skogkatten
14.04.11, 00:17
Przyszła i na mnie kryska, żeby o teściowej pisać...
Sytuacja jest taka, że niby wszystko jest ok, kochający dziadkowie, ale przez kilka lat nie zrobili nic ze swej inicjatywy, aby spędzić z wnukiem (jedynym) trochę czasu, gdy zostali poproszeni, to owszem, raczej chętnie, ale sami z siebie never. Nie obciążaliśmy ich broń Boże opieką, ot przy okazji wieczornego wyjścia, czy załatwienia jakichś spraw, myślę, że średnia wyszłaby ok. raz na miesiąc.
Ostatnio syn miał urodziny, prezent dali mu "przy okazji", na urodziny nie przyjechali. Mają do nas pretensje o pewną sprawę (i może jeszcze jakieś inne), ale oczywiście zero powiedzenia wprost, bawimy się w zachowywanie pozorów.
To tak pokrótce, żeby nakreślić klimat, bo nie chcę się za bardzo wdawać w szczegóły.
No i mój dylemat polega na tym, czy starać się utrzymywać te kontakty, czy olać zupełnie. Chodzi mi głównie o dziecko, chciałabym żeby miał babcię i dziadka, ale przyznam, że jestem już tym zmęczona. I po tym ostatnim zagraniu z urodzinami mam do nich żal, bo jakieś tam ukryte animozje z nami (już mniejsza czy uzasadnione, czy nie) były na nich ważniejsze niż dziecko i jego święto (jest w takim wieku, że to przeżywa). Zniechęciłam się do nich zupełnie. A teraz znowu święta i nie wiadomo co zrobić...
p.s. Mąż ma taką samą postawę jak ja.