kikimora78
04.03.11, 08:58
Muszę się trochę wyżalić - chociaż go rozumiem.
Staraliśmy się ponad 5 lat. W grudniu mieliśmy pierwsze in-vitro ale ciąża obumarła bardzo wcześnie (5-6 tydzień). No i teraz nagle niespodzianka - nie mam okresu, test pozytywny. Dziś zaczynam 6 tydzień. Wiem, że do 12 tygodnia to nie ma co rabanu robić z tego powodu, ale smutno mi trochę, że jak mówię mojemu mężowi np. "właśnie ma około 2mm" to on tylko kiwa głową, mruknie coś i wraca do tego co robił. Wogóle nie chce ze mną gadać, bo boi się cieszyć za wcześnie jak jeszcze nic nie przesądzone. Mówi, że się trochę cieszy, ale na razie ignoruje, bo za wcześnie jeszcze.
Wtedy, w grudniu, się bardzo cieszyliśmy i rodzina najbliższa i najbliźsi znajomi wiedzieli (wiedzieli, że mamy in-vitro, dzwonili, pytali i nam kibicowali) a potem "dupa blada" i on nie chce teraz przez to samo przechodzić "w razie czego". Nie mam nawet z kim pogadać bo nikomu nie chcę jeszcze mówić...
No i tak...