sarling
01.01.11, 15:45
Zadzwonił dziś do mnie telefon. Numer się wyświetlił, ale nie znam go. Pomyślałam, że pewnie ktoś dzwoni z życzeniami i zmienił numer. Odebrałam.
A tu jakaś bardzo płacząca dziewczyna. Coś mówi o dziecku, o dworcu i płacze, okropnie płacze. Udało mi się ją jakoś ogarnąć i historia jest taka: dziewczyna porzucona przez rodziców w wieku 4 lat, wychowana przez babcię, ma teraz 19 lat, wczoraj zostawił ją chłopak, a konkretnie wywalił z domu. Ją i ich 6 miesięczne dziecko.
Dziewczyna dzwoni do mnie, bo ma depresję.
Kurczę, kurczę, kurczę [wali głową w ścianę, wielokrotnie wali].
Zajmuję się zaburzeniami odżywiania i poczułam się totalnie bezradnie.
Wszystko co mogłam zrobić to powymyślać (zdalnie) jak może teraz spędzić noc z dzieckiem.
Telefon pożyczyła od jakiegoś pana, dziecko na razie jest na zapleczu piekarni jakiejś na dworcu (więc jest ciepło). Dom samotnej matki przyjmie ją jutro.
Mam totalnego kaca, choć Sylwestra spędziłam na trzeźwo