liliankaa77
09.04.11, 13:28
przygotowując obiad dla rodziny (małżeństwo plus trójka swoich dzieci studentów powracających z akademika) rozdziela posiłek dla wszystkich z pominięciem córki? Zawsze? Bo córka przecież nie musi jeść. Innym razem żąda od córki pomocy w przygotowaniu dania mięsnego dla synów i męża (córka jest weganką). Nalega, aby mąż zmniejszył finansowanie córki i nadwyżkę rozdał między synów. Żąda pomocy od córki w zakresie pełnej obsługi swoich braci. Opowiada wszem i wobec, że córka się zmarnowała, bo wybrała studia medyczne. Daje córce za przykład córkę koleżanki, która po szkole zawodowej najpierw sprzątała, a później przeszła na utrzymanie męża koncentrując się na dbałości o rodzinę. Wyśmiewa córkę wśród znajomych, ubliża jej na każdym kroku.
Robi synom drogie prezenty, wałówki, daje pieniądze-córce nigdy.
Nie będę pisała co wyprawiała wcześniej i jak poniżała córkę. I jak udało się to utrzymać w tajemnicy, bo przez prawie 20 lat nikt nie podejrzewał, że coś w tym domu jest nie tak?
I serio, nigdy bym nie pomyślała, że ktoś taki może istnieć, gdybym tego na własne oczy nie doświadczyła (na przykładzie kuzynki). Córka już pojawia się w domu raz na ruski rok i to tylko ze względu na ojca. Swoją drogą szanowny tatuś ocknął się po latach, po tym jak dziewczyna uciekła z domu i zamieszkała chwilowo u nas. To, że bywał w domu tylko na wakacje i święta (bo pracował za granicą) go nie usprawiedliwia.
Dziewczyna chodzi regularnie do psychologa, mam nadzieję, że zdoła uporać się jakoś z tą traumą.
Jak bardzo trzeba mieć zrąbaną psychikę, żeby tak traktować swoje dziecko?