dulcymea11
03.05.11, 21:16
nie mam pojecia dlaczego - kompletnie...
Nie znosze dziecka siostry meza - od urodzenia.
W niczym mi nie zawinilo - bo co mogloby zawinic dziecko, ktore urodzilo sie i lezy sobie... a ja od pierwszego wejrzenia go nie polubilam...
Minelo juz pare ladnych lat - dziecko jest normalne, grzeczne, madre a moja niechec narasta.
Tlumacze sobie na wszelkie sposoby - przeciez to JA jestem ta dorosla wiec powinnam umiec sie zachowac, powstrzymac niechec.
Wszystko jest sztuczne - sztuczne: dzien dobry co tam slychac? sztuczne: wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, spelnienia marzen...
Sztywnieje gdy to dziecko znajduje sie w okolicy - trace dobry humor...
Omijam wspolne wyjazdy, spotkania - choc z sama siostra meza i jej mezem zyjemy bardzo blisko.
Jak tak z boku sie sobie przygladam - jestem jakas nienormalna. Nigdy nic podobnego nie spotkalo mnie w stosunku do zadnej osoby (ani doroslej ani dziecka).
Jestem na 100% pewna, ze to dziecko takze czuje moja niechec bo ma juz 12 lat. Wydaje mi sie takze, ze i siostra meza to czuje.
Co z tym poczac? Chcialabym jakos zmienic swoje nastawienie a moglabym sprobowac, gdybym chociaz znala powod tej niecheci.
Znajoma zaczela sugerowac jakies bieguny, ze to kwestia energii i ze moze powinnam do bioenergoterapeuty sie zglosic... No ale jak? Ze niby mnie wyleczy?
Z uwagi na utrzymanie dobrych relacji z bliska rodzina chcialabym cos z tym poczac, przy czym wystarczy, ze dziecko wchodzi do pokoju (nawet nie powie ani slowa) a mi sie cisnienie podnosi, jestem rozdrazniona.
Sama mam dziecko i nie byloby mi milo, gdyby ktos mi bliski bez zadnego powodu tak reagowal na moje dziecko. Nie wiem nawet czy potrafilabym wykazac choc cien zrozumienia dla tak idiotycznej argumentacji, ze: nie wiem dlaczego drazni mnie twoje dziecko i nie mam na to wplywu....
Jakies rady?