lutyk
21.06.11, 09:35
Ostatnio miałam okazję rozmawiać z pewną nauczycielką podstawówki i dowiedziałam się, że wiele szkół ma problemy z obsadzeniem miejsc w klasach integracyjnych - chodzi tu o te miejsca dla dzieci bez orzeczeń, czyli zdrowych. Podobno spaerwa wyglada tak, ze rodzice dzieci z orzeczeniami są zazwyczaj chetni, ale czasem trzeba zamykac, czy tez raczej - nie tworzyc - klasy, gdyz brakuje dzieci zdrowych. Ogólnie wygląda to tak, że w takiej klasie jest max 5 dzieci niepełnosprawnych na 20 w sumie, nauczyciel prowadzący plus nauczyciel wspomagający.
Przyznam, ze nigdy sie nad taka kwestia nie zastanawiałam, mój syn chodzi do szkoły rejonowej, bez klas integracyjnych, wiec nawet takiego tematu nie było... I tak w pierwszej chwili pomyslałam sobie, ze Boze, co za społeczenstwo, brak tolerancji, ze ja nie iałabym nic przeciwko i etc, ale jak mi ta nauczycielka uswiadomiła, ze to nie zawsze tak pieknie wygląda, bo niestety, czasem i jedno dziecko z uposledzeniem potrafi mocno zburzyc plan lekcji, a co dopiero, kiedy jest ich wiecej, np. dwoje z autyzmem i jedno z porażeniem, i że ona raczej nie posłałaby swojego dziecka do takiej klasy.
Aha, mówiąc dziecko niepęłnosprawne nie mówię tu o dzieciach jedynie z niepęłnosprawością ruchową, np. na wózku, ale intelektualnie rozwijających się prawidłowo. Tu nigdy nie miałam i miałabym zadnych oporów, wręcz przeciwnie, chiałabym, aby mój syn od najmłodszych lat potrafił odnajdowac się w takich sytuacjach. Do tej rozmowy nie miałam tez takich watpliwości, jesli chodzi o dzieci z lekkim uposledzeniem, ale teraz to juz sama nie wiem, co bym zrobiła... POki co drugi synek jest jeszcze malutki, ale za jakis czas ponownie tzreba bedzie wybrac szkołę, a poniewaz raczej bedziemy sie przeprowadzac, byc moze trafimy na szkołę z klasami integracyjnymi...
Czy ma ktos dzieci w klasach integracyjnych? Jak to wyglada na co dzien?