aaa2004
13.01.11, 22:55
Witam,
Nigdy nie pisałam na forum o tak prywatnych sprawach, ale codzienność mnie przytłacza.
Nie mam przyjaciół, z siostrą jestem w nie najlepszych stosunkach, rodziców nie chcę martwić, nie mam nawet z kim szczerze porozmawiać.
Jestem mężatką od paru lat, mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Różnie nam się od początku układało, bywało i wspaniale, ale bywało też tak że nie mogłam na niego patrzeć i czułam niemal nienawiść. Po ostatnich kłótniach i jego zachowaniu i stosunku do mnie nabrałam pewności że to co do niego czuję to na pewno nie miłość. Gdybyśmy nie mieli dzieci z pewnością nie bylibyśmy już razem, mimo że on mówi że mnie kocha.
Gdyby nie było dzieci, już dawno spakowałabym swoje rzeczy, wynajęła bym sobie chociażby najmniejszą klitkę i wyprowadziłabym się na zawsze.
Ale mamy wspaniałe dzieci, które bardzo nas oboje kochają i wiem jaką tragedią byłoby dla nich gdybyśmy się rozstali. Nie mogę tego zrobić. Ale nie wiem jak ułożyć sobie życie z osobą której nie kocham, do której czuję ogrom żalu, niechęci.
Wiem że powinnam próbować uratować nasz związek dla dobra dzieci, ale nie wiem jak miałabym to zrobić, kiedy jestem najszczęsliwsza kiedy mojego męża nie ma w domu, kiedy jestem tylko z dziećmi.
Czuję się jak w pułapce, gdzie nie spojrzę tam ściana - nie mogę odejść z dziećmi, bo wiem jaki byłby to dla nich cios, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia takiego jak jest teraz.
Późno wyszłam za mąż, długo tęskniłam za byciem z drugiem człowiekiem, a teraz marzę żeby znowu być samą, żeby nikt nie miał do mnie ciągle pretensji, żeby mogła sama o wszystkim co mnie dotyczy decydować, żeby nie wysłuchiwać złośliwości i docinków, albo poleceń wydawanych władczym tonem.
Wiem, że trudno cokolwiek radzić kiedy nie zna się dokładnie czyjeś sytuacji, ale piszę, bo tak mi jakoś dzisiaj smutno, chyba chciałam się po prostu wyżalić.
Pozdrawiam