pitahaya1
21.03.11, 11:15
I znów mam skręt kiszek.
Nie przesadzę, jesli powiem, że zabrakło w mojej wsi fryzjerów, którzy mają w rękach to coś. Na kilkanaście salonów nie ma ani jednego, w którym pracują osoby znające się na trudnych włosach. Bo wyrównać końcówki byle Marysia potrafi.
I to zarówno z tych saloonach, jak i mniejszych punktach. Jesli ktoś ma smykałkę, zaraz gdzieś znika w czeluściach.
Z czym mam problem?
Włosy bardzo grube i sztywne, przy czym puszące się przy wilgoci na dworze, jeśli są choć odrobinę dluższe.
Włosów jest mnóstwo, po prostu mnóstwo.
Włosy krótkie.
Buzia jak słoneczko w pełni, czyli mnóstwo fryzur odpada.
I chciałabym mieć w miarę kobiecą fryzurę.
Tak dużo wymagam???
Idę do fryzjerki i wychodzę wkurzona, lżejsza o kolejnych kilkadziesiąt zł z fryzurą na kapucynkę (równo z tyłu, równo z przodu, idealnie pod garnuszek).
Mówię, że moje wlosy trzeba mocno przerzedzić. Fryzjerka bierze nożyczki i strzępi jedynie końcówki...Na moje sugestie, że to nie wystarczy, obraża się.
Mówię, że chcę fryzurę odmładzającą, w ostateczności nie dodającą mi lat. Wychodzę z fryzurą, która równie dobrze pasuje nobliwej 55-latce

Mówię, że w tym kolorze mi niedobrze. Ona wie lepiej.
Mówię, że nie boję się ostrego cięcia, odważnych ruchów.
I co?
Wychodzę z fryzura uniwersalną, dobrą na Sylwestra, wyjście do teatr i na pogrzeb

( Wymęczoną żelami, pastami, piankami. W domu po umyciu chce mi się wyć do księżyca. Źle przycięte, zupelnie nie wycieniowane, pięknie leżą pod własnym ciężarem

((
Muszę iść w ciągu kilku dni i aż mnie skręca.
Znów podsuną mi katalogi z fryzurami na włosach długich, modnymi 3-4 lata temu
Weźcie mnie jakoś pocieszcie, żeby nie było jak za każdym razem.
Jak mi któras napisze, że trzeba pójść do "dobrego fryzjera" to uprzedzam lojalnie, że zatłukę.
Mam przesilenie wiosenne.