kocianna
27.03.11, 18:38
Tak sobie planuje wyjazd wakacyjny i inne - jak zwykle myslac o sobie - i odkrywam, ze nie moge juz w ten sposob planowac.
Z niemowleciem wyjazd to byl cud-miód-malina, tylko bagaż był większy (woziłam pampersy, słoiczki i coś w rodzaju foczki do kąpania pod prysznicem).
Do dwulatka potrzebowałam zwykle tragarza - Młoda lubiła nosidło i mogłam sobie zwiedzać muzea czy maszerować przez las.
Czterolatkę wszystko ciekawiło, a na długie zwiedzanie miejskie zabieraliśmy hulajnogę (łatwo ją złożyć i zostawić w szatni czy pod stołem w jadłodajni, można na niej ciągnąć zmęczonego dzieciaka).
Pierwszak potrzebuje rozrywek adekwatnych dla swojego wieku. Nie grzeją już jej całodobowe przejazdy pociągiem (lubi je, ale to nie atrakcja). Nie fascynują lotniska (przejadły się). Nie wszystko, co podoba się mnie, spodoba się jej, a zdecydowana większość to dla niej NUDA (chyba, że to wersja specjalnie dla dzieci).
Czy potem jest jeszcze gorzej? I wspólne wakacje będą męczarnią dla obydwu stron?
P.S. U nas urlop = wędrówka (niekoniecznie piesza), prawie nie praktykujemy leżenia na plaży.