A'propos emigracji. Pytania.

23.01.11, 12:14
Witam. Wiem że jest tu kilka e-mam z UK. Jeśli możecie napiszcie parę słów:
moja przyjaciółka właśnie oznajmiła, że wyjeżdżają na stałe pod Londyn (mała miejscowość).
Niby jakaś znajoma ma tam nagraną pracę dla jej męża, chwilę pomieszka u nich, a jak znajdzie dom to oni dojadą. Znaczy przyjaciółka w 7mcu ciąży i 4-latek.
1. Jak wygląda opieka socjalna w tej chwili? Czy za poród i opiekę będzie musiała płacić?
2. Oni oboje ni w ząb angielskiego... Przecież na takiej porodówce, czy gdzie tam trzeba sie dogadać...
3. Ich synek ma problemy w sumie, do psychologa chodzą, bo niegrzeczny. Do tego astmatyk, ciągle na sterydach i antybiotykach. A tam podobno paracetamol na wszystko dają...
Mówię podobno, bo moja wiedza o UK ogranicza się do 4dniowej wycieczki z rodzinawink i zasłyszanych opinii.
Nie wiem, ale wydaje mi się, że dziecko które w Polce było agresywne w przedszkolu, w obcym środowisku może mu się to spotęgować
4. Czy w takich mniejszych miejscowościach w UK jest szansa na trafienie na polskiego lekarza czy nauczyciela?
Z góry dziękuję za info, ew. rady...
    • thegimel Re: A'propos emigracji. Pytania. 23.01.11, 12:56
      Jeśli żadne z nich nie zna angielskiego to ja bym się nie pisała na wyjazd. To już nie te czasy, co 2004 rok, o pracę jest ciężej i bez znajomości chociaż podstawowej angielskiego nawet na zmywak może się nie dostać. Chyba że któreś z nich jest poszukiwanym specjalistą w jakiejś wąskiej dziedzinie i jest na tyle cennym nabytkiem, że przyszły szef na znajomość języka poczeka.
      Jeśli chodzi o przywileje socjalne - to z tego co pamiętam żeby dostać benefity, to trzeba rok pracować, ale jak to teraz wygląda - nie jestem pewna, wyjechałam z UK 2 lata temu a z zasiłków nigdy nie korzystałam - oprócz maternity pay oczywiście, na który jednak również trzeba sobie zapracować.
      Co do porodu i opieki po nim - najlepiej żeby koleżanka zasięgnęła wiadomości w NFZ jak to wygląda. Jeśli będzie miała europejską kartę ubezpieczenia, to raczej ze skurczami jej ze szpitala nie wyrzucą, ale nie wiem jak to wygląda organizacyjnie.
      Ja miałam sytuację odwrotną- byłam ubezpieczona w UK a rodziłam w PL - aby mieć opłaconą opiekę w PL występowałam w NHS (odpowiednik naszego NFZ) o formularz świadczący, że jestem ubezpieczona i że koszty porodu i opieki po nim pokrywa mój ubezpieczyciel. Co do leków - jeśli mały jest faktycznie chory, ma astmę już zdiagnozowaną, to nie powinien być leczony paracetamolem. Tam faktycznie często zalecają zażycie paracetamolu na różne dolegliwości, ale nie sądzę, żeby przepisywali go na astmę. Po prostu - jest tam inna praktyka przepisywania antybiotyków- raczej się ich nie przepisuje na wirusówki, jak u nas, najczęściej leczy się je siedzeniem w domu + paracetamol na zbicie gorączki. Lekarze polscy są - czasem w angielskich przychodniach, w Londynie są też polskie prywatne przychodnie.
      Jeśli chodzi o problemy psychologiczne - tu może być różnie, mogą one się pogorszyć, ale może akurat się zdarzyć, że dziecko zaadoptuje się łatwo. Wszystko zależy od tego jakie to problemy i jakie jest ich źródło.
      Pozdrawiam.
    • szpil1 Re: A'propos emigracji. Pytania. 23.01.11, 13:05
      ona-26 napisała:

      > Witam. Wiem że jest tu kilka e-mam z UK. Jeśli możecie napiszcie parę słów:
      > moja przyjaciółka właśnie oznajmiła, że wyjeżdżają na stałe pod Londyn (mała mi
      > ejscowość).
      > Niby jakaś znajoma ma tam nagraną pracę dla jej męża, chwilę pomieszka u nich,
      > a jak znajdzie dom to oni dojadą. Znaczy przyjaciółka w 7mcu ciąży i 4-latek.
      > 1. Jak wygląda opieka socjalna w tej chwili? Czy za poród i opiekę będzie musi
      > ała płacić?
      > 2. Oni oboje ni w ząb angielskiego... Przecież na takiej porodówce, czy gdzie t
      > am trzeba sie dogadać...
      > 3. Ich synek ma problemy w sumie, do psychologa chodzą, bo niegrzeczny. Do tego
      > astmatyk, ciągle na sterydach i antybiotykach. A tam podobno paracetamol na ws
      > zystko dają...
      > Mówię podobno, bo moja wiedza o UK ogranicza się do 4dniowej wycieczki z rodzin
      > awink i zasłyszanych opinii.
      > Nie wiem, ale wydaje mi się, że dziecko które w Polce było agresywne w przedszk
      > olu, w obcym środowisku może mu się to spotęgować
      > 4. Czy w takich mniejszych miejscowościach w UK jest szansa na trafienie na pol
      > skiego lekarza czy nauczyciela?
      > Z góry dziękuję za info, ew. rady...

      1. Opieka zdrowotna jest bezpłatna dla rezydentów UK. Jeśli przez opiekę socjalna rozumiesz zasiłki to nic im się nie należy, bo niby za co? Niech nie liczą na to, że od razu dostaną jakieś potężne pieniądze.
      2. Ano, trzeba się dogadać... Jeśli oboje ani w ząb to może niech poszukają kogoś kto się dogadać, moja koleżanka rodziła w UK, też miała kłopoty z językiem i lekarze zdecydowali, że znieczulenia nie dostanie, bo się nie można z nią porozumieć i ona kompletnie nie rozumie ewentualnych zagrożeń, więc oni nie będą ryzykować.
      Poza tym, zastanawia mnie kwestia ewentualnej pracy. Skończyły się czasy gdy łatwo można coś było znaleźć, teraz pracodawcy patrzą na znajomość języka, bo pełno bezrobotnych z którymi można się dogadać.
      3. Nie ma to jak wierzyć w jakieś mity. Pewnie, ze nie będzie łatwo, trzeba będzie pozałatwiać sporo spraw. I znowu: bez angielskiego może być ciężko. Zauważyłam taką ciekawą rzecz: im słabiej ktoś zna język tym bardziej narzeka na służbę zdrowia. Po prostu, kwestia dogadania się i porozumienia + silna wiara Polaków, ze jak lekarz nie wypisuje stosu recept to znaczy, że się nie zna.
      4. Ja mieszkam w mniejszej miejscowości - polskich lekarzy nie ma. Nauczyciel - to już prędzej. Ale i tak dziecko będzie musiało przyswoić język. Synek mojego kolegi teraz zaczął szkołę, w domu angielskiego się nie używa, mały nie miał kontaktu z innymi dziećmi. Problemy w szkole są, nauczycielki nawet myślały, ze on ma problemy ze słuchem, bo kompletnie nie słucha i nie wykonuje poleceń. A on po prostu nie rozumie. Za tym idzie nieznajomość piosenek, wierszyków, itd. A co mnie najbardziej bawi to że rodzice nie widzą problemu, bo przecież "on zna polskie wierszyki". Jakoś umyka ich uwadze, że dzieciak jest w szkole w Anglii.

      Moja rada: niech koleżanka tak się nie śpieszy z wyjazdem, niech najpierw mąż tam sie dobrze zaaklimatyzuje, jak z pracą na pewno będzie dobrze - a może być różnie, już tu widziałam takich co przyjeżdżali na gotowe i różnie się to kończyło. Tym bardziej, że oboje nie znają języka - odważni są.
    • sueellen Re: A'propos emigracji. Pytania. 23.01.11, 13:36
      zdecydowanie odradzam wyjazd w takiej sytuacji. Bez chocby podstaw angielskiego zalatwienie najmniejszej pierdoly, o pracy i domu nie wspominajac, bedzie jak wyprawa przez dzungle. W ciazy i z malym, sprawiajacym problemy dzieckiem naprawde ciemno to widze, nawet przy pomocy znajomych. Znajomi maja przeciez swoje zycie i swoje sprawy a lista zadan do wykonania po przyjezdzie do UK jest dosc pokazna. I zeby chocby znali te liste... Jak widac z Twojego postu sa jak dzieci we mgle, nie wiedza nic, a to dobrze nie wrozy. Wybieraja sie na wyjazd w nieznane bezbronni i w dodatku bez mapy. TO SIE NIE MOZE UDAC...

      u watki w ktorych pisalam co nalezy zrobic zaraz po przyjezdzie:
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,119582300,119584791,Re_angielski_boston_jedziemy_za_granice_.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,37418,113478040,113701807,Re_Juz_jestem_prawdziwa_Matka_Polka_w_UK_.html
      Najlepiej bedzie jak zapytasz na forum Matki Polki ale tam powiedza Ci pewnie to samo...
    • julinekk Re: A'propos emigracji. Pytania. 23.01.11, 14:32
      Ja tylko dodam, ze obowiazek szkolny w Anglii zaczyna sie w wieku 4 lat, wiec warto pomyslec jak bedzie sie czulo dziecko wrzucone do obcego srodowiska, gdzie nikogo nie rozumie i nikt jego nie rozumie, z koniecznoscia spedzania tam 6h codziennie. Skoro juz ma problemy nie liczylabym na cudowna odmiane.
      No i koszta emocjonalne dla mamy, ktora bedzie prawdopodobie zamknieta w domu calymi dniami, bez mozliwosci porozmawiania z komkolwiek w znanym jej jezyku.
      Zdecydowanie odradzam.
      • krapheika Re: A'propos emigracji. Pytania. 23.01.11, 17:21
        Nie pisalabym sie na wyjazd nie znajac jezyka ni w zab, za dobrze pamietam jak to bylo z moim m, ja sie tam z nim dogadalam, wszystko mi pomogl zalatwic,ale pierwsze miesiace nie byly specjalnie ciekawebig_grin
    • najma78 Re: A'propos emigracji. Pytania. 23.01.11, 17:48
      ona-26 napisała:

      > Niby jakaś znajoma ma tam nagraną pracę dla jej męża, chwilę pomieszka u nich,
      > a jak znajdzie dom to oni dojadą. Znaczy przyjaciółka w 7mcu ciąży i 4-latek.

      Jesli ma nagrana prace to w porzadku, bo szukanie pracy bez znajomosci jezyka to juz troche gorzej, choc jak ktos bardzo chce pracowac...

      > 1. Jak wygląda opieka socjalna w tej chwili? Czy za poród i opiekę będzie musi
      > ała płacić?

      Opieka zdrowotna jest bezplatna z tego co mi wiadomo nie wprowadzono zadnych oplat. Co do opieki socjalnej to jest mnostwo roznych benefitow, ale nie dostaje sie ich od razu po przyjezdzie, na to trzeba czasu oraz spelnienia warunkow.

      > 2. Oni oboje ni w ząb angielskiego... Przecież na takiej porodówce, czy gdzie t
      > am trzeba sie dogadać...

      Dostana tlumacza, zazwyczaj tak robia zwlaszcza jesli ani w zab. Moze tez rodzic z kims kto zna angielski.

      > 3. Ich synek ma problemy w sumie, do psychologa chodzą, bo niegrzeczny. Do tego
      > astmatyk, ciągle na sterydach i antybiotykach. A tam podobno paracetamol na ws
      > zystko dają...

      Paracetamolu nie daja na wszystko, stosuja leki gdy sa konieczne. Po przyjezdzie powinni isc do przychodni i zapisac sie na liste oczekujacych, jesli nie bedzie wolnych miejsc, do porad lekarskich w naglych przypadkach beda mieli jednak prawo jako oczekujacy, wyjasnia im to w przychodni.
      Jesli dziecko ma astme to najlepiej zabrac odpowiednie leki z PL. Zostana umowieni z pielegniarka w trakcie procedury przyjmowania do przychodni i wtedy zostanie przeprowadzony wywiad, astma w przychodniach w UK zajmuja sie specjalnie do tego przeszkolone pielegniarki, wiedza o niej wiecej niz lekarze, beda dbali o wszystkie niezbedne badania i leki, kierowali gdzie trzeba jesli zajdzie potrzeba. Tu nie trzeba samemu szukac przychodni, wydzwaniac itd. wystarczy zaczekac na list.
      Bardzo wazne przy rejestrowaniu sie jest aby byl dokument potwierdzajacy adres np. rachunki za gaz wystawione imiennie, maz pracujac bedzie musial tez wystapis o NIN (National Insurance Number) ale on chyba nie jest konieczny w przychodni.


      > Nie wiem, ale wydaje mi się, że dziecko które w Polce było agresywne w przedszk
      > olu, w obcym środowisku może mu się to spotęgować

      Moze... Jako 4-latek (zalezy od daty urodzenia) dziecko moze pojsc do szkoly na full time (6 godzin, od 9-15) - klasa reception to odpowiednik polskiej zerowki, nie jest to obowiazkowe (obowiazek jest od 5 lat do 1 klasy) ale wiekszosc dzieci chodzi, dlatego wazne jest aby wybrac szkole i zlozyc aplikacje (u nas do 15 stycznia dla dzieci ur. przed 1 wrzesnia 2007).

      > 4. Czy w takich mniejszych miejscowościach w UK jest szansa na trafienie na pol
      > skiego lekarza czy nauczyciela?

      Mieszkam w duzym miescie, jeszcze nie trafilam, ale szansa jest, sa tez polskie prywatne kliniki (Polacy lubia placic) ale nie korzystalam.
    • volta2 Re: A'propos emigracji. Pytania. 23.01.11, 18:44
      ja nie z anglii ale też wyjechały moje dzieci bez kompletnej znajomości angielskiego, i od razu poszły do szkoły. jeden jako czterolatek do trzylatków a sześciolatek do pięciolatków.
      po pół roku zaczęły nieco łapać anglika, po roku padła pierwsza propozycja wypiasania starszaka z intensiv english, bo już ma opanowany na poziomie 12 latka.
      po półtora roku słyszę że nie chcą wracać do polskiej szkoły, której przecież nie zdążyły jeszcze poznać w kraju.
      drugi nie tak rozgadany, ale chyba kapuje wszystko, nie wiem jak to sprawdzić osobiście, bo dzieci z nami nie chcą rozmawiać po angielsku. na wywiadówki chodzi mąż - ja znam język baaardzo średnio. głównie gadam, mam słabe rozumienie co kto do mnie mówi, słaby słuch i nieduouczenie pewniesmile

      a, język mi niespecjalnie jest potrzebny, bo ja akurat nie pracuję i nie szukam pracy.

      także ja bym kwestii dziecka/dzieci nie demonizowała, praca jak załatwiona - jechać.

      czy ci znajomi są na tyle kumaci, że są w stanie się podstaw nauczyć? choćby na początek?(od ilu my lat mamy angielski obowiązkowy w programi nauczania? coś mi świta, że ze 20 lat, więc coś ze szkoły powinni kojarzyć?)

      co za różnica dla matki, gdzie będzie "siedzieć" w domu z dzieckiem, w pl czy w gb? najważniejsze, by rodzina była razem, a z tego co tu widać, facet ma chęć wziąć na siebie pełen ciężar zapewnienia utrzymania. lepsze to niż dosyłanie kasy, i rozdzielenie rodziny.
      (nie teoretyzuję, sama spakowałam manatki i po miesiącu rozłąki dołączyliśmy do męża, bez znajomości języka, bez żadnych znajomych na miejscu, w miesiąc załatwiliśmy szkołę, mieszkanie jeszcze szybciej i nawet mi do głowy nie przyszło, by się rozdzielać dla paru dolarówsmile)
      no i chyba zawsze mogą wrócić?
Pełna wersja