forumowiczka.to.ja
11.05.11, 22:39
Czy Wy też macie tak, że Wasze dziecko/dzieci przebywając z kimś zachowują się nienagannie, a jak tylko mama pojawia się w drzwiach to dostają "małpiego" rozumu? Czy uważacie to za naturalny objaw, czy za brak wychowania / szacunku wobec Was?
U mnie wygląda to tak, że najczęściej teściowa (no dobra, wiem wiem

) wygłasza pogląd, że mój syn wyczuł u mnie słabość i to wykorzystuje, bo ona problemów z nim nie ma (opiekuje się nim jak ja jestem w pracy). I tak, jej zasypia po odłożeniu do łóżeczka sam, ja mogę o tym pomarzyć - usypiam go osobiście leżąc z nim w łóżku, na mnie wymusza różne rzeczy (nie zawsze ze skutkiem, ale próbuje), u niej jest aniołem; mnie potrafi uderzyć w twarz w różnych okolicznościach, często podczas zabawy albo jak jest zły, jej nie śmie, nie ma nawet takich zapędów, itp. Ale też widzę, że mnie syn kocha najbardziej, najbardziej to okazuje, pomimo bycia z babcią w ciągu dnia to do mnie przychodzi jak się przewróci, jak chce się potulić, to mnie całuje, głaszcze po głowie, ma takie swoje zachowania "tylko dla mamy", których nie oddaje nikomu tylko mnie.
Wczoraj poszłam do koleżanki - sąsiadki teściowej, i ona mówi do mnie, że ona wie kiedy ja przychodzę, bo jego od razu słychać (wymusza, krzyczy, czasami płacze). Dało mi to do myśłenia.
I właśnie, ja wkurzam się strasznie jak teściowa mówi o tej słabości, uważam, że tak zachowują się dzieci wobec matek. Próbuję to teściowej przedstawić w ten sposób ale ona jakby tego nie przyjmowała, czasami mam wrażenie, że ona byłaby zadowolona gdybym np przylała synkowi, to widziałaby, że go wychowuję, a tak uważa, że jestem za miękka. Z tym uderzeniem to jej niedoczekanie, generalnie synek jest grzeczny, również i wobec mnie, usłuchany, ale ma swoje humory. Gdyby nie teściowa przy której jest taki ułożony, to nie miałabym żadnych zastrzeżeń do jego zachowania, a tak....sama nie wiem.