Ciąża u 17-nastolatka

    • premeda Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 14:42
      Przeczytałam cały wątek i powiem tak przede wszystkim nawaliliście Wy jako rodzice nie przygotowując młodych do odpowiedzialnego uprawiania (jak ja nie znoszę tego słowa) seksu. Przed młodymi teraz stoi jedna z najtrudniejszych decyzji aborcja lub urodzić i młodzi muszą mieć pojęcie o ewentualnych konsekwencjach tego wyboru, bo aborcja może odbić się na psychice i zdrowiu dziewczyny ale ciąża i poród też. Dobrze by było, żeby młodzi mieli tego świadomość. Dziewczyna i tak nie ma odwrotu musi coś wybrać i dobrze by było, żeby obojętnie jaką decyzję wybierze miala wsparcie zarówno w chłopaku jak i jego rodzicach. Co prawda ja nie widzę tego związku jako rokującego na przyszłość ale w przypadku urodzenia dziecka młody tatuś musi się udzielać i przejąć część obowiązków nad dzieckiem i jego utrzymaniem. I tutaj chcę wyraźnie zaznaczyć, że utrzymać godnie rodzinę można tylko wtedy gdy jest się dobrym fachowcem w tym co się robi, a nie tylko dlatego, że skończyło się technikum czy pierwsze lepsze studia. I nie przeszkadza w tym bycie operatorem tego nieszczęsnego widlaka. Swoja drogą u mnie w firmie notorycznie chcą nam podkupić operatora koparki, chłopak jest naprawdę dobry, a na tych po studiach (w tym mnie) jakoś chętnych nie ma. Trzeba usiąść z młodymi i tak po ludzku pogadać, przedstawiając wszystkie warianty ale zostawić podjęcie decyzji tak naprawdę młodym.
      • ania_dentystka Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 15:09
        To chyba trochę nie tak. Moje starsze dziecko urodziło się z "wpadki". Byłam co prawda starsza i bardziej dojrzała, ale dość młoda. moi rodzice przegadali nie wiem już ile czasu, żeby "przygotować mnie do odpowiedzialnego uprawiania seksu". Co więcej robiła to szkoła- dobra, amerykańska, bo tam się urodziłam i uczyłam, nie purytańska, otwarta. Miałam także jako taką wiedzę z zakresu fizjologii i tu.....wpadka. Ta wpadka ma dziś 9 lat, ale przez pierwsze 2-3 byłam mało odpowiedzialną i dojrzała mamą. Robiłam wprawdzie większość rzeczy, które powinnam, ale tak naprawdę dorosłam gdy potomek poszedł do przedszkola. I to żaden wstyd.
      • mamcia809 Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 15:10
        moje zdanie jest takie zamiast teraz lamentowac co zrobic to wczesniej ROZMAWIAC Z DZIECMI NA TMAT SEXU I TEGO SKAD SIE BIORA DZIECI KUPIC PACZKE PREZERWATYW SYNOWI CORKE ZABRAC DO GINEKOLOGA KUPIC TABLETKI I NIECHCIANYCH CIAZ 17 LATKOW BY NIE BYLO niebac sie tego tematu tylko rozmawiac
        • ania_dentystka Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 15:15
          To nie takie proste i nie takie banalne. Moi rodzice rozmawiali na ten temat bez jakiegokolwiek tabu. W Stanach było zupełnie inne podejście. I co......mają dziś wnuka z wpadki. Tyle, ż byłam trochę starsza, ale to kwestia szczęścia.
        • anorektycznazdzira Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 15:52
          mamcia809 napisała:
          > moje zdanie jest takie zamiast teraz lamentowac co zrobic to wczesniej ROZMAWIA
          > C Z DZIECMI NA TMAT SEXU I TEGO SKAD SIE BIORA DZIECI KUPIC PACZKE PREZERWATYW
          > SYNOWI CORKE ZABRAC DO GINEKOLOGA KUPIC TABLETKI I NIECHCIANYCH CIAZ 17 LATKOW
          > BY NIE BYLO niebac sie tego tematu tylko rozmawiac

          Przypominam, że poza sterylizacją nie istnieją metody antykoncepcyjne 100%wo pewne. Sama "wpadłam" jako świetnie wyedukowana osoba, w pełni i na luzie rozmawiajaca z mamą, prowadzana od kilku lat do gina, po nowoczesnym liceum na biologicznych studiach. Akurat starsza byłam, ale pisanie, że gdyby im powiedzieć skąd się biorą dzieci, dać paczkę gumek i wepchnąć do gabinetu ginekologicznego, to NIECHCIANYCH CIĄŻ 17LATKÓW BY NIE BYŁO, to jest właśnie rażący brak edukacji albo zwykła, internetowa, głupkowata paplanina.
          • andzeliga jest tylko jedna odpowiedz 22.03.11, 16:17
            liczyć sie z tym, ze uprawiając seks można zajść w ciążę. Moze jest tylko 1% szans, ale często sie zdarza...
            Aborcja nie jest rozwiązaniem. Jest tylko chwilowym odrzuceniem problemu. Potem sie do niego wraca i sie go przerabia na terapaich
            • bri Re: jest tylko jedna odpowiedz 22.03.11, 16:34
              Gdyby każda polska kobieta potrzebowała psychoterapii z powodu wykonanej aborcji to byłby to najlepszy zawód w tym kraju wink
              • miliwati Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 12:43
                bri napisała:

                > Gdyby każda polska kobieta potrzebowała psychoterapii z powodu wykonanej aborcj
                > i to byłby to najlepszy zawód w tym kraju wink

                Każda może nie, ale niechby chociaż połowa. A że nie chodzi ich do terapeutów aż tyle? Cóż, mnóstwo ludzi nie chodzi ze swoimi problemami do psychologa i męczy się bez sensu.
            • princess_yo_yo Re: jest tylko jedna odpowiedz 22.03.11, 16:37
              na terapiach sie przerabia wiele problemow, wlacznie z tymi wynikajacymi z urodzenia dziecka ktorego sie nie chcialo a teraz juz nie bardzo da sie tego glosno powiedziec. takimi argumentami mozna sie przerzucac bez konca.
              • anne-marie72 Re: jest tylko jedna odpowiedz 22.03.11, 16:51
                Poza tym, jest cała masa kobiet nie potrzebujących tego typu terapii.

                Na zasadzie gdyby ciocia miała wąsy....
                • kol.3 Re: jest tylko jedna odpowiedz 22.03.11, 18:29
                  Obawiam się że jeśli to dziecko zostało poczęte w Sylwestra to na aborcję jest za późno. Najbardziej bym się bała sytuacji że panna specjalnie nie poinformowała rodziców o wpadce, ponieważ nie chciała usuwać, a dziecko podrzuci do wychowania rodzicom, otrzepując się z odpowiedzialności.
                  • krapheika Re: jest tylko jedna odpowiedz 22.03.11, 20:55
                    Eee tam w podziemiu i Anglii aborcje sie wykonuje dlugo po ostatecznym terminie.
                    • arwena_11 Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 10:09
                      To już nie aborcja, a wywoływanie przedwczesnego porodu. Zwykłe morderstwo dziecka, którego nie da się już nazwać, jak to często określają zwolennicy aborcji, zlepkiem komórek
                  • nangaparbat3 Re: jest tylko jedna odpowiedz 25.03.11, 22:23
                    kol.3 napisała:

                    . Najbardziej bym się bała sytuacji że panna specjalnie nie poinformowa
                    > ła rodziców o wpadce, ponieważ nie chciała usuwać, a dziecko podrzuci do wycho
                    > wania rodzicom, otrzepując się z odpowiedzialności.

                    Nie martw się. Dobrze wychowany kawaler przyjmie na siebie swoją część obowiązków i odpowiedzialności.
                • miliwati Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 12:45
                  anne-marie72 napisała:

                  > Poza tym, jest cała masa kobiet nie potrzebujących tego typu terapii.

                  Czyli liczysz na to że Klaudia akurat będzie miała szczęście?
                  A syna znowu w ogóle pomijasz w kalkulacjach. Kiedy masz zamiar zacząć traktować go jak człowieka, a nie jak bezwolną lalkę?
                  • ania_dentystka Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 12:56
                    Zważ, że Anna Maria nie namawia Klaudii do aborcji. Wyraża tylko swoje zdanie co w tej sytuacji uważa za najlepsze. I jest to tylko i wyłącznie jej zdanie.
                    • miliwati Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 15:27
                      ania_dentystka napisała:

                      > Zważ, że Anna Maria nie namawia Klaudii do aborcji. Wyraża tylko swoje zdanie c
                      > o w tej sytuacji uważa za najlepsze. I jest to tylko i wyłącznie jej zdanie.

                      Nie, zupełnie nie namawia. Siedzi tylko, nic nie mówi, nie deklaruje żadnej pomocy. Co oczywiście znakomicie ułatwia podjęcie zupełnie samodzielnej decyzji dwójce młodych ludzi. Oczywiście. Czując że są pozostawiani sami sobie oczywiście z równą pewnością pozbędą się doraźnie dziecka jak zaryzykują całkowicie samodzielne (bo rodzice nie deklarują wsparcia) założenie rodziny.

                      • ania_dentystka Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 15:40
                        Spróbuj popatrzeć na to tak: sytuacja zaskoczyła Anne Marię. Tak zaskoczyła, bo nie mogła się tego spodziewać. Pyta - tu na forum i pewnie w 10 różnych miejscach, zastanawia się, dyskutuje z rodziną, szuka najlepszych rozwiązań. Niczego nie narzuca, nie podejmuje decyzji ad hoc. Oczywiście jakąś decyzję musi podjąć, ale znacznie lepiej jest 10 razy pomyśleć niż wywalić z siebie- idź do pracy w charakterze popychła ewentualnie kup(!) uprawnienia na operatora osławionego wózka.Na to dostaniesz pieniądze.
                        • hellulah Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 15:55
                          No nie żartuj - kobieta ma zdrowego, potencjalnie płodnego syna, i tak wcale ale to w ogóle nie mogła się spodziewać, zero możliwości, null, ani ani, że zdrowy płodny facet może zostać ojcem? zwłaszcza, że w seminarium nie siedzi, ani nie jest zadeklarowanym gejem, tylko - o czym autorka wiedziała doskonale - spotyka się w celach romantycznych z osobami drugiej płci?
                          • ania_dentystka Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 16:00
                            Nie wydaje mi się, żeby matki 17 latków ( 16,18,19 czy nawet 20) w wolnych chwilach rozważały co zrobią gdy ich synowie poczną na imprezie czy obozie potomka.
                            • hellulah Re: jest tylko jedna odpowiedz 23.03.11, 16:12
                              No proszę, a ja znam kilka takich, które to i owszem, rozważają. Nie żeby codziennie przy kolacji smile ale tak raz na jakiś czas, z ojcem dziecka, z samym dzieckiem, w myślach (np. czytając pewne forum). Takie to dziwne? aaa, zapomniałam, to temat tabu. No to ja znam rodziny bez takich tabu.

                              Na tej samej zasadzie, gdy byłam w związku, a ciąży zdecydowanie nie planowałam, omawiałam temat ciąży z partnerem. Oraz potrafiłam porozmawiać o takiej ewentualności z rodzicami. Niesamowite?
                              • ania_dentystka Re: jest tylko jedna odpowiedz 24.03.11, 09:27
                                Wychowałam się w rodzinie, w której tematów tabu raczej nie było. A szkoła do której chodziłam także nie uciekała od trudnych spraw. Tym nie mniej ani moi rodzice ani my z mężem nie układamy wszelkich możliwych scenariuszy, nie rozważamy co zrobimy gdy coś się stanie, bo nie jesteśmy wstanie przewidzieć co się stanie i kiedy.
                                Nasz syn ma 9 lat. Teoretycznie niedługo może zostać ojcem. Pytanie jak niedługo- za 2 lata, 5 , 8 czy kolejne 9 a może jeszcze później. I co wtedy zrobimy. A co będzie jeśli urodzą mu się bliźniaki? A może trojaczki? A jeżeli w tym samym czasie ja zajdę w ciążę? I jeśli urodzę bliźniaki albo trojaczki, albo dziecko z Zespołem Downa , albo mózgowym porażeniem dziecięcym? A co się stanie jeśli umrę przy porodzie albo mąż będzie miał wypadek samochodowy, albo teść dostanie udaru i będzie trzeba się nim zająć, a teściowa w tym czasie zawału....... Nie sposób na każdą z tych przykładowych sytuacji, a przecież jest ich o wiele, wiele więcej mieć gotowy scenariusz działania.
                                Ciążą w I klasie liceum jest zaskoczeniem i wcale nie musi wynikać z tego, że w domach nie prowadzi się rozmów na temat współżycia seksualnego, antykoncepcji .
                                I czymś innym jest rozmowa o nieplanowanej ciąży z partnerem i rodzicami w wieku 20+ a czymś innym ok 16-17 roku życia gdy rodziców bardziej interesuje przeczytana lektura i wynik klasówki z fizyki.
                                • hellulah Re: jest tylko jedna odpowiedz 24.03.11, 12:32
                                  Nie rozumiem Twojego problemu. Serio.

                                  Wymieniłaś w swoim poście szereg możliwych wypadków losowych, ale jaki w tym widzisz problem? Po coś przecież spisuje się testamenty (Twoja śmierć, śmierć Twojego partnera), kupuje polisy ubezpieczeniowe, odkłada pieniądze na funduszach inwestycyjnych, dogaduje z przyjaciółmi, wybiera ten czy inny styl życia, to czy inne miejsce zamieszkania i tak dalej. Scenariusz działania nie musi być szczegółowy, odwrotnie, powinien być elastyczny, ale dlaczego uważasz, że nie jest możliwy do przemyślenia i że nic nie można zrobić zawczasu?

                                  Nie rozumiem, co dziwnego np. w rozmowie i ustaleniach z teściami, co w razie udaru czy zawału? no i czemu teściowie nie mieliby odkładać środków na czarną godzinę, tak aby było z czego opłacić pielęgniarkę/rehabilitantkę i leki? Wypadek samochodowy? no ale chyba mąż jest ubezpieczony, testament spisany, a Ty masz zawód i własną pracę? Naprawdę to takie dziwne, żeby świadomie planować przyszłość oraz podejmować pewne kroki celem zminimalizowania ewentualnych strat czy niedogodności? To trzeba myśleć jedynie dwa dni naprzód i tylko o miłych rzeczach? i dozwolone jest najwyżej noszenie na wszelki wypadek podpasek w torebce, ale odkładanie środków na edukację dzieci czy zakładanie polis już nie?

                                  > [...] ok 16-17 roku życia gdy rodziców bardziej interesuje przecz
                                  > ytana lektura i wynik klasówki z fizyki.

                                  No i widzisz, ja zwracam uwagę, że to jest wyłącznie problem takiego typu rodziców. Skoro interesuje ich jedynie wynik klasówki i lektury (nawiasem mówiąc, w tym wieku dzieciak sam już dawno powinien samodzielnie ogarniać swój tok nauki, a rodzice w tym temacie nie powinni kołować nad jego głowa jak jastrzębie) - to mają jak mają, na własne życzenie smile czy ktoś im broni szerzej spojrzeć na rzeczywistość?




                                  • ania_dentystka Re: jest tylko jedna odpowiedz 24.03.11, 12:50
                                    Czymś innym jest spisanie testamentu, ubezpieczenie mieszkania, wykupienie polis a czymś innym tworzenie scenariuszy na wszystkie możliwe życiowe okoliczności, bo może wydarzyć się okoliczność A nie wydarzyć B a wydarzyć C, której nie wzięłaś pod uwagę w swoich planach, bo jej nie mogłaś przewidzieć.
                                    Pomiędzy słówkiem "bardziej" a "jedynie" jest różnica. Dość znaczna. Mam jeszcze małe dzieci, ale sądzę, że w 15-17 roku życia BARDZIEJ będzie mnie interesowała przysłowiowa klasówka z fizyki niz zastanawianie się co zrobię jak mój syn pocznie potomka.
                                    A zainteresowanie nauką dziecka nie jest tożsame z krążeniem nad jego głową niczym drapieżny ptak.
                                    • hellulah Re: jest tylko jedna odpowiedz 24.03.11, 13:09
                                      Chyba się nadal nie rozumiemy. Czy według Ciebie świadomość rodziców, że skoro mają syna, syn jest okazem zdrowia, syn nie jest gejem i spotyka się z pannami, ergo syn może zostać ojcem, a oni dziadkami - to jest "tworzenie scenariuszy na wszystkie możliwe okoliczności"?

                                      Czy Ty naprawdę uważasz, że chodzi mi o codzienny rytuał analizowania i przeżywania przez kwadrans, co będzie, gdy dziecko stanie się rodzicem? smile Że my od 15.30 do 15.45, dzień w dzień, o tym dyskutujemy, przy okazji nanosząc poprawki na ilustrujący strategię działania graf? smile no przestań smile

                                      Na jakimś etapie owszem, były i rozmowy, i ustalenia. Potem to wraca w pewnych kontekstach, np. przy jakichś niusach, przy jakichś poważniejszych zmianach/decyzjach życiowych. Według mnie ważne jest, aby mieć przemyślaną świadomość pewnych prostych zależności.

                                      A dla mnie zależność: zdrowy aktywny heteroseksualista = potencjalne rodzicielstwo jest najprostszą z możliwych.

                                      > Pomiędzy słówkiem "bardziej" a "jedynie" jest różnica. Dość znaczna. Mam jeszcz
                                      > e małe dzieci, ale sądzę, że w 15-17 roku życia BARDZIEJ będzie mnie interesowa
                                      > ła przysłowiowa klasówka [...]

                                      Pamiętaj, że nasza mała dyskusja wiąże się z problemem autorki wątku, oraz konkretniej, Twoim komentarzem, że autorka nie mogła wprost przewidzieć, nawet cienia domysłu nie było, no zaskoczyło ją to to-ta-lnie, że zdrowy randkujący syn stał się ojcem.

                                      > A zainteresowanie nauką dziecka nie jest tożsame z krążeniem nad jego głową nic
                                      > zym drapieżny ptak.

                                      Dopytywanie szczegółowo 16-17 latka o lektury (nie w sensie swobodnej dyskusji i dzielenia się interpretacjami, tylko kontroli rodzica: "a lektura przeczytana?") czy indagowanie o pojedyncze stopnie najczęściej jest takim właśnie krążeniem. Nie polecam. Tak samo, jak interesowania się "bardziej" stopniami, a mniej psychiką, światopoglądem, problemami i radościami oraz postawami życiowymi dziecka (gdzie mieści się nasz mały problem nastoletniego rodzicielstwa).
                                      • ania_dentystka Re: jest tylko jedna odpowiedz 25.03.11, 07:26
                                        Chyba jednak się nie rozumiemy i nie zrozumiemy. Mamy inne podejście do życia, do wychowania. I nie będę oceniała czyje jest lepsze- zweryfikuje to życie.
                                        Ja zostałam tak wychowana i będę te same wartości przekazywała swoim dzieciom. Uważam, że życie pisze tyle scenariuszy, że nie sposób wszystkiego przewidzieć i na wszystko miec gotową receptę.
                                        Np. pieniądze odkładane na czarną godzinę ( np. starość) wyda się w inny sposób, bo np. ktoś z najbliższych będzie miał wypadek samochodowy i wszystko pójdzie na rehabilitację.
                                        Dziewczyna syna zajdzie w ciążę, Wy zadeklarujecie pomoc a ona zechce usunąć i nikt jej nie powstrzyma.
                                        Przekładów są tysiące. Nie oznacza to, że niepotrzebne są polisy, dobry zawód, ale ja np. testamentu nie mam bo i tak dziedziczy po mnie mąż i dzieci. I tylko oni byliby w ewentualnym testamencie. Podobnie moi rodzice - dziedziczymy z bratem po równo z tym rodzicem, który zostanie. I takiego dziedziczenia zyczą sobie rodzice.
                                        • hellulah Re: jest tylko jedna odpowiedz 25.03.11, 08:14
                                          Nie pisałam jedynie o kasie. A ile razy mam Tobie powtarzać, że nie pisałam i nie piszę i pisać nie będę o żadnych gotowych scenariuszach? naprawdę widzisz na ekranie literki, których tam nie ma? smile Nie odróżniasz świadomego planowania, zapobiegliwości, uświadamiania sobie potrzeb, możliwości i ograniczeń bliskich, oraz dogadywania się w rodzinie od gotowych, sztywnych scenariuszy? no to sorry, brakuje mi okrąglejszych i większych liter, aby to kolejny raz napisać, tak by dotarło.

                                          Kasa jest, lub nie jest. Wzajemna pomoc i ustalenia, świadomość (słuszna!) że można na siebie nawzajem liczyć, czy to nie jest ważne? W życiu jest i owszem, mnóstwo scenariuszy - dlatego trzeba być razem, wspierać się, planować, rozmawiać. A nie czekać co będzie, udając, że nigdy nie zdarzy się nic, co wymagałoby konsolidacji sił i wspólnej interwencji. Albo udawać, że nastolatek nie może spłodzić dziecka.

                                          > Np. pieniądze odkładane na czarną godzinę ( np. starość) wyda się w inny sposób
                                          > , bo np. ktoś z najbliższych będzie miał wypadek samochodowy i wszystko pójdzie
                                          > na rehabilitację.

                                          No, ale wtedy autorka pisałaby nieco inne posty... świadczące nie tyle o życiowej tragedii, ile o życiowej nieporadności. Z tą emeryturą i wypadkiem to chyba jednak sytuacja inna niż przeputanie wszelkich nadwyżek na kosmetyki z Douglasa i wyrażenie wielkiego zdziwienia, że nic nie zostało?

                                          > Dziewczyna syna zajdzie w ciążę, Wy zadeklarujecie pomoc a ona zechce usunąć i
                                          > nikt jej nie powstrzyma.

                                          Ok, jej sprawa, jeśli sama bardzo chce, nie jest zmuszana, wtedy nawet mogłabym ją dofinansować, czemu nie?

                                          Dobra, spadam - wyjazd służbowy nie poczeka smile

                                          Właściwie trochę bez sensu mi zaprzeczasz smile Ta umowa z bratem i rodzicami odnośnie testamentu jest właśnie przykładem dogadania się w rodzinie co do istotnych życiowych planów, dotyczących wszystkich jej członków. Coś jednak robicie, nie udajecie np. że rodzice będą żyli wiecznie.

                                          • lacitadelle hellulah 25.03.11, 14:42
                                            podpisuję się po hellulah - wpadka nastolatków to naprawdę nie jest nic super-niespodziewanego. Sama w wieku nastoletnim rozmawiałam z ojcem (bo akurat z nim miałam dobry kontakt) o seksie i możliwych konsekwencjach, sama podejmując decyzję o rozpoczęciu współżycia brałam pod uwagę możliwość ciąży (i między innymi dlatego późno tę decyzję podjęłam), znani mi rodzice nastolatków jak najbardziej o tym myślą i z dziećmi rozmawiają, i ja też ze swoimi dziećmi, jak trochę podrosną, będę rozmawiać.
                            • echtom Re: jest tylko jedna odpowiedz 24.03.11, 12:54
                              > Nie wydaje mi się, żeby matki 17 latków ( 16,18,19 czy nawet 20) w wolnych chwilach rozważały co zrobią gdy ich synowie poczną na imprezie czy obozie potomka.

                              Nie mam syna, za to 3 córki w wieku 16-20 lat i owszem, rozważam. Nawet jeden (fałszywy) alarm przeżyłam.
                              • nangaparbat3 Re: jest tylko jedna odpowiedz 25.03.11, 22:29
                                Rozważasz, bo masz córki. Ja też rozważam, bo mam córkę.
                                Musze spytac siostry, czy rozważa - ma syna wink

                                Straszny seksizm, tak miedzy nami mówiąc. Straszne matki synom.
                            • asia_i_p Re: jest tylko jedna odpowiedz 25.03.11, 18:26
                              Mam pięciolatkę i mamy już z mężem omówione, jak reagujemy na jej ewentualną licealną ciążę. To jedna z poważniejszych, a z drugiej strony powszechniejszych życiowych sytuacji i myślę, że jednak sporo rodziców się do niej przymierza.
                    • nangaparbat3 Re: jest tylko jedna odpowiedz 25.03.11, 22:26
                      ania_dentystka napisała:

                      > Anna Maria nie namawia Klaudii do aborcji. Wyraża tylko swoje zdanie c
                      > o w tej sytuacji uważa za najlepsze. I jest to tylko i wyłącznie jej zdanie.

                      Są sytuacje, w których wyrażenie TAKIEGO własnego zdania staje sie wielką nieprzyzwoitością. I to jest właśnie taka sytuacja.
                      • anorektycznazdzira Re: jest tylko jedna odpowiedz 26.03.11, 08:59
                        O, dokładnie tak.
                      • ania_dentystka Re: jest tylko jedna odpowiedz 26.03.11, 14:41
                        Anna Maria wyraziła swoje zdanie tu na forum. Nie namawiała ani syna ani Klaudii.
                • nangaparbat3 Re: jest tylko jedna odpowiedz 25.03.11, 22:22
                  anne-marie72 napisała:

                  > Poza tym, jest cała masa kobiet nie potrzebujących tego typu terapii.

                  Chyba jednak lepiej robiłaś milcząc w tej kwestii.
    • asia_i_p Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 18:40
      Wpisałam się z tym gdzieś w środku wątku, ale powtórzę się jeszcze na końcu.
      Najbardziej wykonalna koncepcja, jaką tu widzę, to taka, że na razie mieszkają jednak osobno (nie ma co udawać, że są rodziną na pełnych prawach, skoro na razie nie są w stanie zrealizować pełnych rodzinnych obowiązków). Jedno z nich przechodzi do liceum dla dorosłych i uczy się w weekendy, kiedy to, które pozostało w liceum dziennym zajmuje się dzieckiem. Kiedy dziecko dorasta do wieku żłobkowego, jedno z rodziców idzie na bezpłatne studia dzienne (jeśli będą wtedy jeszcze istniały), żeby redukować koszty, a drugie na studia zaoczne, żeby mieć czas na pracę. Na koszta studiów bierze kredyt studencki, żeby to co zarobi mogło być na życie. Ze względu na tę drugą stronę studiującą dziennie można się starać o rodzinny pokój w akademiku, tylko trzeba wybrać studia poza miejscem zamieszkania - wtedy na czas studiów odpada problem zakwaterowania. Ewentualnie, jeśli młodzi przebojowi, można wykonać tę samą opcję w UK - po pierwsze, kredyt studencki jest tam na lepszych warunkach, a studia w Szkocji są wciąż tanie (dla wszystkich poza Anglikami), po drugie, chyba łatwiej zarobić niewykwalifkowaną pracą na życie. Nie wiem tylko, czy mają tam pojęcie studiów zaocznych - jeśli nie, jedno z młodych musiałoby zacząć studia dopiero kiedy drugie ma choćby licencjat i sensowną pracę.
      Musieliby wybrać rozsądnie kierunek studiów, tak, żeby była to naprawdę inwestycja w przyszłość i musieliby zadbać o zapobieganie następnej ciąży.
    • jantarowo Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 19:07
      dziwi mnie Twoja postawa, -ja nic nie zadeklaruje, ani pomocy przy opiece, ani pomocy finansowej...Mam wrazenie, ze specjalnie nie chcesz powiedziec mlodym, ze moga liczyc na pomoc bo wtedy pewnie szybciej zdecyduja sie na aborcje- o to Ci chodzi?
      Gdybym byla na ich miejscu i nie uslyszala od rodzicow, ze moge liczyc na to i na to pewnie pomyslalbym - nikt mi nie pomoze, sama nie dam rady bo jak , mam raptem 17 lat, ani szkoly, ani pracy, przeciez pewnych rzeczy nie przeskocze- moze faktycznie lepiej usunac...sad
      Ja nie jestem za rodzeniem na sile, ale juz wyzej ktos napisal, ze bez deklaracji o pomocy mlodzi nie sa w stanie podjac dobrej decyzji...
      • baltycki Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 19:27
        jantarowo napisała:
        > Gdybym byla na ich miejscu i nie uslyszala od rodzicow, ze moge liczyc na to i
        > na to pewnie pomyslalbym - nikt mi nie pomoze, sama nie dam rady bo jak , mam r
        > aptem 17 lat, ani szkoly, ani pracy, przeciez pewnych rzeczy nie przeskocze- mo
        > ze faktycznie lepiej usunac...sad

        Ale przeciez czesci emam o to chodzi, o zastraszenie, o zaszantazowanie.. nawet o oklamywanie, ze po maturze, po osiagnieciu pelnoletnosci, to juz nie beda zobowiazane do utrzymywania dziecka. Powiedza do corki "ja nie namawiam, to Twoja decyzja", ale chca spowodowac, tak przedstawic przyszlosc, zeby ta decyzja byla tylko jedna mozliwa.
        Po latach, gdy corka bedzie miala zal.. powiedza zdziwione "przeciez ja Ciebie nie namawialam, to byla Twoja decyzja!"
        • asocial Re: cczyli ciaza jest? 22.03.11, 19:35
          o co chodzi z tym dlugim oczekiwaniem na informacje czy ciaza jest czy nie?
          Zawsze myslalam, ze to kwestia testu i ewentualnie wizytty u gino.
          • jantarowo Re: cczyli ciaza jest? 22.03.11, 19:41
            albo ja zle doczytala albo autorka kreci, napisala, ze testy potwierdzaja, dziewczyna byla z matka u gina i dam byly testy z krwi.Dziecko ma byc niby owocem nocy sylwestrowej, wiec ktos wyliczyl,ze to 14 tc i co > Lekarz nie zrobil usg i ciazy nie widzial- TROLL
            • asia_i_p Re: cczyli ciaza jest? 22.03.11, 19:45
              Nie musi być troll - znam dziewczynę, która była w tak "udanej" ciąży urojonej, że pomylił się ginekolog (na podstawie badania pochwy, bez USG), pomyliły się testy, i dopiero na USG wyszło, że nie. Spanikowani młodzi zdążyli już poinformować rodziców.
              • jantarowo Re: cczyli ciaza jest? 22.03.11, 19:48
                Ale ona byla u gina, nie u pediatrysmilechyba?;P a chyba ginekolog ma usg, chyba ze jakas dziura to moze i nie ma?? sa jeszcze takie gabinety??
                • asia_i_p Re: cczyli ciaza jest? 22.03.11, 20:14
                  Moja nie miała, wysyłała mnie na USG do szpitala, w którym pracowała - ale to było 6 lat temu. Nie wiem, jak jest teraz. Ta sytuacja, o której piszę, to sprzed lat mniej więcej 15, kiedy USG nie było standardem.
            • krapheika Re: cczyli ciaza jest? 22.03.11, 21:02
              Nie przeczytalam wszystkich 300 wpisow, nie dalam rady.Ale tak po paru postach koncowych stwierdzam, ze to troll, 14tc to ciazy nie da sie przeoczyc, a juz lekarz musialby byc slepy.Moja znajoma polozna potrafi na oko juz 10tyg ciaze wyczuc "nosem"wink taki szosty zmysl.Poza tym w 14 tyg, musiala miec juz USG, jak by nie mial sprzetu to by wyslal do innego lekarza, bo jedno z wazniejszych badan wlasnie odbywa sie okolo 13tyg, wiec znajac date ostatniej miesiaczki musial ja po prostu wyslac i tyle, tym bardziej, ze to malolata i takie ciaze sa pod specjalna kontrola. Jak trollowac na takie tematy to z podstawowa wiedzatongue_out
              • miliwati Re: cczyli ciaza jest? 23.03.11, 12:40
                krapheika napisała:

                > Nie przeczytalam wszystkich 300 wpisow, nie dalam rady.Ale tak po paru postach
                > koncowych stwierdzam, ze to troll, 14tc to ciazy nie da sie przeoczyc, a juz le
                > karz musialby byc slepy.Moja znajoma polozna potrafi na oko juz 10tyg ciaze wy
                > czuc "nosem"wink taki szosty zmysl.Poza tym w 14 tyg, musiala miec juz USG, jak

                Jeżeli sama się dowiedziała dopiero co to przecież nie było jeszcze żadnego USG. Są sytuacje kiedy kobieta się orientuje dopiero po ładnych paru tygodniach że jest w ciąży, zwłaszcza jak ta kobieta ma 17 lat i małe doświadczenie.

                • nangaparbat3 Re: cczyli ciaza jest? 25.03.11, 22:34
                  No i naprawdę matka ojca nie musi znac wszystkich szczegołów. Bo niby skąd?
        • hellulah Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 20:17
          No właśnie, pozwolę sobie dopisać w tym miejscu zapytanie: ale o co chodzi z tym nieutrzymywaniem? Dziecko chce studiować/edukować się, studiuje/edukuje się i nie ma 26 lat? mam obowiązek, nawet prawny, moje dziecko w utrzymaniu wspierać, pomijam już to, że się do tego obowiązku dobrowolnie i świadomie poczuwam.

          Jak pisałam wyżej - nasze dziecko (obecnie nastoletnie) będzie miało fundusz, przeznaczony na finansowanie nauki na studiach (lub ekwiwalencie, np. specjalistycznych kursach przygotowujących do uprawiania jakiegoś rzemiosła). Fundusz jest dla naszego dziecka i służy finansowaniu studiów i studiowania. Dzieciak dostanie tę kasę niezależnie od stanu błony dziewiczej czy dzietności, jedyny warunek - fundusz wiąże się z nauką, która ma posłużyć dalszej, szeroko pojętej, karierze (ściśle naukowej, czy praktycznej, to się okaże).

          Dziecko się uczy? to my przekazujemy kasę z funduszu. Dziecko ma swoje dziecko? ok, musi pokombinować, jak się zmieścić w możliwej do wygospodarowania z funduszu kwocie (i pewnie intensywniej dorabiać).

          Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego miałabym pozbawić dzieciaka wsparcia finansowego, jeśli przypadkiem po drodze zostałabym babcią?
          • bri Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 21:33
            Wspaniale, że chcecie swoim dzieciom zapewnić fundusz na studiowanie.

            Czy jak dziecko będzie chciało studiować coś, co Tobie podobać się nie będzie, to nadal będziesz tak radośnie finansowała te studia? Płaciłabyś za pięć lat studiowania astronomii nawet wiedząc, że ten temat nie specjalnie Twoje dziecko zajmuje tylko po prostu nie chciało mu się uczyć, żeby mieć szansę dostać się na jakiś sensowny kierunek? Załóżmy że już w ogólniaku będzie miało ogromne problemy z nauką, ledwo zda maturę, a na studia wybierze sobie Akademię Biznesu w Zadupiu Dolnym, gdzie puszczają z roku na rok każdegom, kto płaci czesne. Wprawdzie problemu z zaliczeniami nie będzie (bo trzeba by napluć rektorowi na biurko, żeby były), ale całe studia to będzie tylko marne alibi, żeby odsunąć o pieć lat konieczność podjęcia jakiś decyzji o swoim życiu.

            Co jeśli Twoje dziecko znakomicie będzie sobie radziło na studiach, ale po każdych dwóch semestrach będzie mu się nudzić i będzie zmieniać kierunek czy uczelnię?

            Co jeśli Twoje dziecko nie podejmie żadnych studiów, ani żadnej pracy?

            Co będzie jeśli Twoje dziecko - mając już swoje dzieci - fundusze, które mu wypłacasz będzie przeznaczać na papierosy i alkohol, a swojemu dziecku będzie podawać surowe mleko z Twojej lodówki, kupione na za Twoje pieniądze? Jak po raz enty zapyta "mamo, muszę na chwilę wyskoczyć, zostaniesz z niunią?" po czym będzie znikać na parę godzin podczas których Ty będziesz musiała sobie poradzić z faktem, że w domu nie ma żadnej mieszanki dla dziecka, żadnej czystej butelki, żadnej czystej pieluchy i żadnych czystych ubranek? Ile razy coś takiego musiałoby się wydarzyć, żebyś stwierdziła, że sama będziesz zużywać "fundusz" na kupno niezbędnych rzeczy dla dziecka?

            Wszystko powyżej to przykłady z życia wzięte i dlatego ja się wcale nie zarzekam, że ze śpiewem na ustach zrobię wszystko, żeby moje dziecko mogło studiować, albo że będę je wspierać w takim samym wymiarze, jeśli urodzi mu się dziecko. Może zajść naprawdę wiele sytuacji, które sprawią, że zrobię wszystko, żeby moje dziecko poczuło, że samo musi zacząć myśleć poważnie o życiu, chociaż mam nadzieję, że tak nie będzie.
            • hellulah Re: Ciąża u 17-nastolatka 22.03.11, 23:28
              > Wspaniale, że chcecie swoim dzieciom zapewnić fundusz na studiowanie.

              O, fajnie, że to doceniasz! Bardzo mi miło.

              > Czy jak dziecko będzie chciało studiować coś, co Tobie podobać się nie będzie,
              > to nadal będziesz tak radośnie finansowała te studia?

              Nie ma dla mnie pojęcia "studiowania czegoś, co nie podoba się rodzicom". Tak, będę radośnie (i po co ta ironia, droga bri?) finansować każde studia, które zgodnie ze swoimi pasjami i możliwościami samodzielnie wybierze dziecko. Im bardziej zakręcone i niszowe, tym lepiej.

              > Płaciłabyś za pięć lat st
              > udiowania astronomii nawet wiedząc, że ten temat nie specjalnie Twoje dziecko z
              > ajmuje tylko po prostu nie chciało mu się uczyć, żeby mieć szansę dostać się na
              > jakiś sensowny kierunek?

              Walnij się w łeb, bri [powiem wprost], coś Ty za przykład dała smile ? Astronomia to nie jest przedmiot wybierany z powodu niechęci do nauki (a już na pewno nie da się na tym kierunku "z niechęci do nauki" skończyć studiów I i II stopnia).

              > Załóżmy że już w ogólniaku będzie miało ogromne probl
              > emy z nauką, ledwo zda maturę, [...]

              Tak bri, załóżmy że spadnie jej na głowę cegła, albo zostanie poszkodowana w wypadku komunikacyjnym (znowu ten uraz głowy), albo wykolei się i zacznie trzaskać kokainę, zapijając czystą. Ok. Załóżmy dla odmiany, że będzie kontynuować naukę z mniej więcej dotychczasowym powodzeniem, że IQ ani przenikliwość umysłu jej nie spadnie, a oczytanie i elokwencja nagle nie wyparują. Jakoś tu nie widzę ledwo zdanej matury, ani _ogromnych_ problemów z nauką smile

              > a na studia wybierze sobie Akademię Biznesu w Za
              > dupiu Dolnym, gdzie puszczają z roku na rok każdegom, kto płaci czesne.

              Oczywiście, możliwe, ale w naszym przypadku skrajnie nieprawdopodobne, a nawet zabawne smile Ożesz bri, trafiasz jak kulą w płot smile Jak chciałabyś jakichś ekstrawaganckich pomysłów, to już bliżej by było z uczelnią artystyczną.

              > Wprawdz
              > ie problemu z zaliczeniami nie będzie (bo trzeba by napluć rektorowi na biurko,
              > żeby były), ale całe studia to będzie tylko marne alibi, żeby odsunąć o pieć l
              > at konieczność podjęcia jakiś decyzji o swoim życiu.

              Oj bri, o tym, jak funkcjonują uczelnie wyższe, prywatne czy publiczne, i czym różni się Ivy League czy Oxbridge od polskich "flagowych", a te zaś od innych konkretnych krajowych szkół wyższych, akurat ani mnie, ani mojemu dziecku wyjaśniać nie musisz smile ale zauważam podjęty wysiłek.

              > Co jeśli Twoje dziecko znakomicie będzie sobie radziło na studiach, ale po każd
              > ych dwóch semestrach będzie mu się nudzić i będzie zmieniać kierunek czy uczeln
              > ię?

              To akurat bardzo proste - fundusz nie jest bez dna smile Po prostu jest, jaki jest, ma starczyć na te 3+2, albo 5, albo 6 lat plus ewentualnie staż, w zależności od typu studiów. Ale jest szansą na dobry start, a nie narzędziem przymusu. Wybacz bri, ale czy Ty masz moje dziecko za kretyna? który nie potrafi rachować do dziesięciu? I nie porachuje, że jak zbyt często będzie zmieniać kierunki, nie starczy kasy, aby dociągnąć ostatni do finału? (aha, zapomniałam o cegle - wszystko się może zdarzyć)

              > Co jeśli Twoje dziecko nie podejmie żadnych studiów, ani żadnej pracy?

              Nie zauważyłaś, że pisałam o finansowaniu efektywnie realizowanych studiów czy szkolenia zawodowego? musiało Ci to umknąć...

              > Co będzie jeśli Twoje dziecko - mając już swoje dzieci - fundusze, które mu wyp
              > łacasz będzie przeznaczać na papierosy i alkohol, a swojemu dziecku będzie poda
              > wać surowe mleko z Twojej lodówki, kupione na za Twoje pieniądze?

              Surowe mleko! Z mojej, cholera, lodówki!!! Tak, a na dodatek będzie biła męża brudna ścierą smile)))) Znowu nie zapamiętałaś: pisałam o efektywnie realizowanych studiach.

              Studia (lub szkolenie zawodowe) - efektywnie realizowane - kasa. Proste?

              > Jak po raz enty zapyta "mamo, muszę na chwilę wyskoczyć, zostaniesz z niunią?" po czym będzi e znikać na parę godzin podczas których Ty będziesz musiała sobie poradzić z fa
              > ktem, że w domu nie ma żadnej mieszanki dla dziecka, żadnej czystej butelki, ża
              > dnej czystej pieluchy i żadnych czystych ubranek?

              Wiesz co, to nawet byłoby zabawne, ale obawiam się, że nie powinnam śmiać się z czyichś osobistych doświadczeń... smile A serio, serio - jak myślisz, takie sytuacje, jak opisałaś, powstają z dnia na dzień, tak całkiem z zaskoczenia i znienacka, czy może rodzice szanowni muszą sobie na nie zapracować długoletnimi zaniedbaniami? Podpowiem Ci - uważam, że zdecydowanie to drugie. A my jak na razie idziemy inną drogą (oj, zapomniałam o cegle... no tak).

              > Wszystko powyżej to przykłady z życia wzięte [...]

              Wszystkim tym dramatycznym przykładom można starać się zapobiec. W naszym przypadku bardziej prawdopodobne są - zmartwię Cię - nieco inne schematy. Wszystko się może zdarzyć, jak śpiewało Lady Punk, ale nie jesteśmy bezwolnymi marionetkami, tylko świadomymi, komunikującymi się ze sobą ludźmi z elastycznym podejściem do rzeczywistości. Jesteśmy wspierającą się nawzajem rodzina. Stanie się źle - ok, poradzimy sobie z tym, jakoś damy radę.

              > Może zajść naprawdę wiele sytuacji, które sprawią, że zrobię wszystko, żeby moje
              > dziecko poczuło, że samo musi zacząć myśleć poważnie o życiu, chociaż mam nad
              > zieję, że tak nie będzie.

              Good for you. Na pewno dla Twojego dziecka będzie to najlepsze rozwiązanie.
              • bri Re: Ciąża u 17-nastolatka 23.03.11, 07:46
                Nie pisałam o Twoim dziecku, którego nie znam, ale o swoich wątpliwościach, co do tego jak to może być, kiedy moja córka będzie miała 17 lat. W końcu prosiłaś, żeby Ci wytumaczyć dlaczego nie zamierzam utworzyć funduszu na jej naukę, który byłby wypłacany niezależnie od okoliczności. Jeśli nie zrozumiałaś dlaczego jeszcze nie wiem czy będę tak robić to chyba już lepiej tego wytłumaczyć nie potrafię. Życzę nam obu aby nasze dzieci nigdy nas nie zawiodły. A na koniec również walnij się w łeb, może przestaniesz brać wszystko tak osobiście wink
                • hellulah Re: Ciąża u 17-nastolatka 23.03.11, 09:19
                  bri, ale ja nigdzie nie pisałam, że fundusz ma być wypłacany niezależnie od wszelkich okoliczności - doczytaj! pisałam, że fundusz będzie wypłacany niezależnie od dzietności mojego dziecka (inaczej: sam fakt, że dziecko zostanie rodzicem, nie spowoduje automatycznego zaniechania utrzymywania dziecka na studiach). To jest mój zasadniczy punkt w tej sprawie; odpowiadam niejako na pomysły niektórych, że skoro dziecko zostaje rodzicem, to one nie będą tego dziecka utrzymywać na studiach (na studiach, podkreślam - czyli gdy dziecko się nadal efektywnie uczy). Wróć do moich wcześniejszych postów i doczytaj.

                  Poza tym nie można mówić o takich układach w oderwaniu od okoliczności. Dlatego nie znając mojej rodziny, możliwości konkretnego dziecka - nie gadaj po próżnicy smile A z tą astronomią jako kierunkiem dla leniwych, no to był doprawdy doskonały motyw smile (taki na fejs palma), ale osobiście nie mogę wziąć go do siebie, bo astronomem nie jestem smile
                  • bri Re: Ciąża u 17-nastolatka 23.03.11, 09:38
                    A ja nigdzie nie pisałam, że każdy ma się wobec swoich dzieci zachowywać tak jak ja. Pisałam tylko o tym, co ja bym prawodpodobnie zrobiła w takiej sytuacji.

                    Studiowanie astronomii, jeśli to dla kogoś jest pasja to fantastyczna sprawa, ale to co innego niż pójść na astronomię tylko dlatego, że to jedyne studia, na które przyjmą każdego bo brakuje im kandydatów. Poza tym jeszcze raz, nie pisałam o Twojej rodzinie, ani Twoich dzieciach. Opisywałam hipotetyczne sytuacje.
                    • lacitadelle Re: Ciąża u 17-nastolatka 23.03.11, 13:08
                      > Studiowanie astronomii, jeśli to dla kogoś jest pasja to fantastyczna sprawa, a
                      > le to co innego niż pójść na astronomię tylko dlatego, że to jedyne studia, na
                      > które przyjmą każdego bo brakuje im kandydatów.

                      To serio przykład z życia? I ile ta osoba się na tej astronomii utrzymała? Bo jeżeli dłużej niż semestr, to musiała mieć niezły łeb do nauki i jednak trochę zainteresowania fizyką i matmą przynajmniej.
                      • bri Re: Ciąża u 17-nastolatka 23.03.11, 13:43
                        Na planach się skończyło.
                        • hellulah OT 23.03.11, 15:31
                          A tak zupełnie swoją drogą, znam przypadek, gdy ktoś się rok po roku, bodajże trzy razy pod rząd nie mógł wbić na wymarzoną, upragnioną medycynę, poszedł w międzyczasie z braku laku na pewien bardzo wymagający, raczej niszowy przedmiot ścisły, gdzie owszem dostać się było nawet wtedy dość prosto, ale skończyć to już zdecydowanie nielekko, a że był to człowiek zdolny i systematyczny, obecnie ma profesurę w pewnym zagranicznym ośrodku smile i kochając to co robi, wcale za medycyną nie tęskni. Takie małżeństwo z rozsądku, które przerodziło się w namiętność i przyniosło piękne owoce miłości smile - jak to dobrze, że rodzice tej osoby nie powiedzieli, "jesteś za durny by dostać się na sensowny kierunek jakim jest medycyna, pewnie z lenistwa idziesz na tę ..., nie, nie nie finansujemy pięciu lat nauki, no way" smile
    • prawdziwy_necik Re: Ciąża u 17-nastolatka 23.03.11, 17:10
      Jesli jest faktycznie w ciąży to nalezy jej pomoc w wychowaniu dziecka a nie namawiac do usunięcia,wogole to sie dziwie ze piszesz ze nie wyobrazasz sobie by z tobą zamieszkali-ktos powinien im pomoc mimo ich głupoty nie powinno sie wyrzucac ich pod most .Poczekaj cierpliwie co powie druga strona rodziny...ale nie wypinaj sie na dzieci,kazdy popełnia błędy raz wieksze a raz mniejsze,nie kazdy jest idealny.
      Nigdy bym nie doradziła swojej corce czy tez dziewczynie mojego syna usunięcia ciazy,jezeli nie chca ze soba byc...pomoz dziewczynie a jak synus osiagnie pełnoletnosc niech sam zadba o pomoc dla dziecka.
    • seforka1 Re: Ciąża u 17-nastolatka 23.03.11, 17:40
      Moim zdaniem powinnaś porozmawiać z nimi i ich rodzicami i zapytać się co będzie najlepsze dla tej dziewczyny i twojego syna. Jeśli ona chcę urodzić, to pomóc w wychowaniu, jeśli chcę usunąć, to też uszanować tą decyzję. Już powinnaś być po tej rozmowie jak dla mnie, ale okej.
    • ania_dentystka Re: Anno Mario - napisz co dalej 24.03.11, 09:16
      Jak wyżej.
      Mam nadzieję, że zapadła już decyzja co dalej i czy rzeczywiście ciąża istnieje. Mam nadzieję, że jesteście już po pierwszych rozmowach ze wszystkimi zainteresowanymi.
      Zawsze dziwiły mnie super skrajne postawy typu "niech 17 latek idzie do pracy, uczy się, zarabia, za 200 złotych utrzyma dziecko i nie stoczy się".
      Podobnie jak niezrozumiałe są dla mnie zarzuty, że ciążą dziewczyny Twojego syna nie miała prawa Was zaskoczyć, bo należy być przygotowanym na taką sytuację i mieć gotowy scenariusz.
      To nie temat tabu a życie. A życie przynosi tyle różnych niespodzianek, że nie nie sposób je przewidzieć. A przygotować się na rozwiązanie nie ma mowy.
      Mam nadzieję, że podjęliście najlepszą z możliwych decyzji, która przyniesie jak najmniej szkody dla wszystkich zainteresowanych. Że rozważyliście wszystkie za i przeciw zgodnie z najlepszą wola i możliwościami, zdrowiem i światopoglądem.
      Dobre Rady są łatwe do dawania jeśli dotyczą kogoś obcego, z daleka. Gorzej gdy własnej rodziny.
      Pozdrawiam serdecznie. Ania.
      • hellulah Re: Anno Mario - napisz co dalej 24.03.11, 14:24
        Ponieważ poruszyłaś wątek z moich postów, odpowiem w tym miejscu: Twoje wypowiedzi wzruszają mnie szczerą życiową nieporadnością i naiwnością, aniu_dentystko, jak mało co smile

        Ale poza tym, że wzruszają - uważam je za, po prostu, szkodliwe. Lansujesz jakiś fatalistyczny obraz świata bezwolnych, bezmyślnych ludzi, bez przemyśleń, bez perspektyw, bez zaplecza, niepotrafiących się zawczasu dogadać, niepotrafiących na siebie liczyć.

        Pozwól, że Cię zacytuję:

        > Podobnie jak niezrozumiałe są dla mnie zarzuty,

        ...a to już wiem. Jest to w pewnym sensie rozkosznie zabawne.

        > że ciążą dziewczyny Twojego syn
        > a nie miała prawa Was zaskoczyć,

        ...nie miałaby prawa ich zaskoczyć, gdyby syn był po wazektomii i na dodatek zakładał do seksu gumki.

        Wprawdzie i w takim przypadku jest opcja, że syn zamroził był trochę nasienia smile i już po wazektomii udzielił swoich plemników jakiejś pani, ale to już by było prawdziwie zaskakujące smile

        Owszem, nie jest to wiadomość zwyczajna, może wywołać chwilowy szok, ale nie jest to coś nie-do-przewidzenia-oj-wcale-jak to-niemożliwe.

        Zdrowy aktywny heteroseksualista = możliwość spłodzenia potomstwa. Niepojęte? Nie do przewidzenia?

        > bo należy być przygotowanym na taką sytuację i
        > mieć gotowy scenariusz.

        ...można też, dla odmiany, udawać, że taka sytuacja nie ma prawa mieć miejsca, w ogóle, wcale, nie, za Chiny ludowe i jakim prawem, bo nasze słodki synek malutki misiaczek przecież te dziewczyny tylko za dłoń chwytał i w oczka im zerkał, a prezerwatywy są 100% skuteczne (zwłaszcza u małolatów). Można tak sobie wmówić i nie mieć żadnego zabezpieczenia, żadnych przemyślanych rozwiązań. Oczywiście, można. Jak kto woli smile

        > To nie temat tabu a życie. A życie przynosi tyle różnych niespodzianek, że nie
        > nie sposób je przewidzieć.

        Jasssne, nie sposób przewidzieć, że randkujący z młodymi kobietami młody facet może zostać ojcem. No tak. To oczywiście nikomu nigdy pod żadnym pozorem nie może przyjść na myśl smile

        > A przygotować się na rozwiązanie nie ma mowy.

        Nie, oczywiście, że nie. Według Ciebie mając dzieci i odpowiadając za te dzieci, nie da rady absolutnie przewidzieć, że może nastąpić jakiś kryzys (poważna choroba, wypadek, nieoczekiwany wnuk) i np. odkładać po trochu na tę czarną godzinę.

        Nie można też, no bo jak to?, mieć dobrej komunikacji w rodzinie. Przecież to niemożliwe, żeby wiedzieć na bierząco, jakie kto ma priorytety, jakie plany, jakie pomysły na życie, jak chciałby walczyć z przeciwnościami. Po prostu nie można. Po co nawet próbować się starać, tak?

    • zuziak2011 Re: Ciąża u 17-nastolatka 24.03.11, 14:37
      Może ja opowiem jak to wygląda z drugiej strony.
      Sama urodziłam dziecko mając 17 lat...tata dziecka był dwa lata starszy.
      Czytając te wszystkie posty przypomniałam sobie jakie uczucia towarzyszyły tamtym chwilom od momentu kiedy dowiedziałam sie od ciąży.
      Obecnie moja córka ma 11 lat a ja jestem szczęśliwą mężatką.
      Przede wszystkim proszę mi wierzyć Anne - Marie, że decyzja "co dalej" przede wszystkim należy tylko i wyłącznie do tej dziewczyny - to ona jest w ciąży i to ona odpowiada za to dziecko.
      Tak jak ja podjęłam tą decyzję mimo sprzeciwu prawie wszystkich wokół.
      Tylko tata dziecka - mój ówczesny chłopak chciał abym urodziła. Moi rodzice byli wkurzeni, bo wiedzieli z czym to się wiąże, a rodzice chłopaka próbowali namówić mnie na aborcje.
      I uwierz mi, że to było najgorsze co pamiętam z tamtego okresu - totalną samotność w tej swojej decyzji - nagle wszyscy oczekiwali, że sama rozwiążę problem, że ta moja ciąża jest totalnym nieporozumieniem i najlepiej jakby jej nie było.
      Nie poddałam się. Nie czułam żadnego wsparcia ze strony rodziców chłopaka (wręcz wrogość, że to tylko moja wina - tutaj aby zaspokoić waszą ciekawość - owszem zabezpieczaliśmy się, ale niestety ten 1% nieskuteczności przypadł na nas).
      Moi rodzice w końcu zrozumieli, że nie mam zamiaru usunąć ciąży i pogodzili się z tym.
      Oczywiście gdyby nie ich pomoc finansowa i wsparcie psychiczne (które pojawiło się bardzo szybko po "gorącym okresie kilku pierwszych tygodni") pewnie nie dałabym rady.
      Rodzice chłopaka oprócz kilku rzeczy na "wyprawkę" nie poczuwali się do żadnych alimentów. Potem mój chłopak zaczął pracować i mi pomagać, ale to też trwało bardzo krótko.
      Reasumując - wszystko spadło na mnie i moich rodziców - i tak to właśnie zazwyczaj jest.
      Gdy urodziłam córkę byłam w trzeciej klasie liceum. Ponieważ byłam bardzo dobrą uczennicą - pozwolono mi uczyć się w formie zaocznej. Przez 7 miesięcy uczyłam się w domu i zaliczałam przedmioty na koniec roku.
      Potem wróciłam do czwartej klasy na kilka godzin , a córką zajmowała się moja ciocia.
      Zdałam maturę i skończyłam szkołę z czerwonym paskiem (ucząc się w przerwach na karmienie piersiąsmile))
      Potem poszłam na pierwsze studia zaoczne (3 lata) i kolejne.
      W terminie obroniłam pracę magisterską i zostałam Panią Psychologsmile
      W między czasie poszłam do pracy, aby wspomóc rodziców (na pierwszym roku studiów).
      Moje dziecko w niczym mi nie przeszkodziło - oczywiście wszystko wymagało więcej wysiłku niż gdybym była zwykłą nastolatką. Ale nie mam żadnego poczucia krzywdy.
      Jestem dumna, że dałam sobie radę, a bez mojej córki nie wyobrażam sobie życia.

      Powiem tak - tylko od Ciebie zależy jak ułożysz sobie relacje ze swoim wnukiem/wnuczką oraz ich matką. Możesz być dla nich wielkim wsparciem i nie mówię tutaj o jakiejś finansowej pomocy.
      Tata mojego dziecka nie żyje, z jego rodzicami nie utrzymuje kontaktu.
      Moja córka ma tylko dziadków z jednej strony..a szkoda, bo wcale nie musiało tak być.
      Pozdrawiam cię serdecznie i życzę ci żebyś podjęła słuszną decyzję.
      Ja jestem szczęśliwa choć wtedy 11 lat temu myślałam, że świat mi się zawalił.....

      Powodzenia

      • agata_abbott Re: Ciąża u 17-nastolatka 24.03.11, 14:48
        Pozytywna historiasmile
      • baltycki Re: Ciąża u 17-nastolatka 24.03.11, 17:56
        Respekt.. Pani Psycholog smile
        • k1234561 Re: Ciąża u 17-nastolatka 24.03.11, 18:26
          Ja bym spokojnie pogadała z synem,wytłumaczyła mu co niesie za sobą decyzja o urodzeniu tego dziecka,jak ja widzę ta sytuację itd.
          Starałabym się,aby to on namawial dziewczynę do usunięcia tej ciąży.Niestety choćby się nie wiem jak spinali,realia są nieubłagane.Oni mają zaledwie 17 lat,bez perspektyw na jakąkolwiek pracę,bez wykształcenia,co są w stanie zapewnić temu dziecku?Nic.Chyba,że będą nieustannie na garnuszku jednych lub drugich rodziców,a po latach będą pretensje do całego świata,że nie moga sobie na to czy tamto pozwolić,a jak się trzeba było uczyć to im wielka miłość pęd dowiedzy przysłoniła.
          Dlatego uważam,że mniejsze zło to aborcja.A jak tak bardzo się kochają to za lat kilka mogą się pobrać i miec całą chmarę dzieci.O ile ta wielka miłość próbe czasu przetrwa.
          Oczywiście ja nigdy jako matka takiego syna ,nie poszłabym do dziewczyny namawiać ją na aborcję.Takie rozmowy powinny się odbywać miedzy młodymi,ale ktoś musi tym młodym pewne rzeczy naświetlić.Oni nie mają bladego pojęcia co to znaczy dziecko,maleńkie dziecko,opieka nad nim i nauka.
          A takie opowieści jak powyżej,że mozna urodzić,zdac maturę dostac się na studia i je skończyć i wszystko z wyróżnieniem to raz na 20.000.000 takich przypadków się zdarzają.
          • nangaparbat3 czy ja śnię? 25.03.11, 22:42
            k1234561 napisała:

            > Ja bym spokojnie pogadała z synem,wytłumaczyła mu co niesie za sobą decyzja o u
            > rodzeniu tego dziecka,jak ja widzę ta sytuację itd.
            > Starałabym się,aby to on namawial dziewczynę do usunięcia tej ciąży.
            (...)
            > Oczywiście ja nigdy jako matka takiego syna ,nie poszłabym do dziewczyny namawi
            > ać ją na aborcję.Takie rozmowy powinny się odbywać miedzy młodymi,ale ktoś musi
            > tym młodym pewne rzeczy naświetlić.
            • echtom Nie śnisz 25.03.11, 22:51
              Dla niektórych aborcja jest po prostu panaceum na życiowe problemy. Autorka postu w wątku "brytyjskim" też namawia na usunięcie ciąży i przełożenie macierzyństwa na lepsze czasy.
              • nangaparbat3 Re: Nie śnisz 25.03.11, 23:02
                W wykonaniu matki ojca to sie robi wyjątkowo obrzydliwe - absolutnie wszystkie konsekwencje ma ponieść dziewczyna. Kawalera chronimy za wszelka cenę - albo uzywamy go, żeby chronić - no co właściwie? Kasę?
                • ona_bez_ogona Re: Nie śnisz 26.03.11, 07:11
                  Jeśli ciąża jest sylwestrowa to na aborcje jest za późno- to przecież mniej więcej 16 tydzień ciąży. Nadal niektóre twierdzą iż to zlepek komórek??
                  Autorko wątku jesteś obrzydliwa- za wszelką cenę chcesz uchronić synusia przed utrata młodości.
                  Ciekawa jestem czy za jakiś czas będziesz w stanie spojrzeć w lustro (jeśli dziewczyna ciąże usunie) a wiedz, że życie pisze róóóóżne scenariusze.
    • ania_dentystka Re: do miliwati 25.03.11, 07:31
      Założyłam osobny watek, żeby tego nie zaśmiecać. Zapytałam o wydatki na dziecko. Odpowiedziało ponad 40 osób. Z wypowiedzi znakomitej większości wynika, że 200-300 złotych to jednak zdecydowanie za mało. Po prostu nie starcza. Warunki dzieci mają zdecydowanie lepsze niż mozna dać za te 300 złotych. Tak więc jest to tylko pozorna pomoc, niewielka i raczej dla zaspokojenia sumienia osoby pomagającej a nie potrzeb dziecka. Pamietajmy, że potrzeby rosna wraz z wiekiem.
      • hellulah Re: do miliwati 25.03.11, 08:16
        > Pamietajmy, że potrzeby rosna wraz z wiekiem.

        ...podobnie jak możliwości zarobkowania jego rodziców (no, rosną tak do 45-tki w większości zawodów, ale mniejsza o to).
        • echtom Re: do miliwati 25.03.11, 13:41
          > (no, rosną tak do 45-tki w większości zawodów, ale mniejsza o to).

          Tylko jak nastoletni rodzice dojdą do tych 45 lat, "dziecko" będzie starym koniem pod trzydziestkę wink

      • baltycki Re: do miliwati 25.03.11, 15:15
        ania_dentystka napisała:

        > Zapytałam o wydatki na dziecko
        > Odpowiedziało ponad 40 osób. Z wypowiedzi znakomitej większości wynika,
        > że 200-300 złotych to jednak zdecydowanie za mało.

        Ty tak na serio???
        Na serio traktujesz te odpowiedzi jako wynnik "Badan statystycznych sredniego kosztu utrzymania dziecka w wieku x w rodzinie x-dzietnej o dochodzie xxx na osobe"????
        No i wyszedl koszt xxx i co to dalo??

        Ta "znakomita wiekszosc" to z jakiejs proby wybranej losowo?
        Przeciez to niepowazne.
        Twoje wnioski rowniez.
    • yoko0202 bardzo przykro czyta się Twoje wpisy 25.03.11, 14:22
      nic nie chcesz deklarować, pomocy, wsparcia finansowego, nie wiesz co robić itp itd.
      jeżeli chłopak 17-letni, w sytuacji tak poważnej, nie może liczyć na bezwarunkowe wsparcie najbliższej mu osoby, to smutne musi mieć życie
      sama urodziłam córkę, gdy miałam 19 lat, z jej ojcem rozstałam się bardzo szybko, cóż tak to bywa; na samym początku, jedyną osobą, która jawnie cieszyła się z sytuacji była moja Babcia, przesiadywałam u niej całymi dniami, szyłyśmy razem ubranka, śpiworki itp. Rodzice byli piekielnie załamani, choć starali się wobec mnie tego nie okazywać - długo to nie potrwało, dostali kompletnego pozytywnego pierd*olca na punkcie swojej wnuczki już w szpitalu. Początkowo mieszkałam z rodzicami, poszłam do pracy, studia odłożyłam na dalszy plan; bez większych problemów zarabiałam na potrzeby swoje i dziecka, pod tym względem nie chciałam wykorzystywać rodziców, ale zawsze czułam ich wsparcie w każdej kwestii, cały czas, i tak jest do dzisiaj.

      to nie jest tragedia na miarę światowej katastrofy ekologicznej, tylko ciąża; moje dziecko też jest w 1 liceum, jasne - chciałabym żeby troszeczkę 'użyła' sobie życia, zanim wpadnie kiedyś w pieluchy i zupki, ale gdyby nagle okazało się, że niedługo będę babcią, to pewnie po prostu pojechałabym kupić łóżeczko i wózek.
      • etiene8912 Re: bardzo przykro czyta się Twoje wpisy 25.03.11, 18:08
        miło się czyta wypowiedzi mądrej kobiety smile
        • ania_dentystka Re: bardzo przykro czyta się Twoje wpisy 26.03.11, 14:57
          Dla mnie najsmutniejsze są rady na zasadzie "syna do łopaty, niech zarabia, utrzymuje dziecko za 200 złotych, studia zaocznie, wieczorowo" itd.
          To co w jednej rodzinie jest dobre, w innej nie do przyjęcia. I to juz nie tylko chodzi o dojrzałość- chociaż też bo 17 latek nierówny 17 latkowi, ale uwarunkowania kulturowe, środowiskowe. Dla chłopaka, którego ojciec jest inteligentem w pierwszym pokoleniu, dziadek był robotnikiem budowlanym pójście do byle jakiej pracy nie jest szokiem.
          Dla chłopaka wychowanego w domu inteligenckim od paru pokoleń - jest to szok. Bardzo łatwo wpadnie w marne towarzystwo ze wszystkimi tego konsekwencjami. Będzie obcy. Wszędzie - i w środowisku robotników ( z ksywką np. Profesorek) i dotychczasowym, w którym znacząca część uzna , że się zdeklasował. Czytałyście Cudzoziemkę? Chodzi tam o coś trochę innego, ale problem "obcości" jest porównywalny.
          I dlatego proponowałabym mniej radykalnych rad i osądów.
          Klaudia i tak zrobi to co zechce i co będzie przez nią w jej środowisku najbardziej optymalne.
          Byłam na studiach z dziewczyną, która w 16 czy 17 roku życia urodziła synka. Adoptowali go jej rodzice i wychowywali jak brata.
          Znam kobietę, która usunęła ciążę będąc w liceum. Dziś ma dziecko w wieku mojego starszego ( 9 lat). Nie wygląda na potrzebującą psychoterapii.
          Słyszałam o dziewczynie, która urodziła dziecko przed maturą i tworzy z ojcem dziecka fajny związek. Oboje korzystali - i korzystają nadal- z pomocy jednych i drugich rodziców, studiują na studiach dziennych. Rodzice kupili im mieszkanie, bo było ich na to stać.
          Wiem też o takich, które zostały bez pomocy ojca dziecka, bez zawodu ( rzuciły szkołę), z marną pracą i doraźną pomocą bliskich.
          Jak widzicie wszystkie scenariusze są możliwe.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja