pomarancza-1
22.04.11, 22:55
Postanowiłam nagrać na dyktafon opiekunkę, która od 3 tygodni zajmuje się moim synkiem (1,5 roku, wcześniej chodził do małego, prywatnego żłobka ale wiadomo choroby...).
Wydawała się miłą, sympatyczną osobą, 23 letnia studentka pedagogiki, z doświadczeniem w opiece nad dzieckiem. A tu zonk. Okazało się, że opiekunka po moim wyjściu z domu włącza Tv, a jej zajmowanie się dzieckiem polega na siedzeniu na kanapie i mówieniu: nie wolno, uważaj, am podczas jedzenia itp. W ciągu nagrania z całego dnia (2 godziny dźwięku) nie wyłapałam ani jednej zachęty z jej strony do zabawy, ani jednego zdania nawet najbardziej prozaicznej nauki części ciała, zwierzątek czy przeglądania książeczek. Nie mówi do dziecka prawie wcale, nie opowiada, czasem naśladuje jakieś jego popiskiwania i nie odpowiada na ciągle padające pytanie "co to?".
Tragedia, dziewczyna o 2 twarzach, przy mnie miła i zaangażowana, pozostawiona sama idzie na łatwiznę, a mój maluch się nudzi (co słychać po stukaniu różnymi przedmiotami o podłogę, czy specyficznym pojękiwaniu - podejrzewam, że każda matka jest to w stanie rozpoznać).
Chyba nie przesadzam, co? Mam zamiar zakończyć współpracę zaraz jak przyjdzie pierwszy dzień po świętach, a mnie czeka szukanie nowej opiekunki...