miminko
27.05.11, 14:57
pare razy spotkalam sie z taka sytuacja, ze na zakonczenie wizyty u rodziny czy kolezanek, po tym jak moje dziecko bawilo sie z ich dziecmi w pokoju dzieciecym, kiedy wlasciwie stalismy juz w drzwiach pani domu rzucala do dzieci, zwracajac sie takze do mojego "no to teraz musicie posprzatac". dzieci jak to dzieci ociagaly sie ze sprzataniem i na ogol wygladalo to tak, ze zamiast sprzatac kontynuowaly zabawe wiec albo trwalo to wiecznosc albo sprzatalam glownie ja, szczegolnie kiedy zalezalo nam na szybkim wyjsciu.
bylo to dla mnie o tyle dziwne, ze te same osoby z rewizyta jakos nie poczuwaly sie do sprzatania czy zachecania swojego dziecka by posprzatalo razem z moim pokoj po zabawie. raczej "ojej musimy juz leciec, marysiu ubieraj sie szybko, pa". w momencie kiedy ja zaczelam w taki sam sposob prosic o posprzatanie pokoju dziecko-goscia (wczesniej przyznam, do glowy mi to nie przyszlo), co zaskakujace skonczylo sie obowiazkowe zadanie tego samego od mojej latorosli przy kolejnych wizytach.
nie jest to oczywiscie zaden wielki klopot, pokoj dziecka jesli byl w nim porzadek przed zabawa daje sie posprzatac w 10-15 minut ale interesuje mnie jak to wyglada wg savoir vivre - wypada zadac od gosci (nawet nieletnich) sprzatania po sobie, czy raczej nie? ja bylam przyzwyczajona ze to gospodarze sprzataja po wyjsciu gosci i do glowy by mi nie przyszlo zatrzymywac ludzi stojacych juz w plaszczach, zeby ich dziecko razem z moim powrzucalo klocki do pudelek i pozbieralo wszystkie kredki z dywanu.
spotykacie sie z taka sytuacja? jakie jest wasze zdanie na ten temat?