Nigdy w życiu ... a jednak

05.01.11, 20:49
Pamiętam jak byłam jeszcze panną i z obecnym mężem często przechodziliśmy obok Mc Donaldsa (w drodze do parku czy w markecie) w którym widziałam uśmiechnięte buziaki dzieci objadających się "niezdrowym" jedzeniem. Wówczas obydwoje z mężem jednogłośnie twierdziliśmy że jak my będziemy mieli dzieci to nigdy w życiu nie przyjdziemy do Mc Donaldsa ..... taaaaa a jednak chodzimy hehehe co za złosliwość losu hahaha.
Innym razem burzyłam sie na widok maluszków (niemowlaków) w super marketach, niestety i tu los spłatał mi figla jak zostałam na kilka mies uziemiona sama z dzieckiem i co nie było wyjścia brałam maluszka w chustę i dawaj szłam do marketu.
I tak właśnie zaczęłam sie zastanawiac jak to nie należy pochopnie po pierwsze oceniac innych i po drugie rzucać słów na wiatr.
Czy też tak macie że kiedys mówiłyście nigdy w życiu a potem wyszło jak zawsze hehehe???
    • krapheika Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 20:54
      Nie,bo wyznaje zasade,ze wszystko jest dla ludzi lacznie z uzywkami.
    • sowa_hu_hu Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 20:56
      z MC donaldem miałam podobnie smile tyle że mój młody bywa bardzo rzadko ,najczęściej przy wizycie w kinie jak jest jakaś zabawka z filmu... i najcześciej takiego haburgera zjada do połowy ,frytek nie bierzemy tylko jogurt. Ale na pewno nie chodziłabym tam z dzieckiem często nawet jakbym miałą pod nosem ów przybytek.
      Do galerii handlowych dziecka nie zabieram ,jak chce jechać na zakupy organizuje mu opieke albo robie to wtedy kiedy jest w szkole ,wiem że to mega nudne i męczące dla dzieci. Może bym zabrała gdybym faktycznie wyjścia nie miała a musiałabym kupić spożywke. Znam natomiast laski które targają dzieci ze sobą i godzinami łażą po sklepach z ciuchami...
      • lukrecja34 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:03
        raczej się tak nie deklaruję bo życie weryfikuje wiele spraw ale akurat do mc donalda wogóle nie chodzimy
      • krapheika Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:09
        To dopisz mnie do tych lasek co targaja dzieci godzinami po sklepach z ciuchamibig_grin mojemu synowi to nie przeszkadza,lubi zakupy,tym bardziej,ze zawsze znajdzie sie cos dla niegosmile
      • zebra12 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 14:57
        Nudne? Moja uwielbiają zakupy! Zawsze jeździłam z dziećmi na zakupy. Po pierwsze nie miałąm ich z kim zostawić, a po drugie pod wózek mogłam włożyć zakupy. Teraz je noszę w rękach, niestety.
      • a.nancy Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 17:00
        > Do galerii handlowych dziecka nie zabieram ,jak chce jechać na zakupy organizuj
        > e mu opieke albo robie to wtedy kiedy jest w szkole ,wiem że to mega nudne i mę
        > czące dla dzieci.

        a ja mówiłam sobie, że będę się starała nie zabierać (nie, że "nigdy w życiu"), a zabieram, bo młody uwielbia. nie dlatego, żeby mu coś (jest jeszcze za mały, żeby kumać po co się tam chodzi), tylko lubi gwar, ludzi, i możliwość pobiegania sobie (pod kontrolą oczywiście, czyli głównie z mamą za rękę) po supermarkecie. czytuję, jakie to dla dzieci męczące i się zastanawiam, czy mój taki nietypowy jest?
        • hanalui Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 00:27
          a.nancy napisała:
          > czytuję, jakie to dla dzieci męczące i się zastanawiam, czy mój taki nietyp
          > owy jest?
          >
          Moj tez lubi, jak przychodzi sobota to od rana pyta kiedy jedziemy na zakupy.
    • shellerka Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:07
      tia... moje dzieci miały nie mieć kontaktu z telewizją oraz nie zaznać smaku fast fooda do ukończenia 18 latwink
      no i modowo też parę razy miałam takie "w życiu tego nie założę"
    • anorektycznazdzira Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:09
      Pewnie wiele razy, akurat mi się nei chce wymyślać, interesuje mnie bardzo co innego: o co do licha chodzi z tymi maluchami w marketach? Że bakterie tam są? Że sie zmęczą? Nigdy mi w głowie nie postało, że to ma być jakiś problem, brałam dziecko i jechałam na zakupy.
      • krapheika Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:11
        Podlaczam sie do pytania anorektycznej,jak dla mnie rzecz normalna branie ze soba dziecka na zakupysmile
      • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:22
        Po pierwsze: zdecydowanie sprawniej robię zakupy bez dziecka i to niezależnie od wieku wink
        Po wtóre: zwłaszcza zimą i zwłaszcza w okresie przedświątecznym liczba osób kichających i prychających skupiona na jednym metrze kwadratowym przekracza normy przyjęte przez WHO.
        Po trzecie: dzieć zdecydowanie woli spacer na świeżym powietrzu niż pośród sztucznych drzewek na pasażu handlowym.
        Po czwarte: kiedyś zrobiłam eksperyment i w hipermarkecie zadarłam głowę do góry na dłuższy czas. Chciałybyście się gapić w oślepiające światło przez godzinę? Postanowiłam, że mojemu niemowlakowi takich przyjemności fundować nie będę. Młoda ma rok, a w hipermarkecie była ze mną 2 razy (miałam już nóż na gardle). Zaliczyłyśmy błyskawiczny przelot, a i tak okazała dezaprobatę i na gwałt pieluchę trzeba było zmieniać wink Aaaa. I nie uznaję wkładania malucha do fotelika sklepowego. Młoda jeździ tylko we własnym pojeździe.
        • krapheika Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:29
          Po pierwsze: trzeba miec z kim zostawic dziecko, a jak sie nie ma z kim to sie robi tak,by dziecku sie nie nudzilo.
          Po drugie: to jest normalne w kazdym skupisku ludzkim,rozumiem,zejak ktos nie ma auta to w zime idzie np5km do lekarza na piechote,by go nie narazic na jazde publicznymi srodkami komunikacji.
          Po trzecie: zreobienie zakupow nie wyklucza pozniejszego lub wczesniejszego spaceru w parku itd. Ja z reguly chodze na spacer przed zakupami,mlody jest zmeczony po zabawie i spi.
          Po czwarte:dzieci sa wozone w wozkach,nosidelkach ktore maja budki,starsze dzieci siedza w wozkach i nie patrza w lampy tylko przed siebie lub na polki.
          Ogolnie wyznaje zasade im wiekszy kontakt z masa ludzka tym wieksze szanse na dobra odpornosc.Dlaczego tu forumki tak placza,ze jak dziecko idzie do przedszkola to zaczyna chorowac,bo dopiero tam ma kontakt z kichajacymi dziecmi i zero odpornosci.
          • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:42
            Po pierwsze: moje dziecko nudzi się ewidentnie w sklepie. I tyle. Na spacerze zachowuje się zupełnie inaczej. Póki co - zwłaszcza jeśli mam alternatywę - nie widzę powodów, żeby zmuszać malucha do czegoś, na co najwyraźniej nie ma ochoty. Opiekę staram się zapewnić - nie żyję na pustyni, a doba ma 24 godziny. Jak już pisałam - do tej pory 2 razy zdarzyło mi się, że byłam w sytuacji bez wyjścia.
            Po wtóre: do lekarza i tak na ogół jeździsz już z chorym, więc nie ma większej różnicy, czy będą to środki komunikacji miejskiej, czy spacer. A może warto przy okazji poszukać przychodni nieco bliżej?
            Może jestem niepostępowa, ale tak: nie wprowadzam celowo i na siłę dziecka w miejsca, gdzie ryzyko zarażenia jest ZNACZĄCO wyższe, niż w jego normalnym otoczeniu. Mam trójkę, póki co - system się sprawdza. Większych problemów zdrowotnych nie zanotowaliśmy, a etap przedszkolny w dwóch przypadkach mam już za sobą.
            Po trzecie: większość zakupowych mam wcale nie leci dodatkowo do parku, bo zwyczajnie po zakupach nie ma już na to czasu. Priorytetem jest gotowanie obiadu i tyle.

            Chcesz, bierz dziecko na zakupy, tylko nie wmawiaj innym na siłę, że jest to optymalna forma spędzania wolnego czasu z dzieckiem. Zwłaszcza, że przy odrobinie dobrych chęci można znaleźć alternatywę.
            • krokre Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:47
              Jak sie nie miało dzieci to wszystko wydawało mi sie łatwe, jednak życie zweryfikowało inaczej. Jak widziałam kobitki z niemowlakami to było mi ich żal że bidule muszą lampic w te rażące światła i mówiłam nigdy w życiu, jednak sytuacja zmusiła mnie do zabrania raz czy dwa malucha i jak sie okazało nie oślepł hehehe. Obecnie syn ma prawie 5 lat i uwielbia zakupy z mamusiąwink
              • krokre Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:49
                A i wtedy nie myślałam o chorobach w marketach tylko o tych rażących światłach i hałasie wink
            • krapheika Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:55
              Po pierwsze twoje dziecko,moje nie.
              Po drugie nie kazdy ma tesciow,rodzicow czy znajomych na wyciagniecie reki.Znajomi pracuja do pozna jak i ojciec dziecka,tesciowie podrozuja,a mama mieszka okolo 1000km ode mnie.Sklepy sa tutaj do godziny 20,sklepy nocne nie istnieja.Wyjatkiem jest olbrzymie centrum handlowe ktore jestotwarte do 22ale za to znajduje sie 15km ode mnie.
              Po trzecie: ja do lekarza jezdze regulrnie,bo mlody jest alergikiem,nawet jakby nie by to jedzdzi sie z powodu bilansow,szczepien czy naglych wypadkow,ktore z choroba jako taka nie maja nic wspolnego.
              Mam jedno dziecko nie chorujace, zakupy nie sa spedzaniem czasu tylko koniecznoscia wynikajaca z tego,ze glownie sama sie nim zajmuje.Mam oprocz tego jeszcze jakies pol dnia by pojsc z nim do parku czy gdziekolwiek indziej na spacer.Gotowanie obiadu zajmuje pol do godziny,odgrzewanie na drugi dzien jeszcze krocej.Prawda jest taka,ze ma sie czas,ale jak ktos nie ma checi to co innego.
              • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 22:09
                Ok. Każdy układa sobie życie tak, jak jest mu wygodnie.
                Nie mam obok rodziców, czy teściów. Znalazłam nianię, mam sporo znajomych, którzy w razie potrzeby starają się pomóc. To działa w obie strony i może dlatego wszystkim nam jest łatwiej. Do tego stopnia, że gdy ostatnio zaplanowaliśmy z mężem wypad do sklepu, żeby pooglądać potrzebne nam elementy wyposażenia domu, koleżanka wiedząc o planach sama do mnie zadzwoniła z informacją, że przeorganizowała sobie sobotnie plany i bierze moje dzieciaki do siebie. Jestem jej bezgranicznie wdzięczna. Nawet nie za pomoc, ale za samą chęć i pamięć.
                Jeśli chodzi o lekarza: przyznaję, mam komfortową sytuację. Wożę dzieci samochodem. Ale też świadomie wybrałam przychodnię oddaloną o 25 km i wiem, jakie konsekwencje z tego wynikają.
                Zazdroszczę Ci tempa robienia obiadu. Niestety, u mnie przygotowanie sporej części potraw, które lubią domownicy zajmuje często więcej, niż pół godziny. Ale widocznie jestem słabo zorganizowaną kucharką. Poza tym mam troje dzieci, dom, ogród i dodatkowe zawodowe obowiązki. W ten sytuacji zakupy są dla mnie obowiązkiem (serio, nie lubię łazić po sklepach), który staram się zoptymalizować. Raz w tygodniu - w markecie - duże, na miejscu drobne. Wtedy bez problemów godzę to z normalnym spacerem.
                • krapheika Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 22:20
                  Tez mam nianie,ale niania studiuje i jest glownie wieczorami pod telefonem i nie w czasie sesji.Mam sporo znajomych,ale wszyscy bezdzietnie wic maja slabe pojecie jak sie dzieckiem zajac,a jak maja pojecie to sa zapracowani.W wiekszosci to szefowie,nie moga sobie tak po prostu przeorganizowac dnia.
                  Tez woze dzieci samochodem,ale samochod moze odmowic posluszenstwa,a trzeba,koniecznie trzeba w tym momencie jechac do lekarza.Ale wole dobrego lekarza niz konowala wiec moge sie poswiecic i pojechac kolejka podmiejska do niego.
                  Ja mam mniej dzieci o dwoje i wiecej czasu(ale spedzanego samemu z dzieckiem)dlatego nie mozemy sie zbytnio dogadac,po prostu mamy zbyt rozne style zyciabig_grin
                  Myslisz,ze ja lubie zakupy spozywcze robic,nie lubie,staram sie robic raz na dwa tyg.duze,ale nie zawsze sie da.
                  Co od sklepow z ciuchami,mam wybor zamawiac przez net albo isc z dzieckiem,chyba,ze tata dziecka ma czas,ale to ciezko utrafic bo sklepy sa krocej czynne niz on pracuje i pracuje w soboty.W niedziele sklepy tu sa pozamykane.jakbym czekala na jego mozliwosc zostania z dzieciem chodzilabym gola.On zarabia pieniadze,ja wydaje,sprawiedliwy podzialbig_grin
          • anorektycznazdzira Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 11:07
            krapheika napisała:

            > Po pierwsze: trzeba miec z kim zostawic dziecko, a jak sie nie ma z kim to sie
            > robi tak,by dziecku sie nie nudzilo.
            > Po drugie: to jest normalne w kazdym skupisku ludzkim,rozumiem,zejak ktos nie m
            > a auta to w zime idzie np5km do lekarza na piechote,by go nie narazic na jazde
            > publicznymi srodkami komunikacji.
            > Po trzecie: zreobienie zakupow nie wyklucza pozniejszego lub wczesniejszego spa
            > ceru w parku itd. Ja z reguly chodze na spacer przed zakupami,mlody jest zmeczo
            > ny po zabawie i spi.
            > Po czwarte:dzieci sa wozone w wozkach,nosidelkach ktore maja budki,starsze dzie
            > ci siedza w wozkach i nie patrza w lampy tylko przed siebie lub na polki.
            > Ogolnie wyznaje zasade im wiekszy kontakt z masa ludzka tym wieksze szanse na d
            > obra odpornosc.Dlaczego tu forumki tak placza,ze jak dziecko idzie do przedszko
            > la to zaczyna chorowac,bo dopiero tam ma kontakt z kichajacymi dziecmi i zero o
            > dpornosci.

            W zasadzie mogłabym dokładnie tak samo powiedzieć.
            Dodam ciekawostkę do ostatniego punktu: moja córka była urodzona w czasie, kiedy nie było mnie stać ani na samochód, ani na nianię, ani na zakupy w drogich przydomowych sklepach, nie miałam do opieki babci, ciotki etc, więc odwiedziła market w niemowlęctwie ze 100 razy. A podrózowała wyłącznie komunikacją miejską w wózkach lub nosidłach, okrągły rok, bez analizy, czy mamy okres grypowy czy Słońce świeci. Jest super-odpornym dzieckiem. Prawie nei chorowała i prawie nie choruje. Antybiotyki w jej 13-letnim życiu można na palcach pewnie jednej ręki policzyć. Syn urodzony w lepszym czasie: dwa auta, babcia na każde zawołanie, w marketach nie wiem czy w niemowlęctwie bywał w ogóle (bo niewygodnie z dzieckiem). Choruje non-stop tongue_out

            Oczywiście serio mówiąc nie wydaje mi się, aby wizyty lub ich brak w marketach decydowały o statusie immunologicznym człowieka na resztę życia. Jednakże teoria grypowo-pandemiczna wydaje mi się naciągana.

            A: te światła to jakaś bzdura dla mnie.
            • sanna.i Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 15:10
              >Oczywiście serio mówiąc nie wydaje mi się, aby wizyty lub ich brak w marketach decydowały o statusie immunologicznym człowieka na resztę życia.

              No, mnie też się nie wydaje...
              Wydaje mi się za to,że są dla małych dzieci o wiele lepsze i zdrowsze sposoby spędzania czasu niż łażenie po centrach handlowych.
              • krapheika Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 17:30
                No faktycznie bo lazenie po centrach handlowych wyklucza od razu z miejsca inne mozliwosci spedzania czasu.
                Jak robie wypad z reguly raz na dwa tygodnie na glowna ulice handlowa i przelatuje po wszystkich sklepach z dzieciem oczywiacie,w polowie zakupow zabaczam, ide do wielkiego parku,ktory jest dokladnie o rzut kamieniem od tej ulicy,mlody karmi kaczki,labedzie,wybiega sie dwie godzinki,ja w tym czasie pomysle na spokojnie czy wrocic po jakas bluzke czy poszukac innej,zrobie sobie kalkulacj ewydatkow,pobawie sie razem z nim.Przy drugiej turze zakupow mlody juz spi w wozku,bo sie zmeczylsmile
                Wszystko sie da, centra handlowe nie wykluczaja porzadnego spaceru czy czegokolwiek innego.
                Moj syn chodzi ze mna nawet na wystawy sztuki do muzeum i chyba jest najmlodszym w historii "ogladaczem" Daliegobig_grin barduo podobala mu sie Venusbig_grin
              • anorektycznazdzira Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 22:15
                Generalnie jeśli dla kogoś market jest "sposobem spędzania czasu", to bardzo trudno mi dopasować adekwatny komentarz tongue_out Dla mnie zawsze był miejscem, gdzie nabywałam niezbędne mi i rodzinie produkty żywnościowe, chemiczne etc. Po to się jeździ do marketu, czy ja czegoś nie wiem o współczesnym społeczeństwie?
                • sanna.i Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 10:42
                  Nie piję konkretnie do ciebie, ale przejdź się kiedyś do CH w weekendy. Zobaczysz, jak spędzają czas ludzie z małymi dziećmi. W Polsce jest już taka moda, nawet jak pięknie za oknem.
                  • memphis90 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 11:07
                    Sorry, ale kiedy mam jechać do CH, jak nie w weekend? W tygodniu mąż wraca do domu o 17-18, wtedy mamy z dziećmi jechać? Czy sama mam z dwójką jeździć? A czasem zakupy wykraczające poza serek i chleb zrobić trzeba.
                  • franczii Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 12:56
                    No musialabym na glowe upasc, zeby sie pchac do galerii handlowej w weekend majac wolne przedpoludnia w zwykle dni. Dlatego tez ja jezdzilam z do ch z dziecmi dopoki byly male. Teraz juz tego nie robie bo maja inne pomysly na spedzanie czasu w ch.
              • memphis90 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 11:02
                > Wydaje mi się za to,że są dla małych dzieci o wiele lepsze i zdrowsze sposoby s
                > pędzania czasu niż łażenie po centrach handlowych.
                Pewnie i są, ale całe życie nie może być podporządkowane dziecku. Zakupy to nie forma rozrywki dla potomstwa, to konieczność. No, chyba, że ktoś ma luksus posiadania niani, babci czy innej opiekunki, bo zakupy bez dzieci niewątpliwie wygodniejsze są. Ja najczęściej możliwości nie mam, więc zakupy robię z dzieciakami. I wolę takiego Piotra i Pawła od małych sklepików, gdzie jest ciaśniej, tłoczniej i jak ktoś kichnie, to zawsze na wózek.
        • dorek3 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 17:05
          Zgadzam się w 100%. moi maja 7 lat a ja i tak unikam łażenia z nimi po sklepach. Nawet zakupy ciuchowe dla nich w większości robię bez nich.
        • hanalui Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 00:39
          piegowata9 napisała:

          > Po pierwsze: zdecydowanie sprawniej robię zakupy bez dziecka i to niezależnie o
          > d wieku wink

          Akurat z dziecieciem do roku to nie ma znaczenia
          jak dla mnie

          > Po wtóre: zwłaszcza zimą i zwłaszcza w okresie przedświątecznym liczba osób kic
          > hających i prychających skupiona na jednym metrze kwadratowym przekracza normy
          > przyjęte przez WHO.

          Ale zima to raptem 3 miesiace, okres przedswiateczny 2-3 tygodnie w roku w sumie lapiace sie czesciowo na ta zime, pozostaje jeszcze wieksza czesc roku. Mam dziecie z niechorujacych...moze ldatego ze jako tygodniowy berbec juz byl na zakupach w supermarkecie tongue_out

          > Po trzecie: dzieć zdecydowanie woli spacer na świeżym powietrzu niż pośród sztu
          > cznych drzewek na pasażu handlowym.

          Ale moje zakupy trwaja 1-2 godziny raz w tygodniu, pozostaje jeszcze caly tydzien na swiezym powietrzu

          > Po czwarte: kiedyś zrobiłam eksperyment i w hipermarkecie zadarłam głowę do gór
          > y na dłuższy czas. Chciałybyście się gapić w oślepiające światło przez godzinę?

          Moje dziecie nigdy nie mialo glowy zadartej do gory i nie gapilo sie w sufit, jako niemowlak byl supermarkecie w foteliku samochodowym w pozycji polsiedzacej, potem w odpowiednich lezaczkach dla takich malych dzieci i to tez pozycja polsiedzaca, raczej gapil sie po polkach, nigdy w sufit

          • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 10:04
            >moze ldatego ze jako tygodniowy berbec juz byl na zak
            > upach w supermarkecie tongue_out

            Proponuję ten pomysł opatentować i iść krok dalej: porody w supermarketach. Niech dziecko od razu oswaja się ze środowiskiem! tongue_out
            Jeśli supermarkety mają taki zbawienny wpływ na odporność dzieci, to może ematki zrobią jakieś konkretne badania w tym kierunku i zlikwidują sanatoria? Czysta oszczędność - i czasu i pieniędzy.

            Kobiety, róbta, co chceta! Mi to lotto, czy będziecie z noworodkiem śmigały po marketach, czy po świeżym powietrzu. Dla mnie wybór jest oczywisty i zdania nie zmienię: miejsce tygodniowego malucha jest zdecydowanie gdzie indziej.
            • franczii Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 10:59
              Mi to lotto, czy będziecie z noworodkiem śmigały po
              > marketach, czy po świeżym powietrzu.

              Na szczescie jedno nie wyklucza drugiego.
              Jak wszedzie odrobina zdrowego rozsadku jest wskzana.
              Nie trzeba latac po sklepach po kilka godzin i codziennie. A raz czy 2 razy w miesiacu nie pozbawia dziecka swiezego powietrza.
              • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 13:08
                W tym konkretnym przypadku nie mówimy już ogólnie o zakupach z dziećmi, ale konkretnie o zakupach w markecie z tygodniowym noworodkiem pod pachą.
                Ok. Może spadłam z kosmosu, ale powiem wprost: dla mnie nie jest to ani dowód heroizmu, ani tym bardziej normalne postępowanie.
                • franczii Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 13:12
                  Z tygodniowym nie robilam bo nie mialam koniecznosci ani ochoty ale z 2 miesiecznym juz regularnie na zakupy jezdzilam i nigdy na brak swiezego powietra moje dzieci nie cierpialy.
            • memphis90 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 11:08
              A zakupy same się zrobią uncertain
              • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 13:03
                Naprawdę Ty też z tygodniowym noworodkiem byłaś zmuszona do robienia zakupów??? Współczuję.
      • cherry.coke Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:54
        anorektycznazdzira napisała:

        > Pewnie wiele razy, akurat mi się nei chce wymyślać, interesuje mnie bardzo co i
        > nnego: o co do licha chodzi z tymi maluchami w marketach? Że bakterie tam są? Ż
        > e sie zmęczą? Nigdy mi w głowie nie postało, że to ma być jakiś problem, brałam
        > dziecko i jechałam na zakupy.

        Ja tak w ogole uwazam super- i hipermarkety za okropne, meczace, wrzaskliwe i skomerchowane miejsca, do ktorych nie zabralabym nikogo, kogo choc troche lubie. Wliczajac dzieci, przyjaciol i tesciowa.
    • w_miare_normalna Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:10
      Pamiętam do dziś jak kilkanaście lat temu (miałam może jakieś 9 la). Siedziałam z kuzynką podczas jakiejś uroczystości rodzinnej i na widok jak zapala papierosa , powiedziałam " Ja to nigdy nie będę palić". śmiałą się, że pogadamy za jakiś czas. Dziś ja palę paczkę dziennie, ona w ogóle wink
    • 18_lipcowa1 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:23
      Nigdy w zyciu nie będę miała dzieci.
      A nawet jak będę miala to nigdy w życiu nie będe z nimi spała.
      I nigdy w życiu nie będę karmiła piersią. A jak nie daj boże będę to tylko 6 miesięcy.
      Nigdy w życiu nie będę siedziała z dzieckiem w domu dłużej niż macierzyński.


      To tak na chwilę obecną. Hehhe.
      • lukrecja34 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 21:33
        a jednak jest jedna rzecz,której na pewno nigdy nie zrobię-nie założę białych butów,ani letnich ani tym bardziej zimowych. i tego jestem pewna jak tego,że mam dwoje dziecismile
        • olcia029 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 22:02
          ja uważam, że nie powinno się nikogo oceniać, bo nie siedzi się w jego skórze i każdy ma wolną wolę i może robić co chce póki nie krzywdzi innych,,,,
          • krokre Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 22:08
            olcia029 napisała:

            > ja uważam, że nie powinno się nikogo oceniać, bo nie siedzi się w jego skórze i
            > każdy ma wolną wolę i może robić co chce póki nie krzywdzi innych,,,,
            Święta prawda smile
      • martishia7 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 23:46
        Nigdy w zyciu nie będę miała dzieci.
        A nawet jak będę miala to nigdy w życiu nie będe z nimi spała.
        I nigdy w życiu nie będę karmiła piersią. A jak nie daj boże będę to tylko 6 miesięcy.


        Jeszcze nie mam dzieci, ale u mnie punkt 1 z Twojej listy już odpadł. Zobaczymy jak będzie z resztą big_grin
    • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 22:15
      Nigdy nie przeprowadzę się do Warszawy!!! I tej wersji zamierzam się trzymać wink
      I nigdy świadomie nie spróbuję narkotyków. To już z kategorii "serio, serio".

      Z fastfoodami to chyba wszystkie matki przerobiły dylemat. Ja ograniczam jak mogę, ale kilka razy w roku "grzeszymy".
      Nigdy nie zamierzałam palić. Zbłądziłam w trakcie studiów. Na szczęście udało mi się skutecznie rzucić, jednak epizod w życiorysie pozostał.
    • kropkacom Re: Nigdy w życiu ... a jednak 05.01.11, 22:25
      > Czy też tak macie że kiedys mówiłyście nigdy w życiu a potem wyszło jak zawsze
      > hehehe???

      Pewnie tak. Nie pamiętam nic konkretnego. Jeśli chodzi o dzieci założeń żadnych nie robiłam.
    • marghe_72 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 00:48
      krokre napisała:


      > Czy też tak macie że kiedys mówiłyście nigdy w życiu a potem wyszło jak zawsze
      > hehehe???
      a bo to raz?
      Zanim urodziłam dziecię swe miałam cała masę "mundrych" teorii (z serii a kto to słyszał, żeby dziecko spało z rodzicami.. od tego ma swoje łóżko, żeby w nim spało)
      Dziecię zweryfikowało owe teorie smile
    • franczii Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 10:10
      Ja sobie zadnych takich postanowien nie czynilam.
      Do McD chodzimy bez wyrzutow sumienia raz na jakis czas.
      Na zakupy w galerii handlowej dopoki byly malutkie chodzilam bo bylam w stanie ogarnac i dziecko i cos dla siebie kupic. Odkad sa mobilne to juz sie nie da a ja nie przymuszam bo w gruncie rzeczy to zrozumiale, ze nie podzielaja mojej pasjitongue_out
      Ale zakupy dla domu w dalszym ciagu robie z mlodszym dzieckiem a i ze starszym jak trzeba i tu nie odpuscilam, bo to nalezy do kategorii "obowiazki domowe".
    • moofka Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 10:24
      nie, ale ja nie mialam zbyt wielu zasad na wyrost
      wiedzialam na pewno ze zrobie wszytsko zeby nie kamic mieszanka
      i ze nigdy nie wsadze dziecka w chodzik
      oraz ze nie bede wozic w samochodzie bez pasow i fotelika
      i wiedzialam dlaczego
      poki co juz drugie wyrasta zgodnie z przekonaniami
      • moofka Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 10:26
        do mcdonalda sama chetnie chodze od czasu do czasu
        nie wiem dlaczego mialabym z tego robic cos zakazanego
        • sarling Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 10:45
          Oooo, te założenia przed urodzeniem pierwszego dziecka w zderzeniu z rzeczywistością zaprowadziły mnie do dość poważnej depresji.
          Dlatego teraz nic już sobie nie zakładam. Podejmuję decyzję ad hoc.
          • 3-mamuska Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 10:55
            Nigdy w zyciu narkotykow i papierosow,i tego sie trzymam i bede trzymac.

            A co do dzieci ,to tylko jedno ze bede taka surowa nieugieta mam ,i dzieci beda chodzil jak zegarki i beda mega grzeczne.Myslalm ze dzieci to zasze musza sluchac i robic tak jak sie mowi,bez wlasnego zdania.Jak roboty.
            NO i tu sa grzeczne ,ale ja nie jestem surowa i nieugieta,podchodze jak do czlowieka odrebnego i myslacego.
    • kawka74 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 10:52
      Mało miałam i mam takich założeń, że nigdy. Ale jeśli już - to faktycznie nigdy.
      A, jeden wyjątek - spanie z dzieckiem. Zakładałam, że nigdy, okazało się, że jest to znacznie bardziej ekonomiczne.
    • krokre Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 11:10
      Jeszcze sobie przypomniałam ale nie z serii nigdy w życiu tylko jak tak można. Otóż jak jeszcze nie miałam dzieci zza ściany dochodziły od czasu do czasu przeraźliwe płacze dziecka i zastanawiałam sie co za matka że nie potrafi uciszyć tego dzieciaka że ono sie tak drze. No i za parę lat miałam powtórkę z rozrywki tyle tylko że nie u sąsiada za ścianą a u mnie w domu hehehe. Dzieci to nie maszyny które można wyłączyć kiedy się chce ale jak się nie ma dzieci to mało się wie na ten tematwink
    • dag_dag Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 11:16
      Z Mc Donalds dokładnie to samo u mnie - co z tego, że ja niezbyt lubię i toleruję takie jedzenie, skoro starsza córka ciągnie, bo koleżanki, bo zabawka, bo atrakcja... Rzadko ulegamy, ale jednak.
      Nigdy w życiu - mówiłam tak o kupowaniu wycieczek zorganizowanych. Zawsze sami organizowaliśmy podróże, a teraz wiosną lecimy do Meksyku, drinki będą nam na plaże przynosili ha ha, minimalny plan zwiedzania i oczywiście okazało się, że koniecznie potrzebujemy all inclusive i koniecznie hotel na plaży, no bo jak to inaczej, przecież paru kroków nie będziemy robili - coś z czego się nabijałam pół życia. Ale po latach włóczenia się z plecakami, zwiedzani i załatwiania wszystkiego samodzielnie z plączącymi się dzieciakami - właśnie na takie dwa tygodnie lenistwa z córkami mamy ochotę.
      Nigdy w życiu też nie pomyślałabym, że będę miała aż taką chęć spędzania czasu z rodzicami. Teraz nie mogę się doczekać, kupiłam mamie bilety na luty i odliczam dni, zarezerwowałam dla nich czas i atrakcje jeszcze na maj żeby znowu przylecieli do nas, a potem na cały sierpień chcę jeszcze lecieć do mamy... i cieszę się chyba bardziej niż z tego Meksyku.
      Chyba się starzeję wink
    • kali_pso Nigdy w życiu... 06.01.11, 11:27


      Nie, nie robiłam nic takiego, nie zarzekałam się, że....pewnie dlatego nie jest mi teraz głupiotongue_out
      • krokre Re: Nigdy w życiu... 06.01.11, 11:36
        kali_pso napisała:

        >
        >
        > Nie, nie robiłam nic takiego, nie zarzekałam się, że....pewnie dlatego nie jest
        > mi teraz głupiotongue_out

        Pomimo wszystko nie jest mi głupiotongue_out
        • sowa_hu_hu Re: Nigdy w życiu... 06.01.11, 11:45
          Dla mnie zabieranie dzieci min 2 razy w tygodniu na modowe zakupy to paranoja... Dziecko w wózku wierci sie ,płacze... a mamusia kilka godzin lata po galerii, mierzy ciuchy...
          może niektórym dzieciom to nie przeszkadza ale ja widziałąm takie które bardzo się męczyłysad
          • mamaporazpierwszy Re: Nigdy w życiu... 06.01.11, 12:50
            Ja moich stworów do galerii wziąć nie mogę, bo nie latam po sklepach i nie przymierzam ciuchów, tylko chodzę nabuzowana, że dzieciaki wariują. Plusy są takie, że nie wydaje kasy na ciuchy, a minusy takie, że marudzę, że nie mam się w co ubraćsmile.

            Mc Donalds jest naprawdę paskudny i pilnuje, żeby Młoda nie jadła, ale pizze czy pepsi czasem dostaje.
    • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 12:48
      Przypomniało mi się moje najbardziej spektakularne "nigdy z erratą": kilka lat temu zarzekałam się, że nigdy, ale to przenigdy nie wrócę już do bloku (to był etap fascynacji mieszkaniami w niskich budynkach, kamienicach). I nigdy w życiu nie zamieszkam na jednym, konkretnym osiedlu w moim ówczesnym mieście.

      Mniej więcej dwa lata po tych deklaracjach mieszkałam w centrum tegoż osiedla na 9. piętrze i nachwalić sobie tego układu nie mogłam! wink
      • jak_matrioszka Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 01:13
        A ja odwrotnie, nigdy w zyciu nie chcialam mieszkac w domku jednorodzinnym, a teraz mnie na mieszkanie w bloku/kamienicy nie stac i mam "maly, bialy, z ogrodkiem". Jeszcze sobie nie chwale (zima snieg, latem perz), ale juz sie przyzwyczailam wink
    • sanna.i Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 14:49
      Ja sobie co prawda tego nie obiecywałam, ale do McDonaldsa nie chodzę z dzieckiem. Jeśli już mamy ochotę na coś w mieście, idziemy na pizzę. Syn w hipermarkecie nie był praktycznie przez pierwszy rok życia. Zakupy robił na zmianę jego tata lub ja, czasem zamawiałam przez internet. Ale teraz zdarza nam się pojechać do CH. Raczej nie na długo.
      Obiecywałam sobie, że syn będzie miał dużo sportu. Urodził mi się "typek", który za sportem nie przepada. Stanęło na pływaniu, a reszta tak od czasu do czasu. I to chyba moja największa "porażka". Obiecywałam sobie, że będziemy czytali dużo książek. I tak jest. Miałam go aż tak nie rozpieszczać, a rozpieściłam strasznie...
    • zebra12 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 15:09
      Wielu założeń się trzymałam i trzymam. Np, że nie będzie seksu przed ślubem, że chcę mieć więcej niż jedno dziecko, że nie będę pić, palić, brać narkotyków... ale większość to kopniak od życia. To uczy pokory.
      - Nie przypuszczałam, że się rozwiodę (każdy, ale nie ja)
      - Nie tolerowałam "dużych" dzieci w wózkach, a sama woziłam potem młodą do 4r.ż.
      - Nie chciałam mieć tv w domu, teraz mam i tv i kompa
      - Myślałam, że nie będe pracować, tylko zajmę się dziećmi - pracuję od 10 lat
      Wiele jest tego, oj wiele. Nie warto więc wygłaszać kategorycznych poglądów.
    • eilian Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 16:03
      W macdonaldzie nigdy nie jadłam nic oprócz lodów i kawy. Dziecka w życiu bym tym g... nie nakarmiła, starszy przeżył już 6 lat i wciąż nie wie co to macdolads. Więc da się.
      • rosapulchra-0 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 16:52
        niedługo pójdzie do szkoły, wyrośnie na nastolatka i sam będzie chodził big_grinbig_grin
      • gryzelda71 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 17:03
        Znam kilka osób co do mc za żadne skarby bo syf,a co dnia ich dzieci jedzą w szkolnych stołówkach.
        • piegowata9 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 17:35
          Uwierz mi, stołówka stołówce nierówna. Moje też jedzą, mimo, że w domu czeka obiad. A jedzą (praktycznie cała, niewielka szkoła je), bo obiady są smaczne, świeże, gotowane na miejscu przez bardzo dobre kucharki i kosztują 2,5 zł (szkoła ma dofinansowanie).
          • gryzelda71 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 18:49
            Zdarza się.Ale nie jest normą.Choć zaraz przeczytam coś innego.
    • kawad Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 16:48
      Hi, hi, dlatego wyznaję zasadę "nigdy nie mów nigdy". tongue_out
    • gryzelda71 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 17:00
      To teraz z 40 na krzyżu mam takie "nigdy w życiu" i to wymuszone.Jak młoda osoba nie znałam i nie używałam takiego powiedzenia.
    • atowlasnieja Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 18:30
      Niemowlętom w hipermarketach współczułam, a konkretnie ich matkom że niby urodziły a nadal mają dzieciak doszytego do siebie.
      Dziecko to nie pies którego zamkniesz w domu jak chcesz wyjść.

      A co do McDonalda to moje jeszcze za małe ale jest na tyle wszystkożerna że podejrzewam że będzie jej wystarczało wyjście do prawdziwej restauracji.
    • mozyna Re: Nigdy w życiu ... a jednak 06.01.11, 18:57
      Nigdy nie mow nigdy wink
    • aagata4 Re: Nigdy w życiu ... a jednak 07.01.11, 00:47
      podoba mi się wątek smile
      jak pracowałam w W-wie przez prawie 10 lat i miałam jakieś konflikty z ludźmi to się okazywało, że wszyscy mieszkają w jednej mieścinie, myślałam sobie :co za ludzie tu mieszkają ... i poznałam swojego obecnego męża, który przypadkiem miał mieszkanie własnie mieścinie i mieszkam tu już od 7 lat ... ale przewrotność losu

      jako nastolatka wybierałam szkołę średnią. mama uważała że najlepszą szkołą dla mnie jest szkoła ekonomiczna. Oczywiście myślałam sobie, że taka praca w biurze to nie dla mnie, nie będę siedziala za biurkiem i popijała kawy spędzając czas na pogaduszkach i plotkach. I tak wybrałam szkołę z konkretnym zawodem. Technikum mechaniczno-elektryczne (jakoś skojarzyłam to z elektroniką) i co się stało? pierestrojka w 89 roku i nie dostałam pracy po szkole, więc sie przekwalifikowałam na ... księgową i tu pracowałam ponad 10 lat.

      zawsze uważałam, że dziecku trzeba ograniczyc bajki do minimum. Stosowałam tą zasadę do czasu ... teraz pracuję zawodowo dużo w domu więc siłą rzeczy muszę czymś zająć swoje dzieciaki abym mogła w spokoju pracować. Mam ogromne wyrzuty sumienia ale.. niestety na razie musi tak być. Dobrze, że sporo czasu spędzają w przedszkolu.

      pozdrawiam

      Agata
Inne wątki na temat:
Pełna wersja