jaskierus Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 21:26 Witaj! Odpisuje na Twoj post bez czytania wczesniejszych odpowiedzi, wiec byc moze bede sie powtarzac... Otoz jest mozliwy porod bez nacinania krocza, w wybranej, najwygodniejszej dla rodzacej pozycji, taki ktory wspomina sie z lezka w oku, ale nie z powodu bolu. Ja taki porod mam za soba. I wierze, ze naprawde w wiekszosci szpitali mozna znalezc madra polozna, ktora Cie poprowadzi i pomoze- byc moze bedzie trzeba zamowic ja do swojego porodu i za to zaplacic, ale sadze ze warto. To, o czym pisalas to chyba patologia jakas. Pierwsze slysze o tym, zeby pozwolono kobeicie naturalnie rodzic 50 godzin. uwierz, to sie naprawde nie zdarza, Bardzo mi zal tamtej dziewczyny, ci lekarze to musieli byc jakies straszne konowaly... Nie wiem, co przezylas, co wywolalo w Tobie taka traume, moze dlatego boisz sie, bo wiesz, ze przezywasz teraz bol o wiele silniej niz kiedys? Ale mozna znalezc szpital, w ktorym wykonuje sie zzo, mozna sie umowic na to zzo, mozna w koncu za nie nawet zaplacic. A dziecko warto urodzic, moje wynagrodzilo mi 8 godzin rodzenia w sekunde po porodzie. Trzymam za Ciebie kciuki.. Gdybys byla ze slaska, moge dac namiar na cudowna polozna. Odpowiedz Link Zgłoś
mandy5 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 22:17 Droga Lilliko!!! Jestem matką pięcioletniego świetnego chłopaczka. Twoja historia zwróciła moją uwagę i muszę przyznać, że chyba rzeczywiście trudno byłoby mi zdecydować się na dziecko czytając ją wcześniej. DZIEWCZYNO OPAMIĘTAJ SIĘ!!!! Nie słuchaj żadnych "dobrych rad", po prostu się zdecyduj. Ja urodziłam syna mając 23 lata i wydawało mi się ( przed porodem) że już wszystko wiem. Prawda była zupełnie inna. Poród nie wyglądał tak jak u moich koleżanek, czy w czasopismach. Oczywiście, że bolało, nacinali mnie i robili masaż szyjki, ale jestem im teraz za to wdzięczna, bo gdyby tego nie zrobili niewiem czy nie popękałabym, gdyż mały ważył 4 kg. Mogę Ci tylko powiedzieć co ja czułam, ale wierz mi, że u ciebie może być zupełnie inaczej. Ja rodziłam 6 godzin, mąż był cały czas przy mnie i mój lekarz prowadzący ( prosiłam go o to jeszcze przed datą porodu) i tylko dzięki niemu nie miałam zrobionej cesarki (żeby było szybciej, bo taką decyzję podjęła pani doktor po badaniu), mimo, że w trakcie porodu zaczęły się komplikacje (mały miał owiniętą szyjkę pępowiną i zaczął się dusić) lekarz zachował zimną krew i po prostu go ze mnie wyciągnął, tym samym ratując mu życie. Ponadto w drugiej dobie życia synka wyszły nieprawidłowości pracy serca, więc szalałam z rozpaczy, ale mój lekarz prowadzący był przy mnie ( w dniach swojego dyżuru) i to przede wszystkim od niego wiedziałam jakie badania będzie miało robione moje dziecko i kiedy, a nie od pediatry.Mam dla ciebie tylko jedną radę i proszę zapamiętaj ją do końca życia. KAŻDY PORÓD JEST INNY I TYLKO OD NAS ZALEŻY JAK DO TEGO PODEJDZIEMY. Nie słuchaj , nie patrz na inne panie, czy koleżanki. Twój poród może być wyjątkowy, zupełnie inny. przemyśl to i weź sobie to do serca. Nikt nie jest w stanie zapewnić cię, że wszystko będzie ok.W każdej minucie, czy będziesz chodzić w ciązy, czy w trakcie porodu może coś się wydarzyć nieprzewidzianego, tak jak było np. u mnie ( bo mój synek w trakcie porodu owinął się pępowioną i mimo, że 2 godziny wcześniej miałam robione usg i wszystko było ok. nagle zaczęło zanikać tętno dziecka) Moim zdaniem powinnaś poszukać sobie lekarza, któremu naprawdę zaufasz i będziesz mogła się zdać na niego. Ja takiego znalazłam i nie żałuję. A tak dla rozluźnienia sytuacji powiem ci historyjkę z której do dziś się śmieję. Moja koleżanka urodziła śliczną córeczkę parę miesięcy po mnie i spotkawszy się na spacerku przeżywałyśmy i wspominałyśmy nasze porody( jak to bywa u młodych mam) Ja zaczęłam od słow, że zdecyduję się na drugie dziecko jeśli nie będę musiała rodzić sama, na co moja koleżanka stwierdziła, że na porodówkę może iść już teraz, byle by nikt nie kazał jej chodzić 9 m-cy w ciąży. Bardzo Cię namawiam jeszcze raz byś nie brała sobie do serca tego co mówią, twoje znajome, gdzyż każda z nich miała inny poród i nie powinnaś brać tego pod uwagę. Po prostu znajdź sobie lekarza naprawdę dobrego, który interesuje się pacjentką, a nie zawartością jej portfela. Życzę ci z całego serca, żebyś znalazła takiego lekarza, przy którym poczujesz się bezpieczna. Ale największe szczęście przyniesie ci ten maluszek tulący się do piersi. Zobaczysz, instynkt macierzyński jest naprawdę piękny i warto zaryzykować!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ewetka Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 22:29 Wiesz ja zawsze miałam bardzo bolesne, obfite i długie miesiączki i obawiałam się, ze poród będzie taki sam. Od odejścia wód rodziłąm 2 godziny 45 minut, a jeśłi liczyć od pierwszych bóli to 2 godziny. Sama byłam zaskoczona jak to szybko i sprawnie poszło. Synek urodził się zdrowy z 10 pkt. Teraz ma pół roku. Za kolejne pół roku zamierzam starać się od rugie dziecko. Nie wyobrażam sobie życia beż dzieci, a poród wcale nie musi byc tak traumatycznym przeżyciem. Odpowiedz Link Zgłoś
lideczka_27 Re: do szczęśliwych Matek 29.05.04, 23:13 lillika, nie wiem do końca jaki był powód założenia Twojego wątku, ale jeśli szukałaś żywych przykładów na to, że poród może być wspaniałym przeżyciem, to ja takim jestem. Wszystko, co Ci napiszę, nie będzie rzewnymi wspomnieniami nawiedzonej Matki Polki, tylko szczerą prawdą, a Ty już z moim postem zrobisz co zechcesz – albo przyjmiesz za dobrą monetę, albo wsadzisz między bajki Poza jednym pobytem na patologii w pierwszych tygodniach, ciąża przebiegała prawidłowo. Wyciszyłam się, starałam się myśleć pozytywnie o sobie, o ludziach, o tym co mnie spotka na porodówce i później – już w domu. Historie porodów, jakimi obdarzyły mnie inne rodzące, mroziły mi krew w żyłach… Powiedziałam sobie „nie daj się zwariować”, w końcu ciąża jak i poród to stany fizjologiczne, od milionów lat przypisane kobiecie i nie ma co robić z tego afery. To, że bywają trudne ciąże i tragiczne porody nie znaczy, że wszystkie kobiety czeka taki los i że akurat staną się one moim udziałem! Gdy nadszedł przeddzień terminu porodu obudził się u mnie syndrom wicia gniazda. W domu mieliśmy nie przymierzając – burdel na kółkach, bo remoncie, jaki robiliśmy przed przyjściem potomka na świat. Byłam sama, bo mąż poza domem, pracował 30 km od nas. Wzięłam się ostro do roboty, czułam się świetnie, wiedziałam, że jeśli poród przyspieszę, to nic się nie stanie. Umyłam okna, podłogi, porozwieszałam firany, posprzątałam we wszystkich szafkach, dokończyłam malować ścianę i gdy zabrałam się za stertę garów – poczułam pierwszy skurcz (o północy ) No i tak sobie te gary spokojnie myłam, a jak mnie gorszy ból brał, to robiłam przerwę. Później wykąpałam się (torba do szpitala była spakowana od dwóch tygodni ) i w końcu – po dwóch godzinach od pierwszego bólu – zadzwoniłam do męża żeby przyjeżdżał, bo rodzę. Trzy razy pytał czy aby mi się nie zdaje Powiedziałam, że to trwa dwie godziny i jeśli chce asystować synowi przy narodzinach to ma się pospieszyć. Odłożyłam słuchawkę i odeszły mi wody. Zadzwoniłam po karetkę, przyjechali, zbadali, w międzyczasie dojechał mąż i pojechaliśmy do szpitala. Tam się ze mną grzebali przy przyjęciu, no bo skoro pierworódka, to wszystko niby wolniej idzie. Wtedy ich oświeciłam, że rodzę już od przeszło dwóch godzin, że nie spanikowałam przy pierwszym skurczu, więc żeby się z tą papierkową robotą uwijali, bo skurcze miałam co 3 minuty i to dość mocne. Na samej porodówce spędziłam półtorej godziny. W sumie od pierwszego skurczu do urodzenia syna minęło 4 i pół godziny. Nie wiem, czy uwierzysz, ale przez cały ten czas ani razu nie zapłakałam, nie krzyknęłam, żadnej histerii… Rozmawiałam z mężem, żartowałam z położną, taką sztywną „konserwą”, że wyglądała jakby na pogrzeb przyszła a nie odbierała poród… W chwilach ostrego bólu skupiałam się na tym, że niedługo urodzę, nie mogłam się doczekać syna. Gdy dostałam bóle parte, przez jakiś czas rodziłam na boku z nogą zgiętą w kolanie (trochę tak jak pies obsikuje drzewo ). Dla mnie była to bardzo dobra pozycja. Położna mnie nacięła, wcale nie bolało. Naczytałam się o porodach, to ją tylko podpytywałam: „teraz pani mnie nacina, tak?”, „teraz sprawdza pani czy całe łożysko?” itd. Może byłam upierdliwa, ale nie chciałam uronić ani sekundki z mojego porodu. Na szyciu ucięłam sobie pogawędkę z lekarzem, bo był moim dobrym duchem – to on, gdy leżałam na patologii oświadczył mi, że ciąża utrzymana i pokazał bijące serduszko Mój mąż wiernie mi asystował, ciachnął pępowinę… Nie będę Ci tu opisywać wzruszenia, szczęścia, gdy urodziłam, bo to nawet trudne do opisywania, sama to przeżyjesz Ale o przebiegu porodu mogę Ci napisać, bo mój był prawidłowy i… prawie bezbolesny. Z ręką na sercu powiem: zawsze myślałam, że to boli okrutnie, ale jak dla mnie – o wiele mniej upierdliwe niż ząb. I od razu mówię, że rodziłam bez znieczulenia! Nie wiem… może to trochę zasługa tego, że w ciąży byłam aktywna ruchowo… A i stan psychiczny jest ważny, a ja byłam w wyśmienitym – wyciszyłam się i spokojniutko czekałam na swój Wielki Dzień Urodziłam w wyznaczonym terminie A i jeszcze jedno… doświadczenia naszych matek nie muszą być dziedziczne Moja tak szybko nie rodziła. Ja nie mam żadnych pamiątek po ciąży – nie miałam rozstępów, żylaków, wiszących piersi, próchnicy i co tam jeszcze może trapić młodą mamę. Mało w ciąży przytyłam, szybko wlazłam w swoje stare ciuchy, gdy młody skończył pół roku ważyłam 4 kilo mniej niż przed zajściem w ciążę. U mojej mamy wszystko to zupełnie inaczej wyglądało. Dlatego na nazwijmy to „obciążenia rodzinne” patrzę z dystansem. Lilliko kochana, Ty musisz przede wszystkim osiągnąć spokój psychiczny. To sprzyja ciąży. A zdrowa ciąża wyciszonej przyszłej mamy z kolei jest odpowiednim wstępem do porodu i późniejszego macierzyństwa. Nie wiem ile w tym zależności, ale mój maluch był taki jak ja w ciąży – wyciszony: grzeczny, całymi dniami i nocami spał, nie miał kolek. Miałam spokojne noce i ogólny luz w tym temacie. Seks też w pełni udany, rozpoczęliśmy szybciej o tydzień niż pozwala lekarz – nie mogłam już wytrzymać Wsłuchaj się w siebie, odegnaj te okropne myśli! Może się spotkamy na jakimś forum o zupkach i kupkach, bo jak tylko u nas pewne sytuacje się unormują, mamy zamiar znów się postarać o dzieciaczka )) Pozdrawiam ciepło lida Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: do szczęśliwych Matek 25.10.04, 21:17 Witajcie ponownie, Cieszę się, ze wreszcie mogę Wam podziękować za Wasze ciepłe słowa (wcześniej nie miałam fizycznej możliwości odpisania na forum), że chciałyście mnie wysłuchać a właściwie przeczytać . To co spowodowało u mnie traume to m.in. mobbing (i to w liczbie mnogiej), molestowanie – choć tu mam problem z określeniem, bo z punktu widzenia prawa to chyba było molestowanie ale z mojego punktu – czułam się gwałcona, choć mam świadomość, że daleko było do brutalnego gwałtu czy gwałtu zbiorowego. Jednak takie odczucia – tzn. gwałt – miała też moja koleżanka i mój mąż gdy zapoznali się z moją historią. Ma rację Pesteczka5, która pisze że ciążę i poród postrzegam jako gwałt na moją integralność. To chyba trafne określenie. Od ostatniego mojego wpisu trochę się u mnie zmieniło. Dostałam pracę (mam okres próbny) i mogłam pokonać swój lęk przed kontaktami z ludźmi. )) Ale ten główny lęk – temat tego wątku – pozostał bez zmian. Chyba jest to ponad moje siły. Choć z drugiej strony.... Trochę jestem typem buntownika. Nie przyjmuję, a raczej nie chcę przyjąć do świadomości, że „poród MUSI bardzo boleć”. Dlatego miłym dla mnie zaskoczeniem były wypowiedzi anestezjologa wypowiadającego się na forum „ciąża, poród” (na razie – z braku czasu – przejrzałam tylko kilka wypowiedzi lekarza). Hmmm, a może faktycznie, poprzez kulturę i otoczenie wydaje mi się tylko że powinnam chcieć dziecko, choć tak na prawdę psychika tego nie chce i dlatego w obronie wysyła mi te wszystkie lęki.... Z drugiej strony swoją starość wyobrażałam sobie z dziećmi a mam świadomość że mój wiek to już prawie ostatni dzwonek na dziecko. Ale im bardziej staram się przekonać na posiadanie dziecka to tym bardziej czuję niechęć do dzieci, czasem tak dużą że nawet drażni mnie płacz dziecka na ulicy. Ale, być może te wszystkie moje lęki były zbędne. Od jakiegoś czasu choruję (czeka mnie operacja) i prawdopodobnie nie będę mogła mieć dzieci. Nie ma jeszcze ostatecznej diagnozy. No cóż, widocznie nie jest mi dane być „szczęśliwą matką”... Cieszę się, że Wam się udało. Odpowiedz Link Zgłoś
aari Re: do szczęśliwych Matek 25.10.04, 22:48 Nie wiem czy nie powtórzę czegoś co juz zostało napisane. Nie przeczytałam jeszcze odpowiedzi ponieważ bardzo mnie twój post poruszył .... mimo ostrzeżeń dla Ciężarnych przeczytałam ... jestem mamą dwóch chłopców i właśnie oczekuję trzeciego dzieciątka - powiem Ci tak - porodu się nie boję, może i boli ... ale kochanie ten ból jest do przezyciaa, poza tym ZZO na zyczenie ( oczywiście płatne ) moża chyba dostać w każdym szpitalu. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale są szpitale gdzie pacjętki traktuje się jak ludzi ... jeśli nie znasz takiego zapraszam do Kołobrzegu - tutaj jest nawet taniej niż gdzie indziej. Gdybym miała takie podejście jak osoby, które opisywałaś poprzestałabym na jednym dziecku - bo fakt z młodym się namęczyłam bez sensu - ale to było 8 lat temu - no a czasy dzięki Bogu się zmieniły - i to bardzo. Rodząc młodszego syna czułam komfort ... mimo iż nie płaciłam za nic bo nie miałam żadnych płatnych świadczeń - poród od poczatku był dla mnie miłym wspomnieniem. Na stronach internetowych możesz znaleźć rankingi szpitali jak również ich oferty i cenniki - sa tez prywatne kliniki, które fakt kosztują ale rodzisz tam jak chcesz począwszy od pozycji skończywszy na dodatkach w pokoju. Jeżeli tylko kwestia porodu Cię przeraża to warto popracowac nad sobą - bo to nie jest takie straszne. Znam wiele kobiet które rodziły bez komplikacji, są szczęśliwymi matkami - szkoda,ze nie masz takich wokół siebie ( Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: do szczęśliwych Matek 16.11.04, 12:48 Aari, bardzo dziękuję za ciepłe słowa . Z tego co się dowiadywałam to nie w każdym szpitalu jest możliwość zzo. W pierwszym jest zaledwie 1%. Znalazłam inny, a tam nie stosują zzo w ogóle, bo nie mają nawet anestezjologa choć szpital jest dość duży. Podobno jest znacznie lepiej w Katowicach, choć trochę daleko - ale na to nie będę narzekać. Piszesz „Jeżeli tylko kwestia porodu Cię przeraża to warto popracowac nad sobą - bo to nie jest takie straszne.” Nooo, ta praca nad sobą to jest chyba ta najtrudniejsza rzecz choć pracuję na sobą zakładając ten wątek . Z drugiej strony znam polskie realia i brutalną rzeczywistość a to skutecznie utrudnia tą pracę . Pozdrawiam mocno lillika Odpowiedz Link Zgłoś
milarka Re: do szczęśliwych Matek 16.11.04, 14:10 lillika napisała: > Podobno jest znacznie > lepiej w Katowicach, choć trochę daleko - ale na to nie będę narzekać. owszem, ja rodziłam w szpitalu w Katowicach przy ul.Raciborskiej, ZZO jest tu bezpłatne (podobnie jak poród rodzinny), dodatkowo personel szpitala bardzo zachęca rodzące do znieczulenia - nie ma z tym żadnego problemu, w ogóle warunki w szpitalu bardzo dobre więc jakby co to polecam Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: Z A K O Ń C Z E N I E 23.11.04, 19:39 milarka: "owszem, ja rodziłam w szpitalu w Katowicach przy ul.Raciborskiej, ZZO jest tu bezpłatne (podobnie jak poród rodzinny), dodatkowo personel szpitala bardzo zachęca rodzące do znieczulenia - nie ma z tym żadnego problemu, w ogóle warunki w szpitalu bardzo dobre więc jakby co to polecam" to chyba ten szpital . Czy mogłabym się też dowiedzieć jak tam wygląda z pozycją, nacinaniem krocza, studentami, czy za wszelka cenę chcą by kobieta rodziła naturalnie (np. z racji zzo) czy nie ma problemu z cc? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
milarka Re: Z A K O Ń C Z E N I E 23.11.04, 21:31 lillika napisała: > to chyba ten szpital . Czy mogłabym się też dowiedzieć jak tam wygląda z > pozycją, nacinaniem krocza, studentami, czy za wszelka cenę chcą by kobieta > rodziła naturalnie (np. z racji zzo) czy nie ma problemu z cc? > Pozdrawiam Studentów nie ma, nacinanie krocza tylko w razie konieczności - nie stosują zasady, że jak pierworódka to nacinanie musi być - niemniej jednak ja miałam nacinanie (położna mnie uprzedziła, powiedziała, że grozi mi pęknięcie), wykonane było fachowo, szycie również, nić była rozpuszczalna, więc generalnie nie miałam z tym problemu, co do pozycji to cóż - kiedy miała być już faza parcia położna pokazała mi po prostu łóżko, na którym miałam się położyć, czy raczej usiąść - bo była to pozycja półsiedząca, a prawdę mówiąc ja nie miałam pomysłu na inne pozycje więc się posłuchałam, nie wiem jakby to było, gdybym powiedziała, że chcę rodzić np. w kucki, na podstawie podejścia położnych do porodów myślę jednak, że nie byłoby z tym większych problemów natomiast jeżeli chodzi o cc na żądanie to wątpię, żeby było to możliwe jeszcze z takich ciekawostek to mają tam na porodówce wannę z jacuzzi - można w niej rodzić (ale wtedy bez znieczulenia, za to również bez nacinania), można również z niej korzystać zanim będzie można dostać znieczulenie (mi to pomogło bardzo). Jeżeli będziesz zainteresowana to mogę dać ci namiary na super lekarkę z tego szpitala, z nią na spokojnie mogłabyś wyjaśnić wszelkie wątpliwości - np. odnośnie cc, z tą lekarką można na pewno się umówić, żeby przyjechała na twój poród (oczywiście odpłatnie) lekarka ta prowadzi swój gabinet razem z położną z tego szpitala (jest to chyba nawet szefowa położnych), do tej położnej chodziłam na szkołę rodzenia, bardzo sympatyczna kobieta - z nią też można spokojnie porozmawiać o swoich wątpliwościach Jakby co to daj znać, możesz też pisać na priv, pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: Z A K O Ń C Z E N I E 30.11.04, 19:48 Dziękuję za wyczerpująca odpowiedź! )) Masz maila. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Z A K O Ń C Z E N I E 16.11.04, 12:52 Chciałabym jeszcze raz wszystkim podziękować za dużo ciepłych słów, za chęć czytania tak długich postów (baaaardzo potrzebowałam się przed kimś wyżalić i znaleźć choć trochę zrozumienia), za zrozumienie moich lęków i obaw, za dzielenie się Waszymi przeżyciami jak i za cenne rady. Zakładając ten wątek nie spodziewałam się, że jest tyle życzliwych osób. ))))) Część szczegółów zakończenia opisałam już tu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=12542577&a=17033605 Dodam, że nadal nie ma postawionej ostatecznej diagnozy (ciągle robię badania). Czy kiedykolwiek wróce tu jako szczęśliwa matka? – tego nie wiem. Jeszcze raz baaaaaaaardzo Wam dziekuję, Pozdrawiam ciepło lillika Odpowiedz Link Zgłoś
mami2 Re: Z A K O Ń C Z E N I E 16.11.04, 14:33 Liliko, parę słów na zakończenie. Wg mnie macierzyństwa trzeba się po prostu uczyć. Ja się go uczę każdego dnia. Traumy związane z posiadaniem dzieci, to nie tylko przeżycia związane z porodem. Każdy dzień przynosi jakiś stres związany z rodzicielstwem. Jednym jest go łatwiej znosić, innym trudniej. Dzieci to wielka, wielka odpowiedzialność. Nie rób sobie wyrzutów jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na macierzyństwo. To kultura w której funkcjonujemy nakazuje nam obejmowac taką rolę, rolę matki ponad wszystko. Gdybyś jednak zdecydowała się kiedyś, a gdyby się okazało, że nie mozesz mieć dzieci biologicznych, pomyśl o tych małych istotach w Domach Dziecka, które czekają każdego dnia na to, by ich ktoś przytulił, pokochał, zaakceptował. Wierzę, że podejmiesz dobrą, rozsądna i własciwą tylko dla siebie decyzję.Życzę Ci tego z całego serca. Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: Z A K O Ń C Z E N I E 23.11.04, 19:25 mami2 napisała: > Liliko, parę słów na zakończenie. > Wg mnie macierzyństwa trzeba się po prostu uczyć. Ja się go uczę każdego dnia. > Traumy związane z posiadaniem dzieci, to nie tylko przeżycia związane z > porodem. Każdy dzień przynosi jakiś stres związany z rodzicielstwem. Jednym > jest go łatwiej znosić, innym trudniej. Dzieci to wielka, wielka > odpowiedzialność. Nie rób sobie wyrzutów jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na > macierzyństwo. To kultura w której funkcjonujemy nakazuje nam obejmowac taką > rolę, rolę matki ponad wszystko. Gdybyś jednak zdecydowała się kiedyś, a gdyby > się okazało, że nie mozesz mieć dzieci biologicznych, pomyśl o tych małych > istotach w Domach Dziecka, które czekają każdego dnia na to, by ich ktoś > przytulił, pokochał, zaakceptował. Wierzę, że podejmiesz dobrą, rozsądna i > własciwą tylko dla siebie decyzję.Życzę Ci tego z całego serca. Dziękuję. Już kiedys myślałam o adopcji. Pozdrawiam lillika Odpowiedz Link Zgłoś