whitney85
09.03.11, 15:14
Wszystko było poprawnie – najpierw studia, potem ślub, praca i ciąża.
O pracę wcale łatwo nie było ale nie o tym będzie ten post.
Udało mi się zahaczyć w budżetówce. Nie udało mi się natomiast doczekać umowy na stałę.
Dziecko chciałam mieć póki jeszcze byłam względnie młoda. Plan był taki, że do 30 odchowam dwójkę i zajmę się już wtedy całą sobą pracą zawodową.
Ciąża przebiegała prawidłowo. Poród na moje szczęście też ale to dlatego, że płatny.
Mijały pierwsze miesiące a ja siedziałam z dzieckiem w domu. Za oknem zima więc na spacer nie zawsze chciało się wyjść. Poza tym starganie dziecka z wózkiem ze schodów również do przyjemności nie należy.
Z każdym kolejnym tygodniem wiedziałam, że takie siedzenie w domu nie jest dla mnie. Odliczałam dni do powrotu do pracy.
Tu napomknę, że najgorsza dla młodej matki jest samotność a nie nadmiar obowiązków. Do tego drugiego można przywyknąć ale do siedzenia w czterech ścianach całymi dniami już nie. Zaczynałam żałować, że nie poczekałam jeszcze kilku lat. Bo teraz, mimo że dziadkowie w komplecie mieszkają w tym samym mieście, to są jeszcze młodzi i do emerytury wszystkim daleko. A mąż w pracy, u prywaciarza, w związku z tym nie ma go w domu więcej niż 10 godzin dziennie.
Z kolei w moim najbliższym otoczeniu wciąż jest więcej osób bezdzietnych, wobec czego wszyscy są w pracy kiedy ja z tym wózkem sama.
I tak minęły 3 miesiące. W międzyczasie okazało się, że na państwowy żłobek nie mamy szans (500 m-ce na liście rezerwowej). Wykalkulowaliśmy jednak, że wciąż opłaca się prywatny (bagatela – 1400zł) pod warunkiem, że wrócę na cały etat a nie jak chciałam na jego część. O tym, że mogę siedzieć z dzieckiem dłużej i nie zostawiać w placówce po 20 tygodniach macierzyńskiego nie było mowy ze względu na naszą sytuację finansową.
Pełna chęci odezwałam się więc do chlebodawcy, że po macierzyńskim chciałabym wrócić do pracy. I dowiedziałam się, że nie mam do czego wracać.
Oczywiście powinnam była się tego spodziewać – w końcu umowy na stałe nie dostałam. Tak czy inaczej jest mi przykro i jestem teraz w wielkiej d...
Z dwóch pensji na 2 osoby dysponujemy zatem jedną na 3. Na dziecku oszczędzać nie będę więc muszę na sobie. Pracy z dzieckiem na ręku nie znajdę a na opiekę w tej sytuacji nie mam.
Zazdroszczę mojej mamie, która onegdaj miała płatne urlopy wychowawcze a po 6 latach przerwy (2 dzieci), miała dla nas zarówno miejsca w przedszkolu jak i spokojnie wróciła sobie do pracy.
Ja przede wszystkim musiałam zrezygnować z głupiego pomysłu posiadania dwojga dzieci w niewielką różnicą wieku. Teraz ledwo starczy na odchowanie jednego.
Musiałam też przywyknąć do samotności, radzenia sobie ze wszystkim, ogarniania dziecka i domu dzień w dzień bez dłuższej chwili dla siebie. Na szczęście dziecko jest zdrowe i mogę liczyć na męża.
A na koniec chylę czoła przed samotnymi matkami.