jagusia7
20.04.04, 14:40
Mam duży problem i trochę trudno mi o tym pisać...
Zacznę od początku.
Mieszkamy z moim Dziadkiem, który ma grubo ponad 80 lat. Półtora roku temu
zmarła moja Babcia, Dziadek bardzo to przeżył, do dzisiaj nie doszedł do
siebie po jej utracie(byli 55 lat małżeństwem i było to najlepsze małżeństwo,
które widziałam w życiu). Było wiele powodów, dla których przeprowadziliśmy
się do Dziadka:
-miał głęboką depresję i cała rodzina doszła do wniosku, że sam nie może
mieszkać
-coraz gorzej radził sobie ze sprawami codziennymi
-było mi żal mamy, która codziennie po pracy zamiast jechać do domu,
siedziała u Dziadka(sprzątanie, zakupy, bycie z nim itd), a mnie było ciężko
równie często przyjeżdżać(studia, dziecko)
-Dziadek nie chciał się zgodzić na przeprowadzkę do moich rodziców
-wreszcie byliśmy jedyni w rodzinie, których nie trzymało mieszkanie
(wynajmowaliśmy stancję)
No więc zapadła decyzja o przeprowadzce, i uważam, że było to jedyne wyjście,
bo stan Dziadka stale się pogarszał(cały czas tak jest).
Tylko że...Dziadek ma dwoje dzieci:moją mamę i wujka. O ile mama wcześniej
opiekowała się Dziadkiem, wujek ani ciotka, ani ich córka z mężem nie
zaglądali do niego miesiącami. Przyjeżdża jedynie jego syn(któty sam ma
trójkę dzieci, ale jakoś potrafi znaleźć czas). Dodam, że mieszkamy wszyscy w
jednym mieście). Natomiast po przeprowadzce mama(i mój ojciec) też "spuścili
sobie Dziadka z głowy". Nie chodzi mi tylko o zajmowanie się nim, bo to
wzięłam na siebie(choć szczerze mówiąc, myślałam, że ktoś czasem pomoże). Mam
raczej na myśli jakieś wsparcie, żeby ktoś się zainteresował jak jest.
Przykro mi o tym pisać, ale czasem opieka nad Dziadkiem trochę mnie
przerasta

Szczególnie gdy chodzi o sprawy związane z higieną(na przykład
Dziadek bardzo brudzi w ubikacji, a przecież mam małe dziecko, więc czasem
sprzątam nawet 6-7 razy dziennie),muszę ciągle pilnować, żeby na przykład
umył się, zmienił ubranie na czyste, trzy razy dziennie wydawać mu leki,
przypilnować, żeby połknął... Ale z tym jestem sobie w stanie poradzić.
Gorzej jest z innymi rzeczami. Dziadek ma spore przoblemy z chodzeniem, nagle
traci równowagę wywraca się. W zimie dwa razy kiedy byliśmy na uczelni,
wyszedł z domu, upadł i się potłukł...Cała rodzina zapowiedziała, że Dziadka
nie można samego puszczać z domu, że wszyscy będą przyjeżdżać i brać go na
spacery...Ani razu nikt się w tym celu nie zjawił, jak coś mówiłam na ten
temat, słyszałam że akurat dziś nie mogą...Więc chodzimy my, pół biedy kiedy
jesteśmy oboje z mężem, ale jak w domu jest tylko jedno z nas, naprawdę
trudno upilnować dziecko, które biega i może na przykład wyskoczyć na ulicę,
i Dziadka, który w każdej chwili może upaść

Wujek ma dom z dużym ogrodem, a
moi rodzice działkę(którą finansuje Dziadek zresztą...) I wciąż się
wykręcają, żeby go czasem nie wziąć do siebie...Tak mi go szkoda, Jak dzwoni
moja mama i mówi, że jedzie na działkę, Dziadek pyta czy go nie weźmie, a ona
zawsze znajdzie powód, żeby odmówić...Jechała w niedzielę, obiecała mi że go
weźmie, ale się nie odezwała(na szcęście mu nic nie powiedziałam, bo już się
tak kiedyś zdarzyło, i było mu bardzo przykro). A dzisiaj z rozbrajającą
szczerością mi powiedziała, że "nie chciało jej się z Dziadkiem użerać"...
Ręce mi opadły...Dziadek ciągle siedzi sam, nikt nawet nie zapyta, jak się
czuje(moi rodzice i wujek z ciotką są lekarzami), to ja muszę zawsze prosić,
żeby wypisał ktoś recepty, bo leki się kończą...I jeszcze sama po nie
jeździć...
Przecież to ich Ojciec...Nie rozumiem tego...Jest mi go tak szkoda...
On jest z nich taki dumny(szczególnie z wujka), a oni go tak traktują...
Próbowałam z mamą rozmawiać, ale mamy trudny układ, moja mama jest bardzo
apodyktyczna, strasznie się obraża jak jej coś powiem(i to ja muszę potem
wyciągać rękę, bo zwykle potrzebuję czegoś od niej, np. lekarstw dla Dziadka).
Uważam że to niesprawiedliwe, mogłiby się zainteresować, co u Dziadka i jak
my sobie radzimy...A ciągle słyszę: musisz pójść z Dziadkiem tam, musisz
zrobić tak i tak...A czemu tylko ja??? Przecież to nie mój ojciec(ale chyba
jestem z całej rodziny z nim najbliżej związana).
Czasem się złoszczę na Dziadka,na przykład jak muszę mu po raz 50
przypominać, żeby spuszczał po sobie wodę, albo nie chodził bez majtek po
domu,(ze względu na synka), potem jest mi wstyd, bo przecież ja nie na niego
się gniewam, wiem, że to starość i choroba, tylko ta sytuacja mnie dobija(no
i to, że nie mamy z mężem ani chwili prywatność, bo zamknięte drzwi to nie
przeszkoda dla Dziadka(nie kochaliśmy się już ze trzy miesiące

(((), nie
mówiąc o jakiejś kolacji przy świecach czy zwykłym wyjściu gdzieś. A przecież
ktoś z nich mógłby go wziąć chociaż na jeden dzień...
Dodam jeszcze, że moja mama NIGDY nie zaproponowała nam, że sama z siebie
zajmie się Robertem, tylko dlatego, że chce go zobaczyć(czasem, po wielkich
prośbach, gdy mieliśmy egzamin).Wiem, że pracuje, ale...
Mogłabym jeszcze długo pisać(zanudziłabym was na śmierć)!
Poradźcie mi, co byście zrobiły...
Strasznie mi źle, że mam taki słaby charakter i nie umiem powiedzieć
rodzinie, co o nich myślę

A mam ochotę nimi potrząsnąć...