"Słabość" mamy wobec dziecka

11.05.11, 22:39
Czy Wy też macie tak, że Wasze dziecko/dzieci przebywając z kimś zachowują się nienagannie, a jak tylko mama pojawia się w drzwiach to dostają "małpiego" rozumu? Czy uważacie to za naturalny objaw, czy za brak wychowania / szacunku wobec Was?
U mnie wygląda to tak, że najczęściej teściowa (no dobra, wiem wiem wink) wygłasza pogląd, że mój syn wyczuł u mnie słabość i to wykorzystuje, bo ona problemów z nim nie ma (opiekuje się nim jak ja jestem w pracy). I tak, jej zasypia po odłożeniu do łóżeczka sam, ja mogę o tym pomarzyć - usypiam go osobiście leżąc z nim w łóżku, na mnie wymusza różne rzeczy (nie zawsze ze skutkiem, ale próbuje), u niej jest aniołem; mnie potrafi uderzyć w twarz w różnych okolicznościach, często podczas zabawy albo jak jest zły, jej nie śmie, nie ma nawet takich zapędów, itp. Ale też widzę, że mnie syn kocha najbardziej, najbardziej to okazuje, pomimo bycia z babcią w ciągu dnia to do mnie przychodzi jak się przewróci, jak chce się potulić, to mnie całuje, głaszcze po głowie, ma takie swoje zachowania "tylko dla mamy", których nie oddaje nikomu tylko mnie.
Wczoraj poszłam do koleżanki - sąsiadki teściowej, i ona mówi do mnie, że ona wie kiedy ja przychodzę, bo jego od razu słychać (wymusza, krzyczy, czasami płacze). Dało mi to do myśłenia.
I właśnie, ja wkurzam się strasznie jak teściowa mówi o tej słabości, uważam, że tak zachowują się dzieci wobec matek. Próbuję to teściowej przedstawić w ten sposób ale ona jakby tego nie przyjmowała, czasami mam wrażenie, że ona byłaby zadowolona gdybym np przylała synkowi, to widziałaby, że go wychowuję, a tak uważa, że jestem za miękka. Z tym uderzeniem to jej niedoczekanie, generalnie synek jest grzeczny, również i wobec mnie, usłuchany, ale ma swoje humory. Gdyby nie teściowa przy której jest taki ułożony, to nie miałabym żadnych zastrzeżeń do jego zachowania, a tak....sama nie wiem.
    • anorektycznazdzira Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 11.05.11, 22:53
      forumowiczka.to.ja napisała:

      hie,hie:

      >jej zasypia po
      > odłożeniu do łóżeczka sam, ja mogę o tym pomarzyć - usypiam go osobiście leżąc
      > z nim w łóżku,
      - bo mamusię bardziej kocha więc chce

      > na mnie wymusza różne rzeczy (nie zawsze ze skutkiem, ale próbuj
      > e), u niej jest aniołem;
      - bo mamusia jest lepsza i on o tym wie, to co będzie z babcią (gorsza) gadał po próżnicy

      > mnie potrafi uderzyć w twarz w różnych okolicznościach
      > , często podczas zabawy albo jak jest zły, jej nie śmie, nie ma nawet takich za
      > pędów, itp.
      - no dobra, tu Ci argumentu dla teściowej nie umiem podrzucić, sama cos wymyślwink


      >Ale też widzę, że mnie syn kocha najbardziej, najbardziej to okazuj
      > e, pomimo bycia z babcią w ciągu dnia to do mnie przychodzi jak się przewróci,
      > jak chce się potulić, to mnie całuje, głaszcze po głowie, ma takie swoje zachow
      > ania "tylko dla mamy", których nie oddaje nikomu tylko mnie.
      No nie mówiłam?!

      > Wczoraj poszłam do koleżanki - sąsiadki teściowej, i ona mówi do mnie, że ona w
      > ie kiedy ja przychodzę, bo jego od razu słychać (wymusza, krzyczy, czasami płac
      > ze). Dało mi to do myśłenia.
      Mnie tezż by dało, ale konkluzja byłaby mało odkrywcza: sąsiadka pija kawkę i rozmawia od serca z teściówką.

      > I właśnie, ja wkurzam się strasznie jak teściowa mówi o tej słabości, uważam, ż
      > e tak zachowują się dzieci wobec matek. Próbuję to teściowej przedstawić w ten
      > sposób ale ona jakby tego nie przyjmowała, czasami mam wrażenie, że ona byłaby
      > zadowolona gdybym np przylała synkowi, to widziałaby, że go wychowuję, a tak uw
      > aża, że jestem za miękka. Z tym uderzeniem to jej niedoczekanie,
      A Twojego męża lała?
      Wymagaj od dziecka i nie pozwalaj ani na agresje ani na fochy, ale akurat lać go bo teściowa sobie życzy nikt przy zdrowych zmysłach by nie doradził...
      • pamela788 Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 11.05.11, 22:58
        Przy tobie czuje sie bardziej swobodnie, bezpiecznie,niz u kogos innego i z tad ta roznica zachowan.
    • milkofamnesia Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 11.05.11, 23:03
      Też tak miewam smile To moim zdaniem wynika z tego, ze dzieci mają świetne wyczucie-z kim na ile mogą sobie pozwolić. Tu niestety działa najlepiej magiczne słowo "konsekwencja". Magiczne, bo czasem ciężko być konsekwentnym... Mój mąż na przykład nie ma na ogół problemów z zachowaniem naszych smyków. Jeśli coś jest nie ok, tłumaczy i ustala jakieś reguły albo wciela jakąś karę (typu szlaban na rower, albo coś w tym stylu) i z żelazną konsekwencją je wciela w życie. Ja miewam z tym problemy smile
      Moje dzieci swojej babci autentycznie wchodzą na głowę. Ale wiesz, chyba Twoja teściowa ma troszkę racji (wiem, wiem ciężko przyznać, że teściowa może gadać z sensem).
      Myślę, że powinnaś reagować jakoś na sytuacje, kiedy Twoje dziecko Cię bije czy inaczej dake Ci popalić. Jakąś karą adekwatną oczywiście do sytuacji i do wieku (przylanie w ogóle odpada, na tym nie buduje się szacunku tylko strach) i być w tej karze konsekwentna (znowu to magiczne słowo smile To wcale nie zmieni, tego, że Twój synek będzie Cię uwielbiał-po prostu zrozumie, że są zachowania nie do zaakceptowania.
      BTW-jeśli możesz kup sobie płyty z Super Nianią. Można ją lubić lub nie, ale ona pokazuje jak nie upokarzając, nie krzywdząc dziecka można ustalić mu granice. I że inni rodzice też nie są idealni i mają problemy smile
    • czarnaalineczka Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 11.05.11, 23:22
      >że ona byłaby
      > zadowolona gdybym np przylała synkowi, to widziałaby, że go wychowuję, a tak uw
      > aża, że jestem za miękka.
      tesciowa ma racje big_grin
      pokaz ,że nie jesteś mieczakiem przylej babci big_grin
    • selavi2 Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 11.05.11, 23:28
      I na pewno teściowa go bije, skoro u niej taki grzeczny.;-P
      Wiesz, można wychowywać dziecko szanując jego uczucia i potrzeby całkiem skutecznie - nie bijąc. Wystarczy być w miarę konsekwentnym i nie mieć poczucia winy, bo zostawiasz małego z teściową albo bo dziecko płacze - a jak płacze, to jestem złą mamą itp.
      Jestem mamą dorosłych już dzieci i nianią od 10 lat i zazwyczaj maluchy dostawały "małpiego rozumu" przy tym rodzicu, który uważał,ze jak dziecko płacze, to dzieje mu się straszna krzywda albo pozwalał na robienie wszystkiego, zeby zrekompensować dziecku swoją nieobecność. To zawsze ma krótkie nogi. Mój ex - małżonek po każdym weekendzie z dziećmi pytał się mnie, jak ja wytrzymuje z tymi diabłami wcielonymi.;-P A ja az do końca gimnazjum nie miałam z dziećmi żadnego problemu i one ze mną też. wink
      Dzieci potrzebują niewielu ale stałych granic np.Stanowczym głosem powiedziane" nie bijemy" wraz z przytrzymaniem łapki i zrobieniem poważnej miny i pokazaniem, że robimy "cacy cacy, delikatnie" nawet 7-8 miesięczny berbeć po paru razach załapie o co chodzi. Ja po prostu nie lubiłam nawet przez własne dzieci być bita, nawet w zabawie i niechcący i stanowczo to komunikowałam - tonem, miną. Nie miały wyjścia, bo ja straszna cioteczka jestem.
      Nawet taki maluch szybko nauczy się manipulować rodzicem, który czuje się niepewny, zazdrosny i oceniany. A tak się chyba dzieje w Twoim przypadku i wydaje mi się, ze zupełnie niepotrzebnie. Wrzuć sobie trochę na luz i może podpytaj
      I nieskromnie dodam, ze przy mnie dzieci rzadko dostawały "fiksum dyrdum" i zazwyczaj działało albo odwracanie uwagi (niemowlęta) albo przerwanie zabawy i odwrócenie się plecami ze słowami " poczekam az się uspokoisz" albo rozśmieszenie delikwenta.
      Teraz mam taką fajną panieneczkę, ma 20 m-cy i ma takie abstrakcyjne poczucie humoru, ze nawet 5 sekund nie zdąży się "sfochać" a już się daje rozśmieszyć. I ostatnio jak prawie się przewróciła i wystraszyła, to do mnie przyleciała ukochać choć mama była w takiej samej odlegości. Ale nie piszę tego, zeby pokazać, że dziecko bardziej mnie kocha, tylko ze ma do mnie zaufanie i mnie akceptuje, to takie bonusy w pracy niani.
      No ale ja jestem nianią i nie konkuruje z rodzicami. Z babcią może być róznie, choć wydaje mi się, ze szkoda jej i dziecka, które się denerwuje i przy tobie uczy uciażliwych zachowań i pewnie jest trochę niezadowolona, bo w nim to utrwalasz.
      Ale prawdę mówiąc - takie Twoje prawo.
      To Twoje dziecko i Twoje z nim relacje i jak je sobie ułożysz, tak będziesz miała.
      I nic nikomu ( z wyjątkiem taty)do tego.
      I pamiętaj - nie ma opcji, żeby dziecko, bardziej kochało babcię niż mamę. No chyba, ze mama przyjeżdza tylko na weekendy, co w Twoim pzrypadku nie zachodzi.
      Więc się nie martw, nie wkurzaj na teściową i wrzuć na luz, bo moim zdaniem niepotrzebnie się nakręcasz a ona troszkę racji ma.
      • selavi2 Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 11.05.11, 23:32
        Dopisek
        Po "i moze podpytaj" ma być: teściową, w jaki sposób sobie radzi. No chyba, ze Mały kuma, że z babcią pewne numery nie przejdą i nawet nie próbuje. Smarkateria naprawdę jest inteligentna i ma superradar na to, co z kim mozna.
        • madzioreck Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 01:28
          No chyba, ze
          > Mały kuma, że z babcią pewne numery nie przejdą i nawet nie próbuje. Smarkateri
          > a naprawdę jest inteligentna i ma superradar na to, co z kim mozna.

          Coś w tym jest... mój mąż ma siostrzenicę, wiecznie marudzącą i rozwytą. Ale wie, komu można wyć - bez łez oczywiście - mamie i babci. Siedzimy kiedyś przed domem, ja i dziecko. No i mała drze się, a mama krąży między domem a wrzaskunem, bo mała to chce, tamto chce, ale nie, jak mama przyniosła, to ona już nie chce, ona chce co innego, i znów ryk. Wystarczyło, że w drzwiach pokazał się ojciec - od razu było wiadomo, że szkoda gardła. I nie, szwagier ani nikt nie leje małej, po prostu jest anielsko cierpliwy i doskonale opanował sztukę ignorowania - przydaje się, bo dziewczynka ma 5 lat i nadal wszystko wymusza krzykiem wink
    • jamesonwhiskey Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 00:34
      > Ale też widzę, że mnie syn kocha najbardziej,


      i wyraza to lejac cie po pysku hehe

      polecam ballade o januszku odcinek z karcerem
    • grace.4 Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 03:50
      nie czuj sie winna, wiele z nas tak ma.
      to niby taki upust emocji po calym dniu w polaczeniu z radoscia. dorosly czlowiek nie potrafi sobie czasem poradzic z emocjami, a co dopiero dziecko.
      to tez taki dobry znak, dziecko czuje sie bezpiecznie w twojej obecnosci i to okazuje . a tesciowa sie nie przejmuj choc bardzo rozumiem, te przeterminowane coniektore poglady potrafia rozlozyc na lopatki i tym bardziej , ze sie nie sprawdzaja. posluchaj siebie, nic zlego nie robisz. dziecko zacznie rozumiec w koncu coraz wiecej.
    • bellatrix01 Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 07:32
      > Czy Wy też macie tak, że Wasze dziecko/dzieci przebywając z kimś zachowują się
      > nienagannie, a jak tylko mama pojawia się w drzwiach to dostają "małpiego" rozu
      > mu?

      Jakbym czytała o swojej córeczce wink
    • lacitadelle normalne zachowanie dziecka nie wobec matki 12.05.11, 07:41
      ale wobec kogoś, kto mu na to pozwala - dzieci bardzo szybko i skutecznie pod tym względem się orientują. U nas akurat bardzo podobnie jak Twój syn Tobą, dziecko manipuluje babciami. Rzadko się widują, więc proszę bardzo, z tym że są rzeczy, na które nawet przy babciach nie pozwalamy, np. bicie.
    • olik81 Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 07:44
      rozpuściłaś dziecko,robi z Tobą co chce,wychowanie bezstresowe?
      dobrze,ze chociaz tesciowa potrafie sprowadzic go na ziemie bo ty
      lanie po twarzy..ehhhh
      powodzenia zycze
    • nihiru Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 07:53
      sorry, ale nie kupuję teorii, że dziecko z mamą czuje się lepiej, więc na więcej sobie pozwala.
      Jakby się czul lepiej, to by nie plakal i nie wrzeszczal, tak jak to opisują dwie kobiety, którym nie mamy powodu nie wierzyć.
      dziecko placze i marudzi, bo wie że tym sposobem może u matki coś zyskać.

      sama nie mogę się podać za przyklad, ale mam znajomą, która swoje dziecko potrafi bardzo dobrze zdyscyplinować (i siostrzenicę przy okazji też), a oba dzieci przy babci dostają malpiego rozumu. I nie slyszalam żeby krzyczala na dzieci, a co dopiero mówić o biciu
      • kanga_roo Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 08:32
        moje dzieci okazują uczucia, w tym uczucia negatywne (złość, rozczarowanie) przy osobach, do których mają największe zaufanie, i które nie mówią "nie rycz" "nic się nie stało", tylko starają się zrozumieć problem. przy innych dzieci są spokojne i grzeczne, ale na zasadzie tamowania emocji, a nie wyciszenia. to ja już wolę widzieć (i słyszeć) nastroje mojego dziecka, choć czasem to męczące. ale, z drugiej strony, daje możliwość nauczenia właściwego wyrażania uczuć, mówienia o swoich potrzebach.
        sorry, ale dla mnie grzeczność (posłuszeństwo, potulność) dziecka nie są priorytetem. chcę, żeby moje dzieci były dobre i mądre, a nie grzeczne.
        • zdecydowana_brunetka Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 08:42
          Się nie zgadzam. W ten sposób możemy nauczyć dziecko prymitywnego wyrażania emocji i skłonić go do prób wymuszania natychmiastowego spełniania swoich potrzeb. Najczęściej niestety udanych. Nie pomoże mu to się zaadaptować w grupie - jak trafi na ludzi mniej tolerancyjnych wobec jego ekspresji, nie będzie rozumiało, dlaczego jego zachowania nie są rozumiane, a zachcianki spełniane od ręki. Przecież PŁACZĘ - noooo coo jeeest wink
          Zupełnie tu nie chodzi o wyhodowanie "grzecznego dziecka", tylko postawienie granic.
        • lacitadelle Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 09:10
          Bicie kogoś po twarzy to nie jest moim zdaniem akceptowalny sposób na wyrażanie emocji.

          Płacz owszem, sposobem na wyrażenie emocji jest, ale nie jest dla mnie sposobem wymuszania pożądanych zachowań u dorosłych. Jeżeli dziecko płacze, bo coś mu się stało, to też staram się zrozumieć problem, przytulam i pocieszam, ale jeżeli problemem jest to, że np. nie chce mu się sprzątać zabawek, to mówię, żeby się uspokoiło i posprzątało, bo... (tu następuje tłumaczenie adekwatne). Jakoś dziwnie szybko dziecko załapuje, że skoro takim płaczem "ze złości" czy "rozczarowania" nic nie wskóra, to nie ma sensu robić przedstawienia. Tym sposobem nasze dziecko np. w domu je wszystkie posiłki samodzielnie, bez wydziwiania, a u babć smutną minką załatwia sobie konkretne dania i jest zawsze karmione. Kiedyś moja mama nieźle się zdziwiła, jak ją namówiłam na zostawienie go samemu sobie przy stole.


          • kanga_roo Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 13:35
            ale kompletnie nie rozumiecie, o co chodzi, jak widzę.
            uwaga, będzie algorytm:

            dziecko (z jakiegoś powodu) się denerwuje, czy smuci
            i
            dziecko okazuje to tak, jak potrafi
            i
            dorosły reaguje na sygnał dziecka
            i
            dowiaduje się, o co chodzi
            i
            okazuje zrozumienie
            i
            informuje też, że najlepszą metodą porozumienie jest rozmowa, nie krzyk
            i
            dziecko jest zrozumiane oraz wie, że warto rozmawiać o problemach


            a teraz druga wersja:

            dziecko (z jakiegoś powodu) się denerwuje, czy smuci
            i
            dziecko okazuje to tak, jak potrafi
            i
            dorosły reaguje na sygnał dziecka
            i
            dorosły ignoruje lub karci dziecko za niewłaściwe zachowanie
            i
            dziecko wie, że jego sygnał denerwuje dorosłego
            i
            dziecko wie, że jego problem jest zignorowany
            i
            dziecko przestaje sygnalizować problemy


            według mnie krzyk, płacz, agresja - to są sygnały, że coś jest nie tak. warto nauczyć dziecko, jak inaczej zasygnalizować problem, zanim zaczniemy karcić w/w zachowania.
    • zdecydowana_brunetka Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 08:02
      U mnie jest dokładnie odwrotnie - synek terroryzuje dziadków, świetnie umie nad sobą zapanować z nami. Różnice w zachowaniu potrafią być kolosalne, powrót do normy po dłuższej wizycie u dziadków potrafi chwilkę potrwać. Kryterium zmiany zachowania - wyczucie słabości u dorosłego.
      Nie ma to nic wspólnego z przytulankami, minkami "tylko dla mamy" itepe. Zresztą część jest elementem show w przypadku inteligentnego egzemplarza wink.
      Szczerze mówiac nie wyobrażam sobie, zeby moje dziecko uderzyło mnie w twarz, czy zebym pozwalała mu na wymuszanie czegokolwiek przez wrzask czy fochy. W ten sposób działam też wbrew własnemu dziecku, nie tylko funduję sobie sajgon.
      Tępimy wszelkie przejawy agresji i histerii, do dziadków też już powoli, ale dociera, ze łagodność - tak, ale konsekwencja w przypadku dziecka z silnym charakterem jest konieczna. Nie - łamanie charakteru, ale jasne, egzekwowane zasady i ucinanie pewnych zachowań w zarodku.
      Reasumując - teściowa ma rację w tym przypadku.
    • malamelania Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 09:21
      forumowiczka.to.ja napisała:
      > uważam, ż
      > e tak zachowują się dzieci wobec matek.

      Kpisz czy o drogę pytasz?
      Pocieszaj się tak dalej , jesli chcesz. Razem z tymi forumowiczkami, które uważają, że wymuszanie wrzaskiem oraz lanie po twarzy to dowód miłości.
      Mężowie tez Wam tak okazują miłość i zaufanie? big_grin
      • forumowiczka.to.ja Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 09:41
        malamelania napisała:
        >
        > Kpisz czy o drogę pytasz?
        > Pocieszaj się tak dalej , jesli chcesz. Razem z tymi forumowiczkami, które uważ
        > ają, że wymuszanie wrzaskiem oraz lanie po twarzy to dowód miłości.
        > Mężowie tez Wam tak okazują miłość i zaufanie? big_grin

        Nie wyciągaj zdania z kontekstu. Wymuszanie wrzaskiem to etap w rozwoju, od nas dorosłych zależy jak dzieckiem pokierujemy. Ja nie pozwalam na krzyki, tlłumaczę, wyjaśniam, ale nieraz młody ma focha i sie denerwuje. Ty zawsze taka cierpliwa, spokojna, nie ochrzanisz męża bo masz PMS itp? A dziwić się 15 m-cznemu dziecku....
        • malamelania Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 11:24
          Ale cały post był o tym, że Twoje dziecko ma swoje PMSy wyłącznie przy Tobie wink)))
          Wychowanie małych dzieci niewiele różni się od układania zwierzęcia - w obu przypadkach nie należy pozwolić im objąć przywództwa w stadzie i nie nagradzać niepożądanych zachowań. big_grin To wszystko można osiągnąć bez wrzasków i bicia (zastrzegam, żeby ktoś mnie nie posadził o sadystyczne zapędy smile )
          A poza tym powinny mieć mnóstwo miłości, czułości i troski .
    • forumowiczka.to.ja Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 09:26
      Odpowiem zbiorczo. To nie jest tak, że on mnie klapnie w twarz a ja się uśmiecham. Łapię go wtedy za rękę, zdejmuję z kolan (czy odstawiam - w zależności od sytuacji) i mówię stanowczo "nie wolno bić!". To bicie nie jest teŻ zjawiskiem codziennym, raczej sporadycznym, ale jeszcze sie zdarza, chociaż rzadziej. Napisałam o tym celem zobrazowania róznic w zachowaniu synka, a nie jako problem, bo widzę, że on się "miarkuje", że nie wolno, więc czasami mu ręka poleci to mówię "tylko spróbuj!" i on się wycofuje. Odbieram to jako jakiś jego niekontrolowany objaw emocji, bo widzę, że on nie robi tego z premedytacją, czasami uderzy i zaraz w oczach błysk i się przytuli. I tak mu wtedy mówię, że "mama kocha i nie bije, tata też, to synek też nie bije" Nie jestem mama pozwalającą na wszystko, natomiast w kwestiach mało ważnych zdarza mi się ulec.
      Jak ktoś wyżej napisał, wolę widzieć jego emocje, nawet jak wychodzę na "nieradzącą sobie mamę". Wolę mu tłumaczyć, jak się wścieka, że nie może na coś tam wejść to mówię "jesteś za malutki a to jest jeszcze za wysokie, mama pomoże wejść" itp. Dużo mu objaśniam, a przy babci on po prostu "czeka". Tak to odbieram.
      I nie ujmuję teściowej mądrości, bo wiele czerpię z jej rad, natomiast ona jest czasami zbyt radykalna. Sama potrafię dać synkowi karę, potrafię go odesłać, żeby się uspokoił i nie widzę problemu z karami tego typu, tym bardziej że one raczej skutkują. Dla niej dziecko powinno bezwarunkowo słuchać dorosłych i nie sprawiać problemów. A wg mnie dziecko to żywa istota a nie tresowana małpka i musi sie nauczyć na własnym przykładzie, nie wszystko da się wytłumaczyć. Moja teściowa regularnie biła swoje dzieci, starszym wnuczkiem jak się opiekowała to córce swojej mówiła "jakbyś mu przylała jak był mały to by cię teraz słuchał". I chyba tamte zdania i świadomość jej metod powodują mój często irracjonalny bunt.
      • arava Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 10:14
        Ja miałam podobnie.. córkę mam z ogromnym temperamentem i też był taki czas mniej więcej na przełomie 2,5-3 lat, że zdarzało jej się w emocjach machnąć ręką, tak by mnie uderzyć, albo odpyskować jak dzieci w przedszkolu na coś co jej się nie spodobało "blee" i tez nie jestem zwolennikiem tresury dziecka. Tylko takie zachowania, które kiedyś też bym sama powiedziała, że są niedopuszczalne zaczęły się jej zdarzać i nie skutkowało wysłanie za karę do łóżka, czy zabranie ulubionej zabawki. U nas pomogła stanowczość nawet do przesady. Jeśli się ostrzegło 2 razy że za jakieś zachowanie będzie określona kara to później kara była i na początku trudno byłą ją wyegzekwować, bo dziecko się kładło na ziemię i wrzeszczało w niebogłosy że już nie będzie, albo mamusiu ja Cię przepraszam.. tylko że ja wiedziałam, że to był kolejny sposób jej na uniknięcie tego na co zasłużyła i jak było mi ciężko to mąż egzekwował to co jej się należało. Przy czym nie były to jakieś surowe kary, tylko zwykle pójście do łóżka na np 2 minuty, a jak bardzo narozrabiała to na 5 minut, nigdy dłużej, bo to małe dziecko, albo np nie czytanie bajki na dobranoc, jak cały dzień były walki o posłuszeństwo. Bardzo szybko była poprawa, tylko jeśli któreś z nas choć raz się ugięło to dziecko od razu próbowało więcej. Teraz od 3-4 miesięcy bicie w złości się w ogóle nie zdarza, jeszcze czasem odpyskuje, ale odpowiednio surowy ton sprawia, że od razu przeprasza, albo sama idzie do swojego pokoju się uspokoić, trochę problemu jeszcze sprawiam nam wyegzekwowanie czegoś co trzeba zrobić szybko, np ubierać się rano, ale powoli też widzę, że czynimy postępy smile
    • nowi-jka Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 10:02
      mysle ze to normalne ze dziecko jest inne w róznych sytuacjach,
      Mój Jas w przedszkolu zjada sam i pije z kubka. Od razu powiedziałam jak go zapisywałam ze moze nie zjesc przez kilka pierwszych dni nic ale zeby jadł sam. W domu jest karmiony i pije z niekapka.
      U babc wie ze moze wszystko. Babcia bedzie mu 80 raz podnosic cos co on rzuca.Kiedys jak mu nei chcaiałam podniesc to on powiedział "baba da" MIał racje babcia by zrobiła jak on chce ja nie. Ale babcia ma rozpieszczac a rodzic jeszcze do tego wychowywać takie jest moje zdanie.
      Słabosc do niego przejawia sie u mnie inaczej. Zrobi swoja smutna minke i ja nawet jak mu wtedy odmawiam to serce mi si ekroi.
    • kiniox Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 10:31
      Moim zdaniem mamy tendencje do zapominania, że dzieci są różne. To, co zadziała wyśmienicie na jedno dziecko, przy drugim zupełnie nie zda egzaminu. Owszem, są metody, które będę skuteczniejsze w większości przypadków, ale zawsze znajdziesz takie dzieci, na które te metody nie zadziałają. I kropka. Więc ja wierzę, że są dzieci, które przy matkach są bardziej niegrzeczne właśnie dlatego, że bardziej je kochają i czują się z nimi swobodniej. Chociaż akurat w naszym przypadku jest odwrotnie, niż w Twoim, tzn. syn jest grzeczniejszy ze mną, niż z innymi lub w grupie innych osób. Myślę, że to dlatego, że ja go najlepiej znam i wiem, jak rozładowywać trudne sytuacje, albo jak im zapobiegać zanim nastąpią. Wiem, co najlepiej na niego zadziała i jak najłatwiej przekazać mu informację, którą chcę mu przekazać. Owszem, synek jest też ze mną jakby "bardziej szczery" niż z innymi, ale to dlatego, że ja zawsze mu wszystko tłumaczę i niczym się nie oburzam, więc wie, że może wyrazić wszystkie swoje emocje. Natomiast sposób wyrażania jest zupełnie inny przy mnie, niż w towarzystwie. Np. jeśli jest zły, to ja go spokojnie biorę na stronę i pytam, co się stało, a ponieważ ma tylko dwa lata, to nie zawsze umie to opowiedzieć i ja mu wtedy podpowiadam, co się z nim dzieje i pytam, czy to o to chodzi. To go uspokaja błyskawicznie, nawet jeśli nie do końca rozumie, co mówię, bo widzi, że traktuję go poważnie, że ma prawo do złości i że obchodzą mnie jej powody. Tymczasem widzę, że np. dziadkowie stosują tradycyjne metody, typu nie wolno się złościć, bo to czy tamto i "jak ty się zachowujesz", "natychmiast przestań, "niedobry chłopiec" i jeszcze "bo dziadziowi będzie przykro". Syna to tylko dodatkowo nakręca, bo czuje się lekceważony, a jednocześnie nie wie, co się z nim dzieje. Natomiast co do dyscypliny, to przede wszystkim wysyłam mu jasne komunikaty, co mu wolno, a czego mu nie wolno. Widzę, że jeśli sama nie mam przekonania, jak powinnam zareagować w konkretnej sytuacji, to on to natychmiast czuje. Jeśli natomiast moja reakcja jest pewna i oczywista, to on natychmiast przyjmuje zasady, które mu przekazuję. Nie jestem też zwolenniczką awantur, a raczej "odwracania uwagi". Zgadzam się w wielu punktach z wypowiedzią pewnej niani powyżej, która pisze, że dziecko dość łatwo np. rozśmieszyć, zamiast robić z czegoś aferę.
      Jeszcze myślę, że mimo wszystko "grzeczność" czy "niegrzeczność" to pojęcia względne. To samo zachowanie przez jedną osobę jest odbierane jako nie do przyjęcia, a przez inną jako zupełnie normalne, czy wręcz pożądane. Po prostu każdy z czegoś innego robi problem. Mam koleżankę, która bardzo narzeka na swojego synka, gdy tymczasem ja uważam go za świetnego chłopczyka, a jego zachowania nie tyle za niegrzeczne, co za dość normalne dla tego wieku i jednocześnie łatwe do spacyfikowania. Ale on nie jest moim dzieckiem i ja rozumiem, że moja koleżanka ma inne wartości, innego rodzaju zachowanie uważa za właściwe i co innego jest dla niej priorytetem.
      I ostatnia moja myśl jest jeszcze taka, że nie należy do końca wierzyć w to, co mówią babcie, matki i sąsiadki. Trzeba wszystko podzielić przez dziesięć najlepiej. Ileż to razy usłyszysz coś w rodzaju "bo on przy mnie nigdy nie płacze", albo "bo on u mnie wszystko je", a jak to weryfikujesz, to się okazuje, że płacze, ale nigdy dłużej niż 10 minut, więc się właściwie nie liczy wink, albo wszystko je, bo mu daję wyłacznie to, co chce (np. batony czekoladowe). Więc trochę dystansu do tych opowieści też się przyda. Powodzenia.
      • kura17 Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 14:39
        > "bo on u mnie wszystko je"...

        > ... wszystko je, bo mu daję wyłacznie to, co chce (np. batony czekoladowe).

        albo bo puszcza sie jednoczesnie telewizje, karmi i opowiada bajke big_grin
        a do rodzicow sie mowi, ze "musza troche popracowac nad jedzeniem dzieci" (a dzieci maja 3.5 i 6 laty) LOL smile
        • forumowiczka.to.ja Re: "Słabość" mamy wobec dziecka 12.05.11, 14:42
          kura17 napisała:

          > > "bo on u mnie wszystko je"...
          >
          > > ... wszystko je, bo mu daję wyłacznie to, co chce (np. batony czekoladowe
          > ).
          >
          > albo bo puszcza sie jednoczesnie telewizje, karmi i opowiada bajke big_grin
          > a do rodzicow sie mowi, ze "musza troche popracowac nad jedzeniem dzieci" (a dz
          > ieci maja 3.5 i 6 laty) LOL smile
          >
          Coś w tym jest, ja też nieraz złapałam teściową na takim pokolorowaniu prawdy. Tylko wyciągać to "na wierzch", czy przymróżyć oko i dać spokój?
Pełna wersja