do szczęśliwych Matek

10.05.04, 16:28
Nie wiem czy to forum będzie najlepszym miejscem aby pisać o moich lękach,
dlatego też dziewczyny w ciąży (ha – czyli większość) proszę aby nie czytały
dalej, bo nie chce Was dodatkowo stresować.

Podobnie jak większość z Was, ja również marzyłam o tym by pierwsze dziecko
mieć przed 30. A właściwie dwójke dzieci. I prawie by się to udało. Prawie.
Wyszłam za mąż, skończyłam studia, znalazłam pracę i kupiliśmy mieszkanie. Od
razu większe mieszkanie z 2 dodatkowymi pokojami. Dla dzieci. Miałam 27 lat i
uznałam że to jest ten właściwy moment na dziecko. Nawet zaczęłam szukać
dobrego lekarza.

I wtedy zaczęło się piekło.
Sprawy potoczyły się bardzo szybko. Straciłam pracę, przeszłam przez
traumatyczne zdarzenia - w skali porównawczej to jak śmierć bliskiej osoby
plus ostracyzm i zaszczucie przez otoczenie. Szukałam pomocy u psychologa,
ale było tylko jeszcze gorzej. Trafiłam chyba na jakiegoś idiotę, bo w ciągu
jednej wizyty nawet 4 razy się mnie pytał „czy jestem pewna, że to co
widziałam to faktycznie widziałam”.
Ale to nie wszystko. Panicznie zaczęłam się bać że ktoś mnie skrzywdzi. Na
samą myśl o dentyście czułam ból borowania. Pobranie krwi stało się dla mnie
heroicznym wysiłkiem (!!!). Badanie ginekologiczne mnie boli. I to nie wina
niedelikatności lekarki, bo akurat do tej chodzę od lat. Zresztą przed
tamtymi traumatycznymi wydarzeniami u żadnego ginekologa nie miałam problemu.
A dziś idą mi łzy z bólu przy wkładaniu wziernika.
Próbuję. Na prawdę próbuje sobie pomóc. Staram się myśleć o przyjemnych
rzeczach. Postęp już widać: pobieranie krwi już nie jest dla mnie heroicznym
wysiłkiem.

No i sedno. Taka sytuacja trwa juz kilka lat. Dalej jestem bezrobotna ale
pomyślałam że może by to wykorzystać na urodzenie dziecka. No i zaczęły
powracać do mnie wszystkie koszmary i lęki. Znowu będą mnie krzywdzić! crying W
swoim otoczeniu nie znam ANI JEDNEJ kobiety, dla której poród nie kojarzyłby
się z koszmarem. Moja mam rodziła mnie z komplikacjami. Z reszta kilka razy
nawet wspominała że chciała mieć więcej dzieci ale przeze mnie jej się
odechciało. W ogóle opowiadała mi jak to strasznie jest dla „starej
pierwiastki” a im później to większy koszmar. Dla własnego zdrowia
psychicznego nie chcę z nią więcej o porodach rozmawiać.
Znajoma – sąsiadka rodziła dziecko 10 lat temu. Przeszła przez takie piekło
że dziecko jej tego nie wynagrodziło. Jak sama mówi „nie potrafi kochać
własnego dziecka”. Z reszta widzę jak je oschle traktuje. Córka znajomej
mojej mamy w zeszłym roku zmarła w trakcie porodu. Rodziła ponad 50
godzin!!!! i nie doczekała się cesarki. Jej matka szalała z bólu na widok tak
cierpiącego dziecka, ale pseudo-lekarzy to nie obchodziło, bo miała rodzić
naturalnie. teraz jej matka bezskutecznie walczy o ukaranie winnych. Dwie
klatki obok mieszka dziewczyna, która tez rodziła w zeszłym roku – jest
psychiczna od porodu. Boję się na nią patrzeć. Z reszta ona teraz nikogo już
nie poznaje i wszystkich się boi.
Moje 2 bliskie koleżanki są bezdzietne.
Któraś z Was w podobnym wątku pisała, by popytać się szczęśliwe matki. Ale ja
takiej nie znam crying. Dlatego piszę tu.

Rozmowy z lekarzami nic nie pomagają. Utwierdzają mnie tylko w przekonaniu że
nie mam nic do gadki. Jedna lekarka w trakcie rozmowy (prywatna wizyta) na
dyskusję o pozycjach w trakcie porodu, ostatecznie stwierdza, że „oni – czyli
lekarze – muszą myśleć o własnej wygodzie”. Dlatego ja będę rodzić tak jak
oni chcą. Aha – nacinać mnie będą, bo w ten sposób mnie chronią i dlatego mam
być im za to wdzięczna. Drugi lekarz (mężczyzna – też prywatnie) stwierdza,
że mam niewłaściwe podejście do życia, bo prawdziwa matka dla dziecka powinna
przejść przez każde cierpienie. Trzecia lekarka np. o pozycjach przyznała mi
rację i ....życzyła powodzenia w znalezieniu szpitala.
Przecież to koszmar!!!!! Dokąd ja mam pójść??? Przecież nawet jak znajdę
ludzkiego lekarza, to jest tylko jeden szpital z tamtymi wcześniejszymi
lekarzami. A statystyki tego szpitala: 98%pierwiastek jest nacinanych.
Znieczulenie zzo – uwaga – 1% (słownie: jeden). Wanna na sali porodów
rodzinnych jest tylko do zdjęcia, bo zgodę na jej użycie wydaje ordynator, a
wydawać zgody nie chce.
A potem czytam tu na forum o decyzji krajowego konsultanta, że położenie
pośladkowe nie nadaje się do cc i o setkach innych „dobrodziejstw” typu masaż
szyjki, oksytocyna zamiast chodzenia itd.
Okres u mnie trwa czasem nawet 10 dni! I jak mam rodzić równie długo, to
sobie przypominam tą biedaczkę co zmarła po 50 godz. męczarń i wtedy dla
siebie chcę reaktywacji hitlerowskiej komory gazowej w Oświęcimiu. Będzie
humanitarniej.

Z tego wszystkiego, nawet seksu nie mam. Zresztą zarówno mąż jak i ja zawsze
mieliśmy baaaardzo małe potrzeby.
Kilka z Was pisało że trzeba czekać aż przyjdzie taki moment, że się będzie
bardzo chciało mieć dziecko. A ja takiego momentu nigdy nie przeżyłam. O
dziecku myślę tylko dlatego że wiem że jestem coraz starsza (mam dziś prawie
33 lata) i później może być za późno, bo jednak kiedyś chciałabym mieć
dziecko. Ale w tej chwili wpadam w panikę na samą myśl o ciąży i porodzie. A
jak połączę do tego strach że dziecko może być chore, bo jestem już
stara......
Cieszę się tylko, że Wam się udaje. Że wracacie tu na forum jako szczęśliwe
matki i właśnie do Was to piszę, bo wiem że Was już nie przestraszę moimi
lękami, bo ciążę, szczęśliwy poród i zdrowe dziecko macie już za sobą.
    • ania.k26 Re: do szczęśliwych Matek 10.05.04, 16:55
      Jezu!
      Wcale mnie nie przestraszyłaś a jestem w ciąży. Tylko strasznie mi ciebie żal,
      jak czytałam twojego posta to aż płakac mi się chciało, strasznie ci współczuję.
      Nie wiem, może ty jednak nie chcesz mnie dziecka? Przeciez masz do tego prawo,
      nie wszystkie kobiety muszą być matkami, to nie jest żaden przymus. A nie
      będziesz mniej wartościową kobietą przez to ,że nie będziesz miała dziecka.
      Myśle też niesty, że ten ból przybadaniach i lęk przed samym bólem i porodem,
      ma u ciebie podłoże psychiczne i chyba najpierw to powinnaś wyleczyć, a dopiero
      potem mysleć o dziecku. Bo tera jeśli zaszłabyś w ciązę to mogłoby się
      okazać,że nie potrafisz pokochac swojego dziecka a to byłoby dla niego tragrdią
      na całe życie.
      A jeśli chodzi o poród to ja sama mam zarówno kolezankę, która rodziła 24
      godziny, ale też taką, która rodziła 3 godziny(obydwie pierworódki) więc te
      opowieści o 50 godzinnych porodach nie koniecznie muszą być przesadzone ale
      obawiam się, że ty masz zwyczajnie pecha bo tylko takie słyszysz.
      Kurcze ja się nie boje wcale (jest jeszcze znieczulenie), przeciez są
      tezlekarze i szpitale, którzy nie pastwią się nad pacjentką, ja w to wierzę. I
      ty tez może spróbuj bo przeciez nie można mysleć wyłącznie o bólu, najgorszych
      scenariuszach i chorych dzieciach.
      Pozdrowienia i trzymaj się
      ania i 17 tygodniowy Dzidziul
      • mamulka13 Re: do szczęśliwych Matek 10.05.04, 22:12
        O Matko........ Jeżeli chodzi o mnie to wcale mój zegar biologiczny nie
        zatykał. Moje pierwsze dziecko zostało spłodzone z wielkiej namiętności i
        miłości do mojego lubego, po pierwszym niemal miesiacu znajomości. Potocznie
        nazywa sie to wpadką. Nie wiedziałam jak on zareaguje, nie wiedziałam, czego ja
        chcę. On zareagował ekstra, a ja przestałam myśleć o czymkolwiek innym niż ten
        dzieciak. A potem coś się stało i w 3 miesiącu ciąży na USG zobaczyłam puste
        jajo płodowe. Od tamtej chwili byłam opętana myślą o dziecku. Też nie byłam
        najmłodsza, gdy w końcu urodziłam moją córcię (32 lata - ja, nie córcia).
        Zwariowałam na jej punkcie, punkcie dzieci w ogóle. Chciałabym teraz mieć ich
        mnóstwo. Pomyśleć że kiedyś uważałam, że dzieci to pomyłka. Chyba właśnie mój
        wiek sprawił, że dziecko nigdy w niczym mi nie przeszkadza. Moje zmęczone
        życiem i dziećmi równolatki, ze swoimi dziećmi-uczniami cały czas mi grożą że
        kiedyś będę miała dosyć tego, że ciągle jest ze mną. No jak na razie nie mam.
        A co do bólu i innych horrorów. NO tak barwnie, jak moja mama to chyba nikt o
        tym nie opowiadał. Odechciewa się wszystkiego. Człowiek boi się nawet spojrzeć
        na scenę erotyczną w tv, żeby przypadkiem nie zajść.
        Boleć boli, jedne mniej, drugie więcej. Jest oczywiście zzo (są szpitale o
        ktorych wiadomo, że na pewno robią, więc możesz sobie to zagwarantować, teraz
        wszystko jest kwestią pieniędzy - to nie miało być gorzkie, jakby co). Gdyby
        jednak był to ból nie do zniesienia, gdyby nie dało się o nim zapomnieć, to
        przecież kobiety nie decydowałyby się przechodzić przez to po raz drugi czy
        trzeci.
        Ale najważniejsze: dziecko musi być z miłości, do świata, do dziecka, do ojca
        dziecka. Dziecko to nie panaceum na poprawienie własnego samopoczucia. Nie rób
        mu tego. Najpierw sie pozbieraj (wiem, że próbujesz i wiem, że to trudne), a o
        dziecku pomyśl, gdy będziesz w stanie myśleć o tym, co Ty chcesz mu dać, a nie
        czego od niego oczekujesz. Inaczej może Cię rozczarować tak jak ja
        rozczarowałam moją mamę. Wybacz szczerość, ale dzieciak to nie jest synonim
        Prozacu, podejdź do niego z szacunkiem, jak do małej istotki, która będzie
        potrzebować TWojej siły, pewności siebie, bo musi Ci ufać.
        Trzymać za Ciebie kciuki bo jesteś w niezłym dołku. Gdybym mogła pomóc.......
        • lillika Re: do szczęśliwych Matek 14.05.04, 13:31
          Dziękuje, że przeczytałyście i odpisałyście. Dużo myślałam nad Waszymi słowami.
          Trochę pomógł też wątek „lęki po mojej mamie”.

          Ania.k26 pisze, że może nie chcę dziecka. Przyznam się, że nigdy wcześniej nie
          myślałam w takich kategoriach. Faktem jednak jest że otoczenie, w ogóle
          społeczeństwo wywiera presję na to aby te dzieci mieć. Wiec może Aniu.k26 masz
          rację. Choć z drugiej strony gdybym rzeczywiście nie chciała, to takie obawy
          wyszłyby wcześniej przed tamtymi wydarzeniami.

          Mamulka13 pisze „dziecko musi być z miłości (...) Dziecko to nie panaceum na
          poprawienie własnego samopoczucia”. Masz rację. Ale to nie zupełnie tak.
          Faktycznie w moim poscie brakło o tym:
          A ja po prostu boję się też, że nie będę potrafiła pokochać własnego dziecka.
          Przecież to znam z autopsji – sąsiadka! I chyba .... moja mama. Tez to trochę
          znam – pozwól że zacytuję Ciebie – „Płacz dziewczyno, (...) skrzywdzonej, nie
          przytulonej córeczki, dziewczynki, której matka nie mówiła "moja najukochańsza
          królewno".”.... sad.
          Przecież w obu przypadkach słyszałam że nie chciały mieć więcej dzieci właśnie
          po tym co przeszły. Choć trudno mi powiedzieć, kto je bardziej skrzywdził.
          Natura czy sadystyczni pseudo-lekarze. Próbuje sobie nawet tłumaczyć, że moja
          mama nie jest winna, tylko jakiś sadysta ją strasznie skrzywdził i wtedy
          zaczynam się bać, że ja też z moim „szczęściem” trafię na takiego sadystę i nie
          będę potrafiła pokochać własnego dziecka. Że będę żałować że w ogóle chciałam
          zajść w ciążę. A to się po części wiąże z traumatycznymi wydarzeniami. M.in.
          ktoś mnie krzywdził bo taki miał kaprys. Ja nie potrafiłam i nie mogłam się
          bronić, bo ten ktoś miał nade mną miażdżącą przewagę. Pamiętam tą przerażającą
          bezsilność. Nie mógł mi pomóc nawet mój mąż, choć się bardzo starał. I choć
          teoretycznie mogłabym zaskarżyć do sądu tamtego „ktoś’a” to jednak z braku
          dowodów jestem przegrana.
          Dlatego chyba boję się że to się znowu powtórzy. Że jakiś sadysta będzie mnie
          zmuszał do 50 godzin nieludzkich cierpień, że będę znowu przerażająco bezsilna
          i zdana wyłącznie na jego „widzimisię”. Pamiętam swoje reakcje po tamtych
          traumatycznych wydarzeniach i dlatego boję się, że winą za całe cierpienia
          nieświadomie obarczę Bogu ducha winne dziecko. Że potem będę mu mówić (podobnie
          jak moja matka mnie), że chciałam mieć więcej dzieci ale po nim mi się
          odechciało. Że będę „toksyczną matką”.

          Przypuszczam, że jednak chciałabym mieć dziecko, jednak paraliżujący strach
          (który jednak nie wziął się z powietrza a z realnych wydarzeń) jest tak silny
          że skutecznie tłumi tą chęć. A by „chcieć”, musiałabym się chyba czuć
          bezpiecznie czyli ufać (tu) lekarzowi. A nie ufam im!!! bo sami
          dzielnie „pracują” na brak zaufania: w gabinecie gdy siedzi się potulnie, to są
          bardzo mili, gdy zaczyna się mieć własne zdanie, to czar pryska – czasem nawet
          nie słuchają mnie. Doprawdy nie wiem, gdzie Wy znajdujecie te dobre położne czy
          lekarzy.
          I co z tego, że na stronie „rodzić po ludzku” piszą co wolno, a co nie, skoro w
          praktyce prawie nie można tego wyegzekwować.
          Choć wiem, że z chamstwem można się spotkać w sklepie jak i urzędzie, to jednak
          kontakt z chamską kasjerką czy urzędnikiem nie okalecza tak trwale psychiki czy
          ciała jak kontakt z chamskim personelem medycznym podczas porodu.

          Doprawdy nie wiem, czy kiedykolwiek będę sobie w stanie pomóc i czy w ogóle
          jestem w stanie sobie pomóc.
          Dziękuję Wam że mogę z Wami pogadać smile
          • azia2004 Re: do szczęśliwych Matek 14.05.04, 14:00
            Lilika, wydaje mi sie, ze bycie szczesliwym w zyciu, wyrobienie w sobie tego
            stanu to jest cos nad czym trzeba pracowac. Tak jak nad postrzeganiem rzeczy
            pozytywnych. Pewnie majac troche jednak toksyczna Matke (nie gniewaj sie),
            podswiadomie zaszczepiasz w sobie leki.
            Nie wiem, czy problem dziecka jest tu najwazniejszy. Zanim nie osiagniesz
            rownowagi, nie pozbedziesz sie lekow zapomnij o dziecku. Ja sie nie czuje na
            silach, zeby dawac Ci zlote rady, bo gdy ma sie takie mysli, trzeba pojsc do
            psychologa. Zainwestowac sily w poszukanie dobrego specjalisty. Zycze
            powodzenia i spokoju ducha i haromonii! Pozdrowienia
            Asia
          • praxi Re: do szczęśliwych Matek 16.05.04, 15:23
            Wydaje mi się, że masz baaardzo, baaardzo poważne problemy psychiczne i
            osobowościowe.
            To co piszesz, wygląda na stan bardzo poważnej depresji.
            Myślę, że mimo wcześniejszych przykrych doświadczeń z psychologiem konieczna
            jest w twoim przypadku szybka pomoc psychiatryczna.
            Nie wiem, czy sięgnęłaś już dna, czy pomęczysz się jeszcze trochę...
            Bo z chodzeniem do psychologa lub psychiatry często jest tak, że ludzie muszą
            osiągnąć "swoje, absolutne dno". Dopiero wtedy zaczynają się powoli z niego
            odbijać.
            Z tego co piszesz, to uważam, że żadne forum nie jest ci w stanie pomóc. My po
            prostu nie damy rady!!!!!!!!
            Bardzo mnie przeraził twój post i proszę cię wybierz się do specjalisty od
            duszy...
            Trzymam kciuki za ciebie.
            • lillika Re: do szczęśliwych Matek 19.05.04, 22:50
              praxi napisała:

              > Wydaje mi się, że masz baaardzo, baaardzo poważne problemy psychiczne i
              > osobowościowe.
              Litości!!!!!!!! To brzmi tak jakbym była chora psychicznie!

              > To co piszesz, wygląda na stan bardzo poważnej depresji.
              > Myślę, że mimo wcześniejszych przykrych doświadczeń z psychologiem konieczna
              > jest w twoim przypadku szybka pomoc psychiatryczna.
              > Nie wiem, czy sięgnęłaś już dna, czy pomęczysz się jeszcze trochę...
              > Bo z chodzeniem do psychologa lub psychiatry często jest tak, że ludzie muszą
              > osiągnąć "swoje, absolutne dno". Dopiero wtedy zaczynają się powoli z niego
              > odbijać.
              swoje dno miałam wtedy, gdy poszłam do psychologa sad
              Dziś jest już wspaniale w porównaniu z tamtym stanem. Sam fakt, że nie zamykam
              się w przysłowiowych czterech ścianach tylko piszę tutaj na forum jest już
              duuużym plusem.

              > Z tego co piszesz, to uważam, że żadne forum nie jest ci w stanie pomóc. My
              po
              > prostu nie damy rady!!!!!!!!
              > Bardzo mnie przeraził twój post i proszę cię wybierz się do specjalisty od
              > duszy...
              > Trzymam kciuki za ciebie.
              Wbrew pozorom forum jednak bardzo pomaga. Oczywiście nie oczekuje cudu czy
              też „złotej porady”. Wystarczy przecież że jest ktoś życzliwy, z kim można
              pogadać.
              dziekuję
    • isma Re: do szczęśliwych Matek 14.05.04, 14:31
      Liliko,
      to sie tak naprawde nadaje do rozmowy na priv.
      Powiem zatem w skrocie, przepraszam, ze sucho:

      Sprobuj po prostu byc szczesliwa. Tak, jak Tobie to jest pisane, nie tak, jak
      zazwyczaj tzw. ludzie sa szczesliwi. Nie musisz byc matka. Ale jesli masz nia
      byc, to powinnas najpierw byc szczesliwa. Dziecko na to zasluguje.

      Leki zwiazane ze sluzba zdrowia znam. Mam skaze krwotoczna, glupia ekstrakcje
      zeba musze przechodzic na klinice, ze wspomaganiem w postaci lekow podnoszacych
      krzepliwosc. Bylam pacjentem nowotworowym. Napatrzylam sie, nie powiem. A
      jednak zyje, urodzilam ze wsparciem meza corke...

      Pozdrawiam, nie zapominaj o nas.
    • nesla Re: do szczęśliwych Matek 14.05.04, 14:51
      lilka, wspolczuje szczerze, mam nadzieje, ze zaopiekuje sie toba jakis
      doswiadczony psycholog i zajmie sie twoimi problemami. A od siebie dodam ci
      tylko jedno, bo lubie konkretnie, zastanow sie sama ile zyje ludzi na swiecie
      (albo chociaz w Polsce) i zastanow sie jaki ulamek promila z nich znasz i czy
      ta proba jest reprezentatywna do wyciagania jakichkolwiek wnioskow. Potem
      sprawdz jaki jest przyrost naturalny w roznych krajach (porownaj te slabo
      rozwiniete pod wzgledem medycznym), albo chociaz ile dzieci sie rocznie rodzi,
      jaki jest procent umieralnosci noworodkow w Europie, poczytaj statystyki o tym
      ile dzieci rodzi sie z wadami i jakie masz szanse na komplikacje znajac
      przypadki w swojej rodzinie. Na koniec zaaplikuj sobie serie dekumentalna o
      porodach, w niektorych krajach (nie wiem jak w PL?) takie seriale sa bardzo
      popularne i zobacz jak wyglada porod i jak zachowuja sie inne kobiety przed
      nim, w trakcie i ich reakcje po urodzeniu. naprawde polecam.
      Mam nadzieje, ze sie wygrzebiesz z tego balaganu, bo szkoda kolejnych lat na
      umartwianie sie..

      Pozdrawiam
      Nesla
      • ivvonia Re: do szczęśliwych Matek 16.05.04, 14:10
        Wspólczuję Ci. Mimo, że masz 33 lata nadal nie możesz się zdecydować na
        dziecko. Powinnaś udać sie do jakiegoś dobrego psychologa, bądź psychiatry, bo
        sama z tym problemem nie poradzisz. A przecież chceszmieć dziecko. Nie myśl
        ciągle negatywnie, ciesz się , że są tu na forum szczęśliwe mamusie które
        przeszły ciążę bez większych problemów i myśl o nich, a nie o tych które miały
        kąłopoty. Takie myślenie nic Ci nie da. Spróbuj popatrzeć na świat pozytywnie.
        POZDRAWIAM
    • szpiczak Re: do szczęśliwych Matek 17.05.04, 11:14
      bozeeeee!!!!!!!
      bardzo serdecznie ci wspolczuje ze wydarzylo ci sie w zyciu cos przykrego.ale
      wydaje mi sie ze tylko dziecko moze ci pomoc w takiej sytuacji.sama nie zdawalam
      sobie sprawy ze taki maly czlowiek przynosi tyle szczescia i radosci.kobiety
      ktore nie maja dzieci nawet nie zdaja sobie sprawy jak bardzo sa nieszczesliwe!!!
      nie mowie ze porod nie boli..ale nie jest to najwiekszy koszmar w
      zyciu.proponuje takze nie sluchac jakies idiotek ktore mowia ze przez porod nie
      potrafia kochac swojego dziecka- to swiadczy ze ta kobieta jest nienormalna,bo
      co to za matka co nie kocha swojego dziecka????masz akurat pecha ze dookola
      ciebie nie ma na tyle przyjaznych osob ze tylko cie strasza nie wiem przed
      czym???miliony kobiet rodzi dzieci na calym swiecie i jest to jak najbardziej
      naturalne i niektore przezywaja to kilka razy i nie sa psychiczne itp..ja balam
      sie strasznie ze az mnie sciskalo w zaladku teraz smieje sie z tego.i mialam
      rowniez nacinane krocze bez zadnego znieczulenia bo jest po prosu nie potzrebne
      bo to nic a nic nie boli nie czuc zupelnie i nie wiadomo w ktorym momencie to
      sie dzieje.mam pytanie a co na to wszystko twoj maz???jak chcialbys pogadac
      napisz moze ci bedzie razniej.mama 4 miesiecznego maciusia smile))).trzymaj sie
      szpiczak@gazeta.pl
    • lillika Re: do szczęśliwych Matek 19.05.04, 22:47
      Dziękuję za Waszą życzliwość i Wasze rady. smile
      Generalnie nie sądziłam, że z moich wypowiedzi bije aż taka czarna rozpacz.
      Trochę mnie przeraziłyście.

      Większość z Was pisze o psychologu. Może mimo wszystko kilka zdań wyjaśnień:
      Przeszłam przez koszmar. Ciąg wydarzeń który nie dość że następował szybko
      jeden po drugim, to jeszcze w sumie ciągnął się miesiącami (albo i dłużej).
      Koszmar który odbiera radość życia, godność, nadzieję, wiarę w siebie, chęć
      życia. Koszmar który rujnuje wszystkie dziedziny życia, stąd problemy przy
      pobieraniu krwi, strach przy kupowaniu (tzn. „czy ekspedientka się na mnie
      obrazi, gdy nie kupię u niej marchwi i kartofli?” !!!), brak seksu, paniczny
      strach przed rozmowa kwalifikacyjną (szukałam pracy), problemy zdrowotne (np.
      problemy z sercem). Po takim koszmarze prędzej myśli się o śmierci niż o
      dziecku.
      Pomoc znalazłam w fundacjach, które zajmują tym koszmarem. To od nich
      dowiedziałam się że jest to nowe zjawisko (w Polsce), stąd tak mało psychologów
      jest przygotowanych do pomocy ludziom, którzy przez ten koszmar przeszli i
      często niedowierzają w opowieści swoich pacjentów. Z resztą podobnie było u
      mnie: psycholog który chciał mi pomóc poprzez ...podważanie moich przeżyć. No
      cóż, jak widać brak chęci do podnoszenia swoich kwalifikacji nie dotyczy tylko
      lekarzy-ginekologów i położnych.

      Znalazłam też takie porównanie lęków u osób, które przeszły taki koszmar jak ja:
      „Schorzenie, opisywane przez psychiatrów jako potraumatyczne stany lękowe
      (PTSD -posttraumatic stress disorder) występujące u takich osób porównywane
      jest przez specjalistów do stanu, jaki opisywano u osób, które przeszły
      doświadczenie obozu koncentracyjnego.”

      Na ulicy nie chodzę ze spuszczoną głową i nie wyglądam na „chodzące
      nieszczęście”, a przynajmniej staram się nie wyglądać. Sam fakt że zaczęłam
      myśleć o dziecku to dowód optymizmu. Jednak wszystkie lęki będą powracać, gdy w
      perspektywie będę miała powtórkę z koszmaru, przez który przeszłam i to bez
      względu czy od traumatycznych wydarzeń minął rok czy 10 lat. A nikt mi nie
      wmówi, że na polskich porodówkach nie występują znęcania się psychiczne i
      fizyczne.

      Nie domagam się w rzeczywistym (nie wirtualnym) świecie jakiegoś nadzwyczajnego
      traktowania od innych. Nawiasem mówiąc, to prawie nikomu nie mówię o własnych
      przejściach. Jedyne czego oczekuję, to akurat w tym temacie (ciąża + poród)
      odrobinę wrażliwości. Tymczasem z forum, opowiadań, a także osobistych
      kontaktów wiem że prędzej spotkam się z arogancją i despotyzmem personelu
      medycznego niż ze zwykłym ludzkim odruchem. Dlatego dla mnie to tak, jakbym
      świadomie miała ponownie przejść przez obóz koncentracyjny – czyli
      niewykonalne.
      Prawdopodobnie, gdybym spotkała normalnego lekarza, który zechciałby zauważyć,
      że psychicznie potrzebuje ciut więcej wsparcia niż inne statystyczne pacjentki,
      gdybym wiedziała, że w szpitalu z mojego otoczenia mogę np. liczyć na życzliwy
      personel, dostać zzo lub szybką decyzję o cc (gdy będę potrzebować) czy np.
      wybrać pozycję czyli że nie zamienią mi mojego najważniejszego dnia w życiu na
      kolejny koszmar, to nigdy ten wątek by się tu nie pojawił.
      Kurcze nie wiem, a może to ja za dużo wymagam...

      Wydaje mi się, że obawy i lęki (przed porodem, szpitalem itd.) mam podobne jak
      większość kobiet, jednak u mnie, z racji moich przykrych wcześniejszych
      doświadczeń (że już nie wspomnę o mamie i znajomych), strach jest znacznie
      silniejszy. A tu jeszcze czytam w jakimś wątku, że drobna dziewczyna rodziła
      naturalnie bardzo duże dziecko i teraz jest od pasa w dół w gipsie. I jak tu
      się nie bać, tym bardziej, że też do masywnych nie należę... crying

      Szpiczak pisze że „co to za matka co nie kocha swojego dziecka????” Kiedyś też
      tak myślałam. Dziś już nie odważyłabym się tak powiedzieć. Gdy pierwszy raz
      zaczęłam starać się o dziecko (jakieś 6 lat temu) byłam zupełnie innym
      człowiekiem i na tyle silna, że opowieści mamy potrafiłam odsunąć na bok. Dziś
      wiem, że każdego można złamać psychicznie, nawet fizycznym znęcaniem się. I
      stąd mój strach, bo wiem co to znaczy i wiem, jakie spustoszenie może zrobić.

      Kilka z Was pisze o szczęściu i optymizmie. Macie rację smile)) Właśnie dlatego
      wątek kieruje do Was, czyli do szczęśliwych Matek a nie do smutnych. smile

      W moim otoczeniu, jak już wcześniej pisałam, nie mam z kim porozmawiać. Same
      traumatyczne, poporodowe przeżycia (opowiadane nie tylko w mojej obecności). I
      to nie tylko opowiadane przez kobiety ale i ojców. Nie uwierzę, że 100% osób
      różnej płci się zmówiło by mnie przestraszyć.
      Znalezienie przyjaznego szpitala czy dobrego lekarza, to już należy do mnie.
      Choć z pewnością, gdy będzie tak daleko, to będę na forum szukać opinii. Jednak
      szczęśliwych matek muszę szukać w wirtualnym świecie.

      Czy kiedykolwiek tu wrócę jako szczęśliwa ciężarówka a potem szczęśliwa matka? –
      tego nie wiem.

      Jeszcze raz Wam dziękuję że mogę liczyć na Wasze wsparcie i życzliwość.
      Pozdrawiam mocno smile)
      • szpiczak Re: do szczęśliwych Matek 21.05.04, 15:15
        my nie jestesmy wirtualne my jestesmy prawdziwe!!!!milego weekendu smile
        pozdr
        inka
        • lillika Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 00:56
          szpiczak napisała:

          > my nie jestesmy wirtualne my jestesmy prawdziwe!!!!milego weekendu smile
          > pozdr
          > inka
          masz rację smile przepraszam, nie chciałam urazić.
          Wcześniej pytałaś się co na to mój mąż. Mąż wie przez co przeszłam i jakie to
          ma konsekwencje i chyba dlatego właśnie boi się o mnie, więc nie wywiera na
          mnie jakiejkolwiek presji.
          pozdrawiam
          miłego weekendu życzę smile
    • unruzanka do Lilliki 21.05.04, 15:45
      Lilliko!
      Ja jestem szczęśliwą mamą smile. Rozumiem, że miałaś ciężkie przeżycia (utrata
      pracy). Nie jestem psychologiem, ale odnośnie trudnego porodu mogę conieco
      napisać. W 5 tyg. ciąży wylądowałam w szpitalu (leciuteńkie plamienie), gdzie
      dowiedziałam się, że:
      1. nie ma żadnego dziecka (puste jajo płodowe),
      2. mam podwójną macicę
      NIC Z TYCH DIAGNOZ NIE BYŁO PRAWDĄ!
      Potem wszystko było ok, aż do 30 tyg. ciąży, kiedy to okazało się, że mam
      gestozę. W skrócie: w 32 tc przy pomocy lekarzy (super specjalistów) przez cc
      urodziłam moją słodką Oleńkę, która ważyła 1120g. Żaden lekarz nie oszczędzał
      na mnie - cc i zzo bez dyskusji (nie było czasu do namysłusad), w jednym tylko
      dniu w tym szpitalu było 28 porodów, z czego 3 cesarki, Oleńką zajęto się
      rewelacyjnie (IMiDz), na pewno przekroczyła wszystkie dopuszczalne limity na
      pacjenta (półtora miesiąca leżała w inkubatorze), mnie (jako mamie wcześniaczka)
      zaoferowano pomoc psychologa i wiesz co - ja tym lekarzom (szczególnie prof.
      Dębskiemu i prof. Helwich) bardzo ufałam i NIE ZAWIODŁAM SIĘ.
      Na 4 dni przed narodzinami Oli zmarł mój tatasad((, lekarze o tym wiedzieli i
      naprawdę mi współczuli. Spotkałam się też z innym nastawieniem - okropnie
      olewającym pacjenta, ale cóż...ludzie są różni, lekarze też, więc po prostu
      musisz mieć lekarza, który by Ci odpowiadał.
      pozdrawiam
      Ania i Ola (22.01.2004)
      P.S. Mam 2 bliskie przyjaciółki i wiele znajomych, które mają dzieci i żadna z
      nich nie żałuje ani nie szaleje na myśl o porodach. Nie taki diabeł strasznysmile,
      ale dziewczyny mają rację - powinnaś dojrzeć do decyzji o dziecku. A przede
      wszystkim nie stresować się na zapassmile. Moje cudo właśnie się budzi, więc
      kończęwink
    • zabeczka73 hej Lillka 21.05.04, 16:04
      Myślę sobie tak - lekarzami to Ty się nie interesuj póki co. Masz rodzaj
      nerwicy - weź sobie książki na ten temat (za darmo z biblioteki) i sama się
      wczytaj w problem. Ja kiedyś też miałam wiele różnych problemów w kontaktach z
      ludźmi i przeczytałam sobie taką ksiażkę "Pojedynek z nerwicą" - Wydawnictwo
      Psychologiczne. Autorka przekonała mnie,że wszystko leży w... punkcie
      spojrzenia. Poczytaj sobie kilka teorii na ten temat i przekonasz sie, że
      wszystko sprowadza się do tego jak widzisz swój problem. I wcale nie musisz
      inwestować w lekarzy, psychologów, psychoterapeutów etc. Szkoda na nich forsy.
      Myślę, że z Tobą jest lepiej niż myślisz:
      - wiesz, co Cię niepokoi
      - znasz źródła Twoich niepokojów
      - chcesz to zmienić
      Najgorzej gdybyś stwierdziła, że Twoje życie jest fatalne i nie będziesz z nim
      nic robić. A Ty chcesz coś robić i to na plus.
      Co do wieku - zapraszam na forum i na link np. czy są tu mamy po 30 - tce.
      Zobacz, jaka jesteś młoda. Koleżanka moja urodziła dziecko w wieku 38 lat i ona
      ma się nieźle i dziecko też.
      Napisz, z jakiego miasta , czy z okolic jakiego miasta jesteś. Jest forum
      regionalne - zapytaj się tam o dobrego lekarza i szpital.
      Jeśli boisz się porodu naturalnego - zainteresuj się prywatnymi klinikami - tam
      możesz zapłacić i zrobią Ci cesarkę.Bez żadnej łachy.
      Co do tego, że komuś dziecko nie wynagrodziło za poród. A czemu ma wynagradzać?
      A co to za przeproszeniem dziecko obchodzi jak się rodziło? To nawet nie fe -
      liczyć na wdzięczności i niewiadomo co od dziecka, któremu dało się życie. Jak
      się chce mieć dziecko to po to, by je kochać a nie żerować na nim - co najpierw
      ma mieć kręcone włoski, potem mówić wierszyki, potem piątki przynosić ze szkoły
      a potem dzielić się pensją z mamusią, żeby jej wynagrodzić? To można sobie
      kupić pudelka tresowanego - będzie wynagradzał.
      Uważam, że albo masz dziecko, bo je kochasz - zanim się pojawi - zdrowe, czy
      chore, piękne czy brzydkie, grzeczne czy diable wcielone albo - należy dać
      sobie spokój.
      Mam 20 mies. dziewczynkę, teraz oczekuje drugiego. Rodziłam 20 godz., by
      zakończyć cesarką. Nie patrzę na corkę czy mi wynagradza. Co niby? Chcę mieć
      jeszcze jedno dziecko to zaszłam w ciążę i tyle.
      A gadań ludzkich nie słuchaj. Mi też cuda opowiadali. Jak baba nie ma innych
      osiągnięć życiowych to opowiada całe życie jak rodziła. To tak jak stare
      dziadki o wojsku.
      Jak nie masz z kim pogadać w środowisku - to pisz na forum. Tu jest normalnie.
      Brak tu gderactwa starych bab jak to 3 dni rodziły i tortur doznawały
      To tyle. I czekamy - opowiadaj nam o sobie. Wiesz - fora to takie kluby
      towarzyskie. Zapraszamy do naszego.
      zabeczka
    • higa Re: do szczęśliwych Matek 21.05.04, 16:05
      Hej,

      mam nadzieje że pomogę choć trochę:
      1. dużo tu na forum opisów złego traktowania i poniżania rodzących przez
      personel, ale taka nie jest cała rzeczywistość. Jest to normalna praktyka, że
      ludzie szybciej i chetniej dzielą się strasznymi, bolesnymi, po prostu złymi
      doświadczeniami, niż dobrymi. Ci których spotkało coś złego - chcą ostrzec
      innych, no i troszkę się wyżalić, znaleźć wsparcie, współczucie. I to dobrze -
      bo wiemy czego się wystrzegać, przed czym próbowac chociaż się bronić. To nie
      jest jednak obraz większości porodów!!!!!!!! Ogromna większość kobiet rodzi
      normalnie - tzn. bez wielkich upokorzeń, z pomocą położnych, wśród których jest
      na prawdę dużo miłych i życzliwych osób i OK - z bólem ale też z pomocą jak go
      pokonać i jak przejść to wydarzenie jak najlepiej. Wierze w to głęboko -
      inaczej nie zdecydowałabym się na poród naturalny (jestem straszną panikarą)
      tylko poszłabym tam, gdzie jest cesarka na zyczenie. Na prawdę dużo rozmawiam z
      koleżankami, mamą babcią itp i nie znalazłam osób z jakimiś strasznie
      traumatycznymi przeżyciami (chociaż 20 lat temu moja mam rodziła moją siostrę
      ułożoną pupą do przodu 12 godzin ale personel jej bardzo pomagał). OK - bolało
      je, były nawet nacinane (brrr koszmarek) ale wszytskie twierdzą że w sumie to
      ból był do zniesienia, nacinania nie czuły i ogólnie mogłyby rodzić co roku -
      czyli nie jest tak, że poród to dla większości osób to koszmar - to są tylko
      mniejszościowe przypadki, chociaż mnie także one smucą, czasami nawet
      przygnębiają i straszą. Ja staram się myśleć tak: wiekszość kobiet na świecie
      rodzi szczęśliwie i z pomocą personelu.
      2. nie napisałaś chyba skąd jesteś. ale wszędzie można znaleźć życzliwych
      ludzi - ginekologa który Cie zrozumie, jeśłi szczerze z nim porozmawaisz o
      swoich lękach i otym jak chcesz być traktowana - podobnie połozną. Poszukaj tu
      na forum wypowiedzi z Twojego miasta, albo stwórz nowy wątek. Wiem, czesto jest
      to droga przyjemność (prywatne wizyty) a Ty jesteś bezrobotna. ale czytałam
      wiele wątków o kobitach które rodziły w Państwowych szpitalach bez umowionej
      położnej i trafiły na cudownych ludzi, którzy byli pomocni. Poszukaj takich
      wypowiedzi. zapytaj te osoby o szczegóły - co i gdzie. nie wszyscy lekaże to
      potwory. wystarczy trochę poszukać nawet tu na forum. jeśli lekarzowi od razu
      powiesz na wstępie że jesteś po ciężkich przezyciach psychicznych i fizycznych -
      tylko szczerze - lekarz to jak spowioednik - nie ma co przed nim ukrywać
      faktów dla naszego dobra - to jeśli będzie to polecona osoba, lekarz z
      powołaniem, to na pewno Cie zrozumie i nie skrzywdzi, jestem tego pewna.
      3. ja tez jestem po ciężkich przezyciach - depresja, odrzucenie środowiska -
      było to 4 lata temu i było mi bardzo ciężko - ale wiem, że jest mnóstwo dobrych
      ludzi na tym świecie a dziecko to cud wszechświata i jestem gotowa wziąć ten
      poród "na klatę" - hmmm pewnie powinnam napisać "na krocze" ale to już by
      trochę dziwnie brzmiało....smile)
      całuję Cię i życzę powodzenia w poszukiwaniach dobrego ginekologa i połoznej -
      jestem pewna że tutaj na forum nie będzie problemu, zeby takich znaleźć, nawet
      państwowo (bez opłat).

      higa
    • praxi Re: do szczęśliwych Matek 21.05.04, 17:02
      Czesto jest tak, ze zanim zaczniemy obserwowac swiat, mamy juz gotowy obraz
      tego swiata w glowie.
      Wplywaja na to wczesniejsze doswiadczenia, stereotypy, wychowanie itp...
      (nie bede zanudzac i sie rozpisywac).

      Ty po prostu juz wiesz, ze twoj porod bedzie najgorszy na swiecie!!!

      Ty juz teraz wiesz, ze nie znajdziesz przyjaznego lekarza, poloznej, szpitala.

      Ciagle wracasz do doswiadczen jakis obcych kobiet, ciagle wracasz do CUDZYCH
      porodow i zdaje sie, ze bierzesz je za swoje doswiadczenia.
      Przeciez nie rodzilas jeszcze...

      Mam wrazenie, ze "STWORZYLAS" sobie w glowie obraz swiata bardzo wrogiego.
      Cale zlo tego swiata to lekarze i pielegniarki w szpitalach.
      I teraz WYSZUKUJESZ potwierdzenia swoich zalozen i tez. Szukasz wszedzie bylyby
      tylko potwierdzilo sie twoje zalozenie, ze swiat, lekarze, porod, to najwieksze
      zlo tego swiata...
      Spod ziemi wytrzasniesz najgorsze historie porodowe, zeby tylko potwierdzilo
      sie to, co sobie zalozylas. Zeby tylko obraz swiata jaki w sobie nosisz sie
      potwierdzil.

      Wiesz, czlowiek widzi w swiecie dokladnie to, czego oczekuje.

      Wiec nie dziw sie, ze wszystkie kobiety jakie spotykasz, to te po strasznych
      porodach.

      A swoja droga (nie jestem bynajmniej lekarka), to niemilo mi sie czyta
      utyskiwania na lekarzy i pielegniarki. Czesto sa to ludzie, ktorzy ratuja dupe
      niewdziecznikom!!! I czesto nawet nie uslysza zwyklego dziekuje.
      Troche glupio tak generalizowac...

      • ankanka Re: do szczęśliwych Matek 23.05.04, 17:37
        Rozumiem autorkę wątku.Bardzo dobrze rozumiem.
        U mnie sytuacja jest trochę inna,bo ja mam za sobą poród i mimo pozytywnego
        nastawienia,otwartości,pełnej gotowości do przyjęcia rzeczy trudnych,okazało
        się,że poród to nie matematyka.Każdy jest inny,nieprzewidywalny.
        Skończyło się dobrze i mimo początkowgo żalu do lekarzy,zrozumiałam,że nie
        powinnam ich winić.Zrobili wszystko zgodnie ze sztuką i przecież bardzo mi
        pomogli.Mi i dziecku.
        Na pewno nabrałam doświadczenia i teraz już wiem,czego żadać od lekarzy.
        Dopiero teraz,po 4 latach,przyjmuję opcję kolejnego porodu.
        Bo bardzo pragnę dziecka,a czas leci.Pragmatyzm podpowiada mi,żeby uporać się z
        lękami,pracować nad sobą i zracjonalizować tę sytuację.
        Wiem,że to niełatwe,bo lęk,to coś niezależnego od nas.Ale czy faktycznie nie
        mamy władzy nad nim? wink
        Droga lilli,
        nie przyjmij tego źle,ale mam wrażenie,że postawę lękową otrzymałaś w prezencie
        od mamy.Jeśli faktycznie słyszysz od tylu lat,jaką traumą był poród,nie masz
        innego wyjścia,jak się bać.
        Moja mama,mimo,że też z tych lękowych (więc wiem jak działa mechanizm
        zaszczepiania lęków) akurat mając przy każdym porodzie możliwość zejścia na
        tamten świat,decydowała się na kolejne dzieci.
        Widocznie Twoja mama nie umiała sie z tym uporać.To bardzo przykre.A może były
        też inne powody?Może aż tak nie pragnęła kolejnego dziecka?
        Ale to nie jest powód,aby powielać ten schemat.
        Podane przez Ciebie przykłady są wybitnie tendencyjne wink i nie wierzę,że nie
        znasz żadnej dziewczyny,która by urodziła bez przeszkód.
        Z drugiej strony może z rachunku prawdopowdobieństwa wynika,że Tobie się to już
        NIE MOŻE przydarzyć? smile)

        Na "pocieszenie" powiem Ci,że macierzyństwo to w ogóle,taka przyjemność,która
        boli całe życie.Bo ciagle się boisz.O swoje dziecko.Duże czy małe-nieważne. smile
        Ale co z tego??
        A życie nie boli? wink

        Otrząśnij się.Na pewno potrzebujesz fachowej porady.
        Ale postaraj się pomóc sobie sama.
        Ja np. zaczynam szukać dobrego lekarza i szpitala do ew. przyszłego porodu.
        Będę oswajać moje lęki.I działać na zasdzie lecz się tym czym się zatrułeś wink

        Skąd jesteś?Jeśli z W-wy zapraszam do wymiany informacji.

        Pozdrawiam
        SZCZĘŚLIWA MATKA!




      • lillika Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 01:26
        praxi napisała:

        > A swoja droga (nie jestem bynajmniej lekarka), to niemilo mi sie czyta
        > utyskiwania na lekarzy i pielegniarki. Czesto sa to ludzie, ktorzy ratuja
        dupe
        > niewdziecznikom!!! I czesto nawet nie uslysza zwyklego dziekuje.
        > Troche glupio tak generalizowac...

        Masz rację w tym że nie można generalizować. Powiem więcej: takie
        generalizowanie może spowodować zniechęcenie u tych osób które się bardzo
        starają. M.in. dlatego obecny system finansowania służby zdrowia uważam za
        krzywdzący, bo nie wynagradza odpowiednio te osoby czy szpitale, które są
        życzliwe i na prawdę starają się pomóc. Dlatego w przyszłości będę się chyba
        zastanawiać nad oficjalnym zapłaceniem położnej, bo mam świadomość że za samo
        słowo „dziękuję” nie da się przeżyć.
        A drugiej strony, gdyby było tak różowo akcja „rodzić po ludzku” nie powstałaby.
        pozdrawiam smile
    • hancik5 Re: do szczęśliwych Matek 24.05.04, 12:43
      Lilliko, ja miałam poród kleszczowy wywoływany oksytocyną z bólami podobno
      bardzo silnymi, ale powiem Ci, że wcale się nie bałabym przeżyć to jescze raz.
      Boli, pewnie, ale jakoś nie są to dla mnie koszmarne wspomnienia, choć mij gin
      powiedział po porodzie, że już się nie podejmuje drugiego porodu ze mną w roli
      głównej. Poród to poród - te bóle są silne, ale falowe - po 30 sek. silnego b
      bólu - 30 sek zupełnego spokoju, da się przeżyć !
      A najgorsze dla mnie jest badanie ginekologiczne - nie !!! Ratunku, pomocy!!!!!
    • virtual_moth Re: do szczęśliwych Matek 24.05.04, 12:58
      Nie czytałam wcześniejszych wypowiedzi, bo chcę od razu Ci odpisać.
      Nie napisałaś z jakiego miasta pochodzisz. To ważne - musisz wybrać odpowiedni
      szpital. Prawda jest taka, ze jeszcze do dziś do większości szpitali nie
      dotarła akcja "rodzić po ludzku", nie mówiąc o mentalności położnych i lekarzy.

      Jednak oddziałów położniczych sprzyjających kobiecie jest coraz więcej. W samym
      tylko Krakowie jest ich minimum 3.
      Ja też bardzo bałam się porodu. Wybrałam jednak odpowiedni szpital (dzięki temu
      forum zresztą), w którym miałam ZA DARMO profeskonalną opiekę, znieczulenie,
      wannę, możliwość zmiany pozycji itd, itd. W większości szpitali znieczulenie zo
      jest płatne. Możesz nawet wcześniej porozmawiaż z anastezjologiem, aby mieć
      100% pewności, że podczas porodu poda Ci znieczulenie.
      A ja Ci mówię - poród ze znieczuleniem to BAJKA. Nie czujesz nic.

      Pozdrawiam
    • taissa1 Re: do szczęśliwych Matek 24.05.04, 13:41
      Witaj.Ja jestem szczęśliwą matką21 miesięcznej lauruni.Zawsze panicznie bałam
      się lekarzy a przy pobieraniu krwi mdlałam.Cała moja rodzina(łącznie ze mną)
      wątpiła że dam radę urodzić.Przez całą ciążę żyłam w obawach i też słuchałam
      dziwnych opowieści na temat porodu.Przez 9 mies kobieta dojrzewa do bycia
      matką,nie trwa to 5 minut...Zaczęłam mieć bóle ok 12 w nocy,urodziłam o 9.35 i
      nigdy przenigdy nie zapomnę momentu w którym po raz pierwszy ujrzałam i
      dotknęłam swoje maleństwo.Były to dla mnie chwile najpiękniejsze.Nie powiem,że
      nie bolało podczas porodu,bo bym skłamała,ale dałam radę.O całym bólu
      zapomniałam z chwilą gdy lekarze położyli mi maleństwo na brzuchu.To naprawdę
      nie jest takie straszne.A moja rada jest taka-nie słuchaj opowiadań koleżanek
      czy sąsiadek,bo to do niczego Cię nie zaprowadzi.Pozdrawiam.Taissa
    • galia29 Re: do szczęśliwych Matek 24.05.04, 14:46
      Cześć Biedulko!
      Z tą ciążą to nie jest tak źle.Co do porodu to nie wiem bo miałam cesarkę ze
      wskazań zdrowotnych, ale gdyby ich nie było to bym za nią zapłaciła.Nie mam
      żadnych traumatycznych wspomnień i jak najbardziej czuje się pełnowartościową
      mamą.Mam bardzo niski próg bólu a nie sądzę ,że narażenie się na w moim wypadku
      ogromne cierpienie uczyniłoby ze mnie lepszą mamę.Więc nie demonizuj
      wszystkiego-na prawdę to da się spokojnie przeżyć i... tak bardzo ,bardzo
      wartosmile))))Pozdrawiam Ewa
      • mrufkaa Re: do szczęśliwych Matek 24.05.04, 15:27
        Lilka,
        masz nerwice jakich malo i tym zajmij sie najpierw. jesli pomoc konkretna w
        zajeciu sie nerwica cos da, to moim zdaniem jestes egzemplerzam, ktoremu nalezy
        zalecic cesarke ze wskazan zdrowotnych! I chodzi tu wlasnie o Twoja historie
        zdrowia psychicznego... Moje wskazanie do cc bylo od okulisty, jesli chcesz,
        podam Ci namiary na moja okulistke. Nie wierze, ze po wysluchaniu Twojej
        historii nie wystawilaby Ci wskazania do cc... CC nie boli w ogole, jestes
        przytomna, wiesz co Ci robia, anestezjolog Cie zabawia, bo ma za zadanie
        kontrolowac jak sie trzymasz. No wiec dowcipkuje z Toba, by sprawdzic czy
        kontaktujesz i nie odplywasz... Jestem z Wroclawia, moge Ci podac namiary na
        wszystkich specjalistow, ktorzy cieplo i fachowa przeprowadza Cie przez ciaze i
        pomoga bezbolesnie urodzic...
        to jest absolutnie mozliwe, mnie sie przydarzylo, chetnie podziele sie z Toba
        namiarami na ludzi wartosciowych i kompetentnych.
        nie znam niestety zadnego psychologa, za ktorego tak bym reczyla jak za mojego
        gino, a wydaje mi sie, ze ty jednak od tej strony powinnas zaczac. Poskladaj
        sie do kupy, dobry szpital i dobrzy lekarze czekaja, do dziela kobitosmile))
      • tynia3 Re: do szczęśliwych Matek 24.05.04, 15:32
        Hej!
        To świetnie, że piszesz na forum. Z całą pewnością oznacza to fakt Twojego
        powrotu do narmalnego, aktywnego życia. Dasz sobie radę i będziesz szczęśliwa.
        Ja w to wierzę. Pozdrawiam. Marta wink.
    • agacz2905 Re: do szczęśliwych Matek 24.05.04, 23:22
      Lilko!! Co do ciąży i porodu. Bałam się tego zanim jescze wyszłam za mąż,
      prawie od zawsze. jestem znerwicowaną histeryczką o niskim progu wytrzymałości
      na ból, w dodatku niepełnosprawną ruchowo. Dałam radę! Przeżyłam 2 cesarki,
      koszmarny był tylko ból zwijania się macicy, zwł. po II cięciu. Dzieci
      pokochane od II albo i III wejrzenia, żyją, mają się dobrze, są bardzo zadbane
      i jeszcze bardziej kochane. Każdy ma w życiu swego raka, co go toczy gdzieś od
      środka...Ale pamiętaj (znów banał, ale cóż więcej można tu...) co Cię nie
      zabija to Cię wzmacnia. Pamiętaj - kochaj siebie i bądz dla siebie dobra.
      Dziecko nie ma Ci niczego wynagradzać, np. ew. trudnego porodu - ale to pewnie
      sama wiesz, prawda? Więc jeszcze raz piszę: pokochaj siebie. Reszta przyjdzie
      sama.... Pozdrawiam serdecznie
      Agnieszka
    • evee1 Re: do szczęśliwych Matek 25.05.04, 01:42
      mrufkaa napisała:

      > Lilka,
      > masz nerwice jakich malo i tym zajmij sie najpierw. jesli pomoc konkretna w
      > zajeciu sie nerwica cos da,
      Jako weteranka nerwic lekowych popieram mrufkee. Koniecznie musisz zajac sie
      swoja psyche, bo bez tego ani rusz. To sie da leczyc i pokonac!! Tylko trzeba
      znalezc dobrego psychologa albo psychiatre (dobrego, to znaczy takiego, z
      ktorym sie bedziesz dobrze rozumiec). Ty skoncentrowalas sie akurat na strachu
      przed porodem, bo jest to cos co Cie akurat teraz najbardziej dotyczy. Chcesz
      miec dziecko, czas leci, a wlasnego dziecka nie da sie urodzic bez przejscia
      przez ciaze i porod smile).
      Co do porodow, ja w okresie swojej burzliwej nerwicy lekowej urodzilam dwojke
      dzieci i o ile pierwszy porod byl OK, to drugi byl koszmarny, ale kocham
      mojego syneczka jak nie wiem co. Wiecej dzieci miec raczej nie bede, ale to
      raczej z lenistwa, niz ze strachu.
      I paradoksalnie wlasnie przejscie przez te porody daly mi wiecej sily i wiary
      w siebie. Jak potem mialam jakies problemy, to mowilam sobie "hej! przeszlam
      porod, to dam sobie rade i z tym".
      I mrufkaa ma racje, ze powinnas miec CC ze wzgledow zdrowotnych. Tylko
      powinnas znalezc lekarza, ktory sie z tym zgodzi.

      A!! Jeszcze a propos przykladow, zadna z moich bliskich kolezanek nie miala
      zadnych problemow przy porodzie. Lacznie ze mna to daje 12 porodow. Czyli
      takie tez sie zdarzaja smile)). Glowa do gory!
      • edytek1 Re: do szczęśliwych Matek 25.05.04, 08:50
        No cóż wiele z naszych mam ma traumatyczne przeżycia z porodusad, ale to było
        ilreś lat temu i naprawdę wiele się zmieniło. Jestem typem panikary nieodpornej
        na ból i kiedy okazało się, ze jestem w ciązy to nikt się nie cieszył i wszyscy
        mi wsspółczuli... O porodzie zaczęłam myśleć w 4 miesiącu długo szukałąm
        szpita, szkoły rodzenia i cieszyłam się kiedy okazało się, zę mam wskazania do
        cc... ( duże dziecko) moja Herkuleska okazał się średniakiem i w chwili porodu
        ważyła 3460 i wyszła dołem... Ja panikara urodziłam bez znieczulenia w kilka
        godzin wśród miłych ludzi... Już wychodząc ze szpitala mówiłam : ja tu jeszcze
        wrótce. nie potrafię Ci pomóc ... chciałąm tylko napisać, ze są obok Ciebie
        matki które porod wspominają wspaniale... gdyby było inaczej nikt nie miałby 2
        dziecka.... Biorąc pod uwagę polską rzeczywistośc możesz zawsze sobie wykupić
        dodatkowe usługi ( położna i jej życzliwość, żnieczulenie zoo, na szczęście mąż
        jest jest w coraz większej ilości szpitali za darmo).
    • agaizosia Re: do szczęśliwych Matek 25.05.04, 11:29
      Jestem mamą 7-tygodniowej Zosi.Ogromnie bałam sie porodu, bo tak jak ty
      nasłuchałam się wielu okropnych opowieści.Trafiłam na cudownego lekarza -
      wspaniałą,ciepłą kobietę,która pomogła mi przejść przez to wszystko.Bolało nie
      powiem,ale czułam sie bezpiecznie.Rodziłam w wodzie i bardzo polecam,naprawdę
      woda rozluźnia i koi,a jeżeli ma się obok ludzi,którym się ufa można przez to
      przejść, zwłaszcza,że maluszek wynagradza cały ból(chociaż nie raz padam ze
      zmeczenia).Nie wiem gdzie mieszkasz (ja na Wybrzeżu)ale ja polecam szpital w
      Pucku.Serdecznie pozdrawiam Aga
      Serdecznie pozdrawiem
    • katarzyna.br Re: poród to pestka!!!! 25.05.04, 14:24
      Wiem że może zabrzmi to dla Ciebie trochę niedorzecznie ale poród wspominam
      bardzo dobrze. Po prostu fantastyczne przeżycie. Podobno należę do bardzo
      nielicznej grupy kobiet, które znoszą poród tak dobrze. Ale nie jest to dla
      mnie aż tak ważne. Wolałabym cierpieć 100 razy bardziej aby tylko moje dziecko
      było zdrowe!
      Prawdziwy koszmar przeżyłam 4 miesiące po porodzie. Moja córcia zachorowała i
      trfiłyśmy do szpitala. Nie będe opisywać swojego strachu o nią. Po prostu mnie
      skręcało!! Córcia niedługo skończy 8 miesięcy a sprawa z jej zdrowiem ciągle w
      trakcie wyjaśniania, kolejne badania doprowadzają mnie na skraj załamania
      nerwowego. Boję się że popadnę w depresję. Jestem na prawdę zmasakrowana
      psychicznie i aż trudno mi sobie wyobrazić co przeżywają matki których dzieci
      są bardzo poważnie chore. BRRR!!!!!!!!!

      Cierpienie psychiczne jest nieporównywalnie gorsze od fizycznego. Teraz
      wsztysko przewartościowałam i moje ewntualne przyszłe cierpienia fizyczne nie
      mają żadnego znaczenia jak patrzę na to moje małe cudo.

      Na prawdę nie ma się co zastanawiać na ewentualnymi swoimi cierpieniami
      fizycznymi. Jeżli urodzisz dziecko i nawet gdy będzie cię to sporo kosztować
      pod względem bólu, to po jakimś czasie nie będziesz tego wcale pamiętać. Nie
      możemy się skupiać cały czas na sobie.

      Pozdrawiam
    • lillika Re: do szczęśliwych Matek 25.05.04, 22:09
      Znalazłam. A już myślałam że mi wątek skasowali.... wink

      Na początku chciałabym wszystkim baaaaaaaardzo podziękować za Wasze ciepłe
      słowa.
      Całuski dla Was wszystkich. Jesteście kochane smile)))))))))))))))))

      Serdecznie też dziękuję za pomoc w znalezieniu lekarzy czy szpitali smile))) i
      ogromnie żałuję że nie skorzystam z Waszej pomocy, bo jestem z woj. śląskiego.

      Chciałam początkowo odpisać każdej z osobna, ale widzę, że nie dam rady smile)).
      Więc odpisze ogólnie do Was wszystkich.

      Dużo do myślenia dała mi wypowiedź Praxi i stwierdziłam że ma rację. Faktycznie
      mam taki obraz, że mój poród to najgorsza rzecz na świecie. Na pewno na taki
      obraz wpłynęły przeżycia mamy, sąsiadek. Na pewno na taki obraz wpłynęły też
      traumatyczne przeżycia. Ale to nie wszystko (aż sama się dziwię że o tym nie
      pomyślałam wcześniej). Jest jeszcze religia. Nie wiem jak u Was, ale ja przez 7
      lat miałam religię z żonatym katechetą (podstawówka + szkoła średnia). Potrafił
      opowiadać 11-12 letnim dziewczynkom szczegóły porodu (m.in. jego żony) łącznie
      z nacięciem krocza (!!!). Używał przy tym słów „rzeź”, „najgorszy koszmar
      życia” itp. Od niego dowiedziałam się że KAŻDA kobieta nie chce nawet wspominać
      tego dnia bo to taki horror. Nawet kiedyś stwierdził, że możemy się („my” czyli
      dziewczynki na religii) same przekonać i spytać własną matkę (no cóż ja się
      własnej mamy pytać nie musiałam – już wiedziałam). Oczywiście uświadomił nas,
      że ten koszmar to „wola samego Boga”. Jest to po prostu kara dla kobiet za Ewę
      w raju (czytał Stary Testament). Więc poród MUSI być koszmarem, bo Bóg tak chce.
      I choć jako nastolatka nie myślałam o własnej ciąży i porodzie, to jednak
      musiałam chyba podświadomie wyłapywać tylko te opowieści, które były
      potwierdzeniem, że poród to koszmar zgodnie z wolą Boga.

      Nesla pisze o filmach dokumentalnych z porodów. Widziałam ich nawet sporo. I
      zawsze widziałam negatywny obraz. Jeden szczególnie pamiętam. Film puszczali
      kilka lat temu na TVP2 w niedziele koło południa (!!!). Tytuł miał „Zaranek”
      czy jakoś tak (może widziałyście?). Pamiętam jedną bidulkę, której kazali
      położyć się na plecach a nogi przypięli jej pasami do podpórek – podobnie jak
      pisała jedna dziewczyna w wątku Joli.wie „nacięcie krocza – kto chce kto nie”
      na forum „ciąża, poród”. Kamerzysta oczywiście filmował idealnie między nogami
      (ciekawe, czy w ogóle mogła zaprotestować). Biedaczka była taka cichutka, a
      mimo to stojące koło niej 2 babska ostro mówiły „nie stękaj tylko przyj!”.
      Brrrr!!!!
      Pamiętam też wypowiedź pewnego lekarza-ginekologa (mężczyzna) w telewizji,
      który mówił że każda kobieta źle wspomina poród, bo to normalne.
      No i jak tu nie mieć koszmarnych wizji własnych, przyszłych przeżyć.....

      Właściwie, to dopiero tu na forum przeczytałam, że dziewczyny ze szczegółami
      potrafią opowiadać swoje przeżycia i jeszcze mówią że to najszczęśliwszy ich
      dzień. Że poród miały ciężki ale wspominają go dobrze. Przeżyłam szok smile))
      Oczywiście miły szok smile)) Aż Wam zazdroszczę smile))

      Higa pisze by uprzedzić lekarza o przykrych przeżyciach. Też tak uważam. Na
      marginesie: to nie była tylko utrata pracy. Sam fakt utraty pracy nie powoduje
      takiego spustoszenia.
      Właśnie na ostatniej wizycie, w zeszłym tygodniu, próbowałam o tym wspomnieć
      mojej – do tej pory miłej – lekarce (lekarka wiedziała tylko że z jakichś
      powodów boleśnie odczuwam badanie) pytając się przy okazji m.in. o możliwość
      zzo. W odpowiedzi usłyszałam kazanie pouczające! W skrócie: ona nie jest od
      dawania mi dobrych rad jak sobie radzić w życiu (?!?) bo to mój problem, a zzo
      nie ma, bo nie mają anestezjologa. Poczułam się fatalnie, jak niedojrzała 15-
      latka. Może gin miała zły dzień...
      Zgadzam się też z Mrufkaą i Evee1, że czasem potworne lęki powinny być
      wskazaniem do cc. Choć moja (była) gin wyśmiała mnie z tego i stwierdziła że u
      nich w szpitalu takiego czegoś nie ma (widocznie u nich w szpitalu pacjentka to
      tylko kawał mięsa, skoro psychika jest nieważna sad ). Na koniec „pocieszyła”
      mnie mówiąc, że w KAŻDYM porodzie są komplikacje crying. Jedyny plus z tego całego
      kazania to to, że zasugerowała mi szpital w Katowicach (być może nie do końca
      się zgadza z praktykami w jej szpitalu). Czytałam już na forum opinie o tym
      szpitalu i widzę same miłe słowa. I to mnie bardzo cieszy. Podobnie jak cieszy
      mnie Wasza lista położnych na sąsiednim forum.

      Dzięki Wam wiem, że jeśli spotkam lekarza, który twierdzi, że „każda kobieta
      musi wspominać poród źle, bo to normalne”, to już wiem, że od takiego mam
      uciekać gdzie pieprz rośnie. Dzięki Wam (jeśli się zdecyduję) będę szukać w
      przyszłości takiej położnej, która nie powie mi „jak robiłaś, to teraz cierp”
      czy coś w tym stylu.
      No, potem będzie jeszcze czarowanie losu, by moje wysiłki nie poszły na marne i
      by w godzinie „0” nie okazało się, że położna chora, lekarz na urlopie a
      szpital przepełniony.
      Ale to przyszłość.
      Na dzień dzisiejszy muszę uporać się ze swoimi lękami i m.in. wyleczyć się z
      wieeeeeeloletniej indoktrynacji pt. „kara Boga”.

      Cieszę się bardzo że mi odpisujecie i jeszcze raz Wam wszystkim
      dziękuję smile)))))))))))
      Pozdrawiam Was mocno
      • asiaasia1 Re: do szczęśliwych Matek 26.05.04, 07:35
        Droga Lilko ,
        Boze , ten katecheta był ostro zboczony ! Być może nawet sprawiało mu
        przyjemnośc seksualną opowiadanie małym dziewczynkom w szczegółach tego , co
        działo się z kroczem jego żony . Patrz na debila przez pryzmat zboczeńca ,
        pedofila lub po prostu kolesia z zaburzeniami psyche .
        Mogę Ci zaświadczyć , że poród nie musi być koszmarem .
        Miałam to szczęście , że oba moje porody były wspaniałe !
        Jeśli chodzi o leżenie na plecach , nacinanie , pozycję i swobodę w czasie
        porodu - najlepiej jest jednak mieć asystę swojej położnej ( niestety płaci się
        za to , ale różnie w różnych szpitalach )i ustalić z nią plan porodu .Nie zrobi
        niczego , czego nie chciałabyś mieć zrobionego .
        pozdr ...
      • isma Re: do szczęśliwych Matek 26.05.04, 09:28
        Lilika,
        katechete skresl.
        Bog nie karze nas na ziemi. NIGDY.
    • krateczka28 Re: do szczęśliwych Matek 25.05.04, 22:20
      Droga Lilliko, bardzo Ci wspolczuje. Dziewczyny napisaly Ci juz wiele cennych
      rad. Ja chcialam tylko krociutko napisac cos, co moze nie bedzie przez
      wszystkich do zaakceptowania , ale pomyslalam ze w Towjej sytuacji jest to moze
      jakis wyjscie. Mysle ze przy takim , niewatpliwie wynikajacym z jakiejs
      depresji, nerwicy, stopniu uwrazliwienia na bol i strachu zwiazanym z porodem,
      moze powinnas pomyslec o zaplanowanym cesarskim cieciu np w calkowietej
      narkozie, takiego rodzaj porod wiarze sie chyba z minimalnym bolem. Jesli Cie
      tylko na to stac , sa prywatne kliniki gdzie mozesz wszystko ustalic z naprawde
      zyczliwym lekarzem, niestety pewno za nie male pieniadze. Ale moze warto takze
      poszukac odpowiedniego lekarza w zwyklej placowce , ktory Twoj obsesyjny strach
      uzna za wskazanie do cc, mysle ze w duzej mierze Twoj strach moze przelamac
      zaufany lekarz, ktory bedzie szczegolnie uwrazliwiony na Twoj przypadek. Zycze
      Ci znalezienia takiego wlasciwego lekarza z odpowiednim podejsciem.
      • socka2 Re: do szczęśliwych Matek 26.05.04, 00:47
        Wlasciwie nic nowego Ci nie napisze, ale odniose sie do slow o porodzie Twojego
        katechety. Nie mial on zupelnie racji, odnosnie samego porodu i nacinania
        krocza. Moze tak krociutko moj porod, ktory wspominam jako najcudowniejsze
        przezycie!!! Miesiaczki zawsze bolesne i ok. 5-6 dni, wiec zawsze myslalam ,ze
        porod bedzie taki sam...a trwal zaledwie (od pierwszych silnych skurczy) 1
        godz. i 40 min.!!! Moze i troche wink)) mnie bolalo, ale to, ze za chwile moglam
        tulic w ramionach swoja coreczke podzialalo jak najlepszy i najmocniejszy
        srodek znieczulajacy smile)) podobnie bylo z nacieciem - nawet nie poczulam, bo
        akurat podali mi malenstwo, ktore mocno do siebie tulilam smile)))
        Zycze i Tobie przede wszystkim zmiany nastawienia, myslenia na temat porodu -
        niech on bedzie najcudowniejszym przezyciem, ktore pokona cala Twoja smutna
        czesc przeszlosci!!! Pozdrawiam
        Ania i Paula
    • agy Re: do szczęśliwych Matek 26.05.04, 11:30
      Wiesz ja nic odkrywczego nie napiszę. Ale rzeczywiście nie możesz skupiać się
      na historiach pesymistycznych, bo pogłębi to tylko Twoją depresję.Myśl raczej o
      tym,że będzie dobrze i takich historii szukaj. Nie mnie mówić czy masz kłopoty
      osobowoścowe czy innne. JA Ci powiem,że będąc w ciąży mój mąż miał różyczkę.
      Czym się takie ciąże kończą (o ile kończą) możesz sprawdzić. Ale wtedy zaufałam
      temu jednemu, Który może wszystko. Modliłam się codziennie i ... Moja śliczna i
      zdrowa córcia skończyła prawie 2 i pół roku. Poród nie należał do superowych,
      ale był po prostu porodem , a ten wiadomo nie zawsze leki, łatwy i przyjemny...
      Ja wiem,że gdy sił już brak to nadzieja rodzi się na krańcu rozpaczy.
      • ankanka Re: do szczęśliwych Matek 26.05.04, 14:12
        Droga Lilliko,
        nie skupiaj się na INNYCH.
        Na katechecie,sąsiadkach,znajomych.Dlaczego tak bezwglednie wiążą Cię ich
        opinie?
        Przecież wiesz,że to nie jest prawda,która może dotyczyć Ciebie.Ich przeżycia
        są subiektywne na wskroś.
        W życiu spotykamy różnych ludzi o różnych osobowościach i naturalnie odrzucamy
        rzeczy,które są "poza normą",a przedw wszystkim,które nam "nie pasują".
        Skup się na SOBIE i tym co Ty chcesz myśleć o tym.
        Co do lekarek-nie przejmuj się wszystkimi wypowiedziami.Tylko szukaj
        takich,którzy będą odpowiadać TOBIE.
        Daj ludziom szansę na to,żeby byli inni niż Ty,wielobarwni,czasem śmieszni wink
        Popatrz na nich ze swojego punktu odniesienia i nie bierz tak bezkrytycznie
        wszystkiego,co mówią. wink

        Pozdrawiam i życzę dzidziusia
        choćby dla takiego dnia jak dzisiejszy
        żebyś widziała te przedstawienia,piosenki,laurki.....
        warto!!
        smile
    • inez76 Re: do szczęśliwych Matek 26.05.04, 23:37
      Ja miałam cudowny poród - w Katowicach.Rodziłam w Szpitalu Kolejowym na Ligocie, zapłaciłam za poród, ale warto było. Rodziłam w atmosferze intymności - tylko ja, mój mąż, lekarka i położna. W trakcie porodu leżałam, a lekarka głaskała mnie po nodze. Byłam traktowana jak królewna. Czyli tak też można ...
      Lekarka nie wychodziła w trakcie porodu w ogóle z sali, cały czas siedziały ze mną - ona i położna. Nie mogłabym wyobrazić sobie lepszej opieki...
      • mrufkaa Re: do szczęśliwych Matek 27.05.04, 00:16
        No to jaci jeszcze lilu napisze, ze mnie tez boli badanie ginekologiczne,
        ZAWSZE. Moj lekarz o tym doskonale wie i juz jak siadam na fotel to sobie z
        tego zaczynamy zartowac... Pod koniec ciazy "wyplulam" mu wziernik...smile))
        myslalam, ze obydwoje umrzemy ze smiechu. a kontrola 6 tyg. po porodzie tak
        mnie bolala, ze spod samego serca wyrwalo mi sie ( rozmowa sie toczyla na tenze
        temat a mnie straszzzznie zabolalo): " Alez pan ma ch....wy zawod!"
        Chcialabym tylko wyjasnic, ze nie uzywam inwektyw na co dzien, a juz zwlaszcza
        do osob, z ktorymi jestem na PAN smile))))))
        Nie jestes wiec jedyna w tym temacie, naprawde proponuje podejsc do tego z
        humorem i znalzezc lekarza, ktory tez bedzie umial...
        pozdrawiam i sciskam mocno
    • anitat Re: do szczęśliwych Matek 27.05.04, 12:16
      Witaj
      Chyba domyślam się o jakie traumatyczne przeżycia Ci chodzi. I moja rada: nie
      myśl na razie o dziecku a pomyśl o sobie. Musisz zadbac o swoją psyche, poproś
      może w fundacjach o których piszesz, że miałaś kontakt, nich oni poleca Ci
      dobrego fachowca - psychologa znającego temat, i zacznij od tego. Z tych doznań
      (przeszłych) bierze sie większośc Twoich obaw. Nie wiem jak wygląda terapia w
      takich sprawach, ale polecałabym zaakceptowanie tego, co się zdarzyło, choć
      określenie akceptacja nie jest tu na miejscu i nie oddaje dokładnie tego co
      chciałam powiedziać, ale musisz to odsunąć od siebie, uznać, że zdarzyło się i
      zacząć życ niejako od początku, "zapomnieć" to też nie jest odpowiednie słowo.
      Z tego co piszesz wydaje mi się, że masz oparcie w swoim męzu, to już dużo.
      A o porodach na razie nie myśl, jak będziesz w innym stanie psychicznym to
      łatwiej Ci będzie nie tak czarno podchodzić do tematu, i wtedy "przyjmiesz" do
      siebie opowieści dziewczyn, że z porodem nie jest tak źle, jak niektóre
      opowiadają, a jeśli zadbasz o to by go sobie ułatwić (tzn. różne opłaty,
      odpowiedni lekarze i szpital) nie będzie tak źle.
      Na pierwsze dziecko nie jest za późno w Twoim wieku (mam koleżanki rodzące w
      wieku 40 lat swoje pierwsze ddziecko)
      Zawalcz najpierw o siebie.Powodzenia.
      Anita
      • lillika Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 01:05
        anitat napisała:

        > Witaj
        > Chyba domyślam się o jakie traumatyczne przeżycia Ci chodzi. I moja rada: nie
        > myśl na razie o dziecku a pomyśl o sobie. Musisz zadbac o swoją psyche,
        poproś
        > może w fundacjach o których piszesz, że miałaś kontakt, nich oni poleca Ci
        > dobrego fachowca - psychologa znającego temat, i zacznij od tego. Z tych
        doznań
        > (przeszłych) bierze sie większośc Twoich obaw. Nie wiem jak wygląda terapia w
        > takich sprawach, ale polecałabym zaakceptowanie tego, co się zdarzyło, choć
        > określenie akceptacja nie jest tu na miejscu i nie oddaje dokładnie tego co
        > chciałam powiedziać, ale musisz to odsunąć od siebie, uznać, że zdarzyło się
        i
        > zacząć życ niejako od początku, "zapomnieć" to też nie jest odpowiednie
        słowo.
        > Z tego co piszesz wydaje mi się, że masz oparcie w swoim męzu, to już dużo.
        > A o porodach na razie nie myśl, jak będziesz w innym stanie psychicznym to
        > łatwiej Ci będzie nie tak czarno podchodzić do tematu, i wtedy "przyjmiesz"
        do
        > siebie opowieści dziewczyn, że z porodem nie jest tak źle, jak niektóre
        > opowiadają, a jeśli zadbasz o to by go sobie ułatwić (tzn. różne opłaty,
        > odpowiedni lekarze i szpital) nie będzie tak źle.
        > Na pierwsze dziecko nie jest za późno w Twoim wieku (mam koleżanki rodzące w
        > wieku 40 lat swoje pierwsze ddziecko)
        > Zawalcz najpierw o siebie.Powodzenia.
        > Anita

        Masz rację. Właściwie to nawet nie mam co pisać, bo powiedziałaś już wszystko.
        Dodam tylko, że dopóki nie pojawiło się u mnie hasło „dziecko” wydawało mi się,
        że już wyszłam z dołka, no bo na co dzień żyje przecież i funkcjonuje normalnie.

        Prawdopodobnie bierze się to stąd że „dziecko” wiąże się z nieznanym a ciąża i
        poród (szczególnie poród!) nie dość że zależne od nieprzewidywalnej matki
        natury to jeszcze dodatkowo z uzależnieniem od osób trzecich, a decyzje tych
        osób nie muszą respektować mojej woli (choć na pewno będę się starać aby tak
        nie było), np. decyzja (lub jej brak) lekarza w sprawie cc, nacięcie wbrew
        mojej woli itd. Czyli częściowa powtórka z tego co przeszłam.
        Jeśli chodzi o fundacje – to tyle ile mogłam dostać od nich pomocy, tyle już
        chyba dostałam.
        dzięki smile))
        pozdrawiam
    • lillika Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 00:49
      Witajcie smile)))

      O katechecie – idiocie już dawno zapomniałam. Przypomniałam sobie tylko o nim
      gdy szukałam przyczyn swoich lęków. Z resztą on takich „świetnych życiowych”
      tematów przekazywał nam więcej tyle że z innymi tematami nie miałam większych
      problemów. Jednym uchem wleciało, drugim wyleciało. Jak nie od razu, to po
      jakimś czasie już jako starszej nastolatce.
      Ale ten jedyny temat jakoś nie. Chyba dlatego że całe otoczenie potwierdzało
      jego opowieści. Poza tym 12 letnie dziecko nie potrafi się samo obronić przed
      czymś takim. Szczególnie gdy matka nie chroni. No i teraz gdzieś tam siedzą w
      głowie opowieści z serii „koszmar” i nie umiem się ich pozbyć. Nie umiem
      znaleźć tego pstryczka „wyłącz” smile
      I tak jak Wy mi piszecie, tak podobnie ja sobie tłumaczę że to są opowieści
      innych osób, cudze przeżycia które ani w małym ułamku nie muszą pokrywać się z
      moimi. Próbuję sobie to racjonalnie tłumaczyć, czytam Wasze cenne rady i ...
      bez zmian. Być może po prostu potrzebuję też czasu. W miesiąc nie wyleczę
      siebie z ponad dwudziestoletniego prania mózgu, szczególnie gdy odezwały się
      lęki po koszmarnych przejściach.

      pozdrawiam Was wszystkie mocno smile)))))))))))))
      miłego weekendu smile
      • murzynka1 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 01:14
        bardzo bałam się porodu i przed rozwiązaniem nie sypiałam po nocach ze strachu;
        balam sie nie tylko bólu porodowego a przede wszystkim czy z nikt nie uszkodzi
        mojego dziecka; czytałam o podduszonych maluchach, chłopcu z niesprawną
        (wyrwaną)rączką; zresztą mam sąsiada - młodego chłopaka , który w wyniku
        poduszenia jest opóźniony umysłowo; myślę że każdy ma prawo się bać a ja na
        pewno miałam i dalej mam na tym punkcie obsesje; nic nie uda się zaplanować,
        ale chciałam zminimalizować to najgorsze i udalo mi się załatwić planowaną
        cesarkę; niektórzy pukali się w głowę że chcę operacji, ale dopiero wtedy gdy
        już wszystko było pewne, mogłam normalnie sypiać i funkcjonować; może mój
        strach wynika z faktu że ja też urodzilam się podduszona a lekarze przy
        wyciąganiu złamali mi obojczyk; serdecznie Cię pozdrawiam i życzę odwagi
        • lillika Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 01:33
          murzynka1 napisała:

          > bardzo bałam się porodu i przed rozwiązaniem nie sypiałam po nocach ze
          strachu;
          >
          > balam sie nie tylko bólu porodowego a przede wszystkim czy z nikt nie
          uszkodzi
          > mojego dziecka; czytałam o podduszonych maluchach, chłopcu z niesprawną
          > (wyrwaną)rączką; zresztą mam sąsiada - młodego chłopaka , który w wyniku
          > poduszenia jest opóźniony umysłowo; myślę że każdy ma prawo się bać a ja na
          > pewno miałam i dalej mam na tym punkcie obsesje; nic nie uda się zaplanować,
          > ale chciałam zminimalizować to najgorsze i udalo mi się załatwić planowaną
          > cesarkę; niektórzy pukali się w głowę że chcę operacji, ale dopiero wtedy gdy
          > już wszystko było pewne, mogłam normalnie sypiać i funkcjonować; może mój
          > strach wynika z faktu że ja też urodzilam się podduszona a lekarze przy
          > wyciąganiu złamali mi obojczyk; serdecznie Cię pozdrawiam i życzę odwagi

          tak, tej odwagi potrzeba smile
          pozdrawiam mocno smile
          • l.e.a Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 10:41
            lilika - słonko

            Bardzo dokładnie i powoli czytałam wszystkie Twoje posty i chyba domyślam się
            przez jaki koszmar przeszłaś. Lilika czy masz lub mialaś kontakt z kobietami po
            takich przejściach ? Mam przyjaciółkę, która prawdopodobnie przeszła to co Ty.
            teraz jest matką 2 dzieci, jest szczęśliwą kobietą i matką. Bardzo cierpiała,
            nienawidziła i bała sie otoczenia, bała się wszystkich osób trzecich z którymi
            musiała mieć na codzień stycznośc. Ale macierzyństwo, mąż i praca ją uratowały.
            Na pewno też pomoc dobrego psychologa - ważne jest aby znaleźc takiego, który
            nie zbagatelizuje Twoich problemów i potrzeb. Ja wierze,że uda Ci się wyjśc z
            tego bagna, WAŻNE jest aby znaleźć dobrych fachowców. SZUKAJ ! co do ciąży i
            porodu nie bój się smile Istnieją naprawdę fantastyczi lekarze i położne, trzeba
            tylko do nich dotrzeć, a wszystko jest możliwe smile Na codzień szukaj w swoim
            otoczeniu tylko to co miłe i śliczne. Otaczaj się miłymi i uśmiechniętymi
            ludźmi. Nie słuchaj wiadomośći, unikaj tragicznych artykułów i faktów. Ty masz
            znaleźć w życiu wszystko co piękne, czym można się cieszyć, można tego dokonać -
            uwierz smile Odradzam Ci filmy dokumentalne o porodach, chorobach i bólu no chyba,
            że tylko naprawdę piękne i optymistyczne odcinki. idx na łąkę, poleż w trawie
            oddaj się słońcu, obserwuj biegające usmiechające się dzieci, matki tulące
            swoje pociechy w ramiona, szukaj w ludziach uśmiechu i sama uśmiechaj się do
            nich. Zobaczysz jak bardzo to zaowocuje smile
            Bardzo mocno przytulam i życzę szczęścia, w razie chęci zapraszam Ciebie na
            priv.

            lea
            • ulala72 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 12:17
              Droga Lilliko!
              Rozumiem Cię dobrze, choć moja sytuacja była nieco inna.
              Do urodzenia pierwszego dziecka podchodziłam bardzo optymistycznie, ale poród i
              to co po nim nastapiło okazało się dla mnie taką traumą (mimo pozytywnego
              nastawienia - podkreślam), że przez pół roku (nie raz czy dwa) chodziłam do
              psychologa. Bardzo pomogło. Po roku byłam już normalną osobą.
              Ale kiedy dowiedziałam się o drugiej ciąży (nieplanowej) - koszmar powrócił -
              lęki, panika, obsesja, chudnięcię, bezsenność, nawet myśli o aborcji.
              Psycholog, do którego zwróciłam się o pomoc, pomógł mi w znalezieniu dobrego,
              ludzkiego ginekologa i ten zaproponował mi planowe cc. Ponieważ pierwszy poród
              też skończył się cięciem i w związku z tym było to już znane i oswojone
              doświadczenie (chociaż operacja, ale juz bez bólu), zgodziłam się na takie
              rozwiązanie i ... zupełnie odstresowałam. Drugi poród to była bajka, żadnych
              komplikacji, traum, cierpień i szybciorem do domu. Dzieci są wspaniałe i ja
              jestem wspaniałą matką (ho,ho). wszystko się ułożyło.

              Nie mam dla Ciebie gotowych rozwiązań - polecam dobrego psychologa (w gruncie
              rzeczy każdemy by sie przydał) dla rozwiązania wszystkich (nie tylko
              prokreacyjnych) problemów i dobrego ginekologa (popytaj na forum z Twojego
              regionu), który ułatwi Ci całą resztę.
              Pozdrawiam i zapraszam na priv, jesli będziesz miała ochotę i potrzebę pogadać.
              • ulala72 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 12:26
                Acha, wyjaśniam jeszcze, że pierwszy poród próbowano rozegrać w sposób
                naturalny i ta "rzogrywka" właśnie była traumą, a nie cc, które po tym
                nastąpiło. To było wybawienie.
    • pesteczka5 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 14:18
      Droga Liliko,

      nie podejmuj pohopnych decyzji. Rozpatrz się najpierw dobrze w sobie, w swoich
      potrzebach, chęciach. Wydobrzej. Pobądź ze swoim mężem, popielęgnuj Wasz
      związek.
      Nie podejmuj decyzji o macierzyństwie, żeby wypełnić stereotyp. Dziecko nie
      załatwi Twoich problemów, przyniesie nowe, na które Ty musisz być gotowa, silna
      i szczęśliwa, zanim to nastąpi.

      Odnoszę wrażenie, że nie bardzo wiesz, czy chcesz mieć dziecko, raczej uważasz,
      że powinnaś - nie. Wcale nie trzeba mieć dzieci. I życie bez nich wcale nie
      musi być puste. Wszystko zależy od wyboru, motywów wyboru itp.

      A jest to decyzja na całe życie, wycofać sie z niej nie można, wziać
      zwolnienia, gdy gorzej Ci będzie ze sobą także nie. 24/24 do końca życia.

      Dlatego, najpierw poczuj sie szcześliwa. Nic nie musisz i nikt od Ciebie tego
      nie wymaga.

      Pók czujesz, że ktoś naruszył Twoej terytorium i bronisz go, postrzegasz poród,
      ciażę jako gwałt na Twojej integralności. Poczekaj.

      Ja czekałam z utęsknieniem na oboje dzieci, a w obu ciążach doznałam uczucia
      paniki, bycia we władzy nieodwracalnego żywiołu, wyłomu w moim egoizmie. Poród
      był dla mnie jak katharsis, pomyślałam wtedy, że świat nie dzieli sie na
      meżczyzn, kobiety, młodych, starych oraz w żaden inny sposób, lecz na te, co
      rodziły oraz całą resztę... Było to niesamowite doświadczenie, lecz na to
      trzęsienie ziemi byłam gotowa. Było wspaniałe, choć dla mnie niełatwe. Drugie
      dziecko urodziłam przez cc i wcale nie odczułam tego jako ulgi, to też jest
      operacja, a czułam się bezwolna, wolę być w akcji.

      Jednym słowem, to decyzja, co do której musisz być przekonana, że tego chcesz.
      Odpręż się, odpocznij i zapytaj siebie, o czym marzysz. I bądź sobie wierna.

      pozdrawiam serdecznie, pesteczka

      mama najwspanialszych na świecie, uroczych, mądrych, samodzielnych i odważnych
      dwóch chłopczyków, którzy postawili życie dokładnie na głowiesmile)
      • pesteczka5 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 14:24
        jeszcze jedno, nie chcę Cię przez nieporozumienie przestraszyć - cc było ze
        wskazań medycznych wbrew moim chęciom. Bardzo chciałam rodzić normalnie.
        Pierwszy poród, choć synek ważył całe 5 kg, był zupełnie do przeżycia. Rodziłam
        12 godzin i byłam gotowa na następne tyle, gdy nadeszła naprawdę trudna tylko
        ostatnia godzina. Też się bałam, ale kobieta rodząca odlatuje na inną planetę,
        ma siły, napęd i w ogóle wszechświat jej sprzyjasmile) ból bólem, potem jest
        przerwa, potem znowu... Poza tym to nie jest ból destrukcyjny, z czegoś złego,
        to ból podróży, na końcu której jest Życie, nie choroba lub śmierć. To różnica.
        W sumie - poproszę o jeszczesmile)
Pełna wersja