ola
25.03.11, 16:25
i na czasie.
Tak sobie siedzę i myślę o tych punktach i kryteriach.
Wiadomo: samotne matki, rodzice pracujący, brak rejonizacji itd.
I dochodzi do sytuacji, w której nie mam szans na przedszkole i żłobek dla dzieci, bo nie pracuję. Nie pracuję, bo urodziłam jedno po drugim dwoje dzieci. Chcę posłać starsze do przedszkola, młodsze do źłobka i wrócić do pracy.
Nie mam na to szans, bo przedszkola w mojej dzielnicy zapchane sa dziećmi "samotnych" matek z Białołęki i Dziekanowa Leśnego.
I dochodzi do sytuacji w której rodzina 2+2 z bloku na Żoliborzu, posiadająca dochód tylko z jednej pensji, musi płacić za placówki prywatne, bo przedszkola w ich dzielnicy sa zajęte przez dzieci z konkubinatów, dowożonych z dzielnic willowych na obrzeżu miasta. Ze ślicznych domków z ogródkiem, gdzie pracuje obydwoje rodziców, a przed garażem stoją śliczne SUVy (bo ich stać z dwóch pensji i nie muszą płacić za przedszkole).
To oczywiście generalizacja, ale zastatnawiam się, czy jeśli nie kryterium dochodowe, to przynajmniej rejonizacji nie warto by było wprowadzić?
Od razu uprzedzę wszystkich, którzy będą mi chcieli wytknąć zazdrość, zaglądanie komuś do kieszenii i posłuzą się jakże rzeczowym argumentem "trzeba było pracować a nie dzieci rodzić" - tak. Mam bardzo duże poczucie niesprawiedliwości tego systemu. A w moim idealnym świecie miejsce w przedszkolu powinno być dla każdego dziecka. Ale nie żyjemy w idealnym kraju...