olamad
22.04.04, 20:19
Od jakiegoś czasu jestem zmuszona zostawiać moją 3-letnią Ulę u teściowej,
podczas gdy ja chodzę do dentysty. Zdarza się to średnio raz w tygodniu,
czasami rzadziej. Kilka tygodni temu na Uli skórze zaczęła pojawiać się
wysypka, a buźka stała się zaczerwieniona. Pediatra uznała, że to jakaś
alergia i zaleciła odstawienie najbardziej uczulających potraw, czyli np.
czekolady. Jednak za każdym razem, gdy Ula wraca od Babci pojawiają się nowe
wykwity na ciele - babcia oczywiście się zaklina, ze niczego "zakazanego" Uli
nie dała. Jakież było moje zdziwienie, gdy dzisiaj wróciłam wczesniej niż
zapowiadałam i zastałam moje dziecko.. umorusane czekoladą. Myślałam, ze ze
złości wyjdę z siebie i stanę obok! Przez zaciśnięte zęby zdołałam
wysyczeć: "przecież prosiłam..", wzięłam Ulę i poszłam do domu. Jestem
wściekła, bo z jednej strony chciałabym jej tę złość wykrzyczeć, a z drugiej,
nie chcę psuć i tak napiętych stosunków z teściową, bo to jedyna osoba, która
może zostać z Ulą gdy ja mam coś do załatwienia. Co ciekawe, moja teściowa
jest pielęgniarką, pracuje w szpitalu i doskonale wie, czym grozi dawanie
uczulonemu dziecku czekolady. A wiecie jak się tłumaczyła? "No jak ja miałam
jej zabrać ten batonik jak już go miała w ręku?". Dla mnie, to totalny
egoizm - teściowa doskonale wie, ze ograniczam Uli słodycze (alergia plus
nadwaga) i chce byc w dziecka oczach tą lepszą, tą, co nie zabrania tak jak
mama. Nawet do głowy jej nie przyjdzie, ze Ula teraz będzie przez pół nocy
się drapała i nie będzie mogła z tego powodu spać. "Ależ przecież nic jej nie
będzie - to taki malutki batonik!". Dobre sobie, malutki batonik...
Próbowałam już z nią o tym rozmawiać, ale niestety to nic nie daje.
Pogodziłam się z faktem, że podczas wizyt u babci Ula jest tuczona niczym
prosię, ale nie respektowania zalecen lekarskich nie zniosę! I co ja ma teraz
zrobić? Najchętniej przestałabym tam chodzić, a przynajmniej zostawiać tam
Ulę, ale nie mam innej alternatywy. Moje zęby kolejnej przerwy w leczeniu nie
zniosa.. I jak ja mam z tą babą rozmawiać. Jak tylko wygłoszę jakąkolwiek
pretensję, najpewniej usłysze, ze ona wcale nie musi z Ulą zostawiać i robi
mi przysługę.
Poradźcie coś, kochane emamy... bo mi nic mądrego do głowy nie przychodzi.
Ola, mama Uli (3 lata i 2 m-ce)