do szczęśliwych Matek

    • jaskierus Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 21:26
      Witaj!
      Odpisuje na Twoj post bez czytania wczesniejszych odpowiedzi, wiec byc moze
      bede sie powtarzac...
      Otoz jest mozliwy porod bez nacinania krocza, w wybranej, najwygodniejszej dla
      rodzacej pozycji, taki ktory wspomina sie z lezka w oku, ale nie z powodu bolu.
      Ja taki porod mam za soba. I wierze, ze naprawde w wiekszosci szpitali mozna
      znalezc madra polozna, ktora Cie poprowadzi i pomoze- byc moze bedzie trzeba
      zamowic ja do swojego porodu i za to zaplacic, ale sadze ze warto. To, o czym
      pisalas to chyba patologia jakas. Pierwsze slysze o tym, zeby pozwolono
      kobeicie naturalnie rodzic 50 godzin. uwierz, to sie naprawde nie zdarza,
      Bardzo mi zal tamtej dziewczyny, ci lekarze to musieli byc jakies straszne
      konowaly... Nie wiem, co przezylas, co wywolalo w Tobie taka traume, moze
      dlatego boisz sie, bo wiesz, ze przezywasz teraz bol o wiele silniej niz
      kiedys? Ale mozna znalezc szpital, w ktorym wykonuje sie zzo, mozna sie umowic
      na to zzo, mozna w koncu za nie nawet zaplacic. A dziecko warto urodzic, moje
      wynagrodzilo mi 8 godzin rodzenia w sekunde po porodzie. Trzymam za Ciebie
      kciuki.. Gdybys byla ze slaska, moge dac namiar na cudowna polozna.
    • mandy5 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 22:17
      Droga Lilliko!!! Jestem matką pięcioletniego świetnego chłopaczka. Twoja
      historia zwróciła moją uwagę i muszę przyznać, że chyba rzeczywiście trudno
      byłoby mi zdecydować się na dziecko czytając ją wcześniej. DZIEWCZYNO OPAMIĘTAJ
      SIĘ!!!! Nie słuchaj żadnych "dobrych rad", po prostu się zdecyduj. Ja urodziłam
      syna mając 23 lata i wydawało mi się ( przed porodem) że już wszystko wiem.
      Prawda była zupełnie inna. Poród nie wyglądał tak jak u moich koleżanek, czy w
      czasopismach. Oczywiście, że bolało, nacinali mnie i robili masaż szyjki, ale
      jestem im teraz za to wdzięczna, bo gdyby tego nie zrobili niewiem czy nie
      popękałabym, gdyż mały ważył 4 kg. Mogę Ci tylko powiedzieć co ja czułam, ale
      wierz mi, że u ciebie może być zupełnie inaczej. Ja rodziłam 6 godzin, mąż był
      cały czas przy mnie i mój lekarz prowadzący ( prosiłam go o to jeszcze przed
      datą porodu) i tylko dzięki niemu nie miałam zrobionej cesarki (żeby było
      szybciej, bo taką decyzję podjęła pani doktor po badaniu), mimo, że w trakcie
      porodu zaczęły się komplikacje (mały miał owiniętą szyjkę pępowiną i zaczął się
      dusić) lekarz zachował zimną krew i po prostu go ze mnie wyciągnął, tym samym
      ratując mu życie. Ponadto w drugiej dobie życia synka wyszły nieprawidłowości
      pracy serca, więc szalałam z rozpaczy, ale mój lekarz prowadzący był przy mnie
      ( w dniach swojego dyżuru) i to przede wszystkim od niego wiedziałam jakie
      badania będzie miało robione moje dziecko i kiedy, a nie od pediatry.Mam dla
      ciebie tylko jedną radę i proszę zapamiętaj ją do końca życia. KAŻDY PORÓD JEST
      INNY I TYLKO OD NAS ZALEŻY JAK DO TEGO PODEJDZIEMY. Nie słuchaj , nie patrz na
      inne panie, czy koleżanki. Twój poród może być wyjątkowy, zupełnie inny.
      przemyśl to i weź sobie to do serca. Nikt nie jest w stanie zapewnić cię, że
      wszystko będzie ok.W każdej minucie, czy będziesz chodzić w ciązy, czy w
      trakcie porodu może coś się wydarzyć nieprzewidzianego, tak jak było np. u mnie
      ( bo mój synek w trakcie porodu owinął się pępowioną i mimo, że 2 godziny
      wcześniej miałam robione usg i wszystko było ok. nagle zaczęło zanikać tętno
      dziecka) Moim zdaniem powinnaś poszukać sobie lekarza, któremu naprawdę zaufasz
      i będziesz mogła się zdać na niego. Ja takiego znalazłam i nie żałuję. A tak
      dla rozluźnienia sytuacji powiem ci historyjkę z której do dziś się śmieję.
      Moja koleżanka urodziła śliczną córeczkę parę miesięcy po mnie i spotkawszy się
      na spacerku przeżywałyśmy i wspominałyśmy nasze porody( jak to bywa u młodych
      mam) Ja zaczęłam od słow, że zdecyduję się na drugie dziecko jeśli nie będę
      musiała rodzić sama, na co moja koleżanka stwierdziła, że na porodówkę może iść
      już teraz, byle by nikt nie kazał jej chodzić 9 m-cy w ciąży. Bardzo Cię
      namawiam jeszcze raz byś nie brała sobie do serca tego co mówią, twoje znajome,
      gdzyż każda z nich miała inny poród i nie powinnaś brać tego pod uwagę. Po
      prostu znajdź sobie lekarza naprawdę dobrego, który interesuje się pacjentką, a
      nie zawartością jej portfela. Życzę ci z całego serca, żebyś znalazła takiego
      lekarza, przy którym poczujesz się bezpieczna. Ale największe szczęście
      przyniesie ci ten maluszek tulący się do piersi. Zobaczysz, instynkt
      macierzyński jest naprawdę piękny i warto zaryzykować!!!!
    • ewetka Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 22:29
      Wiesz ja zawsze miałam bardzo bolesne, obfite i długie miesiączki i obawiałam
      się, ze poród będzie taki sam. Od odejścia wód rodziłąm 2 godziny 45 minut, a
      jeśłi liczyć od pierwszych bóli to 2 godziny. Sama byłam zaskoczona jak to
      szybko i sprawnie poszło. Synek urodził się zdrowy z 10 pkt. Teraz ma pół roku.
      Za kolejne pół roku zamierzam starać się od rugie dziecko. Nie wyobrażam sobie
      życia beż dzieci, a poród wcale nie musi byc tak traumatycznym przeżyciem.
    • lideczka_27 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 23:13
      lillika, nie wiem do końca jaki był powód założenia Twojego wątku, ale jeśli
      szukałaś żywych przykładów na to, że poród może być wspaniałym przeżyciem, to
      ja takim jestem.
      Wszystko, co Ci napiszę, nie będzie rzewnymi wspomnieniami nawiedzonej Matki
      Polki, tylko szczerą prawdą, a Ty już z moim postem zrobisz co zechcesz – albo
      przyjmiesz za dobrą monetę, albo wsadzisz między bajki wink
      Poza jednym pobytem na patologii w pierwszych tygodniach, ciąża przebiegała
      prawidłowo. Wyciszyłam się, starałam się myśleć pozytywnie o sobie, o ludziach,
      o tym co mnie spotka na porodówce i później – już w domu. Historie porodów,
      jakimi obdarzyły mnie inne rodzące, mroziły mi krew w żyłach… Powiedziałam
      sobie „nie daj się zwariować”, w końcu ciąża jak i poród to stany
      fizjologiczne, od milionów lat przypisane kobiecie i nie ma co robić z tego
      afery. To, że bywają trudne ciąże i tragiczne porody nie znaczy, że wszystkie
      kobiety czeka taki los i że akurat staną się one moim udziałem!
      Gdy nadszedł przeddzień terminu porodu obudził się u mnie syndrom wicia
      gniazda. W domu mieliśmy nie przymierzając – burdel na kółkach, bo remoncie,
      jaki robiliśmy przed przyjściem potomka na świat. Byłam sama, bo mąż poza
      domem, pracował 30 km od nas. Wzięłam się ostro do roboty, czułam się świetnie,
      wiedziałam, że jeśli poród przyspieszę, to nic się nie stanie. Umyłam okna,
      podłogi, porozwieszałam firany, posprzątałam we wszystkich szafkach,
      dokończyłam malować ścianę i gdy zabrałam się za stertę garów – poczułam
      pierwszy skurcz (o północy smile ) No i tak sobie te gary spokojnie myłam, a jak
      mnie gorszy ból brał, to robiłam przerwę. Później wykąpałam się (torba do
      szpitala była spakowana od dwóch tygodni wink ) i w końcu – po dwóch godzinach
      od pierwszego bólu – zadzwoniłam do męża żeby przyjeżdżał, bo rodzę. Trzy razy
      pytał czy aby mi się nie zdaje wink Powiedziałam, że to trwa dwie godziny i jeśli
      chce asystować synowi przy narodzinach to ma się pospieszyć. Odłożyłam
      słuchawkę i odeszły mi wody. Zadzwoniłam po karetkę, przyjechali, zbadali, w
      międzyczasie dojechał mąż i pojechaliśmy do szpitala. Tam się ze mną grzebali
      przy przyjęciu, no bo skoro pierworódka, to wszystko niby wolniej idzie. Wtedy
      ich oświeciłam, że rodzę już od przeszło dwóch godzin, że nie spanikowałam przy
      pierwszym skurczu, więc żeby się z tą papierkową robotą uwijali, bo skurcze
      miałam co 3 minuty i to dość mocne. Na samej porodówce spędziłam półtorej
      godziny. W sumie od pierwszego skurczu do urodzenia syna minęło 4 i pół
      godziny. Nie wiem, czy uwierzysz, ale przez cały ten czas ani razu nie
      zapłakałam, nie krzyknęłam, żadnej histerii… Rozmawiałam z mężem, żartowałam z
      położną, taką sztywną „konserwą”, że wyglądała jakby na pogrzeb przyszła a nie
      odbierała poród… W chwilach ostrego bólu skupiałam się na tym, że niedługo
      urodzę, nie mogłam się doczekać syna. Gdy dostałam bóle parte, przez jakiś czas
      rodziłam na boku z nogą zgiętą w kolanie (trochę tak jak pies obsikuje
      drzewo wink ). Dla mnie była to bardzo dobra pozycja. Położna mnie nacięła, wcale
      nie bolało. Naczytałam się o porodach, to ją tylko podpytywałam: „teraz pani
      mnie nacina, tak?”, „teraz sprawdza pani czy całe łożysko?” itd. Może byłam
      upierdliwa, ale nie chciałam uronić ani sekundki z mojego porodu. Na szyciu
      ucięłam sobie pogawędkę z lekarzem, bo był moim dobrym duchem – to on, gdy
      leżałam na patologii oświadczył mi, że ciąża utrzymana i pokazał bijące
      serduszko smile Mój mąż wiernie mi asystował, ciachnął pępowinę… Nie będę Ci tu
      opisywać wzruszenia, szczęścia, gdy urodziłam, bo to nawet trudne do
      opisywania, sama to przeżyjesz wink Ale o przebiegu porodu mogę Ci napisać, bo
      mój był prawidłowy i… prawie bezbolesny. Z ręką na sercu powiem: zawsze
      myślałam, że to boli okrutnie, ale jak dla mnie – o wiele mniej upierdliwe niż
      ząb. I od razu mówię, że rodziłam bez znieczulenia! Nie wiem… może to trochę
      zasługa tego, że w ciąży byłam aktywna ruchowo… A i stan psychiczny jest ważny,
      a ja byłam w wyśmienitym – wyciszyłam się i spokojniutko czekałam na swój
      Wielki Dzień smile Urodziłam w wyznaczonym terminie smile
      A i jeszcze jedno… doświadczenia naszych matek nie muszą być dziedziczne smile
      Moja tak szybko nie rodziła. Ja nie mam żadnych pamiątek po ciąży – nie miałam
      rozstępów, żylaków, wiszących piersi, próchnicy i co tam jeszcze może trapić
      młodą mamę. Mało w ciąży przytyłam, szybko wlazłam w swoje stare ciuchy, gdy
      młody skończył pół roku ważyłam 4 kilo mniej niż przed zajściem w ciążę. U
      mojej mamy wszystko to zupełnie inaczej wyglądało. Dlatego na nazwijmy
      to „obciążenia rodzinne” patrzę z dystansem.
      Lilliko kochana, Ty musisz przede wszystkim osiągnąć spokój psychiczny. To
      sprzyja ciąży. A zdrowa ciąża wyciszonej przyszłej mamy z kolei jest
      odpowiednim wstępem do porodu i późniejszego macierzyństwa. Nie wiem ile w tym
      zależności, ale mój maluch był taki jak ja w ciąży – wyciszony: grzeczny,
      całymi dniami i nocami spał, nie miał kolek. Miałam spokojne noce i ogólny luz
      w tym temacie. Seks też w pełni udany, rozpoczęliśmy szybciej o tydzień niż
      pozwala lekarz – nie mogłam już wytrzymać wink
      Wsłuchaj się w siebie, odegnaj te okropne myśli! Może się spotkamy na jakimś
      forum o zupkach i kupkach, bo jak tylko u nas pewne sytuacje się unormują, mamy
      zamiar znów się postarać o dzieciaczka smile))
      Pozdrawiam ciepło
      lida
    • lillika Re: do szczęśliwych Matek 25.10.04, 21:17
      Witajcie ponownie,
      Cieszę się, ze wreszcie mogę Wam podziękować za Wasze ciepłe słowa (wcześniej
      nie miałam fizycznej możliwości odpisania na forum), że chciałyście mnie
      wysłuchać a właściwie przeczytać wink.
      To co spowodowało u mnie traume to m.in. mobbing (i to w liczbie mnogiej),
      molestowanie – choć tu mam problem z określeniem, bo z punktu widzenia prawa to
      chyba było molestowanie ale z mojego punktu – czułam się gwałcona, choć mam
      świadomość, że daleko było do brutalnego gwałtu czy gwałtu zbiorowego. Jednak
      takie odczucia – tzn. gwałt – miała też moja koleżanka i mój mąż gdy zapoznali
      się z moją historią.

      Ma rację Pesteczka5, która pisze że ciążę i poród postrzegam jako gwałt na moją
      integralność. To chyba trafne określenie.

      Od ostatniego mojego wpisu trochę się u mnie zmieniło. Dostałam pracę (mam
      okres próbny) i mogłam pokonać swój lęk przed kontaktami z ludźmi. smile))
      Ale ten główny lęk – temat tego wątku – pozostał bez zmian. crying Chyba jest to
      ponad moje siły.
      Choć z drugiej strony.... Trochę jestem typem buntownika. Nie przyjmuję, a
      raczej nie chcę przyjąć do świadomości, że „poród MUSI bardzo boleć”. Dlatego
      miłym dla mnie zaskoczeniem były wypowiedzi anestezjologa wypowiadającego się
      na forum „ciąża, poród” (na razie – z braku czasu – przejrzałam tylko kilka
      wypowiedzi lekarza).
      Hmmm, a może faktycznie, poprzez kulturę i otoczenie wydaje mi się tylko że
      powinnam chcieć dziecko, choć tak na prawdę psychika tego nie chce i dlatego w
      obronie wysyła mi te wszystkie lęki.... Z drugiej strony swoją starość
      wyobrażałam sobie z dziećmi a mam świadomość że mój wiek to już prawie ostatni
      dzwonek na dziecko. Ale im bardziej staram się przekonać na posiadanie dziecka
      to tym bardziej czuję niechęć do dzieci, czasem tak dużą że nawet drażni mnie
      płacz dziecka na ulicy.

      Ale, być może te wszystkie moje lęki były zbędne. Od jakiegoś czasu choruję
      (czeka mnie operacja) i prawdopodobnie nie będę mogła mieć dzieci. Nie ma
      jeszcze ostatecznej diagnozy.
      No cóż, widocznie nie jest mi dane być „szczęśliwą matką”...
      Cieszę się, że Wam się udało. smile
    • aari Re: do szczęśliwych Matek 25.10.04, 22:48
      Nie wiem czy nie powtórzę czegoś co juz zostało napisane. Nie przeczytałam
      jeszcze odpowiedzi ponieważ bardzo mnie twój post poruszył .... mimo ostrzeżeń
      dla Ciężarnych przeczytałam ... jestem mamą dwóch chłopców i właśnie oczekuję
      trzeciego dzieciątka - powiem Ci tak - porodu się nie boję, może i boli ... ale
      kochanie ten ból jest do przezyciaa, poza tym ZZO na zyczenie ( oczywiście
      płatne ) moża chyba dostać w każdym szpitalu. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale są
      szpitale gdzie pacjętki traktuje się jak ludzi ... jeśli nie znasz takiego
      zapraszam do Kołobrzegu - tutaj jest nawet taniej niż gdzie indziej.

      Gdybym miała takie podejście jak osoby, które opisywałaś poprzestałabym na
      jednym dziecku - bo fakt z młodym się namęczyłam bez sensu - ale to było 8 lat
      temu - no a czasy dzięki Bogu się zmieniły - i to bardzo.
      Rodząc młodszego syna czułam komfort ... mimo iż nie płaciłam za nic bo nie
      miałam żadnych płatnych świadczeń - poród od poczatku był dla mnie miłym
      wspomnieniem.

      Na stronach internetowych możesz znaleźć rankingi szpitali jak również ich
      oferty i cenniki - sa tez prywatne kliniki, które fakt kosztują ale rodzisz tam
      jak chcesz począwszy od pozycji skończywszy na dodatkach w pokoju.

      Jeżeli tylko kwestia porodu Cię przeraża to warto popracowac nad sobą - bo to
      nie jest takie straszne. Znam wiele kobiet które rodziły bez komplikacji, są
      szczęśliwymi matkami - szkoda,ze nie masz takich wokół siebie sad
      (
      • lillika Re: do szczęśliwych Matek 16.11.04, 12:48
        Aari, bardzo dziękuję za ciepłe słowa smile.
        Z tego co się dowiadywałam to nie w każdym szpitalu jest możliwość zzo. W
        pierwszym jest zaledwie 1%. Znalazłam inny, a tam nie stosują zzo w ogóle, bo
        nie mają nawet anestezjologa choć szpital jest dość duży. Podobno jest znacznie
        lepiej w Katowicach, choć trochę daleko - ale na to nie będę narzekać.

        Piszesz „Jeżeli tylko kwestia porodu Cię przeraża to warto popracowac nad sobą -
        bo to nie jest takie straszne.” Nooo, ta praca nad sobą to jest chyba ta
        najtrudniejsza rzecz smile choć pracuję na sobą zakładając ten wątek smile. Z drugiej
        strony znam polskie realia i brutalną rzeczywistość a to skutecznie utrudnia tą
        pracę sad.

        Pozdrawiam mocno
        lillika
        • milarka Re: do szczęśliwych Matek 16.11.04, 14:10
          lillika napisała:

          > Podobno jest znacznie
          > lepiej w Katowicach, choć trochę daleko - ale na to nie będę narzekać.

          owszem, ja rodziłam w szpitalu w Katowicach przy ul.Raciborskiej, ZZO jest tu
          bezpłatne (podobnie jak poród rodzinny), dodatkowo personel szpitala bardzo
          zachęca rodzące do znieczulenia - nie ma z tym żadnego problemu, w ogóle
          warunki w szpitalu bardzo dobre
          więc jakby co to polecam
          • lillika Re: Z A K O Ń C Z E N I E 23.11.04, 19:39
            milarka:

            "owszem, ja rodziłam w szpitalu w Katowicach przy ul.Raciborskiej, ZZO jest tu
            bezpłatne (podobnie jak poród rodzinny), dodatkowo personel szpitala bardzo
            zachęca rodzące do znieczulenia - nie ma z tym żadnego problemu, w ogóle
            warunki w szpitalu bardzo dobre
            więc jakby co to polecam"

            to chyba ten szpital smile. Czy mogłabym się też dowiedzieć jak tam wygląda z
            pozycją, nacinaniem krocza, studentami, czy za wszelka cenę chcą by kobieta
            rodziła naturalnie (np. z racji zzo) czy nie ma problemu z cc?
            Pozdrawiam
            • milarka Re: Z A K O Ń C Z E N I E 23.11.04, 21:31
              lillika napisała:

              > to chyba ten szpital smile. Czy mogłabym się też dowiedzieć jak tam wygląda z
              > pozycją, nacinaniem krocza, studentami, czy za wszelka cenę chcą by kobieta
              > rodziła naturalnie (np. z racji zzo) czy nie ma problemu z cc?
              > Pozdrawiam

              Studentów nie ma,
              nacinanie krocza tylko w razie konieczności - nie stosują zasady, że jak
              pierworódka to nacinanie musi być - niemniej jednak ja miałam nacinanie
              (położna mnie uprzedziła, powiedziała, że grozi mi pęknięcie), wykonane było
              fachowo, szycie również, nić była rozpuszczalna, więc generalnie nie miałam z
              tym problemu,
              co do pozycji to cóż - kiedy miała być już faza parcia położna pokazała mi po
              prostu łóżko, na którym miałam się położyć, czy raczej usiąść - bo była to
              pozycja półsiedząca, a prawdę mówiąc ja nie miałam pomysłu na inne pozycje więc
              się posłuchałam, nie wiem jakby to było, gdybym powiedziała, że chcę rodzić np.
              w kucki, na podstawie podejścia położnych do porodów myślę jednak, że nie
              byłoby z tym większych problemów
              natomiast jeżeli chodzi o cc na żądanie to wątpię, żeby było to możliwe

              jeszcze z takich ciekawostek to mają tam na porodówce wannę z jacuzzi - można w
              niej rodzić (ale wtedy bez znieczulenia, za to również bez nacinania), można
              również z niej korzystać zanim będzie można dostać znieczulenie (mi to pomogło
              bardzo).

              Jeżeli będziesz zainteresowana to mogę dać ci namiary na super lekarkę z tego
              szpitala, z nią na spokojnie mogłabyś wyjaśnić wszelkie wątpliwości - np.
              odnośnie cc, z tą lekarką można na pewno się umówić, żeby przyjechała na twój
              poród (oczywiście odpłatnie)
              lekarka ta prowadzi swój gabinet razem z położną z tego szpitala (jest to chyba
              nawet szefowa położnych), do tej położnej chodziłam na szkołę rodzenia, bardzo
              sympatyczna kobieta - z nią też można spokojnie porozmawiać o swoich
              wątpliwościach

              Jakby co to daj znać, możesz też pisać na priv,
              pozdrawiam
              • lillika Re: Z A K O Ń C Z E N I E 30.11.04, 19:48
                Dziękuję za wyczerpująca odpowiedź! smile))
                Masz maila.
                Pozdrawiam
    • lillika Z A K O Ń C Z E N I E 16.11.04, 12:52
      Chciałabym jeszcze raz wszystkim podziękować za dużo ciepłych słów, za chęć
      czytania tak długich postów (baaaardzo potrzebowałam się przed kimś wyżalić i
      znaleźć choć trochę zrozumienia), za zrozumienie moich lęków i obaw, za
      dzielenie się Waszymi przeżyciami jak i za cenne rady. Zakładając ten wątek nie
      spodziewałam się, że jest tyle życzliwych osób. smile)))))

      Część szczegółów zakończenia opisałam już tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=12542577&a=17033605
      Dodam, że nadal nie ma postawionej ostatecznej diagnozy (ciągle robię badania).

      Czy kiedykolwiek wróce tu jako szczęśliwa matka? – tego nie wiem.

      Jeszcze raz baaaaaaaardzo Wam dziekuję,
      Pozdrawiam ciepło smile
      lillika
      • mami2 Re: Z A K O Ń C Z E N I E 16.11.04, 14:33
        Liliko, parę słów na zakończenie.
        Wg mnie macierzyństwa trzeba się po prostu uczyć. Ja się go uczę każdego dnia.
        Traumy związane z posiadaniem dzieci, to nie tylko przeżycia związane z
        porodem. Każdy dzień przynosi jakiś stres związany z rodzicielstwem. Jednym
        jest go łatwiej znosić, innym trudniej. Dzieci to wielka, wielka
        odpowiedzialność. Nie rób sobie wyrzutów jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na
        macierzyństwo. To kultura w której funkcjonujemy nakazuje nam obejmowac taką
        rolę, rolę matki ponad wszystko. Gdybyś jednak zdecydowała się kiedyś, a gdyby
        się okazało, że nie mozesz mieć dzieci biologicznych, pomyśl o tych małych
        istotach w Domach Dziecka, które czekają każdego dnia na to, by ich ktoś
        przytulił, pokochał, zaakceptował. Wierzę, że podejmiesz dobrą, rozsądna i
        własciwą tylko dla siebie decyzję.Życzę Ci tego z całego serca.
        • lillika Re: Z A K O Ń C Z E N I E 23.11.04, 19:25
          mami2 napisała:

          > Liliko, parę słów na zakończenie.
          > Wg mnie macierzyństwa trzeba się po prostu uczyć. Ja się go uczę każdego
          dnia.
          > Traumy związane z posiadaniem dzieci, to nie tylko przeżycia związane z
          > porodem. Każdy dzień przynosi jakiś stres związany z rodzicielstwem. Jednym
          > jest go łatwiej znosić, innym trudniej. Dzieci to wielka, wielka
          > odpowiedzialność. Nie rób sobie wyrzutów jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na
          > macierzyństwo. To kultura w której funkcjonujemy nakazuje nam obejmowac taką
          > rolę, rolę matki ponad wszystko. Gdybyś jednak zdecydowała się kiedyś, a
          gdyby
          > się okazało, że nie mozesz mieć dzieci biologicznych, pomyśl o tych małych
          > istotach w Domach Dziecka, które czekają każdego dnia na to, by ich ktoś
          > przytulił, pokochał, zaakceptował. Wierzę, że podejmiesz dobrą, rozsądna i
          > własciwą tylko dla siebie decyzję.Życzę Ci tego z całego serca.

          Dziękuję.
          Już kiedys myślałam o adopcji.

          Pozdrawiam
          lillika
Pełna wersja