fajny tekst przysłali nam znajomi

08.05.11, 16:42
Czytając nawiedzone wątki i wpisy na forum emama i innych, nie sposób się nie zgodzić.


"Witam!!!
Można przeczytać dla porównania jak jest z tym dzieciństwem w dzisiejszych czasach........

Spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka, właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się w koszmarach zawodowych, czyli..... patologiczny.
Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią nasze dzieciństwo w szalonych latach 70.
Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągała i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek dobrze uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą, lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał, czy się spociliśmy.
Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo, jak zwykle. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, żeby się tej sztuki nauczyć.
Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa. Nikt nas nie poinformował, jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pomocą dydaktyczną był wtedy pasek, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.
Swoje sprawy załatwialiśmy bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
Pies łaził z nami - bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
Sikaliśmy na dworze. Trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać. Oczywiście nikt nie mył rąk po tej czynności.
Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali mówić jej dzień dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dyslekcji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie, jakie tam jeszcze dys... Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas to wstyd.
Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele
bardziej ucywilizowani.
My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu. A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!"
    • angazetka Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 16:45
      Było już parę razy, bardzo wkurzający tekst.
      • kropkacom Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 16:48
        Najlepsze są teksty: wszyscy umieli pływać, nikt nie zginął. Bla, bla...
        • kropkacom Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 16:53
          I jeszcze, ja rozumiem to rozrzewnienie za tamtymi czasami. Nikt się małym smarkiem nie przejmował. Wyszedł z domu rano i sam się sobą zajął. Jak się nudził i nie przystawał do bandy dzieciaków to zostawał dziwakiem. Kiedy w szkole były problemy to w skórę dostał. Roboty z dzieckiem było mniej a jak była to była prosta jak budowa cepa.
          • cmentarna.polka Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 17:38
            Ta, właśnie. A teraz to powymyślali jakieś opieki nad dzieckiem i nauki pływania.
            Jeszcze bardzo mi się podoba fragment że nie było ADHD, a dzieciom pozostawionym bez opieki na ileś godzin nie groziło niebezpieczeństwo.
    • cherry.coke Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 17:45
      Tia jasne jasne.
      Moj brat dostal w szczeke rogiem hustawki, wybite kilka zebow, drutowanie szczeki. Kolezanka zostala rzucona o sciane przy kreceniu mlynka z druga kolezanka w szkole, uderzyla barkiem, niedowlad reki ma do dzis. Druga kolezanka rozbila sobie glowe, uszkodzila kark i ucho na trzepaku. Trzeciez kolezanka odmrozila sobie dwa palce u nogi na naszej zimowej wyprawie na pola, niczego nie czula, bo tak sie dobrze bawilysmy, ale potem otarlo sie o amputacje. Ja mialam zlamana kostke, bo na hustawke laweczkowa zamiast czworga dzieci wlazlo nas dziesiecioro i noga dostala sie w mechanizm. Moja kuzynka przytopila sie niezle w otwartym burzowcu, mlodszy brat trzymal ja za kolnierz, ale nie dawal rady wyciagnac, a ona juz pila wode, na szczescie w poblizu trafili sie przechodnie.

      A i tak mysmy mieli duuuuzo szczescia, bo dwoch chlopcow z naszej szkoly utopilo sie na gliniankach, a jeden spadl z wysokosci lazac po starych fortyfikacjach, zlamal sobie kregoslup i mimo rehabilitacji byl potem na wozku.
    • cmentarna.polka Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 17:48
      Nawiedzony jest dla mnie raczej ten tekst. Ogólne brzmienie jak u któregokolwiek prawicowego publicysty z "Najwyższego Czasu": opieka nad dzieckiem - bzdura, pomaganie w razie problemów w nauce - bzdura, adhd - bzdura, kiedyś tego nie było. Za to był pasek jako narzędzie wychowawcze dobre na każdą okazję.
      A teraz jakieś wydumane prawa dziecka i psychologowie.
      Wkurzają mnie takie teksty.
      • cherry.coke Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 17:52
        Tia, nie bylo rowniez pedofili, a ciaze w mojej szkole to byl wyraz niczym nieskrepowanej wolnej natury dzieci.
    • kosher_ninja Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 18:37
      Tacomabelle - masz dzieci? I jeśli tak, to wychowujesz je według powyższego wzorca?
      • czar_bajry Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 21:57
        O matko i córko, tekst na forum pojawiał się już kilka razy. Najpierw mnie rozbawił i wzruszył a teraz już drażni.
        • verdana Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 22:03
          A kiedyś, to jak zupy na stole mąż nie zastał, to przylożyl parę razy żonie i było fajnie. Traktować kobietę czy dziecko jak człowieka głupi pomysł, naprawdę.
      • rosapulchra-0 Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 23:09
        Ej, no bez przesady. Nigdzie tego nie napisała suspicious
        A że są nawiedzone wątki w temacie wychowywania - nie zaprzeczysz przecież.
    • i_love_my_babies Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 22:48
      ale ja nie bardzo rozumiem, po co ten tekst tu wkleiłaś?
      jak on się ma do rzeczywistości?
      nijak

      to, że kiedyś nie było fotelików samochodowych, to też było ok? jak mój tato usnął za kierownicą i zatrzymał się na drzewie miałam mnóstwo szczęścia, że nie wyleciałam z samochodu przez szybę, ale zatrzymałam się między siedzeniami
      ale czy w ogóle można porównać ruch na ulicach 30 lat temu i teraz?

      a to, że dzieciaki robijały głowy na rowerach, bo jeździły bez kasków, to też luzik

      że się topiły na potęgę i traciły ręce, nogi w maszynach rolniczych na wsiach - ee tam

      ważne, że fajnie było...
      • thegimel Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 23:11

        > że się topiły na potęgę i traciły ręce, nogi w maszynach rolniczych na wsiach -
        > ee tam
        >
        > ważne, że fajnie było...
        Nie, ważne, że my mieliśmy szczęście... a że inni mieli go mniej...
        • sylwiawkk Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 23:18
          a dzisiejsze czasy to co lepiej , dzieci jeszcze bardziej niedopilnowane: a to pies pogryzł na oczach babci, a to dziecko wyleciało z okna 4 pietro, a to w szkole filmiki takie kręcą że bym sama pozabierała im to wszystko. a jesli chodzi o topienie sie dzieci to wydaje mi sie że statystyka sie wcale nie zmieniła przez te lata. ja jestem przerażona dzisiejszymi czasami jesli chodzi o wychowywanie bo teraz jest wiecej chamstwa i rozbojów w koło.
          • i_love_my_babies Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 23:21
            nie jest więcej, tylko dzięki MEDIOM widzisz, czytasz i słyszysz o tym wszystkim
            • thegimel Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 23:48
              Dokładnie. Gdyby 30 lat temu istniał Fakt, to dopiero by mieli używanie.
    • mathiola Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 08.05.11, 23:29
      nikt nie zginął, nikt nie umarł, wszyscy mają się dobrze.

      Byłam niedawno w "mojej" szkole na akademii, jaką odstawiła dzisiejsza młodzież. Kapcie mi spadły!! Co za przedstawienie!!! Jak jedno dziecko odśpiewało "Dziwny ten świat" Niemena, to stanęły mi na karku wszystkie włosy! Jeden do tego śpiewał i grał na trąbce, dwie grały na flecie, recytowali, że włos stawał na karku......

      Za moich czasów dzieci w tej samej szkole umiały zrobić wyłącznie debilne przedstawienie na dzień nauczyciela, bo im kazali. A teraz nagle okazało się, że wśród młodzieży są talenty i to jakie! Dlaczego??? Hm. Może dlatego, że rodzice się zainteresowali? wink

      Nie znaczy to, że z częścią się nie zgadzam smile
      Ale jednak - teraz na szczęście jest inaczej.
      I jeśli ktoś chce pokazać że kiedyś było lepiej - niech to zrobi w bardziej wyrafinowany sposób, bo na razie więcej nie niż tak z tego tekstu wychodzismile
    • sonniva Po przeczytaniu 09.05.11, 09:28
      tego tekstu nasuwa mi się taka myśl: "Te dzieci miały więcej szczęścia, niż rozumu ich rodzice". Ja spędziałam podobnie dzieciństwo, chyba jak większość z nas. I wiem jak wiele razy tego szczęścia potrzebowałam. Ot inne czasy, wypadki były zawsze i zawsze będą, tylko trochę inne.
    • kikimora78 Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 09.05.11, 09:37
      no nie wiem - ja tam byłam pilnowana.

      a jak raz poleciałam na glinki bez poinformowania i pozwolenia (z 11 lat miałam wtedy) to jak mnie potem dorwali...

      do tej pory pamiętam jak leżałam na łóżku z dupą wypiętą i czekałam na łomot - pierwszy, jeden i jedyny raz w życiu. lania nie dostałam w końcu, ale ten moment oczekiwania i niepewności - wtedy na pewno pamięć o tym powstrzymał mnie przed niejednym na jakiś czas smile
      • jszko222 Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 09.05.11, 09:39
        Mnie to dziwi, że kiedyś traktowano dzieci w katogorii przedmiotu (?), a na pewno kogoś, z kim nie trzeba się koniecznie liczyć. Dopiero teraz przypomniano sobie o słowach Korczaka.
    • szary212 Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 10.07.11, 16:18
      sama byłam takim dzieckiem z osiedla, i mój mąż także, ale wcale nie jestem z tego do końca zadowolona; relacje z rodzicami mam dziś średnio-marne - byli zajęci sobą i pracą, mieli problem z okazywaniem uczuć, tak samo w rodzinie męża; włóczyłam się godzinami po mieście, siedziałam sama w domu, mnóstwo czytałam, i tam odnalazłam świat, w którym chciałam żyć; ale oddałabym wiele, żeby z moją matką choć raz pójść do kina, albo na "babskie' zakupy. Pokolenie moich rodziców to rocznik z grubsza 1940, i emocjonalny niedowład. Kiedy chciałam grać na pianinie, i dostałam nawet na to pieniądze od dziadka-kombatanta, to kupili mi ...meble. Dziś "katuję" moje dziecko grą na pianinie, może nie będzie z niego Rafał Blechacz, ale będzie miał coś "swojego"; Acha, nikt nie zdiagnozował mi alergii, więc do dziś mam chroniczne zatoki, problemy z kręgosłupem (torby na ramię) i lęk przed porzuceniem - do przedszkola wychowywałam się na wsi, u dziadków, praktycznie bez rodziców. Tyle gwoli "wspaniałych" dawnych czasów.
    • chusteczka4 Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 10.07.11, 17:13
      ja akurat do tamtych czasów mogłabym sie cofnąč,to bylo dzieciństwo a teraz jedyna rozrywka to gry na komputerze.Dzieci w ogóle od małego wyzywają,wyklinają,nie mają zadnego szacunku do starszych
      • aneta-skarpeta Re: fajny tekst przysłali nam znajomi 10.07.11, 17:31
        czyli metoda pasa i olewania nie daje rezulratow, bo jako dorosle osoby nie umieją sie wlasciwie zając dziecmi - lub taka maja traume po pasie, ze chcą aby ich dzieci mialy inne dziecinstwo
Inne wątki na temat:
Pełna wersja