drinkit
21.03.11, 20:00
Pytanie bezdzietnej może wydać się niektórym matkom nie całkiem sensowne, a odpowiedź oczywista. Mimo to zapytam, zainspirowana wątkiem pani, która uzgadnia z mężem kupno kurtki na wiosnę i pisze, że sprawa wygląda tak od dawna, bo mają 2 dzieci i ona musi być 3 lata na wychowawczym i nie ma szans na podjęcie pracy w normalnym wymiarze.
Zatem powiedzcie, czy rzeczywiście chęć posiadania ponad 1 dziecka jest aż tak silna, że wynagradza wszelkie niedogodności życia? Bo czasem czytam o kobietach, które są w autentycznym kanale: 2 lub więcej dzieci, minimalne możliwości (umiejętności?) organizacyjne, niemożność podjęcia pracy, śmieszna pensja męża, zależność psychiczno-finansowa, uwiązanie do dzieci (pod tym pojęciem rozumiem "my nigdzie nie wychodzimy bo nie ma z kim zostawić dzieci"), zero rozrywek (brak kasy, czasu) etc. Czy ludzie decydując się na 2 dziecko ( i więcej) wiedzieli co ich czeka? Czy w ogólnym rozrachunku ma to sens? Tzn. za 20 lat ktoś powie "mam świetne dzieci, ale okres ich wychowania był dla mnie okresem maksymalnych wyrzeczeń" - czy zatem posiadanie dziecka wynagrodzi te niedogodności, które czasami są "przeżyciem" a nie "życiem"?
Oczywiście piszę o niektórych przypadkach forumowych, bo z kolei jest też silna frakcja tych przygotowujących się do większej liczby dzieci: zmiana pracy celem zwiększenia zarobków, "załatwianie" wsparcia w opiece nad nimi, lepsze warunki lokalowe, etc.