rulsanka
22.03.11, 14:18
Jestem chora od końca stycznia. Zaczęło się od silnego kaszlu, później przeszło na zatoki. Antybiotyk nie pomógł, pomimo, ze według wymazu powinien dzialać. Lekarka dala mi sterydy i kazała czekać, a mnie się pogarszało. W zeszłym tygodniu miałam iść do lekarza, ale rozchorowało mi sie dziecko i zamiast ze sobą jeździłam z nim. Noce miałam nieprzespane, bo syn wymiotował, gorączkował, zaczął kuleć i przestał chodzić. Przeżywałam pełną mobilizację. Mąż był na wyjeździe, przyjechał w piątek. W weekend stan zatok sie pogorszył. A wczoraj, gdy odwoziłam dziecko do przedszkola (syn odpukać wyzdrowiał), poczułam, że jeżeli natychmiast nie wezmę jakiegoś lekarstwa, to będzie źle. Internista dał augmentin, który wzięłam od razu, poszło już 5 tabletek. Zatoki bolą jakby mniej, choć większość czasu byłam na ketonalu, więc już nie wiem. Leżę od wczoraj po południu. Niepokoi mnie to, że z trudnością idę do toalety, muszę podpierać się o ściany. Tak źle jeszcze nie było. Leżąc bez ruchu, po obudzeniu, mam tętno 100, teraz 120. Temperatura 38,2. Ostatnie dni było mi strasznie zimno i miałam temperaturę poniżej 36. Czuję się obojetna na wszysko i tylko trochę się boje, że to początek sepsy. Trochę mi głupio wyjść na hipochondryczkę.