marika4321
02.06.11, 00:00
ostatnio przydarzyła mi się taka historia: mąż wyjechał na 2 tygodnie do Stanów, jest sobota, godz: 00.30 - numer zastrzeżony dzwoni - ja cała zdygana (coś się stało - pierwsza myśl), odbieram - muza z dyskoteki, poza tym cisza. Telefon powtórzył się o 3.40 i 4.00 rano.
O 11.00 odbieram sms z jakimś infantylnym wierszykiem z neta: "czy moje Słoneczko wstało w dobrym czy moze w złym humorze, bo jest ktoś, kto pomóc może..."
odpisałam, że pomyłka, ale coś mi nie dawało spokoju i wygooglałam numer (może nie zastrzegł, był to numer Heyah, można zastrzegać i odstrzegać X razy, a może przy smsach pokazuje po prostu) - wyskoczył mi sprzedawca na allegro z mojej miejscowości (niewielkiej), więc wysłałam mu wiadomość, że raczej nie była to pomyłka: cisza!
napisałam mu, że jeśli jest takim cwaniaczkiem, który ukrywa się za zastrzezonym numerem telefonu, to niech ma odwagę się ujawnić - cisza!
po dziś dzień cisza - i tak mnie gość wk****ł tym tchórzostwem, że mam ochotę odżałować 100 zł i kupić coś u niego (wtedy będę miała dane jak na tacy) i zrobić go w bambooko tym razem ja...
podejrzewam 2 uczniów, choć nie mam pojęcia, jak dotarli do numeru mojej komórki...
co byście zrobiły?
urządzić skur*****na???