Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam!

20.04.04, 14:40
Mam duży problem i trochę trudno mi o tym pisać...
Zacznę od początku.
Mieszkamy z moim Dziadkiem, który ma grubo ponad 80 lat. Półtora roku temu
zmarła moja Babcia, Dziadek bardzo to przeżył, do dzisiaj nie doszedł do
siebie po jej utracie(byli 55 lat małżeństwem i było to najlepsze małżeństwo,
które widziałam w życiu). Było wiele powodów, dla których przeprowadziliśmy
się do Dziadka:
-miał głęboką depresję i cała rodzina doszła do wniosku, że sam nie może
mieszkać
-coraz gorzej radził sobie ze sprawami codziennymi
-było mi żal mamy, która codziennie po pracy zamiast jechać do domu,
siedziała u Dziadka(sprzątanie, zakupy, bycie z nim itd), a mnie było ciężko
równie często przyjeżdżać(studia, dziecko)
-Dziadek nie chciał się zgodzić na przeprowadzkę do moich rodziców
-wreszcie byliśmy jedyni w rodzinie, których nie trzymało mieszkanie
(wynajmowaliśmy stancję)
No więc zapadła decyzja o przeprowadzce, i uważam, że było to jedyne wyjście,
bo stan Dziadka stale się pogarszał(cały czas tak jest).
Tylko że...Dziadek ma dwoje dzieci:moją mamę i wujka. O ile mama wcześniej
opiekowała się Dziadkiem, wujek ani ciotka, ani ich córka z mężem nie
zaglądali do niego miesiącami. Przyjeżdża jedynie jego syn(któty sam ma
trójkę dzieci, ale jakoś potrafi znaleźć czas). Dodam, że mieszkamy wszyscy w
jednym mieście). Natomiast po przeprowadzce mama(i mój ojciec) też "spuścili
sobie Dziadka z głowy". Nie chodzi mi tylko o zajmowanie się nim, bo to
wzięłam na siebie(choć szczerze mówiąc, myślałam, że ktoś czasem pomoże). Mam
raczej na myśli jakieś wsparcie, żeby ktoś się zainteresował jak jest.
Przykro mi o tym pisać, ale czasem opieka nad Dziadkiem trochę mnie
przerasta sad Szczególnie gdy chodzi o sprawy związane z higieną(na przykład
Dziadek bardzo brudzi w ubikacji, a przecież mam małe dziecko, więc czasem
sprzątam nawet 6-7 razy dziennie),muszę ciągle pilnować, żeby na przykład
umył się, zmienił ubranie na czyste, trzy razy dziennie wydawać mu leki,
przypilnować, żeby połknął... Ale z tym jestem sobie w stanie poradzić.
Gorzej jest z innymi rzeczami. Dziadek ma spore przoblemy z chodzeniem, nagle
traci równowagę wywraca się. W zimie dwa razy kiedy byliśmy na uczelni,
wyszedł z domu, upadł i się potłukł...Cała rodzina zapowiedziała, że Dziadka
nie można samego puszczać z domu, że wszyscy będą przyjeżdżać i brać go na
spacery...Ani razu nikt się w tym celu nie zjawił, jak coś mówiłam na ten
temat, słyszałam że akurat dziś nie mogą...Więc chodzimy my, pół biedy kiedy
jesteśmy oboje z mężem, ale jak w domu jest tylko jedno z nas, naprawdę
trudno upilnować dziecko, które biega i może na przykład wyskoczyć na ulicę,
i Dziadka, który w każdej chwili może upaśćsad Wujek ma dom z dużym ogrodem, a
moi rodzice działkę(którą finansuje Dziadek zresztą...) I wciąż się
wykręcają, żeby go czasem nie wziąć do siebie...Tak mi go szkoda, Jak dzwoni
moja mama i mówi, że jedzie na działkę, Dziadek pyta czy go nie weźmie, a ona
zawsze znajdzie powód, żeby odmówić...Jechała w niedzielę, obiecała mi że go
weźmie, ale się nie odezwała(na szcęście mu nic nie powiedziałam, bo już się
tak kiedyś zdarzyło, i było mu bardzo przykro). A dzisiaj z rozbrajającą
szczerością mi powiedziała, że "nie chciało jej się z Dziadkiem użerać"...
Ręce mi opadły...Dziadek ciągle siedzi sam, nikt nawet nie zapyta, jak się
czuje(moi rodzice i wujek z ciotką są lekarzami), to ja muszę zawsze prosić,
żeby wypisał ktoś recepty, bo leki się kończą...I jeszcze sama po nie
jeździć...
Przecież to ich Ojciec...Nie rozumiem tego...Jest mi go tak szkoda...
On jest z nich taki dumny(szczególnie z wujka), a oni go tak traktują...
Próbowałam z mamą rozmawiać, ale mamy trudny układ, moja mama jest bardzo
apodyktyczna, strasznie się obraża jak jej coś powiem(i to ja muszę potem
wyciągać rękę, bo zwykle potrzebuję czegoś od niej, np. lekarstw dla Dziadka).
Uważam że to niesprawiedliwe, mogłiby się zainteresować, co u Dziadka i jak
my sobie radzimy...A ciągle słyszę: musisz pójść z Dziadkiem tam, musisz
zrobić tak i tak...A czemu tylko ja??? Przecież to nie mój ojciec(ale chyba
jestem z całej rodziny z nim najbliżej związana).
Czasem się złoszczę na Dziadka,na przykład jak muszę mu po raz 50
przypominać, żeby spuszczał po sobie wodę, albo nie chodził bez majtek po
domu,(ze względu na synka), potem jest mi wstyd, bo przecież ja nie na niego
się gniewam, wiem, że to starość i choroba, tylko ta sytuacja mnie dobija(no
i to, że nie mamy z mężem ani chwili prywatność, bo zamknięte drzwi to nie
przeszkoda dla Dziadka(nie kochaliśmy się już ze trzy miesiącesad(((), nie
mówiąc o jakiejś kolacji przy świecach czy zwykłym wyjściu gdzieś. A przecież
ktoś z nich mógłby go wziąć chociaż na jeden dzień...
Dodam jeszcze, że moja mama NIGDY nie zaproponowała nam, że sama z siebie
zajmie się Robertem, tylko dlatego, że chce go zobaczyć(czasem, po wielkich
prośbach, gdy mieliśmy egzamin).Wiem, że pracuje, ale...
Mogłabym jeszcze długo pisać(zanudziłabym was na śmierć)!
Poradźcie mi, co byście zrobiły...
Strasznie mi źle, że mam taki słaby charakter i nie umiem powiedzieć
rodzinie, co o nich myślęsad A mam ochotę nimi potrząsnąć...
    • kolorko Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 20.04.04, 15:06
      Jagusiu, bardzo dzielna jesteśwink
      Proponuję wydrukowanie tego ,co napisałaś i przesłanie mamie i wujkowi, z
      tytułem- do przemyślenia. A co do mamy, to moze warto spytać, czy chciałaby,
      zeby dzieci za kilkanascie lat tak ja traktowały, jak ona swego ojca?
      pozdrawiam cieplutko- Ania
    • gusiulek Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 20.04.04, 15:09
      nie wiem,co można ci poradzić bo nikogo ze swojej rodziny nie zmusisz do opieki
      nad dziadkiem,a wydaje mi się że rozmowa da jakiś skutek ale na krótko.nie wiem
      jaki jest stan twojego dziadka ,na co jest chory.może zabrzmi okrutnie to co
      napiszę,ale myśleliście kiedyś nad domem spokojnej starości????trudno jest
      cokolwiek doradzać.w sumie to starych drzew się nie przesadza więc nie dziwię
      się,że dziadek nigdzie nie chce się przeprowadzać.może poprostu czasami pojedź
      z dziadkiem do mamy lub wujka,żeby tam w dzień np.posiedział bo ty musisz coś
      załatwić.współczuję ci,bo napewno opieka nad dzieckiem jest męcząca,a co
      dopiero jeszcze starszą,schorowaną osobą.
      • jagusia7 Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 20.04.04, 17:25
        Nigdy nie oddam Dziadka do domu spokojnej starości!!!!
        Chcę, żeby spędził spokojnie starość w swoim domu, tylko żeby czuł się nadal
        kochany, jak wcześniejsad((((((
    • gwiazdka19 Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 20.04.04, 18:04
      Strasznie to smutne co piszesz.Szkoda ze pozostali członkowie twojej rodziny
      tak podchodza do tej sprawy.Pamietam jak żyła jeszce moja prababcia to jej córka
      (moja babcia) była przy niej do ostatnich dni.I nigdy nie marudziła ze ma juz
      dosc , choc było jej bardzo ciężko.Jestem pełna podziwu dla Twojej osoby i moge
      ci powiedziec jedno :BaDZ Z SIEBIE DUMNA!!!!!Pamiętaj, ze kiedys twoje
      poswięcenie zostanie ci wynagrodzone.
    • libra.alicja Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 20.04.04, 19:30
      Oj, przypomina mi to sytuację z moją kochaną Babcią (zmarła w wieku 89 lat),
      którą ja także się opiekowałam, na szczęście nie sama, tylko z moimi rodzicami.

      Tylko, że w naszej rodzinie doszła jeszcze sprawa mieszkania babci. Babcia
      przekazała mieszkanie aktem darowizmy mojej kuzynce, która zamieszkała z nią
      razem ze swoim mężem. Jak tylko Babcia przestała być samodzielna, opiekowalismy
      się nią wszyscy, były po prostu wyznaczone stałe "dyżury". Jednak na wakacje
      kuzynka przeprowadziła babcię do siostry babci (samotna starsza pani, ale w
      dobrej formie), a po wakacjach babcia nie miala już dokąd wracać, bo kuzynka
      zrobiła w jej pokoju sobie sypialnię. Od tej pory dyżury pełniliśmy u cioci,
      gdzie babcia została, jednak kuzynka miała coraz mniej czasu na to.
      Pod koniec życia babci, całą opiekę przejęła wynajęta opiekunka i moi rodzice i
      ja po południu i wieczorami. I tak osoba, która miała (wg mnie) obowiązek zająć
      się babcią, oczywiście przy pomocy innych (prawdziwej pomocy, nie takiej jak
      piszesz) zrzuciła sobie problem z głowy, jednak nie rezygnując z mieszkania.

      A może twoja rodzina uznała, ze dziadek jest twoim problemem, bo macie
      mieszkanie? Nawet wtedy, wszyscy powinni się włączyć do opieki. Może zaproponuj
      jakieś stałe dyżury, albo zbranie dziadka do siebie raz na jakis czas, zebyscie
      mieli troche spokoju i czasu tylko dla siebie.
    • jagusia7 Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 20.04.04, 19:31
      Dzięki za ciepłe słowa...
      Dopiszę jeszcze, że Dziadek bardzo pomaga wszystkim finansowo(duża emerytura +
      renta). Na przykład dom wujkowie postawili przy dużej pomocy Dziadka...A teraz
      nawet go tam nie zaproszą...My z mężem jeszcze nie pracujemy, wcześniej
      dostawaliśmy pieniądze od teściów i moich rodziców, odkąd mieszkamy u Dziadka,
      moi rodzice nic nam nie dają, tylko Dziadek (dużo mniej oczywiście, bo nie ma
      opłaty za stancję). Czuję ogromną wdzięczność dla Dziadka ale uważam że moja
      mama też powinna...W końcu dając pieniądze nam, odciąża i ją(zupełnie tego nie
      widzisad(), zresztą mama dostaje od Dziadka co miesiąc pieniądze na raty za
      samochód...
      Najbardziej jestem zła na siebie, że jestem taka ciapa i boję się jej to
      wszystko powiedzieć...Nie wiem, może wciąż mam jakieś głupie poczucie winy, że
      tak wcześnie w ciążę zaszłam(20 lat)...Chociaż to głupie przecież... Do wujka
      nie pójdę, on jest Wielkim Naukowcem i uważa mnie za głupsząsad
      Ostatnio powiedziałam mamie, że Dziadek mówił mi, że przykro mu, że nikt go nie
      odwiedza i że na działkę nie chcą go zabierać...Zmyśliłam to, bo wprost nigdy
      mi tego nie powiedział, ale ciągle dopytuje: "dzwoniła mama?Nie jedzie czasem
      na działkę?" Przecież widzę, że mu smutno... A ona to po prostu
      przemilczała.Zero reakcji! Wyć mi się chce...
      Kurczę, żeby był gdzieś kurs "Jak postępować z własną rodziną", zapisałabym się
      od razu...
      Mój mąż chciał "załatwić sprawę", ale moja mama jest trochę na niego uczulona i
      nie wiem jak to by się skończyło...Prawdopodobnie obraziłaby się śmiertelnie, a
      nie o to mi chodzi...
      Dobrze, że chociaż mam się gdzie wygadać...Jakoś lżej jestsmile
      • fassolka Znam ten problem - i tez bedzie długie :-) 21.04.04, 00:07
        Oj Jagusiu, jak ja cie dobrze rozumiem, ja tez sie opiekuje Babcią i jej
        Siostra, obie grubo po 80tce, poki co mieszkamy w roznych mieszkaniach w jednej
        klatce bloku, ale kto wie, co nas czeka? Jedno jest pewne - Babcia i Ciocia
        będą pod moja opieką do konca - na szczęście moj mąż i moje dzieci traktuja te
        sprawe naturalnie - to taka kolej rzeczy w normalnej rodzinie.
        Tego co robisz dla Dziadka nie sposób 'wymierzyc', jedno jest pewne - dzieki
        Twoim staraniom Dziadek ZYJE normalnym, pełnym godności zyciem. Twój Robercik
        nauczy sie od Ciebie szacunku dla starszych - a kto wie, kochana, co bedzie z
        Toba za te małe 50 latek? To dla Was wszystkich wielka lekcja zycia i pokory.
        Zwłaszcza, ze doskwiera wam z męzem brak samodzielności finansowej.
        Rzeczywiście, w postawie dzieci twojego Dziadka widać przesłanie: korzysta z
        darmowego mieszkania to niech to 'odpracuje'. W sumie jest w tym sporo racji, i
        sama przeciez tez to czujesz, ale na Boga, to ich ojciec przeciez! Nie wahaj
        sie otworzyc im oczy, sama zawieź dziadka na te działkę (o ile to możliwe), nie
        bój się obrazalstwa mamy. Ona powinna sobie uswiadomic, ze za 20-30 lat (a to
        minie i to jak szybko) to ona sama znajdzie sie w sytuacji Dziadka. A może by
        to trzeba powiedziec wprost?
        Brutalna prawda jest taka - Twoja rodzina czuje, że nie masz innego wyjścia i
        uznaje Twoja opiekę nad dziadkiem za oczywistośc, całkowicie umywając przy tym
        ręce. Zdobywając finansową niezależnośc zdobyłabyś rownież jak sądzę większe
        zainteresowanie z ich strony. Czy naprawdę nie ma w rodzinie kogoś, kto
        cieszyłby się autorytetem, i jednoczesnie mogłby Cie wesprzec i troche im
        otworzyc oczy? A co z tym wujkiem, ktory mimo ze ma swoja rodzine to czesto
        Dziadka odwiedza?
        Ech, Jagusiu, masz po prostu teraz dwoch synkow, jeden jest malutki a drugi
        duży smile czy nie chciałabys żeby Robert wyrósł na faceta, dla którego częsty
        kontakt ze starszymi dziadkami i rodzicami oraz pomaganie im, są sprawą
        oczywistą i naturalną, mimo ze wymagającą wysiłku? On takim facetem bedzie, i
        to właśnie dzięki temu co Ty teraz robisz.
        A konkretnie patrząc na sprawy proponuję
        1. Sprobować znależć w rodzinie sojusznika
        2. Oznajmic mamie, że juz powiedzialas dziadkowi, ze go mama zabierze na
        dzialke i on juz czeka (swoja drogą: 'uzerać?'... a on to sie z nią nie uzerał
        jak była dzieckiem może, co?)
        3. Walczyć o jakiekolwiek własne dochody (łatwo powiedziec, wiem) bo
        przestaniesz byc wtedy w oczach rodziny tą, której się łaskę robi ze jej sie
        pomaga
        4. Zaprosic od czasu do czasu mamę na noc, niech sie przespi z dziadkiem i
        wnukiem, a wy zaszalejcie (chocbyscie nawet mieli wymyslic jakis pretekst)
        5. Zlituj sie nad mężem i kochajcie sie czesciej smile to musi sie dać
        zorganizowac, jesli dziadek jest nocnym markiem to mozna czasem iśc spac z
        dzieckiem a obudzic sie na godzinke około 4 nad ranem. Jesli ma zwyczaj
        znienacka włazic wam do pokoju to gorzej.. ale i to da sie jakos obejsc.
        Podejrzewam ze problem tkwi w czym innym, zmeczenie i stres sa gorszym wrogiem
        seksu niż dziadek w pokoju obok, prawda?
        Zyczę Ci duzo sił i optymizmu, wiosna idzie, będzie łatwiej. Serdecznie
        pozdrawiam,
        Ola
        • jagusia7 Re: Znam ten problem - i tez bedzie długie :-) 21.04.04, 01:16
          Bardzo dziękuję Ci za dodanie otuchy i konkretne radysmile
          Z tymi sojusznikami masz rację. Myślałam o tym, żeby porozmawiać z tym
          ciotecznym bratem, który przyjeżdża, ale to na nicsad On ma jeszcze gorsze
          stosunki ze swoimi rodzicami(czyli z wujkiem i ciotką), niż ja z
          moimi...Natomiast pomyślałam o moim rodzonym bracie, który jest w porządku. To
          znaczy wpada czasem po zajęciach, pogada trochę posiedzi i leci dalej, ale
          przynajmniej jest.Jest młodszy ode mnie, ale chyba mama bardziej się z nim
          liczy niż ze mną...Zresztą po Babci śmierci to on właśnie dwa miesiące z
          Dziadkiem mieszkał, żeby nie był sam...Właściwie miałam z nim wcześniej pogadać
          na ten temat, ale jakoś głupio było mi tak otwarcie przed nim mamę krytykować.
          Ale chyba czas najwyższy! Zobaczymy co z tego wyjdzie, na niego mama jakoś
          rzadziej się obraża(pewnie sama ją nauczyłam sobą manipulowaćsad(()
          Ja też myślę, że kiedy pójdziemy do pracy, będziemy na lepszej pozycji, to już
          niedługo(myślę że ze 3 miesiące)
          No i zlituję się nad mężem, obiecujęsmileSama wiem, że tak się nie da(ale raczej
          na pomoc mamy nie naciągnę), zresztą z tym wchodzenie znienacka trafiłaś.No
          nic, coś wymyślę...Mąż jest kochny, bardzo wspiera mnie w tej sytuacji.
          I postanowiłam, że we trójkę z mężem i synkiem wyjedziemy w lipcu chociaż na
          tydzień wakacji! Muszą się wtedy zając Dziadkiem, trudnosmile
          Jakoś lepiej się już czuję na duszysmile Dobrze że jest to forum, zawsze można
          liczyć na pomoc!
    • l.e.a Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 08:32
      Jagusiu smile

      Jesteś wspaniałą i roskliwą dziewczyną, masz serce na własciwym miejscu.
      Właściwie, to co chciałam Ci napisać, zostało już napisane przez poprzedniczkę.
      Piszę bo chciałam Ci podziękować za to, że chcesz i masz piękny stosunek do
      starszej osoby. Mam nadzieję, że Twój brat pomoże Ci w przekabacaniu rodziny.
      Powodzenia i pozdrawiam ciepło
      lea
    • e_madziq Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 09:31
      Witaj Agnieszko,
      cóz mogę dodac? Rad Ci żadnych nie udziele bo w takiej sytuacji nigdy nie byłam
      i w zasadzie nie bedę, bo swoich dziadków nigdy nie poznałam, zmarli przed lub
      zaraz pomoim urodzeniu. Chciałam Ci tylko napisać, ze szczerze podziwiam
      Ciebie, Twój ogromny szacunek do Dziadka i WIELKIE serce.Jesteś osobą skromna
      wiec pewno tego nie zauważasz, ale Twój Synek moze byc dumny z takiej mamy!!!

      I wiesz co, chyba bym się jednak odważyła i wygarneła rodzicom i wujostwu co o
      ich zachowaniu myślę. Tak, myśle, ze zrobiłabym to.
      Pozdrawiam, Magda
    • foe1 Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 09:36
      Jagusiu, ja może trochę mniej romantycznie- mnie się wydaje, że Twoja rodzina
      uznała, że skoro mieszkacie u Dziadka, to jesteście winni Mu opiekę, tym
      bardziej, ze dziadek wspomaga Was finansowo.
      Sama napisałaś, ze mieszkaliście na stancji- było nie było, teraz opłata za
      stancję Wam zniknęła.

      Rodzina traktuje to jak wymianę usług i chyba po części mają rację.

      Inna sprawa, że z czysto ludzkiego odruchu nie chcieli Wam ani razu pomóc- to
      jest przykre, że nie mogą wyjść ponad ten "interes".

      Mogliby zrozumieć, że mimo tego, ze macie gdzie mieszkać i że dziadek daje wam
      pieniądze, to jesteście czasami wykończeni tą sytuacją i mogliby zaproponować
      chociaż jednorazową pomoc- zrobić to dla Was.
      Pomijając fakt, że to ich własny ojciec- i dla niego też mogliby zrobić więcej
      niż ustawa przewiduje.

      Ale na to, czy ktoś wyjdzie ponad czy ne, Ty niestey nie masz żadnego wpływu.
      Można rozmawiać, ale i tak często każdy robi po swojemu. Ale porozmawiać warto,
      może się uda.

    • i2h2 Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 09:59
      Jagusiu, to wspaniałe, co robicie. Tak, jak dziewczyny pisały: dzięki Wam
      Dziadek ma godną starość. Mogę za Was tylko trzymać kciuki, ale dam też radę
      praktyczną. Piszesz, że Dziadek ma kłopoty z utrzymaniem równowagi- czy
      myśleliście o tym, żeby używał balkonik do chodzenia? Może to by Ci pomogło na
      spacerach- nie bałabyś się tak bardzo, że Dziadek się przewróci.
    • szymanka Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 10:10
      Jagusiu, podziwiam Cię i Twoje serducho. Opieka nad starszym i schorowanym
      człowiekiem nie jest łatwym zadaniem. Z Twojego postu aż bije miłość i
      troskliwość w stosunku do dziadka. To naprawdę budujące. Większość ludzi, w tym
      Twoja rodzina zostawia strszych samym sobie, nie pamietajac ile od nich kiedyś
      otrzymali.
      Namawiam do walki o godną starość Twojego dziadka. Szczerze mówiąc na Twoim
      miejscu wygarnęłabym rodzinie prosto w oczy, co myślę. To znieczulica. I
      wykorzystywanie. Pieniadze od dziadka biorą, a przyjechać i trochę pobyć z nim
      nie mogą? Wiem, że niełatwo zrobić awanturę. Ale sama piszesz, że rozmowy nie
      przynoszą skutku. Brat może być pomocny.
      Inny pomysł który przyszedł mi do głowy: może napisz list, do jednych i do
      drugich. List który mógłby napisać dziadek. Znasz jego uczucia, wiesz że mu
      przykro, że czuje się odtrącony i zapomniany. Napisz o tym tak jak gdyby
      dziadek pisał do własnych dzieci. W takim liście powspominałabym stare, dobre
      czasy (na pewno znasz z opowieści) i pytała dlaczego teraz jest inaczej...
      Napisałabym o uczuciu osierocenia przez własne dzieci... Może to ruszy ich
      serca?
      Na końcu wyjaśnij sprawę, że to Ty jesteś nadawcą listu i dlaczego to zrobiłaś,
      żeby nie było ewentualnych nieporozumień.
      Trzymaj się ciepło.
    • iwonapa Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 11:07
      a nie myślałaś żeby np. w opiece spolecznej znależć jakiegoś wolontariusza,
      który przychodziłby do dziadka? nie chodzi mi o pomoc w opiece nad nim, tylko o
      takie zwyczajne pobycie razem, porozmawianie, na czas Waszej z mężem
      nieobecności w domu, żeby dziadek nie czuł się samotny. Łapcie te chwile , bo
      nic nie jest ważniejsze niż drugi człowiek, przepraszam, nie mogę już pisać, bo
      właśnie się dowiedziałam, że zmarł mój dziadek.
      Iwona
      • jagusia7 Tak mi przykro... 22.04.04, 11:15
        Szczerze współczuję Ci z powodu straty Dziadka...
    • iwonaw2 Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 12:38
      To zrób to. Spokojnie ale dobitnie. Zbierz wszystkich i spróbujcie porozmawiać.
      Np. co drugi weekend Twoi rodzicę biora dziadka do siebie, a kolejne Twój
      wujek.
      Albo Twoja mama zabierze czasem wnuczka do siebie. Myślę, że musisz im to w
      jakiś sposób narzucić. Np. zawieźć do nich synka lub dziadka i postawić przed
      faktem dokonanym. Bo inaczej możesz się nigdy nie doczekać.

      Życzę powodzenia.

      Iwona
    • mamamonika Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 21.04.04, 12:52
      Hej smile
      Mój Dziadek ma chorobę Altzheimera (3 lata). Nie ma specjalnego kontaktu ze
      światem, mieszka z Babcią, ale w opieke zaangażowana jest cała rodzina.
      Niestety, wymaga pomocy w najbardziej podstawowych sprawach...
      Z porad praktycznych - porozmawiaj z rodziną o możliwości sfinansowania
      opiekunki, która przez kilka godzin dziennie zajęłaby się Dziadkiem. Niech się
      paskudy zrzucą - koszt nie jest przytłaczający, a Dziadek przecież im cały czas
      finansowo pomagał. Taka osoba mogłaby chociaż pójść z nim na spacer, do
      kościoła, w karty pograć (mój Dziadek, w czasie kiedy jeszcze był z nim
      kontakt, bardzo takie opiekunki lubił - aż Babcia była zazdrosna). Rodzinka
      pewnie wysunie argument, że po co kasę na coś takiego wydawać, skoro jesteś Ty.
      Sorry, musisz im powiedzieć, że dzieje się to kosztem Twojej prywatności i
      zwyczajnie potrzebujesz konkretnej pomocy. Jesli Dziadek jest w pełni władz
      umysłowych, a zwyczajnie niedołężny, oczywiście wymaga to uzgodnienia z nim i
      jego zgody... Polecam raczej osobę koło 50-tki - z moja babcia taka pani
      świetnie nawiązała kontakt, a osoba w tym wieku jest jeszcze w pełni sił i w
      razie potrzeby staruszka np. podniesie po upadku na spacerze...
      Mój synek też po swojemu uczestniczy w opiece nad Dziadkiem - wie, że trzeba go
      umyć, ogolić, podać lekarstwa, a Dziadek mimo bardzo słabego kontaktu ze
      światem bardzo reaguje na jego obecność. Kuba (czterolatek) bardzo ciepło się
      wyraża o "Dziadku-staruszku". Myslę, że to tez będzie kapitał mojego dzieciaka
      na życie - wrażliwość i wiedza, że nie wszystko jest idealne...
      Pozdrawiam, trzymaj się cieplutko
      Monika
    • jagusia7 Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 22.04.04, 11:40
      Jeszcze raz dziękuję za to,co napisałyście.Utwierdziło mnie to w przekonaniu,
      że powinnam coś z tym zrobić. Przy najbliższej okazji porozmawiam z mamą,
      zwłaszcza po tym, co zobaczyłam wczorajsad Dowiedziałam się, ze rodzice po
      południu wybierali się na działkę, więz zadzwoniłam, że my też wszyscy
      przyjedziemy. No i przyjechaliśmy, Dziadek trochę posiedział, a potem zaczął
      sobie grabić liście na działce.To jego ulubione zajęcie, niezbyt męczące, a
      przy tym czuje się potrzebny. No i moja mama zamiast się cieszyć, że Dziadek ma
      co robić, zdenerwowała się na niego, że nosząc liście do kominka śmieci tylko w
      domku...Ręce mi opadły,nie chciałam jej przy Dziadku nic mówić, ale teraz to
      już nie wytrzymamsad
      Jeśli chodzi o opiekunkę, Dziadek sam mógłby ją sobie opłacić, nie w tym
      problem...Rzecz w tym, że on trudno nawiązuje kontakty z obcymi ludźmi, raczej
      nie zgodziłby się na coś takiego...Zresztą Dziadek poza tym, że jest niedołężny
      (z chodzeniem ma kłopoty raz większe, raz mniejsze), na ogółjest w dobrej
      stosunkowo kondycji umysłowej(to znaczy jest zupełnie świadomy wszystkiego), są
      co prawda chwile, kiedy ma kłopty z pamięcią, myli nas, zapomina gdzie mieszka,
      ale rzadkie. Więc oczywiście nie mogę o niczym decydować bez jego zgody. Myślę,
      że jemu nie chodzi o towarzystwo jako takie, tylko o rodzinę, bo kiedyś sąsiad
      zapraszał go do siebie, ale nie chciał pójść.
      Więc chyba nie będę dłużej czekać, tylko rodzinkę zmobilizuję(zacznę od mamy, a
      ona niech się dogada ze swoim bratem).
      Trzymajcie kciuki!
      • jagusia7 Mam już dość... 23.04.04, 19:39
        Poryczałam się dzisiaj...
        Mamy jutro egzamin, musimy być na uczelni o 7 rano, więc zadzwoniłam do mojej
        mamy i poprosiłam ją, czy nie mogłaby wziąć synka na noc do siebie, bo inaczej
        musiałabym go obudzić o 6 no i nie wiem, co byśmy z nim zrobili...
        Odpowiedziała, że wprawdzie jedzie na działkę, ale, w ostateczności, może go
        wziąć ze sobą(nie muszę pisać, jaka to frajda dla dziecka). Po południu
        zadzwoniła, wściekła, i kazała małego ubrać i sprowadzić na dół, powiedziała,
        że nie będzie wchodzić na górę. Przykro mi się zrobiło, bo powiedziałam
        Dziadkowi, że mama przyjedzie po Roberta i chciał z nią porozmawiać.
        Więc spakowałam małego szybko, zeszliśmy z nim na dół, mama nawet "dzień dobry"
        nie odpowiedziała, tylko spytała: a Dziadek nie jedzie? Więc odpowiedziałam, że
        nie, bo nie mówiłam mu, że mama jedzie na działkę. A ona na to "i bardzo
        dobrze"...
        No i pojechała z synkiem, szkoda mi go, bo jak jest w takim złym humorze, to
        pewnie będzie się na niego złościć...
        Ryczałam całe popołudnie. Nie rozumiem, co się z nią stało? Nie była taka
        kiedyś! Dzisiaj w żłobku powiedziałam synkowi, że będzie spał u babci, a on na
        to, że nie chce, bo babcia się z nim nie bawi, tylko sadza go przed
        komputerem...No i faktycznie tak jest...
        Od kilku dni proszę ją, żeby przywiozła dziadkowi recepty na lekarstwa, albo
        żeby powiedziała mi, kiedy mogę po nie przyjechać, ale pomija temat. Dzisiaj
        poprosiłam, że jak przyjedzie po Roberta, to żeby przepisała mu te lekarstwa,
        bo się skończyły i na wieczór już nie ma...Obiecała, że przepisze. No ale skoro
        nie weszła na góre, nawet nie zdążyłam jej przypomnieć...
        Już nie mam siły...Ciągle muszę się o coś prosić, mam tego dość!!!!
        Nigdy nie poproszę jej więcej o opiekę nad dzieckiem, ona zachowuje się tak,
        jakby go nie lubiła (wcześniej tak nie było, chociaż chyba nigdy się z nim nie
        bawiła). Tylko niech nie ma do nas pretensji, że studia zbyt wolno kończymy...
        Najśmieszniejsze jest to, że mama ciągle prosi nas (oczywiście tonem nie
        przyjmującym sprzeciwu), żeby albo ją gdzieś zawieźć, albo psa wyprowadzić, bo
        nikt z nich nie ma czasu, a to koty nakarmić, a to żeby mój mąż jej umył
        samochód...
        No i co ja mam teraz zrobić? No co? Najchętniej dałabym sobie z nią spokój,
        odebrała jutro Roberta i więcej nie zadzwoniła...Nawet myślę sobie, żeby
        Dziadka do przychodni zapisać i nie prosić się więcej o leki(do tej pory nie
        było takiej potrzeby, bo czterech lekarzy w rodzinie). Tylko co z Dziadkiem,
        nie walczyć o to, żeby się z nim kontaktowali? Czy w tej sytuacji właśnie
        wygarnąć, mamie wszystko bez względu na konsekwencje?
        Eh, powinnam się uczyć, a tylko płaczę...To wszystko jest takie
        beznadziejne...I do tego lekarstw nie mam. A jak Dziadek zachoruje, to wszyscy
        będą mieć do mnie pretensje, że nie dopilnowałam...
        • tynia3 Re: Mam już dość... 23.04.04, 21:26
          Jesteś Wielka.
          A co do humorów Mamy. Zastanawiałaś się nad klimakterium? Pytam serio.
          Pozdrawiam. Marta.
          • pesteczka5 Re: Mam już dość... 23.04.04, 21:53
            Kochana Jagusiu,
            to, że niejako za darmo tego nie robisz, to jedno,
            a postawa rodziny to drugie.

            Moja babcia parę lat wymagała opieki... coraz trudniejszej i bardziej
            wyczerpującej fizycznie i psychicznie. Główny jej ciężar dźwigała ciotka, jej
            córka, która mieszkała z nią, dziedziczyła dom itp. Wcześniej babcia pomagała
            jej w wychowaniu dzieci itp. wiec niby sprawiedliwość dziejowa.
            Tylko że oprócz tego babcia miała kilkoro pozostałych kochających dzieci i
            wnuków. Którzy odwiedzali ja regularnie kilka razy w tygodniu, rozmawiali,
            rozbawiali, wozili na wycieczki, prowadzali na spacery, brali do siebie na
            niedzielę, na Święta itp. Ja i mój mąż przez kilka czy kilkanaście miesiecy
            codziennie byliśmy u niej zrobić jej zastrzyk czy pomóc przy różnych przykrych
            zabiegach... W szpitalu cały Boży dzień dyżury rodziny jak przy dziecku... w
            nocy płatna pielęgniarka. W koncu babcia już nikogo niepoznawała, do mojego
            taty, ukochanego syna oraz do mojego męża mówiła - tyś anioł z nieba... To
            tylko zwiekszyło częstotliwość wizyt.

            Mimo to moja ciotka była na skraju wyczerpania. Uwiązana dzień i noc, pełna
            leku, śiwdoma, dokąd to zmierza... bardzo kochająca, wiec cierpiąca z powodu
            takiego obrazu mamy, jej cierpienia, tęsknot, urojeń. Ja to w pełni rozumiem.
            Nasza pomoc to kropla w tym ciężarze, a bez niej to sobie w ogóle nie wyobrażam!

            Twoja mama @ company sami mają chyba jakieś grube problemy, przed czymś
            uciekają... A może mama ma problemy z ojcem? Może w pracy? Jednakowoż, nawet
            rozumiejąc rozgrzeszać ich nie ma co, ja bym towarzystwu prosto, krótko a
            dosadnie naświetliła temat obowiązków z podziałem na role. W imię dobra dziadka
            i z ramienia opieki nad nim!

            jeśli masz jakieś widoki na porozumienie z mamą, to z nią szczerze pogadaj,
            zapytaj, czy ma jakieś problemy ze sobą i czemu tak reaguje na dziadka i nie
            pali się do wnuka, a jeśli nie - wypunktuj i egzekwuj.

            Boże, marności natury ludzkiej... a fe, lekarze w dodatku... Trzymaj się,
            jesteś tam chyba ostatnia sprawiedliwa!
            Pozdrawiam i ściskam mocno, pesteczka
            • pesteczka5 Re: Mam już dość... 23.04.04, 21:56
              ~~W koncu babcia już nikogo niepoznawała...~~
              NIE POZNAWAŁA. O zgrozo. przepraszam
        • abere8 Re: Mam już dość... 25.04.04, 12:26
          Najpierw powiem, ze bardzo Ci wspolczuje, a jeszcze bardziej podziwiam.

          A to, ze Twoja mama jeszcze wymaga od Was jakichs przyslog to juz szczyt
          wszystkiego! W glowie mi sie nie miesci! Przy nastepnej jej prosbie zachowaj
          sie tak, jak ona to robi, kiedy wspominasz pomoc przy Dziadku - zignoruj albo
          powiedz ze nie masz czasu, nie chce Ci sie z jej psem uzerac itp.

          Mam nadzieje, ze rozmowa z bratem cos da (dala?) A do synka to polecam
          opiekunke, czy chociaz jakas uczynna kolezanke w awaryjnych sytuacjach.
    • izams Re: Mam problem, poradźcie...Dłuuuugie, uprzedzam 23.04.04, 22:21
      Witaj - jak nie bedziesz miała siły , odwagi , żeby porozmawiać z rodziną ,
      jeśli nie będziesz pewna jaka może byc reakcja Twoja czy tez mamy ( piszesz ,
      ze apodyktyczna - może nie będzie chciała Ciebie słuchać ) i wuja -
      rada jednej z mam z wydrukowaniem twojego postu + bardzo mądrych odpowiedzi,
      słów otuchy innych e-mam wydaje mi się bardzo dobra ( ja bym tak zrobiłą )
      Włożyc do kopert - dac w tzw. normalnej chwili i na wyjściu , żeby przeczytali
      ( a nie wyrzucili do kosza)np. ze słowami - a tu napisałam moje rozterki..

      Reakcja jakiej się spodziewam : najpierw złośc , że została ta sytuacja opisana
      publicznie, później " jak ona mogła ".......no a później ....tego nie wiem

      poz ciepło,
      Iza
      p.s. miałam pra-babcie , która zmarła w wieku 91 lat - z przykrością
      musiałabym opisywać ten rodzinny przypadek....
Pełna wersja