praleczka_live
29.04.11, 08:50
Wyszłam za mąż wcześnie, mając 20 lat, bo byliśmy bardzo zakochani. Szybko zaszłam w ciążę, a byliśmy jeszcze niedojrzali, dodatkowo wieczne problemy z kasą. Rodzice pomagali nam finansowo, ale wtrącali się we wszystko, byliśmy kompletnie od nich uzależnieni. Później oboje pracowaliśmy do wieczora, dziecko w przedszkolu, ja w weekendy robiłam jeszcze studia. Rozeszliśmy się po 5 latach, mąż poznał koleżankę w pracy, wyprowadził się jak zaszla w ciążę.
Ja długo nie mogłam się pozbierać, uważałam że nikogo już nie spotkam, nie zakocham się. Choć sporo facetów kręciło się koło mnie, to ja tego wtedy nie zauważałam. Był natomiast jeden facet, mój wieloletni przyjaciel, który przez wszystkie te złe chwile był przy mnie pomagał mi. Jak się okazało, oczywiście nie rbił tego bezinteresownie tzn. był we mnie zakochany. Po roku postanowiłam się z nim związać, raczej z rozsądku, nie kochałam go, przyjaźniliśmy się tylko, lubiliśmy rozmawiać, spędzać ze sobą czas. Obojgu nam to pasowało. Ja chciałam znowu mieć rodzinę, uważałam, że musze się zaangażować, choćby na siłę, a później to już jakoś będzie. Zamieszkaliśmy razem, po jakimś czasie zdecydowaliśmy się na dziecko, w końcu starszy syn miał już 6 lat, przydałoby się rodzeństwo.
Jak zaszłam w ciążę wszystko posypało się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mój partner zaczął mieć problemy z firmą, którą prowadził, jego zarobki zmniejszyły się o połowę, jak urodziłam dziecko był już właściwie tylko na moim utrzymaniu (przez kolejne 1,5 roku), w miesiącu dokładał do życia zaledwie kilkaset zł, albo i wcale. Ja w ciąży się często źle czułam, miałam depresję, zaczęliśmy się kłócić, odkochał się. Po kilku miesiącach wychowawczego to ja poszłam do pracy, on został z dzieckiem, gdy nam brakowało pożyczałam, albo od rodziców, albo w banku (zadłużenie na karcie kredytowej). Później awansowałam, zarabiałam całkiem nieźle, między nami było już całkiem źle, więc postanowiliśmy się rozejść, zamieszkaliśmy osobno, on sam, ja z 2 dzieci.
Kilka miesięcy temu niestety straciłam dobrze płatna pracę, nie mogłam nic znaleźć, za jakieś godne pieniądze. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i otworzyć własny biznes, wzięłam kredyt, zaryzykowałam. Niestety nie wyszło, do interesu dokładam. Musiałam zrezygnować z wynajmowanego mieszkania, mogę wrócić do rodziców (mają domek) i narazić się na ciągłe wypominania oraz kolejną toksyczną relację z nimi (próbują kierować moim życiem), mogę zamieszkać też z moim dziadkiem (tez domek jednorodzinny), oddałby mi 2 pokoje ze wspólną łazienką i kuchnią. Warunki tam są bardzo spartańskie, nie chcę się na ten temat rozpisywać. Mogę też zamieszkać z drugim dziadkiem ( 3 pok mieszkanie w bloku), ale podejrzewam, ze ze względu na wiek dzieci by go drażniły, męczyłby się, bo potrzebuje już spokoju.
Tak to znalazłam się w wieku 30 lat w sytuacji bez wyjścia, z 2 dzieci i to jeszcze każde z innego ojca, bez perspektyw, bo nawet jak się gdzieś zatrudnię, to ponad pół pensji pójdzie na spłatę kredytów. Dostaje alimenty tylko od byłego męża, mój drugi expartner nie pracuje. Nie widzę nawet cieniaq szansy na jakikolwiek związek, a przecież nie chcę do końca życia żyć w samotności, bez wsparcia i miłości drugiej osoby. Autentycznie nie widzę dla siebie przyszłości, co decyzja to gorsza.
No trochę się rozpisałam, ale przynajmniej się wygadałam, dzięki