ta_najcudowniejsza
15.03.11, 09:59
Czesc!
Pisalam juz jakis czas temu o swoim problemie na FK, ale wydaje mi sie, ze tu znajde wiecej zrozumienia, poza tym wtedy, choc w tej samej sprawie, mialam dylemat innego rodzaju.
Mam 20 lat i jestem w ciazy. Nie planowalam tego, zabezpieczenie zawiodlo, stalo sie i juz. Sytuacja wyglada tak, ze mieszkam w Anglii, wraz z partnerem, ktory niestety nie pochodzi nawet z Europy, wiec jest tu na wizie (co oznacza, ze moze pracowac maxymalnie 20 godzin/tyg, w dodatku studiuje), a ja niestety nie studiuje jeszcze, pracuje jako opiekunka do dzieci. W tej sytuacji wystarcza nam na przezycie, ale bez szalenstw.
Moj partner, chociaz przerazony i niezbyt zachwycony, nie zamierza mnie zostawic, wiem, ze pokocha to dziecko i bedzie wspanialym ojcem.
A ja... nawet przez chwile nie pomyslalam o aborcji, chociaz jak wiadomo, moglabym zrobic to tu za darmo i legalnie. Zawsze uwazalam, ze kobieta powinna miec wybor, jednak kiedy sama przed nim stanelam czuje, ze bym nie potrafila.
Moj wczesniejszy watek na FK dotyczyl tego, czy powinnam wrocic do PL czy zostac tu; sytuacja jednak troche sie zmienila i wiem, ze jedyna pomoc rodziny na jaka moge liczyc, to ewentualnie opieka nad dzieckiem w razie potrzeby, natomiast nie mialabym gdzie mieszkac ani nie mialabym zadnego wsparcia finansowego. Wiec pozostala opcja zostania tutaj. Do tej pory myslalam dosyc optymistycznie- jakos damy rade, tu sa spore benefity dla ludzi z dzieckiem, ja bym mogla zostac w domu z dzieckiem na poczatku, moj facet dalej by pracowal i studiowal, mielibysmy pomoc od panstwa, moze potem on by skonczyl studia, znalazlby lepsza prace, wtedy dziecko mogloby isc do zlobka czy cos, ja bym mogla tez zaczac studia i prace...
Niestety, moja siostra troszke mnie zdolowala. Na razie tylko jej o tym powiedzialam... nie myslcie o niej zle, jestesmy bardzo blisko i ona nie mowila tego w zlej wierze, ale w kazdym razie bardzo mnie wystraszyla, ze na pewno nie damy sobie rady, ze te benefity to nie sa dla kazdego, bo tak to by kazdy tam jezdzil rodzic dzieci, ze dziecko to sa KOLOSALNE koszty a nas ledwo stac na utrzymanie siebie, ze rodzac to dziecko skaze je na WEGETACJE, ze rodzice jak sie dowiedza to sie zalamia nerwowo i zebym naprawde bardzo powaznie to przemyslala, bo jej zdaniem aborcja to w tym wypadku najlepsze rozwiazanie. I ze skoro pisalam, ze nie poradzilabym sobie z tym psychicznie, to powinnam sobie wyobrazic jak sie bede czula, jak nie bede miala dac co jesc wlasnemu dziecku. I ze zmarnuje zycie sobie i swojemu dziecku.
I nie wiem, przez to nie spie juz dwie noce i placze, bo naprawde nie wyobrazam sobie, zeby usunac to dziecko. Placze ciagle, bo z jednej strony wiem, ze jak je po prostu usune to do konca zycia bede sie nienawidzic, ze nie dalam sobie i jemu szansy. Ale co jesli sprobuje i sie nie uda? rzeczywiscie bedziemy glodowac? wtedy nie bede mogla tego cofnac... i zmarnuje mu zycie. Jemu i sobie.
Czy ktoras z was miala podobny problem? naprawde nie wiem juz co mam robic, myslalam nawet by oddac je do adopcji (widzialam rozne strony, jest mnostwo bogatych par, ktore maja ogromne domy z zielona trawka, wspanialego psa o ktorym ja marze a na ktorego mnie nie stac i do szczescia brakuje im jedynie dziecka. Moglyby mu zapewnic wszystko, czego ja nie moge...), ale to tez koszmar: odkad zobaczylam dwie kreski na tescie to mimo, ze jestem przerazona, jestem tez bardzo szczesliwa, wyobrazam sobie jak bedzie wygladac. Chyba tez bym sie zalamala jakbym urodzila je i musiala komus oddac...
Co byscie zrobily na moim miejscu? tez uwazacie, ze powinnam usunac dziecko?
-