kocianna
31.03.11, 08:59
Przez 12 lat uczyłam ludzi angielskiego. Różnych ludzi - od sześciolatków do emerytów.
Z moich obserwacji wynika, że najlepszy wiek na rozpoczynanie nauki to 12 lat. Aparat mowy jest jeszcze na tyle plastyczny, że łatwo uzyskać odpowiedni akcent (chociaż już nie na tyle, żeby uzyskać akcent rodzimego użytkownika języka, ale tego w warunkach sztucznych, czyli nie w kraju użytkowania języka/nie z obcojęzycznym rodzicem i tak nie da się uzyskać, niezależnie od wieku). Nastolatek zaś błyskawicznie zapamiętuje i jest w stanie świadomie opanować np. gramatykę. Nie wymaga to od niego szalonego wysiłku. W ciągu roku nauczy się tyle, ile pięciolatek przez 3-4 lata.
W pierwszej klasie SP na temat "cyfry 1-6, końcówka liczby mnogiej, pytanie "How many" poświęca się 3-4 godziny lekcyjne. Dwunastolatek potrzebuje 20 minut. Sredni wiek podchodzenia do FCE na swiecie to 18 lat (niezaleznie od tego, czy ktos rozpoczal przygodę z angielskim w przedszkolu, czy w gimnazjum) - i tak, wiem, jak sama zdawałam FCE to miałam 16 lat, można wcześniej, nikt nie zabrania, ale bardzo mało jest takich "dużo wcześniej".
W szkole - ok, 2 lekcje tygodniowo jeszcze nikomu nie zaszkodziły, dzieciaki będą wiedziały, że istnieje inny język niż polski, teoretycznie w gimnazjum nauczyciel będzie miał trochę mniej roboty."Osłuchać" moża przy pomocy kreskówek po angielsku, mówić dzieciak nie zacznie, ale rozumiec będzie wszystko.
To po co wydawać ciężkie pieniądze na Helen Doron, na dodatkowe kursy dla 7-latków, na śpiewanie piosenek w przedszkolu?
Powiedzcie mi, bo może swojemu dzieciakowi zabieram jakąś szansę (poważnie pytam)?