araceli Wychowanie kaleki :) 20.01.11, 10:05 Tak sobie czytam ten wątek i zastanawiam się jak wiele rodziców wychowuje dzieci-kaleki, bo 'ktoś inny powinien'. Jak dziecko się źle zachowuje to zawsze ktoś inny jest winny - nauczyciel, babcia, dziadek. Żeby dziecko zachowywało się dobrze to wszyscy naokoło muszą być tip-top. Niestety - najbardziej widoczne jest to na linii matka-synuś A potem rosną taka kaleka. Co przedmiot to problem 'bo nauczyciel się uwziął', 'bo baba od matmy robi za trudne sprawdziany', 'bo wf-ista ma zepsuty stoper' etc. Mam w dalszej rodzinie taki przypadek obecnie na etapie 'nie mam pracy bo w UP powinni mi załatwić a nic nie potrafią'. Jak dostał skierowanie z UP na szkolenie zawodowe, to też go nie skończył bo 'instruktor za cicho mówił' I nie chodzi mi o to, że wszyscy naokoło są bez winy - bardzo często nie są - tylko ilu w życiu spotykamy kompetentnych, doświadczonych ludzi na odpowiednim stanowisku? Zachowanie dziecka, jego nauka nie może zależeć od tego, czy nauczycielka jest kompetentna czy nie! Czy za każdym razem jak trafi na kogoś 'nieodpowiedniego' będzie miało dziurę w wykształceniu? Szefowi też tyłek pokaże bo będzie nie taki jak powinien być? Ja osobiście na niekompetentną nauczycielkę trafiłam na początku podstawówki - dostałam pałę z dobrze napisanego sprawdzianu, żeby było zabawniej dokładnie ten sam problem 15lat później miała córka koleżanki z pracy I to była zwyczajna lekcja życia - że nie wszystko zawsze jest tip-top, że ludzie się mylą ale nie zawsze da się to zmienić, że istnieją złośliwe babska nie potrafiące się przyznać do błędu. I nie należy im z tego powodu pokazywać tyłka, nawet jeżeli na to zasługiwałyby Odpowiedz Link Zgłoś
chubbba Re: Wychowanie kaleki :) 14.02.11, 11:52 dokładnie tak, mam identyczne zdanie. większość dzisiejszych matek problemu z swoim dzieckiem szuka w otoczeniu a nie w nim samym lub sposobie jego wychowania - to jest typowe. a jeszcze bardziej typowe jest zarzucanie niekompetencji nauczycielom, to jest już legendarne. owszem, niekompetentnych nauczycieli jest dużo, tak samo jak niekompetentnych lekarzy, prawników, policjantów czy hydraulików. ale też jeszcze więcej jest niekompetentnych rodziców, którzy nie wychowują a hodują dzieci wpatrując się w nie zachwyconymi oczami i nie dostrzegając ich problemów a każde zwrócenie uwagi traktują jako atak na dziecko. i autorka wątku zachowuje się podobnie, ma ona określony pogląd na swoje dziecko i uwagi nauczycielki traktuje nie jak cenne informacje, które mają pomóc w jego wychowaniu tylko jak przejaw niekompetencji, bo pani mówi cichym głosikiem i jest zbyt delikatna aby poskromić rozbrykanych chłopców. i cienia refleksji dlaczego pani musi poskramiać chłopca i dlaczego musi organizować gimnastykę aby go okiełznać? tłumaczenie że mali chłopcy tak mają jest o tyle nieprzekonujące, że nie wszyscy i że to twoje dziecko musi się przystosować do szkoły a nie szkoła do niego. i nad tym powinni czuwać mądrzy rodzice przy wsparciu nauczycieli stosujących system uwag, rozmów z rodzicami i wskazywania błędów, na co nie należy reagować agresją i pretensjami tylko zrozumieniem i chęcią wspólpracy. ale to jak widać science fiction dla polskiego rodzica, bo to wszak nauczyciel jest niekompetentny a nie on! Odpowiedz Link Zgłoś
mgla_jedwabna Re: Wychowanie kaleki :) 14.02.11, 14:21 "i cienia refleksji dlaczego pani > musi poskramiać chłopca i dlaczego musi organizować gimnastykę aby go okiełznać > ? tłumaczenie że mali chłopcy tak mają jest o tyle nieprzekonujące, że nie wszy > scy" Ale wielu, prawdopodo bnie nawet większość. I to, że trafiają się również spokojni chłopcy, nie zmienia faktu, że zajmując się żywymi sześciolatkami należy brać pod uwagę to, że są żywi, a nie próbować przerabiać ich na flegmatyczne lalki albo tresowane małpki. "i że to twoje dziecko musi się przystosować do szkoły a nie szkoła do niego" Szkoła jest dla dzieci czy dzieci dla szkoły? Bo nie mówimy tu o przystosowaniu szkoły do patologii, tylko do czegoś, co jest w normie rozwojowej sześciolatka. Odpowiedz Link Zgłoś
nonameuno Re: Wychowanie kaleki :) 14.02.11, 14:44 "Ale wielu, prawdopodobnie nawet większość. I to, że trafiają się również spokojni chłopcy, nie zmienia faktu, że zajmując się żywymi sześciolatkami należy brać pod uwagę to, że są żywi, a nie próbować przerabiać ich na flegmatyczne lalki albo tresowane małpki" Sześciolatki mogą być żywiołowe, ale zadaniem nauczyciela zerówki jest właśnie ich poskromienie aby przystosowały się do warunków szkolnych i nauczyły się koncentrować uwagę, siedzieć spokojnie w ławkach i słuchać co mówi nauczyciel, po to właśnie jest zerówka, bo w pierszej klasie nauczyciel będzie już egzekwował takie zachowanie, a jak inaczej to zrobić niż zwracając uwagę i rozmawiając z rodzicami? nauczycielka sobie właśnie radzi tylko matka strzela focha nie chcąc przyjąc do wiadomości informacji o swoim dziecku, która jej pasuje do jej wyobrażeń. "i że to twoje dziecko musi się przystosować do szkoły a nie szkoła do niego" no niestety, w szkole siedzi się w ławkach i nie pokazuje nauczycielce tyłka i w żadnej szkole nie znajdziesz akceptacji takiego zachowania, więc chcąc nie chcąc trzeba się do tego przystosować. szkoła jest dla wszystkich i ma za zadanie wszystkich czegoś nauczyć i tych rozbrykanych i tych spokojnych i nie jest w stanie dogodzić wszystkim. po prostu dzieci niedostatecznie poskramiane w domu mają trochę pod górkę w pierwszych miesiącach w szkole i syn autorki wątki jest tego dobrym przykładem - w przedszkolu takie zachowaniu mu uchodziło, w zerówce nauczycielka żąda już więcej dyscypliny i nie jest to żadna patologia, to oczywiste. dzieci są dla szkoły, tak jak pacjent jest dla szpitala, pracownik dla firmy a nie odwrotnie. można nad tym ubolewać, tylko że to strata czasu i mnożenie sobie i dziecku problemów, po prostu lepiej wychowywać dziecko na przystosowane do szkoły niż zakładać że szkoła się zmieni specjalnie dla twego dziecka. nie zmieni się, niestety ... Odpowiedz Link Zgłoś
mgla_jedwabna Re: Wychowanie kaleki :) 14.02.11, 16:01 "zadaniem nauczyciela zerówki jest właśnie ich poskromienie" Tutaj nauczycielka próbuje to zadanie przerzucić na Triss, sama ograniczając się do stawiania dzieciom czarnych kropek. Dużo mądrzej byłoby "poskromić" dzieci dając im się wyszaleć na dworze/ na gimnastyce, a potem "poskramiać" resztki temperamentu. "Poskramianie" takich małych dzieci powinno polegać na ukierunkowaniu ich energii, a nie na tłumieniu. Poza tym w szkole dzieci również mają w-f, mają przerwy, w czasie których mogą pobiegać (o ile nie trafi się nawiedzony nauczyciel), wreszcie - w nauczaniu początkowym nie ma podziału na 45 minutowe lekcje i 10 minutowe przerwy, jak w starszych klasach. Jeśli nauczyciel widzi, ze dziaciaki "roznosi", może im zrobić jakąś zabawę ruchową w klasie, jeśli widzi, że ekipa się trochę zdyszała - do ławek i wracamy do pisania. "szkoła jest dla wszystkich" - pdnoszę wrażenie, że w twojej wersji tylko dla tych spokojnych, reszta ma się dostosować. "zakładać że szkoła się zmieni specjalnie dla twego dziecka. nie zmieni się, niestety ..." Coś takiego, jak postęp, istnieje nawet w pedagogice inaczej do dziś mielibyśmy w szkole klęczenie na grochu, rózgi i kucie na pamięć. Tymczasem wystarczy porównać szkołę chociażby 20 lat temu a teraz - akurat w nauczaniu początkowym dokonał się pewien postęp. Odpowiedz Link Zgłoś
qardonia Re: Wychowanie kaleki :) 15.02.11, 05:50 "Coś takiego, jak postęp, istnieje nawet w pedagogice wink inaczej do dziś mielibyśmy w szkole klęczenie na grochu, rózgi i kucie na pamięć. Tymczasem wystarczy porównać szkołę chociażby 20 lat temu a teraz - akurat w nauczaniu początkowym dokonał się pewien postęp" Nie wiem czy to jest dobra rada dla Triss ... bo postęp w szkolnictwie odbywa się ruchem robaczkowym, dojście do dzisiejszego poziomu zajęło mu jakieś 100 lat ... nie wiem czy syn Tris może tyle czekać, może raczej niech się przystosuje do szkoły, bedzie miał mniej traum psychicznych ... Poza tym na tym wlaśnie polega proces socjalizacji, aby przystosowywać się do warunków panujących w danej społeczności i on i jego matka właśnie przechodzą taki bolesny proces przystosowawczy... uczą się co wolno a czego nie, poznają wymagania oraz system kar i nagród, mały już pewnie będzie wiedział że pokazywanie tyłka się nie opłaca, bo jest heca z mamą w szkole, umoralniającymi pogadankami i scysje z nauczycielką - czyli właśnie został trochę wychowany i przystosowany do życia w szkole I ja również zgadzam się z przedmówcami, że w tym wszystkim zła jest tylko reakcja matki: zamiast wziąć za dobrą monetę uwagi nauczycielki i razem z nią próbować dziecku tłumaczyć (przecież nic złego się tak naprawdę nie stało, dziecko było rozbrykane, nauczycielka je pouczyła i zawiadomiła rodziców), to reaguje obronnie (moje dziecko nie może być złe, bo wszyscy zawsze mówili że jest dobre) i zaczepnie (konsultacje na forum w kwestii nieradzenia sobie nauczycielki i stosowania niewłaściwych metod). Obecnie wszystkie matki są potwornie przeczulone na punkcie swoich pociech i to skutkuje czasem walką do upadłego z kadrą pedagogiczną aby tylko nie przyznać, że ich dziecko ma problemy, bo to oni są źli a dziecko zawsze 100 % dobre i bez winy - taka postawa jest niestety nader często spotykana i to forum ją potwierdza. Odpowiedz Link Zgłoś
kobieta_z_polnocy Re: Wychowanie kaleki :) 14.02.11, 13:25 Araceli, bardzo mądrze napisane. Odpowiedz Link Zgłoś
mgla_jedwabna Re: Wychowanie kaleki :) 14.02.11, 14:16 Otóż zachowanie i nauka dziecka, gdy jest pod opieką danej nauczycielki, która jest za to dziecko odpowiedzialna, jest jak najbardziej związane z kompetencjami nauczycielki. Gdyby tak nie było, na stanowisku nauczycielki można by zatrudniać ludzi z ulicy. Co się tak wszyscy uczepili tego pokazywania tyłka? Zachowanie głupawe i chamskie, biorąc pod uwagę wiek dziecka, bardziej to pierwsze. A przede wszystkim niewarte takiej uwagi, jaką się mu poświęca. Gdyby nauczycielka za pierwszym razem zareagowała kąśliwą uwagą "baardzo śmieszne, Piotruś, a teraz wracaj układać klocki", to trzech pozostałych razów by nie było, a do obiadu wszyscy zapomnieliby o sprawie - pani o wybryku, dziecko - że w ogóle można takie rzeczy robić. Ponieważ pani jest mimozą i nie ma podejścia, sprawa została nadmuchana i dziecko dostało naganę od mamusi za chamskie zachowanie, a potem będzie przepraszało panią. I na tym sprawa powinna się zakończyć, tymczasem na dzień dobry pani chciała, żeby dziecku zmieniać system wychowawczy w domu, czytać bajki terapeutyczne, innymi słowy - wprowadzać wielomiesięczne konsekwencje za wygłupy, które można było ukrócić w kilka minut. "Tak sobie czytam ten wątek i zastanawiam się jak wiele rodziców wychowuje dzieci-kaleki, bo 'ktoś inny powinien'." It takes a village to raise a child. I jeśli ktoś ignoruje tę ludową prawdę, to ma zwiększone szanse na wychowanie kaleki niż ktoś, kto nie uważa się za pedagogiczną "Zosię- samosię" tylko przyznaje, że dziecku potrzebni są oprócz rozsądnych rodziców, również rozsądni nauczyciele, trenerzy, dalsi znajomi. Odpowiedz Link Zgłoś
judytak Re: Pani sobie nie radzi 20.01.11, 11:03 > To jeszcze tylko semest > r, a potem - uff - zmiana klasy i pani. i to jest klucz :o) > I co ja mam zrobić proszę e-matki uczyć dziecko jak należy się zachowywać a jak nie (że można się bić z kolegami dla zabawy -vide Mikołajek- ale jak któryś nie chce, to należy natychmiast przestać, że pupy się nauczycielce w żadnym wypadku nie pokazuje, a kolegom też tylko wtedy, kiedy żadnego dorosłego w pobliżu nie ma, itp. itd.) zadbać, aby niewrażliwość na system kar i nagród, powodowany inflacją nie przeniosła się do następnej klasy (np. silne akcentowanie różnicy między zerówką a SZKOŁĄ) uspokoić ojca dziecka i kierować jego wysiłki wychowawcze na powyższe tematy pozdrawiam Judyta Odpowiedz Link Zgłoś
kajmanik znam ten problem 20.01.11, 11:32 Triss- ja mam mniej więcej podobną sytuację. Tez zerówka, córka rozwnięta intelektualnie ponad wiek, bezproblemowa (nawet zakupy lubi!) w 99% sytuacji w szkole staje się ,, nadpobudliwa" i ,,samowolna". oczywiście na system czarnych i czerwonych kropek przestała reagować po miesiącu, z nauka ,kontaktami z dziecmi nie ma najmniejszego problemu - problem jest w kontaktach z ,,panią"- własnie taka cichą i wycofaną, która wprost powiedziała ze dziecko ma temperament i ,,chęci przywódcze" i ona nie bardzo sobie z tym radzi. tez non-stop uwagi w dzienniczku na które już kilka razy dosc zdecydowanie odpisałam. psycholog twierdzi ze mała sie poprostu nudzi więc nauczyciel (!!!!) powinien zastanowić się nad swoim podejściem. dla mojego spokoju na rozmowy do szkoły chodzi mąz bo on ,,leje" na takie zażalenia i umie zachować obojętność. i przyznam się ze równiez czekam na koniec roku i zmianę ,,pani" liczac ze będzie lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
chubbba a ty sobie radzisz? 14.02.11, 11:39 łatwo jest stwierdzić że pani sobie nie radzi i że nie nadaje się do zawodu, trudniej tak wychować dziecko aby ono sobie radziło w szkole w każdej sytuacji, nawet wtedy gdy ma cichą i wycofaną panią zamiast sierżanta ćwiczącego musztrę. mam wrażenie, że twój syn ciężko znosi zmianę reżimu przedszkolnego (gdzie można szaleć, biegać, bawić się na dywanie) na zerówkowy czyli już szkolny gdzie oczekiwania wobec dzieci są już inne, wymaga się większej dyscypliny i posłuszeństwa, a twój syn nie chce się przystosować do tej zmiany bo tamta sytuacja bardziej mu odpowiadała. to problem wielu dzieci, które dorastają do wieku "szkolnego" później niż zakłada to ministerstwo nauki, zwłaszcza teraz, gdy sześciolatki idą do szkół, obojętnie czy to zerówki czy 1 klasy i pani powinna o tym również wiedzieć, że musi być etap "przejścia" czy okres dostosowawczy do wymogów nowego miejsca i że uwagi i kropki nie są najlepszym sposobem na okiełznanie młodych chłopców. ale ciebie to też nie zwalnia od uczenia dziecka przystosowania do nowych warunków i zrozumienia nauczycielki, która musi realizować jakiś program, nie ma czasu ani warunków lokalowych na organizowanie gimnastyki dla zbyt aktywnych chłopców i musi ich wdrożyć do nauki w systemie lekcyjnym. Niestety szkoła to nie jest miejsce, gdzie twój syn będzie mógł się "wyszaleć" aby stracić trochę energii, musisz mu to zapewnić we własnym zakresie bo w szkole będą wymagać aby spokojnie siedział w ławce i wykonywał polecenia i trudno im się dziwić, prawda? od tego właśnie jest szkoła i tak jest zorganizowana. każda. Odpowiedz Link Zgłoś
annajustyna Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 13:09 A skad on w ogole wie, ze mozna komus pokazac pupe? Tatus mamie tez pokazuje (badz odwrotnie)? Odpowiedz Link Zgłoś
nisar Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 13:10 Siłowania, przepychanki itp. to zwykłe zabawy chłopców w tym wieku i dopóki jest to w granicach bezpieczeństwa, to czepiać się nie ma czego. Z drugiej strony rozumiem obawę nauczycielki, że w.w. zabawy tę granicę jednak przekroczą i ona będzie winna np. rozwalonego nosa. I to trzeba dziecku wytłumaczyć. Sześciolatek rozumie już b. dużo więc zamiast opieprzania wyjaśniłabym o co konkretnie pani się czepia i czego się boi. Pokazywanie tyłka - dam sobie uciąć rękę, że pokazał kolegom i wywołało to taki aplauz, że potem na fali entuzjazmu i rozbawienia pokazał pani. Opieprzyć i wytłumaczyć, że co można z kolegami to nie można z rodzicami czy nauczycielką. Oraz że preferowalibyśmy jednak nieco bardziej cywilizowany sposób komunikacji niewerbalnej Generalnie jednak cieszyć się że dziecko sobie radzi i nie jest klasową ofermą. Po cichu się cieszyć, dziecko nie musi o tym wiedzieć Odpowiedz Link Zgłoś
alabama8 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 13:15 Ja też mam podobny problem do autorki wątku. W szkole młody zaczął rozrabiać, w dzienniczku notatka, że zaczął sprawiać problemy wychowawcze. W domu - jak zwykle dziecko idealne, nie awanturuje się (chyba nawet nie wie jak to robić), sprząta, gotuje, wiesza pranie, odrabia lekcje, nie spóźnia się ... no nic nie można mu zarzucić. Pozwala sobie na tyle, na ile ja mu pozwalam i w rezultacie nie mam absolutnie żadnych problemów. W szkole i przy rówieśnikach dostaje małpiego rozumu, kręci się na lekcjach. Pytanie brzmi - kto sobie nie radzi z dzieckiem? Ja czy nauczycielka? Jak mam dyscyplinować potomka, skoro przy mnie jest ideałem a głupawki dostaje w szkole? Odpowiedz Link Zgłoś
ostryga11 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 13:56 Jestem mamą gimnazjalisty. Historia zaczęła się podobnie - czarne chmury, czarne chmury, czarne chmury , ktore przestaly na dziecku w końcu robić jakiekolwiek wrażenie, poniewaz trafialy sie za wszystko, głownie za to, że nie jest spokojną , cichutko rysujacą w zeszycie szlaczki dziwczynką. Poczatkowo strasznie sie przejmowalam, probowałam dostosowywać sie do uwag pani (Czy syn ma dobrze zbilansowaną dietę? etc), teraz przestałam. Może to brutalne, co powiem, ale to nie mój problem, że przeszkadzał na matematyce np. Przeszkadza tam, gdzie mu się na to powoli. W domu jest ok , na wielu lekcjach też. I telefon od pedegoga szkolnego, że na religii jadł papier nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Ja nie dzwonię do wychowacy, że nie pozmywal naczyń, tylko konsekwentnie egzekwuję to, co powinien zrobić. Dodam, że przez 13 lat pracowałam jako nauczycielka i nie zdarzylo mi sie absorbować rodziców moimi problemai związanymi z dyscypliną na lekcjach. Co innego, gdy zauważyłam, że z dzieckiem coś się dzieje, zamyka się w sobie, zwiększa sie jego poziom agresji etc i to też nie po to, by rodzice zainterweniowali, ale po to, byśmy wspólnie mogli zastanowć sie nad istotą problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
yoko0202 przyzwyczajaj się 14.02.11, 15:04 za parę lat będzie jeszcze gorzej, bo usłyszysz pewnie w gimnazjum, że patologia i w ogóle natychmiast do psychologa, bo niedługo Cię zabije, to norma - w placówkach publicznych każde dziecko, które nie jest absolutnie zdyscyplinowane, spokojne, w ogólnym rozumieniu 'grzeczne' i nie staje na baczność po najmniejszej uwadze, jest niedobre i trzeba nad nim natychmiast popracować. no dobra, z tym pokazywaniem tyłka to wypadałoby pogadać i wyjaśnić, reszta jak dla mnie w zupełnej normie. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: przyzwyczajaj się 14.02.11, 16:57 Opcja posłania potomka do rejonowego osiedlowego gimnazjum jest opcją z gatunku "po moim trupie", nie życzę sobie blokerskich klimatów i nadmiernej integracji. Pójdzie do społecznego albo - to zależy od ocen i wyników egzaminów - dobrego przy którymś z renomowanych liceów. Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: przyzwyczajaj się 14.02.11, 17:18 triss_merigold6 napisała: > Opcja posłania potomka do rejonowego osiedlowego gimnazjum jest opcją z gatunku > "po moim trupie", nie życzę sobie blokerskich klimatów i nadmiernej integracji > . Pójdzie do społecznego albo - to zależy od ocen i wyników egzaminów - dobrego > przy którymś z renomowanych liceów. Zapomniał wół, jak cielęciem był. Ty jakoś mogłaś chodzić do rejonowych szkół z miejscowym elementem i jakoś wyrośli z Ciebie ludzie. A swego juniorka chcesz koniecznie chować pod kloszem! Moja dalsza rodzina z Konstancina posyłała dziecko do snobistycznej prywatnej szkoły, z której co rano przyjeżdżał po nie specjalny mikrobusik. Po 3 latach takiej edukacji samo dziecko oznajmiło, że nie życzy sobie więcej tej szkoły i żąda przeniesienia do zwykłej rejonowej. Dziś jest to dorosła kobieta, wyszła na ludzi, pracuje z sukcesem w telewizji... i jakoś nie krzewi patologii ani blokerskich klimatów. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Podróżujemy w czasie? 14.02.11, 17:36 Zważywszy, że kończyłam podstawówkę w 89', to warto przypomnieć sobie, że wówczas nie było szkół społecznych ani takich różnic w poziomie między podstawówkami. Gimnazjów również nie było - istnieją od końca lat 90-tych. Akurat do liecum chodziłam takiego z top ten w Warszawie i bardzo dobrze je wspominam, znakomita większość uczniów dostawała się na oblegane dzienne studia (wtedy jeszcze istniały egzaminy na studia). Jesli pod pojęciem "trzymanie pod kloszem" rozumiesz brak integracji z praskim blokowiskiem, to tak, mam zamiar w miare możliwości trzymać pod kloszem. Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: Podróżujemy w czasie? 14.02.11, 18:35 Jestem od Ciebie parę lat starszy i doskonale pamiętam, że JAKIEŚ różnice między podstawówkami jednak były. Były też klasy 'lepsze' i 'gorsze' - już wtedy. Ja również chodziłem do liceum top ten i dzisiaj podczas spotkań z nk. wszyscy są zgodni, że był to największy koszmar naszego życia. Gnojenie na każdym kroku i zimny wychów cieląt - nie za sprawą patologii i blokersów, tylko poprzez wymyślne torturowanie psychiczne i permanentny mobbing ze strony kadry nauczycielskiej i szanownej Pani Dyrektorki (przykład szedł z góry). Omawiamy tez na tych spotkaniach przykład osób, które nie wytrzymały tych 4 koszmarnych lat i uciekły/zostały wywalone z tej prestiżowej szkoły. Część się stoczyła, ale część wręcz przeciwnie. Piszę o tym nie bez przyczyny. Bo Ty zdaje się myślisz, że jak wyeliminujesz blokersów to będzie sam cud, miód i malina... Jako wykładowca akademicki b. żałuję czasów, gdy na studiach dziennych (bo innych w zasadzie nie było) były wyłącznie osoby po starannym przesiewie wielostopniowych egzaminów wstępnych. Dzisiaj jest zgraja kretynów, bo przyjmuje się każdego, kto się zapisze i zapłaci. Ale... obcując z dzisiejszymi studentami czuję się o niebo bliżej zrozumienia ludzi w ich masie niż kiedyś. Dawniej wszystko brałem swoją miarą i ludzi mi podobnych (starannie wykształconych, wysublimowanych w rozumieniu świata). Stawiałem różne tezy odnośnie rzeczywistości i nieodmiennie dziwiłem się, dlaczego owe tezy się nie sprawdzają. Teraz mam inaczej, bo nie tylko przyjąłem do wiadomości istnienie hord ludzi o inteligencji jamochłona, ale i dość dobrze antycypuję ich zachowania. Więc nie ma tego złego... Poza tym istnieje pewna przestrzeń pomiędzy "integracją z praskim blokowiskiem" a "trzymaniem pod kloszem". Szkoła może być społeczna, ale np. niektórzy koledzy z podwórka. Kompletna izolacja od świata realnego zawsze się kiedyś zemści i tego osądu będę bronił jak niepodległości. Zbyt dużo mam wychuchanych mimoz na płatnych studiach dziennych w prywatnych szkołach gotowania na gazie. To jest tragedia, z którą już nic się nie da zrobić. Mamusie i tatusie będą utrzymywać do śmierci. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: Podróżujemy w czasie? 15.02.11, 13:47 Piszesz trochę ok, a trochę nie ok. No, Ty w liceum top ten byłeś nieszczęśliwy, a ja w moim liceum top three byłam przeszczęśliwa, wreszcie wśród ludzi, którzy tak jak ja mieli poukładane w głowie w te wzorki, co ja. Mobbingu nie było, jeśli nie liczyć pewnej pani prof. od pewnego przedmiotu ścisłego. Nie pamiętam też, aby kogoś wyrzucono, lub by ktoś musiał się ewakuować. Były to moje cudowne cztery lata, ech... Co do szkół - tu się zgodzę, nieco obycia w naturalnym środowisku, taki survival społeczny, się przydaje. Toteż mojej dziecko miało wybraną podstawówkę "państwową". Ale w okresie gimnazjalnym - gimnazjum rejonowe, może jeszcze z tych bez żadnej marki - to już nie chodzi o survival, tylko o, a bo ja wiem..., rzymską arenę pełną lwów i innych dzikich bestii. Ja bym na arenę dzieciaka nie wysłała. Nie mam nerwa. A poza tym, to bierz przykład z weterynarzy - oni lubią swoich pacjentów, choć to zwierzęta. Ta zgraja kretynów płaci czesne, z którego Tobie płacą, abyś Ty płacić rachunki. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Podróżujemy w czasie? 15.02.11, 13:59 U mnie owszem, parę osób po pierwszej klasie musiało odejść, bo sobie nie radziły (dostały promocję pod warunkiem zmiany szkoły) ale wyścigu do obłędu nie było. Zróżnicowane środowisko - prosszsz, syn chodzi do rejonowej podstawówki więc są różne dzieci. Bliższych kolegów/koleżanki ma jednak z zamkniętych nowych enklaw, a nie ze starego blokowiska, przynajmniej na razie. W okresie gimnazjalnym nie widzę powodu dla którego dziecko miałoby walczyć o przetrwanie w grupie młodocianych zaniedbanych społecznie i wychowawczo blokersów, zamiast trafić do szkoły z dobrym poziomem i bezpiecznej. Szkoda IMO czasu na taką integrację. Odpowiedz Link Zgłoś
affera123 Optymistycznie: to minie 14.02.11, 15:13 Wiem, że to niepoprawne pedagogicznie, ale powiem tak: pani uwzięła się na Twoje Dziecko. I koniec. Nie próbuj analizować, czasem z pozoru skomplikowane sytuacje niosą za sobą proste i smutne wyjaśnienia. Moja córka - lat 7,5, w pierwszej klasie (poszła jako 6-latka) dostała 1 uwagę na cały rok. Była to uwaga postawiona na świetlicy, być może związana z tym, że u córki stwierdzono niedosłuch ("nie reaguje na polecenia"). Minął rok. W klasie drugiej w świetlicy pojawiła się pani, która od razu wywołała u mnie wysypkę na mózgu (ale nie okazałam tego). Nagle zaczęły pojawiać się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki uwagi - prawie codziennie. Pisane na całą stronę zeszytu A4. Moja "ulubiona": "zamiast odrabiać lekcje, tańczyła i śpiewała". Na początku próbowałam analizować, potem machnęłam ręką, w końcu powiedziałam córce, żeby była grzeczna, żeby znowu ta kobieta jej się nie czepiała. Pomogło. Nie, żebym tłumaczyła: "bo to nie wypada, bo trzeba być grzecznym". Przemówiło hasło "żeby się nie czepiała" i jest, odpukać, spokój. Teraz są ferie i po feriach pewnie znowu będzie tydzień albo i dłużej "docierania się" z ciałem pedagogicznym. Po wakacjach przez miesiąc ciężko było z córką dojść do ładu. Trochę tak, jak z tresowanym zwierzątkiem, które zapomina komend. Przykre, ale zawsze trafi się jakaś pani, która po prostu dziecka nie lubi, akurat Twojego, więc choćbyś stanęła na głowie, przypmnie mu łatkę niegrzecznego. Ale pani jest, a za chwilę jej nie będzie. Można Młodego przenieść do innej grupy albo czekać, aż pani się znudzi sekowanie Twojego Syna. Nie wątpię, że ona jemu uprzykrza życie, a on jej. Podobnie jest w każdym skupisku ludzkim. Są nielubiani sąsiedzi, koledzy z pracy etc. Rozmowa z panią pewnie niewiele da. Kto wie, poza tym, co jej powiedział Twój Ex? Może Cię przedstawia jako lekko toksyczną lub nazbyt pobłażliwą matkę? Tak to jest z byłymi, którzy podświadomie lubią nam przysrywać, choćby nie chcieli. Tylko spokój może nas uratować. Moja Córka też nie jest ulubienicą swojej wychowawczyni. Ma także koleżankę, bardzo nielubianą przez wychowawczynię (klasa równoległa), a ja patrząc na obie panny, które czasem zabieram na wspólne wypady (basen, kulkolandia itp.) nie odnoszę wrażenia, żeby były choć trochę nieposłuszne. Trzeba także przyjąć zasadę, że nie każdy nauczyciel ma powołanie do tego zawodu. Odpowiedz Link Zgłoś
zla_wrozka Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 16:58 triss_merigold6 napisała: > Pani w rozmowie z eksem (on się przejmuje każdą uwagą) brak szacunku karygodny, i syna, i mamy - o wszystkich z lekceważeniem! a problem może być jeszcze jeden - od kiedy eks jest już eksem właśnie? być może dziecko tak reaguje na sytuację w rodzinie? hm? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 17:03 Szanować to ja mogę za coś. Między innymi za profesjonalizm w pracy. Eks jest eksem od ponad 4 lat więc nie jest to w żaden sposób sytuacja nowa dla dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
madeleine.b Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 17:31 triss_merigold6 napisała: > Szanować to ja mogę za coś. Między innymi za profesjonalizm w pracy. Widzisz i tu mnie aż skręciło, żeby coś napisać. Szanować wypada każdego tylko i aż dlatego, że jest drugim człowiekiem. Za coś więcej można lubić, nie lubić, podziwiać, nienawidzić... To powtarzam moim dzieciakom na godzinie wychowawczej kiedy mówią mi, że np. zaczepiali dziś żula albo śmieją się ze sprzątaczki i dziwią się, że ja uważam to za zły, a nie śmieszny wyczyn. Dodam, że są starsi od Twojego syna. Takie wartości wynosi się po prostu z domu. A teraz w temacie głównym - jestem nauczycielką i uczę maluchy z klas 1-3. Jest różnie i nie ma sensu udowadniać swoich racji. Nauczyłam się też nie wdawać w takie dyskusje, bo każda strona ma zawsze swoje racje i z nich nie zrezygnuje. Nie zgodzę się tylko z ogólnym przekonaniem, że nauczyciele sobie nie radzą i zawracają głowę rodzicom, którzy sobie zazwyczaj radzą Tak niestety działa nasz system, że nauczyciel nie ma innej opcji zdyscyplinowania ucznia niż perswazja słowna w delikatnej postaci, która nie do wszystkich dociera. Inaczej albo przekracza kompetencje, albo jest niepedagogiczny, albo za dużo krzyczy, albo za mało krzyczy...zawsze źle. Argument, że dziecko w domu to anioł jeszcze bardziej mnie utwierdza w przekonaniu, że właśnie w szkole takie dziecko hiper poukładane odreagowuje i może napsocić. W dodatku, każda decyzja nauczyciela musi być konsultowana z rodzicami właśnie, bo później są pretensje, że dlaczego nie było informacji i że mama sobie nie życzy tego czy owego. Nie dziwcie się więc drodzy rodzice, że z każdym problemem się do Was nauczyciel zwraca - taki obowiązek. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 17:43 Ciekawe. Nienie. Wobec innych ludzi, zwłaszcza obcych, można i należy zachowywać się uprzejmie i stosownie do sytuacji. Z szacunkiem nie ma to nic wspólnego. W takim razie wyjaśnij proszę, dlaczego dziecko jest także współpracujące i ładnie się zachowuje: na zbiórkach zuchowych, treningach, w sytuacjach pozadomowych z inną niż matka rodziną, na warsztatach pod opieką obcych osób etc. W ciągu ostatnich kilku tygodni parę razy były zastępstwa i przychodziły inne panie - specjalnie za każdym razem odbierając dziecko pytaliśmy jak syn się zachowywał. O dziwo, zero uwag, zero zastrzeżeń. Nie chcesz chyba powiedzieć, że druhny w wieku gimnazjalno-licealnym mają więcej możliwości dyscyplinowania grupy 6-10-letnich dzieciaków niż wychowawczyni po stosownych studiach? Odpowiedz Link Zgłoś
madeleine.b Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 18:49 Ale wiesz...ja Cię nie krytykuję, ani nie bronię Pani. Jak już pisałam Ty wiesz swoje, ja swoje i trudno nam się będzie zgodzić. Nie wiem jak to się dzieje, że Twój syn nie jest grzeczny tylko w szkole - może nie lubi Pani po prostu i nie chce się dostosować i wykonywać jej poleceń. Może z wzajemnością. Ty okazujesz niechęć do tej kobiety i może On to czuje. A co do stosownych studiów - uczę angielskiego i wierz mi, że studia dały mi wiele, ale nie nauczyły jak sobie radzić w sytuacjach kryzysowych, aby wszystkich zadowolić i wyjść z tego z twarzą. No przyznaję się...teoria jedno - praktyka drugie. A co do szacunku - widocznie inaczej go definiujemy. Odpowiedz Link Zgłoś
lolinka2 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 23:25 madeleine, to już wiemy z tv, że angliście można założyć kosz na głowę (tak, jestem filologiem ang., pracowałam w szkole przez 4 lata - już nie pracuję, odechciało mi się...) natomiast jeśli nawet mówi się pani wprost, że się jej nie kocha, to pani n-lka i tak ma obowiązek współpracy z rodzicem w celu wychowania ucznia na porządnego człowieka. I tyle. Z doświadczeń własnych: nie znosiłam betonowych nauczycielek mojej córki, uwielbiałam z marszu te, które miały pomysł na nią jakiś oraz akceptowały fakt, że to jest moje dziecko na mój kształt i podobieństwo a nie na kształt i podobieństwo dziecka z podręcznika.... Co do szacunku i mojej wersji: toleruję każdego, szanuję tego kto zasłuży. Odpowiedz Link Zgłoś
madame_charmante ... i tyle na temat 14.02.11, 23:41 poczytawszy, co obwieściłaś... wiem z cala pewnością, że cię nie szanuje. co gorsza - nie lubię. za dużo fumów w tyłku, za mało mądrości życiowej .... gorzej .. wcale tej mądrości nie masz. . zachowywanie form wobec otaczających cię ludzi bez postawy szacunku wobec ich osób ... świadczy o ubogim, bezrefleksyjnym postrzeganiu rzeczywistości .. z twojej , nie ich strony .. nota bene - wielu wybitnych ludzi : naukowców, artystów ... było szemrzącymi mimozami .. dziś są oni wzorem, ideałem do podziwiania .. a o tobie... kto będzie pamiętał ? .. hmm ? Odpowiedz Link Zgłoś
nangaparbat3 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 21:57 triss_merigold6 napisała: > > Eks jest eksem od ponad 4 lat więc nie jest to w żaden sposób sytuacja nowa dla > dziecka. Nowa nie, ale problemy typu rozstanie sie rodziców odbijają się czkawką przez wiele lat, czasem w najbardziej zaskakujacym momencie, w nieoczekiwany sposób. No i przez ostatnich parę miesiecy byłaś mocno zaangażowana czymś (czy raczej kimś) całkiem nowym, to też mogło (może) mieć wpływ na zachowanie sie syna. Odpowiedz Link Zgłoś
delfina77 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 18:34 Powinnas nieco zdyscyplinowac syna. To, ze wczesniej nikt sie na niego nie skarzyl moze nie wynikac z tego, ze byl grzeczny, tylko ze tamte osoby mogly miec wieksza tolerancje na niewlasciwe zachowanie dziecka. Swoja droga system kar i nagrod jest chyba OK? Ja tez ostatnio uslyszalam w przedszkolu, ze corcia zaczela byc niegrzeczna i zamiast dopatrywac sie zla w pani, odbylam z corcia rozmowe i juz jest OK. POLECAM Odpowiedz Link Zgłoś
anorektycznazdzira rozmowa z dzieckiem 15.02.11, 12:32 Też mam analogiczną rozmowę za sobą. Na samym początku w przedszkolu (4-latek) syn będący w domu aniołem pyskował pani i nie chciał wykonywać poleceń. Pani mi spokojnie powiedziała a ja zawołałam syna i na miejscu, w obecności pani wyjaśniłam dziecku, że w domu i w mojej obecności słucha mnie, a w przedszkolu, pod moją nieobecność zastępuje mnie pani, więc słucha jej. Proste. Dziecku konflikt wewnętrzny wywoływany przez konieczność spełniania poleceń obcej osoby zredukował się do zera, problemy więcej nie wystąpiły. Gdybym zamiast tego wylała np przed mężem a oczywiście w obecności dziecka wszelkie żale na babę krytykującą mi synusia pewnie byłoby odwrotnie. Odpowiedz Link Zgłoś
asdi Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 19:02 A dla mnie jesteś typowym przykładem "najmądrzejszej na świecie mamuśki". Myślę, że przez kolejne kilkanaście lat edukacji twojego syna będziesz wszystkim udowadniać jak to sobie nie radzą. Bo przecież twój syn jest taki typowy, taki normalny, taki przewidywalny... A jak jeszcze się z nim w domu pośmiejesz z uwag nauczycieli i powiesz głośno, co o nich myślisz... to podsumujesz w pełni swoją super udaną edukację. Tylko, żebyś się potem nie zdziwiła... Odpowiedz Link Zgłoś
labadine Rodzice wychowuja dziecko a nie szkola... 14.02.11, 20:02 a nauczycielka jest do przekazania wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
anorektycznazdzira Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 21:15 Zmian klasy i pani za 4 czy 5 miesięcy? To olać. I tak panią to więcej nerwów kosztuje niż Ciebie i syna razem i razy 3. Odpowiedz Link Zgłoś
asidoo Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 21:38 Skoro syn pokazuje pupę, to zachowuje się źle. Ty jesteś zła na panią a powinnaś złościć się na syna. Obejrzyj "Balladę o Januszku", może cię ocuci. Odpowiedz Link Zgłoś
kocio_007 Re: Pani sobie nie radzi 14.02.11, 22:07 Przeczytałam do kolacji. Jedno mi się nasuwa: betonowa triss. Twoja racja jest najtwojsza. Ballada o Januszku - to dobry tytuł dla ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
twarz2 Re: Pani sobie nie radzi 15.02.11, 00:51 Jestem z drugiej strony barykady - moja córka przychodzi do domu co raz z jakimś uszczerbkiem na ciele - to guz, to zadrapanie, to siniak. A chłopaki (tak się bawią chłopaki, a dokładnie dwóch w grupie) za to, że ja krzywdzą dostają czarne kropki i jak się teraz okazuje mamuśki mają te kropki głęboko w poważaniu. A wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? To, ze ona się nie broni nie dlatego, że nie potrafi, a dlatego że jest zblokowana przez panią - bo krzyczeć jest niegrzecznie, bo popychać jest niegrzecznie, uderzyć tez jest niegrzecznie. Tak jej Pani wpoiła, zapewne nie tylko jej Cholera mnie bierze na taka dyscyplinę - dzieci posłuszne boją się bronić, a nieposłuszne mają wszelkie uwagi w dupie, przejęte dupomienie od rodziców zresztą. Może jak osobiście zwrócę uwagę jednej i drugiej "mojsynjestcudownyakropkimabopanisieuwziela" to poskutkuje - w co wątpię po lekturze kilku postów. Pozostanie mi bezpośrednia rozmowa z chlopcembezwiny Doczytałam, ze dotyczy to 6cio latka - hmm.. ja myślałam, ze o młodszym dziecku mowa.. IMO jak na sześciolatka- chłopca to nie jest hiper normalne zachowanie, sorry. Ani mój syn, ani większość jego kolegów w taki sposób się nie zachowuje. Odpowiedz Link Zgłoś
bifka dodam do tego pewną historię 15.02.11, 09:00 Otóż dziecko mojej koleżanki zostało w szkole w 1 klasie na przerwie dość mocno poturbowane przez takiego właśnie niesfornego i nieposkromionego cudownego synka mamusi, który wedle jej słów "zawsze jest jak taki grzeczny, wszędzie się doskonale zachowuje, tylko dzieci w szkole mają na niego zły wpływ i pani się uwzięła i ma nieuzasadnione pretensje". I ten właśnie idealny młodzieniec na lekcji w bibliotece zaczął się nudzić i z początku niewinnie popychać dzieci, one mu lekko oddawały, pani uspokajała ale przecież on już od dawna ignoruje pani prośby, więc w efekcie wyrżnął z całej siły ramieniem w nos stojącego obok chłopca a drugiego potrącił tak, że ten upadł na stojący za nim regał. No i zrobiła się afera, bo jeden chłopiec miał złamany nos a drugi rozciętą głowę. Czy zawiniła nauczycielka? Zawsze można powiedzieć, że nie upilnowała, ale jak upilnować 20 siedmiolatków, z których każdy robi co innego, jeden stoi i słucha, inny się wierci, jeszcze inny podszczypuje kolegę? Jak wyłapać który i w jakim momencie przejdzie od niewinnej zabawy do agresji? Rodzice nie mieli większych pretensji do nauczycielki, a jeżeli już, to o to, że ten chłopiec od dawna sprawiał problemy i nie było żadnej poprawy jego zachowania, mimo uwag i rozmów z matką. Matka, na próby rozmów rodziców poszkodowanych dzieci również reagowała całkowitą negacją i wybielaniem syna, który według jej relacji był po prostu nękanym aniołem. Jaki był finał? Sąd cywilny i sprawa o zwrot kosztów leczenia i rekompensatę za doznane cierpienia w wysokości 1500 zł za złamany nos i 800 zł za rozbitą głowę - rodzice ofiar zachowali rachunki za leczenie i rozeźleni postawą matki poszli do sądu i wygrali. A mama niewinnie rozbrykanego chłopca ma kosztowną nauczkę, że swój temperament syn może demonstrować w domu, ale nie tam gdzie może zrobić krzywdę innym. To tak ku przestrodze wszystkim matkom rozkosznie rozbrykanych chłopców, którzy muszą się wszak wyszaleć, bo to ich norma rozwojowa - a mnie - matkę spokojnej i dobrze wychowanej dziewczynki - guzik to obchodzi i nie życzę sobie aby moje dziecko miało siniaki i było szturchane w szkole przez hiperaktywnych. Niech rodzice wyprowadzają ich na wybieg jak psy albo zapiszą na judo - nie mój problem, ale niech nie przerzucają tego na szkołę, bo szkoła jest od uczenia a nie poskramiania i nie powodują strat w ludziach i mieniu. Tylko tyle i aż tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: dodam do tego pewną historię 15.02.11, 10:55 bifka napisała: > Niech rodzice wyprowadzają ich na wybieg jak psy albo zapiszą na judo To już zdaje się Triss zrobiła, o ile dobrze pamiętam Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: dodam do tego pewną historię 15.02.11, 13:35 Bez ironii i serio serio - zapisz córkę na judo lub lepiej, aikido. Odpowiedz Link Zgłoś
bifka Re: dodam do tego pewną historię 15.02.11, 14:25 bez ironii i serio: zapisałam na balet, basen i tenis, sporty walki nas zupełnie nie interesują. Odpowiedz Link Zgłoś
hellulah Re: dodam do tego pewną historię 15.02.11, 19:38 Judo jak judo, no o karate w ogóle nie mówimy, ale aikido nie jest takim typowym sportem walki. Wyrabia piękną smukłą sylwetkę, grację (jak balet ) ale daje też fajną pewność siebie. Nie na zasadzie, "och teraz jestem nie do przebicia i mogę prowokować", o nie! tylko na zasadzie: "och grozisz mi? dam sobie radę, albo położę ciebie na podłodze, albo jak trzeba, ucieknę i pośmieje się z ciebie, a poza tym znam własną wartość i nie ruszają mnie twoje zaczepki" - doskonałe na szkołę i te bardziej nachalne, nadreaktywne jednostki. Do zastanowienia, jeśli np. masz w domu zbyt potulny egzemplarz, który potulnieje jeszcze bardziej w obliczu chamstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
bifka Re: dodam do tego pewną historię 16.02.11, 07:39 faktycznie, mam właśnie taki egzemplarz i ja osobiście chętnie bym ją wysłała na jakiś "agresywny" sport, ale egzemplarz jest na razie na etapie bycia księżniczką i strój judoki nie pasuje jej do wizerunku ... ale pożyjemy, zobaczymy. mam nadzieję że jeszcze kiedyś zmieni zdanie i będzie facetów gonić po tatami ... Odpowiedz Link Zgłoś
tamara5 Re: Pani sobie nie radzi 15.02.11, 12:09 Pani panią, pewnie doskonała nie jest, ale synkowi też brakuje - powinien już wiedzieć, że tyłka na nikogo, zwłaszcza nauczyciela się nie wypina, nawet jak się go nie lubi czy nie jest dla niego żadnym autorytetem. Po Waszej stronie też jest problem, może dziecko nie lubi takich typów, może wyczuwa, że może sobie pozwolić na więcej i to wykorzystuje, ale tacy ludzie również będą się w jego życiu pojawiali i będą to również nauczyciele. Odpowiedz Link Zgłoś
kocio_007 Re: Pani sobie nie radzi 15.02.11, 13:08 Jeszcze coś z prehistorii mojego najstarszego dziecka: Kiedy x lat temu było w podstawówce (prywatnej, autorskiej i "elitarnej") w tej samej klasie był chłopiec, który kradł dzieciom różne rzeczy. Dodam, że pochodził z b. bogatej rodziny i miał zakochaną w nim mamę, która kategorycznie odpierała wszelkie sugestie. Rodzice w tej klasie byli zaprzyjaźnieni, więc głupio było tak wprost powiedzieć, słuchaj H. twój syn ukradł mojemu to i to, mam na to dowody. Zwłaszcza, kiedy rzecz dotyczyła np. pokemona Dla niej synek był ideałem. Czas płynął, apetyty rosły, chłopiec włamał się w końcu do pokoju nauczycielskiego, z którego wyniósł nie tylko dzienniki Afera była na całą szkołę, a matka skwitowała to tak - no tak, chciał się popisać przed kolegami... To tak triss pod rozwagę, choc nie sądzę, by zrozumiała, mimo inteligenckiego pochodzenia i odpowiedniego "backgroundu". Triss, pokazywanie nauczycielce d...y nie jest normalne ani urocze ani zabawne. Jest chamskim i totalnym okazywaniem braku szacunku drugiej osobie. Ale co tu wymagać od dziecka, skoro ma mamuśkę, która uważa, że na jej szacunek należy zasłużyć i wszystkich wokół traktuje jak gorszy gatunek. Kim Ty jesteś TAKIM że czujesz się od wszystkich lepsza? Czytam Twoje wynurzenia od lat i nie widzę powodu do takiego zadzierania nosa. Heloł, zrób baranka o ścianę, wcale nie jest z ciebie taki cud! Gardzisz ludźmi, a dziecko to widzi, słyszy, wyczuwa. I bierze przykład. To nie pani sobie nie radzi, tylko Ty. Gdyby moje dzieko tak się zachowało spaliłabym sie ze wstydu, a nie tłumaczyła sobie i wszystkim dokoła - pokazał d..ę bo pani widać zasłużyła. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Nie napinaj się tak 15.02.11, 13:39 Nie napinaj się tak. Incydent się nie powtórzył. Zaznaczałam, że uwagi, kropki, kartki dotyczą wszystkich chłopców od września, a nie tylko mojego? Zaznaczałam, ergo nie mam wrażenia, że moje dziecko jest akurat negatywnym wyjątkiem jeśli chodzi o zachowanie. Polecenia wykonuje, rysuje/maluje/słucha czytanek, bierze udział w warsztatach, przynosi zrobione prace plastyczne etc. Napisałam również wyżej, że w ciągu ostatnich kilku tygodni było kilka zastępstw: przychodziły panie z innych grup i celowo, za każdym razem odbierając dziecko pytaliśmy dość szczegółowo o zachowanie. O dziwo, zastrzeżeń nie było, uwag też nie. Cud? Kiedy dziecko przebywa w innych grupach rano/po południu, również nie ma uwag. Uwag nie mają także druhny - dziewczynki w wieku gimnazjalno/licealnym - na zbiórkach i wycieczkach. Gdyby zewsząd były uwagi, to jak najbardziej bym się zastanawiała nad konsultacją z pedagogiem, poradnią psychologiczną etc. Własne podstawówki pamiętam bardzo dobrze i zarówno wtedy - zwłaszcza tak od 5-6-klasy, jak i teraz, uważam, że nie wszyscy nauczyciele nadają się do zawodu. Odpowiedz Link Zgłoś
ledzeppelin3 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 14:02 Dobrze, że dzieciak trochę fika. Lepiej, żeby był potulnym baranem?? Co do szkoły- Ferdydurke poczytajcie i wyluzujcie z tym przystosowaniem społecznym. Buntowników w społeczeństwie nigdy dość, bo potem mamy społeczeństwo baranów, które neguje potrzebę podjazdów dla wózków i udogodnień dla matek z dziećmi... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 14:11 Ja wiem czy on tak fika? Jak ma zorganizowany czas w grupie i się nie nudzi to nie kombinuje. W domu od bardzo dawna potrafi sam się sobą zająć w sposób niedestrukcyjny. To nie typ dziecka demolki, które na tyłku nie usiedzi albo będzie cały czas absorbować sobą. Odpowiedz Link Zgłoś
bifka Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 14:20 Triss, to cieszymy się że twoje dziecko jest w normie i zasadniczo nie ma z nim większych problemów, tylko że ty za punkt honoru postawiłaś sobie udowodnienie, że nauczycielka jest niekompetentna i ciągle do tego wracasz, podajesz nowe argumenty i zachowujesz się jak typowa matka ślepa i głucha na negatywne opinie o dziecko, bo ona i tak swoje wie. Nie chcę się upierać, że tak konkretna nauczycielka jest z całą pewnością kompetentna, bo tego nie wiem, może być i tak, że nie jest, ale ważna w tym wszystkim jest nie ona, ale twoja postawa: moje ma być na wierchu, zdania o swoim dziecku nie zmienię, bo radzą sobie z nim harcerki i w przedszkolu dzieci nie bił, to już do końca życia będzie li tylko dobrym, spokojnym dzieckiem. Nawet nie chcesz pomyśleć przez moment, że może w zerówce jednak zachowuje się inaczej, może pani nie umie zyskać sobie autorytetu, ale ty zamiast jej powód - w interesie twego dziecka, bo nauczyciel z autorytetem nauczy go więcej - zajmujesz się wyłącznie jej zwalczaniem i krytyką. Nawet jeżeli jest skrajnie niekopetentna (w co jednak wątpię), to jednak obserwuje twoje dziecko na co dzień, więc czemu nie dać jej szansy? A co zrobisz jak kolejni nauczyciele też będą niekompetentni? Co roku będziesz szkołę zmieniać w poszukiwaniu tego, który zaświadczy że masz cudowne dziecko i nie ma z nim żadnych problemów? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 14:30 Dlaczego miałabym mu zmieniać szkołę? Nie zamierzam z tak błahego powodu, wystarczy, że w pierwszych klasach zerówki przejmują inni nauczyciele. Wierzę w to, że w zerówce zachowuje się inaczej, ale nie w to, że jest to skrajnie odmienne zachowanie, bo nie mam ku temu podstaw. Jeśli pani nie potrafi zyskać autorytetu to trudno, ja jej w tym nie pomogę. Mogę podkreślać, że należy zachowywać się tak i tak. Lubić też jej dziecko nie musi, wystarczy, że będzie zachowywał się poprawnie i wykonywał polecenia/zadania. Z synem rozmawiamy, tłumaczymy, nie dostaje komunikatu "rób jak chcesz" - wręcz przeciwnie. Z kariery szkolnej pamiętam zarówno nauczycieli z autorytetem i bez autorytetu. Pamiętam również takich, których podejrzewałam o solidne zaburzenia psychiczne (a dziś jestem pewna, że mieli świra). Rodzice sluchali ale nie zajmowali się "budowaniem autorytetu nauczyciela", na szczęście nie uważali osób pełniących jakieś funkcje/stanowiska za nieomylnych z definicji. Odpowiedz Link Zgłoś
ledzeppelin3 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 15:36 Toteż ja w ogóle nie widzę problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
kocio_007 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 14:19 Triss, ja się nie napinam, daleko mi do tego. Ja się zwyczajnie dziwię na jakiej podstawie Ty w często bezceremonialny sposób dajesz innym do zrozumienia, że jesteś, generalnie rzecz biorąc, lepsza. Szukam racjonalnego powodu i nie widzę go. Na podstawie info, które zamieszczasz na forum śmiem twierdzić, że masz zdecydowanie nieadekwatną samoocenę No, chyba że wymyśliłaś lekarstwo na raka lub koło, o czym w swej skromności nie wspomniałaś. Jednak i te dokonania nie usprawiedliwiałyby pogardy do ludzi i chamstwa, jakie dość regularnie wyłazi ci z butów (mimo odpowiedniego backgroundu Widać kultury z mlekiem matki się nie wysysa. Co do syna - rozumiem, ze incydent, że inne panie totamto. jednak powtórzę co napisałam wyżej - 6-latek pokazujący pani d..ę nie jest ok. Nawet jednej pani, jeden raz. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 14:37 Zapewne dlatego, że udało mi się uniknąć popularnego w tym kraju kodu obyczajowego nakazującego bycie grzeczną, cichą, uprzejmą, empatyczną oraz ustępującą. I miłą. Wolę być skuteczna niż miła. Potrzeba bycia lubianą i akceptowaną przez wszystkich minęła mi gdzieś w okolicach liceum. Mam sprecyzowane poglądy i potrafię je artykułować oraz egzekwować swoje prawa. Może mylisz wysoką samoocenę z brakiem - jakże typowego dla kobiet w tym kraju - poczucia winy, które skutkuje niepewnością i onieśmieleniem? Nie był ok, zgadzam się. Dostał ochrzan, przeprosił, incydent się nie powtórzył, a dziecko obserwujemy pod kątem nagannych zachowań. I nie widze teraz powodu dla którego miałabym, w tym konkretnym temacie, zrobić coś jeszcze. Odpowiedz Link Zgłoś
0ldjoanna Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 18:03 triss_merigold6 napisała: I nie widze teraz powodu > dla którego miałabym, w tym konkretnym temacie, zrobić coś jeszcze To po co zaczynasz taki temat? Żeby podzielić się z szerokim gronem, że syn d... pokazał, hahaha, hihihi? W ogóle po lekturze Twoich postów (a pamiętam ich parę) sądzę, że ta Twoja pewność siebie, na którą wiele emam się nabiera, nie do końca jest naturalna i , że tak powiem, wrodzona, raczej wygląda na zdobytą z trudem i wymagającą stałego potwierdzania. Ale moze się mylę, bo co też to mnie w sumie obchodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 18:13 Temat został wyciągnięty na główną niemal miesiąc po założeniu wątku. Nie przeze mnie. Pisałam nie raz, że moja pewność siebie nie jest wrodzona. Nie ukrywam tego, jestem dumna z efektów pracy nad sobą w dzieciństwie (kiedy zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo przeszkadza mi własna nieśmiałość) i późniejszych latach. Opłaciło się setnie już w liceum i na studiach. To coś jak trening umiejętności społecznych. Odpowiedz Link Zgłoś
kocio_007 Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 22:59 Nie, nie dlatego I wcale nie udało Ci się uniknąć, bo nikomu w tym kraju sie nie udaje. W takim otoczeniu społecznym, kulturowym jesteśmy zanurzeni. Ty po prostu świadomie, aczkolwiek w mało finezyjny sposób i na oślep usiłujesz się od tych kodów odciąć. Ktoś poniżej mnie ubiegł - Twoja pewność siebie nie jest wrodzona, ona jest dość nowa i może dlatego taka gorączkowa co objawia się maniakalnymi (bo w każdym niemal poście) próbami udowadniania swoich racji za wszelką cenę. To słownictwo, te terminy, te dane statystyczne, te kategoryczne opinie, wyrażane krótko i po żołniersku, to wynoszenie się ponad innych, ciągłe podkreślanie swojego statusu... Do kupy jest nawet czasem dość zabawne Gdybyś była bardziej obyta z taką sobą, jaką kreujesz na tym forum... : Mam sprecyzowane poglądy i po > trafię je artykułować oraz egzekwować swoje prawa. Może mylisz wysoką samoocenę > z brakiem - jakże typowego dla kobiet w tym kraju - poczucia winy, które skutk > uje niepewnością i onieśmieleniem? ....wiedziałabyś, że można egzekwować swoje prawa i mieć wysoką samoocenę nie mieszając ludzi z błotem. Osoba, która naprawdę siebie ceni i lubi na każdym poziomie świadomości po prostu tego nie robi, bo NIE MUSI nic nikomu udowadniać. Ale żeby osiągnąć taki stan, sporo jeszcze pracy przed Tobą Odpowiedz Link Zgłoś
mgla_jedwabna Re: Nie napinaj się tak 15.02.11, 23:53 "1) To słownictwo, te terminy, 2) te dane statystyczne, 3) te kategoryczne opinie, 4) wyrażane krótko i po żołniersku, 5) to wynoszenie się ponad innych, 6) ciągłe podkreślanie swojego statusu..." ad 1. W normie, co cię tak uderza? ad 2. Konkret zawsze w cenie, w przeciwieństwie do wyssanych z palca wyobrażeń podawanych jako prawda obiektywna - dośc częsty problem na każdym forum ad 3. Nie wolno? Jeśli ktoś nie jest mimozą, która sama nie wie, o co jej chodzi, to trzeba na niego naskakiwać, tak? ad 4. Również w cenie, podobnie jak konkret. Ci, którzy umieją sie streszczać, są godni zazdrości, nie ataków. ad 5. ...jak na forum e-matki nazywają świadomość swojej wartości po prostu niektórzy są bardziej inteligentni i się z tym nie kryją ad 6. Nic dziwnego na forum, gdzie w razie braku argumentów zawsze można komuś wyjechać, że zazdrości, bo sam nie ma, albo że jest zakompleksionym, zabiedzonym prymitywem. Żyjemy w dziwnym kraju, w którym wypada mieć kupę pieniędzy (jak ktoś nie ma, to się go miesza z błotem), ale nie wypada o tym mowić wprost, bo to jest wynoszenie się nad innych. Odpowiedz Link Zgłoś