Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem?

11.06.11, 00:07
Jakie macie podejście drogie emamy?
Jedni ludzie widzą to jako grzebanie w niemieckiej stercie śmieci. Głownie przez Rosjan, Ukrainców, Polaków... I generalnie wstyd!
A jedni z tego żyją... Widzę czasami w komisach itp. naprawdę fajne , zadbane gadżety,
Jakie macie zdanie? Poniżamy się (i to w dodatku przed niemieckim narodem)?
    • minerallna Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 01:02
      Myślałam że tak w polowie lat 90-tych to grzebanie i polowanie na wystawki samo się skończyło.
      No to się zdzwiłam sad

      --------
      https://supergify.pl/images/stories/impreza/tany/ballo011.gif
      • ola33333 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 03:40
        samochody na niemieckich numerach tez podjezdzaja, choc kto wie, moze tam turki siedza.
    • a.nancy Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 05:48
      Polacy maja kompleksy, to im wstyd. nie wiem, jak w Niemczech, ale w Hiszpanii mnostwo osob urzadza sobie mieszkanie z wystawek, to zaden wstyd, raczej kreatywnosc (fajne "oldskulowe" rzeczy mozna znalezc, a jak sie je umie ciekawie odrestaurowac, to zadna galeria designu by sie nie powstydzila).
      podobno w Japonii na wystawkach mozna znalezc niezly, dzialajacy sprzet elektroniczny czy AGD - ktos kupuje nowy, to stary wystawia.
    • klubgogo Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 08:19
      Nie wiem jak to jest, bo nigdy nie byłam, ale chętnie zobaczyłabym. Kiedyś wstydziłam się zaglądac do ciuchlandów, i mimo że nic tam nie kupuję, to zaden wstyd.
    • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 08:26
      Dla mnie to byłby upadek.
      • rosapulchra-0 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 08:36
        W Pogańskiej Dziurze jest knajpka, urządzona z mebli z wystawek. Każdy stolik jest inny, różne krzesła, komody, ławy kredensy. Wszystko jest urządzone i odnowione w ciekawym stylu i naprawdę bardzo fajnie wygląda. Nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie, ktoś miał fajny pomysł i niewielkim kosztem go zrealizował. Kwestia kultury, nie wstydu.
      • bozena775 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 12.06.11, 22:19
        Ja jak bym miała taką okazje to bym skorzystała z takich wystawek!!!!
        Przynajmniej po małych przeróbkach ma się inna rzecz niż wszyscy.

        Zapraszam www.boniastyl.pl
    • rita75 A co do poniżania... 11.06.11, 08:38
      Często sama robię takie wystawki. Przy śmietnikach zostawiam dobre ubrania, ktorych już nie używamy, zabawki, sprzęt. Kto potrzebuje, ten bierze. Czy to wstyd dla tych osób? Czy to wstyd, ze kogoś nie stać na nowe rzeczy?Nie razpotruję tego w tych kategoriach- są potzrebujace, więc biorą. Dla mnie to byłby upadek w tym sensie, że musialabym znalezc sie w trudnej sytuacji materialnej, by z tego rodzaju pomocy korzystać...to jak chodzenie do MOPSU badz Caritasu.
      • el_jot Re: A co do poniżania... 11.06.11, 14:21
        Ale prawdziwa wystawka w Niemczech czy Wlk. Brytanii nie ma nic współnego z wystawieniem rzeczy na śmietniktongue_out
    • maggi9 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 09:18
      Ja tam bardzo lubię.Mozna znaleźć naprawdę niebanalne rzeczy za grosze.
      I cóż z tego, że większość to śmieci? I cóż z tego, że ktoś to kiedyś wywalił?
      Mnie to w ogóle nie interesuje.
      • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 10:13
        > Ja tam bardzo lubię.Mozna znaleźć naprawdę niebanalne rzeczy za grosze.


        Na wystawce się kupuje? No co ty? To raczej odmiana naszego wystawiania przy smietnikach...za darmo.
        • maggi9 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 10:34
          Dla mnie wystawka to jest coś takiego(w zachodnich częściach Polski sie z tym spotkałam): ludzie jeżdzą do Niemiec, wykupują na garażowych wyprzedażach różne pierdoły, agd, meble etc a później to zwożą do nas i tym handlują w wyznaczonych miejscach(na bazarach) czy są cykliczne "wystawki" na jakiś polach, szopach.
          Sorry ale ja po śmietnikach nie grzebięsmile Tak więc kupowanie na "wystawkach" jak powyżej tak ale nie znoszę do domu rzeczy spod śmietnika.
          • ylunia78 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 13.06.11, 00:25
            maggi9 napisała:

            > Dla mnie wystawka to jest coś takiego(w zachodnich częściach Polski sie z tym s
            > potkałam): ludzie jeżdzą do Niemiec, wykupują na garażowych wyprzedażach różne
            > pierdoły, agd, meble etc a później to zwożą do nas i tym handlują w wyznaczonyc
            > h miejscach(na bazarach) czy są cykliczne "wystawki" na jakiś polach, szopach.
            > Sorry ale ja po śmietnikach nie grzebięsmile Tak więc kupowanie na "wystawkach" ja
            > k powyżej tak ale nie znoszę do domu rzeczy spod śmietnika.



            Nie,nie....U nas jest tak,że polaczek jedzie,zjeżdża wiochy,wioski,miasteczka.Nazbiera,nazbiera,zwozi do PL naładuje wszystkiego w stary garaż lub szope i próbuje sprzedac to za sporą kasę.
            Problemem jest kupowanie starych samochodów,których w DE nikt już niechce.Tak samo jest z wystawkami.Ludzie wyrzucają coś co jest smieciem,a my te smieci zwozimy do Polski.
            Co innego wystawka a co innego tzw wyprzedaz garażowa.
            • iwoniaw Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 13.06.11, 08:07
              CytatLudzie wyrzucają coś co jest smieciem,a my te smieci zwo
              > zimy do Polski.


              Wiesz, jest takie powiedzenie: One person's clutter is another's treasure; oczywiście, że dla wystawiających te rzeczy są one śmieciami (są im zupełnie zbędne i chcą się ich pozbyć), co nie zmienia faktu, że skoro ktoś to od "zwożących do Polski" kupuje (i taki "szperacz" ma od kilku do kilkunastu tys. zł miesięcznego zarobku), to widocznie dla kupujących to potrzebne rzeczy w dobrej cenie.
              Bulwersowanie się, że w biednym kraju ktoś chce kupować używane rzeczy jest co najmniej oderwane od rzeczywistości.

              CytatCo innego wystawka a co innego tzw wyprzedaz garażowa.

              Acha. Ciotka Helga dała mi za darmo wyposażenie chałupy, bo robiła czystkę przed wyprowadzką - źle. Ciotka Helga sprzedała ww. graty po euro sztuka - dobrze. big_grin
              • iwoniaw BTW - wystawiam czasem 13.06.11, 08:11
                obok altanki śmietnikowej niepotrzebne rzeczy, których z jakiegoś powodu nie chce mi się sprzedawać (np. przewiduję, że zachodu z tym będzie więcej niż ew. zysku, tzw. skórka za wyprawkę). Często znikają one zanim jeszcze zdążę wrócić do mieszkania. I wiesz co? Cieszy mnie to, że komuś się one przydają i są w użyciu, zamiast "zasilić" wysypisko śmieci. Nie wpadłabym na to, że ktoś, kto to zabiera ma powód do wstydu.
        • spicy_orange Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 10:35
          niedaleko moich rodziców mieszka pan, który co jakiś czas przywozi rzeczy z wystawek. Ma jakąś tam umowę, że z danego terenu musi zabrać wszystko, bez przebierania i tylko pod tym warunkiem może to brać. Przywozi do siebie, sortuje i wystawia. Przychodzą ludzie, oglądają i jak coś im spasuje to wspólnie ustalana jest cena satysfakcjonująca obie strony. Ja zanabyłam tam za grosze suszarkę na pranie, odkurzacz moulinex, 2 pary rolek Bauer dla koleżanek, piękną lampę, świetne talerze a moja mama jakiś extra garnek do smażenia konfitur. Pomniejszych rzeczy nie pamiętam, ale często tam wpadam, jak jestem u rodziców, popatrzeć co nowego wink
          • rita75 Szperany interes- sposób na biedę- ciekawy artykul 11.06.11, 10:45
            ło: Panorama Dolnośląska
            Szperany interes - Sposób na biedę

            Przez większość tygodnia sypiają w samochodach na parkingu, myją się w łazienkach w supermarketach, gotują na malutkich kuchenkach turystycznych. W międzyczasie wypatrują kolejnych stert używanych rzeczy na niemieckich ulicach. Tak zwani wystawkowicze, bo o nich mowa, wiedzą jednak, że ten trud się opłaci. Mogą zarobić nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie.




            Milicz. Niewielkie, 25-tysięczne miasteczko. Niecała godzina drogi na północny-wschód od Wrocławia. O pracę trudno. Bezrobocie spore. W pośredniaku zarejestrowanych jest prawie 3 tys. bezrobotnych. Zakładów zatrudniających mieszkańców jak na lekarstwo. Nawet okoliczne ziemie są liche, piaskowe, mało żyzne. Za to jest dużo lasów i stawów. Z tego jednak nie da się żyć.

            A mimo to, w miasteczku nie widać ubóstwa. Wręcz przeciwnie, powstają nowe osiedla domków jednorodzinnych, bloki, kwitnie drobny handel, a na ulicach pojawiają się coraz to nowsze modele samochodów.

            Miliczanie znaleźli bowiem swój sposób na biedę - wystawki. Przywożą używane rzeczy zza zachodniej granicy, naprawiają i sprzedają. Od dawna już się mówi, że powiat milicki to zagłębie szperaczy. Według statystyk, handlem używanymi rzeczami zajmuje się co ósma miejscowa rodzina.

            Sposób na biedę

            Wystawkowicze, szperacze, busiarze - tak najczęściej miliczanie nazywają tych, którzy zajmują się handlem używanymi rzeczami z niemieckich wystawek. Oni sami irytują się, słysząc takie określenia. Chcą, żeby mówić o nich: importerzy rzeczy używanych. To, według nich, brzmi poważniej.

            - Życie nie raz dało mi w kość. Nauczyłem się szanować tych, którzy zamiast wyciągać ręce po jałmużnę od państwa, sami znajdują sposób na życie. I chciałbym, żeby nas też traktowano z szacunkiem - podkreśla ponad 40-letni Zygmunt, wypakowując z samochodu towar, jaki udało mu się znaleźć na wystawkach.

            W wynajętym garażu aż roi się od przywiezionych wcześniej rzeczy. Kolejne trudno upchnąć. Rowery, pralki, lodówki, nieco zdezelowane kosiarki, telewizory, nawet garnki i obrazy - tu handluje się dosłownie wszystkim.

            - Trochę się to odświeży, poczyści, naprawi i będzie jak nowe - śmieje się Zygmunt, robiąc sobie krótką przerwę na papierosa.

            Na wystawki jeździ od kilku lat. Zaczynał z tysiącem złotych, pożyczonym od teścia. Wynajął busa, załatwił plan wystawek i pojechał. W ciemno. Języka nie znał. No, może dwa zdania: „dzień dobry” i „czy mogę to wziąć?”. To wówczas wystarczyło. Nie dojadał, nie dosypiał. Ciągle wypatrywał na ulicach świeżo wyniesionych rzeczy.

            - Było ciężko jak diabli. Czasami miałem ochotę dać sobie spokój z tym interesem. Ale zaraz nasuwało się pytanie: znowu mam iść na kuroniówkę? O, nie....Wytrwałem - wspomina.

            Teraz jeździ własnym busem. Zatrudnia pracownika, ma nowe mieszkanie, drugi samochód. Żona nie pracuje. Już nie musi.

            Większość tutejszych szperaczy zaczynała - i nadal zaczyna - podobnie jak Zygmunt. Od wynajętego busa i pożyczonych pieniędzy.

            To naprawdę niezły biznes

            Szperacze nie lubią nowych. Odstraszają ich jak mogą. Mówią im, że ciężko, że nie ma zbytu, że trudno się utrzymać. Rzecz jasna, każdy nowy to potencjalna konkurencja. Sami jednak, mimo narzekania, nie rezygnują. Wręcz przeciwnie - rozbudowują jak mogą swoje „imperium”. Wiedzą, że szperanie to złoty interes. Nie lubią jednak mówić o tym, ile zarabiają, a jeśli już - to z palcem na ustach, żeby przypadkiem nikt nie usłyszał. A już na pewno żadnego nazwiska nie podadzą do prasy.

            - Nie mamy stałego miesięcznego dochodu. Czasami zarobimy trzy-cztery tysiące miesięcznie na czysto, innym razem nawet i piętnaście. Zależy od miesiąca i od tego, skąd przywozimy używane rzeczy - wyjaśnia zawiłości tego biznesu 28-letni Marcin. I tłumaczy: - Jeśli towar jest z dawnego RFN-u, to wiadomo, że lepszy i kasa lepsza. Gorszy jest w byłym NRD. Tam nic nie ma - rzeczy stare, brudne, a niektórzy Niemcy, jak nas widzą, to je od razu niszczą.

            Ci, których nie zadowala jakość towaru znalezionego na ulicach, starają się wejść w układy z pracownikami niemieckich serwisów. Kupują tam pralki, lodówki, zmywarki, telewizory, komputery i inne nowoczesne urządzenia. Co prawda płacą za sztukę po kilka euro, ale mają pewność, że towar jest sprawny, i że w kraju nie zabraknie na niego klientów. Coraz częściej się zdarza, że przywieziony z Zachodu sprzęt od razu odbierają kupcy zza wschodniej granicy. Dla wystawkowiczów to idealny układ. Nie muszą już handlować na bazarach i giełdach, a pieniądze same wypychają portfel.

            - Lwią część zarobionej kasy pożerają koszty. Nie chodzi nawet o składki czy inne opłaty, ale za coś przecież trzeba wyjechać po następny towar. ZUS nie zając. A jak nie masz za co, to nie ruszysz w trasę i interes stoi w miejscu - przekonuje Janusz.

            Tydzień wystawkowicza

            Szperacze, a co za tym idzie - całe miasteczko - żyją według specyficznego rytmu. W niedzielę wieczorem najbardziej ruchliwe stają się drogi w kierunku zachodniej granicy. To wtedy wyjeżdża się na wystawki. Od poniedziałku do środy na ulicach Milicza trudno jest wypatrzyć busa. Ruch zaczyna się dopiero w czwartki.

            - To dzień handlowy. Jedni jadą na miejscową giełdę. Inni handlują w swoich magazynach, szopach, stodołach. Nie mamy żadnych szyldów i oznaczeń, ale każdy wie, jak do nas trafić - opowiada 26-letni Mariusz. - W piątek pakujemy się na kolejną giełdę. W sobotę wyruszamy do Lubina lub Poznania. Niektórzy jadą nawet do Warszawy lub Lublina - wylicza.

            W niedzielę rodzinny obiad i znów wyjazd do Niemiec. I tak w kółko.

            - Urlopów nie mamy. Czasami nawet część świąt spędzamy za granicą, bo wtedy Niemcy robią porządki, wystawiając niezły towar - wyjaśnia Maciek, kolega Mariusza. Po czym wyjmuje z kurtki harmonogram wystawek i pokazuje palcem, w jakim mieście i w jakie dni Niemcy będą wystawiać rzeczy.

            - Ta kartka warta jest kilka stówek. Bez niej nie wiedzielibyśmy, gdzie jechać. Trudno ją zdobyć w niemieckich urzędach. Ale gdy się uda, dbamy o nią jak o największy skarb - dodaje.

            Żołnierskie warunki

            Na wystawkach niewiele się zmienia - oprócz tego, że można znaleźć coraz nowocześniejszy sprzęt.

            - Każdy dzień w Niemczech wygląda tak samo. Śpimy na pace samochodu, a gdy jest zimno - w szoferce. Wstajemy wcześnie, by zdążyć przed innymi coś sensownego wyszperać z wystawianych przez Niemców rzeczy - opowiadają wystawkowicze.

            Myją się w łazienkach w supermarketach, a czasami w bardziej prowizorycznych warunkach - np. w krzakach na parkingu. Obiadki przywiezione w słoikach z domu odgrzewają na kuchenkach turystycznych. Twierdzą, że najgorzej jest zimą, bo wtedy nawet woda w butelkach zamarza. Starają się nie kupować produktów spożywczych w niemieckich sklepach. Nie dość, że drogo, to jeszcze bez smaku. Jedynie na słodycze nikt nie żałuje grosza. Tanie i smaczne - są doskonałym prezentem dla dzieciaków, czekających w domu.

            - Czy chciałbym robić w życiu coś innego? Absolutnie nie. Gdzie ja bym taką kasę zarobił? Nawet tytuł magistra i fotel dyrektora takiej mi nie zapewni - tłumaczy jeden ze szperaczy.
            Wielu zrezygnowało z ciepłych, ale marnie opłacanych posadek i zajęło się szperami.

            wiecej
            www.bankier.pl/wiadomosc/Szperany-interes-Sposob-na-biede-1399092.html
    • zdecydowana_brunetka Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 10:19
      Dla ekomaniaków to powód do dumy, nie wstydu.
      Wstyd jest w głowie, nie jest czymś obiektywnym.
      • ola_fatyga Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 10:34
        > Dla ekomaniaków to powód do dumy, nie wstydu.

        Jestem ekomaniaczką, ale po smietnikach nie grzebię.
        • best_bej Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 10:49
          żaden wstyd. skoro ktoś czegoś nie potrzebuje, a nadal jest sprawne- dlaczego nie przedłożyć jego użytkowania? środowisko wolniejsze o parę nowych gratów, a kieszeń nieuszczuplona.
          W Polsce trudno znaleźć coś fajnego,sprawnego i nadającego się do użytku. Pewnie nadal dlatego że wszyscy jesteśmy nadal społeczeństwem na dorobku. w Niemczech zdecydowanie łatwiej. Sama donaszam ubrania po koleżankach, kupuję w lumpeksie i nie wstydzę sie tego. bo czego?
          to jest eko podejście.
          • zdecydowana_brunetka Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:23
            Dokładnie tak.
            W Skandynawii bardzo wiele młodych osób urządza sobie mieszkania z wystawek - często są to dużo lepsze meble niż wióry które są do kupienia i skręcenia za niedużą kasę.
            Czy Skandynawowie są biedni? Ekhem wink
            Ale eko odchył mają potężny, często na granicy religii.
            To samo sami Niemcy - też bez żenady korzystają, zwłaszcza młodzi, w większych miastach. W dziurach na pewno mniej - przecież to obciach, że Muller taszczy z wielkim uśmiechem stół od Schmidta tongue_out WSZYSCY WIDZĄ - w tym jest problem wink
            • rosapulchra-0 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:48
              Tak samo w U.K. Są nawet instytucje charytatywne, które młodym/na dorobku ludziom pomagają urządzać mieszkania. Dzwoni się do takiej instytucji i "zamawia' konkretne meble: stoły, kanapy, szafy, krzesła, sprzęt AGD. W ciągu kilku dni przyjeżdża ciężarówka z zamówieniem. Fakt, wyboru nie ma, bierzesz lub nie, ale najczęściej są to meble w dobrym stanie, niezniszczone lub odnowione, a często naprawdę ciekawe. I nic za to nie płacisz. Niejedna rodzina sobie z wystawek urządziła całkiem nieźle mieszkanko. I nie tylko polska, ukraińska czy litewska, jak to się powszechnie myśli. I tak - wstyd to jest w głowie, @zdecydowana_brunetka ma rację.
              • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:01
                Niejedna rodzina sobie z wystawek urzą
                > dziła całkiem nieźle mieszkanko. I nie tylko polska, ukraińska czy litewska, ja
                > k to się powszechnie myśli. I tak - wstyd to jest w głowie, @zdecydowana_brunet
                > ka ma rację.

                Ale tak wszystkim dowożą, niezaleznie od dochodu, czy tym żyjących na zasiłkach zapomogach i z minimum socjalnego? Coś mi się wydaje, że tym najbiedniejszym.
                • rosapulchra-0 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:09
                  No właśnie niezależnie od dochodu. Transakcja wiązana, ty bierzesz za darmo, oni się pozbywają sprzętu. Jest oczywiście ograniczenie do jednej czy dwóch możliwości skorzystania z tej pomocy. Ale gdy moja znajoma z tej formy pomocy skorzystała, nikt jej nie pytał o dochody. Po prostu zadzwoniła, zamówiła, otrzymała. Wsio.
        • baltycki Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:35
          ola_fatyga napisała:

          > Jestem ekomaniaczką, ale po smietnikach nie grzebię.
          Nazywanie wystawki smietnikiem jest, delikatnie mowiac, naduzyciem.
          • ololla Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:43
            u mnie w mieście jest codziennie targ a na nim: tony ciuchów z Niemiec i Anglii, od nówek po używane w super stanie. Ceny wahają się od 3zł do 30zł max za sztukę.
            Zazwyczaj w środy ciuchy są w większości po 2zł i 5zł, żeby przyszykować miejsce na kolejną "dostawę".

            Między stołami i wieszakami z ciuchami ustawiają się "graty":
            setki szaf,szafeczek,łóżek,foteli,stołów,krzeseł,kwietników,dywanów,doniczek,firanek,garnków,rowerów,stepperów,wózków,zabawek i co tam jeszcze.
            Wszystko to jest przywożone z wystawek.
            Nie widzę aby ludzie wstydzili się kupować takie rzeczy bo codziennie jest mega ruch a Ci którzy tym się trudnią dorobili się niezłego majątku.
    • ira_07 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:18
      Jest w "Jeziorze Bodeńskim" taki fajny fragment: Polak nie wyczyści Niemcowi butów, choćby miał zginąć, Anglik zrobi to za paczkę papierosów...

      Bo Anglik kompleksów nie ma na punkcie Niemca, jest okazja na zysk, to wykorzysta. Polak kompleksy ma, więc "on Niemcowi to nigdy....".

      Nie wiedziałam, że coś takiego istnieje, bo ja żyłam całe zycie przy granicy ze Słowacją, ale dlaczego niewink Jakie to jest EKO! Ponizanie się to kradzież. A jak ktoś coś oddaje za darmo, bo nie chce? Kompleksy, kompleksy, kompleksy. Bo nas, Polaków, do Ukraińców porównywać? My, Polacy, NIEMIECKIE odpady mamy brać?
      • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:32
        "I tłumaczy: - Jeśli towar jest z dawnego RFN-u, to wiadomo, że lepszy i kasa lepsza. Gorszy jest w byłym NRD. Tam nic nie ma - rzeczy stare, brudne, a niektórzy Niemcy, jak nas widzą, to je od razu niszczą."

        to fragment tego długaśnego artykułu, który zalinkowałam...-wiem, to Nemcy powinni się wstydzic, że w nich tyle niechęci do Polaków.

        > Jest w "Jeziorze Bodeńskim" taki fajny fragment: Polak nie wyczyści Niemcowi bu
        > tów, choćby miał zginąć, Anglik zrobi to za paczkę papierosów...
        >
        > Bo Anglik kompleksów nie ma na punkcie Niemca, jest okazja na zysk, to wykorzys
        > ta. Polak kompleksy ma, więc "on Niemcowi to nigdy....".

        Trochę to niezgodne z prawdą w dobie polskich gastarbeiterów w Niemczech.

      • minnie_su Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:39
        no to juz jest czysta literatura. trudno o niemcow, ktorzy nie maja poskiej sprzataczki. trudno przejsc kolo wystawki nie widzac grzebiacych w niej polakow.
        • zdecydowana_brunetka Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:43
          Czyli wkraczamy w sferę dumy narodowej i transgranicznego PR. Zawsze to byłoby lepiej, gdyby to Niemcy grzebali u nas niż vice versa wink Tu mi się wydaje jest pies pogrzebany
          • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:53
            Zawsze to byłoby
            > lepiej, gdyby to Niemcy grzebali u nas niż vice versa wink

            No cóż fajnie, gdybyśmy oplywali w taki dobrobyt, by ludzie z krajow biedniejszych przyjezdzali do nas pogrzebać na wysypiskach. Nie chodzi wcale o Niemcom. MNie to ganz egal. ;DDDD
          • minnie_su Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:05
            zdecydowana_brunetka napisała:

            > Czyli wkraczamy w sferę dumy narodowej i transgranicznego PR. Zawsze to byłoby
            > lepiej, gdyby to Niemcy grzebali u nas niż vice versa wink Tu mi się wydaje jest
            > pies pogrzebany

            nie wiem. chyba najlepiej byloby, nie zawracac sobie glowy tym co robia inni jesli nikomu krzywdy nie robia. chca grzebac, niech grzebia. ale tez nie wymyslac sobie jakichs literackich obrazow o polakach, co to nigdy u niemca... mysle tez, ze kazdy kij ma dwa konce. to polskie grzebanie w europejskich smietnikach, bieganie z workami po europejskich pchlich targach jeszcze zanim ten targ otworza, wyciaganie ciuchow z europejskich kontenerow na uzywana odziez etc. to jedna ze stron (tych mniej pieknych?) przedsiebiorczosci, zmyslu do handlu, umiejetnosci poradzenia sobie w kazdej sytuacji. piekniejsza strona so biznesmeni, wlasciciele swietnie prosperujacych firm, dyrektorzy handlowi smile.
        • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:48
          >trudno przejsc kolo wystawki nie widzac grzebiacych w niej polakow.

          i przez to jawimy się jako naród pariasów...ups wielbicieli eko <rotfl>
          • zdecydowana_brunetka Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:58
            Tak jak pisałam - nastawienie jest w głowie. Twojej. I wrażliwości na ewentualną reakcję innych ludzi i to, co sobie moga o tobie pomyśleć.
            Można to robić z biedy (albo tzw zapobiegliwości), a można z ekoświra czy zwyczajnie radości z upolowania czegoś ciekawego i pieknego.
            Antyki to też używane meble - ja tam nie grymaszę, że ktoś przy stole z XVIIIw siedział czy ktoś w stare lusterecko przede mną patrzył wink Albo serwis z cieniuteńkiej porcelany z lat 20-tych - takiej teraz nie ma... Ja uwielbiam pchle targi. Ktoś te cuda GDZIEŚ znalazł i odnowił...
            Ale np używanej odzieży nie jestem w stanie używać, ale nie patrzę z obrzydzeniem na tych, którzy zaopatrują się w ciuchlandach w cudeńka. Ani jak na pariasów.
    • baltycki Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:43
      blanus2202 napisała:

      > Jakie macie podejście drogie emamy?
      > Jedni ludzie widzą to jako grzebanie w niemieckiej stercie śmieci. Głownie prze
      > z Rosjan, Ukrainców, Polaków... I generalnie wstyd!

      Widywalem Niemcow na rowerach jezdzacych od jednego pojemnika na "szklo" do nastepnego z latarka, przyrzadem do wyciagania butelek "na zastaw", ktore to butelki ktos inny wrzucil przez nieuwage? Z lenistwa?
      Jakos wstydu nie zauwazylem.
      Biednym byc i probowac sobie radzic to wstyd?
      • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:49
        > Widywalem Niemcow na rowerach jezdzacych od jednego pojemnika na "szklo" do nas
        > tepnego z latarka, przyrzadem do wyciagania butelek "na zastaw"

        niemieccy penele lub Polacy wstydzacy się mówić po polsku
        • rosapulchra-0 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:53
          Byłaś? Widziałaś? Że tak autorytatywnie i z taką pogardą to piszesz?
          • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 11:53
            Niestety wielokrotnie.
            • best_bej Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:06
              tak jak ktoś wcześniej zauważył- co to za wstyd radzić sobie, jeśli biedny? niech grzebie ile wlezie. środowisko tylko zyska.
              wstyd to pogardzać innymi.
              • best_bej Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:09
                a nawet jeśli nie biedy, to co za wstyd? przecież nie kradnie. nie krzywdzi nikogo.
                ale to niektóre myślenie dziecinne. ostatnio wstydziłam się takich rzeczy w przedszkolu. potem dorosłam.
                • rita75 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:24
                  ostatnio wstydziłam się takich rzeczy w prz
                  > edszkolu. potem dorosłam.

                  A grzeb sobie na zdrowie....czy ja ci bronię?
                  • best_bej Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:29
                    chyba odniosłaś się do tego zbyt personalnie.
            • rosapulchra-0 Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:06
              Ja też widzę wielu korzystających z wystawek i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że bardzo rzadko widzę tam menela angielskiego czy Polaka wstydzącego się tego, że nie zna języka. Dodam jeszcze, że regularnie organizowane są tzw. wyprzedaże samochodowe (car boot), z których w zdecydowanej większości korzystają tubylcy. Pewnikiem muszą się bardzo wstydzić.
    • mondovi Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:14
      Po to jest wystawka, aby ktoś z tych rzeczy korzystał. Nie widzę powodu do wstydu.
      • minnie_su Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:24
        no z zalozenia to wystawka jest po to zeby mieszkancy mogli pozbyc sie smieci, ktore nie zmieszcza sie w normalym, regularnie oproznianym kontenerze - i ktore zostana odebrane danego dnia przez sluzby komunalne. to ze polacy wczesniej w nich pogrzebia to troche tym slubom ulatwi prace (mniej do wywiezienia) a troche utrudni (to co bylo na jednej wielkiej kupie, po tym grzebaniu jest wlasnie "rozgrzebane"). ale ogolnie cenie sobie przedsiebiorczosc jako taka smile
    • czastin_piber Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 12:17
      wstydem jest kraść smile
    • hitipiti Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 22:31
      Z takiej wystawki upolowałam kiedyś przez przypadek srebrną tacę z sygnaturami z początku XX w. brudna, czarna, okropna, śmieć. Myślałam, ze oszaleje z radości. Wyczyszczona, wypolerowana w pięknej witrynie przedstawia zupełnie inną wartość. Sztuka to w „śmieciu” zobaczyć to, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Wstydem jest płytkie i powierzchowne myślenie.
    • i_love_my_babies Re: Czy jeżdżenie na wystawki jest wstydem? 11.06.11, 22:56
      dla mnie przywożenie tych rzeczy z wystawek do Polski i sprzedawanie byle gówna za min. 50 zł na targu to wstyd
Inne wątki na temat:
Pełna wersja