no i jest klopot - niechec do dziecka

03.05.11, 21:16
nie mam pojecia dlaczego - kompletnie...
Nie znosze dziecka siostry meza - od urodzenia.
W niczym mi nie zawinilo - bo co mogloby zawinic dziecko, ktore urodzilo sie i lezy sobie... a ja od pierwszego wejrzenia go nie polubilam...
Minelo juz pare ladnych lat - dziecko jest normalne, grzeczne, madre a moja niechec narasta.

Tlumacze sobie na wszelkie sposoby - przeciez to JA jestem ta dorosla wiec powinnam umiec sie zachowac, powstrzymac niechec.
Wszystko jest sztuczne - sztuczne: dzien dobry co tam slychac? sztuczne: wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, spelnienia marzen...
Sztywnieje gdy to dziecko znajduje sie w okolicy - trace dobry humor...
Omijam wspolne wyjazdy, spotkania - choc z sama siostra meza i jej mezem zyjemy bardzo blisko.

Jak tak z boku sie sobie przygladam - jestem jakas nienormalna. Nigdy nic podobnego nie spotkalo mnie w stosunku do zadnej osoby (ani doroslej ani dziecka).
Jestem na 100% pewna, ze to dziecko takze czuje moja niechec bo ma juz 12 lat. Wydaje mi sie takze, ze i siostra meza to czuje.

Co z tym poczac? Chcialabym jakos zmienic swoje nastawienie a moglabym sprobowac, gdybym chociaz znala powod tej niecheci.
Znajoma zaczela sugerowac jakies bieguny, ze to kwestia energii i ze moze powinnam do bioenergoterapeuty sie zglosic... No ale jak? Ze niby mnie wyleczy?

Z uwagi na utrzymanie dobrych relacji z bliska rodzina chcialabym cos z tym poczac, przy czym wystarczy, ze dziecko wchodzi do pokoju (nawet nie powie ani slowa) a mi sie cisnienie podnosi, jestem rozdrazniona.
Sama mam dziecko i nie byloby mi milo, gdyby ktos mi bliski bez zadnego powodu tak reagowal na moje dziecko. Nie wiem nawet czy potrafilabym wykazac choc cien zrozumienia dla tak idiotycznej argumentacji, ze: nie wiem dlaczego drazni mnie twoje dziecko i nie mam na to wplywu....


Jakies rady?
    • sotto_voce Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 03.05.11, 21:54
      Możesz wykorzystać dysonans poznawczy. Po prostu bądź przez jakiś czas bardzo dobra dla siostrzeńca/siostrzenicy męża (chodzi mi o TO DZIECKOsmile. Twój mózg powinien w końcu zareagować w taki sposób: "jestem dla niej/niego taka dobra, a przecież nie jestem hipokrytką, więc chyba muszę go/ją lubić". Nie wspominam już o prostej zależności, że jeśli Ty będziesz miła to dziecko też będzie bardziej miłe i będzie łatwiej.
      A tak w ogóle - nie ma obowiązku lubienia wszystkich, wiesz? Nie obwiniaj się przesadnie.
      • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 03.05.11, 22:59
        Probowalam juz sie zmusic do bycia chocby sympatyczna ciocia... Nic z tego. Sztucznosc do potegi n-tej a dla mnie meka. Tu nawet nie chodzi o jakies poczucie winy. Po prostu chcialabym zrozumiec co sie w mojej glowie podzialo? Mozna nie lubic kogos z jakiegos powodu ale niechec do 2-dniowego dziecka, ktora trwa 12 lat i to bez powodu? Mamy rodzinne spotkania, obiady, swieta - zalezy mi na tym zeby funkcjonowac normalnie. Nie wiem natomiast jak.
      • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 03.05.11, 22:59
        Probowalam juz sie zmusic do bycia chocby sympatyczna ciocia... Nic z tego. Sztucznosc do potegi n-tej a dla mnie meka. Tu nawet nie chodzi o jakies poczucie winy. Po prostu chcialabym zrozumiec co sie w mojej glowie podzialo? Mozna nie lubic kogos z jakiegos powodu ale niechec do 2-dniowego dziecka, ktora trwa 12 lat i to bez powodu? Mamy rodzinne spotkania, obiady, swieta - zalezy mi na tym zeby funkcjonowac normalnie. Nie wiem natomiast jak.
        • sowa_hu_hu Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 03.05.11, 23:06
          Byłabym w stanie zrozumieć gdyby to była niechęć dodziecka już starszego... ale do dwudniowego... to rzeczywiście dziwne. Nie mam pojęcia co ci doradzić...
          • mamaemmy Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 03.05.11, 23:10
            Znam ten temat..i z autopsji i z opowiadań mojej znajomej-ma dokładnie to samo..
            Niestety nie znam odpowiedzi..jak zmienic ten stan rzeczy;/
    • gupia_rzona Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 03.05.11, 23:32
      ja też nie znoszę dziecka mojej siostry. Ale u mnie jest powód - jest strasznie pi...wate. Ciapowate. Jęczące i wiecznie niezadowolone. Jak była mała kochałam ją. Jak podrosła i ujawniła cechy charakteru znielubiłam. Problem w tym, że to moja chrześnca sad
      jestem po prostu uprzejma. Rozmawiam z nią, bywam na ważnych dla niej imprezach, dwa dni temu nawet zaklejałam jej kolana plastrem i przytuliłam bo upadła i wyła (chociaz miałam ochotę powiedzieć jej że przesadza). Ograniczam kontakty do minimum. I nie daję jej po sobie poznac, że mam problem. Bo ona jednak niczemu niewinna, że nam nie po drodze
    • atowlasnieja Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 00:07
      chyba wiem co jest grane. Lubisz szwagierkę... wydaje mi się, że byłaś po prostu zwyczajnie o nią zazdrosna i nie mogłaś znieść tego że nagle w wasze relacje ktoś się wtrącił (ale to tak głupie, że nie przyznałaś się przed samą sobą). Ja jestem dziwna i niestandardowa i jedyne dziecko które zaakceptowałam to była córa mojej przyjaciółki bo tylko będąc z brzdącem w dobrych stosunkach mogłam zachować tę znajomość.

      "dysonansu poznawczego" nie polecam bo mogą wygrać uczucia, mało tego - zgromadzi się niezużyta niechęć z tych "grzecznych" okazji i jeszcze bardziej będzie zalewać ci oczy
      • fajka7 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 00:23
        "chyba wiem co jest grane. Lubisz szwagierkę... wydaje mi się, że byłaś po prost
        > u zwyczajnie o nią zazdrosna"

        Dosyć przekombinowana hipoteza, bo takich wariantów można wymyślić 1000. A może właśnie jej nie lubi? Równie dobrze to dziecko może stanowić konkurencję dla własnego dziecka autorki (już będącego na świecie badz przyszlego), co nawet jest znacznie prostsze do wymyślenia.
        Albo może ucieleśniać bezdyskusyjnie fakt zostania przez szwagierkę matką i w tym rejonie coś trudnego się dzieje u autorki - też ciekawy, częsty wątek życiowy, relacje z matką.
        Także nie ma co zakładać żadnych wersji, bo i tak jedynie ona jest w stanie wytropić sedno.
        Z pewnością przyjście na świat tego dziecka poruszyło w autorce jakąś strunę, ale tylko ona sama może dogrzebać się związków z innymi wydarzeniami/sytuacjami z jej życia.
        Bo to dziecko niewinne coś jej ewidentnie zrobiło - w głowie. To się da wyłuskać tylko skupić się trzeba i być ze sobą szczerym.
        • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 09:57
          fajka7 napisała:
          > Z pewnością przyjście na świat tego dziecka poruszyło w autorce jakąś strunę, a
          > le tylko ona sama może dogrzebać się związków z innymi wydarzeniami/sytuacjami
          > z jej życia.
          > Bo to dziecko niewinne coś jej ewidentnie zrobiło - w głowie. To się da wyłuska
          > ć tylko skupić się trzeba i być ze sobą szczerym.

          O no to to wlasnie... cos musi byc na rzeczy...
          Zazdrosc (chyba) odpada bo moja szwagierka to aniol wcielony i dziecko kompletnie nie zawazylo na naszych relacjach - predzej to ja sie odsunelam a ona dazyla do utrzymania kontaktu. Nie mniej jednak sprobuje to jakos przeanalizowac bo rzeczywiscie juz w szpitalu jak zobaczylam dziecko po raz pierwszy na oczy to wiedzialam, ze go nie lubie i juz... Na rece wzielam jej dziecko po raz pierwszy jak mialo ze 4 m-ce (i bylo to wynikiem jakiegos przymusu, ze wypadaloby w koncu zauwazyc, ze jest nowy czlonek rodziny) wczesniej nawet go nie tknelam. Zatem z genezy biorac tu chyba powinnam szukac.
          Konkurencja ze wzgledu na roznice wieku naszych dzieci tez jakos do mnie nie przemawia - powiem wiecej, nawet czasem wzoruje sie na szwagierce i jej postepowaniu z dzieckiem, radze sie jej. Zeby bylo smiesznie nasze dzieci w niektorych sferach wykazuja podobienstwa charakteru ale w moim mnie nic nie drazni.

          Ale generalnie - czy ja powinnam skorzystac z pomocy specjalisty? Jakos sobie nie wyobrazam, ze sama dojde gdzie tkwi sedno, potem sobie sama wytlumacze co z tym zrobic, a jeszcze na koniec zmienie nastawienie i bedzie cacy....
          • fajka7 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 18:25
            Do specjalisty się idzie, gdy problem jest takiej skali, że utrudnia życie. Tu sama musisz zdecydować czy ta kwestia w dużym stopniu rzutuje na Twoje ważne relacje z innymi ludźmi.
            Ale może nie ma się co spieszyć. Wsłuchaj się w siebie i odtwórz wydarzenia sprzed lat - może przy jakimś temacie zabije Ci serce szybciej i będziesz wiedziała w jakim rejonie szukać rozwiązania. W sumie zagadka niezła, ale mam coś podobnego za sobą, więc wiem jak to jest mniej więcej.
            Kiedyś poczułam wielką złość, gdy koleżanka opowiedziała mi, że spotkała się ze swoim przyrodnim bratem, o którego istnieniu wiedziała przez wiele lat, ale nie miała mocy w sobie, żeby ten kontakt nawiązać.
            No i się w końcu udało.
            Zasadniczo piękna sprawa, pogratulowałam jednocześnie czując, że zalewa mnie furia smile
            Początkowo posądzałam się o zazdrość z powodu ważnego sukcesu życiowego, który odniosła.
            Jednak rozwiązanie, które w końcu udało się znaleźć i ja odzyskałam spokój zwaliło mnie z nóg i w ogóle nie miało związku z moją koleżanką. To po prostu było tylko skojarzenie, a mój problem tkwił zupełnie z dala od niej.
            • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 19:52
              A ile czasu zajelo Ci to kombinowanie?
              Prawde powiedziawszy pare razy sie zastanawialam w czym rzecz - ale tak z grubsza. Nawet dochodzilam do wniosku, ze po prostu jestem sobie zwyczajnie podlym, zlym czlowiekiem.
              Takiej doglebnej analizy nie robilam ale to mi ciazy od lat.
              Relacje sa w miare dobre ale potrafie niezle popsuc humor otoczeniu i sobie a potem sa 'ciche dni' smile Bliscy mi jednak wybaczaja - ciekawe kiedy im sie znudzi....
              • fajka7 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 20:43
                "A ile czasu zajelo Ci to kombinowanie?"

                Z tydzień.
                Cały czas to za mna chodziło i obserwowałam jakie przy okazji mysli sie pojawiają, jakie skojarzenia, pozornie luźne itd.
                Ale ja tak podchodzę do wszystkich kwestii, które mnie gryzą i wloka sie za mną zakłocając świety spokój, bo bardzo nie lubię takiego stanu u siebie. Jakaś zdekoncentrowana wtedy jestem.
                I to różnie trwa. Czasami idzie w tygodnie aż w koncu w wyniku rozmyslan się dokopię do sedna albo mam trochę szczescia i ktos cos podpowie, cos mi niechcacy podrzuci, no różnie.
                W każdym razie jestem czujna i każdym zmysłem poluję na to rozwiązanie, na tym sie skupiam, żeby sie dziadostwa pozbyc.
                Nie wiem czy to nie jest jakaś technika konkretna, bo mi ją psycholog właśnie pokazał i podchwyciłam.
    • black-cat Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 09:59
      Sądś to znam. Moja mama nie lubiła syna brata męża. Zawsze opowiadała, że nie miała konkretnych powodów. Dziecko było miłe, fajne, grzeczne, a jednak nie lubiła i już. Jak się okazało z wzajemnością, kiedy dorośli pytali dziecko, kogo lubi, moja mama była wymieniana przez niego po kurach sąsiadki babcismile Teraz dziecko to już facet po czterdziestce. I bardzo się z moją mamą lubią. A owo nielubienie się stało się rodzinną anegdotą.
      Wszystko przed Tobą. Nie zmuszaj się, dziecko prawdopodobnie też Cię nie lubi. To zwykle działa w obie stronysmile
      • atowlasnieja Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 10:53
        Mam ciotkę której nie lubiła moja siostra a która ja uwielbiałam. Ciotka jest słodka kwoka. Nasze nastawienie się zmieniło jak pojechałyśmy razem na wakacje: gdy wróciłyśmy siostra z ciotką były w świetnej komitywie a mnie podpadła na amen.

        Żeby było zabawniej to nasze uczucia zmieniło to samo wydarzenie: siostrze zaimponowało to że ciotka (zazwyczaj słodka jak miód) potrafi jednak postawić ostro granice a ja poczułam to jako przejaw hipokryzji bo bez ostrzeżenia po prostu wydarła mordę a wyglądało to tak: "Dziewczynki, chodźmy na obiad... Dziewczynki, chodźmy na obiad... NO RUSZCIE SIĘ WRESZCIE DO JASNEJ CHOLERY" Po czym wróciła do słodkiej normy, z pominięciem etapów "Wkurzona- zdenerwowana- spokojna- miła- słodka". Do dziś dnia uważam ją za bardziej sztuczną od lalki Barbie
    • gazeta_mi_placi Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 10:03
      Nie rozumiem problemu, są także dorośli których mimo że są dla Ciebie mili i nic złego Ci nie zrobili ich po prostu nie lubisz, prawda? Zdarza się taka niechęć bez podstaw.
      Skoro zdarza się taka bezpodstawna niechęć w przypadku osób dorosłych równie dobrze może zdarzyć się w przypadku dziecka.
      Dziecko to nie święta krowa którą każdy "musi" kochać lub w najgorszym przypadku odczuwać obojętność.
      Tylko w naszym społeczeństwie nielubienie dzieci lub konkretnego dziecka to temat tabu.
      • kropkacom Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 13:13
        A nielubienie psów? Osób starszych?

        Niechęć z czasem przekłada się na pewne konkretne zachowania.
        • lacitadelle Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 13:19
          Ale autorka nie lubi tego konkretnego dziecka, a nie dzieci jako grupy. Moim zdaniem to zupełnie normalne - nie do każdego musimy pałać sympatią, widać nie grają między nimi jakieś fluidy. Jeżeli taką osobę mamy w towarzystwie, to zaakceptujmy nasze uczucia i zachowujmy się zwyczajnie poprawnie. Ja w ten sposób nie lubię np. teściowej czy faceta swojej przyjaciółki - jakoś snu mi to z powiek nie spędza, w kontaktach pozostajemy neutralni.

          Nie wiem, dlaczego ten problem nagle poruszył autorkę - 12 lat przeżyła, przeżyje kolejne, moim zdaniem najlepiej tu zadziała akceptacja stanu rzeczy, roztrząsanie problemu czy próby zmiany uczuć na siłę raczej tylko pogorszą sytuację.
          • kropkacom Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 13:21
            Podpisałam się pod konkretny post. Konkretnego autora.
          • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 13:50
            lacitadelle napisała:
            > Nie wiem, dlaczego ten problem nagle poruszył autorkę - 12 lat przeżyła, przeży
            > je kolejne, moim zdaniem najlepiej tu zadziała akceptacja stanu rzeczy, roztrzą
            > sanie problemu czy próby zmiany uczuć na siłę raczej tylko pogorszą sytuację.

            No przezyla... i pewnie jak bedzie musiala to przezyje ale moze chcialaby zrozumiec w czy m rzecz... Fluidy - ot wygodne wytlumaczenie podobnie jak z tymi biegunami, ktore sie odpychaja.

            Im dziecko jest starsze tym trudniej to wszystko jakos normalnie ulozyc. Malemu mozna bylo cos przykazac, przegonic do zabawek, odwrocic uwage - starsze - cwansze - odwzajemnia niechec (to naturalne) i robi wbrew a wtedy o poprawne moje zachowanie dosyc trudno. Zreszta moja niechec naprawde czasem przyjmuje irracjonalne oblicza - czepiam sie, sama szukam dziury, strzelam fochy. No i moj slubny takze nie jest zachwycony moja postawa bo tez nie widzi powodu...
            Zatem na wlasne zyczenie tkwie w takim bajorku i nie jest mi przyjemnie...

            Tesciowa poznalas bedac dorosla osoba a przynajmniej mialas uksztaltowane poglady - podobnie z facetem przyjaciolki. Mam tez takie osoby, za ktorymi nie przepadam ale sa mi bardziej obojetne i tak jak piszesz - nie jest to jakis problem dla mnie. Jest to jedyna osoba na swiecie, ktorej nie znosze do bolu - ot tak - za nic... to chore przeciez.
            • lacitadelle Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 14:36
              rozumiem, że masz problem, ale nie do końca pojmuję, na czym on polega - możesz podać jakiś przykład Twojego choćby strzelenia focha? Kto i dlaczego zmusza Cię do wchodzenia w interakcje z tym dzieckiem?

              Może trudno mi to sobie wyobrazić, bo ja przy wizytach u znajomych/rodziny z dziećmi, najczęściej skupiam się na kontaktach z dorosłymi, dzieci bawią się niejako w swoim gronie, nikt z dorosłych w żaden sposób nie jest "zmuszany" do kontaktów z nieswoimi dziećmi, oczywiście jeżeli ma ochotę, to super, ale niektórzy takiej ochoty nie mają i nie ma problemu. Przy czym mówimy tu o dzieciach małych, które wymagają ciągłej opieki dorosłych, nastolatki to dla mnie w ogóle inna kategoria - zajmują się sobą. Ja pamiętam, że w tym wieku moje kontakty z dorosłymi członkami dalszej rodziny ograniczały się raczej do zdawkowej wymiany zdań, niektórych krewnych nie lubiłam i nikt z tego problemu nie robił. Wspólny posiłek przy jednym dużym stole dało się przeżyć, a potem i tak przebywało się w innym pokoju.

              Może zamiast udawać, powinnaś otwarcie przyznać się do tej niechęci przed mężem i ustalić, ze trudno, nie zaprzyjaźnisz się nigdy z tym konkretnym członkiem jego rodziny. Mój mąż moje nielubienie swojej mamy akceptuje (czy to uczucie jest racjonalne czy nie - większej różnicy w praktyce nie robi).

              Być może nie ma emocji bez przyczyny, ale ja nie muszę tej przyczyny zawsze szukać, nie za wszelką cenę. Np. męża kocham zupełnie irracjonalnie smile
              • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 14:51
                lacitadelle napisała:

                > rozumiem, że masz problem, ale nie do końca pojmuję, na czym on polega - możesz
                > podać jakiś przykład Twojego choćby strzelenia focha? Kto i dlaczego zmusza Ci
                > ę do wchodzenia w interakcje z tym dzieckiem?

                No na przyklad. Jedziemy na wycieczke rowerowa - daleko. Nie bierzemy dzieci ALE to przeciez dziecko/nie dziecko - ladnie prosi rodzicow i jedzie z nami.
                Jest slabsze, opoznia grupe, czesciej sie zatrzymujemy i co? Oczywiscie ROZUMIEMY i na dodatek PODZIWIAMY jaki to dzielny zuch przylaczyl sie do wycieczki i jak pieknie sobie radzi. To ze nie mam zadnej frajdy z tej wycieczki - nikogo nie obchodzi bo tylko ja jestem taka niewyrozumiala fladra. No jak sobie chce i mi sie nie podoba to moge jechac szybciej ale szlag trafia cala idee wspolnego wypadu. Jak strzele focha to wszyscy na mnie zaraz najezdzaja, ze o co mi chodzi?? Jaki ja mam problem?? /jak nie wszyscy to ci, ktorzy uwazaja podobnie sie nie odzywaja bo oberwaliby podobnie jak ja/.

                To jedna sytuacja - moglabym podac tysiace.
                Za chwile zacznie z nami chodzic na kregle i bilard... W koncu rzucic kulka to nie filozofia i dolnego limitu wiekowego nie ma...

                Ja tez mam dziecko ale jest taki czas, w ktorym bawia sie tylko dorosli.
                Mysle tez, ze gdyby to bylo jakies lubiane przeze mnie dziecko - podobnie jak inni - umialabym przymknac na to oko. Chce - niech sobie jedzie - a co tam...
                • landora Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 05.05.11, 10:09
                  No to może po prostu Cię wkurza, że to dziecko jest wszędzie ciągane i uczestniczy w zajęciach dorosłych?
                • kobieta_z_polnocy Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 05.05.11, 17:28
                  Po przeczytaniu opowieści o wycieczce rowerowej wyobraziłam sobie ciebie na dwa sposoby. Raz, jako mocno zazdrosną o te dziecko. Nie o to, że istnieje, lecz o to że kradnie uwagę która z jakiś powodów powinna być skierowana na ciebie. Druga wersja twojej osoby to charakter nieustępliwy i przesadnie kontrolujący. Wszystko ma być tak jak ty chcesz, a nagłe odchylenia od planu od razu psują ci humor.

                  To co czujesz nie jest moim zdaniem normalne. czym innym jest niechęć do dwunastolatki o pewnych cechach charakteru, czym innym niechęć do zaledwie dwudniowego niemowlaka. Tak jakby jej narodziny zaburzyły jakiś uświęcony przez ciebie (i tylko ciebie) porządek.
                  • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 05.05.11, 22:06
                    kobieta_z_polnocy napisała:
                    Druga wersja twojej osoby to charakter nieustępliwy i przesadnie kontrolujący. Ws
                    > zystko ma być tak jak ty chcesz, a nagłe odchylenia od planu od razu psują ci humor....
                    Tak jakby jej narodziny zaburzyły jakiś uświęcony przez ciebie (i
                    > tylko ciebie) porządek.


                    Musze powaznie przemyslec to co napisalas. Moze wlasnie to bedzie jakis trop, zebym pojela co jest grane...
                    Jednak dobrze, ze jest sobie takie miejsce w sieci, gdzie mnostwo roznych opinii moze w jakis sposob pomoc czlowiekowi smile
                    Dzieki
                  • lacitadelle Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 06.05.11, 11:01
                    hmm, a wg mnie opisany przykład świadczy o tym, że w uczuciach autorki nie ma nic nienormalnego - oczywistym jest, że po narodzinach uwaga rodziców skupia się w jakimś stopniu na dziecku na niekorzyść krewnych i znajomych. Normalne jest też, że jeżeli ten stopień jest bardzo duży, to krewni i znajomi mogą się poczuć w takiej sytuacji nie najlepiej. Jasne, że pretensje trzeba mieć do rodziców, a nie do dziecka, ale tu mógł zadziałać niewłaściwy, ale całkowicie zrozumiały mechanizm przeniesienia złych uczuć z rodziców (których się bardzo lubi) na dziecko (który się widzi pierwszy raz w życiu).

                    Ja po porodzie szczęśliwie nie dostałam pieluchowego zapalenia mózgu - chętnie spotykałam i spotykam się z przyjaciółmi - o ile to tylko było możliwe - bez dziecka, jeżeli z dzieckiem, to nie wymagam od nich zainteresowania tymże.

                    Natomiast ostatnio na spotkaniu rodzinnym spotkałam kuzynkę z półrocznym dzieckiem - przez cały czas (od rana do wieczora) skupiała swoją uwagę całkowicie na dziecku (czy jadło, bawiło się czy spało), nie usiadła do stołu, nie rozmawiała na żaden temat oprócz dziecka, nie pozwoliła nikomu wziąć tego dziecka na ręce (choć chętni byli) - mi to rybka (oprócz faktu, że nie pozwoliła otworzyć okna, a przy kilkunastu osobach w pokoju panował zaduch), bo nie byłam z nią w ogóle związana, ale rozumiem, że jak ktoś lubił kontakty z nią, to teraz może być mu przykro, że tych kontaktów nagle brak, a że dziecko jest powodem, to podświadomie może na nie przerzucić swoje negatywne uczucia.
      • platynowa_kostka_rubika Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 13:22
        > Zdarza się taka niechęć bez podstaw.

        Nie ma czegos takiego, jak niechęć bez podstaw. Istnieje powód każdej emocji, jaką odczuwamy - nawet, jeśli część ludzi sobie tego nie uświadamia (nawiasem mówiąc, taki brak wglądu w siebie i niewiedza odnośnie tego, dlaczego się kogoś lubi/nie lubi, daje pole do popisu potencjalnym manipulatorom - łatwo jest bowiem manipulować ludźmi nieświadomymi siebie).

        Dulcynea: jeśli nie potrafisz sama dojść genezy tej niechęci - idź do dobrego specjalisty i tyle, niech Ci pomoże to wyjaśnić. W końcu - co dzieciak winien?
    • broceliande Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 10:23
      Niechęć do konkurencji Twojego małego w stadzie, który nie jest nosicielem Twoich genów.
      Jeśli to dojrzewająca dziewczynka, może również do konkurencji o osobniki męskie?
      • ma_dre Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 13:06
        podpisuje sie pod tym co napisalas, ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego jak wiele tkwi w nich ze zwierzecia
    • green_nuska Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 12:57
      Domyślam się co czujesz bo mam podobnie w stosunku do dziecka znajomych. Staram się być miła, bo mamy bardzo częsty kontakt, często się nim zajmuję nawet i to przez kilka godzin dziennie. Mały ma teraz niecałe 3 lata i z biegiem czasu coraz więcej jego zachowań działa na mnie zniechęcająco. Tu jest właściwie różnica między nami, dziecko Twojej szwagierki jest fajne, miłe, a dziecko moich znajomych jest rozpieszczonym, roszczeniowym gó...arzem (w moim odczuciu). Wnerwia mnie gdy uwaća, że to wszystko jemu się należy (jedzenie, zabawki). Irytuje mnie, gdy zaczyna się mądrować, pyskować, ignoruje to co się do niego mówi. Pożycza zabawki mojego syna i nie oddaje ich, lub oddaje zepsute. Zjada swoją porcję czegoś i jeszcze łypie na porcję mojego czekając że też mu dam. Na placu zabaw zebrze o jedzenie gdy widzi, że ktoś ma ciastka. jabłko, cokolwiek, stanie obok i się patrzy albo wprost mówi że ktoś ma mu dać. Wiem, że w tym przypadku jest to kwestia wychowania przez rodziców, bo z obserwacji wnioskuję, że oni go uczą takich zachowań, stawiając na piedestale. Ale właściwie co mi do tego? Chciałabym go bardziej lubić, a nie potrafię.
    • malamelania Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 14:55
      Miałam bardzo podobnie, ale ja od początku znałam przyczynę.
      Mąż ma dwójkę rodzeństwa, kiedy się pobieraliśmy w rodzinie było już kilkoro dzieci. Wszyscy już wcześniej "podawali' sobie nawzajem dzieci do chrztu. Spodziewałam się, że jako nowa ciocia będę również uhonorowana tą rolą. A tu dupa, szwagrostwu urodziło się dziecko i nie poprosili mnie, ale męża, który juz był chrzestnym od kilu lat, tyle że u swojej siostry. I jakoś tak się stało, że od początku byłam nastawiona negatywnie do tego dziecka. Mimo woli, a nawet wbrew sobie - bo nigdy wcześniej, ani później nie byłam wobec nikogo tak małostkowa i zawistna. Dziewczynka rosła, śliczna, grzeczna i mądra, a ja nie mogłam jej polubić.
      Im bardziej była idealna, tym bardziej mnie denerwowała.
      Na szczęście z czasem to minęło. Tobie radzę, abyś przeanalizowała dokładnie, skąd wzięła się Twoja niechęć. A potem spróbuj zbliżyć się do dziecka i poznać je lepiej. Byc może znajdziesz jednak sympatyczne cechy i powoli przekonasz się do niego.
    • zebra12 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 17:17
      Odpowiedz sobie na pytanie: czy będąc na sali z noworodkami jesteś w stanie odczuć od razu niechęć lub sympatię do któregoś? Czy też może odczuwasz sympatię do wszystkich? A może niechęć do wszystkich? Czy też sa Ci obojętne?
      Twoja odpowiedź nasunie Ci pewne hipotetyczne źródła Twojego problemu.
      • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 18:18
        zebra12 napisała:
        > Odpowiedz sobie na pytanie: czy będąc na sali z noworodkami jesteś w stanie odc
        > zuć od razu niechęć lub sympatię do któregoś? Czy też może odczuwasz sympatię d
        > o wszystkich? A może niechęć do wszystkich? Czy też sa Ci obojętne?
        > Twoja odpowiedź nasunie Ci pewne hipotetyczne źródła Twojego problemu.

        Na sali noworodkow - raczej obojetne (zakladajac, ze wszystkie grzecznie leza) ale tez w kierunku > denerwujace (jakby marudzily)
        I nic mi sie nie rozjasnilo sad
        Sa dzieci, ktore lubie a nawet toleruje ich dzieciowe grymaszenie i buczenie - natomiast malo jest takich dzieci smile

        To konkretne dziecko ma wady jak kazdy (moje dziecko tez ma wady) - ale nie sa to jakies uciazliwe zachowania. Znaczy - patrzac obiektywnie - nie przez moj skrzywiony pryzmat.
        Dla mnie to nawet lekko odstajace uszy sa obrzydliwe u tego dziecka... A smiech - brrr - ton wbija sie w mozg...
        • zebra12 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 05.05.11, 05:34
          Widać, że ogólnie za dziećmi nie przepadasz. Ale głowny poroblem nie lezy w dziecku, ale w czasie kiedy się urodziło - nie miałaś jeszcze własnych dzieci, tym bardziej drazniło Cię to, które nagle pojawiło się w rodzinie. Być może, gdyby urodziło się w czasie, gdy Ty rodziłaś swoje, Twoje uczucia byłyby odmienne.
          Ja mam tak, że wszystkie noworodki mnie rozczulają i są kochane. dlatego każde dziecko w rodzinie uwielbiałam. I bardzo chciałam mieć swoje. Nie dziecka, którego nie lubię. Owszem, starsze mogą być wkurzające, bo są przemądrzałe, pyskują, ale maluchy? Lubię z natury.
        • kotkowa Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 05.05.11, 15:39
          ja moge zrozumiec jakas irracjonalna niechec, ale zupelnie nie rozumiem jak mozesz nad tym nie panowac? jestes dorosla kobieta, na dodatek masz swiadomosc, ze dziecko niczym ci nie zawinilo. powstrzymaj sie od glupiego zachowania, badz chociaz sztucznie zyczliwa. ja tez jedne dzieci w rodzinie lubie bardziej, inne troche mniej, ale nigdy by mi do glowy nie przyszlo okazywac jakichs emocji w stosunku do dziecka. nie czujesz sie glupio z tym? chociazby w oczach rodziny? dorosla kobieta, matka, zona? bez powodu okazujaca jakas niechec dziecku? wez sie opanuj, bo tyle to na pewno mozna zrobic.
          • dulcymea11 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 05.05.11, 22:15
            oczywiscie, ze czuje sie glupio i wierz mi - naprawde mocno sie staram trzymac fason.
            Jak pisalam w miedzyczasie - gniecie mnie to, bo raz ze nie umiem zdefiniowac przyczyny, dwa jestem wowczas w ciaglym napieciu (wlasnie z uwagi na kontrole, o ktorej pisalas).

            Nie zalozylam watku ani dla pociechy mojej osoby ani dla krytyki. Rozne pomysly sie tu przewinely i oczami innych mozna czasem cos zobaczyc, czego samemu sie nie widzi - oceniam tutejsze wypowiedzi jako bardzo pomocne i tego wlasnie szukalam.
            Moze uda mi sie zrozumiec przyczyne tego stanu a wtedy licze na to, ze wszystko juz sobie poukladam i osiagna harmonie.

            Swoja droga gratuluje jesli masz 100% kontroli nad emocjami - ja niestety jestem tylko czlowiekiem i nawet zdarza mi sie podniesc glos na moje anielskie dziecie, niewspominajac o tym ze w konkretnej fazie cyklu moj maz to zywa tarcza dla zlosliwosci i fukania...
            • wet_cat Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 06.05.11, 07:17
              dulcymea11 napisała:
              Rozne pomysly
              > sie tu przewinely

              to ja dodam swój, proponuję w zeszycie zapisać zdanie - " Nie lubię ... bo" - i pisz wszystkie odpowiedzi jakie się pojawią. Pisz, pisz, pisz. To nie stanie się od razu, ale taki dialog wewnętrzny przynosi dobre efekty. Im bardziej się w to zaangażujesz tym lepiej. Powodzenia. I daj znać jak poszło, jeśli spróbujesz.
    • chusteczka4 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 18:12
      Ja nie znoszę dziecka swojej koleżanki, od małego za nim nie przepadałam, bo mnie denerwował i w dalszym ciągu tak jest. Pamiętam, ze jak był mały mówiłam sobie w myślach, ze nie chce mieć dziecka, jeśli miałoby sie urodzić takie jak ten łepek. Udaję oczywiście "dobrą ciocie", bo nie wypale koleżance tekstem "nie znoszę twojego dziecka!", tylko u mnie jest ta różnica, że jestem w stanie stwierdzić czemu go nie lubię, jest złośliwy, wredny, gdy zwróci się mu uwagę potrafi jeszcze bardziej wejść na głowę - istny diabeł.
      • verdana Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 18:35
        Moja przyjaciółka, specjalistka od adopcji, mówiła, ze mieli takie wypadki - proponowali przyszłym rodzicom idealne, zdrowe, sliczne malutkie dziecko. Kobieta brała na ręce - i mowila "nie, nie mogę, nie wezme go". A inne dziecko, brzydsze, chore i marudzace natychmiast uznawała za swoje.
        I nigdy nie bylo wiadomo, dlaczego.
        • atowlasnieja Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 05.05.11, 09:26
          A faceci nie robią takich cyrków?
    • ata99 Re: no i jest klopot - niechec do dziecka 04.05.11, 20:29
      A masz własne dziecko?
Pełna wersja