triss_merigold6
22.05.11, 10:41
Niby drobiazg, ale drażniący. Próbuję intelektualnie ogarnąć, jak można pogodzić bardzo wysokie kompetencje zawodowe i towarzyskie z kompletną... nie wiem... ignorancją/bezmyślnością w sprawach wydawałoby się oczywistych i nie wymagających wyjaśniania.
Moja siostra, którą zaczynam podejrzewać o nabyty, wybiórczy autyzm, przyniosła mojemu dziecku znaczek-wpinkę, typowo pamiątkowy ze szkoły wojskowej innego kraju. Kolorowy, błyszczący. Rozmowa zeszła na wakacje, kolonie dziecka, zuchy i odbył się dialog:
S. - Wepnij mu ten znaczek w mundurek harcerski, będzie ładnie wyglądać.
Ja - yyyyy... przecież to symbol szkoły wojskowej obcego państwa?!
S. - No to co?
Ja - Nie nosi się na mundurze harcerskich emblematów/znaczków innych krajów, tym bardziej jakichś wojskowych!
S. - Ale dlaczego?
Ja (zaczynam się dławić) - Nie jestem przesadnie patriotyczna, ale harcerstwo w Polsce ma 100 lat tradycji, własną historię i własne symbole (zaczynam wymieniać)..., naszywa się odznaki zdobytych sprawności, rajdów etc.
S. - No ale co to szkodzi, przecież jest ładny, błyszczy się etc.
Ja - Cekiny sobie k... naszyj, też się błyszczą.
Tu wtrącił się nasz ojciec, wojskowy i mnie poparł. Siostra pozostała w głębokim niezrozumieniu istoty sprawy.
To jest n-ta taka sytuacja. Nie rozumiem, jak pragnę zdrowia, nie rozumiem. Kod kulturowy ten sam, te same lektury, ba - ten sam kierunek studiów kończyłyśmy, korzystamy z tych samych mediów, żyjemy w podobnej (a może nie?!) przestrzeni społecznej, a różnice w odbiorze rzeczywistości i podejściu do tysięcy kwestii, są jak lata świetlne.
Aha, nie mam fioła na punkcie zuchów/harcerstwa, dziecko chodzi, bo fajnie się bawi, uczy współpracy w grupie i ma przekazywane treści z którymi zasadniczo się zgadzam.