Dodaj do ulubionych

Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie

19.04.04, 08:18
Kochane eMamy!
Proszę o pomoc:jak byście postąpiły na moim miejscu,a przede wszystkim
podpowiedzcie jak powinnam rozmawiać z pewną osobą,do której dziś muszę
zadzwonić.Ale zaczynam od końca,a tu trzeba opisać sytuację.
Jest parę osób u mnie w pracy z którymi utrzymuję kontakt także "po
godzinach".Do tych osób należała Agnieszka.Nieraz jakieś piwko,ploty.W
ubiegłe lato zaprosiła nas(mnie z mężem)nawet do domku letniskowego swoich
rodziców na Mazurach.Lubiłam się z nią widywać,więc nie zwracałam uwagi na
pewne zachowania dość lekceważące,mianowicie Agnieszka miała zwyczaj czasem
nie przyjść na umówione spotkanie,ale co gorsza,nie uprzedzała że nie
przyjdzie.Jeśli dzwoniłam po jakimś czasie czekania,nigdy nie przepraszała za
swoje zachowanie i sprawiała wrażenie że takie postępowanie jest normalne.
W sierpniu zeszłego roku A.była u mnie na kawie,gdy w pewnym momencie
wymieniliśmy z mężem kilka zdań na temat komputera.Chodziło o to że nie
mogliśmy znalezc kupca na nasz komputer,którego chcieliśmy się pozbyć z
powodu planowanego przemeblowania-w naszej "dziupli"jest mało miejsca a
spodziewaliśmy się dziecka.Zamierzaliśmy "zamienić" komp.na używanego
laptopa.Słysząc to wszystko A.znienacka zaproponowała że to ona kupi nasz
komp.Zastrzegła jedynie że może go spłacić tylko ratami i że pierwszą ratę
może dać we wrześniu.Po przedyskutowaniu sprawy uznaliśmy że pomysł jest
dobry.Mąż mógł wziąść pożyczkę nieoprocentowaną z pracy na laptopa,a raty
spłacalibyśmy bezboleśnie dzięki ratom od A.Przypominam że od dłuższego czasu
nie mogliśmy kompa sprzedać i to nam się wydało jakby pomysł spadł z nieba.
Tu od razu przyznaję się do własnego błędu.Nie ustaliłam z A.wysokości rat
ani żadnych terminów.A.biła się w piersi że do końca roku cały
komp.spłaci,że ona wie że niedługo będziemy mieli dziecko to rozumie że
potrzebujemy kasy itd...I odtąd zaczyna się jazda.
Pierwszą ratę dała w pazdzierniku.Było to...100 zł.
W listopadzie-kolejne 100 zł.(w tym czasie chcieliśmy kupić wyprawkę,a tu
raty do pracy,hmm)
W grudniu-po świętach(sic!)-kolejne grosze.
W styczniu tradycyjnie 100.
Po mojej ostrej(?)interwencji na koniec lutego dała 500zł.i obiecała że do
końca marca odda resztę długu.Do tej pory jej nie widziałam.
Dodam że cena kompa jaką zaproponowaliśmy była dla niej bardzo korzystna,do
tego masa programów b.dobrych,nagrywarka itp.Mąż osobiście jej zawiózł i
montował wszystko.Tak że A.przez ponad pół roku uzytkowała komp.praktycznie
za darmo!!!Urgh...
Tyle jesli chodzi o oddanie forsy.Ale to nie wszystko.Do tego dochodzi
bezczelne i aroganckie zachowanie pani A.w tej sytuacji.Nie wyglądało to
tak,ze ona dzwoniła ze chcialaby podejsc i dac kase.Za KAZDYM razem to ja
dzwoniłam i pytałam kiedy nam da.Umawialysmy sie,po czym...ona nie
przychodziła.Opisze wam 3 sytuacje.
1.A.obiecała jeszcze predzej ze zalatwi pewna ksiazke dla mojego meza
(potrzebna na studiach).Sama zaproponowała.Ale czas mijał,ksiazka była
potrzebna a tu nic(nie muszę chyba dodawać że po sierpniu 2003 nasze kontakty
towarzyskie spadły do zera).W listopadzie,w zaawansowanej ciąży,nie chodziłam
już do pracy,dzwonię do A.i pytam czy ma tę książkę.Tak ma.Czy w takim razie
mogę po nią przyjść do niej do pracy.Oczywiście.Ok.A.nie wiedziała otym że
zamierzam poruszyć temat forsy,z jej punktu widzenia szłam do niej tylko po
ksiązkę.Byłyśmy umówione że przyjdę ok.10.Pracuje od 7.więc miała mnóstwo
czasu że by ewent.zadzwonić.Przychodzę a pani A.mówi z rozbrajającym
uśmiechem że nie wzięła tej książki z domu.Boże ale się wściekłam.Czy jej
zdaniem nic lepszego nie miałam do roboty tylko z wielkim brzuchem latać do
niej i nic nie załatwić???!!!!No ale nic.Spokojnie pytam czy może mi dać
pieniądze.I co słyszę?Jakieś usprawiedliwienia,przeprosiny?Nic z tego.Krótkie
twarde "Nie mam."Powiedziałam jej wtedy,czego bardzo żałuję bo to mnie
upokorzyło strasznie,ale było zgodne z prawdą że mamy problemy finansowe
(pieniądze za zlecenie nie zostały nam wypłacone w terminie)i że mam w
portfelu ostatnie 5 zł.nie mam na jedzenie(to była prawda).A ona na
to "Karolina,ja nie mam".I koniec.Poszłam do domu i całą drogę płakałam z
upokorzenia.
2.Z czasem już nie umawiałam się z nią żeby przyniosła forsę tylko mąż
podjeżdżał do niej do pracy.(no,po swoje pieniądze...)Kiedyś miała zostać po
godzinach więc umówiłam się z nią że mąż podjedzie po południu,na konkretną
godzinę.Tak się złożyło że powstały nowe plany i razem wtedy gdzieś
pojechaliśmy samochodem,a w drodze powrotnej mieliśmy zahaczyć o danej
godzinie o jej pracę.Już prawie dojeżdżaliśmy,ale coś mnie tknęło bo już raz
mąż pocałował klamkę(...)i wysłałam sms,w sumie tak sobie,"Aga czy jesteś w
pracy".Przychodzi odpow."Nie" -na kilka minut przed umówioną godziną.
3.Raz postawiłam ją w takiej sytuacji że zadzwoniłam że jesteśmy akurat parę
minut drogi od jej domu i czy możemy wpaść po
książkę."Tak,oczywiście".Zajeżdżamy,dzwonimy domofonem,po dłuższym czasie
otwiera jej kuzyn.Okazało się że A.właśnie "musiała" iść do sąsiadki.Jej
kuzyn dał nam książkę no i pani oczywiście uniknęła pytań o
pieniądze.Staliśmy na tej klatce i śmialiśmy się jak głupki.

I to cała historia.Za tydzień mam chrzest mojego dziecka i potrzebuję tej
kasy,którą ona wisi.Zresztą bez znaczenia.To są nasze pieniądze.Dziś chcę
zadzwonić do niej.I tu do was gorąca prośba.Jak z nią rozmawiać???To jest
bezczelna osoba,gdy spytam "Agnieszka kiedy mój mąż może podjechać po
pieniądze" pewnie usłyszę"Karola nie dam ci w tym niesiącu"(przypominam że
dałam jej ostateczny termin na marzec).I co na to odpowiedzieć????Ale mam na
myśli takie odpowiedzi które naprawdę można wygłosić.Jak ją zmusić żeby
oddała do cholery?????!!!!!!Mój mąż już ma takie kryminalne pomysły że boję
się żeby tego w życie nie wprowadził.Pomocy!
Obserwuj wątek
    • koleandra Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 08:43
      Niech Twój mąz pójdzie do niej i zwyczajnie rozmontuje i zabierze komputer. A
      pieniadze, które zapłaciła? Hmm...może oddacie w ratach za jakieś 10 lat albo i
      nie... Na prawde nie wiem co trzeba zrobić bo rozmowa z taka osoba chyba już
      nie przyniesie skutku. To jedyne rozwiązanie które mi przyszło do głowy.
      • virtual_moth Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 08:50
        Zgadzam się z Koleandrą. Trzeba wymyślić jakiś fortel i odebrać komputer...
        Podsuń pomysł mężowi, niech on załatwi sprawę, skoro Ty nie za bardzo czujesz
        się na siłachwink
        No a potem oddajcie pieniądze w ratach po 100 złsmile

        Pozbądź się skrupułów. Inego wyjscia nie ma, jeśli nie spisaliście z nią umowy
        na piśmie, to możecie jej skoczyć, niestety...

        Umówcie się na spłacenie kolejnej raty, niech mąż weźmie jakiegoś kolegę i
        złoży jej wizytę. Potem niech grzecznie, ale stanowczo postawi ją przed faktem
        dokonanym.

        Pozdrawiam
    • ewa2233 Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 08:44
      Może właśnie trzeba jej w ten sposób powiedzieć:
      słuchaj, miałaś termin do końca marca,
      jesteś nam winna x kasy i k... m.. oddaj ją do cholery!
      My też mamy swoje wydatki.
      Jeśli nie masz teraz pieniędzy, to pożycz od kogoś,
      bo my dłużej nie możemy czekać.
      Mam dość proszenia cię o zwrot pieniędzy i twojego unikania nas.

      Zobaczysz co Ci powie...
      W żadnym razie nie tłumacz się po co Ci są potrzebne pieniądze !
      • ewa2233 Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 08:48
        Jeśli OSTATECZNA ROZMOWA nie pomoże,
        rozmontowanie komputera jest dobrym pomysłem,
        oddawanie kasy w ratach JESZCZE LEPSZYM smile
        Ale po kompa podjedżcie NAGLE, bez zapowiedzi, bo inaczej
        1) nie będzie jej w domu
        2) kompa nie będzie
        3) ... lub będzie niekompletny ...
    • kolorko Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 08:48
      Kurcze, fatalna sytuacja ( też się kiedyś tak zapetliłam).
      A może powiedz, że znalazłaż kupca na komp, i poproś o jego zwrot, a pieniądze,
      które już Ci dała- po pdliczeniu eksploatacji- oddawaj jej tak, jak ona tobiewink
      Moze zresztą grozba utraty kompa ( pewnie zdążyła się przyzwyczić) zmobilizuje
      ja do oddania kasy. Choć tak naprawdę wątpię- strasznie trudno postepować z
      osobami, które mają inny system wartości- ty kazdą rozmowę odchorowujesz, a po
      niej najwyrazniej spływacrying
      pozdrawiam, i zyczę pozytywnego roztrzygniecia- Ania
    • mabrulki Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 09:28
      Kurczę,dziewczyny!Jak ja żałuję że zabroniłam mężowi jak parę miesięcy temu
      chciał dokładnie tak zrobić jak radzicie:zabrać kompa.A wiecie że sprzęt traci
      na wartości,więc tak właściwie to już nigdy nie odzyskamy tego co już
      stracone,więc w razie czego chyba wcale kasy jej nie oddam...CHOLERA!!!!!
      przepraszam ale szlag mnie trafia.Zobaczę co powie jak zadzwonię.Dzięki za
      podpowiedzi.Może jeszcze ktoś mnie wesprze?
    • mamadwojga Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 09:57
      A może nie zabierać całego kompa tylko twardy dysk? Oddacie po uregulowaniu
      całej sumy. Na pewno na twardzielu ma jakieś swoje dane i będzie jej się paliło
      by go odzyskać.
      A swoją drogą ludzie to mają tupet!
      I na pewno wpadnijcie bez uprzedzenia, albo po uprzedzeniu tak krótkim, żeby
      nie zdążyła wyjść. Chociaż o wiele łatwiej będzie wymontować ten dysk kiedy jej
      nie będzie.
      Trudna sprawa.
      A może zagrozić że zgłosicie to jako kradzież na policję? W końcu to Wy macie
      pewnie dokumenty zakupu? Nie przyznajcie się do wzięcia pieniędzy za komputer i
      postraszcie babsko że będzie miała kłopoty! I tak towarzysko już jest "po
      ptakach".
      Trudno coś doradzić - ale "gwałt niech się gwałtem odciska"
      PZDR.
      • ewa2233 Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 10:29
        Nie można jej wymontować twardego dysku podczas jej nieobecności,
        bo to byłaby kradzież, wtargnięcie itp.
        Kradzież kradzionego też jest kradzieżą smile
        Kurcze!
        A policją można postraszyć, jeśli dokumenty macie u siebie.
        Super by było utrzeć babie nosa!
        Tylko nie zapomnij napisać jak się sprawa zakończyła !!!
    • mabrulki Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 19.04.04, 13:24
      Uff...już po.
      Przywitała mnie jak dobrą znajomą ale chyba mój oschły ton zbił ją z tropu...W
      każdym razie byłam asertywna smile Na moje pytanie kiedy mąż może podjechać po
      kasętongue_outod koniec tego tygodnia...albo w poniedziałek. Jabig_grinobrze,to pod koniec
      tego tygodnia. Onasurprisedk.to jeszcze się jakoś zdzwonimy. Ja:Nie,umówmy się teraz
      konkretnie. Ona:To zadzwonię do ciebie w czwartek i umówimy się na piątek
      konkretnie. Ja:Czekam na telefon.Cześć.
      Niby załatwione,ale...czytałyście mój post,ona zdolna jest nie zadzwonić.Ale ja
      już też dzwonić nie będę tylko wprowadzę w życie wasze rady! smile
      Ta historia będzie miała albo zakończenie albo dalszy ciąg,możecie zaglądać o d
      czwartku,napiszę na pewno tylko nie zawsze mam czas,bądzcie cierpliwe.Dzięki za
      rady!
      • fargo10 Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 20.04.04, 08:05
        A może idź do pracy i w obecności szefa i współpracowników spytaj kiegdy odda
        Tobie puieniądze, które miała oddać w zeszłym roku? To będzie dla Niej
        kłopotliwa sytuacja i możę z poczucia wstydu w końcu odda dług? PS jeżeli masz
        pisemną umowę sprzedaży komputera z określiniem ilości rat i terminu spłaty to
        sprawa jest prosta.
        • mabrulki Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 20.04.04, 08:50
          Fargo-właśnie w tym sęk że to była ustna "umowa"...Jak to określiła jedna z
          twoich poprzedniczek,mogę jej skoczyć.Jak już napisałam wczoraj,być może sprawa
          załatwiona,ale jeśli A.nie zadzwoni w czwartek nie będę mieć już skrupułów:mąż
          z kolegą pojadą po "serce" komputera.Ona pisze pracę doktorską więc będzie jej
          zależało-chyba że ma na dyskietkach,ale mam nadzieję że nie.Moja prośba do Was
          dotyczy przede wszystkim podpowiedzi tekstów,jak rozmawiać z taką
          bezczelną,wyszczekaną babą.Bo ja niestety jestem właśnie mało wygadana.
          • fargo10 Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 20.04.04, 09:11
            To dość ryzykowne posunięcie. Może posądzić Twojego męża o kradzież, a nie daj
            Boże jeszcze wezwie policję bo może uzanć za bezprawne wtargnięcie do
            mieszkania. Możesz mieć więcej kłopotów niż masz. A "publicznie" tzn w pracy
            nie możesz jej powiedzieć że jest nieuczciwa i że Cię oszukała?
            • mabrulki Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 20.04.04, 09:34
              Jedna z twoich poprzedniczek poradziła mi żeby ją zaszantażować właśnie policją-
              że niby to ona ukradła kompa,bo wszelkie dokumenty zakupu są u nas.Więc gdyby
              ona chciała zawiadamiać policję to mamy się w szachu,he he! Jesli chodzi o
              twoją propozycję,to sama miałam też podobny pomysł,tylko ty jej nie znasz.Mój
              post był i tak długi,więc już się max.streszczałam,ale ona jak się okazało jest
              pierwszą plotkarą u nas w pracy.Nie zastanawia się nad sobą,czy ona nie
              popełniła błędu czy była nie fair,za to pretensje do każdego i wszystkim o tym
              musi opowiedzieć.Wobec tego takie postępowanie(publiczne zażadanie oddania
              długu)choćbym nie wiem jak to powiedziała pewnie by się obróciło przeciw
              mnie:ja pójdę do domu a ona obleci wszystkie piętra i opowie niestworzoną
              historię jaką to ja jestem chamską osobą,a musisz wiedzieć,też niestety za
              pózno się zorientowałam,ona jest mitomanką.Potrafi tak przekonująco opowiedzieć
              jakąś wymyśloną historię że już bym tego nigdy nie wyprostowała.Zresztą nikt
              przecież mnie nie spyta wprost:karolina,czy to prawda co A.opowiada o tobie?
              Tylko każdy będzie myślał że to prawda.Ni z gruszki ni z pietruszki też nie
              spytam:A czy A.nie opowiadała przypadkiem czegoś o mnie? Tylko błgam nie mów
              żebym się nie przejmowała bo w pracy człowiek spędza połowę życia(niestety).
    • evee1 Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 20.04.04, 09:28
      O rany jak ktos moze byc tak bezczelny (mam oczywiscie na mysli
      te Agnieszke)!! Ja tego zupelnie nie rozumiem.
      Jezeli macie dowody kupna tego komputera (tam sa numery seryjne przeciez)
      stawia was w bardzo dobrej sytuacji, bo fakt, ze nie spisaliscie zadnej
      umowy dziala raczej na jej niekorzysc. Ja bym do niej pojechala, nawet
      niekoniecznie, bo mozna to zalatwic przez telefon, i powiedziala, ze
      jezeli do najblizszego piatku godz.17 nie odda Wam reszty pieniedzy, to
      bardzo Ci przykro, ale nie pozostaje Ci nic innego jak zglosic sprawe
      na policje. O szczegolach co masz powiedziec policji rozmawiac juz
      nie musisz, byc moze to ja przestraszy wystarczajaca.
      I jezeli pieniedzy Wam nie odda, to zadzwonic do niej i powiedziec, ze
      zaraz dzwonisz na policje. I zadzwonic! Bo to co ona robi, to jest
      zwykla kradziez.
    • libra.alicja Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 20.04.04, 09:42
      Ale jak technicznie wyobrażasz sobie zabranie komputera i dysku?
      Nawet jeśli wpuści męża do domu, to co, na siłę będzie wymontowywał? Przecież
      może dojść do szarpaniny.
      Nie bardzo sobie wyobrażam tę sytuację, zwłaszcza, że skoro A. jest taka
      bezczelna, to może własnym ciałem zasłonić kompa, a potem oskarżyć twojego męża
      o najście i przemoc.
      • mabrulki Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 20.04.04, 10:15
        Kurczę,no właśnie sobie nie wyobrażam...Już przeprowadziłam z nim "męską"
        rozmowę że ma się nie zniżać do jej poziomu,pełna kultura itd.Tylko że on jest
        na nią wściekły jak nie wiem co i boję się że emocje mogą wziąść górę jeśli ona
        go sprowokuje...A taką flądrę trudno przewidzieć...
    • mabrulki Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 23.04.04, 06:36
      Cześć.
      Zgodnie z obietnicą spieszę donieść o rozwoju wydarzeń.Niestety-tak jak to
      przewidywałam-Agnieszka nie raczyła zadzwonić.Boże,co za człowiek.Termin
      ostateczny ma na dziś,ale już po prostu WIEM,że nic z tego.Mój mąż ma jechać
      dziś wieczorem po komp.Wychodząc do pracy przyznał mi się że trochę się boi,nie
      potrafi jej przewidzieć i chociaż chciałby to załatwić możliwie kulturalnie to
      się boi że to może nieco inaczej przebiegać...Pocieszyłam go że jak A.zobaczy
      jego minę to schowa się w najdalszym kącie i będzie się modlić o życie,a na
      pewno nie będzie próbować mu przeszkodzić.Tylko żarty jakoś mnie podtrzymują na
      duchu,bo sama czuję się okropnie i boję się.Oto co może zrobić z człowiekiem
      bezczelna,nieuczciwa osoba.Napiszę gdy będą nowe informacje.
      • szymanka Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 23.04.04, 09:08
        Niech mąż jedzie z jakimś kolegą. Najlepiej groźnie wyglądającym. Niech wejdzie
        do mieszkania, nie mówi nic na klatce schodowej bo zawsze może mu zamknąć drzwi
        przed nosem. W mieszkaniu niech twardo zażąda kasy albo komputera, strasząc
        policją. Podejrzewam, że ona kasy nie ma i skończy się na oddaniu komputera.
        Trudno, stracicie finansowo na tym całym zamieszaniu. Ale odzyskacie komputer i
        zawsze macie szansę sprzedac go za mniejsze pieniądze. Jej wkład oddawałabym
        tak, jak go płaciła. Czyli w ratach co jakiś czas. I zerwałabym wszystkie
        stosunki.
        A ta całą mitomanią sie nie przejmuj. Ludzie wierzą w plotki, ale do czasu.
        Zawsze kiedys wchodzi na jaw prawdziwa natura. Zresztą Ty też będziesz miała co
        opowiadać o niej.
        Napisz koniecznie o rozwoju wypadków. I nie dajcie się!
        • skrzatka Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 23.04.04, 09:47
          Ależ Szymanko, co Ty piszesz! Bić się z wredną dziewczyną tą samą bronią?
          Nasłać męża z "groźnym" kolegą?? Dopiero wtedy będzie miała o czym gadać i
          oskarżać! Przecież wiadomo, że będzie gadać! I wiadomo co!
          I piszesz jeszcze, że też będzie o czym gadać. Ale po co gadać? Jak ktoś jest
          spokojny (i ma niewielką siłę przebicia) to nie będzie sie bronił przed
          plotkarą opowiadając swoją wersję, bo i tak nikt nie uwierzy, a pomyśli, że
          skoro się broni to coś tam jednak między nimi było. A jak usłyszą, że
          sprowadziła na "biedną" dziewczynę "osiłków" to już w ogóle sprawa zrobi
          się "kryminalna" i tym ciekawsza dla "słuchaczy", których w żadnej pracy nigdy
          nie brakuje!
          Po prostu pójsć i stanowczo żądać tego co ich (najlepiej niech pójdą oboje, bo
          oboje jej ten komputer sprzedawali)! Mają do tego święte prawo! I dobrze by
          było, gdyby u tej naciągaczki był ktoś jeszcze (świadek), który "przy okazji"
          pozna "prawdziwą naturę świętej Agnieszki". Wtedy trudniej rozpuścić plotkę,
          gdy prawdę zna osoba trzecia.
          A, no i nigdy więcej się z "koleżanką" nie kontaktować. A incydent traktować
          jako cenne "doświadczenie towarzyskie" - cenne - dosłownie i w przenośni.
          I WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI, bo słono za to zapłacili, a porządnie załatwiając sprawę
          (nie przemocą) pozostaną przy czystym sumieniu. A to jest w życiu chyba
          najważniejsze...

          • szymanka Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 23.04.04, 10:42
            Skrzatko, to co napisałam było wynikiem wrażenia, że na dziewczynę nic nie
            działa. Nie jestem specjalnie za tego typu metodami, ale jeżeli ta cała
            Agnieszka nie przychodzi na spotkania, nie dzwoni, udaje że jej nie ma,
            generalnie za wszelką cenę unika oddania pieniędzy, zrobiłabym wszystko żeby
            pieniądze odzyskać. A moim zdaniem z takimi ludźmi trzeba walczyć, jak sama
            trafnie określiłaś - ich bronią! Normalne podejście do sprawy zwykle nie
            skutkuje.

            Mam przykład z własnego podwórka. Moja mama wpłaciła bratu na mieszkanie do
            spółdzielni. Kilkadziesiąt tysięcy złotych. Niestety stało się tak, jak opisują
            często w gazetach, kolejne terminy oddania mieszkania do użytku mijały, prezes
            ciągle obiecywał, że pieniądze odda, że przestoje, że chwilowe trudności z
            płynnością finansową itd. Nie chcę już opisywać tu całej historii, napiszę
            tylko o odzyskiwaniu pieniędzy.
            Chodziłam razem z mamą do prezesa tej spółdzielni, prowadziłam kategoryczne
            rozmowy, pisałam pisma, straszyłam w nich konsekwencjami prawnymi, prosiłam,
            uderzałam do uczuć, te pieniądze to były naprawdę wieloletnie mojej mamy
            oszczędności. Nigdy nie zeszłam "poniżej poziomu", chociaż miałam ochotę z
            wściekłości udusić faceta gołymi rękami. Nic nie wskórałam, facet obiecywał i
            na obiecankach się skończyło.
            Na jakiś kolejny termin oddania wkładu poszlismy we trójkę: ja, mama i mój
            brat. Przypadek sprawił, że blisko spółdzielni spotkalismy kolegę mojego brata,
            który słysząc tę całą historię, najpierw nie wierzył smile a potem postanowił iść
            z nami, na zasadzie "w kupie raźniej". Pieniędzy oczywiście nie było. Prezes,
            jak zwykle zaczął przedstawiać swoje powody i obiecanki. I wtedy właśnie
            wtrącił sie ten kolega. Jezu, jak on go nawyzywał, od najgorszych, złodziej to
            najłagodniejsze użyte przez niego określenie. Urządził w tej spółdzielni taką
            awanturę, że ludzie z dolnych pienter wychodzili na korytarz, zobaczyć co się
            dzieje. Nasza trójka oczywiście dzielnie sekundowała. Hmm... nie będę się
            wdawać w szczegóły, ale nie było miło, z groźbami przemocy fizycznej włącznie.
            Efekt? Po dwóch dniach, pieniądze były na mamy koncie.
            Po pół roku ogłoszono upadłość tej spółdzielni. Prezesem zajęła się
            prokuratura, przekręty tam robił niesamowite. Z tego co mi wiadomo, tylko
            pięciu osobom udało się odzyskać wpłacony wkład. Kilkadziesiąt, czy nawet
            kilkaset osób zostało zupełnie na lodzie. Dziękuję Bogu za tego kolegęsmile

            A co do ludzkiego gadania, jeżeli dziewczyna tak jak napisała autorka wątku,
            jest mitomanką, to co by nie zrobili i tak ona bedzie miała swoja opowiastkę.
            Najważniejsze to odzyskać kasę lub komputer.







            • skrzatka Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 23.04.04, 14:34
              Szymanko, tu masz rację! Sama bym tak zrobiła, za takiego kolegę, w takiej
              sytuacji też bym Bogu dziękowała, ale sparawa z komputerem to trochę inny
              kaliber. To co Ty opisałaś to było dochodzenie OGROMNYCH NALEŻNOŚCI od FIRMY,
              która nie chciała wywiązać się z PISEMNIE ZAWARTEJ UMOWY. I tu może w grę
              wchodzić prokurator. W sprawie "nieszczęsnej Agnieszki" prokurator mógłby wejść
              w grę dopiero jak ta "nieszczęsna Agnieszka" poszłaby na policję wygadując cuda
              (a jej wyobraźni chyba nie brakuje). Wtedy i koledze i mężowi dostałoby się w
              nieźle w ciry. A Agnieszka? BYŁABY NA WIERZCHU.
              No ale sami nie dopisujmy końca, tylko czekajmy, bo może Agnieszka rzeczywiście
              zbierze całą kwotę i odda właścicielom, o czym mam nadzieję nas poinformują.
    • mabrulki Re: Pomóżcie mało wygadanej - uwaga,długie 23.04.04, 09:50
      Agnieszka właśnie zadzwoniła.Przyniesie resztę forsy dziś po pracy.Jeśli myśli
      że wpuszczę ją do domu albo zobaczy moją Niunię to się myli.Na progu kasa i
      dowidzenia.Rozmawiała ze mną jak z najlepszą kumpelą,ucięłam to oczywiście.Nie
      pisałam wam,kiedys jak mąż pojechał do niej to usłyszał radosne "Cześć
      słonko!".Stwierdził wtedy że ona jest psychicznie chora.Ja myślę że to zwykły
      fałsz.
      Wygląda na to że ta kosztująca mnie wiele nerwów (w ciąży i po porodzie)
      historia dobiegła końca.Dziękuję wszystkim forumowiczkom za rady i słowa
      wsparcia-było mi miło.
          • asikx A gdyby jednak znowu coś wykręciła..... 23.04.04, 15:14
            Nie wiem, czy jeszcze tu przed wizytą Pani A. wejdziesz ale możesz zabezpieczyć
            się (w razie gdyby nie przybyła - lub przybyła znowu z jakimiś historiami nie z
            tej ziemi) - kup weksel w banku i jak tylko ją doapdniesz każ jej go wypełnić.
            Skoro się zarzeka że Cię spłaci to nie powinna mieć oporów. A przynajmniej nie
            od razu znajdzie wymówkę żeby tego odmówić - bo co rękę na poczekaniu sobie
            złamie? I już będziesz miała na nią haka. Zawsze jakieś zabezpieczenie.
            Szczegóły - tzn. na jaką kwotę kupić i jak go wypelnić znajdziesz na stronie:
            www.weksel.pl.Pozdrawiam,
            Aśka
            PS. Jesteście straaaaasznie grzeczni i porządni, chyba bym już jej wlała. O
            narobieniu obciachu w pracy nie mówiąc.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka