 6 miesięczne dziecko.
Dziewczyna dzwoni do mnie, bo ma depresję.
Kurczę, kurczę, kurczę [wali głową w ścianę, wielokrotnie wali].
Zajmuję się zaburzeniami odżywiania i poczułam się totalnie bezradnie.
Wszystko co mogłam zrobić to powymyślać (zdalnie) jak może teraz spędzić noc z dzieckiem.
Telefon pożyczyła od jakiegoś pana, dziecko na razie jest na zapleczu piekarni jakiejś na dworcu (więc jest ciepło). Dom samotnej matki przyjmie ją jutro.

Mam totalnego kaca, choć Sylwestra spędziłam na trzeźwo sad
    • jo-asiunka Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 15:49
      A skąd miała Twój numer?
      • sarling Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 15:58
        Nie jest trudno znaleźć mój numer, szukając mojej branży.
        • feniks_z_popiolu Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 16:02
          Jasne!
          Na dworcu siedzi w kafejce internetowej z dzieckiem pod pacha i szuka specjalisty od zaburzeń żywieniasmile.

          Mało wiarygodne!!!
          • melmire Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 18:24
            Pewnie szukala psychologa, a ze trafila na bardzo wyspecjalizowanego...
    • beverly1985 Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 15:53
      Nie wierzę w takie historie, ja bym się rozłączyła.
      • nangaparbat3 Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 16:05
        W "Początku" jest taki moment, kiedy ktoś dzwoni do jednego z bohaterów i prosi o pomoc w uratowaniu z getta żydowskiej dziewczynki. I ten bohater mówi: Jestem.
        Nie umiem [powiedzieć, czy zostało to napisane w powieści, czy sama wymyśliłam czytając: być może właśnie po to zjawiamy się na świecie, żeby w odpowiedniej chwili powiedzieć: jestem.
        Oczywiście możemy też odłożyć sluchawkę.
        • mindtriper Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 18:10
          Mnie chyba też by zatkało, choć w sumie chyba dobrze zrobiłaś, bo co innego można? Terapię przez telefon jej robić na dworcu?
          Swoją drogą - niezłą kanalia z jej faceta.
    • m_laczynska Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 18:20
      sarling napisała:

      > Wszystko co mogłam zrobić to powymyślać (zdalnie) jak może teraz spędzić noc z
      > dzieckiem.
      > Telefon pożyczyła od jakiegoś pana, dziecko na razie jest na zapleczu piekarni
      > jakiejś na dworcu (więc jest ciepło). Dom samotnej matki przyjmie ją jutro.
      >
      > Mam totalnego kaca, choć Sylwestra spędziłam na trzeźwo sad
      Ale czemu kaca? - właśnie zrobiłaś aż tyle i tylko tyle ile trzeba było. Bo rozumiem, że ten dom to Twoja inicjatywa. Czyli dałaś jej namiar na to, czego jej potrzeba, ale zostawiłaś tyle wolności i odpowiedzialności, żeby sobie to ogarnęła. Na tym właśnie (wydaje mi się) polega profesjonalne pomaganie.
      Co byś jeszcze chciała zrobić?
      • sarling Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 18:32
        Mój mąż, przysłuchując się temu, stwierdził, że było profesjonalnie wink
        Ale zawsze gdzieś tam odezwie się to moje Chciejstwo Cipstwo Pomagactwo (jak nazywa to moja superwizorka) - czyli by zrobić więcej niż mogę, bo serce mam mientkiesmile

        A w ogóle - oddzwoniłam po 2 godzinach na ten numer. Odebrał jakiś koleś, który potwierdził historię. Powiedział, ze dziewczyną i dzieckiem jakaś babka się zajęła.
        Ale i tak słabo, że tak jest...
        • m_laczynska Re: Rany, co za historia :/ 01.01.11, 18:40
          sarling napisała:

          > moje Chciejstwo Cipstwo Pomagactwo (jak na
          > zywa to moja superwizorka) -

          wink ja też uwielbiam ten zwrot
    • majka003 Re: Rany, co za historia :/ 02.01.11, 17:22
      Hej czy możesz mi podać swój mail?JA tak prywatnie,córka ma problemy z jedzeniem i może mogłabyś mi coś doradzić??Dzięki
      • szajma Re: Rany, co za historia :/ 02.01.11, 19:03
        jestem w stanie uwierzyć w tę historię ponieważ sama mam czasem ochotę zadzwonić do kogoś obcego po dobre słowo. myślę, że tak mają osoby bardzo samotne, które nie mają oparcia wśród znajomych. ja niestety do nich należę. nie dalej jak dziś trzymałam w dłoni telefon chcąc gdzieś zadzwonić wołając o pomoc i... nie miałam do kogo.
        oby się tej dziewczynie ułożyło. jakiś koszmar, żeby nie mieć gdzie iść z dzieckiem w nocy, zimą... tragedia.
        • atowlasnieja Re: Rany, co za historia :/ 02.01.11, 20:07
          szajma napisała: jakiś koszmar, żeby nie mieć gdzie iść z dziec
          > kiem w nocy, zimą... tragedia.

          Zauważyłam taką "ciekawą" zależność że jak coś się ma schrzanić to dzieje się szczególnie w weekendy lub w piątek wieczór kiedy trudno znaleźć pomoc (chociaż dotychczas przerabiałam wtedy problemy hydrauliczne), dzieciaki chorują na potęgę w sobotę rano.

          Wydaje mi się że ten facet kwalifikuje się do kryminału jak wyrzuca z domu własne dziecko.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja