micha11
16.05.11, 14:04
Wielokrotnie spotykam się na różnych forach, w wątkach o wystroju wnętrz, ze zdziwieniem i pogardliwymi wypowiedziami komentujących jeśli w mieszkaniu nie ma na widoku książek. Trendy jest mówienie że u mnie to jest wielka uginająca się biblioteka z mnóstwem książek, opowiadanie o problemach z pomieszczeniem nowych nabytków i pogarda wobec tych ,którzy książek nie mają na widoku. Czy wam się ludzie wydaje,że jeśli ktoś nie ma wyeksponowanej biblioteczki to znaczy,że jest niemalże analfabetą? Czy nie dopuszczacie możliwości,że ktoś nie lubi kurzołapów i swoje pokaźne biblioteczne zbiory trzyma pochowne w szafach? Czy nie wiecie ,że wiele osób nie kupuje książek, za to są stałymi i częstymi klientami bibliotek ? Skąd się wziął ten lans i przymus trzymania książek na widoku jeśli nie chce się uchodzić za analfabetę dla którego jedyną formą kultury jest "Moda na sukces" w tv?. Na marginesie-znam pewnego starszego pana, który hurtem zakupił całą biblioteczkę ładnie wydanych książek z różnych dziedzin.Ustawił je za szkłem i nigdy żadnej nie przeczytał, nie wiedział nawet co ma w swoim zbiorze. Chodziło mu tylko o to aby ładnie wyglądały na półkach i świadczyły o jego kulturze.