W końcu to _rodzina_!

25.05.11, 00:05
Natchnął mnie wątek dotyczący prezentu ślubnego i przewijający się tam argument "przecież to BRAT, jak można nie być na ślubie brata?".
Moje pytanie brzmi: i co z tego, że brat? Co z tego, że rodzina? Dlaczego dla rodziny trzeba się poświęcać, wydawać ciężkie pieniądze, rezygnować z czegoś?

Moja mama tez ma brata. Który jej nigdy w niczym nie pomógł, wiele razy ją zawiódł, na którym nie może polegać, który ją ileś razy obraził. Ale to BRAT!

Co jest takiego świętego w rodzinie, powiedzcie mi?
    • imasumak Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:14
      jul-kaa napisała:
      Co jest takiego świętego w rodzinie, powiedzcie mi?


      W zdrowej? Wszystko.
      • jul-kaa Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:59
        imasumak napisała:
        > W zdrowej? Wszystko.

        No właśnie. A jak często takie w pełni zdrowe rodziny się zdarzają?
        • echtom Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 07:30
          > A jak często takie w pełni zdrowe rodziny się zdarzają?

          "W pełni zdrowe" rodziny, podobnie jak jednostki, praktycznie w ogóle nie zdarzają się w naturze, bo nie ma bytów doskonałych smile Dobrze, jeśli są wystarczająco zdrowe.
          • imasumak Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 16:16
            echtom napisała:

            Dobrze, jeśli są wystarczająco zdrowe.

            Otóż to.
            >
        • naomi19 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 11:17
          No właśnie. A jak często takie w pełni zdrowe rodziny się zdarzają?
          Zdrowe rodziny się zdarzają, to, że Ty takiej nie masz (wspólczuję) i w takim duchu wychowujesz swoje dzieci, to tylko i wyłączanie TWÓJ problem. Zdrowe nie znaczy idealne. Czy Ty znasz choć jednego idealnego człowieka pod każdym zwględem? Nie? A więc żadna rodzina nie może być idealna. Zdrowa- jak najbardziej Kochająca, jak najbardziej, szanująca się, oczywiście. żal, że nie wszyscy to znają napewno są o to uboźsi.
          • jul-kaa Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 16:32
            naomi19 napisała:
            > No właśnie. A jak często takie w pełni zdrowe rodziny się zdarzają?
            > Zdrowe rodziny się zdarzają, to, że Ty takiej nie masz (wspólczuję) i w takim d
            > uchu wychowujesz swoje dzieci, to tylko i wyłączanie TWÓJ problem.

            To znaczy w jakim duchu...?
            • imasumak Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 17:26
              jul-kaa napisała:

              To znaczy w jakim duchu...?

              Zapewne w takim, jaki opisałaś w poście startowym.
              A warto może by oderwać się od niechlubnej tradycji i nauczyć dzieci, że rodzina to jednak ogromna wartość?
              • kiniox Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 17:37
                Problem w tym, że dzieci nie są głupie i jesli ktoś ma pecha i rodzinę, z którą najlepiej trzymać się na odległość, to w jaki sposób chcesz przekonać dzieci, że rodzina to wartość? Możesz najwyżej pokazać, że TY zawsze będziesz wspierać rodzinę, nawet jeśli oni odpłacają za to nożem w plecy i wcale nie wiadomo, czy dzieci to łykną. Ale wydaje mi się, że właśnie o tym jest ten wątek - czy warto tak robić? Za jaką cenę? Dlaczego miałaby to być wartość?
                Jak kiedyś się wypowiedziałam w wątku o tym, czego nas nauczyli rodzice, że jesteśmy dla własnych rodziców za surowi, to byłam w zasadniczej mniejszości (żeby nie powiedzieć, że jedyna), a teraz się okazuje, że tu jednak pełno altruistek, które nadstawią drugi policzek dla rodziny, bo to wielka wartość jest. Nie rozumiem. Dla mnie to puste deklaracje, skoro w jednym wątku wartość! wartość!, a w drugim same toksyczne matki.
                • jul-kaa Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 20:03
                  kiniox napisała:
                  > Możesz najwyżej pokazać, że TY zawsze będziesz wspierać
                  > rodzinę, nawet jeśli oni odpłacają za to nożem w plecy i wcale nie wiadomo, czy
                  > dzieci to łykną. Ale wydaje mi się, że właśnie o tym jest ten wątek - czy wart
                  > o tak robić? Za jaką cenę? Dlaczego miałaby to być wartość?

                  Ano właśnie. Nie chcę uczyć dziecka, że ma wiecznie nadstawiać drugi policzek, że ma dawać się wykorzystywać, jeździć po sobie, dawać sobą orać. Dla mnie byłoby to uczenie braku szacunku do samego siebie.

                  Może jeszcze dodam, że w sumie trochę teoretyzuję, bo mam w rodzinie tylko jednego wuja (opisanego w pierwszym poście), z którym kontakty na jakiś czas stanowczo ograniczyłam, oraz jedną ciotkę męża, z którą i tak byśmy się nie widywali, więc moja deklaracja "nigdy więcej tej baby" nawet nie była konieczna wink Reszta jest w porządku, więc nie ma problemu.
              • jul-kaa Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 19:51
                imasumak napisała:
                > A warto może by oderwać się od niechlubnej tradycji i nauczyć dzieci, że rodzin
                > a to jednak ogromna wartość?

                No własnie odrywam się od niechlubnej tradycji zmuszającej do kontaktów z toksycznymi ludźmi. Dla mnie wartością jest ta część rodziny, którą kocham i szanuję i która kocha i szanuje mnie. I tego będę uczyć swoje dziecko.
                Nie ogarniam, jaką wartością jest rodzina (nie cała, ale jej członkowie), którzy są złymi, nietolerancyjnymi, okrutnymi ludźmi.

    • saga55-5 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:14
      Niby rodzina to świętość ale....ja, jeśli z kimś mi nie po drodze, ograniczam kontakty do minimum.
      Czasami obcy są lepsi od rodziny.
    • czar_bajry Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:14
      " Święta Rodzina"smile
    • angazetka Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:15
      Bo ludzie patrzą przez pryzmat własnych doświadczeń. Nie wyobrażam sobie, że miałoby mnie nie być na ślubie któregoś z moich braci (dodajmy, ciotecznych) - bo ich kocham, są mi bliscy, ważni, mogę na nich liczyć.
      • mdmaj2371 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 16:09
        angazetka napisała:

        > Bo ludzie patrzą przez pryzmat własnych doświadczeń. Nie wyobrażam sobie, że mi
        > ałoby mnie nie być na ślubie któregoś z moich braci (dodajmy, ciotecznych) - bo
        > ich kocham, są mi bliscy, ważni, mogę na nich liczyć.
        ciekawa jestem czy jakbys byla w np zagrozonej ciazy to tez bys bez wzgledu na wszystko wsiada w samolot i poleciala na slub brata? bo przeciez "nie wyobrazasz sobie" jak mozna nie byc na slubie brata bo ich kochasz? Wyobraz sobie ze jak tez swoich kocham choc nie bylam na slubie jednego z nich. Rozne w zyciu sie uklada wiec nigdy nie mow nigdy.
        • angazetka Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 16:18
          A możesz powiedzieć, dlaczego od razu mnie atakujesz?
          • mdmaj2371 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 16:31
            nie atakuje tylko pokazuje ze rozne moga byc powodu nie byc na slubie brata lub kogos z bliskiej rodziny. I nie znaczy ze sie ich nie kocha.
            Moja brat raz przelozyl ze wzgledu na mnie swoj slub, drugi raz na to nie pozwolilam. Zycie czasami uklada sie inaczej niz bysmy tego chcieli ot co.
    • hrabina_murzyna Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:19
      Teściowa też podobno rodzinabig_grin ale nic świętego w niej nie widzętongue_out
      • naomi19 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:06
        tesciowa to nie rodzina, daj spokój big_grin
    • cherry.coke Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:19
      Szczerze mowiac nic nie ma w rodzinie swietego, jesli relacje sa naprawde nie do uratowania.

      Z drugiej strony, duzo nieporozumien w rodzinie to wlasnie to - nieporozumienia. Czasem warto sie dwa razy zastanowic, czy na pewno obrazamy sie albo nie przychodzimy gdzies z wystarczajaco waznego powodu, czy tez chodzi o jakies pierdoly, przez ktore np. nie tylko nie bedziemy na czyims waznym dniu, to jeszcze on bedzie miec ten dzien skwaszony. No i trzeba miec nadzieje, ze reszta rodziny bedzie na tyle rozsadna, zeby zastanowic sie nad tym samym...
    • niebieski_lisek Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:33
      Jeny, od kiedy pójście na wesele jest takim poświęceniem? Opisałaś to w taki sposób jakby było to coś cięższego od oddania nerki. Nie wyobrażam sobie nie być na ślubie kogoś bardzo bliskiego. Jeśli ludzie w rodzinie nie są sobie bliscy - to smutne, ale zdarza się.
      • hrabina_murzyna Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:37
        Ja tam na ślub teściowej bym nie poszłatongue_out Co innego na ślub teścia, tam bym poszła z radością, aby uczcić pamięć byłej teściowejtongue_out
      • jul-kaa Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 00:58
        niebieski_lisek napisała:
        > Jeny, od kiedy pójście na wesele jest takim poświęceniem?

        Daleka wyprawa, ciągnięcie ze sobą małych dzieci, wydawanie na to grubych tysięcy - tak, to może być poświęcenie.

        Pytanie jednak w sumie było bardziej ogólne, tamten wątek stanowił li i jedynie inspirację.
        Jasne, że nie mówimy tu o rodzinie, która jest bardzo bliska, którą się kocha, której się ufa. Wiele osób nie może patrzeć na swoich krewnych, więc w imię czego MUSZĄ się z nimi spotykać, pomagać im, mieć wobec nich jakiekolwiek powinności? Na mnie też próbowano wymuszać kontakty z nielubianym wujem, bo "przecież to rodzina".
        Mam przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć, którym ufam i których szanuję. Nie wyobrażam sobie nie być na ich ślubach...
        • bi_scotti Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 01:28
          To ja tu napisze z grubej rury i na wysokim C, ale moze to tez ma jakies znaczenie ...
          Wsrod znajomych mam i takich, ktorych ukochane, wyczekane dziecko w wieku lat 14 potrzebowalo szpiku. Z najblizszej rodziny (rodzice, dziadkowie, rodzenstwo rodzicow, dzieci tegoz rodzenstwa) nie bylo korzystnego match choc wszyscy deklarowali chec bycia dawcami. Wiec rozszerzyli poszukiwania i dotarli do jakiejs obrazonej, zopomnianej odnogi rodzinnej ze strony paternal grandpa. W rozpaczy olali jakies przeszle i zaszle niesnaski, uznali ze nawet jesli dostana odmowe to przynajmniej sprobuja. I co? I trzech super-dalekich kuzynow przejechalo pol Europy zeby sie z moimi znajomymi spotkac, jeden okazal sie byc odpowiednim match i generously poddal sie zabiegowi dla wczesniej nieznanego nastolatka tylko dlatego, ze jednak lacza ich jakies wiezy rodzinne, ogolnie happy end i na dodatek odnowione stosunki miedzypokoleniowe smile
          Wiadomo, zawsze sie szuka i wsrod obcych ale latwiej jednak znalezc match w rodzinie itd. Duzo jest dobrych ludzi na swiecie niemniej czasem sie okazuje, ze wspolny "korzonek rodzinny" ma wieksza wartosc niz tylko wymiana kartek na swieta. Wiec moze warto go pielegnowac ... Nie tylko na wypadek nieszczescia ale glownie dlatego, ze gdzies jednak laczy rodziny wspolna historia, jakies poplatane losy wspolnych przodkow, czasem jakies smakowite tajemnice rodzinne, a czasem zwyczajnie taki sam pryszcz w tym samym miejscu na tak samo wygladajacym kartoflowatym nosie tongue_out
          • wioskowy_glupek Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 02:07
            Wszystko ładnie ale to polsko języczne forum, także wszelkie wstawki ang. są zbędne a wręcz wyglądają śmiesznie... Bo nie wydaję mi się byś była polonią z dziada pradziada wink ?
          • rosapulchra-0 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:03
            Opisujesz sytuację, ktora nie zdarza się codziennie, poza tym temat ostatnio dość modny, więc..
            Ja za to podam przykład ze swojego podwórka. Kilka dobrych lat, gdy moje dzieci zdecydowanie były małe, dowiedziałam się, że brat mojej koleżanki ma niewiele czasu i jedynym ratunkiem dla niego jest przeszczep nerki. Oczywiście koszty wysokie, różne inne czynniki niesprzyjające, ale przede wszystkim brak dawcy. W zwykłym, ludzkim odruchu zaproponowałam swoją. Moja rodzina, na czele z moją macią, święcie się oburzyli na mój plan, że to obcy człowiek, że swojemu to już nie będę mogła pomóc, ile mi chcą za to zapłacić, bo jak płacą, to kuzyn chętnie jedną nerkę odda itd, itp. O rodzinnej solidarności przekonałam się po raz kolejny, gdy w zeszłym roku było ryzyko przeszczepu mojej wątroby i padła również propozycja częściowego przeszczepu od spokrewnionego dawcy. Nikt nie tylko nie zaproponował, ale wręcz wszyscy okazali wielkie zdziwienie, że śmiem liczyć na nich w tak ważnej kwestii. Bo za daleko, bo za granicą, bo to kosztuje, bo to bardzo ryzykowne jest i cała masa coraz głupszych argumentów. Dodam, że nie ode mnie wyszła prośba, ale od mojej matki, o czym się dużo później dowiedziałam.
            Nie utrzymuję ze swoją rodziną żadnych kontaktów. Ograniczyłam się do swoich najbliższych, córek i męża. Reszta jest mi całkowicie zbędna.
            Na moim ślubie nie było nikogo z rodziny ani z mojej, ani ze strony męża. i jakoś z tego powodu nie płaczę, jak i również z tego, że nie jestem zapraszana na uroczystości rodzinne.
            • kali_pso Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:05
              Na moim ślubie nie było nikogo z rodziny ani z mojej, ani ze strony męża. i jak
              > oś z tego powodu nie płaczę, jak i również z tego, że nie jestem zapraszana na
              > uroczystości rodzinne.


              hehehh..jeszcze tylko napisz, że jesteś z tego powodu szczęsliwa i masz to gdzieś...akuratwinkp
              No napisz, bo to takie emamowe...chwyci zapewne....heheheh
              • rosapulchra-0 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:10
                Rozumiem, że wiesz ode mnie lepiej, gdzie mnie swędzi?
                Nie, nie napiszę tego, co mi sugerujesz, bo jest to nieprawda. Zawiodę cię, mam pełne podstawy do nieutrzymywania kontaktów z rodziną, ale o nich to mi się pisać na forum nie chce.
                I weź pod uwagę fakt, że ludzie są różni, to, co się podoba tobie, mnie nie musi. Jasne?
                • miliwati Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:14
                  rosapulchra-0 napisała:

                  > Rozumiem, że wiesz ode mnie lepiej, gdzie mnie swędzi?
                  > Nie, nie napiszę tego, co mi sugerujesz, bo jest to nieprawda. Zawiodę cię, mam
                  > pełne podstawy do nieutrzymywania kontaktów z rodziną, ale o nich to mi się pi
                  > sać na forum nie chce.

                  A może to oni mają podstawy żeby nie utzymywać kontaktów z Tobą, co?
                • naomi19 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:14
                  Calusieńka rodzina jest złaaaaa a to Ty jesteś ta dobra? Jasne wink
                  Obraziłaś się po prostu i już. Całe życie z taką urazą- uważaj bo to generuje choroby i to bardzo poważne, mówię poważnie, taki stres zabija.
                  • kiniox Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 11:07
                    Jednak z opisu sytuacji sądząc ma prawo mieć żal, więc skąd ten jad? Skoro rodzina najpierw wyrażała opinię, że swojemu się pomaga (i dlatego nie należy "trwonić" pomocy na obcych), to miała prawo przypuszczać, że jej, jako rodzinie, pomogą w potrzebie, prawda? I ciekawa jestem, czy Ty byś była taka wyluzowana, gdyby chodziło o ratowanie Twojego życia, czy też zdrowia, a nikt by do pomocy wyrywny nie był. Przecież to, co dziewczyna opisała, jest bardzo ludzkie, bardzo prawdopodobne i bardzo bolesne.
                • kali_pso Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:21

                  No ale nie napisałaś, żeś szczęśliwa z tego powodu, więc coś na rzeczy jest. I to chodziło. Jasne?
                  • chloe30 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:23
                    kali_pso napisała:

                    >
                    > No ale nie napisałaś, żeś szczęśliwa z tego powodu, więc coś na rzeczy jest. I
                    > to chodziło. Jasne?

                    mozna nie być szczęśliwym, ale jednocześnie zdawać sobie sprawę, że obecny stan i tak jest lepszy od utrzymywania tychże stosunków
                  • rosapulchra-0 @kali_pso, 25.05.11, 10:59
                    no strasznie mi nieprzykro, ale czuję się szczęśliwa. Naprawdę. Mam święty spokój przede wszystkim. Nie obraziłam się na nikogo, wręcz przeciwnie, gdy wyjeżdżałam z kraju, to wynajęłam kuzynom swoje mieszkanie za wysokość czynszu. Mieszkali w kilka osób, imprezowali, nie szanowali, mojej matce ubliżali, a na koniec zwyczajnie okradli. A żeby dodać smaczku całej historii, z siebie zrobili ofiary, a ja okazałam się być czarną owcą. Mają przewagę - są na miejscu. A mnie się nie chce ani udowadniać, że nie jestem wielbłądem, ani udowadniać im, że zachowali się jak ostatnie świnie. Wolę się odciąć i mieć święty, anielski spokój. A to jest tylko jeden przykład. I nauczona doświadczeniami wychodzę z założenia, że z moją rodziną to nawet na zdjęciu się dobrze nie wychodzi.
                    Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że wielu się to nie mieści w głowach, ale dla mnie jest ważniejszy mój spokój, moje zdrowie i moich dzieci i męża. I to jest moja prawdziwa i jedyna rodzina.
                    • naomi19 Re: @kali_pso, 25.05.11, 20:42
                      Spokój od Mamy? Ja już nie wiem, czy piszesz poważnie, czy to taka poza?
                      • nenia1 Re: @kali_pso, 25.05.11, 22:42
                        naomi19 napisała:

                        > Spokój od Mamy? Ja już nie wiem, czy piszesz poważnie, czy to taka poza?

                        A co cię tak dziwi, bo mamy to tylko dobre są?

                        Bywają takie, że włos się na głowie jeży.
              • nanuk24 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 23:05
                I co takie smieszne jest?
                Ja, na ten przyklad, nie utrzymuje od trzech lat kontaktu ze swoja rodzina i jestem z tego powodu bardzo szczesliwa, a ty zrozumialabys moje szczescie, gdybys choc chwile miala z nia do czynienia.

                Za to mam cudowna tesciowa, ktora rozpieszcza mnie jak wlasna corke, a je jej na to pozwalam i korzystam ile wleziewink
            • ylunia78 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:35
              rosapulchra-0 napisała:

              > Nie utrzymuję ze swoją rodziną żadnych kontaktów. Ograniczyłam się do swoich na
              > jbliższych, córek i męża. Reszta jest mi całkowicie zbędna.
              > Na moim ślubie nie było nikogo z rodziny ani z mojej, ani ze strony męża. i jak
              > oś z tego powodu nie płaczę, jak i również z tego, że nie jestem zapraszana na
              > uroczystości rodzinne.

              O szit.Mnie tam bolało by chyba cały czas,gdzyby nikogo z rodziny nie było na moim slubie.I nie wiem jak długo pociągnęła bym bez mamy i braci.?Ale może nie potrafię sobie tego wyobrazić,bo jednak mam z rodziną dobre stosunki.Żeby nie napisać bdb.
            • naomi19 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:11
              Nie utrzymuję ze swoją rodziną żadnych kontaktów. Ograniczyłam się do swoich najbliższych, córek i męża. Reszta jest mi całkowicie zbędna.
              Na moim ślubie nie było nikogo z rodziny ani z mojej, ani ze strony męża. i jakoś z tego powodu nie płaczę, jak i również z tego, że nie jestem zapraszana na uroczystości rodzinne.

              Straszne.
              • tacomabelle ani ze strony męża 25.05.11, 11:34
                Mąż też taki nonkonformista wierzący w mitycznych "przyjaciół"?
                • rosapulchra-0 Re: ani ze strony męża 25.05.11, 12:40
                  My nie mamy przyjaciół. Ja mam dwie koleżanki, obie mieszkają w różnych miastach, utrzymujemy ze sobą stały i serdeczny kontakt, mimo, że widujemy się rzadko. Mój mąż ma znajomych w pracy, ale prywatnie się z nimi nie spotyka lub bardzo rzadko. Co, oczywiście, nie oznacza, że jesteśmy odludkami i nie mamy kontaktów z innymi osobami. suspicious Jednak na pewno to nie są nasi przyjaciele.
                  • tacomabelle Re: ani ze strony męża 25.05.11, 13:07
                    Smutne.
                    • rosapulchra-0 Re: ani ze strony męża 25.05.11, 13:13
                      Tylko i wyłącznie z twojego punktu widzenia.
                      • babunia_wygodka Re: ani ze strony męża 25.05.11, 13:15
                        rosapulchra-0 napisała:

                        > Tylko i wyłącznie z twojego punktu widzenia.

                        Właściwie to masz rację. Dlaczego na przykład dla mnie miałoby być smutne że jesteście nietowarzystkimi odludkami nie umiejącymi nawiązać kontaktu z innymi ludźmi? Mnie to przecież zwisa.
                        • kota_marcowa Re: ani ze strony męża 25.05.11, 14:34
                          > Właściwie to masz rację. Dlaczego na przykład dla mnie miałoby być smutne że je
                          > steście nietowarzystkimi odludkami nie umiejącymi nawiązać kontaktu z innymi lu
                          > dźmi? Mnie to przecież zwisa.

                          Z wcześniejszych pstów rosapulchry wynika, że jej mąż jednak takim odludkiem nie jest. I przyjaciół jednak potrzebował, ups, nie przyjaciół, tylko przyjaciółkiwink
                          A chyba tak idealnie mu nie było, skoro szukał szczęścia u innej.
                          • hotya Re: ani ze strony męża 25.05.11, 16:12
                            kota, to chamskie było, wiesz?
                            • joanna35 Re: ani ze strony męża 26.05.11, 08:01
                              Łatwo zrozumieć, po przeczytaniu tego wątku, dlaczego niektóre osoby ograniczają do minimum kontakt ze swoją rodziną, w końcu odpowiadające tu panie - wredne, wszystkowiedzace, krytykujące i z jedynie słusznym spojrzeniem na cudze życie są reprezentantkami przynajmniej jakiejś części tego społeczeństwa.
                              • butters77 Re: ani ze strony męża 26.05.11, 13:36
                                Joanna35, podpisuję się pod Twoją wypowiedzią obiema rękami. Trafiłam na to forum dziś, z przypadkowego linka z głównej, zaczęłam czytać, zainteresowana niektórymi tematami... ale po lekturze dziesiątek bezsensownie złośliwych wypowiedzi chyba sobie odpuszczę adaptację wink
                      • tacomabelle Re: ani ze strony męża 25.05.11, 13:17
                        Nie, z obiektywnego punktu widzenia. Ludziom bez rodziny i przyjaciół należy współczuć (w pozytywnym, nie szyderczym znaczeniu tego słowa).
                        • rosapulchra-0 Re: ani ze strony męża 25.05.11, 13:31
                          @tacomabelle, z całym szacunkiem, to cały czas jest twój punkt widzenia i to na podstawie dyskusji w necie i niewielkiej ilości informacji na mój temat. Napisałam wcześniej dwa istotne zdania:

                          zdaję sobie sprawę, że wielu się to nie mieści w głowach, ale dla mnie jest ważniejszy mój spokój, moje zdrowie i moich dzieci i męża. I to jest moja prawdziwa i jedyna rodzina.

                          Co, oczywiście, nie oznacza, że jesteśmy odludkami i nie mamy kontaktów z innymi osobami.

                          A ty w tej chwili oceniasz książkę po okładce. Nie znasz mnie, nie wiesz, jak wygląda moje życie i moich najbliższych, możesz je sobie jedynie wyobrazić, a to wcale, ale to wcale nie musi się pokrywać z rzeczywistością, więc z obiektywizmem twoja opinia ma niewiele wspólnego.
                          • tacomabelle Re: ani ze strony męża 25.05.11, 13:35
                            Życie bez rodziny i przyjaciół jest smutne.

                            Obiektywnie.

                            Poza tym znajomych mam też na pęczki, ale sęk w tym, ze nie o to w życiu chodzi.

                            Oczywiście, wierzę, że twoje życie jak to wszstkich na formm jest wspaniałe i spełnione.
                            • rosapulchra-0 Re: ani ze strony męża 25.05.11, 13:56
                              Wkładasz mi w usta słowa, których nie wypowiedziałam. Ze złośliwością w dodatku. Szkoda.
                              Nie twierdzę i nie twierdziłam, że moje życie jest wspaniałe i spełnione pod każdym względem. Na pewno teraz jest dużo lepsze niż było wcześniej. I m.in. przysłużył się temu fakt odizolowania się od rodziny. Poniekąd w sposób naturalny, bo wyjechałam za granicę.
                              Co do przyjaciół.. Na podstawie swoich doświadczeń z innymi ludźmi mogę śmiało stwierdzić, że tylko szczęściarze mają PRAWDZIWYCH przyjaciół. Ja do tego grona nie należę.
                              • bi_scotti To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 14:05
                                Przeciez to tez RODZINA! Skoro masz az tak fatalne doswiadczenia z wlasna i mezowska rodzina, skad odwaga zalozenia wlasnej? Przeciez wszystkie dotychczasowe doswiadczenia powinny Ci podpowiadac, ze to i tak bedzie kolejne fiasko w temacie relationships ...
                                I podobnie jak Taco, pisze to bez zlosliwosci tylko z glebokim smutkiem i autentycznym wspolczuciem.
                                • tacomabelle Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 14:22
                                  I skąd gwarancja, że dzieci cię zaproszą na twój ślub? A jeśli pójdą twoją drogą?
                                  • rosapulchra-0 Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 14:29
                                    Jeśli się przyczynię do tego stanu rzeczy, to tylko do siebie będę mogła mieć pretensję.
                                    • naomi19 Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 20:47
                                      Jeśli się przyczynię do tego stanu rzeczy, to tylko do siebie będę mogła mieć pretensję
                                      To jesteś taka idealna, że myślisz, że nie znajdą powodu? Ja wobec mojej Mamy mam takich powodów miliadr osiemset. A żyjemy blisko mamy w sobie wsparcie, kochamy się. Uczysz, ups, uczycie swoje dzieci braku szacunku do rodziców, nie tym co mówicie, a tym co robicie. Uczycie nieutrzymywania kontaktów, braku jakichkolwiek więzi. Smutne.
                                  • babunia_wygodka Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 14:30
                                    tacomabelle napisała:

                                    > I skąd gwarancja, że dzieci cię zaproszą na twój ślub? A jeśli pójdą twoją drog
                                    > ą?

                                    Przecież chyba chodzi o to żeby nie zaprosiły, nie? W końcu rodzina to tylko wrzód na d*pie.
                                • rosapulchra-0 Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 14:28
                                  @bi_scotti, ja jestem dużą dziewczynką, jestem samodzielna i sama sobie wiążę sandały, wiesz? A moje dzieci są nastolatkami (13, 15, 16 lat). 16 lat żyje moje najstarsze dziecko, związek mój rozpoczął się odpowiednio wcześniej. Nie uważasz, że to dużo czasu na utrzymywanie kontaktów z toksyczną rodziną? Podam kilka przykładów.
                                  Moja teściowa:
                                  zabrała nam meble z mieszkania pod naszą nieobecność, bo uznała, że biednym się bardziej należą, byłam w 9 m-cu ciąży,
                                  ukradła razem z drugim synem mężowi kilkanaście tysięcy z konta,
                                  sprzedała mieszkanie męża, oczywiście kasę wzięła sobie,
                                  zaraziła moje dzieci (najmłodsza nie miała roku) jakimś wirusem, zrobiła to z premedytacją, jedna z córek musiała być hospitalizowana, za ten wyczyn nie odzywałam się do niej do zeszłego roku.
                                  Moja matka:
                                  gdy oboje byliśmy za granicą, sprzedała nasz samochód, połową pieniędzy ze sprzedaży podzieliła się z teściową, nam oczywiście powiedziały, że sprzedały za połowę ceny, napuszczała na mnie policję i opiekę społeczną, bo nie pozwalałam jej indoktrynować moich dzieci. Moja matka jest S.J.
                                  Chciała mi odebrać prawa rodzicielskie, a sama zostać rodziną zastępczą, powód? Rodzina zastępcza dostaje kasę.
                                  O kuzynach już pisałam.
                                  O przeszczepach również.
                                  O różnych znajomych również mogłabym opowiadać. Dużo.

                                  Tylko, że ja nie chcę tego rozpamiętywać. Odcięłam się i jestem szczęśliwa. Tak, pod tym względem nawet bardzo.
                                  • babunia_wygodka Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 15:17
                                    rosapulchra-0 napisała:

                                    Po przeczytaniu całej tej serii niefortunnych zdarzeń wniosek nasuwa się taki: o ile każde z osobna jeszcze jako-tako na siłę dałoby się zrobić, to zebrane w całość są ewidentnym nieprawdopodobieństwem i bzdurą. Czeka cię wspaniała przyszłosć staruszki czepiającej się ludzi na ulicy i bajdurzącej o czarnych helikopterach za oknami, chipach od kosmitów w głowie męża i spisku syonistycznym który tylko na ciebie czyha, ale się nie dajesz.
                                    No chyba że pójdziesz się leczyć.
                                    • rosapulchra-0 Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 15:36
                                      Dobrze, że twój wniosek jest jedyny i słuszny. I niech tak pozostanie. Amen. suspicious
                                    • kota_marcowa Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 16:06
                                      > Po przeczytaniu całej tej serii niefortunnych zdarzeń wniosek nasuwa się taki:
                                      > o ile każde z osobna jeszcze jako-tako na siłę dałoby się zrobić, to zebrane w
                                      > całość są ewidentnym nieprawdopodobieństwem i bzdurą. Czeka cię wspaniała przys
                                      > złosć staruszki czepiającej się ludzi na ulicy i bajdurzącej o czarnych helikop
                                      > terach za oknami, chipach od kosmitów w głowie męża i spisku syonistycznym któr
                                      > y tylko na ciebie czyha, ale się nie dajesz.


                                      Zapomniałeś o transwestycie molestującym męża rosy w pracy, którego to ten mąż się boi.
                                      • babunia_wygodka Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 16:13
                                        kota_marcowa napisała:

                                        > Zapomniałeś o transwestycie molestującym męża rosy w pracy, którego to ten mąż
                                        > się boi.

                                        A to też była ona? Cóż, znowu - jako jednostkowej historii temu można było dać wiarę. Ale jak to skompletować z tą złowieszczą babcią co się skrada i dziatki niewinne posypuje wirusem z fiolki niczym jakiś Doktor Zło, a jeszcze przyprawić wielokrotnymi oszustwami finansowymi które jakoś nikogo nie uczą ostrożności - to wychodzi zaiste Justyna i niedole cnoty - gdzie się pulchra nie odwróci, zawsze ktoś ją, nie bójmy się tego słowa, wydyma. Albo jej biednego męża.

                                      • rosapulchra-0 Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 22:54
                                        Żaden transwestyta mojego męża nie molestował, pospolita babo, wysil się na coś bardziej oryginalnego, bo póki co cztasz jak gęś, nic poza.
                                  • bi_scotti Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 15:57
                                    Przyznam, ze historia z zarazeniem wirusem z premedytacja powoduje, ze trudno tak zuplenie powaznie traktowac cala reszte ale niech bedzie ...
                                    Widzisz, problem w tym, ze jesli (???) faktycznie masz (macie z mezem?) az takiego pecha w tym z jakich rodzin wyszliscie, macie tez statystycznie bardzo male szanse na zbudowanie wlasnym dzieciom szczesliwego domu/szczesliwej rodziny. Czy tego chcemy, czy nie, znakomita wiekszosc wzorcow przenosimy wielokrotnie niechceca lub wrecz wbrew sobie samym. Poza tym to jest teraz takie slowo wytrych "toksyczna" rodzina/matka/relacja i juz niby wszystko jest jasne i nie tylko nalezy uciekac gdzie pieprz rosnie. A naprawde nigdy nic nie jest czarno-biale, z gruntu zle czy z gruntu dobre wiec to, ze Ty dostrzegasz WYLACZNIE owo toksycznosc to jest TWOJ problem. O tyle trudny, ze masz 3 dzieci, ktore chcac-nie-chcac z tym TWOIM problemem tez musza/beda musialy jakos sobie radzic. Ogolnie kanal sad
                                    Nalezy zyczyc Ci bycia statystycznym fluke ...
                                    • rosapulchra-0 Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 16:31
                                      Uszczegółowię historię z wirusem. Przyjechała do nas rano, zasmarkana tak, że zużyła dwie wielkie paczki chusteczek jednorazowych do nosa. Prosiłam ją, żeby pojechała do siebie do domu, że mąż ją odwiezie, jeśli się źle czuje, ale się uparła, że musi u nas poczekać na kogoś. Przesiedziała przy stole kilka godzin, czytając gazety i rozwiązując krzyżówki. Co jakiś czas, mimo moich próśb, a potem nieprzyjemnych uwag, podchodziła do niemowlaka, brała ją na ręce i całowała. Kichając przy tym, smarkając również. No nie powiesz mi, że nie wiedziała, że zarazi dziecko?!
                                      Gdy wyszła, ja poszłam po starsze dzieci do przedszkola. Teściowa miała już definitywnie do siebie pojechać (15 minut od nas samochodem). Wróciłam z dziewczynami do domu, dzwonek do drzwi, babcia przyszła. Bo się serial zaczyna i ona nie zdąży dojechać do siebie na początek. Postanowiła obejrzeć u nas. Oczywiście, w tym czasie bawiła się również ze starszymi, przytulała je, całowała i zarażała.
                                      A ponieważ ją dobrze znam, to wiem, że działała świadomie i z premedytacją.
                                      Niedawny przykład z zeszłego roku - zamieszkała w moim mieszkaniu, bez mojej zgody, oczywiście. Zrobiła to w czasie, gdy leżałam w szpitalu, więc nie mogłam jechać do Polski i ingerować. Mieszkała przez 3 miesiące. Nie zapłaciła za nic, żadnego rachunku za prąd, za gaz, TV, czynszu. Gdy się wyprowadzała, to zmieniła zamki w drzwiach i zabrała wszystkie rachunki. I zniknęła. Do mieszkania trzeba było się włamywać, odtwarzać wszystkie rachunki. Do dziś nie wiem, po co to zrobiła.
                                      • wespuczi Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 17:04
                                        a powiem tak - wierze ci i uwazam ze dobrze robisz,
                                        moja kolezanka ma meza z podobnym typem matki - ukradla wszystko swoim dzieciom, dom, samochod, po ich ojcu, wydala na wakacje na karaibach ze swoim przyjacielem!!!

                                        i do tego jej dzieci - kolezanki maz i jego siostra musza jej co miesiac kase wysylac bo ona sie dla nich tak poswiecila.
                                        ostatnio, w tamtym roku w lecie byli u tesciowej na grillu, z jakiegos powodu tesciowa wziela bez pozwolenia oczywiscie, kluczyki do samochodu mojej kolezanki i meza i zabrala sie za prowadzenie po pijaku, nic nie rozwalila, ale takie numery caly czas..

                                        tez z moja rodzina nie mam bardzo o czym rozmawiac,
                                        najgorsze sa ciagle teksty mojego ojca o zydach i czarnuchach,
                                        kto chce swoje dzieci do takich dziadkow prowadzic?
                                        nie ja...
                                        • jul-kaa Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 17:18
                                          O właśnie, kolejna rzecz - kontakt dzieci z dziadkami. Jeśli dziadkowie są wobec dzieci okrutni, straszą je, karmią uczulającym jedzeniem, stosują drastyczne kary itp., to dlaczego rodzice nadal nalegają na podtrzymywanie kontaktów? Pamiętam opowieści koleżanek, które bały się swoich dziadków, a po latach okazywało się, że ich rodzice również się ich w dzieciństwie bali. Jaka jest w tym logika...?
                                          Moje dziecko ma bardzo fajnych dziadków (teściów nie lubię za bardzo, ale jako dziadkowie są świetni), ale z pewnością nie nalegałabym na kontakty gdyby było inaczej.
                                    • rosapulchra-0 Re: To po co w ogole miec meza/zone i dzieci? 25.05.11, 16:59
                                      Nigdzie nie twierdziłam, że jestem idealną cierpiętnicą. Na pewno w dużym stopniu sama się przyczyniłam do wielu konfliktów domowych, ale głupiej i bezmyślnej podłości naszych matek nie zrozumiem do dziś.
                                      A nasze dzieci chronimy przed nimi. I niech będzie, że w twoich oczach jesteśmy toksyczną patologią. Naprawdę jest mi to obojętne.
                              • tacomabelle Re: ani ze strony męża 25.05.11, 14:05
                                Nie jestem zlosliwa. A prawdziwych przyjaciół nie jest wcale tak trudno znaleźć. Rodzn patalogicznych też jest znacząco mniej niż tych normalnych.

                                Dlatego współczuję ci pecha.
                            • mdmaj2371 Re: ani ze strony męża 25.05.11, 16:20
                              ale przeciez ona ma rodzine - meza i corki
              • mdmaj2371 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 16:18
                dla ciebie strasze dla niej najlepsze rozwiazanie i chyba najbardziej zdrowe.
        • kali_pso Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 08:50
          > Mam przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć, którym ufam i których szanuję. N
          > ie wyobrażam sobie nie być na ich ślubach...


          Tiaaaa, oczywiście, oczywiście..na slubie rodziny zaś sobie nie wyobrażasz być, prawda?
          Z obserwacji moich wynika jasno- utrzymac dobre kontakty z rodzina jest o wiele trudniej niż z sąsiadem czy przyjacielem. Bo tutaj trzeba się postarać, bo tutaj w grę wchodzą silne emocje, pokrewieństwo, podobieństwo, te same przywary, wspomnienia, które są często bolesne, bo najbliższych czesto trudniej wybaczyć to, co na ogół dośc swobodnie wybacza sie przyjacielowiwink Wejrzyj w siebie i sobie odpowiedz.
          • miliwati Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:13
            kali_pso napisała:

            > Z obserwacji moich wynika jasno- utrzymac dobre kontakty z rodzina jest o wiele
            > trudniej niż z sąsiadem czy przyjacielem. Bo tutaj trzeba się postarać, bo tut
            > aj w grę wchodzą silne emocje, pokrewieństwo, podobieństwo, te same przywary, w
            > spomnienia, które są często bolesne, bo najbliższych czesto trudniej wybaczyć t
            > o, co na ogół dośc swobodnie wybacza sie przyjacielowiwink Wejrzyj w siebie i sob
            > ie odpowiedz.

            No bo to właśnie na tym polega. Ci co tak się zapierają przed kontaktami z rodziną bo z rodziną to tylko kłopoty i nic w niej ważnego nie ma, mają w podłożu "jak ona mogła mi to zrobić, przecież jesteśmy rodziną", podczas gdy w kontaktach z obcymi w identycznej sytuacji jest "a to wydra że mi tak zrobiła, no ale damy sobie po razie i będzie git".

            • kali_pso Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:23

              Jak wszędzie i jak zawsze - każdy ma coś na sumieniu i za niesnaski w rodzinie odpowiada, choćby zapiekłym milczeniem, niechęcią do wybaczenia itp. Warto tylko przestać udawać, najpierw przed samym sobą, że nas to nie obchodzi.
          • jul-kaa Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 16:31
            Mam wrażenie, że chyba się nie zrozumiałyśmy.
            Moim zdaniem tak wśród przyjaciół, jak i wśród rodziny są osoby, z którymi chcemy utrzymywać serdeczny kontakt oraz takie, z którymi ten kontakt jest nieprzyjemny, frustrujący, czasem wręcz upokarzający. Ideą tego wątku nie było dowodzenie, że rodzina to zawsze zło najgorsze, ale że mamy prawo dokonywać wyborów i utrzymywać kontakt z tymi, z którymi mamy ochotę go utrzymywać. A niestety w imię mitycznej "rodziny" czesto jesteśmy zmuszani do podtrzymywanie toksycznej relacji. I temu się sprzeciwiam.

            kali_pso napisała:
            > Z obserwacji moich wynika jasno- utrzymac dobre kontakty z rodzina jest o wiele
            > trudniej niż z sąsiadem czy przyjacielem.

            No właśnie - ale _dlaczego_ w ogóle te kontakty utrzymywać, jesli obie strony nie mają na to najmniejszej ochoty?
            • joanna35 Re: W końcu to _rodzina_! 26.05.11, 08:05
              Eee to nie na tym forum. Na tym forum powiedzą/napiszą Ci dokładnie jak masz żyć, a jeżeli tak nie żyjesz to jesteś taka , śmaka i owaka. A do wszystkich genialnych wniosków na Twój temat dochodzą po przeczytaniu jednego postu. Wróżki?
    • kropkacom Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 06:58
      Jeśli rodzina nie jest "święta" to nie ma w niej nic "świętego" tongue_out Proste.

      W ostatecznym rozrachunku fajnie jest mieć w rodzinie oparcie i samemu też nim być. Kto tego nigdy nie zaznał pewnie strywializuje i nie zrozumie.
    • ania2003i2011 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 07:11
      dlatego widzę po minie męża, że jest mu przykro, że ja mam super siostrę, a on na swoim rodzeństwie nie może polegać sad
    • echtom Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 07:33
      > Moje pytanie brzmi: i co z tego, że brat?

      Mam 70-letniego przyrodniego brata, z którym nie łączy mnie właściwie nic prócz tego samego ojca w metryce, ale siedzi mi gdzieś z tyłu głowy, że to jednak brat, a nie jakiś obcy starszy facet.
    • czarneoczy bo są rodziny i "rodziny" 25.05.11, 08:44
      ja mam rodzinkę rozbudowaną jak włoski klan mafijny wink i mimo tego, ze widujemy się zasadniczo na imprezach typu pogrzeb/wesele (imieniny rodzinne w pełnym gronie odpadają bo się około 100 osób by zrobiło) to wiem, że gdyby coś poszło nie tak, to mam gdzie "uderzyć" z prośbą o pomoc...
      na mojego brata czasem wyzywam i pyskuję (wzajemnie zresztą), ale nie daj boziu, żeby ktoś smiał mu coś złego zrobić - w momencie pełna mobilizacja sił rodzinnych w odwodzie wink
      i widze jak Zakontraktowanemu czasem przykro i jak lgnie do "mojej" rodziny, bo on ma własnie "rodzinę" - ludzi których łączy jedynie wspólny przodek...
    • hrabina_murzyna Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 08:55
      Święte w rodzinie jest to, że można na nią liczyć. Ja mam dużą rodzinę mimo, iż tylko ze strony mamy. Rodzeństwo cioteczne jest dla mnie jak rodzone.Jesteśmy w kontakcie, zapraszamy się do siebie. Za tydzień komunia mojej ciotecznej siostrzenicy, 30 osób z rodziny zaproszone i nikt nie wyobraża sobie nie być. Jest lepiej i gorzej, ale jak zadzwonią, że wujek M. miał wypadek to reszta obojętna nie jest, jak ciocia K. chorowała to pomóc trzeba, jak się przejeżdża niedaleko to punkt obowiązkowy odwiedzić ciotkę czy bratanka. Na wesele każdy pójdzie, choćby daleko miał. Jak kasy brak to się dzwoni i pożycza, albo ktoś tam prezent walnie na wieczne nieoddanie. Złe chwile też bywają, kłótnie takoż, ale powiemy sobie co myślimy i życie idzie dalej.
    • jowita771 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:05
      Ja też nie byłam na ślubie mojego brata, teraz właściwie nie mamy kontaktu, widuję go czasem, jak jadę do kuzynki, która mieszka obok. Rozmawiam z nim tak, jak rozmawiałabym z sąsiadem. On udaje, że mu brakuje kontaktu, ale tylko wtedy, kiedy mu wygodnie. Mój brat jest socjopatą, współczuję tej części rodziny, która nie potrafi się od niego odciąć, bo cierpią na tym. Nie znam drugiego takiego człowieka i mam nadzieję, że nie poznam.
    • broceliande Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:31
      Dowiesz się, jak Ci rodziny zabraknie i zorientujesz się, że inni to jednak obcy.
      Rodzina nie jest po to, żeby oczekiwać pomocy.
      Moja szwagierka nie była na naszym ślubie i do dzisiaj mam żal...
      • gryzelda71 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:39
        > Rodzina nie jest po to, żeby oczekiwać pomocy.

        Dobre.Nie należy oczekiwać pomocy,tylko jej udzielać.Nie mówić nic złego i uśmiechać się jak ciebie obrażają.I w nieskończoność pamiętać przewinienia innych,własne są nieistotne.Cóż za taką rodzinę podziękuje.
        • broceliande Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:45
          Ale tu są zawsze jęki, że ktoś nie pomógł, zawiódł.
          może też potrzebował pomocy, został zawiedziony, to teraz ma w d... Tutaj nie wysłuchasz drugiej strony.
          • gryzelda71 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:48
            Ale z życie wiem,że są przypadki,że winna jest jedna strona.Nie na zasadzie dostała ubranka i w lokalnej gazecie nie podziękowała,ale dużo poważniejsze sprawy.Na forum najczęściej pierdoły sa dzielone na czworo,nie poważne problemy.
            • broceliande Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:52
              Też z życia wiem. Moja matka psy wieszała na swoim młodszym bracie, aż mi wdrukowała niechęć do mojego (też młodszy i widać tacy są bracia). Po latach wysłuchałam wujka, ich rodziców i dopiero mnie naprostowało, że rzeczywiście miał powody, żeby się z entuzjazmem nie odnosić, ale oczywiście o tym nie wspomniała.
              Ostrożnie trzeba z rodziną i umieć wybaczać.
        • miliwati Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:06
          gryzelda71 napisała:

          > > Rodzina nie jest po to, żeby oczekiwać pomocy.
          >
          > Dobre.Nie należy oczekiwać pomocy,tylko jej udzielać.

          No, tak właśnie. Widzisz w tym jakiś problem?

          >Nie mówić nic złego

          No, tak właśnie. Widzisz w tym jakiś problem?

          > i uśmiechać się jak ciebie obrażają.

          Rzadko kiedy naprawdę chcą obrazić, zwykle po prostu coś chlapną, tak jak Ty do nich. Czyli tak, owszem, tak właśnie. Chyba że walą impertynencje regularnie i nie reagują na protesty.

          >I w nieskończoność pamiętać przewinienia innych,w

          A po co?

          > łasne są nieistotne.

          A dlaczego?

          > Cóż za taką rodzinę podziękuje.

          Nie rozumiem czemu.

          • gryzelda71 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 14:52
            Pomogę chętnie,ale nie na każde skinienie,bo czasem nie mam jak.I zamiast strzelać focha powinno się to po prostu przyjąć do wiadomości.
            Chlapnięcie bez zastanowienie,a latami oczernianie to jednak wybacz nie to samo.Pierwsze można puścić mimo uszu,drugiego nie powinno się.
            I za takie rodzinne więzi to ja serdecznie podziękuje.Ja inni mogą w ramach BO RODZINA trwać w takich układach.
      • kub-ma Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:04
        broceliande napisała:

        > Moja szwagierka nie była na naszym ślubie i do dzisiaj mam żal...

        I po co ten żal tak przechowujesz?
        Ważniejsze chyba czy możesz na nią liczyć czy nie.
        Mam w rodzinie małżeństwo, które stroni od uroczystości rodzinnych, nie lubią ich, źle się czują. Natomiast zawsze można na nich liczyć.
        • broceliande Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:41
          Minęło już tyle lat... Ona już nie jest tamtą osobą. Żal mam, ale nie okazuję, liczyć na nią można jak najbardziejsmile
    • ladyjm Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 09:39
      zgadzam sie z Tobą jul-kaa w całej rozciaglosci i wcale nie jestem sklonna do takich poswiecen
    • naomi19 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:17
      Swoje dzieci również wychowujesz w tym duchu? Tzn że rodzina jest g. warta i najlepiej trzymać się od siebie jak najdalej, broń boże nikomu nie pomagać tylko jak można do dokopać. Brawo, czeka Cię wspaniała starość, w ogóle fajne życie! Po co sobie w ogóle dzieci robiłaś?
      • kub-ma Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:24
        Myślę, że między tym co napisała autorka a Twoją interpretacją jest ogromna różnica.
    • araceli Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:27
      jul-kaa napisała:
      > Natchnął mnie wątek dotyczący prezentu ślubnego i przewijający się tam argument
      > "przecież to BRAT, jak można nie być na ślubie brata?".
      > Moje pytanie brzmi: i co z tego, że brat? Co z tego, że rodzina? Dlaczego dla r
      > odziny trzeba się poświęcać, wydawać ciężkie pieniądze, rezygnować z czegoś?

      Nic z tego że brat. Nie trzeba ani nie należy się poświęcać. Jednak jeżeli wysiłkiem nie do przeskoczenia jest dla nas podtrzymywanie więzi z drugim człowiekiem to nie dziwmy się, że on też traktuje nas jak obcego. Wydaje mi się, że o to chodziło w tamtym wątku.
    • aneta-skarpeta Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 10:44


      wiem, ze sytuacje rodzinne bywaja różne, ale osobiście dla mnie rodzina jest najważniejsza, mam to szczęście, ze moi najbliżsi sa "normalnymi ludzmi", z ktorymi mozna zawsze pogadac, dogadac sie, staramy się nawzajem rozumiec i szanować.

      dla mnie rodzice i brat sa niemal najwazniejsi- a po rozwodzie wiem, ze mąż może byc, może go nie być, a brat zostaje do konca zycia ( mam to szczescie, ze mam fajego brata), rodzice tez kiedys odejdą i jednoczesnie nie musze wybierac miedzy nimi, a 2 mężem- tak z reką na sercu, gdyby mąż kazałby mi wybierac miedzy nim a rodziną to po 1 bym nie pozwolila na to lub sie rozstała

      i nie oznacza to nieodcietej pępowiny- oznacza to, ze Ci ludzie są dla mnie prawdziwymi przyjaciolmi, na ktorych nie raz moglam liczyc w strasznej biedzie- niekoniecznie materialnej- i oni mogą liczyc na mnie. Na szczescie mąż ma tez normalnych rodzicow, a że stracił siostre wie jak wazne jest rodzenstwo.

      I jak tak czytam o zyciu niektorych to anprawde sie ciesze i doceniam to co mam- fakt, ze duza zasluga w tym mooich rodzicow, ktorzy zawsze dbali o to, zeby nie bylo miedzy mną a bratem zawisci konfliktow etc i nie faworyzowali nikogo ( mowie o sytuacjach za mlodu, bo teraz oboje mamy wlasne rodziny

      i dla mnie jest nie dopomyslenia, zeby nie byc na slubie brata, chrzcinach bratanicy etc
      moj brat teraz bieze slub bardzo skromny, dostawali sygnaly, ze skoro impreza na 10 osob to w zasadzie mozna do tego lekko podejsc, mogliby zmienic date slubu itd,a dla mnie to tak samo wazne jakby mieli mega weselicho, bo wiem ze dla nich to wazny dzien.
      • naomi19 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 11:20
        I jak tak czytam o zyciu niektorych to anprawde sie ciesze i doceniam to co mam
        Dokładnie. Jak myśle sobie źle o kimkolwiek z mojej rodziny, to wystarczy wejść na forum spojrzeć, jak siostra nienawidzi brata, jak siostra wyzywa na publicznym forum, że ma wybiórczy autyzm, jak synowa czepia się o najmniejsze szczegóły (np o to, że teściowa przygotowuje posiłki w dzień świąt, a nie tydzień wcześniej [!] ), wtedy myślę sobie, że jest u mnie bardzo fajnie i zdrowo wink
        • thaures Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 11:52
          Moja siostra nie była ani na chrzcinach moich dzieci, ani na ich komunii. Znam jej podejście do tego typu imprez i ,chyba, nawet jej nie zapraszałam (naprawdę nie pamiętam). Muszę zapytać czy się nie czuje urażona-serio. Ja na chrzcinach jej syna byłam, jako reprezentant jej rodziny (mieszka za granicą). Relacje siostrzane mamy bardzo dobre. Dlatego rozumiem, że siostra mogła nie być na ślubie brata.
          Nawiasem mówiąc trochę mnie śmieszy jak rodzina spotyka się tylko na ślubach czy pogrzebach, a młoda para często nie zna danej cioci czy wujka. Chociaż może to jedyna okazja,żeby się spotkać... Ale jeżeli nie ma kontaktu nawet telefonicznego czy listownego to chyba tak głupio odezwać się po -nastu latach i zaprosić na ślub??
      • krecik Re: W końcu to _rodzina_! 26.05.11, 00:27
        > wiem, ze sytuacje rodzinne bywaja różne, ale osobiście dla mnie rodzina jest na
        > jważniejsza, mam to szczęście, ze moi najbliżsi sa "normalnymi ludzmi", z ktory
        > mi mozna zawsze pogadac, dogadac sie, staramy się nawzajem rozumiec i szanować.

        No ale tu sie zawiera clou programu. To chyba oczyiwste, ze nie masz na co narzekac, jesli masz "normalnych ludzi" w rodzinie. Ale czy to tak trudno zrozumiec, ze niektorzy ludzie takich nie maja? Ze zdarzaja sie ludzie niezrownowazeni, przepelnieni nienawiscia, czerpiacy satysfakcje z zadawania cierpienia innym, sa wampiry emocjonalne, sa socjopaci. Oni rowniez maja rodziny.
        Czy to tak trudno zrozumiec, iz uwolnienie sie od takich czlonkow rodziny jest czyms korzystnym i dobrym?
        Czy to tak trudno zrozumiec, ze pozostawanie w bliskich relacjach z takimi ludzmi, uleganie im, nadstawianie drugiego policzka czy duszenie sie w imie "rodziny jako wartosci najwyzszej" nie jest czyms zdrowym, potrafi zatruc zycie i psychike, zniszczyc relacje posrod pozostalymi czlonkami rodziny?
        Czy to w koncu tak trudno zrozumiec, ze czasami sie naprawde nie da naprawic stosunkow z takimi ludzmi, najczesciej dlatego iz one same nie uwazaja siebie za zrodlo konfliktu lub wprost wyznaja, ze po prostu robia to, co robia dla wlasnych korzysci lub satysfakcji.

        Naprawde takie to trudne?

        Ag
    • poppy_pi Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 11:44
      Moja dalsza rodzina (ciotki, wujkowie, kuzynostwo) mogłaby dla mnie nie istnieć. Od wielu lat nie spotykamy się z mojej inicjatywy, jedynie na jakichś większych imprezach ogranizowanych przez nich. Nie mam im nic konkretnego do zarzucenia, po prostu nie czuję z nimi więzi, nie lubie rodzinnych nasiadów, jakoś się nie zakolegowaliśmy. Jestem jedynaczką więc czasem się wkurzam na mojego faceta, kiedy kolejny raz chce pomagac swojemu bratu BO TO BRAT. Ale też do końca nie jestem wolna od takiego myślenia i czasem komuś ulegam BO TO babcia czy BO TO tata. Ale tak samo zdarza mi się ulegac przyjaciołom wink

      • aneta-skarpeta Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 14:20
        a pomogasz mezowi, bo to mąż?
        • poppy_pi Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 14:35
          Nie mam męża.
    • mancipi Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 12:19
      ta dyskusja nie zmierza do nikąd, bowiem każdy z nas ma własne doświadczenia i to one decydują. ja mam tak samo-widmo wspaniałej kochającej się rodziny, która zawsze za sobą stanie i poświęci ostatnią koszulę-tak jest po stronie mojej mamy, niestety życie spowodowało, że mogliśmy to sprawdzać w realu przez ostatnie 10 lat. drugi biegun to rodzina mojego ojca-taka co z nią tylko na zdjęciach, praktycznie mi obca, oczywiście jak się widzimy to z nimi pogadam, ale jakby ich nie było to naprawdę nie byłoby czego żałować i zdecydowanie bardziej doceniam swych znajomych (bliżyszch i dalszych) niż tą cześć familii
    • lilly_about Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 13:17
      Skoro o to pytasz, to znaczy, że nie masz pojęcia, czym jest prawdziwa rodzina, bo gdybys to wiedziała, to byś głupich pytań nie zadawała.
      • krecik Re: W końcu to _rodzina_! 26.05.11, 00:16
        lilly_about napisała:
        > Skoro o to pytasz, to znaczy, że nie masz pojęcia, czym jest prawdziwa rodzina,
        > bo gdybys to wiedziała, to byś głupich pytań nie zadawała.

        No ale o co ci chodzi? Czy rodzina, ktora traktuje swoich czlonkow jak rosapulchre, nie jest prawdziwa? Czy alkoholik bijacy zone i dzieci nie jest ich prawdziwa rodzina? Czy kobieta obalajaca sadownie testament wlasnych rodzicow (ktory zreszta sama pomagala spisywac), aby wymusic szantazem pieniadze od wlasnej siostry i jej dzieci, nie jest ich prawdziwa rodzina?

        To nie sa glupie pytania. Glupi jest brak wypbrazni i nieumiejetnosc zrozumienia, iz sa na swiecie rozni ludzie i ze nie kazdy jest wartosciowym czlowiekiem i czlonkiem rodziny.

        A odpowiadajac na glowny post: rodzina jako taka nie jest _najwazniejsza_ wartoscia w zyciu. Jest wazna o ile jest czyms pozytywnym, wzmacniajacym. Ale czasami trzeba sie pozbyc nawet kawalka wlasnego ciala, jesli jest w stanie rozkladu i zagraza zyciu calego organizmu...

        Ag
    • bimbumbam Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 14:54
      jul-kaa napisała:

      > Natchnął mnie wątek dotyczący prezentu ślubnego i przewijający się tam argument
      > "przecież to BRAT, jak można nie być na ślubie brata?".
      > Moje pytanie brzmi: i co z tego, że brat? Co z tego, że rodzina? Dlaczego dla r
      > odziny trzeba się poświęcać, wydawać ciężkie pieniądze, rezygnować z czegoś?

      Mam dużą rodzinę i mój mąż też. Gdybyśmy mieli wydawać kasę na drogie prezenty dla każdego z rodzeństwa i kuzynów to byśmy już dawno byli bankrutami.
      U nas jest przyjęte że dajesz taki prezent na jaki cię stać, może być nawet symbolicznie - salaterka do sałaty itp. - bo najważniejsze jest żeby być. Czasami robimy prezenty składkowe i wtedy jest łatwiej.
      A jeśli chodzi o obecność na ślubie to szczerze powiem, że gdyby moja siostra robiła wesele na drugim końcu świata i nie byłoby mnie stać na to żeby tam pojechać to napisałabym list i już, i ona na pewnoby to zrozumiała choć obu nam byłoby przykro.
      Natomiast teraz mam problem bo mam ślub brata ciotecznego oraz siostry mojego męża w tym samym dniu i na dobitkę w innych miastach. Siostra później decydowała o dacie ślubu, więc prosiliśmy z mężem żeby nie robiła w tym samym dniu. Niestety nie udało się.
      Bardzo bym chciała pojechać na ślub brata, ale nie mogę bo siostra jest bliższa... Jest mi przykro, bo z bratem jestem w bliższym kontakcie, ale właśnie dzięki temu wiem że zrozumie.
      A siostrze trzeba wybaczyć bo "nie wie co czyni" .... smutne ale prawdziwe...


      • jszko222 Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 21:16
        Nie uznaje niektórych członków mojej rodziny.
        • bimbumbam Re: W końcu to _rodzina_! 25.05.11, 21:53
          jszko222 napisała:
          > Nie uznaje niektórych członków mojej rodziny.

          to przykre, rozumiem ze masz poważne powody do tego. Na szczęście w mojej rodzinie nikt jeszcze tak strasznie nie przegiął żebym go wykluczyła. W ogóle trudno mi się pisze to słowo wykluczyła - jak straszna musi być sytuacja żeby musieć kogoś wykluczyć, a szczególnie brata lub siostrę czy innego kuzyna...
          • gryzelda71 Re: W końcu to _rodzina_! 26.05.11, 13:24
            No jak to jedyny zyjący krewny to fakt,zostajesz sam,ale zwykle owych krewnych jest kilku,wiec co takiego strasznego w unikaniu kilku osób?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja