Jak to jest z przyjaźnią...

18.04.04, 11:32
Czy macie przyjaciół/przyjaciółki? takie prawdziwe, od serca, do ktorych
zawsze możecie pójść się wyplakać, wyżalić, które was wysłuchają, poradzą,
zrugają i jest dobrze? Jak to jest, bo ja nie wiem...
Mieszkam w tym mieście od ośmiu lat, pracuję (no, obecnie drugi rok "siedzę"
w domu), ale nie mam tu tak naprawde nikogo bliskiego. Nie jestem osobą
przebojową, nie nawiązuję łatwo kontaktów i to mi bardzo utrudnia życie
między ludźmi i z ludźmi. Owszem, mam koleżanki, ale to wszystko...One mają
swoje sprawy, swoje rodziny tutaj na miejscu, koleżanki z przeszłości i
trudno było mi w to wszystko wejść...Ostatnio probowałam coś powiedzeć
koleżance o mnie, ale ona nie podjęła wątku...wycofałam się i pozostał żal i
rozczarowanie...Jest mi źle i potwornie smutno, tym bardziej, że między mna a
mężem też jest byle jak (pisałam już kiedyś o jego depresjach). Czuję się
potwornie samotna.
Dzisiaj jest niedziela. To ja jak zwykle wstałam do dzieci, ubrałam je,
nakarmiłam, przygotowałam obiad, a mój szanowny mąż spał do 10.30, bo do
niewiadomo której siedział przy komputerze. Według niego powinnam go była
obudzić, ale ja już nie mam siły budzic go i myśleć o tych wszystkich
codziennych sparwach sama. Jest beznadziejnie...
Gocha
    • coronella Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 11:55
      Gosiu, kazdy ma lepsze i gorsze dni. Ci, którzy mają przyjaciól, i ci którzy
      nie mają smile) A więc głowa do góry!! smile)))) Bo chyba nie przyjaźń, a raczej
      jej brak, jest powodem chwilowych dołków smile)) Choż pewnie z przyjaciółką
      łatwiej z nich wyjść smile)))
      A w jakim mieście mieszkasz?

      pozsdrawiamy gorąco
    • niedzwiedz9 Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 13:50
      Gosiu bardzo smutny jest Twój list...Myślę,że jesteś osobą bardzo delikatną i
      wrażliwą , a takim ludziom najtrudniej zmagać się z codziennością.Skoda,że nie
      ma recepty na przyjaźń ani na samotność.Postaraj się więcej myśleć o
      pozytywnych stronach życia, na pewno takie są, masz przecież dzieci - one dają
      radość największą na świecie.Może swoim optymizmem zarazisz męża? My też
      mieliśmy trudne chwile-miałam dosyć męża, nie miałam na nic energii ani ochoty.
      Teraz jest dobrze,oboje wiele zrozumieliśmy i wybaczyliśmy.Kryzys kiedyś się
      skończy,zobaczysz.Życzę Ci siły i optymizmu!
    • aralit Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 16:42
      Gosiu rozumiem chyba w dużej mierze Twoje odczucia. Też nie mieszkam w mieście
      w którym się urodziłam, jednak mi chyba bardziej brakuje rodziny obok
      (tesciowie też daleko)Odczułam to dopiero jak urodziłam dziecko...A z
      przyjażniami różnie bywa chyba w małej mierze zależy to od tego czy się
      jest "napływowym". Myślę że można mieć szczeście i ot tak przypadkowo spotkać
      kogoś fajnego z kim się zaprzyjażnimy. Nigdy nie wiadomo. Ja nie mam za dużo
      znajomych ( nie mówiąć juz o przyjaciołach), kiedyś wywoływało to u mnie
      dyskomfort, że może coś ze mną jest nie tak, tzn. nie jestem wystarczająco
      fajna żeby mnie lubić, nie umiem podtrzymywać kontaktów towarzyskich, czasem
      nie lubie imprez typu "wielki spęd", itd. Ale wiesz co teraz najczęściej mam to
      gdzieś - poprostu taka jestem i już, mam kompleksy i małe poczucie własnej
      wartości - to z dzieciństwa!!!.
      Najważniejsze dla mnie jest dziecko dla niego staram się być fajna, jak widzę
      jak mnie kocha to wszystko inne nie jest już takie przygniatające, a też z
      mężem różnie u mnie bywa, no i różne życiowe problemy wciąż się pojawiają. Ty
      masz dwójkę i choć pracy pewnie masz przy nich po "pachy", to to jak Cię
      kochają napewno daje Ci siłę.,
      Uszy do góry! Napewno jesteś fajną osobą (swiadczy o tym m.in.to jak się
      starasz dla rodziny) tylko Ty musisz w to uwierzyć. I zobaczyć, że choć pewne
      rzeczy się nie udają, to są też takie które "wychodzą", tylko tych to nie
      zauważamy - prawda?
      Pozdrawiam Cię ciepło - napisz do mnie - bardzo się ucieszę - adres:
      aralit@gazeta.pl Czy 71 przy nicku to rok Twego urodzenia-jeśli tak to jesteśmy
      równolatkami. Pa! M.
    • blum5 Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 18:48
      kilka razy byłam osobą napływową w swoim krótkim 30 letnim życiu i wiem żę trudno jest znaleźć przyjaciólkę od serca, a te wszystkie co mam to jeszcze z czasów ogólniakowych albo studenckich. rozumiem cie bardzo dobrze, bo obecnie siedze za granicą i nie zapowiada się na to że znajde jakąs (chociaż koleżankę )do pogadania. każdy polak tutaj jest zajęty pracą i nawet nie maja ochoty zaczynać tematów problemowych. a amerykanie (szeroko rozumiani) to zupełnie inna para kaloszy, są inni i brak perspektyw na bliższą przyjaźń. siedzę więc sama bez przyjaciólek i...wcale nie jest mi dobrze. ale mamy chociaż forum gdzie można się wygadać troche. próbuj nadal, może kogoś znajdziesz, bo ja w to wierzę.pozdrawiam
    • krateczka28 Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 19:55
      Czy mam przyjaciolki? tak kiedys mialam i .... niestety zawiodlam sie na tych
      przyjazniach. To bardzo smutne i do dzis nie moge sie z tym pogodzic ale
      musialam przejrzec na oczy i zrozumiec,ze np osoba ktora nie odwiedzi Cie w
      szpitalu , kiedy jestes tam przeszlo miesiac , ba nawet nie zadzwoni do Ciebie
      w tym czasie nie moze byc przyjaciolka nawet jesli przez lata sie ja za taka
      uwazalo. Doskonale jednak rozumiem Twoja tesknote za prawdziwa przyjaznia ,
      wystarczy z kims pogadac tak od serca, czasem sie wyplakac i zycie wydaje sie
      znosniejsze. Szkoda ze nie zawsze jest to takie proste w realizacji. Tez
      jestem osoba naplywowa czasem nawet po prostu nie mialam do kogo buzi otworzyc
      poza moim mezem i to calymi tygodniami. Wiesz pisze to wszystko, zeby Cie
      zachecic do tego co i ja zrobilam postaraj sie przede wszystkim bardzo
      zaprzyjaznic ze swoim mezemsmile pomijajac juz wszystko inne atmosfere w domku i
      jakosc malzenstwa to to ma moim zdaniem prawdziwy sens, wtedy brak psiapsiolki
      do plotek tak juz nie boli smile i jeszcze jedno nigdy nie trac nadziei ze
      prawdziwa przyjazn Ci sie przytrafi takze wsrod kobiet , ja tez zyje wciaz ta
      nadzieja
      pozdrawiamsmile
    • jagienka.harrison Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 20:42
      Ja muszę przyznać że nie mam i bardzo mi tego brakuje. Mam mamę i siostrę oraz
      biednego mężawinkale koleżanki/przyjaciółki niestety nie.
      Jeszcze jak mieszkałam w Polsce to były takie (niedocenione zresztą wtedy)
      naprawdę dobre koleżanko-przyjaciółki, ale teraz w Anglii to niestety, każdy
      się chyba zniechęca próbując wymówić moje imięwinkPoza tym też ja miałam więcej
      kumpli niż koleżanek!!! Poza tym to u mnie jest tak że im starsze znajomości
      tym lepiej przetrwały.
      Muszę przyznać że z grona moich znajomych to wszyscy są na studiach tylko ja z
      mężem i dzieckiem (od września też zaczynam studia!!!), w ogóle mieszkając za
      granicą jestem "egzotyczna"wink więc i tak trudno nam znaleźć wspólny język.
      Boli mnie też że przyjeżdżam do Polski raz na 3-4 miesiące i niektórzy nie mają
      czasu się ze mną spotkać i wtedy to już w ogóle mi okropnie przykro i czuję się
      samotna nawet w rodzinnym mieście.
      Ale zawsze jest internet, mamy z forum, książka, mąż no i synek...
    • kostruszka Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 23:09
      Niestety, nie mam "prawdziwej" przyjaciółki, czyli takiej osoby, z którą
      mogłabym o północy gadać przez telefon, bez żenady opowiedziec jej o
      najintmniejszych sprawach, upić się i zrobić wspólnie maseczkę. Bardzo mi
      takiej osoby brakuje, choc mam kilka dobrych koleżanek. Myślę, że jej brak
      spowodowany jest również moim podejściem do tematu. Jestem w stanie dla
      przyjaciółki zrobić bardzo dużo (kiedyś dziewczynę, którą uważałam za swoją
      przyjaciółkę, przygarnęłam na wiele miesięcy do własnego domu, bo nie miała
      gdzie mieszkać), ale też sama oczekuję takiego zaangażowania w swoje sprawy, a
      to pewnie na dłuższą metę jest męczace. Z drugiej strony drażni mnie
      celebrowanie wszystkich urodzin, imienin, wysyłanie życzeń itp., co dla innych
      może wydawać się lekceważeniem. Dla mnie przyjaźń to po prostu więź (kłania
      się "Mały Książę" smile), zaufanie, wsparcie w trudnych chwilach i udział w
      radości, a nie okolicznoścowa kartka z wydrukowanymi już najczęściej
      życzeniami. Szkoda, ze nie znalazłam takiej osoby, bardzo szkoda... Kasia
    • kostruszka Re: Jak to jest z przyjaźnią... 18.04.04, 23:11
      Chciałam jeszcze dodać, że właściwie moim najlepszym przyjacielem jest mąż, ale
      wiadomo, że o niektórych sprawach (zwłaszcza tych dotyczących męża smile))lepiej
      jest pogadać z kobietką ... Pozdrawiam. Kasia
      • ewa2233 Re: Jak to jest z przyjaźnią... 19.04.04, 09:05
        To znaczy, że jestem szczęściarą!
        Mam TRZY przyjaciółki!
        Z każdą przyjaźnię się "osobno" tzn. nie spotykamy się wszystkie razem.
        Trudno byłoby mi bez nich, więc bardzo Wam współczuję, że nie macie
        (jak mówiła Ania z Zielonego Wzgórza - przyjaciółki "od serca".
        Wprawdzie nie spotykamy się często
        (kurcze - dwie z nich mieszkają w sąsiednich blokach!),
        ale dobrze w sytuacji kryzysowej, rzucić wszystko i ...
        się popłakać przy którejś ...
        Życzę Wam, byście znalazły bratnią duszę, choć to trudne - zaufać obcej osobie.
        Zanim się komuś zwierzy trzeba go BARDZO DOBRZE POZNAĆ !
        Jedna z moich trzech przyjaciółek, właśnie przeprowadziła się do daaaalekiego
        Poznania sad(
        Ale nie mogę powiedzieć, że "oddam Ją w dobre ręce" wink
    • gocha71 Re: Jak to jest z przyjaźnią... 19.04.04, 09:27
      Dziekuje Wam za wszystkie posty. Cieszę się, że tu na forum mogę się wyżalić i
      nie pozostanie to bez odpowiedzi.
      gocha
    • martelia1 Re: Jak to jest z przyjaźnią... 19.04.04, 10:34
      Czesc Gosiu. Ja też nie mam prawdziwej przyjaciółki od serca. Jedyne moje przyjaźnie to ze szkoły - 3 koleżanki, ale mieszkaja w innych miastach, rzadko sie widujemy. Tutaj na miejscu nie mam nikogo z kim mogłabym pogadać, wyżalić się nie czuć się głupio podczas rozmowy itp. Jest jedna koleżanka z tego samego miasta, mieszka daleko ode mnie ale nigdy pierwsza sie ze mna nie skontaktuje, nie przyjdzie do mnie, nie zaproponuje spotkania, zawsze ja wszystko pierwsza, wiec odnosze wrazenie, że to jest takie naciągane, albo nie wiem może ma taki charakter lub po prostu mnie nie lubi. W każdym razie nie czuje tego czegoś, takiego zrozumienia, nie nadajemy na tych samych falach, a właśnie takiego kogos bardzo mi brakuje. A z mężem to rzeczywiście można się przyjaźnić, i tak miedzy nami jest ale o babskich sprawach typu: a wiesz co dzis było w M jak miłość, ciuchach itp. to raczej nie pogadamy. A też i problemy małżeńskie, bo ileż można rozmawiać z mężem, czasem potrzeba trzeciej osoby żeby spojrzala na to wszystko z innej perspektywy, doradziła coś , pocieszyła.
      Rozumiem, twój smutej i żal, wiem co to znaczy samotność a kłopoty z mężem może są to tylko przejściowe ? Nie znam Twojego męża, ale moze spróbuj powiedzieć mu co czujesz, że jest ci samej ciężko i go potrzebujesz. To, że siedział przy komputerze to nic złego, mój też pól nocy spedza przed kompem (rozumiem to, bo odreagowuje prace, to jest jego czas na relaks, którego nie ma w ciągu dnia, bo większośc czasu pracuje). To, że raz zaspał to też nic złego, ale za to mógłby potem zrewanżowac się troche i pomóc ci przy dzieciach w ciągu dnia i dac tobie odpocząć. W końcu nie tylko on ale i ty masz prawo do wypoczynku. Spróbuj w taką niedziele obudzić go pysznym śniadankiem i kawą podaną do łóżka, wtedy na pewno go zachęcisz, żeby wstał, poprawisz mu z pewnością humor. Nie narzekaj, że musiałaś wszystko robić sama, tylko badź dla niego miła i nic nie mów. Wtedy będzie mu głupio, ze ty jestes dla niego taka dobra, a on tylko bierze i nic nie daje od siebie. Wtedy zobaczysz, zrewanżuje Ci się tym samym, spędicie miło niedzielę. Najważniejsze, żeby nie naciskać tylko dac mu do myślenia. To działa. Wiem to na swoim przykładzie.

      Moje dwa małe łobuziaki
    • agy Re: Jak to jest z przyjaźnią... 19.04.04, 10:38
      Dziewczyny , z uwagą przeczytałam Wasze posty, odnajdując się w nich częściowo.
      Gosiu chciałam Ci powiedzieć,że rozumiem jak Ci jest ciężko. Ja do dziś
      przeżywam koniec swojej "przyjaźni". Niestety . Dla mnie też to słowo dużo
      znaczy. Pewnie zbyt wiele. Codziennie wstaję z myślą,że jeszcze trafię na
      bratnią duszę, czego i Tobie/Wam życzę. Zapraszam na priva - gdyby ktoś chciał
      pogadać - razem łatwiej.
      Agnieszka
    • weronikarb Re: Jak to jest z przyjaźnią... 19.04.04, 12:13
      Droga Gosiu
      Ja takze niemam przyjaciolki i niemialam. Kolezanki owszem, raz sprobowalam byc
      szczera, byla moja koleznaka "od pisakownicy" i jak mialam dosc to sie jej
      wyplakalam trafila akurat jak mialam totalny dol. I wiesz co zrobila? Wszystko
      opowiedziala plotkarce z bloku i o wszystkim i nawet + dodatki swoje wszycy z
      dwoch blokow. Ciezko mi zaufac ludziom, a do konca nigdy sie nie otwarlam.
      Teraz po slubie i urodzeniu synka to niemam nawet kolezanek. Rozmawiam tylko tu
      na forum i tylkko tu jestem szczera. Nie martw sie, a jak ci juz mocno ciazy
      to wiesz co robie? Pisze list, nawet nie musi byc adresat, a pozniej go pale
      lub dre na kwaleczki i wyrzucam do smieci. Wiesz jak to pomaga super. I nie
      martw sie, usmiechnij sie, pomysl o czyms milym. Renata
Pełna wersja