mikas73
03.01.11, 13:13
Wzięło mnie coś na cukierkowe wspomnienia wzruszeń, a dokładnie zupełnego rozklejenia się z powodu cudowności swoich dzieci

. Miałyście takie chwile, kiedy Wy twarde, przebojowe ematki, dające sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami losu, rozłożyście się na pierwszym wierszyku, sukcesie, waszej „krwi z krwi”? Dawajcie ….
Ja sprawiedliwość oddam tym razem starszemu. Wakacje. Turniej tenisa stołowego, dzieci mogą grać z dorosłymi. Mój 11-latek wystartował. Przeszedł zacięte eliminacje i stoi przed szansą zajęcia 3 miejsca. Przeciwnik – 45 letni, wysportowany siłacz (w moich oczach

). Idą łeb w łeb, set w set, pot tryska, cisza na sali. Syn przegrywa o ping-ponga , przyjmuje od rywala serdeczny uścisk ręki i poklepanie po plecach (już go lubię) i wtedy…. cała sala wstaje i bije brawo, aplauzom nie ma końca, brakuje tylko konfetti

, a mój Misiek na środku czerwony jak Mars. No nie wytrzymałam, poryczałam się jak durna… na szczęście nikt mnie nie oglądał, byłam przezornie z tyłu.
O Jasełkach nie będę pisać..nie dałam rady zrobić zdjęcia