forumowiczka.to.ja
17.03.11, 11:46
W naszej rodzinie jest małżeństwo, które ma 2 dzieci. Jest to 2 chłopaków, bliźniaki, obecnie mają po 21 lat. Jak chłopcy byli młodsi, mieli po te 10-15 lat, zawsze podziwiałam ich, że sa bardzo dobrze wychowani. Nigdy nie zabierali zdania bez pytania, nie wciskali się do stołu, rodzice zwracali im uwagę, że maja mówić "dzień dobry", do tego weseli, uśmiechnięci.
Piotr ma niedosłuch na jedno ucho, ale poza tym jest silny, wysportowany. Nauka idzie mu słabo, maturę zdal na 3, całe liceum obaj brali korepetycje. Paweł jest w pełni zdrowy, bardziej wyszczekany, lepiej się uczy, jest zdolniejszy ale mniej wysportowany.
Poszli po maturze na studia, kierunek wspólny, po roku rzucili bo za ciężko, prawda była taka że to Piotr nie dawal rady, ale zrezygnowali obaj. W zeszłym roku poszli na inny kierunek na uniwersytet, miało być łatwiej, też na jeden kierunek, właśnie się okazało że znowu rzucili bo za trudno. Niestety znowu to Piotr nie dawał rady, oficjalna wersja brzmi, że obojgu było za ciężko.
Piotr miał spore sukcesy w tenisie, Paweł byl słaby, nie lubił tego, musieli obaj z tenisa zrezygnować.
Ponieważ rok akademicki zakończyli obecnie, tj w marcu, od października chcą zacząć kolejne studia. Przez te pół roku będą siedzieć w domu.
Ostatnio rodzice bliźniaków przyszli sie trochę tak wytłumaczyć, pożalić. Zaczęli od tego, że musza teraz coś chłopakom wymyślać, żeby się nie nudzili, no bo siedzą w domu. Rodziców stać, żeby oni nie pracowali. Zapytałam jednak, dlaczego nie pośla ich do pracy? Jakiejkolwiek, w sklepie w galerii, po to żeby spróbowali tego dorosłego życia, nabrali wiary we własne siły. Odpowiedź była taka, że Piotr nie przejdzie badań, to i Paweł nie będzie pracował. Paranoja! I tak ze wszystkim. Zapytałam, dlaczego Piotr nie pójdzie na AWF, jest w tym dobry, a Paweł na inny kierunek zgodnie z zainteresowaniami? Odpowiedzieli, ze nie mam bliźniaków to się nie znam, ich nie można rozdzielać. Doszło do tego, że spytałam "a jak jeden znajdzie dziewczynę?" to odpowiedzieli, że "drugi chyba nie będzie im w niczym przeszkadzał? Albo, że będą musieli szukać sióstr.....
Dziwią mnie sami chłopcy, że nie mają ciągu do wolności, do dorosłości, do próbowania własnych sił. Nigdy nie przechodzili buntu. Myśle, że to dlatego, że rodzice zawsze ich przekupiali, wiedzieli że jak się zbuntują to stracą kasę, zabawki, przywileje.
Czy takie wychowanie bliźniąt jest ok? Jakie byłoby Wasze stanowisko wobec rodziców, którzy przyszliby do Was porozmawiać i wyszedłby ten temat?