czarka77
25.02.11, 20:33
Tymi słowami zbudziła mnie dziś (przez telefon) moja mama. A chodzi ogólnie o to, że nie akceptuje nowego związku mojej młodszej siostry.
Siostra jest pół roku po rozwodzie, ale z nowym facetem ("fagasem") mieszka ok. roku, ile z nim jest - trudno powiedzieć może półtora roku, może dwa. Rozwód był w gruncie rzeczy z winy mojej siostry (jej argument: nie wyszalała się jeszcze w życiu, a mąż ją nudzi), no ale taka już jest ta moja siostra. Matka straszliwie przeżyła rozwód siostry, zwłaszcza że siostra najpierw kłamała, że mąż ją krzywdzi, prosiła mamę o mediacje, potem na nią naskoczyła, że się wtrąca, ech, szkoda słów.
Teraz siostra próbuje na nowo ułożyć sobie życie, ale mama nie jest w stanie w ogóle przyjąć tego do wiadomości. Najlepiej by wg niej było, żeby moja siostra ubrała się w worek pokutny i zamknęła w piwnicy czy zakonie. Ja się siostrą rozczarowałam, ale mam ją jedną, wolałabym żyć w zgodzie, powiedziałam, co uważam, dostałam po uszach, jednak ostatecznie jesteśmy w stosunkach poprawnych, acz nie gorących.
No i teraz moja siostra wymyśliła, że pogodzi się z matką na siłę, ogłosiła, że przyjeżdża do niej jutro z chłopakiem. Na co moja mama, że nie chce jej widzieć w ogóle, że nie mają o czym rozmawiać itd.
Najgorsze jest to, że obie do mnie wydzwaniają,skarżą się na siebie nawzajem; obie rozumiem (są takie głupie i pamiętliwe!), ale to ogień i woda, nie da się ich pogodzić. A ja między nimi

Dziś rano - z zaspania chyba - naskoczyłam na matkę, powiedziałam, że to jej dziecko i na wychowywanie jest już za późno, jak kocha, to niech zaakceptuje i nie obnosi się z honorem.
Rozłączyła się z płaczem, jaka to ona biedna.
A ja tak lubię żyć z wszystkimi w zgodzie...